Od czasu rozwodu normalnie nie funkcjonuje. A może normalnie.
Dużo myślę bardzo dużo - gdyby to jeszcze było myślenie i pójdście dalej wszystko byłoby ok.
Natomiast ja zadręczam się myślami.
1. Praca zadręczam się że sobie nie poradzę - mam dziecko. Finansowo po rozwodzie pogorszyło mi się, czasem lęk jest tak wielki że mnie paraliżuje. Myśli co będzie gdyby
2. Zadręczam się myślami czy mój obecny partner mnie kocha, zadaję sobie codzienie to pytanie , kiedy długo się nie odzywa, kiedy ma gorszy dzień, - -staram się wszystkich metod zajmuje se sobą, coś robię dla siebie - jednak myśli uciekają wciąz w jednym kierunku. Czy on mnie aby na pewno kocha, czy ni oszuka jak były, czy się nie zabawi
3. Poczucie - że nic ciekawego cię nie spotka, ze przegrało się własne życie (rozpad rodziny, zdrada, rozwód, samotne wychowanie dziecka).Co zorbie jak dziecko zachoruje, czy podołam, zwolenienie, choroba i 1000 innych rzeczy,
Najgorsze są wieczory, kiedy kładę spac mała i mam czas dla siebie - chwytam się pracy, robię porządki - ale tak jest każdego wieczora.
Z obecnym partnerem jestem juz ponad rok, ale sama nie potrafię ocenic nawet tego, czy jest mi z nim dobrze czy nie, czy sama wymyślam problemy, czy rzeczywiście jak coś myślęto nie jest moja wybujała fantazja - nie potrafie racjonalnie wytłumaczyc.
Najgorsze jest to, że takie myśli mnie tak przytłaczają że mimo ego że coś robie dla siebie - to myśli są skierowane na partnera i obawy, labo na prace i obawu, albo na dziecko.
Najgorszę jest to, że kiedys tak nie miałam, żyłam żyłam myślałam. Gdybyście wiedzieli że mam 1000 myśli, 1000 różnych teori i tak umęczona idę spać. Owszem są dni dobre, z reguły z partnerem kiedy gdzieś wyjdziemy, jest obok.
I tak się zastanwiam, czy to depresja, czy jestem kobietą kochającą za bardzo, czy nie podniosłam się po rozwodzie, czy się zmieniłam
Po rozwodzie poszła na roczną terapię - ale bardziej dla ratowania związku małżeńskiego i postawienia siebie na nogi.
NIe potrafię czasem się cieszyc życiem - zamęczam się myślami.