Chyba wplątałam się w coś chorego.... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Chyba wplątałam się w coś chorego....

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 87 ]

1

Temat: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Mam nadzieje,że choć jedna osoba przeczyta to do końca.Od jakiś 3 miesięcy spotykam się z kimś kogo znam od dłuższego czasu.Pierwszy raz poczułam że mi na kimś zależy.Ja mam 23 a on ma 28 lat.Mieszkamy w miejscowościach oddalonych od siebie o 50 km.Na początku staraliśmy spotykać się często bo oboje bardzo tego chcieliśmy.Chodziliśmy na spacery,do kina miło spędzaliśmy czas.W pewnym momencie zaczął naciskać na seks...ja powiedziałam że nie jestem jeszcze na to gotowa.Mimo to nie przestał i co jakiś czas o tym wspominał.Byłam bardzo zmęczona tymi kłótniami itd.Uważał że bez seksu ten związek nie ma sensu.Temat jakoś ucichł,on przyjechał do mnie do domu,poznać moich rodziców,ja pojechałam do niego.W którąś niedziele wybraliśmy się do ZOO i naprawde było fantastycznie.Byłam szczęśliwa.Zaczęliśmy rozmawiać o wspólnym wyjeździe.Długo myślałam nad tym i w koncu pojechaliśmy.Pojawiał się temat seksu ale ogólnie było bardzo fajnie.Dogadywaliśmy się.Zwiedziliśmy wiele miejsce.Zaraz po przyjeździe zaczęło się.Powiedziałam że chciałam spotkać się z przyjaciółką z którą bardzo długo się nie widziałam.To był jedyny termin który pasował nam obu.Zdarzyło się tak,że on tez miał akurat wolne.I zaczął mieć do mnie pretensje że wole spotkać się z koleżanką,że jest dla mnie ważniejsza a na nim mi wcale nie zależy.Takie same wyrzuty pojawiły się w tym samym czasie kiedy chciałam wyjechać na 3 dni w odwiedziny do rodziny.Też miał wielkie pretensje że chce jechać.Powiedział ze jak pojade to nie mam po co wracać.Kazał mi wybierać,mówił że mam gdzieś to co on czuje.Oczywiście wszystkie kłótnie rozpoczynał przez telefon a nie jak się widzieliśmy.Spotkaliśmy się po wszystkim i ja chciałam to skończyć.On na dzien dobry wyskoczył z kwiatkiem.Pomyślałam może się zmienił i wszystko będzie ok.Rozmawialiśmy.Chciał zebym przeprowadziła się do niego do miasta,żebym rzuciła studia (jestem na 5 roku i lada chwila je kończe).Miałam przeorganizować całe swoje życie.Nie byłam na to gotowa bo to wszystko działo się dla mnie za szybko i bylam zmęczona ciągłymi kłótniami.Ja chciałam wszystko tak zoorganizować żeby spotykać się z nim jak najczęściej.Ponieważ zależało mi na nim.A on ciagle mnie obrażał,mówił ze zawsze będe sama,ze nigdy sobie nikogo nie znajde.Teraz chciał zebym przyjechała do niego do domu na dwie noce.Ja chciałam pojechać na jeden cały dzien i tez byłoby fantastycznie.Powiedział mi ze albo przyjade na 3 dni albo koniec.Więc powiedziałam ok...przyjade.Choć nie byłam do konca przekonana do tego bo wolałam nocować w domu i pojechać do niego po prostu na cały dzień.Jednak zaczęłam rozmawiać z dwiema przyjaciółkami.One troche mi otworzyły oczy.Że on mnie teroryzował,ze mnie obrażał,ze stawiał mi bezsensowne umltimatum a ja prosiłam się o to żeby ze mną był.On uważał ze na wszystko mi ulegał,uległ na seks,uległ na to że się do niego nie wyprowadze i ze na wiecej mi nie będzie ulegał.Dziś mu napisałam ze jeżeli nie chce żebym przyjechała na jeden dzień to nie przyjade wogóle.I ze mam dość.Dość obrażania,kłótni,ultimatum.Teraz mi pisze że on się napewno na to nie zgodzi,że co ja sobie myśle.Że on się zaangażował,że stracił tyle czasu,ze stracił pieniądze na to żeby do mnie przyjeżdżać a teraz ja chce to po prostu sobie skończyc.Tylko ze ja wiem ze to wszystko się nie skończy.Co jakiś czas będa nowe problemy.Boli mnie to że musiałam to skończyć bo mi na nim zależało i też się zaangażowałam.Teraz obwinia mnie o wszystko.Wiem ze pewnie tez popełniłam błędy ale nie jestem wszystkiemu winna,a stawianie mi ultimatum jest nie fer.Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.Nie chciałam nikogo skrzywdzic a chyba to zrobiłam:(Pisze mi że jemu zależy i ze nie chce końca ale on wymuszał na mnie pewnie zachowania.Teraz mi go szkoda bo zastanawiam się czy go nie wykorzystałam.Mi jest źle ale jestem strasznie zmęczona i chce odpocząć od tego związku.Co o tym myślicie?Jeśli ktoś dotrwał do końca.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

