Zdecydowałam się napisać, bo dopadły mnie "cięższe dni". Mój mąż kolejny już raz poleciał zbawiać świat w Afganistanie, a ja...chyba nie mam już siły. To już 4 jego misja, myślałam, że będzie łatwiej, ale...myliłam się. Wprawdzie dni szybko płyną, praca, dom, lekcje z córką, jakieś dodatkowe zajęcia i...trzeba kłaść się spać. Ale są chwile , gdy czuję, ze nie mam siły, ze mam dość. Jak żyć czekając na smsa, na chwilę rozmowy gdy nie wiadomo co powiedzieć, co jest ważniejsze, czy to, ze dostałam podwyżkę, czy 5 córki z przyrody, czy może to, że udało mi się złapać hydraulika bo rura pękła w łazience....A może to, ze w samochodzie świeci się kontrolka? Nie wiem czy mam siłę tak ciągle żyć. Radzę sobie sama ze wszystkim, uśmiecham się udając, ze jestem silna, mąż ciągle wszystkim mówi, ze jest dumny ze mnie, że potrafię poradzić sobie w każdej sytuacji, ale...są chwile , tak jak dziś, że mam chęć siąść i płakać. Mała głupotka urasta do kosmicznych problemów...wszystko mnie przerasta, nie mam chęci jutro obudzić się sama. Jak sobie poradzić by nie oszaleć do lutego?
Iwona,
Musisz być dzielna. Masz dla kogo żyć.
Twój mąż żyje w innym świecie, żeby nie powiedzieć w innym wymiarze. Każde z was ma teraz swoje problemy - Ty na miarę swojej rzeczywistosci, on - swojej.
Przeżywałam kiedyś podobne problemy, mając męża daleko, choc nie była to tak ekstremalna sytuacja jak Twoja.
Dla każdego z Was lokalne problemy są istotnymi i waznymi. A wspólny problem to zrozumieć się wzajemnie i uszanować priorytety, zrozumiec się nawzajem może byc cieżko. Ani on Tobie nie jest w stanie pomóc, ani Ty jemu.
Powiem Ci jeszcze do jakiej sytuacji mozesz dojść - do zobojętnienia na to co się z nim dzieje, bo to wszystko co Cię tu spotyka w codziennym zyciu, jeśli Cie przytłacza, moze przeslonić Twoje niepokoje. Odreagujesz to wszystko po jego powrocie, a najgorsze będa dni tuz przed jego powrotem. Nastaw się, ze pierwsze dni będą bardzo ciężkie, a zdrowie może sprwiac różne problemy. Tak bywa jak nerwy odpuszczają.
Zycze Ci wytrwalości, a Twojemu mężowi jak najmniejszych problemów z adaptacją do normalnego życia po powrocie.
iwona79 rozumiem co czujesz, ponieważ specyfika miejsca w którym obecnie przebywa Twój mąż nie napawa optymizmem.
Mój mąż również jest żołnierzem i również był na misji (nie w Afganistanie) i ze swojej strony mogę polecić Ci coś w czym ja się fantastycznie odnalazłam w tamtym czasie - mianowicie fora internetowe poświęcone wojsku, w których żony misjonarzy mają własne kąciki, a wszystko po to, żeby porozmawiać z kimś, kto czuje to samo co Ty. Pozdrawiam.
Dziewczyny pomóżcie. Mój mąż wyjechał pierwszy raz . Ja sobie z tym nie radze od kilku tygodni chodze jak automat praca , dom z małym lekcje , chwila rozmowy wycie w poduszke spać i znów to samo. Tylko teraz wyje już nie tylko przed snem ale dosłownie cały czas . Razem pracowaliśmy w jednej jednostce co wejde do jego kanciapy zobacze szafe i wyje , zobacze nazwisko na grafiku też wyje, Nie wiem jak sobie z tym poradzić jeszcze pięć miesięcy ja oszaleje a w dodatku święta , jak je przeżyć . A najśmieszniejsze w tym jest to że 15 lat małżeństwa za nami a ja sie zachowuje jak młoda żona. Proszę Was bardzo pomóżcie;.
A ja mam ten problem że za parę miesięcy będą próbował się dostać do wojska. Moja dziewczyna strasznie przeżywa to co będzie jak wyjadę na misję. To jest jedyna rzecz która sprawia że ciągle myślę czy to dobry wybór. Kocham wojsko ale ona jest na pierwszym miejscu i nic tego nie może zmienić. Powiedzcie, dałybyście wszystko żeby wasi mężowie byli w innej pracy ?
Ja nie wyobrażam sobie mojego męża w innej pracy to że wyjechał na misje to była nasza wspólna decyzja ( przecież nie musiał tylko chciał) to że mi jest ciężko teraz to normalne bo znalazłam sie w nowej sytuacji w której nie wiem jak się odnaleźć. Dlatego porozmawiaj z dziewczyną , z postu wnioskuję że jesteś młody , a samo wstąpienie do wojska nie oznacza jeszcze wyjazdu na misje. Jeśli wojsko to Twoja pasja to nie rezygnuj z marzeń. Powodzenia .
