Witam!
Chciałabym opowiedzieć swoją historię, która wielu osobom wydaje się być niemożliwa. A jednak... Jestem mężatką od ponad dwóch lat. Przed ślubem znaliśmy się z mężem trzy lata. Często spotykałam się z jego rodzicami, nawet ich lubiłam ale do czasu. Przyszedł dzień naszego ślubu, już wtedy zaskoczyło mnie to, że jego rodzice chcą pożyczyć od nas pieniędzy ze ślubnych prezentów. Zgodziliśmy się(suma 3600zł). Mieszkaliśmy u moich rodziców, mąż nie pracował, utzrymywali nas moi rodzice bo jego nie pomogli nam w żaden sposób. Zbliżał się termin porodu naszego dziecka a wszystkie pieniądze jaki mieliśmy z wesela poszły na wyprawkę dla dziecka i kupienie mebli do naszego pokoju. Zaczełam tłumaczyć mężowi aby dopomniał się naszych pieniedzy od swoich rodziców no i się zaczeło.Mamusia myslala ze dostala pieniazki w prezencie, robila straszne awantury chociaz tesc bardzo dobrze zarabia, twierdzila ze skoro mieszkamy u moich rodzicow to niech oni nas utrzymuja a im czesciej dopominalam sie o swoje tym bardziej zaczela mieszac w naszym malzenstwie. Codziennie rano dzwonila aby synalek do niej przyjezdzal a ten zamiast pomagac mi przy dziecku kiedy ja bylam w szkole jezdzil do niej a moja mama pracowala i zajmowala sie wnukiem zebym tylko mogla skonczyc szkole. Tesciowa ciagle mu gadala jaka jestem zla, ze chce od nich pieniadze a oni maja tak ciezko bo zima i trzba opal kupic a ten wracal od niej i tak dzien w dzien awantura. Az w koncu wygarnelam mu ze jestesmy odrebna rodzina,ze moi rodzice nawet raz nie wtracili sie w nasze zycie chociaz nas utrzymuja a jego ciagle znajduja jakis problem, ze ciagle jest tylko moja mama to, moja mama tamto. Tak sie wtedy obrazil ze zabral swoje rzeczy i przez 5 miesiecy mieszkal u nich. Oni jako dziadkowie przez ten czas dziecko widzieli tylko jeden raz bo maz odwiedzal do sam. Wrocil do nas i jakis czas bylo ok. Znalazl prace, radzilismy sobie z synem ja skonczylam szkole ale mama znow wkroczyla do akcji. Dobrze wiedziala ze nie lubie kiedy ktos kieruje moim zyciem wiec zlosliwie organizowala nam kazdy weekend oczywiescie w swoim towarzystwie, ciagle chcialam pozyczac od nas pieniadze chociaz ona dla nas nigdy nie miala, kiedy sie zbuntowalam stwierdzila ze nie szanuje rodziny meza bo nie pozyczam pieniedzy, bo nie siedze tam tyle ile ona sobie zyczy a maz tylko sluchal i sluchal. Kiedys maz zdazyl wyjscv do pracy i zadzwonila do mnie, zaczela wyzywac mnie od najgorszych, ze nie kocham jej synka, ze tylko rozpierda...jego ciezko zarobione pieniadze(tylko na ile moze wystarczyc 1200zl przy malym dziecku). Maz drugiego dnia pojechal niby mnie obronic a jak sie okazalo mamusia tak przekrecila sytuacje, ze synus zabral swoje rzeczy poraz kolejny. Nie ma go juz z nami 9 miesiecy. Oczywiscie przesadzonych alimentow nie placil (400zl) bo mamusia twierdzila ze wydam je na byle co, za to zaprowadzili mnie do sadu aby uregulowac kontakty z moim dzieckiem. Chcieli aby spedzal u nich cale weekendy ale sad nie przychylil sie do pozwu z racji warunkow panujacych w tym domu, tesciowa jest totalnym brudasem nie potrafi nawet trzymac odkurzacza wiec zabieraja dziecko na 9 godzin raz w tygodniu. O 4 miesiecy zaczal placic alimenty bo jak twierdzi zrozumial swoj blad, nie rozmawia z rodzicami i znow chce do mnie wroc tylko ze wynajac mieszkanie. Nie wiem co robic bo jakos trudno mi uwierzyc w to, ze odcial pepowine... A nie chcialabym aby moje dziecko przechodzilo przez to kolejny raz. Jest coraz starszy a byloby to dla niego ciezkie jesli znow by nas zostawil. Z reszta ja sama nie chcialabym przechodzic przez to pieklo nastepny raz. Moi tesciowie to ludzie nienormalni. Ja nadal bardzo go kocham ale nie potrafie ufac juz jego obietnicom. Nie wiem co robic a z drugiej strony wiem ze jesli nie sprobuje nie przekonam sie czy sie zmienil. Wszystko jest bardzo skomplikowane...
ja mam 18 lat, jeszcze sie ucze, tez jestem w ciazy, planuje zamieszkac teraz razem z moim chłopakiem i jakoś w głowie mi sie nie mieści żeby jego rodzina tak ingerowała w nasze życie i chyba w twoim przypadku nie chodzi tu o to zeby mąż odciał pępowinę tylko żebyś ty się odcięła od niego, bo to co on robi jest straszne tak samo dla ciebie jak i waszego dziecka jak mozna zostawic swoja zone i dziecko i mieszkac u mamusi, moze jestem młoda i sie nie znam ale wiem jak czuje sie kobieta która zostawia facet ktorego kocha a tymbardziej jezeli sa dzieci moim zdaniem facet ktory tak robi to juz nie facet
chyba byloby wam lepiej razem z twoja rodzina, mieszkac w spokoju a nie z nim i sluchac wiecznych awantur o kase.
nic.iech przychodiz do ciebie w odwiedziny, do malego moze bedzie dobrze:)
trzymaj sie i ucaluj malego
a kolezanka 18 letnia jest zadziwiajaco madra jak na taki wiek i bardzo dojrzala:)ale to dobrze, ze mamy takie madre dziewczyny. tylko sie mloda 18stko pilnuj, bo tesciowa ma kazda synowa i ta madra i ta niemadra, a kobieta w ciazy jest slaba...
Kiedy czytam takie posty... wstyd mi czasem że jestem mężczyzną...
Ogarnie mnie złość że istnieją takie indywidua...
Brak mi słów...
Jeśli postawisz na zaufanie i związek to skorzystajcie z pomocy specjalisty, bo sama mimo najlepszych chęci możesz nie dać rady. Szkoda zdrowia. Szkoda ran i łez Twoich i dziecka, które czuje o wiele więcej niż nam się zdaje.
A samo zaproponowanie wizyty u takiego specjalisty będzie dla partnera doskonałym testem, a dla Ciebie cenną wskazówką czy dorósł do czegokolwiek.
Mam nadzieję że Wam się uda, czego życzę z całego serca.
Mąż i ojciec wyprowadził się do MAMUSI najpierw na 5, a potem na 9 miesięcy???? Toz to totalny maminsynek. Jego matka jest głupia kobietą!
Powiedz mężowi ze uzalezniasz jego powrót do Ciebie i syna od przejścia psychologicznej terapii i zerwania pępowiny łączącej go z mamusią. Inaczej zawsze będzie chował się pod maminą kiecką przy byle okazji.
