Witam, znalazłam to forum przypadkiem, szukając w necie odpowiedzi na swoje problemy. Postanowiłam opowiedzieć Wam trochę o sobie, może znajdzie się ktoś kto dałby mi jakąś wskazówkę, poradę jak przejść przez rozwód (wniosłam o rozwód z orzeczeniem winy męża, jestem już po pierwszej rozprawie) a także jak sobie poradzić w życiu teraz i potem. Bo jest mi bardzo ciężko w mojej sytuacji
. Dużo bym musiała pisać aby przybliżyć swoją sytuacje... ale może zacznę od tego co się stało ze doszło do decyzji która podjęłam - rozwód. Trzy lata temu dopadła mnie depresja...walczyłam 6 mies.. poddałam się, znalazłam się w szpitalu psychiatrycznym, było mi ciężko, brak chęci i motywacji do życia, wyciągnęli mnie tam, lecz leczenie farmakologiczne mnie było trudne. W domu nie było wsparcia, zrozumienia, pomocy której oczekiwałam. Wszystko na mojej głowie: dom, dzieci - od kiedy dzieci urodziły się nie pracowałam czyli od 10 lat. Depresja zmieniła mnie i moje życie... Przez 2 lata leczenia depresji była to wg. mnie wegetacja, leki nie były skuteczne, nie było ok. Zaczęłam rozmawiać z ludźmi w necie... tam dostałam wsparcie, pomoc, wiarę że może być jeszcze lepiej. Uwierzyłam w siebie. W domu potem ciągła presja męża, że w końcu mam zacząć coś robić, iść do pracy... było mi ciężko, po 10 latach przerwy trudno wejść na rynek pracy tak zaraz, tym bardziej kiedy nie ma się doświadczenia zawodowego, a także stopień niepełnosprawności który mnie ograniczał w podjęciu każdej pracy. Na początek zapisałam się do szkoły policealnej aby zdobyć doświadczenie zawodowe odpowiednie do pracy takiej o jakiej zawsze marzyłam. Teraz zaczął się czas kiedy mogłam wreszcie zacząć o sobie myśleć. Do tej pory najważniejsza była rodzina: mąż, dzieci, dom. Od momentu kiedy zaczęłam chodzić do szkoły w domu zaczęło się źle dziać... ciągła presja męża, kłótnie, awantury, zero pomocy, ciągle słyszałam "zrób coś". Od roku szukam pracy, teraz bardziej intensywnie, jestem osobą bezrobotną, na utrzymaniu męża. Od roku też mąż nie miał ochoty mnie utrzymywać więcej, na swoje potrzeby muszę pożyczać (leki, dojazd do szkoły, karta do tel, i to co niezbędne) od niego mam tylko wyżywienie, to on opłaca wszystkie rachunki, kupuje dzieciom co trzeba, a nawet ostatnio przekupuje dzieci pieniędzmi...co mi się bardzo nie podoba, bo nie pieniądz powinien być najważniejszy w życiu młodego człowieka. Ale na to niestety nie mam wpływu... poniżające dla mnie tez to jest, że nie mogę dzieciom niczego kupić, nie mam wpływu na to w jakich rzeczach maja chodzić bo to mąż ma pieniądze i kupuje im to wszystko. Do czasu rok temu to ja zajmowałam się tym wszystkim... teraz jestem nikim... nie pracuje, nie mogę decydować. Rok temu była przemoc fizyczna - wezwałam wtedy policje na interwencję, mąż był pod wpływem alkoholu.. i właśnie od tego czasu wszystko się zmieniło
Założono mi niebieską kartę, zrobiłam tez obdukcje wtedy... Na przemoc fizyczną już sobie nie pozwoliłam... ale przemoc psychiczna jest bardziej dotkliwsza
Mąż nadużywa alkoholu, bywa że codziennie, zazwyczaj kiedy był pod wpływem bardzo często wszczynał awantury...bo jakoś pewniej się czuł... pan i władca... Po 8 bardzo ciężkich miesiącach podjęłam decyzję złożyłam pozew o rozwód. Stracha miałam takiego że szok. On ciągle mi groził, że zabierze mi dzieci (że żaden Sąd nie przyzna wariatce dzieci) że nie da mi rozwodu... Nie stać mnie na adwokata, zostałam zwolniona z kosztów sądowych, jest mi bardzo ciężko. Na pierwszej rozprawie dostałam zabezpieczenie w kwocie 200zł... hmm niewiele to jest, nie pokryje to kosztów związanych z dojazdem do szkoły i na leki, ale nie będę musiała aż tyle pożyczać... mam zaległości, mam długi... muszę znaleźć jakieś rozwiązanie. Właściwie muszę liczyć sama na siebie, boję się że w którymś momencie znowu się poddam. Myślę że depresję pokonałam, ale czuję że ona gdzieś tam jeszcze jest, chwilami jest mi bardzo ciężko z tym wszystkim, bywają doliny, jakieś zawachania. Proszę o jakieś rady, sugestie, Wasze myśli... co mogę jeszcze zrobić... albo o czym jeszcze nie wiem co bym mogła zrobić... Piszcie cokolwiek... Dziękuję za zainteresowanie... Pozdrawiam
najważniejsze jednak ,że zdecydowałaś sie podjąć konkretne kroki i nie pozostajesz bierna wobec takiego postępowania;
nie umiem powiedzieć nic na temat rozwodu:nie znam tego tematu,jednak są tutaj osoby które przez to przeszły lub przechodzą;może któraś z nich da jakieś wskazówki;
bynajmniej podziwiam cie i mam nadzieję ,że wytrwasz w swoim postanowieniu;
Podjęłam decyzję... chcę żyć też trochę po swojemu a nie tak jak mąż całe życie uważał.. ze tak powinno być jak on myśli... tylko że ja też mam marzenia, pragnienia...tez chcę coś dla siebie. Zawsze byłam ograniczona w swoich dążeniach.
Czy nikt nie wie co można zrobić w mojej sytuacji?
Sytuacja w domu staje się chwilami nie do zniesienia... wczoraj np. była awantura że "jakiś facet" odebrał córkę z zerówki... Są czasem takie sytuacje kiedy jadę do lekarza i nie ma kto odebrać córkę z zerówki, chodzi tam na 5 godzin... babcia jest osoba pracującą, pracuje w sklepie i nie zawsze może zamknąć i wyjść po wnuczkę. Więc poprosiłam znajomego (ojca mojej przyjaciółki, którego znam od 20 lat) kiedy będzie odbierał swoją wnuczkę aby podwiózł moją córkę po drodze do babci do sklepu. Umówiliśmy się w taki sposób że możemy zawsze na siebie liczyć w różnych sytuacjach. Zatem sobie radzę jak mogę. Do tej pory nigdy męża nie obchodziło kto zaprowadzał czy odbierał córkę z przedszkola, a teraz robi mi z tego awantury:(. Druga sprawa jest taka że córka śpi w pokoju z ojcem a ja nie mam na to wpływu, nie chcę aby ona tam spała ze względu na to iż kilkakrotnie zwracałam uwagę mężowi aby wyłączał telewizor jak śpi, że to nie jest zdrowe dla dziecka, że w nocy mózg powinien odpoczywać w ciszy i spokoju... Telewizor "chodzi" zawsze do późnych godzin nocnych bądź rannych. Do tego mąż chrapie, a kiedy jest po spożyciu napojów alkoholowych to nie panuje tam czyste powietrze... Boję się cokolwiek zrobić, bo wiem że mogą ucierpieć na tym tylko dzieci, ale ja chce przecież jak najlepiej dla nich. Dodam iż córka zawsze spała w tamtym pokoju, od dziecka, ja też tam spałam ale kiedy zaczęły się nieporozumienia po prostu przeniosłam się do innego pokoju, chciałam spokojnego snu tylko. Ale teraz co z dzieckiem???
Jak to zrobić? Według mnie dziewczynka nie powinna dzielić pokoju z ojcem. Jakie jest Wasze zdanie; kobiety, matki ??? On próbuje mnie ograniczyć z wszystkich możliwych rzeczy związanych z dziećmi. Już nie mam wpływu na to co jemy w domu, bo to mąż robi zakupy i on o wszystkim decyduje. To on kupuje dzieciom ubrania, buty... jest to dla mnie bardzo poniżające. Od kiedy dzieci się pojawiły to zawsze ja byłam przy nich ciągle, to ja dbałam aby wszystko miały, kupowałam im co potrzebne, a dzisiaj nie mam na to wpływu... buu. Wszystko dlatego, że nie pracuję, nie zarabiam, nie mam pieniędzy
Proszę napiszcie coś! Proszę o rady. Nie wiem co robić ![]()
hej slońce naprawdę Cie podziwiam tyle przeszłaś A nadal jesteś taka silna... Wiem co to jest depresja wpadłam w nią po rozstaniu ,kiedy mój ukochany odszedł do innej ,zdradził poniżył,starsznie podupadłam na zdrowiu,nie moge jęść ,spać. W jednej chwilii straciłam jego ,mieszkanie,nie mam siły na walkę. Samotnośc mnie zabija.
Siłę mam... właściwie poczułam się silna kiedy udało mi się depresje pokonać, po 2 latach "wegetacji", leczenia. Od 3 lat mam problemy ze spaniem, zasypiam tylko dzięki proszkom nasennym, ale w tej chwili biorę małe ilości 1/4 tabl. Mało jem, nerwy i stres nie są dobrym partnerem w życiu. Ale jednak nie chcę się poddać... będę walczyć...
słonce masz gg chciałabym zapytac jak pokonałas depresję, bo ja nei potrafię sobie poradzic....
hej domini182, wysłałam wiadomość na maila ![]()
Wygląda na to, że największym Twoim problemem jest brak pracy, a co za tym idzie brak środków do życia. Jest to upokarzające być na utrzymaniu męża, który uważa się za pana i władcę. Nie pojęte jakim debilem jest Twój mąż!!!
