Witam wszystkich serdecznie..bardzo prosze o wsparcie,porady...moze bedzie mi lzej dalej zyc..:(
mam 33 lata.w kwietniu poznalam na necie mezczyzne-30 lat,wszystko zapowiadalo sie wspaniale.smsy,telefony,rozmowy na gg..po kilku naszych wirtualnych rozmowach ,wymianach zdjec zaproponowal mi spotkanie..spotkalismy sie,poznalismy..bylo super..to byl facet na ktorego czekalam..mily inteligentny z pasjami spokojny fajnie wygladal..moglismy rozmawiac dzien i noc..ze wszystkim sie zgadzalismy..no i spodobalismy sie sobie ,bardzo polubilismy..bylam w 7 niebie! nasze spotkania byly niestety rzadkie ale kontakt mielismy codziennie,smsowy i czasami telefoniczny..mieszkamy w tym samym miescie tylko na roznych osiedlach..mieszka sam...
chlopak bardzo zawrocil mi w glowie..jednak zuwazylam ze spotykamy sie rzadko aby wypic wino i pojsc do lozka..nigdy nie zaproponowal mi wyjscia na impreze,do kina,na spacer,czy wspolnego wyjazdu np na mazury ktore tak kocha:((
i tak mijaly dni tygodnie..pokazalam mu ze zalezy mi na nim..ze chce sie z nim widywac..a on? coraz rzadziej sie odzywal,pisal,o rozmowie teleonicznej juz nie bylo mowy..raczej ja dzwonilam...ja proponowalam kolejne spotkania...zauwazylam ze oddala sie ode mnie...obojetnie podchodzi do mojej osoby,sugerujac nadal ze mnie lubi...znikal na weekendy,wyjezdzal bog wie gdzie z bog wie kim..nic konkretnie nie moglam sie dowiedziec...w koncu poprosilam go o rozmowe..CIAGLE tlumaczyl sie tym ze ma taki charakter,ze jest zamkniety w sobie,ze ma problemy w pracy-szuka innej,ze zamyka sie na ludzi,ze ma wkodowana samotnosc,ze nie chce zadnych zwiazkow...oniemialam...chcialam mu pomoc,byc blisko ale odrzucil moja propozycje...jak go poznalam byl wesolym zupelnie innym czlowiekiem...
dalej mijaly dni tygodnie...minelo lato..on sobie wyjezdzal ,chodzil na imprezy a ja siedzialam w domu..potrafil wyslac mi o 3 w nocy sms JAK TAM WEEKEND? a ja juz dawno spalam kiedy on sie dobrze bawil......
ogolnie dostawalam od niego jeden ,moze dwa bezplciowe smsy w tygodniu typu JAK SIE MASZ?CO SLYCHAC? takie byle co..widywalismy sie raz na 3 tygodnie mieszkajac rzut beretem od siebie..caly czas pytalam CO SIE DZIEJE?DLACZEGO TAK SIE ZACHOWUJE? a on to samo - mam taki charakter.....:( obojetnosc maxymalna...nawet na wesela zaczal chodzic z innymi kobietami oczywiscie mowiac mi o tym...bylo mi bardzo przykro....ktoregos razu zapytal czy nie pomoge mu wybrac garnituru bo jest swiadkiem na weselu kolegi - z jakas inna kobieta....myslalam ze sie rozplacze...nie poszlam szukac tego garnituru ...bo to byl dla mnie cios...
we wrzesniu wyjechalam za granice na urlop na 2 tygodnie..odpoczac od tego wszystkiego....nadal pisal bezplciowe smsy raz na 5 dni JAK SIE MASZ? PODERWALAS JAKIEGOS OBCOKRAJOWCA? MAM NADZIEJE ZE DOBRZE SIE BAWISZ? lzy cisnely mi sie do oczu...bo dostawalam takie smsy od osoby ktora szanuje,lubie i zalezy mi na niej.....
po 2 tygodniach wrocilam....spotkalismy sie....w koncu powiedzial mi ze mysli o dziewczynie ktora poznal przed nasza znajomoscia,ktora sie na niego wypiela ...dlatego tak sie zachowuje...ze nie potrafi sie pozbierac po tym wydarzeniu do dzis....ze jest mu ciezko....rozplakalam sie jak dziecko....to byl dla mnie policzek.....bo wlozylam w te znajomosc cale swoje serce,zaangazowanie,czas..w moje urodziny to ja do niego przyszlam targajac ze soba wina ciasta i inne rzeczy by tylko z nim spedzic swoje swieto.....ZAWSZE to ja bieglam do niego...w deszcz,burze...w dnie i noce......a on mi wyznaje po pol roku takie rzeczy...spotykal sie ze mna,sypial ze mna......chcialam jakos uratowac to wszystko ze swiadomoscia ze mysli o kims innym...wspieralam go ale on mial to gdzies....chcialam dla niego jak najlepiej...chcialam by byl szczesliwy......ostatni raz widzielismy sie tydzien temu...oczywiscie ja poprosilam o spotkanie....byl obojetny...mial wlaczony komputer na ktory ciagle zerkal......teleon dzwonil non stop a ja siedzialam z oczami pelnymi lez....tulilam sie do niego jak do drzewa,zimnego.......chcialam wszystko uratowac.....nie udalo sie......od tygodnia jest cisza.....zero kontaktu.....ja nie mam juz odwagi pisac dzwonic...BO NIBY CO MAM MU POWIEDZIEC? prosic....nie wypada mi juz......czuje potworna bezsilnosc,bezradnosc,pustke....mam zwiazane rece....i lzy ciekna mi kazdego dnia......nie wiem co mam ze soba zrobic bo bardzo zalezalo mi na tym czlowieku i naszej znajomosci.....bardzo prosze o jakies rady wsparcie....czy mam jeszcze odzywac sie do niego? jak zyc po utracie osoby w ktorej zwyczajnie sie zakochalam......zawalil mi sie swiat...kompletnie....
Staraj się nadawać tytuły adekwatne do treści postu. Zapoznaj się z regulaminem forum.
Moderatorka-apoteoza