Szanowne Panie i Panowie!
Jak myslicie, jakie sa wasze osobiste doswiadczenia - czy malzenstwa moga byc przyjaciolmi? Czy milosc i przyjazn sie wzajemnie wykluczaja? Jak to jest u Was? Zwierzacie sie swoim partnerom/partnerkom jak przyjacielowi? Mozecie na nich liczyc jak na przyjaciela?
Gdybym nie mogła liczyć na mojego partnera i nie mogła mu się zwierzyć, nie byłabym z nim. Dla mnie przyjaźń w stałym związku jest niezbędnym składnikiem, bez przyjaźni nie ma dla mnie niczego więcej.
Jak wyżej
Bez przyjaźni nie wyobrażam sobie szczęśliwego partnerstwa.
Ok, ale tak szczerze - nie ma takich tematow na ktore nie rozmawiacie? Wszystko sobie mowicie? Zawsze na siebie mozecie liczyc? Nie ma tematow tabu?
Ido - są tematy, na które z nikim nie rozmawiam, czy to z przyjaciółką, czy z mamą, czy z siostrą czy też z facetem - a wszyscy oni są mi niezmiernie bliscy
I też: na inne tematy zapewne rozmawiam z przyjaciółką, na inne z mamą, inne z siostrą i inne z facetem. Każdy człowiek w naszym życiu jest "od czegoś".
Czego mojemu partnerowi nie powiem? Zapewne nie będę z nim rozmawiać o nim samym, chyba, że w celu zmiany czegoś na lepsze w naszym związku. Nie opowiem mu także o moich poprzednich relacjach z innymi mężczyznami - ze względu na jego zdrowie psychiczne. Natomiast mówię mu czasem osobiste rzeczy, o których nie wie nikt inny. Co nie oznacza, że mówię mu wszystko - ale też bycie przyjacielem nie oznacza, że trzeba sobie wszystko mówić i wszystko o sobie wiedzieć, prawda? ![]()
Mówimy sobie wszystko i zawsze możemy na siebie liczyć. Nie wnikam tylko, znowu tak samo jak koleżanka Anemonne, w szczegóły moich poprzednich kontaktów z mężczyznami, bo wiem, że mąż by sobie nie życzył tej wiedzy.
7 2011-10-09 21:56:09 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-10-09 21:57:16)
Chciała bym móc powiedzieć tak jak poprzedniczki, ale niestety przyjaźń w małżeństwie (przynajmniej w moim przypadku) chyba nie jest możliwa. Od 5 lat jesteśmy małżeństwem i jest coraz gorzej. Generalnie wole wygadać się koleżance w pracy jak jemu, bo on i tak ma swoją wizję. Nie będę tu pisała (bo to nie ten wątek) historii swojego małżeństwa, ale wydaje mi się że jest to możliwe tylko i wyłącznie jeżeli oboje partnerów tego chce, bo jednoosobowo nic nie zdziałamy.
8 2011-10-09 22:31:42 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-10-09 22:32:14)
Od kiedy przyjaźń polega na mówieniu sobie wszystkiego? W moim rozumieniu tego związku - nie na tym.
Czy przyjaźń polega na mówieniu sobie wszystkiego? Każdy z nas dostałby obłędu. Przyjaciółce też nie mówię wszystkiego, bo nie widzę takiej potrzeby.
Czy zawsze mogę liczyć? Do tej pory nie zawiodłam się.
Tematy tabu? Nasze wcześniejsze związki. I nie ustalaliśmy zakresu tego "tabu", każde z nas uznało, że nie ma o czym dyskutować a wspomnienia też naszemu związkowi służyć nie będą.
Małżeństwo z obcym człowiekiem czy tylko znajomym? Nie dla mnie.
Przyjażń i zrozumienie, te same poglądy na życie i wzajemne wspieranie się/inspirowanie - to chyba podstawa...