Naprawdę nie masz możliwości podjęcia żadnej pracy, nawet dorywczej, na pół etatu, żeby tylko uniezależnić się od tego psychola?
szukam pracy już od roku, ze względu na problemy ze zdrowiem (grupa inwalidzka) nie mogę podjąć każdej pracy, są przeciwwskazania, podjęłam naukę w szkole, uczę się, zdobywam doświadczenie i wierzę w to że pracę znajdę. Mam wsparcie i pomoc w organizacji która wspiera osoby niepełnosprawne i pomaga znaleźć prace. Wysyłam CV, odpowiadam na oferty pracy, ale nie mam doświadczenia zawodowego na stanowiska które aplikuję
ale na pewno w końcu się uda...ktoś mnie doceni ![]()
11 2011-10-17 09:51:58 Ostatnio edytowany przez amarek (2011-10-17 09:54:05)
Witam, znalazłam to forum przypadkiem, szukając w necie odpowiedzi na swoje problemy. Postanowiłam opowiedzieć Wam trochę o sobie, może znajdzie się ktoś kto dałby mi jakąś wskazówkę, poradę jak przejść przez rozwód (wniosłam o rozwód z orzeczeniem winy męża, jestem już po pierwszej rozprawie) a także jak sobie poradzić w życiu teraz i potem. Pozdrawiam
Witam.
Proszę zajrzeć na ten wątek - http://www.netkobiety.pl/t19766.html .
Piszą tam Panie potrafiące doradzić i wesprzeć osoby, znajdujące się w Pani sytuacji.
Pozdrawiam i życzę powodzenia.
Witam podziwiam twoją wolę i wytrwalość mimo przeżyć których nie da sie pewnie opisać ja mam nieco lepsza sytauacje mam pracę dziecko i moje problemy w obliczu twoich wydają sie niewazne (też czeka mnie rozwód ale z winy męża bo odchodzi do innej i jej dziecka) ale ja nie potrafie się odnaleźć w tej sytuacji nadal kocham męza mimo krzywdy jaką mi wyrzadził. podziwiam ile jest wtobie siły i odwagi by stawiac temu czoła chciałabym być tak odwazna jak ty!!!
odwaga i silna wola przychodzą z czasem... a najlepiej chyba człowiek działa kiedy wszystko zaczyna się walić... kiedy czuje się w pewien sposób zagrożony
Sama nie wiem skąd ta siła się we mnie bierze, może dlatego że zawsze byłam trochę uparta i dążę do swoich celów...hmmm ![]()
Poza tym ważne chyba jest wsparcie innych samotność chyba jest najgorsza i chybatego boję sie najbardziej jak mąż odejdzie
Fakt, samotność nie jest fajna...bardzo się jej boję. Ale przecież wśród bliskich ludzi czasami człowiek też czuje się bardzo samotny
Cieszę się że mam Was tutaj, że mogę powiedzieć o tym co mnie boli, że ktoś mnie rozumie...daje wsparcie. Dziękuje ![]()
I chyba po to tu jesteśmy na tym forum zeby pomagać innym ja tez tu zajrzałam po wsparcie bo czuję sie samotna :(i=( ale teraz czuję się pokrzepiona własnie przez ciebie :)i=)
izula69 nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę, cieszę się że moje posty dają komuś jakąś siłę, właściwie pomagając sobie pomagam też innym, zawsze tego chciałam i cieszę się że to możliwe
Choć sama potrzebuję jeszcze wsparcia, jest mi dużo lepiej, że już nie będę sama z tym wszystkim. Że kilka słów napisanych tutaj ... dają baaardzo wiele.
cześć dziwczyny chciałabym saię do was dołączyc bo potrzebuj bo wsparcia, chwilami myslęze oszaleję.
tak w skrócie bo szkoda gadania na temat mojego męża, poniewaz to czlowiek podły do skrajnych granic, wulgarny i nie odpowiedzialny. Na pozór jesteśmy porządna rodziną POZORY!!!!ładne mieszkanie 2 fajnych dzieci 4 latków bliźniaków.Nie mam z meżem właściwie żadnego poprawnego kontaktu od roku, ale widzę że ostatnio pozwala sobie juz na takie wulgaryzmy przy dzieciach wobec mnie, że nie wyobrażam sobie nawet tego w głowie. Np: zamknij mordę itp... nie będe przytaczać bo wstyd!!!. Ja pracuję, zajmuję sie dwójka dzieci, prowadzam do przedszkola, do lekarz ,robie zakupy , sprzątam i tysiąc różnych rzeczy. Nie mogę juz znieśc jego obecności w domu tego głuchego pustego bez uczucia domu.Problemem jest to że kobieta w naszych czasach wychowujaca dwójke dzieci nie da rady pogodzić tego czasowo a i pensja moja wystarczyła by na opłaty za mieszkanie i przeczkole i moze leki dla dzieci jak chore a gdzie jedzenie??? No i przede wszystkim nie chce za wszelką cenę robić tego dzieciom. On czepia się o każda głupotę, dziś np wstałam o 5 rano jak wszyscy śpia przepłakałam 1 godzinę zapaliłam papierosa a póxniej musiałm wziąc się w garśc umalować oko ładnie sie ubrac bo tego wymaga moja praca i zaprowadzić dzieci do przedszkola, ale serce mi peka glowa boli i nie mogę się nad niczym skupić pewnie też haotycznie piszę WYBACZCIE
to tyle tytułem wstępu muszę sobie znaleźć oboby w podobnej sytuacji żebyśmy się wspierały, bo widzę że nie mam się spotykac ze znajomymi takim w realu którzy maja poprawne rodziny i udawac przed nim ze jest ok bo nic nie jest OK.
slonce7 z jakiego miasta pochodzisz?
19 2011-10-17 13:02:13 Ostatnio edytowany przez slonce7 (2011-10-17 14:23:50)
witaj basik78 Moja rada dla Ciebie... nie pozwól sobie na takie traktowanie przez męża!!! A co do osób z reala, powiem tak jeżeli ktoś nie przechodził czegoś podobnego nie zawsze potrafi zrozumieć druga osobę, nie każdy posiada też odrobiny empatii w sobie. Nie daj się basik78... mówią, że kobieta wiele potrafi znieść, jesteśmy twarde ![]()
ale jak się nie dawac a co mam zrobić jedyne rozwiązanie jakie przychodzi mi do głowy to przez forum pozna jakaś dziewczynę,która ma podobna sytuację a nie ma dokąd uciec to moz zamieszkały byśmy razem i jakoś sobie radziły finansowo i czasowo nad opieką dzieci. Bo ja mieszkanie mam ale samodzielnie nie stac mnie na utrzymanie. Chociaż wiem że to żaden pomysł no bo jaki to przykład dla dzieci " mini dom samotnej matki" ale jedyny.
Łatwo tylko tak mówić nie dawaj się a trudniej zrobić ja jestem w pracy do 17 30 a kto odbierze dzieci z przeczkola a kto z nimi zostanie jak będa chore do tej pory robilimy to na zmiane biorąc urlopy On jako ON nie interesuje mnie w ogóle czy się dobrze czy źle czuje życzę mu wszystkiego najgorszego ale niestety nie jestem w stanie sobie poradzic pracując z opieką nad takimi małymi dziećmi.
Pewnie zapytacie o babcie moja mam mieszka w innym mieście i absolutnie nie jest w stanie mi pomóc po pierwsze za względu na jej stan zdrowia po drugie na brak chęci. Jak próbowałam się żalić aby od niej otrzymać chociaż jakaś pomoc to zmienia temat i udaje że nie ma sprawy bo tak jest jej wygodniej , ponieważ nie umie mi pomoc i jak czasem mówi j:ja ze wszystkim musiałam sobie radzić sama" także same widzicie żadnego wyjscia nie mam tylko godzić się ze swoim losem.
basik78 bo najlepiej jest głowę spuścić i godzić się na wszystko...też tak robiłam do czasu...ale to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę. W końcu coś będziesz musiała zrobić, podjąć jakąś decyzję, dzieci też zaczną być bardziej samodzielne...będzie Ci łatwiej wtedy, zobaczysz. Ale póki co masz męża i niech się interesuje dziećmi i opieką nad nimi.
no właśnie na to liczęze dzieci będa samodzielniejsze i wyjdąz tych chorób dzicinnych, odkładam ukrycie pieniadze zaczełam jeździć autem przygotowuję sie usilnie do tego momentu jak będę musiała wszystko sama ogarnąć. Wiesz jakbym nie miała dzieci to już daaaaaaaaaaaaawno daaaaaaaaaaaaawno walizki bym mu wystawiła ale nie jestem sama i tez tak nie mogę egoistycznie i zawzięcie bo one na tym usierpia najbardziej. A moje dzieci kocham najbardziej na świecie i dla nich jestem nawet w stanie marnować sobie życie. A co sądziće o moim pomyśle z zamieszkaniem kiedys w przyszłaości z kimś jakąs samotna matko idyiotyczne ??ale tonący brzytwy się chwyta nigdy bym nie pomyslala że Polska (która nie daje wykształconym matką pogodzić prace z domem i uczciwie zarabiać), oraz ten mój mąz doprowadzą mnie do takich pomysłów. Ae to jest właśnie moje działanie inaczej nie dam rady. Słonko7 a ty jak sobie zamierzasz poradzię bo rozwiązanie nie wiele daje bo pensje są śmieszne w Polse dla kobiet, chyba że jest się Mangerem pracującym po 14 h na dobę.
nie mam pojęcia jakie rozwiązanie mi życie podsunie, na chwile obecna wiem że praca jest mi bardzo potrzebna, że muszę uniezależnić się od męża, wyjść do ludzi. Rozwód... a potem życie... Wiem że wiele zrobię sama, radziłam sobie doskonale kiedy mąż długo pracował. Teraz wiem, że dam radę, dla dzieci zrobię wiele one są najważniejsze.....a potem ja
wolę żyć skromnie, ale w spokoju...
