Od ponad 2 lat byłam w związku z facetem. Mieliśmy wspólne plany na przyszłość, marzenia. Zdarzały się wzloty i upadki. Był moim pierwszym parterem od ponad 4 lat. Od czasu, kiedy zostałam zgwałcona...
Na początku strasznie ciężko było mi zaufać komukolwiek, zwłaszcza facetowi. Bałam się panicznie każdego dotyku. Ale w końcu się przełamałam. Zaczęłam mu ufać i zostaliśmy parą. Kiedy zaczęliśmy się widywać, jeszcze miał jakąś inną dziewczynę (choć nie uważał jej za swoją partnerkę) z którą się przespał... Dowiedziałam się o tym od niej. Byłam w szoku. Jak on mógł grać na dwa fronty? Zapytałam go dlaczego to zrobił, a on na to, że ?tak z głupa?...
Wtedy straciłam do niego zaufanie. Starał się je odzyskać. Był czuły, nie zmuszał mnie do niczego Im mniej bałam się dotyku, tym bardziej zaczynałam mu ufać
Nasz związek się rozwijał. Któregoś dnia, jego była napisała mi, ze mnie zdradził po pół roku znajomości. Znów z nią... Nie chciałam w to wierzyć, więc zapytałam go czy to prawda. Powiedział, że ona kłamie, a on kocha tylko mnie. Uwierzyłam mu, choć jeszcze parę razy go o to pytałam, a on zaprzeczał.
Wczoraj, kiedy rozmawialiśmy poważnie (a on wypił parę piw i rozwiązał mu się język), zapytałam go wprost, czy wtedy mnie zdradził. Tym razem przyznał się do zdrady. Mówił, że tamta dziewczyna jest pusta, że on tylko mnie szanuje. Zasugerował, że to była moja wina, bo byłam wtedy taka niedostępna... Nie słyszałam co mówił potem, bo po prostu wybiegłam z restauracji. Nie chciałam się rozkleić na dobre przy obcych ludziach...
Próbował się jeszcze ze mną kontaktować. Napisałam mu, że to koniec, że go nienawidzę.
Czuje się tak podle... Jakby ktoś rozszarpał moje serce. Teraz obwiniam się, jak mogłam być taka głupia i mu zaufać? Jak on mógł mi to zrobić, po tym wszystkim co przeszłam?