Czy którejś z was się to udało? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy którejś z was się to udało?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 28 ]

Temat: Czy którejś z was się to udało?

Czy którejś z was udało zakochać się w mężczyźnie, który początkowo was nie interesował specjalni jako facet? Bardzo chciałabym cos takiego usłyszeć. Moja sytuacja jest troche tragiczna. Jestem osobą, która pociagają najczesciej tzw. 'luuzacy', kombinatorzy, czasem mało moralni i najcześciej mało ciekawi jako ludzie po blizszym poznaniu. Nie popieram takich zachowan i nie chce byc z kims takim, a jednak oni maja w sobie cos takiego niezwyklego... Jestem w zwiazku ze swietnym facetem, bardzo kulturalny, wrazliwy, sprawiedliwy, uczciwy i chcacy dobra dla wszystkich. Nie jest tez ograniczony, czy jakimś sztywniakiem. Bardzo chciałabym by to on byl w przyszlosci moim mezem, z nim miec dzieci, z nim zyc. Bardzo podobaja mi sie jego poglady, sposob myslenia, zainteresowania, lubimy podobnie spedzac czas, mamy podobne preferencje seksualne. Jest jednak problem: czasem coś do niego czuje, chce sie przytulac, kochac sie z nim, a innym razem jestem zupelnie ozielbla, co moze potrwac nawet z miesiac. Przypominaja mi sie wtedy moje niespelnione milosci z przeszlosci, gdy bylam szalenczo w kims zauroczona i tesknie za tym kimś. Mimo, ze nie wyznaje ich wartosci, nie chce z nimi byc tak naprawde, to nie moge przestac za nimi tesknic. Chce byc z moim obecnym facetem, ale czasem jest to niemozliwe przez to co czuje, gdy wracaja wspomnienia. Z moim obecnym chlopakiem nie było to takie zauroczeniowe, jak z tamtymi, ale bardzo mi pasuje jako człowiek i nie chce być z nikim innym. Czy mozna coś z tym zrobić, czy nie mam szans pomkonać biologii?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Witaj.

tanczacawdeszczu, a ile masz lat?
Ja nie widzę żadnego tragizmu w sytuacji jaką przedstawiłaś, raczej Twoją niedojrzałość.
Może zacznij żyć tym co teraz, a wspomnień "z niespełnionych miłości z przeszłości" zaniechaj.
Bo ileż można żyć przeszłością?

Poza tym, jak piszesz tych miłości w przeszłości było kilka. Zatem nie chodzi Ci o tego konkretnego chłopaka, tylko o uczucia jakie Ci wtedy towarzyszyły.

Moja rada: nie cofaj się, tylko idź do przodu.
albo:
jeżeli nie rajcuje Cię obecny chłopak, bo : jest świetnym facetem, bardzo kulturalny, wrażliwy, sprawiedliwy, uczciwy i chcący dobra dla wszystkich. Nie jest tez ograniczony, czy jakimś sztywniakiem" - to po prostu rozejdźcie się.

Poczekaj na takiego: "kombinatora, czasem mało moralnego i najczęściej mało ciekawego po bliższym poznaniu". Niech się spełnia Twoje marzenie z przeszłości.  hmm

Pozdrawiam.

3

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Wydaje mi się, że Tobie potrzeba adrenaliny. W związku z tym niegrzecznych chłopców zamieniłabym na skoki ze spadochronem, albo jakiś inny sport ekstremalny...

4

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Mi się zdarzyło zakochać w kimś, kogo na początku odrzuciłam jako potencjalnego partnera. Ale miałam wtedy 18 lat tongue W przeciwieństwie do Ciebie zawsze pociągali mnie tacy bardziej "ułożeni" faceci, a on był imprezowym chłopakiem.
Teraz z czasem zauważyłam, że raczej kieruję się rozsądkiem. Patrzę na potencjalnego partnera podobnie jak Ty. Czyli pod kątem małżeństwa, dzieci, wspólnej przyszłości.
Myślę, że to jest bardziej racjonalne niż motylki w brzuchu.
Może brakuje Ci w związku właśnie tej adrenaliny jak wspomniała Teo wyżej. Nie robicie ze sobą w czasie wolnym nic ciekawego. Jakieś wypady, wyjazdy. Może znajdziesz w nim coś co zacznie Cię pociągać.
Jak długo jesteście już razem?