Dziewczyny, na wstępie chciałam powiedzieć że trzymam za Was kciuki i całym sercem jestem z Wami!
Ja przeżywałam rozwód mojego brata. Fakt, że nie było dzieci, i to było jedynym szczęściem w tej tragedii. Była żona mojego brata zdradziła go w sanatorium. Była osobą niepełnosprawną i to był jej pierwszy tego typu wyjazd. Mój brat wiele dla niej poświęcił. Jeszcze jak byli narzeczeństwem sponsorował jej prywatne operacje, zajmował się nią, poświęcał jej cały swój wolny czas. Zaniedbał rodzinę, znajomych, pracował na kilka zmian, żeby mieć na jej zachcianki. Nie wspominając już o tym, że przez jej rodzinę był traktowany jak wielki NIKT. Po ośmiu latach chodzenia ze sobą wzięli ślub. Układało się różnie, dużo się kłócili. Po 9-ciu miesiącach małżeństwa ona go zdradziła, argumentując swoje postępowanie tym, że "tamten" powiedział jej, że jest piękna w środku i na zewnątrz. Moim zdaniem to żałosne... Brat po tym wszystkim się załamał. Chciał, żeby się pogodzili, wybaczył jej, ale ona nie chciała. Ubliżała mu i całej rodzinie, praktycznie pozbawiła go męskości, mówiła, że z jego winy nie mają dzieci (Cytując ją musiałabym używać wulgaryzmów, więc się wstrzymam). Brat chodził do psychologa, był bliski popełnienia samobójstwa. Ja wtedy też miałam napiętą sytuacją osobistą, ale cały mój czas poświęcałam bratu. Doszło w końcu do rozwodu. Bez orzekania winy. Pojechałam tam z bratem. Ona była uśmiechnięta, zadbana, powiedziała mi cześć i poszła się rozwieźć. To trwało krótko, podpisali papierek i wyszli. Powiem Wam, że nie wiedziałam, że mój brat jest w stanie wylać tyle łez, a ja wskrzesić w sobie tyle nienawiści względem drugiej osoby. Nic nie wskazywało na tę zdradę, na taki ból, rozpacz, poniżenie, załamanie nerwowe. Ale nie pozwoliliśmy bratu się załamać. Wiedział, że jestem dla niego o każdej porze dnia i nocy.
Minęło kilka lat. Mój brat ma żonę, synka, jest szczęśliwy. W końcu znalazł tych, którzy go kochają takim jaki jest. I wiecie co, po tych doświadczeniach wiem, że mój brat był za dobry. A ona tego w żaden sposób nie doceniła. Tylko powiedziała, że czuła się jak na smyczy. Z tym, że miała wszystko czego chciała.
Dziewczyny, wierzę że i Wam się uda rozwiązać Wasze problemy, poradzicie sobie w Waszym smutku i w końcu staniecie na prostej z osobami, które są Was warte!
Trzymajcie się kochane!
SLONKO7 a jak reagują dzieci, bo tego boję się najbardziej moje są jeszcze małe nie rozumieją znaczenia tych obrzydliwych słów, ale to tylko kwestja czasu.
Przpraszam za literówki ale piszeszybko w pracy więc skupiam się tylko na tym aby więcej napisać bo to jest temat rzeka.
SLONKO masz mieszkanie ?czy będziesz musiała cos wynajać?przepraszam że tak cię podpytuję ale chyba gadamy sobie tak od serca.
Dziewczyny, jak ja was rozumiem, sama mam tyle problemow, ze czasem to nawet mysle, ze jakby mnie nie bylo to moim dzieciom moze i lepiej by sie poukladalo..., ale wiem ze nie moge sie tak poddawac. Gdyby nie dzieci i to ze nie mam za co zyc chyba nigdy wiecej nie chcialabym widziec mojego meza na oczy. Zlamane serce, lzy to nie wszystko, kiedy musze sie na razie godzic na zdrade ( mieszka z 18 lat mlodsza kochanka), bo sama nie utrzymam dzieci.
Cale malzenstwo, 16 lat, wspieralam meza, potem pracowalam na jego firme, oczywiscie bez zatrudnienia, bo to sie nie oplaca. Od 3 lat jestem formalanie zatrudniona u tescia za najmniejsza pensje, ktorej i tak nigdy nie dostawalam, bo pieniadze z moich zlecen szly na meza konto - do ktorego nie mam dostepu. Teraz juz z nim nie rozmawiam, stracilam rodzine, wlasciwie prace tez. Mam trojke dzieci ( 16, 12 i 3 lata). Najmlodsza coreczka ma bardzo powazna chorobe genetyczna, jej nerki sa juz wyniszczone, lekarze mowia ze na pewno w dziecinstwie czeka mnie walka o jej zycie, czyli przeszczep nerki ( obydwie sa z gigantycznymi torbielami). Ma tez brak cial odpornosciowych, wiec jest prawie ciagle chora. Ostatnio co tydzien goraczkuje ok 38 C, przebywa w szpitalach... Ja, zeby bylo ciekawiej pod koniec grudnia mam urodzic czwarte dziecko. Strasznie sie boje, zeby tylko bylo zdrowe. Maz jak sie dowiedzial o ciazy to powiedzial, ze z nami koniec, jestem glupia i mam ztym cos zrobic. Glupia chyba jestem, ale dziecka nie usunelam. przestal wracac na noc itp, potem byla przemoc i interwencja policji. Zgloszenie przemocy, straszenie, wycofanie oskarzenia, lzy , lzy i bezradnosc. Doszly problemy finanasowe, musialam sie wyklocac o pieniadze na dzieci. Dobrze, ze byly wakacje i moglam z nimi uwyjechac do kempingu w gorach. Fajnie bylo Go nie ogladac a i wydatki byly mniejsze. Jest mi tak ciezko, nie widze przyszlosci, jak mam sobie wszystko poukladac. Jak dam sobie rade z malutkim dzieckiem i pozostalymi. Zylismy na dobrym poziomie, Ja tego dzieciom zapewnic nie zdolam, przynajmniej nie tak szybko. Jestem wsciekla na Siebie, za to ze jestem bezradna i zalezna od faceta, ktory ma mnie gdzies. Ja nie dostane od niego ani zlotowki, to juz mi obiecal. A ja go tak kochalam, poswiecilam swoja mlodosc Jemu i rodzinie. Teraz z brzuchem i podstarzala jestem juz niepotrzebna, nieatrakcyjna, niekochana. Wiem, ze musze dac rade, tylko jak?!!!
Moze wy tez mnie jakos wesprzecie , moze bedziemy sie tak wspietac wzajemnie... Nie chce juz zadreczac otoczenia moimi problemami, a tak bardzo chce sie krzyczec
Bet, jesteś w ciężkiej sytuacji, bardzo Ci wspólczuję, ale jak wszystkie my tu kobiety DASZ RADĘ
Gratuluję też, chłopiec będzie, czy dziewczynka? Ja ma duże córki i 2-letnią wnusię. Tak strasznie je kocham....
Ale wracając do prozy życia, Wasze dzieci są wspólne. Nigdzie nie jest zapisane, że to Ty masz je utrzymać, zwłaszcza, że jesteś w ciąży.
Zawsze możesz zażadać od męża alimentów. Alimenty nie są powiązane z rowodem. Zbieraj rachunki, pokarz na jakim poziomie żyliście, zrób dokładną listę wydatków (powinna mieć około 30 pozycji: żywnośc, leki, lekarze, szkoła, wycieczki, wakacje, ubrania, prąd, telefony itd...wszystko na co wydajemy w podziale albo na Ciebie i wszystkie dzieci, albo razem).
Terminy spraw alimentacyjnych zazwyczaj są odległe, przynajmiej u mnie od pozwu do sprawy to około 10 misięcy. Jest forma prawna, która pozwala dostać pieniądze wcześniej: zabezpieczenia na poczet przyszłych alimentów. Decyzja wydawana jest na posiedzeniu niejawnym.
Radziłabym złożyć pozew alimentacyjny, a tydzińpóźniej napisać prośbę o zabezpieczenie z wyraźnym zaznaczeniem, w jakiej sytuacji jesteś i że ma być decyzja wydana na posiedzeniu nejawnym.
Ja dostałam w ten sposób 5000 PLN, a mój już były nie pracował. Zbierałam rachunki, kwity, wyciągi i wykazałam ile wydaje on i ile ja potrzebuję. Jak córka skończyła szkołe (płatną), a ja nauczyłam się oszczędzać i znalazłam pracę.....odpuściłam mu.
Radziłabym złożyć pozew alimentacyjny, a tydzińpóźniej napisać prośbę o zabezpieczenie z wyraźnym zaznaczeniem, w jakiej sytuacji jesteś i że ma być decyzja wydana na posiedzeniu nejawnym.
