Nieustanne napięcie - jak się go pozbyć i żyć normalnie? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Nieustanne napięcie - jak się go pozbyć i żyć normalnie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: Nieustanne napięcie - jak się go pozbyć i żyć normalnie?

Witam. To mój pierwszy post na forum i żałuję, że ma on akurat niezbyt pozytywny wydźwięk. Opiszę pokrótce moją sytuację bo wielokrotnie próbowałam poradzić sobie sama, jednak nic z tego nie wyszło.

Zostałam wplątana w paskudną sytuację pomiędzy rodzicami która trwa już od 4 lat i z mniejszymi lub większymi skokami skutki najbardziej odbijają się na mnie. Jestem maturzystką, mam 19 lat i ciężki rok przed sobą. Moja matka straciła pracę, ma teraz 43 lata i właśnie wtedy wszystko zaczęło się sypać. Wpadła w ostrą depresję. Z natury jest choleryczką, jej ataki szału i złego humoru przeplatane były z totalną depresją i brakiem chęci do życia. Często mówiła, że nie ma już po co żyć, że ja jestem dorosła i dam sobie radę. Mój ojciec jest oschłym człowiekiem który nie potrafi rozmawiać o uczuciach i nawet mnie, jako córki nigdy nie pochwalił. Kiedy ktoś się dla niego stara, traktuje to jako oczywistość. Ciężko pracuje i nie ma go przez większość czasu w domu. W czasie, gdy było najciężej (bo ja w szkole, ojciec w pracy a mama sama) zdarzało się, że mama zapominała zamknąć domu, zostawiła włączoną kuchenkę na noc, wychodziła na całe godziny bez telefonu. Byłam jeszcze wtedy młodsza i bardzo to przeżywałam bo nigdy nie wiedziałam, czy jak wrócę do domu to zastanę mamę "tą swoją" czy może "tą inną". Bo mama miała skoki nastroju, były chwile kiedy zachowywała się zupełnie normalnie. Mój ojciec z kolei nie wykazywał odrobiny współczucia, nieustannie wypominał jej że nie pracuje, ze nie przynosi pieniędzy, że do niczego się nie nadaje. Mama przytyła, wpadła w kompleksy i ma strasznie zaniżone poczucie wartości (wcześniej - dusza towarzyska). Rozliczał ją z każdego grosza i poniżał przychodząc z pracy mówiąc, że jest "brudno a obiad niedobry". Później było lepiej, mama nadal nie ma pracy ale myślałam, że wszystko wróciło do normy. Bynajmniej. Paranoje mojej matki powróciły chociaż teraz mam do nich inny stosunek i mogę spokojnie o tym rozmawiać. To toksyczna relacja. Przy gościach, przy jakiejkolwiek innej osobie (babci) zachowują się tak, jakby nic się nie działo.
Kilka dni temu miała miejsce awantura, po której przestali się odzywać. Mija już drugi tydzień, rozwód wisi w powietrzu. Może to nawet dobre rozwiązanie, ale mama nie ma pracy i ewentualnego nowego mieszkania. Za dużo między nimi pretensji i teatralnych gestów. Mama spaliła w kominku ich listy miłosne z czasów młodości.

Nie należę do słabych kobiet, przez te kilka lat uodporniłam się i już nie płaczę. Staram się żyć swoim życiem i spędzać normalnie czas ze znajomymi. Jednak jak wracam do domu to staję się bardziej wrażliwa i wszystko mnie to przygnębia. Nieświadomie nawet poza domem ciągle myślę o tej sytuacji. Mam zdecydowany charakter, jednak przy mojej emocjonalnej mamie jestem po prostu zdominowana. Pretensje z mojego ojca przerzuca na mnie, wrzeszczy na mnie i oskarża o wszystkie wyrządzone jej krzywdy. Próbuję się od tego odciąć, ale ja ich naprawdę kocham, i jedno i drugie. Są jacy są, ale to moi rodzice, dzięki nim jestem taka jaka jestem. Po przejściowym napadzie frustracji mama okazuje i czułość i chce robić herbatę, głaszcze po włosach. Ta huśtawka nastrojów mnie dezorientuje bo nie chciałabym, żeby mówiła mi takie rzeczy a po chwili zmieniała zdanie. Mój ojciec z kolei - cóż, chyba nigdy nie doczekam się od niego pochlebnego słowa.