No pięknie zostałaś zmanipulowana dziewczyno, ponieważ uważasz ze zrobiłaś mu krzywdę. O i masz 100% rację, przecież on zainwestował swoje pieniądze i czas po to żebyś mu dała. Zwodziłaś go, chociaż powiedział Ci wyraznie, ze związek bez seksu to nie związek.
Nie rzucaj studiów!
I następnym razem jezeli poczujesz, ze ktos chce na Tobie coś wymusić stawiaj sprawe otwarcie.
Gdy już bedziesz gotowa na wspólżycie, poszukaj sobie chłopaka.
Oczywiscie ze nie zgodzil sie na Twoj przyjazd za dnia, liczyl ze podczas tych 2 nocy zmiękniesz smile
Wbij sobie do głowy, że związki platoniczne nie wchodzą w rachubę, gdy ma się do czynienia z 28l., heteroseksualnym facetem.
Pozdrawiam.

3

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Jedyną osobą jaką krzywdziłaś jesteś Ty sama. Facet Tobą manipuluje w perfidny sposób, chociaż absolutnie nie ma do tego prawa. Obawiam się, że w przeciwieństwie do Ciebie nie dojrzał do bycia w związku - jego czas jeszcze nie nadszedł.
Miałabyś dla niego rzucić studia? Z jakiej racji?
Oczywiście, że partner w związku staje się z czasem najważniejszy, ale związek polega na wzajemnym poszanowaniu. Także stwierdzenie "Misiu, dzisiaj na obiad zrób sobie kluski z jajkiem, bo ja idę spotkać się z Haliną" jest jak najbardziej na miejscu.

4

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Przeczytałam wszystko i zgadzam się z przedmówcami! Dobrze zrobiłaś kończąc ten związek. Szantaże, wymuszanie, wpędzanie w poczucie winy nie jest normalne- moim zdaniem. Pozdrawiam!

5

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

alaclaudie,
Uważasz, że jeżeli jest się z kimś, to od razu trzeba z tym kimś iść do łóżka ? Gratuluję.

Ja uważam, że autorka postu miała 100-stu % prawo do odmowy seksu i kwestia wieku jest w tym aspekcie najmniej ważna. Lepiej, że odmówiła, niż miałaby robić cokolwiek wbrew sobie. Związek nie jest dla seksu, seks jest dodatkiem do związku.

aga303,

Na świecie żyje pełno typków takiego pokroju i nie jedna kobieta na takiego gagatka jeszcze się natknie, nie jedna będzie wylewała łzy i obwiniała się za rozpad związku. Przedmówcy praktycznie napisali już wszystko. Ja mogę pogratulować Ci słusznie podjętej decyzji, pozostania na studiach. I na przyszłość życzyć, abyś już na takiego niedojrzałego palanta nie trafiła.

6

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Ach, pojawia się jeszcze wątek finansowy... Nie wiem jak facet śmiał wypomnieć dziewczynie, że będąc z nią poniósł koszty. Nikt go do tego związku nie przymuszał.
No i wątek seksualny. Kobieta musi czuć się kochana, czuć się bezpiecznie przy mężczyźnie, wtedy może zdecydować się na seks. Najwidoczniej autorka wątku tego bezpieczeństwa nie zaznała, to i nic dziwnego że na bliskość nie pozwoliła.
Rada na przyszłość, najpierw poznawaj, obserwuj, a później pozwól sobie na zaangażowanie.

7 Ostatnio edytowany przez alaclaudie (2011-09-20 14:02:28)

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Monicy, ja z kolei gratuluję Ci zdolności nadinterpertacji.
Ja uważam, tak jak Ty, z tym, że jeżeli facet powiedział jej otwarcie czego oczekuje, a ona nie chciała na to przystać to trzeba było zakończyć znajomość. A nie myśleć ze sie trafilo na rycerza, ktory poczeka. On tak stawiając sprawę, dał jej do zrozumienia ze nie jest z tych co czekają.
Wiek uważam że jest ważny, z tego wzgledu, że: gdy jestesmy młodzi, mamy swoje ideały.

Łysyfacecie- owszem, racja. Ale skoro dzisiaj wszystko jest do kupienia on nie miał oporów przed tym zeby jej pokazac że inwestycja się mu nie zwraca smile To mowi o nim dużo jako o człowieku.
Twoja rada- pierwsze obserwuj potem się ewentualnie zaangażuj jest złota.
Tylko młodej rozemocjonowanej dziewczynie cieżko bedzie wprowadzić ja w zycie. Jednak jest to konieczne, zeby sie znow nie przeceniła kogoś.

8 Ostatnio edytowany przez Monicy (2011-09-20 14:10:33)

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
alaclaudie napisał/a:

Ja uważam, tak jak Ty, z tym, że jeżeli facet powiedział jej otwarcie czego oczekuje, a ona nie chciała na to przystać to trzeba było zakończyć znajomość. A nie myśleć ze sie trafilo na rycerza, ktory poczeka. On tak stawiając sprawę, dał jej do zrozumienia ze nie jest z tych co czekają.