5

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Witaj:)rozumiem Ciebie ,bo ja też tak mam,może to źle...ja zawsze kończyłam takie związki ,w których musiałam siebie samą namawiać na to ,że ten ktoś jest fajny ,dobry i może z czasem  mi się  spodoba,nigdy tak się nie zdarzyło ,gdyż nie czułam tego i wolałam tego dalej nie ciągnąć raniąc kogoś,najlepiej zakochać się od początku z wzajemnością-wtedy nie myśli się już o byłych:)))tylko o tej osobie:))bo bycie z kimś tylko dlatego,żeby kogoś mieć nie ma sensu!!..powodzenia

6 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-10-18 22:02:11)

Odp: Czy którejś z was się to udało?

A może masz - bo ja wiem -jakieś problemy z dzieciństwa, z przeszłości? Pociąg do ''toksycznych'' osób jest trochę niepokojący wink Musisz zastanowić się, co właściwie dawali ci tamci ''niefajni'' panowie - skoro nie wyznawaliście wspólnych wartości, byłaś świadoma że ''z tej mąki chleba nie będzie'', a mimo to czułaś fascynację, to z czego ona wynikała? Czego symbolem było dla ciebie ich zachowanie (męskości, siły)? Które rzeczy cię w nich pociągały najbardziej?

Czy twój facet jest pewny siebie? Czy umie być stanowczy? Czy jest kimś, kto ''przeprasza za to, że żyje'' i nie ma własnego zdania?

Czy potrafi cię czymś zaskoczyć albo rozbawić? (To są bardzo silne wyznaczniki atrakcyjności.) Z ''normalnymi'' facetami jest tak, że to właśnie wspólna zabawa - zamiast wyzwisk - zapewnia tą adrenalinę i fascynację big_smile

No i przykład: Mój facet. Jest zrównoważonym i dobrym człowiekiem. Na początku się z nim tylko przyjaźniłam. Moją fascynację zaczął wzbudzać, kiedy żartowaliśmy i coraz ostrzej się droczyliśmy. Do tego doszedł jeszcze jego dobry charakter (który, notabene, i tak był warunkiem przyjaźni) i byłam zakochana wink

7

Odp: Czy którejś z was się to udało?
Teo napisał/a:

Wydaje mi się, że Tobie potrzeba adrenaliny. W związku z tym niegrzecznych chłopców zamieniłabym na skoki ze spadochronem, albo jakiś inny sport ekstremalny...

Hahaha popieram  smile

8

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Albo chcesz tego Twojego albo innego, zdecyduj jak dorosła kobieta a nie próbuj zmieniać ludzi dla swojego widzimisia

Odp: Czy którejś z was się to udało?

mnie się to nie udało...

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Chyba racja, ze nie chodzi o konkretnego chłopaka, tylko raczej ogólnie o pewien typ, który mnie pociąga: takiego który nie interesuje sie zbytnio zasadami, robi jak mu sie podoba i co uwaza za sluszne, nie podchodzi do zycia zbytnio ambicjonalnie, a raczej "na luzie", jest energiczny i zabawny. A mój chłopak jest przesadnie wrazliwy jak dla mnie, przesadnie uwaza, zeby kogos nie zranic, nie zawsze potrafi byc od razu spontaniczny w nowym towarzystwie(a to by mi sie podobalo), jest ułozony, nie widzi sensu w łamaniu reguł... Albo np. nie droczy sie ze mna nie 'zadziera', bo nie wiem co? Nikt mu tego nie pokazał, nie wpadł na to? O to chodzi ze on jest raczej taki spokojny, dla niego te moje pomys\ły są 'nieligoczne'. To troche jakby..."po co uzywaz jakichs flirtów, kombinacji, skoro mozna sobie pewne rzeczy powiedziec, okazac normalnie?"
Ale poza tym pasuje mi jako facet, ma zalety, ktorych nie maja ci co mnie tak niby pociagaja. Czy z tak głupigo powodu mamy sie rozejsc, skoro juz tak sie z nim zaprzyjazniłam, przyzwyczailam do niego i podobnie lubimy spedzac czas? Nie mówie, ze oje podejscie jest dojrzale, tlko mowie jak jest. Chcialabym, zeby nam sie jednak mimo wszystko udalo. Mam prawie 28 lat, wiec nie taka juz mloda, co najwyzej wlasnie z jakims zachwianiem psychicznym, albo po prostu takim charakterem. Z jakiegos powodu co jakis czas włączaja mi sie wspomnienia z przeszlosci, gdy mialam te motylki w brzuchu i tesknie wtedy za kilkoma takimi facetami. Czuje, ze byli tacy boscy.. moje mysli same mi to robia. Wyraznie czegos mi brakuje. Jednak bycie z nimi nie jest juz mozliwe, czego nie potrafie czasem przezalowac i zapomniec oraz skupić sie na moim obecnym chłopaku...

