Witam,
Poczytuje forum od dłuższego czasu ale jakoś dziś świątecznie mnie zebrało do napisania o swojej historii bo kompletnie nie mam się komu z niej wyspowiadać a czuję że popełniam błąd ![]()
Jestem w związku od 11 lat z jednym mężczyzną. Ponad 3 lata po ślubie. Mamy 2,5 letnie dziecko.
Od jakiś 8 miesięcy coś ciągle się chrzani.....
Mąż nagminnie zaczął o siebie dbać... odchudzanie, ćwiczenia, kilka nowych ciuchów...
Następnie pisanie potajemnie smsów.... bilingi z smsami pod jeden numer przez kilka nocy w miesiącu z dużą częstotliwością...
Dzwoniłam pod ten numer... dwa razy pod rząd... odebrała kobieta.... mąż zapiera się że to kolega "przyjaciel" z pracy (telefon odebrała akurat wtedy narzeczona kolegi).... ten ktoś to osoba której się zwierza bo mnie nie może... Jestem zbyt zapatrzona w dziecko jego odtrąciłam...........(jego słowa).
Dowodów brak na zdradę ale podejrzenia są spore..... mąż zapiera się na życie naszego dziecka... ale....
Pracuje na dwa etaty... mało bywa w domu. Często nie ma go w nocy.
Przy kilkunastu rozmowach zapiera się że na 100% mnie nie zdradził ale już mnie nie kocha.. nic do mnie nie czuje itp.
Chce rzekomo próbować być ze mną dla dziecka.... nie okazuje żadnych uczuć chyba że złość ...
Często jest bardzo rozkojarzony.
Słuchy mnie dochodzą że może w pracy mieć romans ale nie ma żadnych dowodów ... poza tym on bardzo zaprzecza...
Twierdzi że na pewno by mi powiedział bo wolałby żeby to skończyło się z poważnego powodu niż z braku czasu dla siebie i z braku pieniędzy.
Nie jest złoty, nie jest ideałem. Nie szanuje mnie odkąd dziecko się pojawiło.
Ma sporo wyrzutów.... jest typowym egoistą do potęgi.... cały nasz związek zaczął się od walki mojej o niego... niejednokrotny kryzys przetrwaliśmy bo to ja walczyłam zawsze.... teraz zszedł na drugi plan i ja to wiem ale poza byciem żoną, matką, kurą domową mam swoją działalność i staram się we wszystkim znaleźć złoty środek... Pewnie i jego kosztem ale on nie daje mi żadnego wsparcia... (chociaż on uważa że daje i że jest dla mnie bardzo dobry). Ja na to patrze inaczej bo odkąd jest dziecko sama przez 24h się mu poświęcam. Teraz jest coraz lżej bo dziecko rozumne i mądre... dość samodzielne. Ale między nami chłód totalny i te jego dziwne zachowania. Mam ogromne podejrzenia o zdradę ale to jego zapieranie się mnie gubi. Jestem w stosunku do niego łatwowierna. Ciągle gdzieś głęboko mi na nim zależy... możliwe że dlatego że był pierwszym poważnym partnerem i w zasadzie jedynym...
Wychowałam się bez ojca i potrzebowałam jako nastolatka szybko bliskości... Nie chciałam jednak by był to ktoś byle jaki. Wybrałam sobie faceta nie do zdobycia i udało mi się go ostatecznie usidlić a teraz ta zdobycz znów gdzieś się wymyka co bardzo mnie boli...
I to chyba nie o samą miłość chodzi ale o to że jak on może wobec mnie tak się zachowywać.
Jestem dość atrakcyjna pomimo lekkiej nadwagi. Może nie jestem sex bombą ale raczej urodę posiadam. Brakło mi przez brak pracy pewności siebie a on stale utwierdza mnie w tym że jestem nikim bo jak twierdzi zmieniłam się i on mnie nie kocha. Nie chwali. Wyśmiewa czasem więc moja samoocena systematycznie spada....
Szukam pomocy na internecie i w książkach..
Wiem że popełniłam wiele błędów bo byłam za dobra... rozpieściłam a teraz tego nie robię więc jemu "odbija"...
Kochałam tylko jego a teraz kocham dziecko... jego w małej części też ale za mało by dalej go niańczyć i we wszystkim wspierać np. w robieniu sobie tatuaży....
On nie dorósł do roli męża i ojca a ja znów nie wiem co zrobić żeby obowiązków żony i matki nie traktować tak poważnie..
Nie umiem się zmienić w "zołzę" a i taka zmiana nie skutkuje niczym dobrym...
Oddalamy się od siebie i on lekceważy mnie... nie ma czasu ani chęci na rozmowy... na przytulanie... jest zimny i żyje jakimś innym życiem.
Mnie nie łatwo jest zakończyć to małżeństwo bo nie chce krzywdzić dziecka. Nie chce mu zabierać taty i odwrotnie... nie chce szarpaniny.
W głębi duszy wiem że jesteśmy wręcz idealnie dobrani jednak mamy inne priorytety bo on chce mieć pasje i imprezy a ja chce szczęścia dziecka.
Wina rozpadu leży po środku chociaż on pewnie gdzieś sobie wyidealizował jakąś kobietę i dla niej się tak stara...
Dlaczego ja nie mam potrzeby i nie umiem zawalczyć o siebie?
Sama z dzieckiem ze swojej pensji się nie utrzymam jeszcze (firma się rozwija).
Nie umiem zamknąć 12 lat prawie i zostać z dzieckiem sama... a nie chce też niszczyć siebie dając mu do zrozumienia że pomimo jego błędów zawsze przy nim będę...
Nie mogę zdobyć dowodów na zdradę bo to najprawdopodobniej romans - niewinny ale zawsze to jakaś forma zdrady i zauroczenia dla której on gotów jest poświęcić wszystko....
Najgorsza jest bezradność finansowa i żal dziecka...
Sama wychowałam się bez ojca...nie chce mojemu dziecku zafundować takiego życia ;(
Pomóżcie... doradźcie......
Rodzina twierdzi że on musi zdradzać bo zachowuje się nadmiar dziwnie... utwierdzają mnie w tym ale nikt nie wie co mam zrobić... każdy wie że rozwód to tylko ucieczka i krzywda dziecka ..... i pewnie przez długi czas będzie tez to moja krzywda bo ja koszmarnie potrzebuje miłości i mężczyzny.
Wiem że on nie jest mnie wart bo jest koszmarnym egoistą którego sama też tak "wychowałam" ale kochałam i pewnie kochać będę tylko nie tak ambitnie jak wcześniej....
Przepraszam za długość i chaos............