O masakra jak to przeczytałam to pomyślałam o swoich obawach. W innym poście pisałam o brudzie u przyszłej teściowej ale do takich sytuacji nawet nie chcę dopuszczać. Jak Ty xkobieta22 to wytrzymujesz? Widzę u Twojej teściowej jakieś dziwne zależności: bałaganu nie potrafi ogarnąć ale Wam w życie wchodzi ???
7 2011-12-12 20:00:11 Ostatnio edytowany przez xkobieta22 (2011-12-12 20:03:39)
Ta baba to diabeł wcielony... Ja mam dość i zaczynam zastanawiać się nad rozwodem. On chyba nigdy się nie zmieni. A na terapię u specjalisty nie chce sie zgodzić bo twierdzi,że nie jest głupi
Najgorsze jest to, że po dziecko zaczął przyjeżdżać w kratkę i co najważniejsze nie daje na jego utzrymanie bo oddaje pieniążki mamusi. Uważa, że jak kupił małemu prezent za 350 zł jest już wspaniałym tatą a zamiast się z nim spotkać urządza sobie spotkania z kolegami na mieście. On uważa, że jesli odbiera pensję to jest panem moim i całego świata a ja mam go błagać o alimenty. Na szczęście moi rodzice mi pomagają i dzięki nim mamy co jeść bo tatuś alimenty od 10 miesięcy dał tylko cztery razy;/
Ta baba to diabeł wcielony... Ja mam dość i zaczynam zastanawiać się nad rozwodem. On chyba nigdy się nie zmieni. A na terapię u specjalisty nie chce sie zgodzić bo twierdzi,że nie jest głupi
Najgorsze jest to, że po dziecko zaczął przyjeżdżać w kratkę i co najważniejsze nie daje na jego utzrymanie bo oddaje pieniążki mamusi. Uważa, że jak kupił małemu prezent za 350 zł jest już wspaniałym tatą a zamiast się z nim spotkać urządza sobie spotkania z kolegami na mieście. On uważa, że jesli odbiera pensję to jest panem moim i całego świata a ja mam go błagać o alimenty. Na szczęście moi rodzice mi pomagają i dzięki nim mamy co jeść bo tatuś alimenty od 10 miesięcy dał tylko cztery razy;/
Po pieniążki w Twoim imieniu zawsze może się zgłosić komornik więc błagać męża nie musisz. A jeśli nie ma zamiaru oglądać dziecka to może sprawa o ograniczenie praw rodzicielskich pomoże? Może to mu da do myślenia. Jesteś silną kobietą, masz swoich rodziców i dasz sobie radę. A mąż, który bez mamusi żyć nie może po prostu nie zasługuje na Ciebie i dziecko.
Zaczęłam poważnie zastanawiać się nad ograniczeniem praw ale byłam u adwokata i powiedział mi, że to nie jest proste. Trzy razy już spotkaliśmy się w sądzie, raz w sprawie alimentów i dwa razy w sprawie ustalenia kontaktów i było to dla mnie ciężkie przeżycie. Wiem, że muszę dać sobie radę dla mojego synka choć jest ciężko staram się żeby moje 2,5 roczne dziecko nie patrzyło na moje łzy bo zawsze wtedy pyta Mamusia o cio sie udeziłaś? Dam ci buziaka i juś nie boli.
Przecież nie powiem takiemu dziecku, że to przez jego tatę... Mój synek dodaje mi sił ale o NIM ciężko jest zapomnieć chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że jego matka nie zniknie z naszego życia. Proszę Boga żeby dał mi siłę i przestała go kochać i postawił na mojej drodze kogoś kto pokocha mnie i mojego synka i zaakceptuje go jak swoje dziecko.
jesteś jeszcze młoda na pewno ułożysz życie:)na początku jest ciężko wspomnienia dobre czasem wkradają itd.ale pomyśl o swej przyszłość ii dziecka po cierpieć masz rodziców dasz rade.Ja wczoraj wzięłam rozwód a mam 26 lat też przeżywałam swego męża ale obiecywanie cały czas nie jest dobre .TERAPIA MAŁ. I PSYCHOLOG MOŻE WAM pomóc tylko bo tak to posypie wam życie niestety wiem o tym.Musisz tez sama odp.czy na pewno chcesz tak żyć .Ja nigdy nie byłam za rozwodami no niestety stało się muszę to przełknąć ważne jest twoje zdrowie a nie wspomnę już o dziecku.ja nie miałam dzieci,chociaż chcieliśmy ale jak u nas zaczęlo być coraz gorzej to nie było takiej obcy o małej istotce.Małżeństwem byliśmy 1rok .A po za tym twój maz musi sam zrozumieć że żle robi i chcieć na pewno zmienić i ratować małżeństwo nie na chwile tylko na zawsze bo póżniej moze być zapóżno niestety przykre niestety ale prawdziwe.Pozdrawiam :)cieplutko
11 2011-12-16 15:40:06 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-12-16 15:41:54)
Kiedy czytam takie posty... wstyd mi czasem że jestem mężczyzną...
Ogarnie mnie złość że istnieją takie indywidua...
a mnie wscieklosc bierze na glupote dziewczyn! Tak wlasnie: dziewczyn, nie ich pseudo-partnerow. Wiedzaly galy co braly tylko nie wiedzialy najwyrazniej na czym polega antykoncepcja. I teraz bek. Bo zamiast robic rzeczy w zdrowej kolejnosci: szkola, zawod, praca, wlasne lokum i DZIECKO (nie byloby wtracania sie ani pozyczek ani liczenia z kazdym groszem dawanych przez rodzicow) to najpierw siup do wyrka a teraz placz i zgrzytanie zebow.
Drogie "dorosle" mezatki i matki - jak sobie poscielicie tak sie wyspicie. Zeby dorosle dzieci na garnuszku rodzicow siedzialy to wstyd.
Tesciowe sa rozne i ich sie nie zmieni ale wlasne zycie mozna bylo jak byl na to czas.
Uff, Mussuka, jak zwykle z grubej rury... Ale masz rację. Spojrzałam na wiek - 22 lata. Dziecko - 2,5 roku, ciąża - 9 miesięcy. No i wychodzi, że najpierw było dziecko, a potem wszystkie nieszczęścia. Dziewczyny zaczynają od końca. To niedorosłe, nieodpowiedzialne, nierozsądne i głupie!
Uff, Mussuka, jak zwykle z grubej rury... Ale masz rację. Spojrzałam na wiek - 22 lata. Dziecko - 2,5 roku, ciąża - 9 miesięcy. No i wychodzi, że najpierw było dziecko, a potem wszystkie nieszczęścia. Dziewczyny zaczynają od końca. To niedorosłe, nieodpowiedzialne, nierozsądne i głupie!
Wcale nie było tak... Może rzeczywiście najpierw było dziecko dopiero potem reszta. Z tym, że mój mąż zanim poszliśmy pierwszy raz do łóżka musiał czekać bardzo długo. Był wtedy zupełnie inny niż jest teraz. Po ślubie okazało się, że to zupełnie inny człowiek niż którego znałam. Zawsze się zabezpieczaliśmy a ciąża była rzeczywiście przypadkiem, nie widzieliśmy się wtedy przez dłuższy okres czasu i stało się, poniosło nas (chyba każdy miał kiedyś chwilę uniesienia i nie myślał o Bożym świecie). Teściowych zazwyczaj się nie lubi, tworzy o nich różne dowcipy ale moja teściowa to unikat, wredne, podłe babsko. Wiedziałam od początku naszej znajomości, że mnie nie lubi ale nie myślałam, że ma taki wpływ na życie i psychikę mojego męża bo kiedy tylko byliśmy parą potrafił być inny. Nie słuchał jej we wszystkim tak jak po ślubie.
