Witam, jestem pierwszy raz na forum. zacznę od krótkiego opisu mojej sytuacji.
Pochodzę z rozbitej rodziny: ojciec, klasycznie-alkoholik, typ agresywny, myslący irracjonalnie, ma wyrok w zawieszeniu za znęcanie się nad mamą, matka- rozbita psychicznie, pracująca, nadwrażliwa, przezywa wszystko, nie ma czasu na spotkanie z terapeutą, bo mimo tego, że nie jest OK, ni ma na to czasu i ochoty. po prostu, woli pójśc do..kościólka,nie ma w sobie chęci do zmiany tej sytuacji. mam jeszcze dwójkę rodzeństwa.
Mieszkalismy od zawsze w mieszkaniu ojca. Kiedyś nie było z tym problemów, bo mieszkał za granicą przez wiele lat, praca tam jednak się skończyła i powrócił do Polski. moja matka to osoba niedojrzała emocjonalnie do zakładania rodziny, posiadania zwierzecia i lub zmiany pracy na lepszą(mimo długiego stażu pracy i kwalifikacji!!!). tzw. cieple kluchy, które myślą, że ktoś na nią zarobi i będzie jej wdzieczny, bo ona komuś urodziła 3 dzieci:)
Piszę o tym, by pokazać, ze osob majacych problemy z niedojrzałymi i sfrustrowanymi rodzicami jest bardzo dużo.
Jestem osobą, która skończyła już stidia, pracuję..obecnie mieszkam z dala od mojej rodzinki(od ok. 7 lat). Mam sie całkiem dobrze.
Moja sytuacja kiedyś wygladała jednak bardzo podobnie do sytuacji Friji.
Mialam 19 lat i maturę do zdania-mieszkalam w duzym wojewódzkim miescie, nigdy nie mialam problemow z nauką, chodzilam do bardzo dobrego liceum. Zdawać chcialam na cięzki kierunek studiów. W roku, w którym mialam zdawać maturę, miedzy moimi ,,rodzicami'' doszlo do wielkiej kłotni, która skończyła sie wyprowadzką mamy do domu rodziców za miasto (dziadkowie juz nie zyli). Po krótkim czasie, moja siostra, nie nie dala rady i przeprowadzila sie tam do mamy. Ja i jeszcze jedna siostra zostałysmy w domu-gdyby dom dziadkow byl blizej przeprowadzilybysmy sie, ale musialysmy zostac w miescie ze wzgledu na naukę i szkołe..no i pieniądze. Było bardzo ciężko-mieszkanie z alkoholikiem, który jednego dnia zgrywa dobrego ojca, drugiego obrzuca obelgami, pranie sprzątanie, gotowanie, nauka do matury, moja siostra uczyla sie do egz. gimnazjalnych....uffff. Postanowilam (mimo panicznego leku przed ,,ojcem''), ze zostanę egoistką i skupię sie tylko na mojej pracy, musialam sobie jakos dac rade, nie mialam w ten ciężki czas nikogo, kto mógłby mi pomóc, żadnej cioci czy babci...byłyśmy tylko we dwie-ja i moja siostra...mamę odwiedzałam jak była w pracy, z najmłodszą siostra nie mialam kontaktu wcale. Postanowiłam zrobić wszystko by wyjechać...do innego miasta pod pretekstem rozpoczęcia tam studiów. Pomyslalam, ze to 1 sposób na ucieczke z toksycznego domu wariatow. Zaczęłam sie uczyć jeszcze bardziej, skupialam sie tylko na pracy, nie na ojcu...mój szacunek do niego skonczył sie ostatecznie, w momencie, gdy zrobił mi w nocy przed maturą z polskiego, awanture..oczywiście nie wiem o co, pamietam za to do dzis.
Pomyslalam, ze wyjazd na studia łączy sie z różnego rodzaju przywilejami. Mam obiecała mi dawać jakies 300-400 zł miesiecznie, postanowilam pogadac z ojcem o finansowaniu (de facto skończyło sie na założeniu alimentów), pomyslalm, ze postaram sie o stypendium socjalne. Zdawalam na ten sam kierunek takze w moim miescie. Udało sie dostać i tam i tu, na miejscu.
Z 1 torbą, paroma groszami od mamy, wyjechalam zostawiajac wszystko za sobą.
Kiedy rozpoczał sie 1 rok akademicki, mama wynajela na rok mieszkanie, za ostatnie pieniadze, przeprowadzily sie tam me siostry...potem postanowily wrócic do ojca. Oczywiscie mama, po MOJEJ interwencji, rozwiodła sie z ojcem. Dostała prawo do zamieszkania w połowie mieszkania, razem z nami. Potem założyłyśmy sprawę ojcu o znęcanie się. Dostał wyrok w zawieszeniu, obraził się na nas śmiertelenie. Ja dalej mieszkam w nowym miescie, juz parę lat, skonczylam studia, pracuję(praca poniżej oczekiwań, ale zawsze). Moje siostry mieszkaja razem z mama i ,,ojcem''. Nie jest im łatwo, alkoholik to alkoholik. ma kobiete i czesto u niej przebywa. moja matka nadal jednak przezywa związek ojca z tą kobietą..włączając standardowo w te sprawy nas. W domu jest ciasno, ale raźniej. mam zaczeła remontowac powoli domek po rodzicach0 chce sie tam przeniesc na starość. Sytuacja z ojcem jest napieta, jest to przyład chama, bez uczyc i honoru...wiem, ze to głupie, ale jest to 1 osoba jaką znam, której az tak bardzo nienawidzę i do której nie mam za grosz szacunku....