Można też na sprawę spojrzeć pod takim kontem : Skoro partner autorki wątku widział, że nie jest chętna na łóżkowe igraszki,że chce jeszcze poczekać, a jemu tak bardzo się spieszyło, to mógł sam odejść, nikt go na siłę nie trzymał.

P.S

alaclaudie napisał/a:

Gdy już bedziesz gotowa na wspólżycie, poszukaj sobie chłopaka.

To zdanie dało mi powód do nadinterpretacji :]

9

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
alaclaudie napisał/a:

Twoja rada- pierwsze obserwuj potem się ewentualnie zaangażuj jest złota.
Tylko młodej rozemocjonowanej dziewczynie cieżko bedzie wprowadzić ja w zycie. Jednak jest to konieczne, zeby sie znow nie przeceniła kogoś.

Och, ja to doskonale wiem. Sam się zawsze mocno zakocham na początku, a jak już opadają emocje i zostaje proza życia to płaczę, cierpię... Ale weź tu człowieku przekonaj serce spragnione miłości, że należy działać ostrożnie.

10

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Teraz zaczynam mieć wyrzuty sumienia..bo pyta mnie dlaczego zawracałam mu głowe skoro teraz uciekam.A to nie tylko ja chciałam się z nim spotykać on też chciał i dawał mi to do zrozumienia i mówił.Ale ja po prostu jestem zmęczona tymi kłótniami.Strasznie mnie to boli bo zależało mi na nim i czułam się z nim bardzo dobrze i troche czasu minie zanim się odzwyczaje od tego że on jest ale już jestem zmęczona.Teraz mi pisze "to odwioze Cię jutro wieczorem tak jak chciałaś"..prawda takie rozwiązanie też podawałam ale on mi na to że albo na 3 dni albo wcale.Więc po prostu nie wytrzymałam bo przez ostatnie kilka dni się męczyłam:(a ja chciałam być tylko szczęśliwa.A on tak głupio postępuje:(

11 Ostatnio edytowany przez paula82 (2011-09-20 14:35:50)

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Nie daj wpędzić się w poczucie winy. Ja na twoim miejscu uciekałabym od takiego typa jak najdalej!!!!!
Ten facet cię nie szanuje.Jeśli juz teraz jestes zmęczona kłótniami, to śmiem wróżyć, że po roku byłabyś emocjonalnym wrakiem. Nie pozwól sobą manipulować. Wiem, że jest ci ciężko, ale słuchaj siebie.
Pozdrawiam:)

12

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
monicy napisał/a:

Można też na sprawę spojrzeć pod takim kontem : Skoro partner autorki wątku widział, że nie jest chętna na łóżkowe igraszki,że chce jeszcze poczekać, a jemu tak bardzo się spieszyło, to mógł sam odejść, nikt go na siłę nie trzymał.

Oczywiscie, gdyby miał choc trochę oleju w głowie, zorientowawszy się w sytuacji odszedłby. Ale to nie ten typ.
A może on był "łowcą błon"? - zdaję sobie sprawę z tego ze to brzmi śmiesznie, ale na forum co jakis czas zdarzają się tacy.

A wezmy pod uwagę inny wariant rozwinięcia tej znajomości:
autorka wątku ulega swojemu chłopakowi i jedzie do niego na 2 dni, w tym czasie dochodzi do gwałtu.
I to byłoby dopiero straszne dla niej. Dlatego napisałam, jak bedzie gotowa na wszystkie aspekty bycia z kimś, niech się postara o kogoś.
Ja nie jestem przeciwko adze303!

13

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Zerwij z nim kontakt jak najszybciej, bo jeszcze Cie zdoła namówić na jakis powrót.
Nie musisz nikomu, niczego tłumaczyc w takiej sytuacji.

14

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

Teraz zaczynam mieć wyrzuty sumienia..bo pyta mnie dlaczego zawracałam mu głowe skoro teraz uciekam.

Ludzie czasem się rozstają i nie ma w tym nic dziwnego...
Daj sobie z nim spokój, bo wpakujesz się w niezłe bagno.

alaclaudie napisał/a:

A może on był "łowcą błon"?

Też mi to przeszło przez myśl.

alaclaudie napisał/a:

A wezmy pod uwagę inny wariant rozwinięcia tej znajomości:
autorka wątku ulega swojemu chłopakowi i jedzie do niego na 2 dni, w tym czasie dochodzi do gwałtu.
I to byłoby dopiero straszne dla niej. Dlatego napisałam, jak bedzie gotowa na wszystkie aspekty bycia z kimś, niech się postara o kogoś.
Ja nie jestem przeciwko adze303!