Może jestem "świeża"na Tym forum, ale jak to czytam to w głowie mi się nie mieści. Dziewczyna opisuje co i jak po kolei i dostaje za to zrypki że ma dziecko z człowiekiem którego kochała???????Jak by to ono było wszystkiemu winne!!!!Sama jestem mężatką od 5 lat mam 3 letnią córeczkę i odkąd się Mała urodziła teściowa w każdym momencie pokazuje mi moje miejsce w szeregu,a mąż co oczywiście za mamusią, bo to przecież wszystko moja wina. Nie ważne że własna wnuczka nie dostanie od babuni nawet złamanego lizaczka na dzień dziecka czy na Mikołaja, nieważne że nie mamy co zjeść jak do nich przychodzimy, bo nie jemy ich salcesonu czy szynki, bo to przecież zbyt duży wysiłek żeby kupić jeden serek!!!!!! Więc radzę nie wrzucać wszystkich do jednego wora jak nie zna się do końca sytuacji!!!!!!!!!!!!!!
Uff, Mussuka, jak zwykle z grubej rury... Ale masz rację. Spojrzałam na wiek - 22 lata. Dziecko - 2,5 roku, ciąża - 9 miesięcy. No i wychodzi, że najpierw było dziecko, a potem wszystkie nieszczęścia. Dziewczyny zaczynają od końca. To niedorosłe, nieodpowiedzialne, nierozsądne i głupie!
Przecież Xkobieta22 nie mieszkała z teściami a też miała (i ma) z nimi problemy. To nie o wspólne mieszkanie chodzi (choć też uważam, że mieszkanie z rodzicami czy teściami jest bardzo niedobre dla związku) czy o młody wiek, tylko o to że mężowie są uzależnieni o rodziców, nie dorośli, nie odcięli pępowiny. Z kimś takim nie da się stworzyć związku.
Magda81 i Dakota35 dziękuję Wam za wsparcie!
Może jestem młoda, za młoda na dziecko ale stało się i tego, że mam dziecko nie żałuję a toksyczni teściowie się zdarzają no i synkowie, którzy we wszystkim słuchają mamusi. Ja bardzo kochałam i chyba nadal kocham swojego męża ale nie wyobrażam sobie naszego wspólnego życia z udziałem jego matki w roli głównej. Ona zbyt często mną pomiatała, traktowała mnie jak gorszą od siebie chociaż jak wcześniej wspomniałam nie potrafi utrzymać porządku w domu. Irytowało ją to, że na przykład mój synek ma zbyt dużo ubrań (choć naprawdę posiada tyle co każde dziecko, co do swoich potrzeb i w miarę moich możliwości), czepiała się, że zbyt długo prasuję jego rzeczy chociaż nawet jednego dnia tam nie mieszkałam a co więcej nawet raz nie zostałam tam na noc za to swojego synka bardzo często zapraszała i nalegała aby został na noc na co on się zgadzał
Mój mąż bardzo mało i rzadko palił papierosy (paczka na tydzień) więc na to też mało wydawaliśmy(z resztą nie było nas też stać aby palił paczkę dziennie) a ona czepiała się mnie, że wydaje tylko na ubrania dla dziecka a jej synalek nie ma na to żeby codziennie kupić sobie papierosy i wypić przynajmniej dwa piwa a on nigdy nie przyznał mi racji
Przeżyłam naprawdę koszmar z tą kobietą a to tylko namiastka tego co działo się przez prawie trzy lata małżeństwa.
a on nigdy nie przyznał mi racji
Przeżyłam naprawdę koszmar z tą kobietą a to tylko namiastka tego co działo się przez prawie trzy lata małżeństwa.
W tym krótkim cytacie zawarłaś całą prawdę. To jest esencja sytuacji. Tylko przeczytaj dokładnie i rozbierz na czynniki pierwsze swoją wypowiedź.
Jeśli pozwolisz, to odrobinę Ci pomogę. Naprawdę szczerze i tylko dla Twojego dobra.
Wzrusza mnie to że nadal go kochasz. Niesamowicie wzrusza mnie jak piszesz o Waszym związku i jak w niego wierzysz. To ukazuje mi naprawdę dobrą kobietę... wrażliwą i pełna uczuć... To piękne i wzruszające.
Ale wracam do tematu...esencji problemu zawartej w cytacie...
ON NIGDY NIE PRZYZNAŁ MI RACJI. Przeżyłam koszmar z tą kobietą.
NIE, nie i po stokroć NIE!!! Nie przeżyłaś żadnego koszmaru z tą kobietą. Przeżywasz koszmar każdego dnia! Ale nie z kobietą dla której jesteś obca. Bo jesteś. I tu się nie ma co dziwić, bo wiele synowych dla teściowych to obce istoty (choć są wyjątki, ale nie o tym).
Ty przeżywasz koszmar każdego dnia z NIM!!! Z mężczyzną którego kochasz, a który nie jest mężczyzną tylko dzieckiem.
Nadal nieodpępowionym dzieckiem swojej najwspanialszej mamusi. Dzieckiem - nie, dziecko jest małe, nie rozumiejące i ma do tego prawo.
On nie jest dzieckiem. To EMOCJONALNY EMBRION!!!
Facet, który mając żonę, dziecko i własną rodzinę, nie potrafi wyznaczyć GRANICY!!!
Granicy - swojej matce! Żeby raz na zawsze wiedziała, że taka granica jest. I że swojej kobiety i dziecka będzie bronił ze wszystkich sił i do samego końca.
Płakać mi się chce... NIGDY NIE PRZYZNAŁ CI RACJI w takich sytuacjach... Gdy powinien stanowczo powiedzieć jej - NIE!!!
Mamo, nie będziesz mówić tak o mojej żonie!
Mamo, to jest nasz wspólny wybór.
Mamo, tak postanowiliśmy i tak będzie.
Mamo, ja ją kocham i z nią sypiam i zrobię wszystko by była szczęśliwa.
Mamo, wiem że chcesz dobrze, ale to nasze decyzje. Jestem dorosły i gdy będzie mi źle w związku to porozmawiam o tym z żoną a nie z Tobą. Ciebie zapytam ewentualnie o radę. I niekoniecznie z niej skorzystam.
Mamo, raniąc ją - ranisz mnie. Jeśli tego chcesz to nie mamy o czym rozmawiać.
Ale on tego nie powie jeszcze długo, długo... albo wcale.
Tym bardziej że nie jestem pewien, ale wydaje mi się - doskonale wie jakim jesteś czułym człowiekiem i jak bardzo go kochasz... To nie w porządku, ale myślę że wykorzystuje ten fakt dla swojej wygody. Bo Ty go kochasz i nadal w niego wierzysz. Zapewne siedzisz tez ciszej, niż mamusia, gdyby tylko zechciał się jej postawić. To wygodne i cholernie egoistyczne. Wiem, nie piszę nic przyjemnego. Wybacz mi... Ale życzę Wam jak najlepiej. Stąd taka szczerość.
Jeśli On nie przekona się by wyznaczyć takie granice... by zadbać o komfort kobiety którą kocha i która powinna być całym jego światem i wybiera mamusię, zastając na noc, by go przykryła, wytarła nosek i podała cycuszka... to uświadom sobie... musisz zawalczyć o swoje, bo ten emocjonalny embrion tego nie zrobi.