Wychodzę z założenia, że jeśli z kimś sypiam i mieszkam pod jednym dachem, to musi być on również moim przyjacielem, nawet jeśli popełnia błędy i nie jest doskonały (no ale kto ich nie popełnia i kto takim jest?). Zawsze jednak wyznawałam zasadę, że z kimś innym rozmawiam o pewnego rodzaju problemach, z kimś innym o innych, tak samo jak z kimś innym jeszcze robię to, tamto czy siamto - a w ten sposób osiągam pełnię. Żaden pojedynczy człowiek nie jest w stanie dać nam pełni, a jeśli tak uważamy to zapewniam, że jest to chore.
A ja uważam, że nie można kogoś kochać nie będąc jego przyjacielem, czyli przyjaźń=miłość, miłość=przyjaźń.
Z czego mu się nie zwierzam? 'Kochanie, nie sądzisz, że ostatnio urosły mi boczki?' ![]()
12 2011-10-10 11:57:57 Ostatnio edytowany przez Zajin (2011-10-10 12:00:01)
Mam bliskie przykłady 2 małżeństw (jedno już nieżyjące niestety), gdzie partnerzy byli/są przyjaciółmi, co było widoczne na wielu przykładach, u mnie w rodzinie jest anegdotka, że mąż w tym zmarłym już małżeństwie zawsze do żony mówił ?Moncia?, a ona do niego ?Wicuś? i tak przez całe życie sobie serdecznie zdrobniali ![]()
Więc małżeństwo + miłość + przyjaźń to kompani z dobrej paczki ![]()
Myślę, że ciut po ?hollywood-zku? przesadzamy z wizją przyjaźni ? takiej idealnej i w gruncie z plastiku.
Przyjaciel też ma wady i słabe strony. Uważam, że przyjaciel to niekoniecznie ktoś, z kim można poruszyć każdy temat, z różnych powodów. Tak jak pisze Olinka.
Dla mnie przyjaciel, to ktoś zawsze chcący dla mnie dobrze. Jest szczęśliwy moim szczęściem. Nie musi zawsze mieć czasu dla mnie, bo ja nie jestem jego dzieckiem, ani bagażem, ale wiem, że zawsze chce mnie wysłuchać oraz będzie chciał być ze mną, jeśli tego naprawdę będę potrzebować. To człowiek, któremu ufam.
Miłość i przyjaźń mają ze sobą wiele wspólnych elementów, tylko że w miłości ma się wyłączność na partnera ![]()
Nie wyobrażam sobie miłości bez przyjaźni.
Jasne, że mój partner też jest moim przyjacielem.
Ale to jak u koleżanek nie oznacza, że będę mu mówić wszystko.
Znam osoby, które uważają, że przyjaźń to mówienie wszystkiego, ale dla mnie to wręcz chore podejście.
Są rzeczy, które lepiej zachować dla siebie, no nawet to jak było z poprzednim partnerem.
Taka wiedza nic nikomu nie da.
I inne rzeczy, np, że właśnie byłam w wc czy zrobiłam to i to, bez sensu by to wszystko gadać.
Tak samo przyjaciółce nie mówię wszystkiego ,normalka.
Przyjaźń i miłość w małżeństwie brzmi troche po hollywoodzku i ja nie bardzo w to wierze, Mąż jest partnerem, kochankiem, moze być przyjacielem ale nie w 100%, bo są sprawy o którycj mąż nie powinien wiedziec. Totalna szczerosć w zwiazku jest zabójcza, są sprawy których mężowi nigdy bym nie powiedziała.
Zresztą mężczyźni widzą to podobnie; czy chcą widziec żone bądź dziewczyną jako kumpele z którą idzie sie na piwo i gada o noznej, o tym która kobieta przy barze ma lepsze cycki??
A czy ja z moim meżem/przyjacielem mam dzielic sie swoją przeszłoscia, wymieniac najlepszych kochanków??