Ja myślę, że autorce wątku bardziej chodziło o to, że dla niej na seks w TYM ZWIĄZKU było za wcześnie. Nie o to, że jej wizja związku opiera się wyłącznie o słodkie buziaczki na ławce w parku i czegoś takiego jak seks, nie dopuszcza. 3 miesiące to trochę sporo, aczkolwiek każdy ma swoje tempo i albo się na to druga osoba godzi, albo odchodzi.
I właśnie w tym aspekcie wiek nie jest ważny.

15

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

witam i już na początku napiszę daj sobie spokój z tym kolesiem najwidoczniej jemu nie zależało na tobie tylko na seksie a że nie dostał tego co chciał to się obraził jak małe dziecko z piaskownicy
to manipulant egocentryk i skończony palant bo jak można wypominać dziewczynie że inwestował w nią.Nie martw się skończ spokojnie studia realizuj się spełniaj marzenia życie jest tylko jedne i nie warto poświęcać je dla kogoś kto nie jest tego wart nie miej żadnych wyrzutów najlepiej zmień numer albo zablokuj połączenia od niego. Nie martw się na pewno spotkasz tego wartościowego faceta w swoim życiu ale ten nim na pewno nie jest

16

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Run, aga, run...

17

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Napiszę krótko- Twoje przyjaciółki mają rację. Szkoda czasu na takiego typka.

18

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Teraz chce mi się tylko płakać:(cały czas o nim myśle:(

19

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Nie warto Dziewczyno!!!!
Jesteś młoda, znajdziesz innego, którego pokochasz i on Cię pokocha... Będzie szanował i liczył się z Twoim zdaniem.

Temu facetowi chodziło tylko o sex. Nic więcej. Dziewczyny mają rację. On Tobą manipuluje.
Nie daj się.

Nie chcę Cię straszyć, ale moja koleżanka spotykała się z podobnym kolesiem. Potem nie chciał się odczepić. Przychodził do niej, dobijał się do domu. Parę razy przestraszona Matka policję wzywała.
Dopiero oni gościa nastraszyli i dał sobie spokój.

Mam nadzieję, że u Ciebie nic takiego nie będzie miało miejsca.

Trzymaj się
Pozdrawiam

20

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Aga on mi strasznie kogoś przypomina.. kogoś z kim ja miałam bardzo podobne prbolemy i wiesz co ciesze sie cholernie ze skończyłam ta znajomość chociaż to nie było proste..

21

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Strasznie mi ciężko.Nie moge wogóle o nim zapomnieć.Tęsknie,myśle cały czas.Chciałabym z nim spędzać każdą chwile.On pisze,dzwoni..że tęskni,że nie będziemy się już kłócić itd.A ja nie wiem co robić:(

22

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Poszukaj szczęścia gdzieś indziej. Najlepiej robi "klin-klinem", ale najlepiej nie angażować się od początku w taki związek. Żeby było w porządku, to uprzedzić kolejny "obiekt zainteresowania", że masz problem sercowy i jesteś na etapie leczenia i nie wiesz, co z tego wyjdzie smile

23

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Witajcie.Moja sytuacja którą opisywałam kilka miesięcy temu trwa nadal:(a ja sobie z tym nie radze.Spotkaliśmy się pewnego dnia przypadkiem i wszystko odrzyło.Ja pomimo jego wszystkich wad kocham go i nie wyobrażam sobie bycia z kimś innym.Teraz on wymaga odemnie wspólnego zamieszkania,na początku była jeszcze kwestia żebym studia przerwała (jestem na piątym roku i zaraz je kończe).Mieszkamy 50 km od siebie i on nie chce spotykać się raz w tygodniu.Albo ze sobą zamieszkamy albo on nie chce wogóle bo uważa że spotykanie się raz czy dwa razy w tygodniu to męczarnia.Znamy się 3,5 roku ale parą tak naprawde byliśmy 2 miesiące i dla mnie zywczajnie jest za wcześnie na wspólne mieszkanie a on tego nie rozumie.I nie chce wogóle..stawia mnie pod ścianą:(teoretycznie mówi że mu zależy ale to się kłóci bo nie chce na mnie poczekać.Powiedziałam że przeprowadze się do niego do miasta po skończeniu studiów czyli w czerwcu.Mogłabym wynająć mieszkanie,znaleźć sobie prace związaną z moimi studiami i moglibyśmy budować wspólne życie.A teraz robić wszystko tak zeby spotykać się jak najczęściej.Ale po jego zachowaniu to nie wierze mu w jakiekolwiek uczucia:(nie wiem co mam robić:(tęsknie za nim strasznie.....

24 Ostatnio edytowany przez koma5 (2012-01-06 14:30:34)

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

na początku była jeszcze kwestia żebym studia przerwała (jestem na piątym roku i zaraz je kończe).

On normalny chyba nie jest??

25 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-01-06 15:10:20)

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

Teraz on wymaga odemnie  żebym studia przerwała (jestem na piątym roku i zaraz je kończe).

dla mnie to by go dyskwalifikowalo w przedbiegach !

Zaden , powtarzam  - z a d e n normalnie myslacy o Tobie mezczyzna nie powie tego .