I to nie ma być walka z teściową. Nie z nią mieszkasz i nie z nią masz dziecko. To walka z nim - by zachował się wreszcie jak FACET.
Jak nic nie da...to wiedz że naprawdę zasługujesz na więcej.
Pozdrawiam Ciepło i życzę powodzenia!
Rzeczywiście dałeś mi do zrozumienia, że to w NIM tkwi problem. Teraz kiedy wie, że do sądu ma wpłynąć pozew o separację błaga mnie żebym tego nie robiła, boi się, że straci anioła stróża, który zawsze powstrzymuje da duchu mimo, że on jest jaki jest. Obiecuje, że pójdzie na terapię psychologiczną ale dopiero wtedy gdy ja wycofam pozew. A ja... Ja boję się, że to pusta obietnica ze strachu przed separacją, rozwodem. Nie ufam mu. I masz rację kocham go strasznie. Niektórzy nawet mówią, że jestem głupia żeby kochać takiego kogoś ale go kocham. Śni mi się po nocach, ciągle myślę co robi, gdzie jest. Ale ten cholerny strach nie pozwala mi mu wierzyć. Mimo tego, że błaga to czuję do niego wielki żal, że tak mnie skrzywdził, że nie potrafił zadbać o nasze szczęście. Zalewa mnie teraz setkami sms-ów ale ciągle odpowiedź brzmi NIE
Dziękuję za odpowiedź.
Popieram Cię wszystkim i z każdej strony :-) W pełni!
Na każdy sms, prośbę uświadom mu że to ON nawarzył piwa i teraz ON musi je wypić.
Bardzo dobrze, że w tym przypadku nie przystajesz na Jego warunki a wreszcie STAWIASZ SWOJE. BRAWO! To na pewno dla Niego szok.
Powiedz mu że separacja jest też dla ludzi. To nie rozwód. Separacji ma się nie bać. Niech wreszcie zauważy że NIE CHCESZ ROZWODU bo KOCHASZ. Niech sobie uświadomi że chcąc separacji DAJESZ MU JESZCZE SZANSĘ. Bo separacja to jest szansa. To będzie dla niego czas, aby go wykorzystał. Aby coś zrobił. Dla Ciebie, dla dziecka i dla Siebie.
I jeśli ten czas wykorzysta na budowanie relacji między Wami, na zbudowanie Waszego związku, na wyznaczenie matce GRANIC, o jakich pisałem wcześniej to wspaniale. To będzie wykorzystanie szansy, jaka jest separacja. A jeśli się biedactwo rozpłacze, i pójdzie do mamusi by wytarła nosek i utuliła do snu... to tylko będzie potwierdzenie że nie wykorzysta swojej szansy. Swoich 5 minut, których niewykorzystania będzie kiedyś bardzo żałował.
Bo nawet gdy nie będzie z Tobą i zacznie próbować czegoś nowego z kimś innym to na tych zasadach nie wyjdzie mu także. Bo żadna kobieta nie zaakceptuje tego na dłuższą metę.
Wiem że kochasz. To daje się wyczuć w każdym Twoim słowie. I w tych wszystkich latach cierpliwości, wielu łzach, samotnych nocach. Wiem. I rozumiem Cię doskonale. Miłość nie wybiera :-)
Kochasz go nadal i to jest cudowne. Ale ceną nie może być poświęcenie całego Twojego życia na łzy i samotne noce. Nie mogą być ceną miłości warunki jakie będzie mieć w tej sytuacji Wasze dziecko.
Nie poddawaj się i tłumacz cierpliwie że nie wybrałaś rozwiązania ostatecznego (rozwód) a separację - która dla niego jest szansą. Prezentem od kobiety która nadal go kocha. I teraz jest czas dla niego. Aby wreszcie mądrze to wykorzystał.
A ja z całego serca życzę Ci powodzenia. Wielu sił i cierpliwości bo jak wiesz nie będzie łatwo. Ale kochasz, więc poradzisz sobie. A najważniejsze - stanowczości. Nie schodzenia z obranej drogi. Konsekwencji, która jest trudna, ale która będzie dla Waszego dobra. Wierzę że Ci się uda :-)
Będę tu zaglądać, by spróbować pomóc gdy będzie taka potrzeba.
Pozdrawiam ciepło!
Przede wszystkim zastanów się, czy nadal go kochasz i czy chcesz z Nim być. Jeśli jest jeszcze jakaś szansa na bycie razem, to warto ją wykorzytać. Na rozstanie zawsze jest czas. Jeśli nic do niego nie czujesz, a jedynie chcesz aby dziecko miało ojca, to nie ma sensu dalej tkwić w tym małżeństwie, bo to błędne koło, problemy będą się nawarstwiać.
Porozmawiaj z Nim szczerze, powiec co czujesz, ale ważne bez obwiniania i oceniania jego i jego rodziny. Zapytaj co on czuje, czy tak wyobrażał sobie wasze wspóne życie, czy według niego to normalna sytuacja. Zapytaj jaki ma pomysł, aby Wasze wspólne życie było lepsze.
Tego, że kocham jestem pewna jak niczego innego. Nie jest zatrzymywanie ojca dziecka na siłę. Bardzo chciałabym z nim porozmawiać ale rozmowa z nim jest bardzo trudna. On nie umie rozmawiać, spuszcza głowę odpowiadają tylko TAK lub NIE. Ogarnia mnie wtedy jeszcze większa złość i się poddaję. To z jego inicjatywy powinna wyjść jakakolwiek rozmowa.
indenpendent bardzo dziękuję Ci za słowa otuchy. Miło wiedzieć, że są ludzie, którzy rozumieją mój ból i moje problemy:) Myślę, że masz rację i on naprawdę jest w szoku, że to ja rozdaję teraz karty a on musi zdecydować czy potrafi to odbudować dlatego zdecydowałam się tylko na separację a nie od razu na rozwód. Mam tylko wątpliwości co do tego czy orzekać o jego winie aby jeszcze bardziej uświadomić mu jego błędy. Gdybyś mógł w tej sprawie doradzić... Z resztą nie tylko Ty... Jednak boję się, że obudzi się za poźno
22 2011-12-20 16:04:12 Ostatnio edytowany przez independent (2011-12-20 16:07:41)
Hm... napisałaś o jego sposobie rozmowy... Spuszczenie głowy i tylko Tak lub Nie.
Rozumiem coraz bardziej jak wygląda sytuacja. Może się mylę ale wydaje mi się że był wychowywany w surowych warunkach. Tak w rozmowie reagują dzieci, którym zawsze kazało się słuchać i wpajało się że nie mają prawa dyskutować i zabierać głosu. Były wychowywane aby tylko odpowiadać - tak lub nie. (choć gdy odpowiadały Nie wtedy były problemy). Miał nie mieć swojego zdania. Wszystko było za niego postanowione. Teraz w jego głowie pozostał taki schemat. Zamiast rozmawiać i przedstawić swoje zdanie on spuszcza głowę i czeka co powiesz Ty. Chce byś zagrała rolę matki i powiedziała wyraźnie co ma zrobić a on ze spuszczoną głową powie tak lub nie.
Zapewne z tego powodu jest wciąż nieodpępowiony, nie śmie się przeciwstawić matce i jest na każde jej wezwanie, a cokolwiek ona powie o Was lub o Tobie on akceptuje i przyjmuje jako pewnik.
