Witam.
Byłam w związku z moim chłopakiem prawie 12miesięcy.Poznaliśmy się przez internet.Miłość przyszła dość szybko(może nawet trochę za szybko.)Na początku było jak w bajce.Niewinne spotkania,wielka miłość.Był dość częstym gościem w domu.Choć nie wszyscy z mojego otoczenia Go lubili, to Nam się świetnie układało.Do pewnej chwili...
Kiedyś mnie zawiódł bardzo.!Gdy Go potrzebowałam wolał upić się z kolegami. I od tego wszystko chyba się zaczęło.
Po jakimś tygodniu wpadł na pomysł że udowodni mi że moja "przyjaciółka" nie jest wierna swojemu chłopakowi.
Kupił wino i bez mojej wiedzy i zgody poszedł do Niej...Nie wiem co Oni tam robili.Dowiedziałam się dwa dni po całym zajściu moja"przyjaciółka" się wygadała.Niby wyrzuty sumienia.(Choć nie powiedziała mi o wszystkim.)Spotkali się w środę a mój chłopak napisał mi o tym zajściu w sobotę.Bez żadnego oporu i słowa wyjaśnienia napisał mi że już nie chce być ze mną,że mnie zdradził.Byłam w szoku.Bo nie wiedziałam czy odchodzi do niej czy dlatego że chce być po prostu wolny.Mieszkaliśmy od siebie 20 km.Na drugi dzień pojechałam do Niego by mi wyjaśnił co to wszystko ma znaczyć.Zamiast wyjaśnień zostałam potraktowana jak dziwka.Jak ostania szmata.Choć ja prosiłam i błagałam.Byliśmy wtedy razem przez 9miesięcy.I nadal upierał się że być ze mną nie chce.Po czym wyrzucił mnie z domu tak jak stałam.
Nie umiałam się z tym pogodzić.Jeździłam do Niego by może go przekonać.W ciągu miesiąca byłam u niego chyba ze 7razy i zawsze kończyło się tak samo.Zaciągał mnie do łóżka.I mówił że wróci...Ja po nocach płakałam.W pracy nie umiałam się odnajdywać.Po miesiącu sama sobie zdałam sprawę,że to nie ma sensu.Po mimo że mnie tak potraktował kochałam Go.Odpuściłam sobie.We walentynki napisał mi smsa czy spróbujemy na nowo.Byłam szczęśliwa.Dziękowałam Bogu że nie muszę już tak cierpieć...Byliśmy razem jeszcze prawie 4miesiące.I moja bajka się skończyła.Pisał i mówił mi że mnie kocha ale i tak pewnego dnia odejdzie ode mnie nawet jeśli będzie kochał mnie...W maju napisał mi bez słowa wyjaśnienia że być znowu ze mną nie chce.Zrównał mnie z błotem.Nawet spotkać się nie chciał.W ciągu godziny zadecydowałam że wyjeżdżam za granice. I też tak zrobiłam.Od lipca jestem w Anglii ale nie umiem o nim zapomnieć.Planuję powrót do Pl by móc niego walczyć.Mamy po 20 lat a on jest z 16 letnią panna.!:( Ja zawsze stawiałam na naturalność.)O ona to wypacykowana lala.
Co mam zrobić...
Dodam że jakieś trzy tygodnie temu napisała jego panna do mnie że mam dać mu spokój że ona z nim teraz jest...Co mam zrobić?