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Nie wiem co robić... Zostawić mojego kochanego chłopaka i szukac kogos takiego jak tamci? A moze spróbowac jakos o nich zapomniec? Jak? Moze nakierowywac mojego chłopaka na to co lubie? Ale to juz powoli chyba podchodzi pod zminiaie go, co jest glupie. Nie wiem co mam zrobic dlatego pytam was... To  dla mnie wazne

12

Odp: Czy którejś z was się to udało?

ja mam taki przypadek, jestem z chłopakiem juz dwa lata i jak zaczełam się z nim spotykać, nie był "w moim typie" pod wzgledem urody (nie to, żeby mnie odstraszał czy coś, podobał mi się ale nie był do końca w moim typie) bo zawsze kręcili mnie bruneci z brązowymi oczami, a on jest blondynem z niebieskimi tongue. co do charakteru to jest właśnie niepoprawny, wyluzowany i w ogole taki jak opisałaś na początku, co średnio mi odpowiada. nie wiem co Ci polecic bo ja pomimo tego jestem z moim facetem, ale często gęsto nie możemy się dogadać, min przez to, że ma takie cechy jak opisałaś, bo ciężko mu się wpasować w związek i ciężko takiemu facetowi stworzyć coś stałego i pójść czasem na kompromis. Więc polecałabym Ci, żebyś się zastanowiła nad tym dokładnie, bo jeśli szukasz poważnego związku to nie wiem czy facet z Twoimi ulubionymi cechami będzie dobry na poważnego partnera, jednak jeśli nie kochasz chłopaka z którym jesteś to się nie męcz, chyba, że to miłość to dla mnie wszystko jest jasne smile

Odp: Czy którejś z was się to udało?
nikydeeka napisał/a:

co do charakteru to jest właśnie niepoprawny, wyluzowany i w ogole taki jak opisałaś na początku, co średnio mi odpowiada. nie wiem co Ci polecic bo ja pomimo tego jestem z moim facetem, ale często gęsto nie możemy się dogadać, min przez to, że ma takie cechy jak opisałaś, bo ciężko mu się wpasować w związek i ciężko takiemu facetowi stworzyć coś stałego i pójść czasem na kompromis. Więc polecałabym Ci, żebyś się zastanowiła nad tym dokładnie, bo jeśli szukasz poważnego związku to nie wiem czy facet z Twoimi ulubionymi cechami będzie dobry na poważnego partnera, jednak jeśli nie kochasz chłopaka z którym jesteś to się nie męcz, chyba, że to miłość to dla mnie wszystko jest jasne smile

Własnie wiesz co, nikydeeka, moj problem moze tkwić w tym, ze zawsze marzylam o takich facetach, podkochiwalam sie, ale nigdy z zadnym z nich nie bylam... Nie wiem wiec jak to by mogło być. Mój chłopak jest idealny do związku: wrażliwy, czuły, przywiązujący sie, kocha dzieci, najchętniej już by je chciał mieć, opiekuńczy itd itp. Problem w tym, ze mi wydaje się, słusznie lub nie, że mnie pociąga coś innego, najchętniej, zeby z charakteru był mieszanką Twojego chłopaka i mojego. Bo z moim tak troche brak mi emocji, a Twój mógłby mnie drażnić na dłuższą mete.. ech... ale ja jestem popieprzona...

14

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Wiesz co, byłam raz w związku z facetem, którego tak naprawdę nie kochałam. Potrzebowałam miłości, on był moim kolegą, mieliśmy wspólne zainteresowania. No i on się we mnie zakochał, stwierdziłam, że czemu nie? I to był błąd. Od początku wiedziałam, że to nie to, ale wmawiałam sobie, że jest inaczej. Nic na siłę. Nie można się "nauczyć" kogoś kochać. Albo się kocha albo nie. Niemniej jednak niekoniecznie musi to być miłość od pierwszego wejrzenia. Mój obecny mi się przy pierwszym spotkaniu jakoś super nie spodobał, ja jemu też nie. Na zasadzie "sympatyczny/a, ale nie w moim stylu". A potem z każdym spotkaniem coraz bardziej się okazywało, że jednak jesteśmy dla siebie smile Niemniej jednak jeśli Ty już z chłopakiem jesteś i nie ma fajerwerków to coś jest nie tak.