Niełatwa sytuacja ale da się z tego wyjść. Tylko droga daleka i niestety niełatwa.
Co do orzekania o winie... nie doradzę Ci teraz bo to nie łatwe. Są za i są przeciw. Trzeba się nad tym dobrze zastanowić. Gdybym coś wykminił to podpowiem.
Najbardziej cieszy fakt ze wreszcie postanowiłaś coś zrobić i rozdajesz karty. Tu nie możesz ustąpić.
Powiedz proszę ile on ma lat, bo nie doczytałem albo nie napisałaś.
Nie wiem też jaka jest aktualna sytuacja... ale co by się stało gdybyś zaproponowała że już nie będzie zostawania na noc u mamusi, a każdą wizytę zaplanujecie tak, abyście mogli zawsze być tam razem?
Jeśli będzie razem, to na pewno Twoja obecność będzie mu pomagać. Poza tym jestem przekonany że w Twojej obecności ona nie będzie mu robić aż tak wyniszczającego prania mózgu, na jaki może sobie pozwolić gdy Ciebie nie ma obok. Poza tym jeśli na początku nie będzie mu wychodzić rozmowa, będziesz mogła go wesprzeć. A gdy sytuacja będzie wymykać się spod kontroli to zawsze znajdziesz powód by właśnie nagle musieć wyjść. I to wyjść razem. Wiem że to trudne i dla niego i dla Ciebie. Byłoby w Waszym przypadku możliwe wypracowanie takiej zasady?
Chyba bardzo dobrze znasz się na ludziach bo odgadłeś sposób jego wychowania. Od małego miał wpojone, że matkę ma jedną a żon może mieć dziesięć (tak samo z resztą jak jego rodzeństwo). Nie potrafi okazywać swoich uczuć. Musiałam uczyć go, że łzy to nie wstyd, że potrzeba przytulenie się to coś normalne u ludzi. Setki razy tłumaczyłam, że nasz synek potrzebuje takich słów i gestów. Jego matka uważała, że jestem latawicą bo całuję swojego męża w towarzystwie w usta (zwykły pocałunek, nie jakieś tam lizanie się), kiedyś gdy zobaczyła jak mąż mnie przytula zmierzyła nas jakbyśmy się kochali na jej oczach. Z czasem miałam nawet wrażenie, że ona leży w naszym łóżku i obserwuje jak się kochamy(na szczęście z czasem mi przeszło).Mąż ma 23 lata. Jego matka robiła mu pranie mózgu nawet wtedy gdy ja tam byłam tylko po prostu pod pretekstem pomocy jej w kuchni zawołała go i dobitnie przedstawiła mu jaka to ja jestem (podsłuchałam wtedy tę rozmowę idąc do łazienki). Gdy wróciliśmy do domu zaczęłam rozmowę na ten temat. Powiedziałam mu, że słyszałam jak jego matka znów go buntowała a on udał głupiego i tylko wstrząsnął ramionami mówiąc, że tak nie było a za kilka dni będąc po wpływem alkoholu powtórzył dokładnie jej słowa, te które wtedy słyszałam. On zawsze musiał robić to czego ona chce i kiedy widziała, że mąż jej zdaniem za bardzo mi się podporządkował to wkraczała do akcji i wszystko psuła a on na to pozwalał
A co do naszych wspólnych wypadów do teściów to szczerze mówiąc sobie tego nie wyobrażam! Męża nie ma z nami już od lutego, więc prawie rok i szczerze mówiąc po tak wielu obraźliwych słowach z ust jego matki nie wyobrażam sobie abym mogła utrzymywać z nią jakikolwiek kontakt a wiem, że ona nie należy do ludzi którzy pierwsi wyciągają rękę (z połową swoich sąsiadów żyje w gniewie) Na szczęście mieszkamy w innych miejscowościach więc nie muszę jej oglądać. Boję się, że nie wybrniemy z tej sytuacji ponieważ jego rodzina zbyt mocno mnie skrzywdziła i boję się, że on nie będzie potrafił wybrać. Mam jednak nadzieję, że separacja w jakiś sposób go obudzi, otworzy oczy i spojrzy na wszystko z mojego punktu widzenia.
Nie jestem osobą konfliktową i naprawdę takie sytuację są dla mnie bardzo męczące! Bardzo źle się czułam w domu jego matki bo nikt mnie tam nie akceptował. Jego matka wręcz zachowywała się tak jakby mnie tam nie było. Kupowała sobie i synkowi piwo opowiadając różnorodne historie na temat sąsiadów i oczywiście zasypywała go pretensjami, że rzadko ją odwiedzamy (choć robiliśmy to przynajmniej raz w tygodniu), robiła wyrzuty, że węgiel leży nie wrzucony do piwnicy a on akurat ma wolne od pracy i nie przyjedzie tego zrobić chociaż mieszkała z mężem czwórką dzieci gdzie jedna z córek miała tyle lat co ja i mieszkała tam ze swoim chłopakiem! Po prostu była chora na myśl, że on jest ze mną i dzieckiem! Nawet mój synek się jej bał choć nigdy nic złego w jego obecności nie było na jej temat powiedziane! A mąż tylko mama i mama... Co z tego, że moja miłość jest wielka gdy strach jeszcze większy? Tracę nadzieję na poprawę naszych relacji choć bardzo mi brakuje nawet jego zapachu i spojrzenia...
Znam się na ludziach? :-) Bardzo, bardzo dziękuję za komplement o poranku :-) Poprawiłaś mi humor :-)
Czas na chwilkę szczerości... nie wiem czy znam się na ludziach... może tak, bo znam wielu i umiem obserwować. Nie mówię tylko o sobie... potrafię słuchać...
A co do sytuacji o której piszemy... Wiesz, mówię o niej tak dużo bo... zapewne nie uwierzysz...
Ja sam przeszedłem przez podobny chaos...
Ja byłem wychowany na zasadzie odpowiadania Tak lub Nie (ze spuszczona głową...tak, tak...) Ja byłem takim facetem, który nie miał prawa dyskutować z decyzjami podejmowanymi zawsze za niego przez wszechwiedzących rodziców. Muszę jednak na wstępie zaznaczyć że aż takiego horroru i prania mózgu jak Twój mąż nie przeszedłem. Jednak nie. Ale doskonale znam te wszystkie opowiastki że żon mogę mieć kilka... w momencie gdy zaczynałaś zdanie swej opowieści - ja znałem jego zakończenie...
Dopóki byłem w domu rodzinnym było jako tako. Gdy dokonałem wyboru i pokochałem... zaczęło się...
Kilka cytatów... są smutne, zapewne Ci znane - Ale niech będą dla Ciebie dowodem że da się z tego kręgu wyjść :-) W końcu po to to piszę by Ci to udowodnić a przez to pomóc :-)
żon można mieć kilka...
dlaczego nie przychodzisz...
czemu jak przychodzisz to zawsze z nią? Ja chcę byś przyszedł sam...
Jej praca to koszmar... nie powinna zakładać rodziny skoro poświęca się tak pracy...
Ona w ogóle o Ciebie nie dba...
Tak, jej praca najważniejsza... a dzieci? Kiedy zechce zostać matką?
Po co Wam samochód???? (sami są emerytami, a mają - a my we dwójkę pracujemy w różnych częściach miasta a mieszkamy na jego peryferiach, a to naprawdę duże miasto)
W życiu nie kupilibyśmy takiego mieszkania... beznadzieja...