Miało być krócej. Kończąc więc. Zazwyczaj sobie radzę i przymykam oko na to, co wyprawiają. Żałuję jednak bardzo, że ja jestem po środku tego wszystkiego, rozdarta, w każdej kłótni proszą mnie o zajęcie stanowiska. Stałam się  na to apatyczna i nawet trochę zgryźliwa bo ucinam dyskusję  nawet nie zamierzając w nią wchodzić. Kontakt z nimi słabnie i coraz bardziej czuję, że mi to wcale nie przeszkadza. Nie chcę, żeby tak było... ale jestem obojętna. I jeszcze tytuł mojego posta - nie umiem radzić sobie ze stresem, odprężyć się i zapomnieć. Po prostu wmawiam sobie, że wszystko jest w porządku, co jest jedynie fikcją. Nie chcę tak żyć. Im już nie pomogę. Ale sobie bardzo bym chciała.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nieustanne napięcie - jak się go pozbyć i żyć normalnie?

Nie wmawiaj sobie, że wszystko jest w porządku, bo nie jest.
Masz prawo czuć się z tym źle. Masz toksycznych rodziców, nie mają prawa zmuszać Ciebie do zajmowania stanowiska w sprawach, które sami powinni rozgryźć.
Mama potrzebuje specjalisty, leków (antydepresantów? psychotropów? - nie wiem, nie znam się), na pewno nie ogarnie siebie własnymi siłami, szczególnie przy takim "wsparciu" ze strony ojca.
Chyba oni oczekują, że uporasz się za nich z ich problemami. To egoistyczne, szczególnie w takim momencie jak klasa maturalna.
Życzę Ci siły i asertywności.
I nie udawaj, że jest ok. Powiedz im, że jest bardzo, bardzo nie ok. Że wiesz, widzisz, czujesz i nie chcesz, aby spadało to na Ciebie. Bądź egoistką, zajmij się maturą.

3 Ostatnio edytowany przez Frija (2011-10-07 21:48:49)

Odp: Nieustanne napięcie - jak się go pozbyć i żyć normalnie?

Dziękuję Ci, to bardzo miłe smile
Czasami wydaje mi się, że jestem bardziej dojrzała od nich, w czasie gdy mama nie była w stanie prowadzić domu, ja to robiłam. Teraz często ją wyręczam i staram okazać, że jest dla mnie ważna mimo iż ona sama ciągle to neguje. Gdy widzę co się między nimi dzieje... to dziwne, ale to nadaje mi siłę, uczę się na ich błędach. Nie chcę być w przyszłości w takim małżeństwie, jak oni. Zamiast się załamywać staram się wprowadzać w ten dom normalność. Rozmawiam z nimi, z każdym z osobna, spędzam czas. Masz rację, mama potrzebuje specjalisty i namówiłam ją do tego (nienawidzi lekarzy), jednak na razie skończyło się na obietnicy.

Wolę z nimi  w ogóle o tym nie rozmawiać, bo wtedy zaczyna się wyliczanka o moich wadach i przerzucanie odpowiedzialności. Wiem, że muszę być silna i nie pozwalam się wbijać w kompleksy. Czasami jest jednak bardzo trudno i chwilowo tracę wiarę, że cokolwiek wskóram. Martwię się, co to będzie jak wyjadę na studia.
Mimo wszystko, nie daję się zwariować.

4

Odp: Nieustanne napięcie - jak się go pozbyć i żyć normalnie?