15

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Hey,
Kurcze siedzialam chyba pol godziny nad odpowiedzia i cos nie tak kliknelam! Wiec od nowa bo nie odzyskam tamtego posta. Denerwujace!
Tanczacawdeszczu (ladny nick), zostan z nim! Mozesz poczytac moje posty, tam sie wiecej dowiesz. Mozemy podac sobie rece!
Mam pare zwiazkow za soba, pierwszy zakonczyl sie dlatego, ze nie bylo chemii z mojej strony, dokladnie tak jak ty masz i szczerze mowiac nie zalowalam. Bylam mloda, mialam dobra prace, wynajelam mieszkanie, mialam powodzenie;-) ktore sprawialo, ze nie balam sie o to, ze nikogo nie znajde.
Zostalismy przyjaciolmi a jego zycie ulozylo sie super juz pare miesiecy pozniej.
Podczas tego pierwszego zwiazku poznalam pewnego znanego muzyka jazzowego, on nie mial wtedy nikogo i strasznie chcial ze mna byc. To byla wzajemna milosc, no, moze zauroczenie, od pierwszego wejrzenia. Huragan uczuc!
Spotkalam sie z nim jeszcze raz ale nie chcialam konczyc mojego stabilnego zwiazku, zreszta wyprowadzalismy sie wtedy do innego kraju, 200km dalej.
Po tym jak zakonczyl sie moj zwiazek, co robie? Od razu odnawiam kontakt z moim pianista, spotkanie i...znowu to samo! I chyba jeszcze bardziej intensywnie. Jak ja bylam nabuzowana uczuciami, takich motyli w brzuchu NIGDY nie mialam, wrecz bylam zdziwiona, jak fizycznie mozna to odczuwac. No ale coz, przez te pare lat on zdazyl przejsc przez jakas traume z inna i nie chcial sie wiazac, mi swiat sie zawalil. Potem bylo jeszcze pare spotkan a ja ciagle wierzylam, ze to uczucie miedzy nami jakos go przekona do zmiany zdania. Postawil na kariere i jak twierdzil, dla kobiety chcialby zrobic wszystko a wtedy nie byl w stanie mi tego dac. Zreszta mowi to do dzis, mamy jakis tam kontakt co jakis czas.
Czekalam, miesiacami, wylalam rzeke lez, schudlam chyba 10kg, tesknilam jak nigdy za nikim.
Po jakims czasie postanowilam nie tracic mlodosci zywiac sie nadzieja, ze bedziemy razem. Wychodzilam bardzo czesto i w koncu poznalam kogos, bylo cudownie! Zapomnialam o tamtym, po szesciu miesiacach zerwal ze mna. Nie wiedzialam co sie stalo, znow przezylam koszmar. Pare miesiecy pozniaj okazalo sie, ze ma zone, czyli wdalam sie w ten typowy scenariusz oszukiwanej kochanki. Nawet na ironie cieszylam sie, ze to byl ten powod, przynajmniej mnie to wyleczylo z jakichkolwiek uczyc do niego.
Pozniej jeszcze jedna euforia uczuc ( ta historia dzieje sie na przestrzeni kilkunastu lat, nie myslcie, ze skakalam od jednego do drugiego;-)), i znow zawod, okazalo sie, ze pan mnie zdradzil, w dodatku z jakas 20-tka z Tajlandii! Odeszlam, on blagal, przepraszal, obiecywal, ze juz tego nie zrobi. Bylam nieugieta, nienawidze zdrady i mimo ogromnej tesknoty zacisnelam zeby i juz nie wrocilam.
Bylam sama bardzo dlugo, robilam kariere, oczywiscie tesknilam do tej drugie polowki ale moje zycie towarzyskie i zawodowe bylo tak rozbudowane, ze jakos ten czas plynal.
No i co? Znowu pan pianista! Bedziecie sie smiac ale za kazdym razem jak konczyl sie moj zwiazek 'wracalam' do niego, on chetnie wpadal na weekndy, spedzalismy wspolnie niesamowite chwile, czulismy sie jakbysmy nigdy sie sie nie rozstali. Ale ta sama historia, nie moge, nie teraz...itp.