Co Wam daje ta Wasza dwójka Niby przyjaciół? Pamiętajcie że jak przyjdzie co do czego to się odwrócą i nie pomogą i do nas przyjdziecie (mowa o dwójce najbliższych nam ludzi, z którymi oprócz radości zjedliśmy wagon soli i znamy się już ponad 15 lat i zawsze możemy na siebie liczyć)
hm... mógłbym cytować DO WIECZORA - UWIERZ!!! ale tu dam sobie już spokój bo nie chcę się negatywnie nastawić na cały dzień o poranku :-)
Jak już wcześniej pisałem - wystukuję to wszystko tylko po to byś widziała że się da. Że mówi to człowiek który przez to przeszedł. Stąd mówiłem że doskonale wiem jak długa i trudna to droga.
Masz trudniej - bo ja sobie nie wyobrażam wyprowadzki od żony .... to nie wchodziłoby w rachubę... Nigdy.
Ale myślę że jeśli on zechce to sobie poradzi.
Musiałem wyznaczyć granice. Na początku było naprawdę trudno... Starzy stosowali chwyty poniżej pasa. Grali na uczuciach, emocjach... uwierz że po spotkaniu z nimi potrafiłem odchorowywać dwa dni... Niby normalnie funkcjonowałem, ale byłem nieobecny... myślami gdzie indziej, osowiały... przemeblowywałem swoją głowę... Utwierdzałem się że to co mówili to nie prawda bo to i to... a ja chcę tak i tak... i tak będzie.
Nie myśl że było słodko... Małżeństwo tez na tym ucierpiało. Moje kochanie nie potrafiło na początku zrozumieć całej tej chorej sytuacji bo wychowywała się w zdrowej rodzinie. W takiej gdzie była pełnowartościowym człowiekiem. Do dziś jej cała rodzina akceptuje mnie takiego jakim jestem... I uwielbiam spędzać tam czas... a starzy nie wierzą... nie potrafią tego zrozumieć...
Na początku nie wierzyłem żonie...:-(, nie dochodziło do mnie że starym można powiedzieć NIE. Mało tego - można im powiedzieć wprost że nie zrobi się tak jak oni chcą, a nie spuszczać głowę i wymruczeć TAK ledwo słyszalnym głosem gdy wszystko wokół bolącej duszy krzyczy NIE...
Pierwsze pół roku chciałem by wszyscy byli zadowoleni. Rozdzielałem się do granic obłędu.
Tak...byłem na tyle głupi że naprawdę wierzyłem że zrobię tak by wszyscy byli szczęśliwi... a ja? Ja dam radę.
Ale tak się nie dało. Żona widziała co wyrabiam... traciłem w jej oczach... KOCHAŁA ponad wszystko, ale co z tego skoro brakowało jej poczucia bezpieczeństwa?
Skoro zdawała sobie sprawę że coś ustalamy razem a starzy podniosą głos i ja wtedy zakopię głęboko nasze plany i decyzje?
Ja czułem się koszmarnie... Nie jak facet a jak ... ech... nie mogę powiedzieć bo szanowni moderatorzy bezlitośnie mnie zbanują i będą mieć rację :-)
Te moje wyprawy do nich... kombinowanie by bez niej... bo oni tak chcą... potem wyrzuty sumienia... powrót do domu z wypranym mózgiem...
Złość na siebie że nie umiem się postawić... złość która musiała znaleźć ujście... kto był pod ręką? Całkowicie niewinna kobieta, która kochała... i choć za nic nie chciałem... to zazwyczaj dochodziło do kłótni.... o BYLE CO.... po to tylko by dać upust toksycznym emocjom.
No i musiało się stać... Przyszedł kryzys...
Za dużo napięć... rozdwojenie między Nią a nimi....
Wiedziałem jednak czego chcę. Kochałem ją. W końcu ją wybrałem. Byłem za Nią ODPOWIEDZIALNY!!!
Musiałem coś zrobić.
Pamiętam rozmowę w której daliśmy sobie czas - pół roku.
Pól roku... pół roku na przeorientowanie wielu rzeczy...
I zaczęło się. Drobnymi kroczkami ale KONSEKWENTNIE.
- wizyty u nich razem (wiem, u Ciebie się nie da). Ale mnie to bardzo pomogło. Po pierwsze przy niej nie prali mózgu, po drugie była niesamowitym wsparciem. Gdy już stałem "pod ścianą" potrafiła przejąć pałeczkę i albo wyratować mnie z sytuacji, albo musieliśmy nagle wyjść... i biedni starzy mogli robić pranie mózgu - ścianom własnego domu.
W dalszym ciągu było nakłanianie do samotnych wizyt. Wprost potrafili mi powiedzieć że nie chcą jej. Chcą bym przyszedł sam. Wiedząc że wtedy jestem bardziej bezbronny i łatwiej mi pompować do łba...
Ileż było awantur telefonicznych gdy mówiłem NIE. Przyjdziemy razem. Abo NIE - nie przyjdę bo zaplanowaliśmy coś innego. I tak do unudzenia. Z żelazną konsekwencją.
Rozmowy telefoniczne tez nauczyłem się przerywać gdy nie szły tak jak chciałem. Stanowczo - NIE. Nie zrobię tak i koniec.
:-) Wiesz, trochę jak z małymi dziećmi... najpierw było obrażanie... fochy... kłótnie.... obrażanie mnie... moich wyborów życiowych... A potem z czasem powoli "uczyli się " nowych warunków.
W domu powoli stawał się cud. Z dnia na dzień widziałem jak odzyskuję szacunek kochającej osoby... Jak każdego dnia budzimy się z uśmiechem a zasypiamy mocno przytuleni :-)
Widziałem jak kochająca mnie kobieta rozkwita... bo wreszcie ma poczucie bezpieczeństwa...
Kosztowało mnie to dużo czasu... wiele nerwów... cierpliwości... czasem ze złości w samotności tłukłem kubkami po ścianach... [choć rzadko :-)]
Nauczyłem rodziców a co ważniejsze siebie, że ja też jestem dorosły, że ja tez podejmuję decyzje z którymi oni muszą się godzić. Że po to wybrałem żnę BY Z NIĄ TWORZYĆ CODZIENNOŚĆ. SZCZĘŚLIWĄ codzienność. Że gdy podejmę decyzję, to mogą sobie nawet tupać nogami jak dzieci, a nic nie wskórają...
Taka dygresja... moi starzy mieli trudniej niż jego. Bo jestem jedynakiem. Gdy opuściłem dom, zostali nagle sami. Nie mieli nikogo innego komu mogliby przytruwać. Walczyli więc dość zajadle.
Ale dało się. Matko, czy ja Cię jeszcze nie zanudziłem? Nie zasnęłaś z głową w kubku kawy? :-)
Już kończę :-) Pisałem to wszystko by pokazać Ci że jestem żywym przykładem na to że się da.
Trzeba tylko chcieć. Trzeba wiedzieć kogo się kocha i kogo nie chce się ranić. Trzeba mieć trochę jaj :-)
Nie prowadzę już z nimi wojny. Stosunki nie są fantastyczne, ale są poprawne. Wiedzą że przyjadę do nich z Nią czy chcą czy nie... A gdy wpadnę już sam bo nie da się inaczej to wiedzą że gdy zaczną truć to stanowczo przerwę ich tyradę lub po prostu wyjdę. Wiedza że nie pozwolę by mówili źle o Niej lub naszych wyborach życiowych.Nie było tak od początku. Walczyli długo. Potrzeba było cholernej cierpliwości i konsekwencji z mojej strony. Ale jest dobrze.
kosztowało mnie to trochę zdrowia...niestety... Ale warto było. By móc spojrzeć w lustro i nie wstydzić się tego co się zobaczy.