Nie rozumiem tylko "biurokratyczności" tych dzialań. Dziewczyna jest biedna i na pewno ma dość chodzenia po sądach, nie każ jej annoJo chodzić tam co tydzien. Obydwa roszczenia może spokojnie zmieścić na jednym piśmie. W świetle prawa nie ma to żadnych konsekwencji.
Wczesniej na jednym z wątków podawałem link do arkusza kalkulacyjnego wyliczającego koszty utrzymania dziecka. Ułatwia to znacznie liczenie.
Jeśli nie znajdziecie, odszukam go ponownie.
Powodzenia.
29 2011-10-17 22:51:35 Ostatnio edytowany przez szemszem (2011-10-17 22:54:43)
arkusze kalkulacyjne grzybkowski & guzek - te arkusze pomogą się przygotować do sprawy o alimenty
Jeśli o alimenty wnosisz przed rozwodem trwa to dużo szybciej. U mnie np. to było 4 dni.
Gdybym wniosła o rozwód i alimenty to czekałabym pół roku.
bet, masz trudna sytuację ale ja wiem że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, rozwiązanie, czasem wystarczy tylko cierpliwie poczekać. Jeżeli mąż unika odpowiedzialności związanej z łożeniem na dzieci a także na żonę w ciąży, pisz pozew o alimenty i to już... a on może sobie mówić że nie dostaniesz złotówki od niego, tutaj Sąd zdecyduje ile będzie musiał dołożyć aby zapewnić Wam życie. Dodaj w pozwie że alimenty na Ciebie również, bo jesteś w ciąży i przez jakiś czas na pewno nie podejmiesz pracy ze względu na małe dziecko. Zbieraj rachunki, zaświadczenia o stanie zdrowia chorej córci a także Twoje. Za pozew również nie będziesz musiała wnosić opłaty. Myślę ze Sąd szybko załatwi Twój pozew ze względu na trudną sytuację, najważniejsze jest aby w uzasadnieniu dużo i dobrze napisać, opisać swoją sytuację. Życzę powodzenia bet, pozdrawiam ![]()
basik78 u mnie dzieci już duże 6 i 10 lat, tak że widzą co się dzieje, awantury, kłótnie, że sypiamy w osobnych pokojach, nigdzie razem nie wychodzimy, ale na razie nie pytają a ja ich zapewniam że na razie tak jest bo są problemy, że nie mają się martwić, choć syn i tak się martwi o mnie i ciągle pyta czy znajdę pracę
. Nie mam serca mówić im o rozwodzie, a nawet mam strach bo wiem że z tego będą tylko problemy, na razie jeszcze czekam, powiem im jak będzie odpowiednia chwila, może jak będzie bliżej końca rozwodu, a na razie przygotowuję ich i zapewniam że ich kocham.
izula69 nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę, cieszę się że moje posty dają komuś jakąś siłę, właściwie pomagając sobie pomagam też innym, zawsze tego chciałam i cieszę się że to możliwe
Choć sama potrzebuję jeszcze wsparcia, jest mi dużo lepiej, że już nie będę sama z tym wszystkim. Że kilka słów napisanych tutaj ... dają baaardzo wiele.
I vice versa ja też znajduję tu pociechę i wsparcie w tych trudnych chwilach tez bym chciała móc pomagac innym dałoby mi to satysfakcje i zapomnienie ucieczkę od problemów
Dodam tylko, że zawsze można napisać wniosek do Prezesa Sądu z prośbą o przyśpieszenie rozpatrzenia ze względu na ...
Sądy nie mają obowiązku rozpatrywać takich wniosków, jednakże zdarzało sie ... że rozpatrzały.
Tak, wszyscy mamy problemy. I to nie jest tak, ze jednych sa wieksze drugich mniejsze. Z wszystkim trzeba sobie radzic. Dziekuje wam za wsparcie, wiem ze nikt za mnie zycia nie przezyje ani nie rozwiaze moich zmartwien, ale dobrze ze mozna sie tu wyzalic, wyplakac i posluchac jak inni sobie radza. To dodaje otuchy a takze pokazuje ze ze wszystkim mozna sobie dac rade. Piszcie jak sobie radzicie, jak tocza sie sprawy. U mnie jest nieciekawie, ale to nie tak ze nie mam za co zyc. Bylo ciezko... ale teraz jest duuuuzo lepiej. Dostaje z ZUSu co miesiac pieniadze, bo jestem na chorobowym (ciaza 100% platne), oprocz tego moge troche dorobic, bo dogadalam sie z tesciem, ze mam mu oddawac pieniadze za druk, mezowi za projekt a nadwyzke ze sprzedazy pomniejszona o podatek dostaje ja.
Trudno jest mi utrzymac zlecenia, bo ma drogo, ale troche zarabiam. Maz wyrolowal mnie z wielu zlecen, ale nie bede sie o tym rozpisywac. Wiec na siebie pieniadze mam, mam na dobrego adwokata, na lekarza itp.
Adwokat ma pelnomocnictwo w sprawie alimentow, wiec w kazdej chwili moge o nie wystapic. Jestem z nim w kontakcie i konsultuje sie odnosnie dalszych decyzji. Zbieram dowody na meza zdrade (detektyw polecony przez adwokata), zeby w razie czego nie probowal sie wszystkiego wyprzec - na to glownie ida zarobione przeze mnie pieniadze. W wakacje, kiedy bylo najgorzej strasznie oszczedzalam, wtedy nie mialam jeszcze zadnychnswoich oszczednosci. Pomogla mi mama. powiedzialam mezowi, ze jak nie bedzie zostawial pieniedzy na dzieci, to wystepuje o alimenty, ze mam juz wszystko ustalone z prawnikiem ze beda brali pod uwage nie tylko to ile w tej chwili zarabia (poszalal z ta dziwczyna i dobil praie do konca debetu firmowego, z ktorego nigdy nie korzystalismy : 25 tys zl), ale jakie sa jego mozliwosci zarobkowe - a sa duze. No to wtedy byla ta przepychanka slowna, bo powiedzialam ze na mnie w ciazy tez sie pieniadze naleza. Ze guzik dostane, bo on nie ma zteraz zadnych dochodow, ze ten moj prawnik to jakis marzyciel. Zebym sobie zobaczyla jakie on placi podatki... itp. Prowadzac dzialalnosc zawsze wykazuje sie jak najmniejsze dochody , ktore nie maja nic wspolnego ze standardem zycia. Co sie da kupuje sie na firme. No wiec, bylo ostro. W koncu powiedzialam mu, ze nie chce sie na alimentach dorobic czy cos wtym stylu, chce tylko zeby dzieci zyly na takim jak dotychczas poziomie, zeby usiadl ze mna i razem podliczymy ile wydawalismy na dzieci, jakie sa potrzeby. UFFFF, zgodzil sie. Tlumaczyl sie, ze nie wie dlaczego ale nie ma pieniedzy, ze ma w drodze duzo kasy i jak bedzie mial to zrobi wszystko zeby dzieciom nic nie zabralko, ze nie placi podatkow itp. Potem mala trafila do szpitala, ja spedzalam z nia noce, w dzien siedziala u niej moja ciocia, a chlopcy byli w nocy sami, bo moj maz nie mogl. Ta dziewczyna chyba jest troche zaborcza, moze zazdrosna o dzieci. Wyrzucilam mu, zejest ich prawnym opiekunem i musi sie nimi zajmowac jak ja jestem z mala w szpitalu, ze moge zglosic to na policje i wyciagna go od niej z lozka i zaprowadza do dzieci. Troche przegielam, ale chcialam zeby zrozumial, ze kochanka nie zwalnia go z bycia ojcem. TRoche sobie pogadalismy, tak spokojniej. Przyznal, ze chce z nia skonczyc, ze probowal pare razy ale ona za nim wydzwaniala, ze sie nie udalo (wedlug mnie bzdury, jak ktos chce to potrafi), ze ta praca to wszystko co mu zostalo, ze tylko ona go trzyma. Fakt zabral sie strasznie do roboty, widac ze chce wyjsc z dlugow. Zreszta zawsze byl ambitny i chyba nie wytrzymal, chyba Go te ambicje przerosly. Zawsze rywalizowal ze swoim ojcem, rodzinny interes. Za moja namowa zaczal rozwijac swoja firme, ale miedzy nimi jest rywalizacja. Tak wiec, poki co to ciesze sie kazdym przezytym tygodniem. Pisze tylko mezowi maila, zostaw pieniadze. Czasem wypisuje jakie sa wydatki, bo az mi glupio, ale to sa takie kwoty, ze mzona oglupiec. Ciagle cos. Maz cos sugerowal, zeby sie nie rozwodzic ze wzgledu na dzieci. Podobno chce sie od nie wyprowadzic ale szkoda mu pieniedzy na kawalerke. Mamy taki dom(w kredycie) w ktorym zaczelismy remont , ale nie stac nas poki co na wykonczenie zeby tam zamieszkac. Wiec maz zaproponowal,ze on tam sobie cos malym kosztem zrobi , zeby nic nie wynajmowac i bedzie probowal go wyremontowac dla nas. Bo ja tam chce mieszkac z dziecmi. Prawnik, uwaza ze nie maw tym nic dla mnie niepokojacego.