Wiec ja znowu, z bolem serca w zaparte, nie to nie. Nie bede na ciebie czekac a jak przeznaczenie tak zechce to bedziemu razem.
To bylo jakies 1,5 roku temu, w miedzy czasie wiedzialam, ze szaleje za mna juz od ladnych paru lat ktos z miasta. Poznal mnie w koncu osobiscie a ja bardzo go polubilam, powiedzialm mu o pianiacie. Nie wiedzialam wtedy jak bardzo go to rani, ze jeszcze o nim mysle. Rok temu poczulam do niego cos wiecej (nie byly to moze motyle a taki fajny blogi stan), wiedzialam o jego uczuciach do mnie i jakos zapragnelam z nim byc. On byl w siodmym niebie, praktycznie ze mna zamieszkal chociaz ma swoj dom. Bylismy razem non stop. Wiedzialam, ze nigdy tak nikogo nie kochal (zreszta to piekna historia bo on juz 5 lat temu widzac mnie pierwszy raz powiedzial do znajomego 'ona kiedys bedzie moja' i tak tez sie stalo;-)).
Ten ostatni rok byl dla mnie najciezszy w zyciu, moja praca zaczela coraz bardziej mnie frustrowac, z fajnej kobitki stalam sie jakims potworem i wyladowywalam to na nim. Bog tylko wie jak bardzo go czasem ranilam. Pewnego razu, po powrocie z jakiegos coctail'u wrecz plakalam mu w rekaw za pianista! Jaki czlowiek jest czasem glupi, ach gdybym tylko mogla cofna czas...
Popadlam w depresje, on pomagal jak mogl, jezdzilismy na terapie itp. Podswiadomie mialam wrazenie, ze on mimo wszystko bedzie ze mna, wykorzystalam to ze juz nie musze sie starac i za kims biegac bo teraz ja jestem na pierwszym miejscu. Obwinialam go o wszystko. No i stalo sie moi drodzy, moj kochany spakowal sie i wyszedl, pewnego pieknego poranka po kolejnej mojej akcji poprzedniej nocy. Moj kwiatek, ktory zrobilby dla mnie wszystko, moje kochane, pelne milosci i dobroci cieple cialko juz nie bylo w stanie ze mna wytrzymac. Tak zwykle, po ludzku, nie mogl. Wypalil sie jak twierdzi chociaz plakal jak dziecko jak odchodzil. Oczywiscie przezylismy tez wiele cudownych momentow. Juz od dwoch tygodni zyje w jakims letargu, popadlam w jeszcze glebsza depresje, dlaczego nie poznalismy sie wczesniej, wtedy poznalby mnie od tej najlepszej strony a on akurat trafil na moje zalamanie zyciowe. Najgorsze jest moje poczucie winy wzgledem niego. Jestesmy w kontakcie caly czas, bylam u niego na kolacji dwa dni temu, razem plakalismy (on chyba bardziej) sluchajac naszych ulubinych piosenek. Ja juz nikogo innego nie chce, pianista czase dzwoni a ja juz kompletnie nic do niego nie czuje. NIC! Chce byc z moim sloncem. I po co te cale motyle i chemia. Teraz, jak juz z nim nie jestem zdalam sobie sprawe jak bardzo mi go brak, czuje teraz taka chemie, ze kazdy przypadkowy nawet dotyk wywoluje u mnie dreszcze, tak bardzo go kocham. A wczesniej potrafilam tez byc dla niego zimna i odlegla.
Gdyby Bog dal mi, jak bylismy razem, choc przez sekunde odczuc to co czuje teraz po jego stracie, zmienilabym sie diametralnie w stosunku do niego. Bylabym znow ta sama, ciepla i serdeczna osoba. To by byla najlepsza terapia, ach jak depresja moze zmienic czlowieka...
To na tyle bo posniecie:-).
Szanujcie osoby na ktorych wam zalezy dopoki macie szanse, wyobrazcie sobie zycie bez nich to moze pomoc w uswiadomieniu sobie jak ich kochacie. Mam nadzieje, ze dla mnie nie jest jeszcze z za pozno.