26

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Dziewczyno, dobrze Ci wszyscy wcześniej radzili. Z własnego doświadczenia wiem, że nie jest łatwo coś takiego przerwać. Zrobisz naturalnie to, co będziesz chciała. Ostrzegam - z czasem będzie jeszcze gorzej! On Tobą manipuluje i za kilka lat nie będziesz wiedziała, czy dobrze stoisz, bez jego aprobaty.

Jest też jedna zasada, miłość sprawia szczęście, jeśli czujesz się w związku nieszczęśliwa - to nie jest miłość!!!
Przeszłam przez takiego faceta przez piekło, pozwól sobie oszczędzić depresji i lękow i utraty poczucia własnej wartości. Proszę Cię tylko o jedno, zanim mu po raz kolejny ulegniesz, postaraj się analizować jego zachowania, bez poczucia: kocham Go, On jest miłością mojego życia... Ja kiedy odchodziłam przyjęłam taktykę, obserwowałam go nie jak mojego chłopaka, ale jak chłopaka przyjaciółki i radziłam sobie, to co poradziłabym jej - mi pomogło się ocknąć!

27

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Czy powinnam z nim zamieszkać wbrew swojej woli?Przecież on powinien zrozumieć to że jest dla mnie za wcześnie,a uważa że jestem uparta i nie chce się poświęcić.A tu nie o to chodzi.On mnie krzywdzi a nie zdaje sobie z tego sprawy.Zachowuje się jak nastolatek a ma zaraz 30 lat.Ja żyje nadzieją że on kiedyś zmądrzeje:(przeprosi i wróci...bo ja chyba nie moge nic zrobić.On nie widzi żadnych swoich błędów i o wszystko mnie obwinia:(jestem w totalnym dole:(

28

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

Czy powinnam z nim zamieszkać wbrew swojej woli?Przecież on powinien zrozumieć to że jest dla mnie za wcześnie,a uważa że jestem uparta i nie chce się poświęcić.A tu nie o to chodzi.On mnie krzywdzi a nie zdaje sobie z tego sprawy.Zachowuje się jak nastolatek a ma zaraz 30 lat.Ja żyje nadzieją że on kiedyś zmądrzeje:(przeprosi i wróci...bo ja chyba nie moge nic zrobić.On nie widzi żadnych swoich błędów i o wszystko mnie obwinia:(jestem w totalnym dole:(

POSWIECIC????

Ty nie masz sie poswiecac .
Zwiazek nie polega na poswiecaniu!

To chyba jakas prowokacja jest ?

29

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

To nie jest prowokacja!Po prostu nie wiem co mam robić....

30

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

To nie jest prowokacja!Po prostu nie wiem co mam robić....

to zapytaj siebie ,
czy chcesz zyc z kims takim?
Czy Cie to satysfakcjonuje?
Czy tak ma wygladac TWOJ mezczyzna? kierujacy Toba i nie szanujacy Ciebie ?
To jedna wielka manipulacja.
Czy takiego zycia chcesz ?

A potem rozwazaj czy go kochasz

31

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

aga, proszę Cię, zostaw tego faceta! Za co Ty go kochasz? Za to, że stawia Ci warunki, manipuluje Tobą i każe Ci żyć wedle jego widzimisię? On zmusza Cię do seksu, do tego byś się z nim razem wprowadziła i przerwała studia. Ma gdzieś to, że Ty nie jesteś gotowa, a więc Cię nie szanuje. A jak nie szanuje, to nie kocha. Nie warto ciągnąć dalej związku, w którym ktoś nie okazuje Ci miłości i szacunku. Obudź się! Nie jesteś bezwolną kukłą, realizuj najpierw swoje marzenia, bądź choć trochę egoistką i pomyśl o samej sobie, a nie o tym jak zadowolić niedojrzałego emocjonalnie prawie 30-latka... Masz tylko jedno życie, więc wykorzystaj je dla siebie!

32

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Ja chce być po prostu szczęśliwa.Zaraz skończe studia a nie mam żadnych perspektyw na bycie z kimś.Zero....a jak już sie zakochałam to musi być to kretyn.Nie mam co liczyć na to,że on się zmieni?Że się zastanowi?Niby mówi że chce poważnego życia,poważnego związku i rodziny...a robi wszystko wbrew temu.Ja chce tego samego ale nie na wyścigi.Strasznie się boje tego co będzie w czerwcu..jak skończe studia i będe żyła dla pracy a dość mam takiego życia:(

33

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

Ja chce być po prostu szczęśliwa.Zaraz skończe studia a nie mam żadnych perspektyw na bycie z kimś.Zero....a jak już sie zakochałam to musi być to kretyn.Nie mam co liczyć na to,że on się zmieni?Że się zastanowi?Niby mówi że chce poważnego życia,poważnego związku i rodziny...a robi wszystko wbrew temu.Ja chce tego samego ale nie na wyścigi.Strasznie się boje tego co będzie w czerwcu..jak skończe studia i będe żyła dla pracy a dość mam takiego życia:(

to znaczy, ze wolisz byc z "byle kim" ( nie obraz sie, nie znam ani Jego ani Ciebie i nie oceniam , tylko po tym co piszesz) niz sama???