Moj brat od kilku DOBRYCH lat pracuje w wojsku. Byl juz na polrocznej misji i uwiwrzcie mi, że kazdy z rodziny codziennie kilka godz sleczal nad TV i ogladal wiadomosci:/ i jak byla jakas informacja dotyczaca wojny, czy miejsca w ktorym przebywal moj brat, to wszyscy mieli czarne mysli i telewizor od razu byl podglasniany i tak codziennie przez pol roku. Cos okropnego. Niby rozmawialismy na skype, widzielismy sie przez kamerke, ale wiecie ze to nie to samo. Pojechal, zostawil polroczna corke i zone. Chwała Bogu po polrocznej misji wrocil caly i zdrowy. Teraz ma okazje na druga misje i on cjcialby pojechac jednak mama i zona nie chca juz go puscic. I wcale sie nie dziwie, bo sama nie puscilabym drugi raz meza na taki wyjazd, i niby jest to moj brat, to wiem, że mama i zona bardziej sie o niego martwia.
Musicie byc twarde i silne! taka ich praca!
A ja...nie zatrzymuję mojego męża i to wcale nie oznacza, ze go mniej kocham, ja tylko wiem, że to jest jego pasja, nie zawód, to jest praca w której się spełnia i choć ciężko mi samej, choć bardzo się martwię to nie żałuję nawet jednego dnia z naszego życia. Raz był ranny, przeżyłam to bardzo, myślałam, ze już nie powie "lecę"....ale pewnego dnia zadzwonił do mnie do pracy i powiedział "muszę", rozumiałam i wiedziałam, że sam walczy ze sobą. A teraz czekam na jego powrót, w styczniu powinien przylecieć
Steiner- nigdy nie pomyślałam, ze chciałabym by robił coś innego, bo nie byłby tym moim jedynym...taki jest i ja to akceptuję.
pisz co u Cb ![]()
Moj partner jest zolnierzem Armii USA,TERAZ MISJA W Afganistanie i nie wiem jak sobie poradze z rozstaniem.
No to przekichane. Oni jeżdżą na rok o ile mnie pamięć nie myli. Ale mają też przepustki do kraju jak dobrze kojarzę. Nie będzie zatem tak źle. Dasz radę ![]()
No to przekichane. Oni jeżdżą na rok o ile mnie pamięć nie myli. Ale mają też przepustki do kraju jak dobrze kojarzę. Nie będzie zatem tak źle. Dasz radę
Jezdza roznie. Na 6 miesiecy, na rok. Zalezy z jakiej jednostki jedzie.
Moj facet tak jezdzil. Teraz jest na wczesniejszej emeryturze i tez ciagle jezdzi, bo rozkreca firme za granica. Da sie przezyc, trzeba tylko duzo ze soba rozmawiac, zeby sie nie oddalic, nie rozmawiac przez telefon na ciezkie tematy, bo to tylko powoduje stresy i dziwne sytuacje. Bedziesz sie czula czasem bardzo samotna, ale w koncu sie zobaczycie. Youghurt ma racje - dasz rade.
Witam tez sie chcialam wygadac.
Poznałąm żołnierza bardzo fajny facet spotykamy sie od 3 miesięcy i nie wiem czy dalej to ciągnąc powiedział mi że chce jechac na misje właśnie do Afganistanu. Ja poczułam do niego bardzo duża sympatie a moze nawet coś wiecej boje sie do tego przyznac poniewaz mam za soba nieudane małżenstwo on wsumie tez jest po rozwodzie. Mamy jakies tam plany w stosunku do siebie ale jak tak czytam ze tesknicie bardzo to ja nie wiem czy dam rade. wczoraj mi powiedzial ze sam sie boi jechac bo ciągle słyszy ze ktos zgina. Boje sie o jego psychike ze jak wróci to bedzie innym człowiekiem. Mam nadzieje ze jednak go przekonam i nie pojedzie!!!
Witam,mój mąż od dwóch tygodni jest na misji w Afganistanie,często się rozstawaliśmy na kilka tygodni,wiadomo poligony,kursy itd. ale tym razem przeraża mnie fakt że tak długo Go nie będzie...nie mam wsparcia w rodzinie, wychowywałam się bez matki z ojcem który nie stronił od alkoholu. Mam siostrę,która mieszka w innym mieście,ma swoje życie i nie mogę jej dręczyć problemami. Z mężem mam dwu i pół letnia córeczkę i tak naprawdę jesteśmy zdane tylko na siebie. Każdy wyjazd męża ciężko znoszę,wszystko w domu przypomina mi jego,pojawia się to uczucie,którego szczerze nienawidzę,jakby mnie ktoś z całej siły uderzył w klatkę piersiową,to chyba tęsknota. mam ogromny problem ponieważ jestem bardzo nieufną osobą boję się że mąż zapomni o mnie i o dziecku,czytałam na innych forach że żołnierze maja tam kochanki,że mało który jest wierny żonie,która czeka w kraju. kocham męża i nigdy nie chciałabym go stracić,nie oczekuję litosci,po prostu potrzebuje wsparcia od kobiet,które również maja podobny problem...
Mąż w Afganistanie - chwilowe załamanie. To mógłby być tytuł wiersza. Brzmiał by on tak.
Właśnie zrobiłam pranie,
użyłam do tego Franię,
by skrócić to czekanie
i ciągłe rozmyślanie,
czy nic mu się nie stanie.
Bo mąż w Afganistanie,
gdzie żyją muzułmanie,
daje Talibom lanie
i słyszy ich błaganie
"ratuj Allahu Panie".
Więc moje drogie panie,
mam przez to załamanie,
stąd moje to pisanie.
Poradźcie mi coś na nie,
nim zdąży wyschnąć pranie.