Żebyś Ty poczuła się lepiej ......to najpierw pomocy i to natychmiastowej ...wymaga Twoja mama..
spróbuj zarejestrować się u psychiatry w przychodni i porozmawiaj z nim jak dotrzeć do mamy żeby zaczęła się leczyć albo poszła do szpitala........
jak mama wynormalnieje to i w domu będzie inaczej.......pomóż jej...

5

Odp: Nieustanne napięcie - jak się go pozbyć i żyć normalnie?
Frija napisał/a:

(...)Martwię się, co to będzie jak wyjadę na studia. (...)

Odpoczniesz, jeśli tylko na odpoczynek od problemów swoich rodziców sobie pozwolisz.

Możesz mamę swą namawiać na wizytę u psychiatry (w ramach NFZ-u nie jest potrzebne żadne skierowanie), ale podjąć za nią decyzji - nie możesz.
Nauczyłaś też swoich rodziców, że wchodzisz miedzy nich jako rozjemca. Stąd takie ich zachowanie względem Ciebie.

Będąc dalej łatwiej będzie Ci nie brać udziału w rozgrywkach między nimi. To ich życie, ich problemy, ich sprawy. Ty nie musisz zabierać w tych sprzeczkach głosu.

6 Ostatnio edytowany przez Frija (2011-10-11 19:43:53)

Odp: Nieustanne napięcie - jak się go pozbyć i żyć normalnie?

Była u psychiatry, ale to nic nie zmieniło. Brak mi pomysłów jak jeszcze mogę im pomóc. Pani doktor przepisała jej leki, ale ona nadal ma napady złego nastroju i to jeszcze bardziej nasilone niż wcześniej, pewnie leki jeszcze nie zaczęły działać. Okazało się, że ma depresję od 4 lat (sama na to wpadłam wcześniej) i to w bardzo poważnym stopniu. Nie mam już na to siły, ojciec nie potrafi z nią wytrzymać i w tym względzie mu się nie dziwię, bo ledwo co ja wytrzymuję. Gdy wpadnie w amok jest nie powstrzymania, niszczy wszystko na swojej drodze, łącznie ze sprzętami domowymi. I owszem, jestem rozjemcą bo ja te wrzaski słyszę zza zamkniętych podwójnych drzwi, uczyć się nie mogę. Gdybym tam nie weszła, mogłoby dość do rękoczynów. Chora sytuacja, naprawdę.
Najbardziej niepokoi mnie jednak to, że matka ciągle opowiada o samobójstwie. Robiła to już wcześniej, ale teraz się nasiliło i ja to zaczęłam traktować poważnie. Jak ja mam się o nią nie martwić?
Nie dam się złamać, ale cholera jasna! Ile jeszcze?!

7

Odp: Nieustanne napięcie - jak się go pozbyć i żyć normalnie?

Frija, nie poczujesz się lepiej, dopóki właśnie nie przestaniesz się przejmować ich problemami.
Nauczono nas nie być egoistami, bo to nieładne, nie po katolicku, sratytaty - a tak naprawdę to jest warunek normalnego godnego życia: myśleć przede wszystkim i najpierw o sobie.

Ja "przeszłam" kliniczną depresję matki, jej współuzależnienie od mojego ojca - alkoholika, swoje współuzależnienie, swoje dwa załamania nerwowe i masę innych ciekawych rzeczy. I generalnie lata terapii też, tam mnie właśnie nauczono, że z reguły to, co najlepszego można dla siebie i dla nich (!) zrobić, to zająć się ratowaniem własnej skóry.

Jak przyzwyczaimy bliskich, że ich problemy to nasza sprawa, to oni zasadniczo przestają się nimi zajmować i zaczynają uważać, że przecież to nasz święty obowiązek ogarniać ich choroby, dysfunkcje, problemy, etc.