Troche na jakis czas mam spokoj, a co bedzie dalej to nie bardzo wiem. O alimenty nie wystepuje na razie, bo po co jak zaczal placic, a wiem, ze wiecej mi da bez decyzji sadu. Z udokumentowaniem zarobkow bedzie ciezko i moge dostac grosze. Musze dzialac rozwaznie, prawnik mowi: Pani ma byc sprytna, jakby Pani miala jedno dziecko to moze sie Pani uniesc duma i po sprawie, ale Pani musi myslec o czworce"
Ale sie wpakowalam, nie ma co... To traktowanie zycia, jak biznesu mnie wkurza, to ze jestem zalezna, to ze nie potrafie sama utrzymac dzieci na takim poziomie jakbym chciala. Zreszta maz zawsze pilnowal, zebym nie byla samodzielna, moze sie bal ze od niego odejde, moze to dawalo mu wladze ktorej potrzebowal. Dobrze wiedzial, ze z czworka dzieci jestem zaklepana, ze nie odwaze sie odejsc. Moze tylko zobaczy jeszcze, ze i on cos traci, jesli faktycznie traci.
działasz rozważnie i bardzo mądrze
ja dostałam aimenty, gdy były nie pracował, firma ponosiła straty, ale wydatki miał duże, oj duże. Sedzina przyjęła zasadę, że jak stać go na luksusy to i ma z czego płacić duuuuuże alimenty.
Jak na początku przez 2 miesiące dawał mi pieniądze i płacił za szkołe, zawsze brałam pokwitowanie, żeby było w papierach. Sprawę o alimenty założyłam sama, choć prawnik mi pomagał, żeby sąd nie pomyślał, że jak mnie stać na prawnika, to alimenty nie muszą być duże. Po kilku dniach po pozwie alimentacyjnym złożyłam pismo o zabezpieczenie i decyzję miałam w tydzień. Wiem, że to trochę zachodu, ale liczy się strategia i efekt, a te są sprawdzone przez wiele kobiet. Inaczej czekałabym 9 miesięcy na sprawę alimentacyjną, albo alimenty przy rozwodzie.
Szkoda tylko, ze to wszystko to jest taka wielka niepewna. Niby kobietom w Polsce nie jest tak zle, ale chyba duzo potem w podobnych sprawach zalezy od sedziego. Proby rozwagi duzo mnie kosztuja, w srodku sie we mnie gotuje.
Bedac w zagrozonej ciazy nie bardzo moge rozladowac napiecie, ani sport zeby sie wyzyc, ani jakies tabletki. Na rozwod podobno i tak jest za wczesnie, bo jest za krotki rozpad pozycia - ciaza. Ja tez juz do tego troche innaczej podchodze. Wiem, ze trzeba wyciszyc emocje. Jak macie na to jakies sposoby to prosze dzielcie sie nimi.
bet jak przeczytałam twoja historie to przyznam że byłam w szoku chociaż tak sobie pomyslałam,że jak możesz jeszcze z takim kimś chodzic do łóżka no bo ciąża. Przepraszam za dygresję ale sie troszke wkurzyłam No własnie są to dylematy kobiet które później zostają usidłane w sidła bo maja dzieci i z dupkami, aroganckimi prostakami musza się męczyć tak jak ja. ja z moim męzem spie osobno i tez mam potrzeby ale jak pomyśle że za te wszystkie słowa miałabym z nim iśc do łóżka to zbiera mi się na wymioty.
hej slońce naprawdę Cie podziwiam tyle przeszłaś A nadal jesteś taka silna... Wiem co to jest depresja wpadłam w nią po rozstaniu ,kiedy mój ukochany odszedł do innej ,zdradził poniżył,starsznie podupadłam na zdrowiu,nie moge jęść ,spać. W jednej chwilii straciłam jego ,mieszkanie,nie mam siły na walkę. Samotnośc mnie zabija.
Czytam twoje posty i miałas podobne przeżycia jak ja. Maż pawdopodobnie zdradzał mnie od około roku. w maju 2011 przypadkowo znalazłam jego zdjęcia w łóżku z inną kobietą i zaczeła sie gehenna oczywiście dla mnie. Znałazł kochanke prawdopodobnie mężatkę z dzieckiem której maz nie chce dac rozwodu. Dzisiaj w czasie pracy pojechałam do domu (prace mam w terenie) widze jak mój maż wyjeżdza z posesji samochodem z kochanką po raz pierwszy ją widziałam, wysiadłam z samochodu i powiedziałam jej jak może krzywdzic innych. Nie miała odwagi spojrzec mi w oczy, widziałam jak oboje się śmieli. dodam że maz teraz mieszka w domku letniskowy niedaleko naszego domu gzie mieszkam z córka i teściami. Nie chce się wyprowadzic całkowicie a ja gdybym go nie widziała to byłoby mi lżej i mogłabym szybko zapomniec o nim. Schudła 10 kg, biorę leki uspokajające i czepiaja się inne choroby, lekarz rodzinny powiedział że to wszystko ze stresu.Napisz jak ty sobie radzisz z tym wszystkim?
Ja tez mam problem z zaakceptowaniem złej sytuacji w moim domu chociaz ja juz tyle złego w życiu przeszłam uwierzcie mi wychowałam sie bez ojca bo umarla jak miałam rok zreszta był alkoholikiem mama z tego wszystkiego stała się gruboskurna i nie ma takiego odruchu pocieszenia dobrym słowem a ja tego od niej bardzo potrzebuję. A i w ogóle później radziłam sobie ciągle sam szkoła, studia ciągle coś robiłam żeby mnie pochwaliła a ona nic. óxniej miałam cięzki wypadek komunikacyjny, IN VItro bo mąz nie może miec dzieci i dużo róznych przykrych perypetii. Do tego nie moge znależc pracy w moim zawodzie i tracę czas i energię i lata moje na beznadziejna pracę która mnie niczego nie nauczy a juz nie jest żadnym odbiciem w karierze zawodowej. Jednak po mimo ciągłych sytuacji pod górę uwazam iz do tej pory póki jestem zdrowa , moje dzieci i moja mama uważam się za szcześciarę. Największa moją bolaczka jest to że nie moge dzieciom moim pokazać fajnej kochajacej się rodziny i rodziców co coś moga im fajnego pokazać. Tylko tate zmieniajacego kanapy w domu i sflustrowana mamę że zmarnowała sobie życie u boku kogos tak nie ciekawego.
A teraz jak sobię radzę co o tym chciałam napisać w tym moim referacie cóż zaczełam palić papierosy (bo mnie to uspakaja) i chodzę spac razem z dziećmi, bo cóż mam wieczorami patrzeć na męża który leży na kanapie i pije piwo to po prostu idę się wyspać. Dobija mnie to tak bardzo że ludzie będący po 30 lat zamiast spotykać się z ludzmi, życie powinno im rozkwitać takze to seksualne wieczorem jak dzieci pójdą spać a tu wielka KICHA.!!!
No niestety wtedy kiedy zaszlam w ciaze zylam jeszcze w przekonaniu, ze mnie nie zdradza. Przynajmniej wierzylam, ze z nia nie spal. Nie wiem, ale czy facet, ktory sypia z inna, kocha sie z zona, niejednokrotnie az do rana? Teraz nie chce o tym myslec. Okolicznosci tego zajscia w ciaze byly zreszta dosc specyficzne ( przepraszal, zapewnial ze kocha, ze z nia koniec - zraszta nie przyznawal sie ze z nia spal). A jak dowiedzial sie o ciazy, to koniec...
Ja mysle, ze widocznie tak mialo byc. Jest trudno, ale tak ciesze sie ze bede miala tego maluszka (mam nadzieje). Gdyby nie to dziecko, to moze zylabym w niewiadomosci. Staralabym sie, a Jemu i tak byloby malo. Wtedy bardzo duzo sie dzialo, w ogole to jakby jakies wariactwo... Dla mnie to dziecko jest jakby takim ostatnim tchnieniem naszej milosci, malzenstwa. Nie wiem, na ile szczery wtedy byl moj maz, ale ja go wtedy kochalam.
Ten rok jest dla mnie jakims koszmarem, oby skonczyl sie pomyslnie. Synus ma sie urodzic pod koniec grudnia.
Jutro ide na USG genetyczne (juz trzecie), oby bylo dobrze
Wygląda na to, że największym Twoim problemem jest brak pracy, a co za tym idzie brak środków do życia. Jest to upokarzające być na utrzymaniu męża, który uważa się za pana i władcę. Nie pojęte jakim debilem jest Twój mąż!!!
Naprawdę nie masz możliwości podjęcia żadnej pracy, nawet dorywczej, na pół etatu, żeby tylko uniezależnić się od tego psychola?
skąd ja to znam zawsze słyszę na głupoty wydajesz co do złotówki mnie rozliczy.dziewczyny dajcie mi siłe abym zdecydowala sie na rozwod nie chce byc nie kocham go juz a na pewno nie po tym jak powiedzial że jestem nikim. dodam mamy coreczke ja nie pracuje on nas utrzymuje jak wspominam o rozwodzie to mowi ze mi coreczke zabierze a ja ja kocham i to mnie trzyma przy nim strach ze ja strace:(
Cholewcia jak to czytam to krew mi się gotuje.
Przecież te osły latały za tym <<NICZYM>> ażeby założyć obrączkę pannie nikt?!
Nie którymi to trzeba by było potrzepać tak dogłębnie.Sama nie mam słodko ,opieka społeczna a i owszem ale ?