Pozdrawiam!

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Fey, dziękuję za radę i że chciało Ci się podzielić swoimi przeżyciami:) Jesteś doświadczona życiowo, potrafisz docenić to co dobre. (Swoją drogą ciekawi mnie jak to się stało, że tak zmieiły się Twoje uczucia). Sama nigdy nie mialam możliwości przeżyc tego co Ty, tej całej burzy uczuć z wzajemnością. Podkochiwałam się często ale jakos tak nigdy nic z tego nie wyszlo. Szczerze, to czuję taki żal do życia o to. Będąc z moim obecnym chłopakiem czesto pojawia się myśl:" jest taki kochany, ale gdyby mi wtedy wyszlo z x, y, albo z, to może wtedy byłabym o wiele szczęśliwsza. I przeżywam to, żaluję tego co już nie wróci, nie potrafię odpuścic. Mój chłopak zbliza sie do mnie, czuje nawet cos fajnego, ale za chwile znowu te myśli... i czar pryska. Nie mogę o tym wszystkim zapomniec, tesknie za czyms szalonym, itenswnym i boję się, że jakoś mocniej zwiąże sie z moim obecnym, a pozniej bede tego zalowac. Tata mysl mnie blokuje by cieszyc sie tym co tu i teraz...

Trzymam za Ciebie kciuki!

17

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Hey,

Nie wiem ile masz lat, ja 32. Tez tesknilam do tej szalonej, namietnej milosci i tez troche bedac z moim pierwszym i jak narazie jedynym narzeczonym, czasem myslalam o tym momencie w ktorym poznalam pianiste.
Tez mnie to zastanawialo, ze tak to moze wygladac, takie zakochanie od pierwszej sekundy. Po paru latach z nim uswiadomilam sobie, ze jest dla mnie bardziej bratem niz przyszlym mezem. Tez byl kochany i troskliwy aczkolwiek ucieklam praktycznie sprzed oltarza. Mimo bolu przez jaki on wtedy przeszedl, nie byl to z mojej stony egoistyczny krok. Mialam przeczucie, ze bedzie mu lepiej z kobieta ktora go pokocha do granic. I wiesz co, doslownie pare miesiecy pozniej ja poznal, sa bardzo szczesliwi, maje dwojke slodkich dzieci. Czasem mam wrazenie, ze karma sie teraz na mnie odbija, cierpiec tak jak on wtedy. Tylko ile razy mozna!
Podejmujac decyzje o slubie musisz zadac sobie pytanie czy tego chcesz, czy na 100 procent TAK, jezeli jest najmniejsze "moze' to to zawsze oznacza NIE. I odpowiedz sobie na to szczerze. Bez zadnego 'ale'.
Nie wszystko jest czarno-biale. Gdybanie co by bylo z tym czy tamtym nie ma sensu. Ja mialam okazje przekonac sie jak by bylo z pianista i co z tego wyszlo? Jedno pasmo cierpien! Pozniej dwa razy myslalam, ze to juz ten i tez nici z tego. Mowia czasem 'it's better to love and lost then to never love', czyli - lepiej kochac i stracic niz nigdy nie kochac, moze cos w tym jest, tylko ten bol po stracie kogos ukochanego jest tak ogromny ze czasem zupelnie przycmiewa ta przeogromna milosc. Wrecz zalujesz, ze kiedykolwiek tego czlowieka poznalas, tak boli.
Nie znam twojej sytuacji do konca ale uwierz, zastanow sie dobrze bo jak go zostawisz mozesz dopiero wtedy uswiadomic sobie kim dla ciebie byl. A to bedzie bolalo, i to bardzo...

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Wiesz Fey, mam wątpliwości co do mojego chłopaka czy to może być ten, ale skąd mam wiedzieć co będzie, gdy się rozejdziemy? Czy to ozacza, że skoro mam wątpliwości, to to na pewno jest NIE? Kilka razy byłaś z kimś i wydawało Ci się, że to ten, a później się kończyło... Naprawdę nie tęsknisz już za zadnym z tamtych? Dlaczego?
Mnie czasem męczą myśli, ze X przecież się ustatkował i wyglada na to, że jest wierny, Y kiedyś też tak zrobi i że to ja mogłam być na miejscu tych dziewczyn. Czy byłabym szcesliwa? Nie wiem, ale mnie to meczy... W jakiś sposób oni wydają sie mi być lepsi, bo raz, ze poza zasiegiem, a dwa, ze potrafią wzbudzac takie emocje. Bycie dobrym i spokojnym wydaje mi sie łatwiejsze... Co za problem chciec po prostu dobrze, wieksza sztuka jest wywierac taki wplyw na innych.
Ale ja mam nachrzanione w glowie...

19

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Widzisz, jednym z moich ulubionych motto jest 'lepiej sprobowac i zalowac niz zalowac, ze sie nie sprobowalo'.
Kierowalam sie tym jak odwolywalam moj slub, jak zmienialam prace itp.,to bardzo madra mysl. Bardzo mi wtedy pomogla. Oczywiscie w granicach rozsadku:-). I nie, nigdy nie zalowalam pomimo  wszystkich upadkow ktore mnie pozniej spotkaly. Oczywiscie bylo wiele szczesliwych chwil. Po co siedziec na starosc i gdybac, lepiej samemu sie przekonac. Chyba troche ci tym sugeruje odpowiedz na twoje pytanie ale ja juz taka jestem. Dlatego w tym momencie chowam dume (nie cala;-) ale chowam do kieszeni i zrobie wszystko zeby moj chlopak wrocil do mnie. Dopiero jak bede wiedziala, ze to zupelnie niemozliwe, dam spokoj i dam znowu krok do przodu.
Czy tesknie za moimi bylymi, nie i jeszcze raz nie. Oczywiscie, ze tesknilam, i to baardzo dlugo. Czas robi swoje, godzisz sie z tym, ze sa z kims innym i zaczynasz po czasie na nowo ukladac sobie zycie. Jezeli wystarczajaco bardzo kochasz 'nowa' osobe to ona pomoze ci zapomniec, nawet o jakiejs tam kiedys wielkiej milosci. Tak jest teraz ze mna, tesknie, i to tak bardzo, za moim sloncem, ze nawet nie wiem jak to opisac. 
Jedynie czasem ogarnia mnie sentyment do tych wszystkich pieknych chwil, ktore z nimi kiedys tam przezylam.
Czym sie strujesz tym sie lecz:-).