To jest przereklamowane. Mąż nie musi być najlepszym przyjacielem, wystarczy, że bedzie przyjacielem który interesuje sie moimi problemami, chce mnie wysłuchac gdy mam podły dzień i kolezanka w pracy mi dopiekła- mnie to wystarczy.
Wydaje mi się, że przyjaźń w małżenstwieto podstawa, bo kiedy romantyczna miłość się konczy, a skończy się na pewno, pozostaje przyjaźń, która jest w stanie odnowić pasję, ale przede wszystkim daje ona stabilność i poczucie bezpieczeństwa.
Wydaje mi się, że przyjaźń w małżenstwieto podstawa, bo kiedy romantyczna miłość się konczy, a skończy się na pewno, pozostaje przyjaźń, która jest w stanie odnowić pasję, ale przede wszystkim daje ona stabilność i poczucie bezpieczeństwa.
Masz racje, ale są granice szczerosci (ale w tym wypadku chyba odbiegam od głównego wątku).
Fajnie by było, gdyby w małżeństwie było miejsce na przyjaźń, bo gdy wygaśnie namiejętnosc a miłośc pokryje sie patyną lat i nie bedzie juz tak cudownie błyszczeć, to przyjaźń bedzie jednym z mostów pomiedzy dwojgiem.
Ładnie to brzmi, ale rzadko spotykane- ja jako wolna mam nadzieje na taki związek:)
Dobrze... wiec mam takie pytanie dot. szczerosci - czy ta szczerość w zwiazku nie odbila sie Wam kiedys czkawka? Czy nie zostala wykorzystana przez Waszego partnera/partnerke np w kłotni?
Przyjaźń i miłość w małżeństwie brzmi troche po hollywoodzku i ja nie bardzo w to wierze, Mąż jest partnerem, kochankiem, moze być przyjacielem ale nie w 100%, bo są sprawy o którycj mąż nie powinien wiedziec. Totalna szczerosć w zwiazku jest zabójcza, są sprawy których mężowi nigdy bym nie powiedziała.
Zresztą mężczyźni widzą to podobnie; czy chcą widziec żone bądź dziewczyną jako kumpele z którą idzie sie na piwo i gada o noznej, o tym która kobieta przy barze ma lepsze cycki??
A czy ja z moim meżem/przyjacielem mam dzielic sie swoją przeszłoscia, wymieniac najlepszych kochanków??
To jest przereklamowane. Mąż nie musi być najlepszym przyjacielem, wystarczy, że bedzie przyjacielem który interesuje sie moimi problemami, chce mnie wysłuchac gdy mam podły dzień i kolezanka w pracy mi dopiekła- mnie to wystarczy.
Tak jak pisałam wcześniej (i inne Forumowiczki również), przyjaźń nie musi wcale oznaczać totalnej szczerości i rozmów o wszystkim. Moją mamę także uważam za przyjaciółkę, mogę się jej zwierzyć z wielu rzeczy, wiem że mogę na nią liczyć w każdej trudnej sytuacji i ufam jej prawie bezgranicznie, a jednak nie opowiadam jej o najlepszych kochankach ani o problemach w moim związku ![]()
20 2011-10-10 14:04:25 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-10-10 14:07:13)
Dobrze... wiec mam takie pytanie dot. szczerosci - czy ta szczerość w zwiazku nie odbila sie Wam kiedys czkawka? Czy nie zostala wykorzystana przez Waszego partnera/partnerke np w kłotni?
Nigdy nie żałowałam i nie żałuję szczerości.
To taki wybór postawy życiowej (ale mocno zabrzmiało) ze wszelkimi konsekwencjami wynikającymi z niej.