Czekam ponad 7 lat na mieszkanie i jakoś wszyscy mają to gdzieś że moje dzieci żyją pod jednym dachem z wariatką i nie reformowalnym alkoholikiem.Alimenty są zasądzone ale ich nie płaci a mi wliczają je do dochodu i ciągle muszę się tłumaczyć przed urzędnikami dlaczego nie oddam sprawy do komornika więc kurator byłego w końcu wystosował mądre pisemko i choć z tym mam spokój . Tyle się mówi o pomocy kobietą z doświadczenia wiem że to tylko puste słowa na użytek publiczny nijak się mają do reali dnia codziennego .
Zasypują cię toną niepotrzebnych papierzysk i pytań tak kłopotliwych że najchętniej byś wyszła (chyba na to liczą) a potem w nieskończoność rozpatrują aby albo w dni dobroci dać pozytyw albo odrzucić ze słowami można zawsze złożyć jeszcze raz paranoja.
Jak jesteś odpowiednio uparta i zdesperowana dasz radę przez to przejść jak masz słabe nerwy to musisz za gryźć zęby i żyć z tyranem domowym a to już inna bajka ![]()
Dalej walczę z biurokracją i są efekty moje M coraz bliżej a tam to już tylko wolność dla mnie i 3 moich dzieci oraz spokojne życie .
Długą drogę przeszłam ale dla tego spokoju który ma nadejść warto było powalczyć.
Już nie jestem panną nikt teraz już jestem panią swojego losu i to jest piękne ![]()
Jeszcze Basik powiem Ci ... zrob cos. Potem bedziesz plakac tak jak wiele innych, ze zostajesz sama z dziecmi. Moj tez duzo pil, a jak zapragnal miec znowu 20 lat i zyc jak singiel to pil codziennie po 8 piwek. Szalal na maxa. Ja juz z moim chyba nigdy nie bede, nie wiem tez czy bede chciala jeszcze kogos ( takie jakies moje zasady, ale moze nie warto). A chcialabym jeszcze byc kochana, przytulana. Nie czuje sie jeszcze tak staro, mam potrzeby jako kobieta. Jetstem podobno atrakcyjna, a bede pewnie usychac. Milosc dodaje energi, blasku. Czasem bywa rutyna, stagnacja. Ja wolalabym nie doradzac, bo mnie sie nie udalo. Ale moze rozmawiaj z mezem, dbaj o siebie, wiesz tak w domu. Fajne ciuszki po domu, ladne koszulki nocne, bielizna. Moze cos wspolnego, jakis sport albo kurs tanca, wyjscia do kina, teatru. Ale lepiej nie ograniczaj sie tylko do meza, nie rezygnuj ze znajomosci, przyjazni. Wy mozecie jeszcze cos w waszym zyciu zmienic, zeby dzieci mialy szczesliwy dom. Mozecie jeszcze wszystko uratowac, przeciez kiedys swojego meza pewnie kochalas. Wiadomo, zycie przytlacza, ale nie daj sie! Moze twojemu mezowi tez brakuje tego co bylo kiedys, moze tez sie zmienilas...
bet tak miłośc dodaje energi i blasku zgadzam się z toba w zupelności A mnie właśnie ten blask zabiera a jeszcze pare lat temu byłam energiczna , fajna , atrakcyjna dziewczyną. Dziś jestem przytloczona brakiem miłości , wsparcia i obowiązkami jak i przciwnościami losu. Ostatnio pomyślałam,że nie pamiętam kiedy ostatnio tak szczerze sie smiałam oj nie pamiętam.
Piszesz zrób coś........póki nie za późno ale wszystko we mnie krzyczy dlaczego to my kobiety cigle mamy być madrzejsze i ulegać, chować dumę do kieszeni ja myśle sobie że takim zachowaniem dalej dajemy przyzwolenie na jeszcze śmielsze teksty i obelgi. Rozmawiac tez nie ma sensu bo mój maz nalezy do ludzi całkowiceie gołosłownych u których słowo nie ma wielkiego znaczenia obiecuje a za moment robi to samo, nawet te jego obelgi nie mijaja się z rzeczywistościom, to czasem potok bzdur, którymi ja juz zaczynam się nie przejmować.
ja chyba nie kocham mojego męza aczkolwiek nie wyobrażam sobie zycia bez niego ze względów czysto logistycznych, finansowych i ładu dnia codziennego. A juz najbardziej nie wyobrażam sobie sytuacji dzieci. One są bardzo za tatuniem bo mój mąz człowiek bez zasad pozwala dzieciom na wszystko (w przeciwieństwie do mamuni, bo ktos musi ich wychowywać) i nawet jak na nich krzyknie albo im zagrozi to one sie śmieją bo juz 4-latki zdają sobie sprawę że tatuń jet gołoslowny.
bet ale tak sobie myślę z twoich opisów wy generalnie byliście dobrym małżeństwem tylko że maz znalazł sobie kochankę tak???Czyli ta sytuacja nie trwa od wieków i teraz czar goryczy sie przelał??
aniolki26 a dlaczego maz by miał zabrać ci córke bo co on pracuje a ty nie?? ile córcia ma lat??to nie realne groźby jaka jest twoja sytuacja że sie tego boisz??
No wlasnie, widzisz Basik, wszystko sobie powoli przemysl. Wyobraz sobie teraz, ze rozwodzisz sie z mezem. Zastanow sie, czy utrzymasz sama dzieci, no bo to co widze, to alimenty na dzieci zwykle sa niewystarczajace. Ja nie slyszalam o rozwodce, ktora nie zasuwalaby jak oszalala, czasem na kilka etatow. Zazwyczaj obniza sie standard zycia, a my chcemy dla dzieci jak nallepiej, wiec raczej nie wydajemy na nie tak jak maja to ustalone faceci do 50%zarobkow, tylko duzo wiecej. To jest przyziemnosc, ale niestety trzeba sie z tym liczyc. Kolejna sprawa to dzeici traca tzw. przyslowiewy zwykly dom. Ojcowie po rozwodzie podobno z czasem traca ta wiez z dziecmi, mysla bardziej o swojej przyszlosci. Z reguly nie sa do nich az tak przywiazani jak matki. Dla nich czas jest laskawszy, nawet taki czterdziestoparolatek spokojnie moze sobie zalozyc nowa rodzine, np z mlodsza (i miec z nia dzieci).
Wiec dzieci, traca taki pelen kontakt z ojcem, on z czasem po prostu slabnie.
Ale sa tez niewatpliwie plusy: czujesz sie silna, niezalezna. Wiesz, ze nie pozwolilas sobie na traktowanie, ktore Ci nie odpowiadalo, ze sie cenisz, ze masz swoje oczekiwania w stosunku do mezczyzny. Jestes wolna i czujesz sie wartosciowa. Jestes mloda, potrzebujesz docenienia, chcesz zeby mezczyzna Cie podziwial, chcesz czuc milosc, uniesienia. Niestety nie ma gwarancji, ze to znajdziesz. Ach, cholerka, z moim mezem bylo ciezko ( fatalny charakter, artysta - syna mam takiego samego - czasem nie do zniesienia), ale wszyscy nam mowili, ze miedzy nami widac bylo ta chemie. Bywaly straszne awantury, bo ja sie nie dawalam, ale czulam, ze na mnie "leci", czulam w nim tez bratnia dusze. Rozmawialismy czesto do prawie 3, 4 w nocy, niestety on najczesciej przy piwku. Mial luz, mogl chodzic na tenis, silownie z kumplami kiedy tylko chcial.
Latwo wszystko pryslo, poczulam sie staro. Tamta jest modelka (poznal ja na rozbieranej sesji), jest bardzo wyuzdana, seksi i bardzo mloda (21 lat). Wziela go na uwielbienie, zachwyt, urode (maz zawsze mowil, ze jest esteta), no i seks na mrogniecie powieka. Ona znalazla niezlego sponsora, potrafil wydac 20ty s z l w dwa tygodnie, wozi ja Audi Q7 watrym kilkaset tys zl. Jest przy tym bardzo przystojnym fcetem (przynajmniej wedlug mnie- ja przystojniejszego nie spotkalam). Jest naiwny wariat, dla niej sie stara, no i jest " maszynka do robienia pieniedzy" - po prostu tak mu wychodzi. Owinela go sobie jak to zwykle bywa wokol palca. Nagle moj swiat sie zawalil. Tak sobie tylko mysle, ze trzeba miec klase, nawet w najgorszych chwilach trzymac fason. Nigdy nie powiedzialam mezowi, zeby do mnie wrocil, ze go kocham itp. W wakacje dzwonil, mowil, ze chce wrocic. Ze juz z nia nie wytrzyma, ze zrobi wszystko zeby to naprawic. Dla mnie to co bylo jest skonczone. Ja kocham kogos kogo juz nie ma i byc nie moze. On juz nie jest moj. Ja juz nie mowie nigdy, ale zeby byc z kims takim to trzeba by sie od nowa w nim zakochac. Dla nas jest juz chyba na wsyzstko za pozno. Stalo sie, czasu nie wroce. W pewnym sensie Ci zazdroszcze. Pomomo, ze stracilas namietnosc, maz nie jest dla Ciebie atrakcyjny, to to wszystko jednak moze wrocic, jesli Ty bedziesz chciala i on tez. Dla dzieci warto chyba podjac taka probe. Szczesliwy dom, kochajacy sie rodzice, to oprocz zdrowia najwiekszy majatek.