ps. Jedyna osoba za ktora nigdy nie przestaniesz tesknic to ta, ktora odeszla na zawsze, mysle

20

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Co tam u ciebie tanczacawdeszczu? Podjelas juz jakas decyzje?

Odp: Czy którejś z was się to udało?
Fey napisał/a:

Co tam u ciebie tanczacawdeszczu? Podjelas juz jakas decyzje?

Hej:)
Cóz, ciężko z niego zrezygnować, jest bardzo pozytywny... Przyznaję, ze nie wszystko jest idealnie, tzn tak jak sobie to wymarzyłam, moje uczucia/emocje są spokojniejsze niz bym chciała... Nie wiem... Nie widze nikogo fajniejszego od niego włącznie z tymi co mi sie tak podobali. Nie pociaga mnie az tak jak oni wtedy, ale potrafi podejsc mnie swoja osobowoscia. Bardzo chcialabamym, zeby to wyszlo. Teraz zalezy to juz tylko ode mnie, bo on jest na tak. hm... no nic zobaczymy... nie wiem co wiecej moge teraz napisac

22

Odp: Czy którejś z was się to udało?

Hej, dziewczyny...:)
Może łatwiej kochać kogoś, kto jest nieprzewidywalny, szalony,odjechany, bo te cechy gwarantują raczej całożyciowe;)czekanie a nie bliskość. Bo tak sobie myślę, że to o czym piszecie może właśnie oznaczać lęk przed bliskością, zostaniem, oddaniem NA STAŁE...

Odp: Czy którejś z was się to udało?
AlicjaK. napisał/a:

Hej, dziewczyny...:)
Może łatwiej kochać kogoś, kto jest nieprzewidywalny, szalony,odjechany, bo te cechy gwarantują raczej całożyciowe;)czekanie a nie bliskość. Bo tak sobie myślę, że to o czym piszecie może właśnie oznaczać lęk przed bliskością, zostaniem, oddaniem NA STAŁE...

Hm.., ciekawa teoria Alicjo, może też być tak jak piszesz. Nie potrafię tego stwierdzic w tej chwili, musialabym sie nad tym zastanowić.. hm... możliwe, ze ci 'odjechani' robią wrazenie, że mają większą 'moc' w tym swiecie, wiecej mogą osiagnąc, jest z nimi weselej, nie ma z nimi granic, ze niby cos wolno a czegos nie. Sprawiaja wrazenie bardziej tolerancyjnych, z wyobraznia i nikogo ani niczego sie nie bojacych. Z nimi czuję sie jak małe dziecko w Disneylandzie. Sa jakby samo w sobie własną firmą, niezalezni, wyjatkowi. A ci spokojni kojarza sie z taka uglaskaniem troche, jakby zbytnio bali sie zycia, przewrazliwieni, jakby trzeba sie bylo nimi opiekowac, nie czuje sie przy nich tak bezpiecznie, ani jakos szczegolnie wyjatkowa i mam wieksza sklonnosc do popadania w depresje w ich towarzystwie.

24

Odp: Czy którejś z was się to udało?

podsumuje dyskusje pewnym cytatem


"(...) prawdziwy związek zaczyna się wtedy, gdy kończy się faza randek, a odświętność tonie ? często bezpowrotnie ? w rutynie codzienności i niezauważalnie dla wielu przeistacza się w przyzwyczajenie, a mężczyźni zamiast kwiatów zaczynają kupować warzywa. Żeby tego chcieć, trzeba... trzeba kochać."

25 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-11-12 00:31:38)

Odp: Czy którejś z was się to udało?
tanczacawdeszczu napisał/a:
AlicjaK. napisał/a:

Hej, dziewczyny...:)
Może łatwiej kochać kogoś, kto jest nieprzewidywalny, szalony,odjechany, bo te cechy gwarantują raczej całożyciowe;)czekanie a nie bliskość. Bo tak sobie myślę, że to o czym piszecie może właśnie oznaczać lęk przed bliskością, zostaniem, oddaniem NA STAŁE...