Rozwlokłem się strasznie... mógłbym jeszcze pisać, ale nie o to chodzi... jeśli masz jakiekolwiek pytania to je zadaj. Odpowiem na pewno.
Wiesz co?
Poświęć kilkanaście złotych lub kilka minut na szukanie w necie (w wersji pdf) książki Susan Forward pt. Toksycznie rodzice.
Przekartkuj ją - nie czytaj całości... nie dotyczą Was problemy molestowania w dzieciństwie, czy alkoholizm rodziców.
Ale rozdziały gdzie jest mowa o zatruwaniu życia dzieciom, o ich uzależnianiu od siebie, o tym wszystkim o czym tu piszę i o czym wiesz. Najpierw poczytaj sama. Pomoże Ci to być dla niego wsparciem. A potem daj do przeczytania jemu. I zaznacz dokładnie co ma przeczytać. To będzie kolejny test - czy chce jakiejś zmiany, czy chce otworzyć oczy - czy rzuci w kąt.
Jestem pewien że ta książka pomoże i Tobie i jemu.
Ręce mnie bolą :-) Cud że jeszcze tu pracuję :-) Ale zaraz może być inaczej więc teraz poświęcę się pracy :-)
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę miłego dnia! każdego! Wielu sił i cierpliwości. I wiary że się uda! Bo jest w Tobie wiele miłości. I w nim zapewne też. Tylko musi się obudzić i dostrzec tą miłość.
I to jest klucz do sukcesu. Gdyby były pytania - pisz. Odpowiem na pewno :-)
Różnica między Wami jest taka, że Twoi rodzice są już emerytami a jego są zaledwie po 40-stce... Podziwiam Cię, że miałeś w sobie tyle siły aby walczyć i wcale mnie nie zanudziłeś. Czytałam to z wielką ciekawością, chciałam pochłonąć Twój tekst w jednej chwili:) Książki zaczynam poszukiwać i na pewno ją przeczytam i podrzucę jemu. Dodałeś mi nadziei, że jednak jest szansa na zmianę. Gratuluję Twojej żonie!
Chciałabym żeby Twoje słowa przeczytał mój mąż, myślę, że wyciągnął by z nich jakieś wnioski. Zastanawiam się tylko czy jego rodzice by odpuścili tak jak Twoi... Czy on jest w stanie zrobić tak wiele jak Ty...Czy jego miłość jest tak wielka jak była Twoja i czy ona w ogóle jest... Czy z jego strony nie jest to tylko strach przed utratą swojej "deski ratunku", która zawsze powstrzymuje na duchu bez względu na relacje między nami.
Na razie odcięłam się od niego. Wyłączyłam telefon bo zadręcza mnie wycofaniem pozwu o separację a nie chcę tego wycofać, boję się, że po prostu ulegnę. Pewnie skarcisz mnie za to bo zdaję sobie sprawę, że z mojej strony to tchórzostwo ale chcę mu też w pewien sposób pokazać, że nie muszę być zawsze pod telefonem, że mogłam zmienić numer...
Pozdrawiam!
Hej :-)
Co Ciebie? Trwasz w postanowieniu czy zaszły jakieś zmiany?
Pozdrawiam ciepło
27 2012-01-30 12:11:42 Ostatnio edytowany przez xkobieta22 (2012-01-30 12:13:22)
Hej :-)
Co Ciebie? Trwasz w postanowieniu czy zaszły jakieś zmiany?
Pozdrawiam ciepło
Zaszło Bardzo wiele zmian... Mąż znalazł sobie 16- letnią dziewczynę... Okazało się, że ciągle mnie oszukiwał. Mówił, że chce być ze mną a między czasie spotykał się z innymi. Do tej pory kłamie prosto w oczy, że nikogo nie ma choć ja poznałam jedną z tych dziewczyn i będzie nawet świadkiem na sprawie rozwodowej... Teraz ma drugą, z którą się spotyka. Papiery są już w Sądzie więc za kilka miesięcy będę juz rozwódką.
Mam pytanie do wszystkich mądrych osób, które orientują się trochę w prawie. Nie chcę aby moje dziecko miało kontakt z jego 16- letnią kochanką. Wystarczy, że ma nieodpowiedzialnego ojca, który nie przejmuje sie jego utrzymaniem i obowiązkami związanymi z jego wychowaniem. kiedy mu się chce to zabiera syna na cały dzień, odwali swoje i odwozi go. Ostatnio nawet przywiózł go w mokrych i śmierdzących rzeczach ponieważ synek zesikał się podczas drzemki. Czy mogę coś zrobić aby moje dziecko nie miało kontaktu z tą dziewczyną? Dodam, że początkowo wypierał się , iż jest żonaty i ma dziecko. O synu, którego nosi na tapecie telefonu nazywał tylko swoim chrześniakiem.
Tak, możesz wystąpić o ograniczenie praw rodzicielskich przedstawiając dowody na zaniedbanie syna i możesz poprosić o kontakt kontrolowany, czyli spotkania z ojcem będą odbywały się tylko w twojej obecności i/lub osoby do tego upoważnionej bez uczestnictwa osób trzecich. Nie jestem tego na 100 % pewna, ale raczej powinna być taka możliwość.
Sporo przeszłaś, masz nauczkę, żeby następnym razem nie poddawać się "uniesieniom chwili" i zawsze myśleć
Życzę dużo siły i wytrwałości.
Bardzo dziękuję za odpowiedź i proszę o więcej rad
Dziękuję również za dobre słowo
Wspolczuje ci.Ja mam tesciowa pijaczke, pracuje ale caly weekend daje sobie luzu-pije.I nie patrzy ze wnuczka to widzi.Dziewczyny to straszne-jest glosna , przeklina, pali pije, wszystko przy malej. Wczoraj mielismy impreze okolicznosciowa meza babci-tesciowa wyparowala z niej zanim usiadla przy stole,gdyz miejcce nie bylo przyszeregowane przy synku jedynaku tylko przy jakiejs ciotce i wyszla wkurzona.Wrocila do swojego mieszkania w ktorym byla moja mama z nasza corka pod opieka na czas imprezy.Kupila pol litra wodki...i ja cala wypila.Maz jest wspoluzalezniony, widzi problem ale go toleruje, tym bardziej ze ona jest juz wdowa, ma tylko jego.Zawsze mi gada "a ile razy my tam jezdzimy", po drugie ona ma oszczednosci i wszystko dla synka.Ehh dziewczyny tez mi ciezko. Nie potrafie zrozumiec, nie wiem jak mam sobie pomoc. Maz niby jest po mojej stronie ale toleruje matke. Dzis np zaczela mowic do mojej mamy, ze ona chce faceta sobie znalezc do sexu-mlodego najlepiej w wieku jej syna, ona nie chce starucha bo mu "nie staje".Przepraszam za wyrazenia ale to slowa tesciowej. Juz ma jednego upatrzonego i kaze mojemu mezowi sie zaczac bac jak ona znajdzie faceta. Wlos sie jezy..ona nam to opowiada od tak sobie, jak np. to ze stac ja aby wynajac sobie pana do sexu na godzinke na telefon
Independent , pięknie opisujesz to co sam przeszedłeś, i jak doszedłeś do tego że coś w Twoim życiu jest nie tak... Chylę czoła i jestem pełna podziwu dla Ciebie.