U mnie z kolei powróciły demony przeszłosci. W miescie w którym mieszkam teraz jest ok. nie wiem czy bedę miala perspektywe znalezienia lepszej pracy, zwłaszcza teraz, jak jest tak duze bezrobocie i wiekszośc ludzi pracuje poniżej oczekiwań. Staram sie czegoś szukać. Mój chłopkak, kończy teraz studia i zamierza wrócic do naszego miasta, do domu rodzinnego(pochodzimy z tej samej miejscowości). On ma gdzie wracać i jestem niemal na 1000% pewna, ze to zrobi. Ja sie miotam, bo nie chce tam wracać, nie tyle do miasta, ile do pieprzonego domu...a nie mam alternatywy, by zamieszkać gdzie indziej. Najwczesniej będzie to za rok..ale czas szybko mija. Nawet jesli tam wrócę, zostane w tym domu dopóki nie znajdę pracy, potem oczywiście wyprowadzka i wynajem mieszkania. Z pracą dla mnie może być tam jednak kiepsko (w przeciwieństwie do mojego chłopaka, studia techniczne, tak akurat takich specjalistów potrzebują).
Mój problem jest teraz iście hamletowski- czy zostać w tym miescie, gdzie jestem obecnie, żyć sobie spokojnie, po swojemu, niestety wydajac ogromne sumy na mieszkanie i zycie. czy może posłuchać się chłopaka i wrócic do miasta rodzinnego, do toksycznego domu, próbować znaleźć tam prace...i moze jak będe miala szczescie, wyprowadzić sie z domu.
Oczywiscie pracy bede szukac pewnie bradzo długo, co bedzie skutkowalo przebywanie w tym cholernym domu, słuchaniem problemow matki, ktora podjela szereg najgorszych mozliwych decyzji, słuchaniem trzaskania drzwi zamykanych przez tego burak-ojca...ehhh.
Własciwie, to nie wiem, po co to napisalam..pewnie dlatego, by sie ,,wypisać'':)
Chcialam też powiedzieć Friji, ze doskonale ją rozumiem i że jedynym wyjsciem z tej sytuacji jestzdanie matury, podjecie studiów, podjecie pracy...a w ostatecznosci wyprowadzka do innego mieszkania, moze nawet zmiana miejsca zamieszkania na inne miasto. dalej życie już sie samo jakos potoczy...choć niestety, akurat z tej newricy sie nie wyrasta, demony przeszlosci mogą (jak u mnie ) powrócić. Na szczescie jestem juz duzo starsza, jako osoba niezależna myslę inaczej...czuję jednak dyskomfort z tego powodu. Cieszę się, bo znalazłam pasje, która mnie od wszystkich problemów odrywa...jak ewentualnie powrócę do domu, to zacznę ją realizowac ze zdwojoną siłą. Tobie Frija oprócz zajęć na uczelni(mam nadzieje, ze coś zaczęłaś studiować) uda sie tez znaleźć jakąś zajawkę, czy hobby i temu poswiecic. Staraj sie jak najkrócej przebywac w domu, realizuj sie na poziomie uczelni i towarzyskim...tak jak ja, przebywanie z ludźmi na prawde leczy i pomaga. Przejdz sie do psychologa...a przede wszystkim zajmij sie czymś pozytecznym...zapisz na jakies koło zainteresowań, może zblizone do kierunku studiów, zacznij za rok nowy kierunek, zapisz na kursy, języki, może jakaś organizacja pozarządowa, wolontariat...staraj sie myslec o sobie, a nie o starszych. mam znajoma, która jest bardzo błyskotliwa osoba, pochodzi z mega patologicznej rodziny(gorszej chyba niz moja), cały czas siedziala na jakis zajeciach pozaszkolnych, zapisana byla do miliona kólek zainteresowan, chodzila na jezyki...wszedzie tam, gdzie tanio luz za darmo....tylko po to, by nie wracac do domu..lub by sie przespać. teraz mieszka w warszawie, ma dziecko i pracuje dla jednej ze stacji tv....po prostu przydalo im sie jej doswiadczenie i obycie.
Mój problem poteguje jeszcze fakt, ze mój chlopak, którego kocham i rozumiemy sie na wielu płaszczyznach...nie rozumie mnie akurat na tej. Nie wie, co to znaczy miec niedojrzłych rodziców, niedojrzałych do wychowania dzieci, do rozmów z nimi, rodziców,ktorzy na nauczycieli zycia wybierają swoje własne pociechy...jego rodzice, to porzadni ludzie. Mama jest ogarnieta życiowo, tak jak rasowy rodzic pomaga swoim dzieciom jak sie tylko da...wie, że inwestycja czasu i pieniedzy w dzieci, kiedyś sie opłaci. potrafi sobie radzic z problemami, potrafi pomagać innym, bezinteresowanie. nie tak jak moja mama, której jedyną mądrością zyciową jest to ,,by sie nie wpieprzyć w to, co ona''. Super, jakbym nie wiedziala. Nic poza tym mi nie przekazała i nie przekaże. Wiec moze posłucham się jej i nie bedę wracać z moim chłopkaiem, bo nie bedę dla niego rezygnować z tego, co mam. Pozdrawiam.