Nietedy droga. Dlaczego "sztrasznie sie boisz"?
Pozwol zyciu sie najpierw toczyc .
Skad u Ciebie takie parcie na zwiazek ?

34

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Z potrzeby posiadania kogoś dla kogo jestem ważna i budowania z kimś przyszłości.Z potrzeby po prostu bycia kochaną.Czy to jest takie dziwne?Mam 23 lata....w mojej grupie na studiach głównym tematem są suknie ślubne,a ja nie mam nic....żadnego fundamentu żeby z kimś coś stworzyć.Czy to dziwne że chce być szczęśliwa i że chce być w związku?To nie jest żadne parcie....chce po prostu zacząć kolejny etap w moim życiu,a nie skupiać się wyłącznie na pracy.Nie skończyć jako sfrustrowana stara panna.

35

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

Z potrzeby posiadania kogoś dla kogo jestem ważna i budowania z kimś przyszłości.Z potrzeby po prostu bycia kochaną.Czy to jest takie dziwne?Mam 23 lata....w mojej grupie na studiach głównym tematem są suknie ślubne,a ja nie mam nic....żadnego fundamentu żeby z kimś coś stworzyć.Czy to dziwne że chce być szczęśliwa i że chce być w związku?To nie jest żadne parcie....chce po prostu zacząć kolejny etap w moim życiu,a nie skupiać się wyłącznie na pracy.Nie skończyć jako sfrustrowana stara panna.

nie , nie jest dziwne, ze chcesz byc szczesliwa,
nie , nie jest dziwne, ze chesz byc kochana,
nie ,nie jest dziwne, ze chcesz byc z kims.

To naturalne i wszyscy tego chcemy, za tym tesknimy.

Ale tego nie da sie przyspieszyc/ponaglic/"zrobic na drutach".
To musi przyjsc po prostu i  albo przyjdzie albo nie.

Takie moje zdanie.

Nie pakuj sie w cos , co nie ma przyszlosci, tylko z tego powodu, ze trzy kolezanki zamowily juz biala suknie.Albo piec!
DZIEWCZYNO!

36

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

To nie dlatego,że ktoś zamówił juz suknie czy nie.Dlatego że zaczęło zależeć mi na nim a nie na kimś innym.Nic nie poradze że poczułam coś do niego a nie do faceta idealnego.Chciałabym go zmienić ale nie potrafie i dlatego się gubie i jest mi źle i tyle.

37 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-01-06 17:49:02)

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

To nie dlatego,że ktoś zamówił juz suknie czy nie.Dlatego że zaczęło zależeć mi na nim a nie na kimś innym.Nic nie poradze że poczułam coś do niego a nie do faceta idealnego.Chciałabym go zmienić ale nie potrafie i dlatego się gubie i jest mi źle i tyle.

Rozumiem, ze jestes zawiedziona. To boli .
Mowisz, ze chcialabys go zmienic. Nie mamy takiej mocy.
Nie mamy i nie bedziemy miec.
Rozumiem , ze jest Ci zle.Nie rob , zeby bylo Ci jeszcze gorzej.Jeszcze masz czas.

Nie mysle , ze sie gubisz. Mysle, ze szukasz usprawiedliwienia.

P.S.
Aga, zobacz , jak zatytuowalas post!

38

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Wszystko ok tylko moich uczuć i tak nic narazie nie zmienia i jest mi strasznie przykro i źle.Strasznie za nim tęsknie i nie zmienie tego w pare dni.Nigdy do nikogo czegoś takiego nie poczułam i ciężko jest mi to wszystko przełknąć.

39

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

aga, my wszystkie tu wiemy jak to jest ciężko, każda z nas była kiedyś w nieszczęśliwym związku. Sama wpakowałam się w związek z gościem, do którego totalnie nic nie czułam, a wmawiałam sobie, że owszem. Czemu? Bo po 2 latach samotności chciałam z kimś być, mieć poczucie bezpieczeństwa, bliskości etc. To jedna z głupszych rzeczy jakie zrobiłam. Skrzywdziłam i siebie i jego. A jeśli chodzi o Twojego faceta: nie licz, że się zmieni. Ludzie są jacy są i w 99% się nie zmieniają. On może gadać co chce, ale nadal będzie tą samą osobą, która Cię skrzywdziła. Wiem, że pewnie ciężko Ci w to teraz uwierzyć, ale ta miłość to nie koniec świata. Jestem pewna, że znajdziesz sobie odpowiedniego chłopaka, który będzie Cię kochał i szanował. Ja znalazłam takiego po 3 latach od ostatniego odwzajemnionego zakochania. Męka straszna to czekanie, ale jak się opłacało! W życiu bym obecnego na byłego nie zamieniła, mowy nie ma! Więc cieszę się, że się wtedy rozstaliśmy, mimo że było mi bardzo ciężko żyć bez niego na początku, świata sobie bez niego nie wyobrażałam. Musisz się nauczyć żyć samodzielnie i dla siebie, nie dla kogoś. Bo inaczej zawsze ktoś będzie wykorzystywał Twoją uległość. Po prostu postanów sobie, że nie będziesz się z nim kontaktować i bądź w tym konsekwentna. Wypisz sobie na kartce czym Cię skrzywdził i w chwili zwątpienia spójrz na nią, by ochłonąć i spojrzeć na niego bardziej krytycznie. Inaczej nigdy się od niego nie uwolnisz.

