Chciałabym Was spytać o zdanie, jak zachowujecie się spotykając przypadkiem kiedyś bliską Wam osobę na ulicy? Ja przyznam się, jakoś nie potrafię sobie z tym poradzić. Rozstałam się z chłopakiem prawie rok temu, niestety często się spotykamy, ponieważ mieszkamy praktycznie w sąsiedztwie. Nie myślę o nim, nie tęsknię, zranił mnie i wykorzystał, ale wiem, że to też moja wina, bo byłam naiwna i trochę osamotniona, przez to się na to złapałam, a nikt mnie do niczego nie zmuszał, więc pretensje mam w sumie do samej siebie. Mimo tego, że już dawno minął mój żal, spotkanie go na ulicy burzy mi cały mój porządek, powoduje, że czuję się jak śmieć. Dlaczego? Ten facet mający bardzo wysokie mniemanie o sobie, bywający na galeriach, grający w teatrze, niegdyś twierdzący, że nie mógłby być z kobietą bez dyplomu magistra, widząc mnie na ulicy daje mi wyraźnie do zrozumienia, że jestem nikim, nie ma do mnie szacunku, chociaż to on mnie zostawił dla innej i to ja powinnam mieć do niego żal i nim gardzić, a nie on mną. Dziś kolejny raz go spotkałam, patrzyłam przez chwilę w mój telefon, by podnieść wzrok i zobaczyć, że idzie w moją stronę i potem by zobaczyć jedynie jego pogardliwy wzrok "taki z góry" lub przy innych okazjach usłyszeć dziwne "parsknięcie", ale nigdy, nigdy nawet głupie "cześć". Nie jestem staroświecka i nie czekałam na niego, że to facet musi powiedzieć pierwszy, sama kiedyś się przywitałam przechodząc obok, ale gdy raz to zignorował, postanowiłam przestać. Dziwi mnie, dlaczego ludzie potrafią mówić, że kogoś kochają, a potem udają, że się nie znają. Przecież nikt nie chce wracać do tego co było, ale przecież się znamy i należałoby zachować trochę kultury i powiedzieć te magiczne słowo "cześć" i iść dalej. A może tylko tak mi się wydaje? Czy po rozstaniu też zdarzyło się wam udawać, że kogoś już nie znacie? Nie chodzi mi o zatrzymanie się na ulicy i wypytywanie, co słychać itd. tylko o te formalne przywitanie. Takie przejście bez słowa obok siebie to dziwne uczucie, tym bardziej, że kiedyś nas coś łączyło...
Twoj ex brzmi jak 100% palant... Skoro nie potrafi sie zachowac jak czlowiek to nie powinnas sobie zawracac nim glowy. Nie chce sie do ciebie odzywac, to nie. Mam wrazenie, ze boisz sie kazdego waszego spotkania. A przeciez nie ma czego. Nie udawaj, ze patrzysz na telefon, tylko glowa do gory, piers do przodu i nie zwracaj na niego najmniejszej uwagi. To jedyne co mozesz zrobic w tej sytuacji, moim zdaniem oczywiscie.
Jak spotykam ex na ulicy to przeważnie "cześć" i tyle, czasem jak zdarzy się że czekamy w jednej "kolejce" itp to sobie porozmawiamy. Miałam byłego co mnie nachodził po rozstaniu ale teraz po 3 latach ograniczył się do pisania na gg co u niego nowego;) a ja oczywiście od tych 3 lat nie napisałam ani literki do niego bo chcę żeby dał sobie spokój.
Na pewno zdarzają się tacy którzy czuja się pokrzywdzeni rozstaniem i mogą być agresywni, jednak ex to ex, było minęło i nie należy się rozczulać nad takimi bo miłości się nie zbuduje na siłę:) głowa do góry i nie zwracać na nich uwagi:D
Jak spotkasz go jeszcze raz to głowa do góry, patrz mu prosto w oczy, uśmiechnij się, ale tak od niechcenia i ..... zobaczysz jaka będzie jego reakcja:)
Ja tak robiłam widząc na ulicy mojego ex, który zakończył naszą znajomość w niezbyt przyjemny sposób - smsem...
On spuszczał wzrok i nie wiedział jak ma się zachować:)
A ja bym stanela jak wryta jak juz bedze blisko i splunela trzy razy przez lewe ramie. Jak sie zdziwi (a pewnie tak:) i zapyta co robisz to powiesz, ze urok odganiasz. Zeby i na Ciebie ta choroba, potocznie zwana chamstwem, nie przeszla. Poskutkuje, masz moja gwarancje.
Ten bywając na galeriach i w teatrze chłopak, to zwykły gnojek, szukajacy samopotwierdzenia w partnerkach, oczywiście bogatych, wykształconych i pięknych i inteligentnych-bo sam sie oczywiście za takiego uważa a jest zwykłym chamem i prostakiem (człowiek inteligentny i obdarzony minimalną wrażliwością nie bedzie parskał ironicznym śmiechem, czy stosował spojrzenie " z lotu ptaka"
)
Po co Ci pozdrowienie od tak nieciekwego typa?? Gdy spotkasz go na ulicy nie usmiechaj sie, nie patrz w jego strone (po co pompować jego i tak nadmiernie rozrosniete ego?), przejdź obok niego , jak był tują czy świerkiem rosnącym w ogródku sąsiadów.
Wal jego "cześć" i wal jego, bo takich typów "jest mnogo" a wyróżnia je chamstwo i arogancja. Nie staraj sie tłumaczyć mu , że jego zachowanie sprawia Ci przykrość-podejrzewam, ze nie zrozumie.
Traktuj go jak tuje rosnącą przy drodze ![]()
7 2011-11-03 15:29:16 Ostatnio edytowany przez NateVenus88 (2011-11-03 15:30:46)
Kiedys bylam w podobnej sytuacji. Spotykalam sie z facetem, z ktorym pracowalismy w jednej firmie. Zakonczylo sie burzliwie, ja bylam wciekla, jemu wszystko jedno. Mijalismy sie po kilka razy dziennie w pracy. Koszmar. Z dnia na dzien stalam sie niewidzialna, czasem jeszcze chamsko odwracal glowe w druga strone. W koncu nie wytrzymalam i napisalam mu sms-a ze zachowuje sie jak gowniarz i nigdy nie dorosnie. Odpisal mi "przepraszam", ale zachowania nie zmienil.
Ja stalam sie pewniejsza siebie, mijalam go z usmiechem, podchodzilam czasem jak stal z innymi pracownikami, potrafilam stac kolo niego i zachowywac sie, jakby go nie bylo. Z czasem zaczal takich sytuacji unikac. Pobilam go wiec jego wlasna bronia
teraz juz zawsze wita sie ze mna, gdy mnie widzi, ale generalnie schodzi mi z drogi, co mnie bardzo cieszy.
Mam jedna rade: totalnie go olej. Niech wie, ze nie przejmujesz sie zupelnie kretynem, ktory zachowuje sie jak szczeniak.