Jeśli chcesz, mogę Ci opowiedzieć, jak pomogłam ogarnąć się własnej matce, choć wielokrotnie już o tym pisałam na forum - możesz wejść sobie w mój profil i przejrzeć tam posty.

A Tobie polecam terapię. Bardzo polecam.

Doraźnie na napięcie pomaga coś, co nieco zwiotcza wink Np. validol wink Ssę to sobie w pracy czasami i przyjemnie zwiotcza wink

8

Odp: Nieustanne napięcie - jak się go pozbyć i żyć normalnie?

Witam, jestem pierwszy raz na forum. zacznę od krótkiego opisu mojej sytuacji.
Pochodzę z rozbitej rodziny: ojciec, klasycznie-alkoholik, typ agresywny, myslący irracjonalnie, ma wyrok w zawieszeniu za znęcanie się nad mamą, matka- rozbita psychicznie, pracująca, nadwrażliwa, przezywa wszystko, nie ma czasu na spotkanie z terapeutą, bo mimo tego, że nie jest OK, ni ma na to czasu i ochoty. po prostu, woli pójśc do..kościólka,nie ma w sobie chęci do zmiany tej sytuacji. mam jeszcze dwójkę rodzeństwa.
Mieszkalismy od zawsze w mieszkaniu ojca. Kiedyś nie było z tym problemów, bo mieszkał za granicą przez wiele lat, praca tam jednak się skończyła i powrócił do Polski. moja matka to osoba niedojrzała emocjonalnie do zakładania rodziny, posiadania zwierzecia i lub zmiany pracy na lepszą(mimo długiego stażu pracy i kwalifikacji!!!). tzw. cieple kluchy, które myślą, że ktoś na nią zarobi i będzie jej wdzieczny, bo ona komuś urodziła 3 dzieci:)
Piszę o tym, by pokazać, ze osob majacych problemy z niedojrzałymi i sfrustrowanymi rodzicami jest bardzo dużo.
Jestem osobą, która skończyła już stidia, pracuję..obecnie mieszkam z dala od mojej rodzinki(od ok. 7 lat). Mam sie całkiem dobrze.
Moja sytuacja kiedyś wygladała jednak bardzo podobnie do sytuacji Friji.
Mialam 19 lat i maturę do zdania-mieszkalam w duzym wojewódzkim miescie, nigdy nie mialam problemow z nauką, chodzilam do bardzo dobrego liceum. Zdawać chcialam na cięzki kierunek studiów. W roku, w którym mialam zdawać maturę, miedzy moimi ,,rodzicami'' doszlo do wielkiej kłotni, która skończyła sie wyprowadzką mamy do domu rodziców za miasto (dziadkowie juz nie zyli). Po krótkim czasie, moja siostra, nie nie dala rady i przeprowadzila sie tam do mamy. Ja i jeszcze jedna siostra zostałysmy w domu-gdyby dom dziadkow byl blizej przeprowadzilybysmy sie, ale musialysmy zostac w miescie ze wzgledu na naukę i szkołe..no i pieniądze. Było bardzo ciężko-mieszkanie z alkoholikiem, który jednego dnia zgrywa dobrego ojca, drugiego obrzuca obelgami, pranie sprzątanie, gotowanie, nauka do matury, moja siostra uczyla sie do egz. gimnazjalnych....uffff. Postanowilam (mimo panicznego leku przed ,,ojcem''), ze zostanę egoistką i skupię sie tylko na mojej pracy, musialam sobie jakos dac rade, nie mialam w ten ciężki czas nikogo, kto mógłby mi pomóc, żadnej cioci czy babci...byłyśmy tylko we dwie-ja i moja siostra...mamę odwiedzałam jak była w pracy, z najmłodszą siostra nie mialam kontaktu wcale.  Postanowiłam zrobić wszystko by wyjechać...do innego miasta pod pretekstem rozpoczęcia tam studiów. Pomyslalam, ze to 1 sposób na ucieczke z toksycznego domu wariatow. Zaczęłam sie uczyć jeszcze bardziej, skupialam sie tylko na pracy, nie na ojcu...mój szacunek do niego skonczył sie ostatecznie, w momencie, gdy zrobił mi w nocy przed maturą z polskiego, awanture..oczywiście nie wiem o co, pamietam za to do dzis.
