witam. pisze tu o tym bo chcialabym podzielic sie tym wszystkim z osobami postronnymi..
moj problem polega na tym ze nie moge sie dogadac z wlasna matka. wychowywala mnie samotnie, bez ojca, cale moje wspaniale dziecinstwo zawdzieczam cudownym dziadkom. nie bylo ze mna nigdy klopotow, jak bylam mlodsza jakos sie dogadywalysmy, byla normalna mama, ale nigdy taka jaka bym chciala. jak dorastalam nieraz potrzebowalam jej rady, ale ona niestety nigdy nie potrafila byc dla mnie przyjaciolka. powinna nia byc, nie mialam ojca i ona powinna starac sie mi go zastepowac. ale niestety...
nigdy nie powiedziala mi ze jest ze mnie dumna, raz pamietam tylko widzialam w jej oczach to, mielismy zakonczenie gimnazjum, bal, wygralam wtedy jakis konkurs tanca, jej oczy jakby mowily wtedy 'patrzcie, to moja corka".
od okolo 2 lat jak dla mnie zyje w jakiejs depresji, ciagle ma o wszystko pretensje, ..ma meza, urodzila 8 lat temu moja siostre, i i tak ciagle jest niezadowolona z zycia. nie pracuje, staralismy sie z ojczymem jej cos znalezc, ale nic jej nie odpowiada, jak dla mnie ona po prostu zamknela sie na ludzi. wszyscy sa dookola zli, ona jest idealna. najgorsze jest to ze nie widzi w sobie swoich wad, albo nie chce widziec. staramy sie jej czasem cos powiedziec, to konczy sie to zawsze awantura.
dla mnie jest dobra tylko wtedy, jak daje jej pieniadze, ja pracuje, zarabiam, nigdy mi za nic nie podziekowala.
ja jestem jej wdzieczna za to , ze mam siostre, wspaniale dziecko, czasem jest mi jej szkoda, czasem nie moge patrzec jak mama ja wychowuje, w ciaglych nerwach..nie potrafi nawet z nia odrobic spokojnie lekcji, nie mowiac juz o zabawie.
zawsze z moim facetem staramy sie jej dac jak najwiecej z siebie radosci itp.
moze mama nie jest alkoholiczka, tyranem, itp, ale nie jest matka taka, jak chce dziecko. i juz nigdy nie bedzie. smutno mi czasem, dzisiaj od rana jestesmy poklocone, sama ja zaczela, a i tak stwierdzila ze to moja wina.
chce sie wyprowadzic, planowalismy w listopadzie, ale moja babcia wyjezdza do sanatorium i nie chce mamy zostawic tak na swieta z przygotowaniami, wiec przenieslismy wyprowadzke na nowy rok. i co z tego ze ja o niej mysle, zawsze robie co chce, jezeli ona tak mnie traktuje. jestem tylko dobra jak daje jej pieniadze, woze gdzies itp.
oczywiscie sa dobre dni, ale zdarzaja sie raz w tygodniu. ehh..ale zyc trzeba, moze jak sie wyprowadze i nie bedziemy sie czesto widywac to bedzie lepiej..moze. choc w domu wiem ze bedzie dalej ta sama kobieta:(
aa jakie sa wasze stosunki z matkami??