Aniolki, nie rozpaczaj, po co wygrazasz mu sie rozwodem? Mysl swoje i rob swoje. Postaraj sie o prace. Jak juz ja bedziesz miala to mezus zacznie z Toba innaczej rozmawiac. Jakakolwiek praca da Ci poczucie niezaleznosci, wtedy grozba rozwodu wyda mu sie realna. Corki Ci nie zabierze, nie ma takiej opcji, nie w Polsce. Dostaniesz moze groszowe alimenty, ale dzieci zwykle zostaja z matka. Nie mysl o nim, szukaj PRACY!!!
witam... mam dzisiaj kiepski dzień, jakoś siły mnie opuszczają
najgorsze jest to, że od 10 dni intensywnie szukam pracy, wysłałam tyle maili ze swoja aplikacją ile wysłałam w ciągu ostatniego roku, nikt się nie odzywa, nikt nie chce dać mi najmniejszej szansy nawet chociaż na rozmowę kwalifikacyjną buuu. Jutro jadę do szkoły znowu musiałam pożyczać pieniądze na bilet, ciągle tylko chodzę i żebram o pieniądze
już nie mam od kogo...mam takie długi...a pracy dla mnie póki co jeszcze nie ma
Mąż od tygodnia nie zostawił nawet złotówki na zakupy, wszystko kupuje sam, a listę zakupów, którą mu napiszę to i tak zawsze zmieni po swojemu, bo według niego akurat tego nie potrzeba w domu, a przeważnie są to produkty żywnościowe. A ja też czasem chciałabym zjeść coś więcej, niż tylko śniadanie, obiad, kolacja...już nie wspomnę o dzieciach które często dopominają się bo chcą coś do zjedzenia, albo coś słodkiego
Byłam dzisiaj w MOPS po poradę i wiecie co... kobieta mnie dzisiaj uświadomiła, że nawet mąż może odebrać mi dzieci, bo nie mam pracy... masakra
ale takie jest życie niestety... Muszę wytrzymać... tylko ile jeszcze dam radę? ....
bet stawiasz mnie do pionu kochana. Ale ja naprawdę jestestem w stanie znosic tego nieciekawego ,leżacego wiecznie na kanapie nudnego meżczyznę tylko nie mogęz nieśc tych jego krzyków bez sensownych bez pokrycia. Mój maz niestety z przykrościa muszę stwierdzić jest prostakiem pracownikiem fizycznym nie mam kontaktu w swoim otoczeniu na co dziennień z ludzmi na poziomie tylko z prostym chłopkami któży przeklinaja Obżydliwe.!!!!!! Wszystko zniosę ale te jego krzyki i odzywki są masakryczne pod tym katem że uczy dzieci takich ordynarnych odzywek i prostackiego zachowania a w przyszłości braku szacunku do mamy. Tylko nie piszcie porozmawiaj z nim bo to nic nie da to taki człowiek jakby do słupa mowić. Staram sie więc wyciszać wszystkie kótnie nie zaogniać kosztem moim oczywiście aby tylko ten holeryk się uspokoił. Jak tylko o nim piszę i mysle o tych jego krzykach bez podstawnych to robi mi się żal że sobie tak zmarnowałam życie. Ale tera BET masz rację nie moge zmarnowac dzieciom tylko jak to zrobic z tak nie układnym czowiekiem.
Slonko zacznij chodzic po firmach i może zacznij od czego kolwiek aby w ogóle zacząć pracować, bo rozumię że nigdy nie pracowałaś ?
A jeszcze w temacie bet rozumię ze mąż oprócz tego że łoży na swoją lale to wystarczające środki daje tez na dzieci??
sorry za literówki i takie tam ale pisze szybciutko poniewaz jestem w pracy a chcę jak najwięcej napisac bo któz nas lepiej zrozumie jak nie osoba co przechodzi to samo. jeszcze raz sorry za literówki i ewentualne błędy.
50 2011-10-21 14:39:35 Ostatnio edytowany przez slonce7 (2011-10-21 16:10:27)
basik78 pracowałam zanim pojawiły się dzieci, potem był czas dla dzieci 10 lat..zleciało... od 3 lat jestem osobą bezrobotną, zakład rozwiązał ze mną umowę o prace z powodu likwidacji stanowiska. Od roku szukam pracy, ale doświadczenie zawodowe u mnie kiepskie jest, a wszędzie tego oczekują niestety...Chodziłam po firmach, pytałam, zostawiałam CV...ale to małe miasteczko i raczej kiepsko o pracę. Szukam w mieście wojewódzkim ale żeby chodzić tam od firmy do firmy to jest niestety dla mnie niemożliwe to są dla mnie koszty... przeglądam codziennie oferty pracy w Internecie, wysyłam maile, dzwonię... i tyle co na chwilę obecną mogę zrobić, czekać aż ktoś da mi szansę... że będę mogła pokazać że warto mi zaufać, że dam z siebie wszystko... Są organizacje które mi pomagają w szukaniu pracy, co ja mogę jeszcze zrobić?
brak już mi pomysłów
Nie bardzo wiem jakie masz kwalifikacje ale najprościej znaleźć prace w sklepie chyba najszybciej ja mam taki charakter że żadnej pracy sie nie boję i jeśli by było trzeba poszlabym do sklepu nie zwracajac na to ze nie po to kończyłam studia.
a w ogóle slonko tak żal mi twoich dzieciaków jak piszesz ze nie maja czasem nic słodkiego bo tatus nie zakupił oj szkoda mi ich jak można być az takim dupkiem trzymaj sie kochana myśle ciepło o tobie i dzieciach twoich.
Basik, to co napisalas o swoim mezu, ze to prostak, to faktycznie wszystko zmienia. No bo tak, jesli z nim sobie nie pogadasz, do seksu tez nie jest jakis skory, to jakie sa jego atuty. Wiesz, dobry ojciec, to fajnie, ale ty przy nim wiedniesz. Moze chociaz dobrze zarabia? Wiem jak wkurza jak facet tworzy taki chamski dom, moj maz tez potrafil byc ordynarny. Poza tym to sie udziela. Basik, nie wiem co Ci poradzic. Wiesz, moze Ty bys podolala z rozwodem, ale dla mnie taka decyzja to ostatecznosc. Z drugiej jednak strony bedziesz meczyc sie z prostakiem dla dobra dzieci, one kiedys opuszcza dom, a Ty co bedziesz go znosic do konca. Tu duzo zalezy od Twojej sytuacji materialnej, tak jak juz pisalam wczesniej, czy poradzisz sobie finanasowo. Bo to jednak jest wazne. Moze na jakis czas sie od tego odetnij, szykuj sobie droge. Inwestuj w siebie, moze sprobuj cos odlozyc. Zebys chociaz miala z niego jakas pocieche w lozku... Moze pomaga Ci chociaz w domu, zebys Ty mogla w tym czasie myslec o sobie. I czy on zawsze taki byl, czy Ty sie rozwinelas a on po prostu zostal za Toba. Pomysl co sie zmienilo, ze teraz Cie drazni a kiedys musialo byc wam przeciez dobrze.
bet to co napisałas to wszystko prawda.Więdne przy nim, ale własnie finonsowo absolutnie nie jestem w stanie sobie poradzić i czasowo nad opieka nad dziećmi. Wiadomo co dwie osoby zarabiajace to nie nie jedna. Z mojej pensji wystarczylo by może na opłaty i jedzenie a gdzie leki, spłata kredytu, niania kiedy dzieci chore ach w ogóle jest to nie do zrobienia. Dlatego póki dzieci małe choruję teraz bardzo poniewaz zaczeli uczęszczeć do przedszkola to nie mam do tego głowy tylko biadolę. Jednak odkładam pieniądze jeśli sie uda po cichu i staram sie inwestować w siebie zaczynam jexdzic autem, uczyć sie jezyka bo moze się tak zdarzyć ze później już nie będe miała a ni na to czasu ani pieniędzy.
ale fajnie że mogę z wami tu pobiadolić chociaż na swoim losem.
Ja taz troche pobiadole, albo raczej porozpaczam. Ostatnie kilka dni znowu ciahle placze i jestem okropnie przytloczona tymi moimi sprawami. Martwie sie o maluszka, ktorego mam urodzic, malo przybiera na wadze, ale oby to byl jedyny problem. Zyje w takiej rozpaczy, ze jak urodze zdrowe dziecko to bedzie to dla mnie najwiekszy cud i szczescie. Nie chce nikomu zle zyczyc, ale tak sobie czasem mysle, ze cgyba chcialabym, aby moj maz doswiadczyl kiedys chociaz czesci takiego cierpienia jak ja. To jest niewyobrazalny smutek. Czy dam rade, jak bede zyla - nie wiem, boje sie tego co bedzie. Normalnie sie boje. Nigdy bym nie uwiezyla, ze cos takiego bedzie sie dzialo w moim zyciu. Ciekawe czy jeszcze kiedys bede umiala sie smiac, bede radosna, szczesliwa? Zyje sie z kims tyle lat i nagle przestaje sie dla niego liczyc. Najgorsze, ze wyczuwam ze jemu juz nie zalezy na dzieciach. Unika ich. Nie mowie juz o tym, ze w ogole sie nimi nie zajmuje, ale spedza z nimi moze w sumie 5 minut tygodniowo. Nie moge tak plakac, nie chce zeby widzial mnie z podpuchnietymi oczami, ale to co sie dzieje mnie przytlacza. Maz bardzo sie stara, zebym nie miala jakiegokolwiek pojecia o jego dochodach. Straszy mnie, ze nie wykazuje zarobkow. To straszne, jak widze jak czlowiek zamienia sie w bestie, kiedy ma nowa kobiete. Jak dotychczasowe zycie, rodzina przestaja sie liczyc. Nie potrafie na niego patrzec, czasem nie mam odwagi upomniec sie o pieniadze.