Pomyslalam, ze wyjazd na studia łączy sie z różnego rodzaju przywilejami. Mam obiecała mi dawać jakies 300-400 zł miesiecznie, postanowilam pogadac z ojcem o finansowaniu (de facto skończyło sie na założeniu alimentów), pomyslalm, ze postaram sie o stypendium socjalne. Zdawalam na ten sam kierunek takze w moim miescie. Udało sie dostać i tam i tu, na miejscu.
Z 1 torbą, paroma groszami od mamy, wyjechalam zostawiajac wszystko za sobą.
Kiedy rozpoczał sie 1 rok akademicki, mama wynajela na rok mieszkanie, za ostatnie pieniadze, przeprowadzily sie tam me siostry...potem postanowily wrócic do ojca. Oczywiscie mama, po MOJEJ interwencji, rozwiodła sie z ojcem. Dostała prawo do zamieszkania w połowie mieszkania, razem z nami. Potem założyłyśmy sprawę ojcu o znęcanie się. Dostał wyrok w zawieszeniu, obraził się na nas śmiertelenie. Ja dalej mieszkam w nowym miescie, juz parę lat, skonczylam studia, pracuję(praca poniżej oczekiwań, ale zawsze). Moje siostry mieszkaja razem z mama i ,,ojcem''. Nie jest im łatwo, alkoholik to alkoholik. ma kobiete i czesto u niej przebywa. moja matka nadal jednak przezywa związek ojca z tą kobietą..włączając standardowo w te sprawy nas. W domu jest ciasno, ale raźniej. mam zaczeła remontowac powoli domek po rodzicach0 chce sie tam przeniesc na starość. Sytuacja z ojcem jest napieta, jest to przyład chama, bez uczyc i honoru...wiem, ze to głupie, ale jest to 1 osoba jaką znam, której az tak bardzo nienawidzę i do której nie mam za grosz szacunku....
U mnie z kolei powróciły demony przeszłosci. W miescie w którym mieszkam teraz jest ok. nie wiem czy bedę miala perspektywe znalezienia lepszej pracy, zwłaszcza teraz, jak jest tak duze bezrobocie i wiekszośc ludzi pracuje poniżej oczekiwań. Staram sie czegoś szukać. Mój chłopkak, kończy teraz studia i zamierza wrócic do naszego miasta, do domu rodzinnego(pochodzimy z tej samej miejscowości). On ma gdzie wracać i jestem niemal na 1000% pewna, ze to zrobi. Ja sie miotam, bo nie chce tam wracać, nie tyle do miasta, ile do pieprzonego domu...a nie mam alternatywy, by zamieszkać gdzie indziej. Najwczesniej będzie to za rok..ale czas szybko mija. Nawet jesli tam wrócę, zostane w tym domu dopóki nie znajdę pracy, potem oczywiście wyprowadzka i wynajem mieszkania. Z pracą dla mnie może być tam jednak kiepsko (w przeciwieństwie do mojego chłopaka, studia techniczne, tak akurat takich specjalistów potrzebują).
Mój problem jest teraz iście hamletowski- czy zostać w tym miescie, gdzie jestem obecnie, żyć sobie spokojnie, po swojemu, niestety wydajac ogromne sumy na mieszkanie i zycie. czy może posłuchać się chłopaka i wrócic do miasta rodzinnego, do toksycznego domu, próbować znaleźć tam prace...i moze jak będe miala szczescie, wyprowadzić sie z domu.