Nie jestem zwolenniczką, panoszącego się coraz bardziej, powiedzenia "mieć ciasto i zjeść ciastko"
Ida_sierpniowa_31 napisał/a:Dobrze... wiec mam takie pytanie dot. szczerosci - czy ta szczerość w zwiazku nie odbila sie Wam kiedys czkawka? Czy nie zostala wykorzystana przez Waszego partnera/partnerke np w kłotni?
Nigdy nie żałowałam i nie żałuję szczerości.
To taki wybór postawy życiowej (ale mocno zabrzmiało) ze wszelkimi konsekwencjami wynikającymi z niej. Nie jestem zwolenniczką panoszącego się coraz bardziej powiedzenia "mieć ciasto i zjeść ciastko"
Wybacz Wielokrpoku ale nie zrozumiałam tego porówania "miec ciastko i zjesc ciastko" ale prawda jest to co napisała Ida, mozemy wyjawic partnerowi wszystko o sobie, obnażyć sie do kosci- jak w zwiazku układa sie dobrze to jest dobrze, ale jesli powstaną jakieś zgrzyty, bo nasze najintymniejsze , najbardziej osobiste wyznania mogą być "chlaśniete" nam prosto w twarz.
Nie żyjemy w swicie idealnym, dlatego jestem zwolenniczką granic szczerosci a poza tym chce pewne rzeczy i sprawy zostawic tylko dla siebie, nie dlatego, że to coś niemoralnego czy wstdliwego, ale zwyczajnie chce by to było tylko moje i nikt o tym nie wie.
Widzę, że niektóre Panie nie odróżniają przyjaźni, w której MOGĘ rozmawiać o wszystkim, od bezsensownego paplania o wszystkim (pobyt w wc, spowiadanie się z każdej seksundy dnia, prezentowanie partnerowi niedoskonałości ciała i pytanie go o typowo babskie rady, ocenianie cudzych cycków przy piwie). Litości.
Chyba poszłyśmy o krok dalej i do wątku dołozyłyśmy szczerosc a zapomniałyśmy o przyjaźni:)
To ja jestem akurat za totalną szczerością. Lubię ludzi szczerych do bólu - którzy są w stanie powiedziec mi najbardziej bolesną opinię. I zyczyłabym sobie takiego maksymalnie szczerego związku, w ktorym nie byloby miejsca na udawanie, pozory.
Nie wyobrażam sobie, żeby właśnie mąż/chlopak nie był najlepszym przyjacielem. To kim ma niby być?
BabaOsiadła - dziekuje Ci, za dosadne okreslenie o jaka szczerosc w zwiazku mi chodzi
Chyba niezbyt precyzyjnie okreslilam w czym rzecz...;-)
Dla mnie to dosc proste: jesli nie lubie mojego partnera, nie lubie z nim byc to nie bede go potrafila kochac. Moge lubic i nie kochac ale nie moge kochac i nie lubic.
A z ta szceroscia to temat dosc skomplikowany..niby jej chcemy ale o pewnych sprawach wolimy nie wiedziec. Wiec polecalabym oprocz szczerosci zachowanie tez taktu i delikatnosci w pewnych kwestiach. Nie mam na mysli oszustwa, po prostu zastanowienie sie czasem czy dana informacja jest odbiorcy naprawde niezbedna do szczescia:)
Nie ma za co ![]()
NiobeXXX -
Racja, ale dobrze, ze ta dyskusja sie nam tak rozwinela... Szczerosc wynika chyba z przyjazni, wiec tak daleko nie odjechalysmy od tematu ![]()
A ja, nawiązując do pierwotnego tematu
, uważam, że nie jest możliwe, ale konieczne, żeby mówić sobie o wielu rzeczach. Nie o wszystkim, bo facet nie bardzo chce słuchać o pewnych rzeczach, ale o tym, co jest dla nas ważne. Co jest lepszego dla kobiety, która na przykład ma problem, z bezsilności ryczy, jak ramię ukochanego mężczyzny? Mi, na przykład, bardzo to pomaga. Nawet jak nie powiem wszystkiego, ale płaczę jak nienormalna, jak mój TŻ mnie przytuli, to robi mi się o wiele lepiej.