40

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

...chce po prostu zacząć kolejny etap w moim życiu,a nie skupiać się wyłącznie na pracy.Nie skończyć jako sfrustrowana stara panna.

Twój kolejny etap to praca nad sobą bo stworzysz toksyczny związek z nim i najbiedniejsze będą dzieci. A być może koleś musi dać Ci takiego kopa żebyś upadła jak najniżej-bo może wtedy dojrzysz jaki błąd zrobiłaś zostając w związku z nim....Najlepiej rzuć monetą  big_smile

41

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Ja sobie nie daje z tym rady...i też nie wyobrażam sobie życia bez niego.Od 23 lat jestem sama.....wszyscy kogoś mają a ja ciągle jestem sama.Tu nie chodzi o to że chce kogoś mieć bo inni mają.Po prostu nie wierze w to że ktoś może się we mnie zakochać.W każdym środowisku w którym jestem wszyscy kogoś mają.W szkole i tak samo jest w pracy.W pracy mam 5 koleżanek.Wszystkie oprócz mnie kogoś mają i mam dość bycia samemu.A jak słysze słowa...na każdego przyjdzie czas to niedobrze się robi.Później pojawia się myśl że jestem dziwna bo jestem sama.Nieatrakcyjna i brzydka.Nie potrafie tak po prostu o nim zapomnieć..po prostu nie potrafie.

42

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

Po prostu nie wierze w to że ktoś może się we mnie zakochać.

Z takim poczuciem wartości i nastawieniem będziesz przyciągać miłość!! Ale tylko toksycznych  mężczyzn i zawsze będą Tobą manipulować bo w nie wierzysz w siebie. Tym bardziej powinnaś zostać sama ,żeby coś ze sobą zrobić ?!? to jest groźne w perspektywie przyszłości**

43

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Strasznie za nim tęsknie:(nie wyobrażam sobie życia bez niego......nie wiem co robić:(

44

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Wiesz Aga, ja bym powiedziała, że nie tęsknisz za nim a za tym zalążkiem związku, który Ci on dał. Sama to potwierdzasz pisząc o swojej samotności, że inni kogoś mają itp. Jeśli on nie widzi niczego dziwnego w swoim postępowaniu to nie masz co liczyć na większą zmianę. Będziesz się męczyć stokroć bardziej niż teraz jak on naprawdę Cię skrzywdzi, jak będziesz mu ulegać...

45

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Ja nie chce z nim być dlatego,że inni kogoś mają ja chce być z nim bo mi na nim zależy.Cały czas się łudze że on sobie coś uświadomi.Że nie będzie naciskał na wspólne mieszkanie jeżeli ja nie będę na to gotowa,a to że nie jestem na to gotowa nie oznacza chyba że jestem niedojrzała.Jestem gotowa na bycie w związku i budowanie z kimś przyszłości i planowanie jej ale wspólne zamieszkanie to jest bardzo poważna decyzja i trzeba się poznać najpierw.Dlaczego facet który ma 28 lat nie widzi tego jak bardzo mi na nim zależy tylko uważa,że mi nie zależy bo nie chce z nim zamieszkać?

46

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

To jego powinnaś zapytać. To on jest raczej niedojrzały niemal wymuszając na Tobie wspólne zamieszkanie i to po krótkim czasie trwania związku. A wyobrażasz go sobie jako odpowiedzialnego ojca Twoich dzieci, człowieka który zawsze będzie przy Tobie trwał, skoro nie liczy się z Twoim zdaniem?

47

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Wobrażałam sobie nasze wspólne życie i to już nie raz.I jego też chciałabym sobie w ten sposób wyobrazić i wyobrażam ale swoim zachowaniem wszystko rujnuje,tym że nie potrafi zrozumieć podstwowych rzeczy.Nie chce tracić czasu na spotykanie się ale traci go takim właśnie zachowaniem i oddala się od tego do czego tak dąży czyli do rodziny.Dąży do tego a nie potrafi zrozumieć że trzeba mieć mocny fundament do tego żeby bez obaw stworzyć z drugim człowiekiem rodzine.W czerwcu kończe studia i wtedy chciałam wynająć sobie jakiś pokój w mieście w którym mieszka on,znaleźć sobie tam prace i wszystko razem budować.On uważa,że ja wole koleżanki i dlatego nie chce a to jest kompletna bzdura.To,że chce spotkać się z przyjaciółką nie oznacza że mi na nim nie zależy.

48

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Zastanawiam sie dlaczego Ty sie znowu zalisz?