Oczywiscie pracy bede szukac pewnie bradzo długo, co bedzie skutkowalo przebywanie w tym cholernym domu, słuchaniem problemow matki, ktora podjela szereg najgorszych mozliwych decyzji, słuchaniem trzaskania drzwi zamykanych przez tego burak-ojca...ehhh.
Własciwie, to nie wiem, po co to napisalam..pewnie dlatego, by sie ,,wypisać'':)
Chcialam też powiedzieć Friji, ze doskonale ją rozumiem i że jedynym wyjsciem z tej sytuacji jestzdanie matury, podjecie studiów, podjecie pracy...a w ostatecznosci wyprowadzka do innego mieszkania, moze nawet zmiana miejsca zamieszkania na inne miasto. dalej życie już sie samo jakos potoczy...choć niestety, akurat z tej newricy sie nie wyrasta, demony przeszlosci mogą (jak u mnie ) powrócić. Na szczescie jestem juz duzo starsza, jako osoba niezależna myslę inaczej...czuję jednak dyskomfort z tego powodu. Cieszę się, bo znalazłam pasje, która mnie od wszystkich problemów odrywa...jak ewentualnie powrócę do domu, to zacznę ją realizowac ze zdwojoną siłą. Tobie Frija oprócz zajęć na uczelni(mam nadzieje, ze coś zaczęłaś studiować) uda sie tez znaleźć jakąś zajawkę, czy hobby i temu poswiecic. Staraj sie jak najkrócej przebywac w domu, realizuj sie na poziomie uczelni i towarzyskim...tak jak ja, przebywanie z ludźmi na prawde leczy i pomaga. Przejdz sie do psychologa...a przede wszystkim zajmij sie czymś pozytecznym...zapisz na jakies koło zainteresowań, może zblizone do kierunku studiów, zacznij za rok nowy kierunek, zapisz na kursy, języki, może jakaś organizacja pozarządowa, wolontariat...staraj sie myslec o sobie, a nie o starszych. mam znajoma, która jest bardzo błyskotliwa osoba, pochodzi z mega patologicznej rodziny(gorszej chyba niz moja), cały czas siedziala na jakis zajeciach pozaszkolnych, zapisana byla do miliona kólek zainteresowan, chodzila na jezyki...wszedzie tam, gdzie tanio luz za darmo....tylko po to, by nie wracac do domu..lub by sie przespać. teraz mieszka w warszawie, ma dziecko i pracuje dla jednej ze stacji tv....po prostu przydalo im sie jej doswiadczenie i obycie.
Mój problem poteguje jeszcze fakt, ze mój chlopak, którego kocham i rozumiemy sie na wielu płaszczyznach...nie rozumie mnie akurat na tej. Nie wie, co to znaczy miec niedojrzłych rodziców, niedojrzałych do wychowania dzieci, do rozmów z nimi, rodziców,ktorzy na nauczycieli zycia wybierają swoje własne pociechy...jego rodzice, to porzadni ludzie. Mama jest ogarnieta życiowo, tak jak rasowy rodzic pomaga swoim dzieciom jak sie tylko da...wie, że inwestycja czasu i pieniedzy w dzieci, kiedyś sie opłaci. potrafi sobie radzic z problemami, potrafi pomagać innym, bezinteresowanie. nie tak jak moja mama, której jedyną mądrością zyciową jest to ,,by sie nie wpieprzyć w to, co ona''. Super, jakbym nie wiedziala. Nic poza tym mi nie przekazała i nie przekaże. Wiec moze posłucham się jej i nie bedę wracać z moim chłopkaiem, bo nie bedę dla niego rezygnować z tego, co mam. Pozdrawiam.