Weszłam na to forum bo szukam odpowiedzi... Jestem w związku nieformalnym chodź po zaręczynach, ja jestem po przejściach, on kawaler (oboje w wieku 34lat)...
Ja nie miałam łatwego dzieciństwa, z trójki rodzeństwa jestem najstarsza ale i niechciana
... Całe życie dorastałam w poczuciu odrzucenia, silnej potrzeby akceptacji i miłości...
Jego poznałam 3 lata temu, spokojny opanowany, dający ciepło ... ale brak poczucia bezpieczeństwa i stabilności co wyszło z czasem w praniu...
Tyle, że problemem jest ojciec a nie matka... Chociaż może jak by to głębiej przetrawić to i matka ma w tym udział.. Rodzice próbują żyć za swoje dzieci, nie nauczyli ich samodzielności... Musi być jak tatuś chce, mamusia udaje że nic nie widzi i nic nie wie bo nie chce się denerwować ...Rodzice chcą przeżyć życie za nich ... W tym i mojego partnera...
"Kogo sobie wziąłeś, ona ma dzieci .."
"Odciągasz go od rodziny... W*** się tam gdzie nie trzeba..." - tyle , że ta rodzina daje sama jasno i wyraźnie do zrozumienia gdzie moje miejsce i że nie jestem mile widziana...
Docinki o wyglądzie, na temat sposobu gotowania, pracy itp. itd. ... Docinki o ciągłej pomocy dla jego siostry, która jest mężatką i tonie w długach bo nie radzi sobie z prowadzeniem gospodarstwa domowego...
Cokolwiek zrobię jest źle, jeśli zabiorę głos - to " co ja mogę wiedzieć"...
Starałam się rozmawiać z partnerem o tym , że jest mi przykro kiedy on słyszy i nie stara się mnie bronić..Kwituje to odpowiedzią "co ja mam mu powiedzieć?", lub " przecież wiesz , że jest inaczej" , jest coraz więcej cichych dni, zaczyna mnie traktować jak powietrze, próby rozmowy spełzają na niczym " bo co ja mam zrobić?".."
Jestem już zmęczona tym, partner nie widzi problemu, jest jak dziecko - nieporadny i niezaradny ...
Tatuś ma ze wszystkim problem i we wszystkim szuka dziury, żyje tak aby jemu było dobrze i on robi podobnie...
Czy kiedyś się to zmieni? Naprawdę nie mam pojęcia, bo poprzednie jego związki trwały bardzo krótko- ja jestem rekordzistką.. A co było powodem rozpadów? - cóż brak zaangażowania, inicjatywy...
Mam czasem wrażenie , że on rozumuje w sposób jaki był tu przytoczony - rodziców ma się jednych , a reszta to rzecz nabyta , jak nie ta to inna... Ale rodzice żyć wiecznie nie będą- i co wtedy?
Na moje pytanie czy on wie czego tak naprawdę chce od życia, czego oczekuje w związku - zapada milczenie.
Na pytanie " czy widzi, że mamy problem- pada odpowiedź , że nie ma problemu i wszystko jest ok" .
Jak do niego dotrzeć? Mi powoli brakuje sił, jestem zmęczona tym wszystkim...
W chwili obecnej zagroziłam , że się wyprowadzę , ale na nim nie robi to wrażenia ![]()
Nikita, nie zostawię Cię z problemem. Nie martw się. Odezwę się jutro, lub w poniedziałek. Teraz jestem w podróży służbowej i niełatwo mi pisać poematy.
Ale pamiętam o sprawie i się odezwę. Miłego weekendu dla Ciebie i uśmiechu!!!
o ja pitole ale masz nikita problem! ile masz dzieciakow? nic. ja tez mieszkam sama, czekam na magiczny maj,kiedy sie synus do mnie przeniesie. szkoda tylko, ze robi to z bólem serca!!!
Wiesz, Nikita...myślałem o tej sprawie przez weekend...
Kurcze, chciałoby się pomóc ale ręce opadają.
Dotychczas znane mi przypadki reagowały jakoś na takie ostre postawienie sprawy, jak zagrożenie wyprowadzką. Jeżeli TAKIE SŁOWA kobiety nie trafiają i jemu wszystko jedn, to sam nie wiem czy jest jakikolwiek sens walki.
Może rzeczywiście wyprowadzka by nim wstrząsnęła? Nie jej obietnica, tylko rzeczywiste zniknięcie?
To chyba jedyne wyjście w tej sytuacji.
Albo się opamięta, albo Ty będziesz wiedzieć że nie było warto walczyć.
Będziesz mieć czyste sumienie i będziesz mogła pomyśleć o kimś kto jest wart uczucia i myslenia o nim.
Pozdrawiam
I
W pełni zgadzam się z moim przedmówcą. Mi też on bardzo dużo pomógł w mojej sprawie i z moim mężem nie dało rady nic zrobić. Jak pisałam wcześniej jesteśmy w trakcie rozwodu i szczerze przyznam, że choć strasznie się boję to nie mogę się doczekać tego dnia. Za bardzo mnie skrzywdził. Ciągle kłamał. Prosił mnie żebym do niego wróciła a na boku miał trzy inne. Tłumaczyłam żeby się zmienił. Byłam gotowa wybaczyć mu jedną zdradę i zrobiłam to, pomagałam szukać pracy ale szybko okazało się, że jest kolejna. Wtedy miarka się przebrała. Sama nie wiem czemu byłam gotowa na aż tyle poświęceń, przecież on w ogóle na to nie zasłużył ale chyba byłam tak głupia i tak bardzo go kochałam. Kiedy dowiedział się, że podjęłam ostateczną decyzję, i że jednak będzie rozwód pokazał swoją prawdziwą twarz. Dziecka nie widział od 7 tygodni, nie interesuje go jego utrzymanie. On ma pieniądze tylko na zabawę i kumpli bo panienki też się od niego odwróciły kiedy się spotkałyśmy. jedna z nich będzie nawet świadkiem na sprawie rozwodowej. Pije do tego stopnia, że śpi w samochodzie. Jeździ pijany bez prawa jazdy. Nie wierzę już w zmiany takich ludzi. Miał ode mnie wiele szans ale żadnej nie wykorzystał. Od czasu do czasu odezwie się i prosi abym do niego wróciła ale wie, że na to nie ma już najmniejszej szansy. Synek już nawet o nim nie wspomina tak jakby taty nie było mimo, że mi bardzo zależało na ich relacjach. On to zaprzepaścił. Jutro stanie po moimi drzwiami i jakby nigdy nic będzie chciał zabrać synka do siebie.
Życzę wszystkim wiele wytrwałości bo wiem jak dużo stresu kosztują takie sytuacje. Postaw swojemu partnerowi jasno sytuację. W moim związku też rządzili teściowie, buntowali męża, że jestem zła a kiedy doprowadzili do najgorszego sami nie potrafią sobie z nim poradzić bo zaczął pić. Ma 24 lata ale jego rozwój zatrzymał sie w wieku 16 lat. Jego mama zawsze powtarzała mu, że facet ma prawo codziennie wypić trzy piwa i musi mieć na papierosy. Moje zdanie się nie liczyło.
Życzę dużo cierpliwości!
Witaj independent pozwoliłam sobie napisać do Ciebie e- malia, nie wiem czy dotarł. Jeśli możesz, daj znać.