Hm.., ciekawa teoria Alicjo, może też być tak jak piszesz. Nie potrafię tego stwierdzic w tej chwili, musialabym sie nad tym zastanowić.. hm... możliwe, ze ci 'odjechani' robią wrazenie, że mają większą 'moc' w tym swiecie, wiecej mogą osiagnąc, jest z nimi weselej, nie ma z nimi granic, ze niby cos wolno a czegos nie. Sprawiaja wrazenie bardziej tolerancyjnych, z wyobraznia i nikogo ani niczego sie nie bojacych. Z nimi czuję sie jak małe dziecko w Disneylandzie. Sa jakby samo w sobie własną firmą, niezalezni, wyjatkowi. A ci spokojni kojarza sie z taka uglaskaniem troche, jakby zbytnio bali sie zycia, przewrazliwieni, jakby trzeba sie bylo nimi opiekowac, nie czuje sie przy nich tak bezpiecznie, ani jakos szczegolnie wyjatkowa i mam wieksza sklonnosc do popadania w depresje w ich towarzystwie.

Przede wszystkim nie ma z nimi NUDY. jak można się zafascynowac kimś nudnym?

Nie wszyscy ciekawi faceci są od razu niedojrzali czy cwaniaccy. I tego się trzymaj wink

@chuck4
Moim zdaniem cytat nieadekwatny, bo tu wcale nie chodzi o rutynę w związku, o wygaszenie fascynacji - tylko jej kompletnie nie ma od początku.

26 Ostatnio edytowany przez tanczacawdeszczu (2011-11-12 12:06:01)

Odp: Czy którejś z was się to udało?
AlicjaK. napisał/a:

@chuck4
Moim zdaniem cytat nieadekwatny, bo tu wcale nie chodzi o rutynę w związku, o wygaszenie fascynacji - tylko jej kompletnie nie ma od początku.

Troche przesadzasz. Jest coś fajnego między nami, inaczej bysmy z soba tyle nie byli

27 Ostatnio edytowany przez amarek (2011-11-15 10:10:31)

Odp: Czy którejś z was się to udało?
Fey napisał/a:

Moj kwiatek, ktory zrobilby dla mnie wszystko, moje kochane, pelne milosci i dobroci cieple cialko juz nie bylo w stanie ze mna wytrzymac. Tak zwykle, po ludzku, nie mogl. Wypalil sie jak twierdzi chociaz plakal jak dziecko jak odchodzil. Oczywiscie przezylismy tez wiele cudownych momentow. Juz od dwoch tygodni zyje w jakims letargu, popadlam w jeszcze glebsza depresje, dlaczego nie poznalismy sie wczesniej, wtedy poznalby mnie od tej najlepszej strony a on akurat trafil na moje zalamanie zyciowe. Najgorsze jest moje poczucie winy wzgledem niego. Jestesmy w kontakcie caly czas, bylam u niego na kolacji dwa dni temu, razem plakalismy (on chyba bardziej) sluchajac naszych ulubinych piosenek. Ja juz nikogo innego nie chce, pianista czase dzwoni a ja juz kompletnie nic do niego nie czuje. NIC! Chce byc z moim sloncem. I po co te cale motyle i chemia. Teraz, jak juz z nim nie jestem zdalam sobie sprawe jak bardzo mi go brak, czuje teraz taka chemie, ze kazdy przypadkowy nawet dotyk wywoluje u mnie dreszcze, tak bardzo go kocham. A wczesniej potrafilam tez byc dla niego zimna i odlegla.
Gdyby Bog dal mi, jak bylismy razem, choc przez sekunde odczuc to co czuje teraz po jego stracie, zmienilabym sie diametralnie w stosunku do niego. Bylabym znow ta sama, ciepla i serdeczna osoba. To by byla najlepsza terapia, ach jak depresja moze zmienic czlowieka...

Nie czekaj na Boga, On jest zajęty wieloma sprawami.

Fey napisał/a:

Szanujcie osoby na ktorych wam zalezy dopoki macie szanse, wyobrazcie sobie zycie bez nich to moze pomoc w uswiadomieniu sobie jak ich kochacie. Mam nadzieje, ze dla mnie nie jest jeszcze z za pozno.

Napewno nie jest za późno. NIGDY nie jest za późno.

Wstawaj i naprawiaj.

Dobrego dnia.

Pozdrawiam!

Posty [ 28 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy którejś z was się to udało?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024