9

Odp: Nieustanne napięcie - jak się go pozbyć i żyć normalnie?

Chciałam jeszcze dodać, że jak dla mnie jedynym środkiem na rozładowanie stresu, jest moja pasja. Poswiecam sie jej w kazdej chwili i nie umialabym bez niej zyc. Ona rozładowuje moje napiecie i sprawia, ze wszystko mam gdzieś...jakby sie na tym dało jeszcze zarobić....
Hmmm..tak myslałam sobie od zawsze, ze mimo, iż pochodzę z takiego strasznego domu wariatów, nie dam się zwariować i będę żyła jak normalna, młoda aktywna kobieta. nie biję się próbować nowego, obecnie szukam kolejnej pracy, zapisałam sie na kursy grafiki, bo to mi sie może przydać. Szlifuję języki...czasem jednak przychodzi chwilka zwatpienia, czy to wszystko ma sens. Patrze na ludzi w tramwajach i myslę, ze przecież większość z nich ma problemy, może podobne do moich, może większe. Nie łatwo jest sobie z nimi radzić, zwłaszcza w naszym kraju...jednak ma to wszystko sens. Myślę, że gsybym nie doskonaliła samej siebie, nie uczyła sie, nie miala hobby..prawdopodobnie strzeliłabym sobie w łeb lub rzuciła się pod pociąg.
mam fajnego chłopaka, martwi mnie tylko to, ze jak dochodzi do jakis problemów w moim zyciu, to on je bagatelizuje. on ma bardzo silny charakter i swoje zasady, jest bardzo opanowany, wie czego chce. zawsze mnie w nim to pociagało. problem jest taki, ze ja taka nie jestem, nie potrafie. I tu zaczynają się schody, bo on mi nie jest w stanie pomóc. Własciwie dla niego, każdy mj problem nie jest problem, tylko wymysłem. ehh
Mozliwe, ze moja zamartwianie sie o wszystko i na zapas jest wynikiem tego, ze od dziecka musialam lub chcialam sie czyms zamartwiac..i tak zostało. najpierw martwienie sie o rodziców, o rodzenstwo, o szkole, o maure, o studia, o prace, kolejna prace, obronę mgr., o prace, o wynejem mieszkania, o wydatki itp....Mój chlopak za to dopiero teraz konczy studia, choc juz dawno temu powinien je skonczyc, mam podsyła mu kase na zycie, mieszka obecnie w mieszkaniu swojej rodziny, z ktorego nikt go nie wyrzuci, w miescie rodzinnym czeka na niego tylko mama i ogromne mieszkanie. Spokój i luz. Moze dlatego mnie nie rozumie i twierdzi, ze wymyslam...On nie jest złym człowiekie, bo to typ wrazliwca, tak jak ja...tylko życie mu nigdy tak w kość nie dało jak mi i mozliwe, że to On jest w 100% zdrowy psychicznie, a nie ja. i prawdopodobnie on ma racje we wszystkim.

10

Odp: Nieustanne napięcie - jak się go pozbyć i żyć normalnie?

Zgadzam się z powyższą wypowiedzią..mam sytuację podobną,rodzice,którzy się nie znoszą,mieszkamy razem,a wśród nich ja..Ta,która ich zdaniem powinna rozwiązywać ich problemy...lata "praktyki ",równają się ze stresem,który towarzyszy mi na każdym kroku,nawet w banalnych sprawach,sytuacjach dnia codziennego.Koniec o sobie..Mogę powiedzieć Ci tylko,to co wszyscy,jak Twoja mama nie upora się z tym,to nadal będziecie "tworzyć 3 osobowy związek"..rodzina nie może jakoś pomóc,nakłonić mamę do leczenia się?? A Ty Frija jak będziesz miała możliwość,to uciekaj..wiem,że to pewnie głupio brzmi,ale wiem,że z czasem możesz tak głęboko 'zakorzenić się w tym wszystkim,że będzie Ci później gorzej odejść,wycofać się z tego tzw.związku. Owszem,wspierać trzeba bliskich,czy to ojciec,matka,brat,siostra,ale nie można zmagać się z ich problemami.Bo Twoje życie,to nie walka z ich problemami.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Nieustanne napięcie - jak się go pozbyć i żyć normalnie?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024