Przeciez musze, kto bedzie o te dzieci walczyl jak nie ja. Nie moge ich tak zostawic, ale brakuje mi czasem juz sil do walki (walki o kazdy grosz). Czasem mysle, moze niewarto, niech dzieci przyzwyczaja sie do biedy. Tylko ja chyba tak nie umiem...
bet przepraszam że pytam moze nie powinnam ale ile masz lat?? moze jeszcze kiedys zeycie nas zaskoczy i da nam szczeście. Ja na dzis odsunełam problemy z mężem bo z dwoma poczatkującym przedszkolakami chorujacymi to męąż idiota odchodzi w dal. Dziś znów wizyta prywatna u lekarza i skąd ja na to wszystko miałabym brac musze być wyrahowana dla nich bo inaczej tak jak piszesz skarzę się na biedę i 2 etaty a dzieci same w domu. Pisz bet jak ci tylko przynosi to ulge ja mysle o tobie i pracując co jakiś czas wchodzę na forum i podczytuje co u was.
Dzieki, dzieki, dzieki... nigdy nie bawilam sie w takie rzeczy jak rozpisywanie o swoim zyciu na jakis forach, ale teraz nie daje sobie ze soba rady. Staram sie byc dzielna, ale cala ta sytuacja wydaje mi sie tak abstrakcyjna, ze czasem nie wierze ze to dzieje sie naprawde. W lutym skoncze 40 lat, mojego meza poznalam w liceum, chodzilismy razem do klasy. Jesli w swoim zyciu kochalo sie tylko jednego mezczezne, to nie wyobrazam sobie siebie u boku kogos innego. Teraz nie dbam o kilogramy, nie wiem jak bede wygladac po ciazy, staram sie jesc jak najwiecej dla dziecka. Dbam o siebie, wszyscy mi mowia, ze wygladam kwitnaco. Tylko ja widze w swoich oczach smutek, czuje sie taka przytloczona, przygaszona, moze nawet przestraszona. Stracilam ojca jak mialam 8 lat i teraz czuje chyba podobny bol i obawe przed przyszloscia. Patrz Basik, masz dwojke dzieci i zdajesz sobie sprawe ze maz jest Ci potrzebny ze wzgledow finanasowych. Ja bede sie musiala zmierzyc z utrzymaniem czworki, w tym bardzo powaznie chorej coreczki, a to czwarte to tez nie wiem przeciez czy bedzie zdrowe. Wiec co... poki co godze sie na zdrade i przygotowuje do rozwodu, o ktory nie wiem kiedy wystapie, bo tez potrzebuje czasu, zeby sie do tego przygotowac.
To swiadomosc, ze nie moge sie na niego wypiac mimo ze "bzyka sie " z inna jest najwiekszym upokorzeniem. Ja mam ochote wykrzyczec mu w twarz " won z mojego zycia, nigdy wiecej mnie nie zobaczysz", a tymczasem udaje dzielna i tylko prosze sie o pieniadze na dzieci. Oj , uczy mnie ta sytuacja cierpliwosci i pokory, a w srodku we mnie az wrze ze zlosci.
... poki co godze sie na zdrade i przygotowuje do rozwodu, o ktory nie wiem kiedy wystapie, bo tez potrzebuje czasu, zeby sie do tego przygotowac.
Bet, bardzo mi Ciebie szkoda ... ale czytelniczki, które piszą do Ciebie maja duzo racji. Czytaj te posty. A mi naprawdę jest szczerze przykro.
Informacyjnie dodam, by zmienić kierunek myśli w tym wątku, że nie tylko mężczyźni są źli. Sam borykałem sie z alkoholiczką, która znęcała się nad własnym dzieckiem, przepijała majątek, kłamała i w koncu tak popadła, że najnormalniej przestala sie kontrolować.
Na szczescie to już za mną.
Bet .. znam samotną matkę, która ma ośmioro dzieci. Takie też są. Wierz mi. Jeśli ona sobie daję rade, i jeśli wielu mężczyzn sobie daje rade z dziećmi, to ty też dasz.
Dam rade, caly czas probuje to sobie wpajac do glowy. Mam taka troche depresyjna nature, wiec w tej sytuacji czesto sie rozklejam. Wiem,ze czlowiek w trudnych chwilach znajduje w sobie taka sile, ze nigdy by nie przypuszczal, ze na tak wiele go stac. Ja nie mam innego wyjscia jak dac sobie rade, tylko sie tak zwyczajnie boje. Pokonam ten lęk, bo nigdy w zyciu sie nie poddawalam. Poki co zyje, jakos funkcjonuje, nie zamknelam sie w domu, dbam o dzieci, dom, siebie i mysle o przyszlosci. Nie zamierzam sie latwo dac wykiwac, ja sobie poplacze, czasem zrobie lub palne cos glupiego, mam hustawki nastroju, la etez jestem z siebie dumna. Nie dalam sie skusic na usuniecie dziecka, nie zrobilam dla niego czegos co na zawsze obciazyloby moje sumienie, tylko po to zeby zycie bylo prostrze. Po pobiciu, wezwalam policje, zlozylam doniesienie o popelnieniu przestepstwa. Potem sie wycofalam, ale on wie ze nie pozwole sobie na traktowanie mnie jak swojej wlasnosci. Mysle, ze on jest bardziej zagubiony ode mnie, ale to wlasciwie nie ma znaczenia.
Musialam chyba cos zle ujac, ja nie uwazam, ze kobiety sa swiete, a tylko mezczyzni robia swinstwa. Uwazam, ze swinstwa robia ludzie slabi. Moze to zbyt smiale i ogolne stwierdzenie... Ja czuje zlosc na mojego meza, mam do niego zal, ale tez chcialabym mu kiedys wybaczyc. Chcialabym, zeby byl dobrym czlowiekiem. W zyciu chyba latwo zbladzic, niektorzy nie chca lub nie maja sily sie odnalezc. Mam nadzieje, ze ja nie zbladze. Tylko ze naiwnoscia dzieci nie nakarmie i taka jest brutalna prawda. Fajnie poznac jednak opinie jakiegos faceta. Lubie mezczyzn, w pewnym sensie mnie fascynuja... Nie sa tacy emocjonalni jak kobiety, patrza na swiat prosciej, nie biadola lecz dzialaja. Dlatego tez wybralam adwokata mezczyzne, on stawia mnie do pionu. Nie dosc, ze mi doradza, to dziala na mnie jak psychoterapeuta. Empatia bardzo pomaga, ale ja potrzebuje strategii i przebieglosci, co troche nie jest zgodne z moja natura. Przeciwnikiem jest moj maz, ktos kto przez 20 lat byl moim "bratem", sojusznikiem i kochankiem. A ja musze o tym zapomniec i byc twarda. Glupia... czuje jeszcze jego dotyk i gdzies w srodku tesknie za tym i nie wyobrazam sobie, ze tego juz nie bedzie. Rozumiesz, ta moja zaloba trwa jeszcze zbyt krotko, wiec sie czasem rozklejam. Jak gdzies wyjezdzal to sie za niego modlilam, zeby nic mu sie nie stalo, czasem przez kilka godzin, modlilam sie za jego zdrowie codzinne, chcialam byc z nim nie tylko do konca zycia, ale tez po tej drugiej stronie. Chcialam byc z nim na zawsze i kochalam go taka czysta miloscia. Juz jak mnie chyba zdradzal, czasem przy piwku plakal, ze jest "zlym czlowiekiem", pocieszalam go ze tak nie jest, ze w kazdym jest troche zla, ale ze on ma wsobie tez dobro. Moze on podsycal taka romantyczna wizje, bo latwiej bylo mna manipulowac. Te rozmowy z Bogiem i modlitwy to byla zawsze moja prywatna sprawa, maz uwazal mnie byc moze za ateistke. Teraz staram sie zapomniec o emocjach, uczuciach (widac jak mi to wychodzi) i miec za cel jedynie dobro i zabezpieczenie finanasowe dzieci. Nie wiem czy ta kobieta go kocha i jak mocno. Mial prawo odejsc jesli pokochal ja bardziej niz mnie, jest tylko czlowiekiem, co nie znaczy, ze nie mam do niego przeogromnego zalu. Zrobil to w nesmacznym stylu.
Pomóżcie. Jestem w trakcie rozwodu z osobą chorą na stwarnienie rozsiane. Od 20 lat maż znęcał się psychicznie i fizycznie nademną i dziećmi.
Teraz zdecydowałam się na rozwód i jestem oskarżana przez rodzinę męża o to , że nie chcę się nim opiekować a ja poprostu juz nie pozwolę na to żeby nadal się nad nami pastwił. Tydzień temu syn miał sprawę o alimenty mąż, to co się działo w sądzie to była parodia. Sedzia oswiadczył synowi , że jak może ojca chorego oskarżać o alimenty. Mąż pojechał na wózku na salę udawał bardzo chorego , bezradnego i biednego który nie ma za co żyć. Oszukał sąd że płaci bardzo duże rachunki i nie starcza mu pieniędzy na życie ( oczywiście wszystkie faktury opłacam ja mam na to potwierdzenia) , sędzia nie chciał słuchać syna , widać było , że bardzo mu szkoda męża. Mąż po powrocie do domu śmiał się , że sędzia się nabrał i tak samo załatwi mnie na sprawie rozwodowej. Przepraszam , że tak nieskładnie piszę ale jestem bardzo zdenerwowana. Bardzo proszę poradźcie co ja mam robić, jak się bronić