Jednak musi to działać w obie strony, bo jednostronnie, to wiadomo...
Wybacz Wielokrpoku ale nie zrozumiałam tego porówania "miec ciastko i zjesc ciastko" (...)
Może porównanie nie najszczęśliwsze, w momencie pisania postu wydawało mi się adekwatne.
Wiele osób deklaruje swoją szczerość, nie chcąc przyjąć do wiadomości, iż szczerość nie przynosi ona wyłącznie profitów.
Tak, ja mogę liczyć na mojego przyszłego męża. Jest moim najlepszym przyjacielem, najważniejszą i najbliższą osobą w życiu.
Po mimo że czasami mnie wkurza. ![]()
Szanowne Panie i Panowie!
Jak myslicie, jakie sa wasze osobiste doswiadczenia - czy malzenstwa moga byc przyjaciolmi? Czy milosc i przyjazn sie wzajemnie wykluczaja? Jak to jest u Was? Zwierzacie sie swoim partnerom/partnerkom jak przyjacielowi? Mozecie na nich liczyc jak na przyjaciela?
Nie ma dla mnie szczęśliwego małżeństwa bez przyjaźni.
A ja jakos nie umiem polaczyc przyjazni z miloscia.
Nie sypiam z przyjaciolmi. Z przyjaciolmi nie laczy mnie seks.
Dla mnie przyjaciel to przyjaciel a maz/partner to juz ktos wiecej. Przyjaciol nie kocham. Moge bardzo ich lubic ale ich nie kocham.
Jak dla mnie przyjazn a milosc to sa dwie rozne sprawy.
dla mnie najtrwalsze związki są własnie te oparte na przyjaźni.
a ja moją przyjaciółkę kocham. inne uczucia mam co do znajomych czy koleżanek. przyjaciel to ktoś bardzo bliski.
dla mnie najtrwalsze związki są własnie te oparte na przyjaźni.
a ja moją przyjaciółkę kocham. inne uczucia mam co do znajomych czy koleżanek. przyjaciel to ktoś bardzo bliski.
Ale z przyjaciolka nie sypaisz. Kochasz ja ale nie lacza was relacje fizyczne.
Co w takim razie oznacza wedlug ciebie jak kobieta mowi mezczyznie "zostanmy przyjaciolmi" ? ![]()
To oznacza najprawdopodobniej tyle ze mozemy szczerze rozmawiac ale zero seksu, pocalunkow czy innych namietnych rzeczy. Rzeczy ktore ona bedzie robic z innym mezczyzna.
Moim przyjacielem moze byc wiekszosc osob, kochankiem tylko niewielu i jednorazowe powazniejsze zawiedzenie mojego zaufania przez partnera powoduje usuniecie go nawet z listy przyjaciol. Jesli ktos mnie zawiodl jako partner to jaka mam pewnosc ze nie zawiedzie mnie jako przyjaciel? Od meza oczekuje wiecej niz od przyjaciela.
Przyjaciol mozna miec wielu, meza jednego (w kazdym razie z zalozenia)
Mam na myśli, że wyobrażam sobie przyjaźń bez małżeństwa, ale małżeństwo bez przyjaźni- nie ![]()
A ja ze nie wyobrazam sobie uprawiania seksu z przyjacielem. ![]()
Nie wyobrazam sobie ze przyjaciel pewnego dnia moze zostac kims wiecej...
Moim przyjacielem moze byc mezczyzna ktory mnie nie pociaga fizycznie.
Z chwila kiedy zaczyna sie pozadanie konczy sie przyjazn a zaczyna cos wiecej
..nadal nie rozumiesz
Uważam przyjaźń za jedną z najwartościowszych rzeczy w małżeństwie, której ani miłość, ani pożądanie nie wadzi ![]()