NA SAMYM POCZATKU WATKU Forumowicze probowali otworzyc Ci oczy a Ty nadal zaslepiona jestes! Tylko nie wiem czym.
Sytuacja od wrzesnia sie nie zmienila. Dalej brnisz w te bagno.

Masz 23 lata! Spokojnie! Jeszcze nie jedna taka WIELKA milosc beziesz miala...chyba, ze zwiazesz sie z tym Panem i On Cie "uwiaze",

Jakich chcsz porad? Chyba tu wszystko zostalo juz powiedziane.
Jaka to jest milosc? Chyba jego wlasna.

Irytuje mnie takie cos.
Prosisz o rady etc a w ogole ich nie sluchasz.
Lepiej dalej tkwic w tym czyms /bo do zwiazku to chyba bardzo bardzo daleko/ i plakac, tesknic... Za czym?

Odpowiedz sobie sama na pytanie: Czego Ty chcesz w zyciu?
Szidziec pod kloszem z egoista????


Powodzenia zycze.

49

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Łatwo się tylko mówi.Gdybym ja czytała post osoby z podobnymi rozterkami też pewnie usiadłabym i wyklepała na klawiaturze jaka jest beznadziejna...to wszystko zależy od punktu "siedzenia".

50

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

Nie chce tracić czasu na spotykanie się ale traci go takim właśnie zachowaniem i oddala się od tego do czego tak dąży czyli do rodziny.Dąży do tego a nie potrafi zrozumieć że trzeba mieć mocny fundament do tego żeby bez obaw stworzyć z drugim człowiekiem rodzine.W czerwcu kończe studia i wtedy chciałam wynająć sobie jakiś pokój w mieście w którym mieszka on,znaleźć sobie tam prace i wszystko razem budować.On uważa,że ja wole koleżanki i dlatego nie chce a to jest kompletna bzdura.To,że chce spotkać się z przyjaciółką nie oznacza że mi na nim nie zależy.

Moja droga... Ty nie możesz zrozumieć dlaczego on się tak zachowuje, a on nie może zrozumieć dlaczego zachowujesz się tak Ty.  Wasze drogi się nie krzyżują i prawdopodobnie nigdy się tak nie stanie. Problem polega na tym, że on jest pod trzydziestkę, a ty dopiero zaczynasz wiek młodzieńczej beztroski. On bardzo wyraźnie nie akceptuje tego jaka jesteś, tego czego Ty chcesz i tego jakie masz poglądy i pomysły na swoje życie. Chce Cię ustawić do pionu i wytresować. I strasznie go irytuje to, że nie za bardzo się dajesz i JESZCZE się go nie słuchasz.

On:

- Nie liczy się z Twoim zdanie,
- Zupełnie nie obchodzą go twoje uczucia i poglądy
- Jest egoistyczny
- Chce za wszelką cenę Cię uwiązać
- Gra na Twoich uczuciach i poczuciu winy
- Robisz tak, jak on chce, albo wcale.

Z takim człowiekiem chcesz się związać? Z takim człowiekiem na siłę chcesz stworzyć związek?
To nie jest tak, że łatwiej się pisze, a trudniej się robi. Nie, nie chcesz nic zmieniać w swoim życiu, a jedyne co potrafisz to jęczenie i użalanie się nad sobą. Myślisz, że go zmienisz? Myślisz, że Twoja miłość i poświęcenie sprawią, że on dostrzeże jaki ma skarb i zakocha się w Tobie? Jeśli tak myślisz to radzę odstawić romanse i telenowele brazylijskie, bo w prawdziwym życiu tak się nie stanie. On się nie zmieni. On nic nie dostrzeże. On będzie taki jaki jest, a Ty zostaniesz w domu z gromadką dzieci bez możliwości ruchu w żadną stronę, sfrustrowana, w depresji, poniewierana i zeszmacona. Takiego życia chcesz? Byle do ołtarza, a potem choćby potop? Powodzenia...

51 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-02 18:19:25)

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

Łatwo się tylko mówi.Gdybym ja czytała post osoby z podobnymi rozterkami też pewnie usiadłabym i wyklepała na klawiaturze jaka jest beznadziejna...to wszystko zależy od punktu "siedzenia".

Nie jesteś beznadziejną.
Nikt tutaj tego w żadnym poście nie napisał.

Rozumiem, że się zakochałaś
Rozumiem, że kochasz.
Rozumiem, że kochasz swoje wyobrażenie o tym mężczyźnie.
Rozumiem, że nie dostrzegasz różnicy między swym wyobrażeniem o nim a nim rzeczywistym.

Teo wypisała kilka cech jego rzeczywistego. Naprawdę takiego kochasz?

Możesz nie tworzyć związku z takim mężczyznom.
Możesz go stworzyć.
Powtarzam również w Twoim wątku: Twoje życie, Twój wybór, Twoje konsekwencje.

Zrób bilans zysków i strat związku z tym mężczyzną. Na pewno jest dodatni?

A co do uwag na temat tego, że łatwo się pisze. Zawsze tutaj na forum, gdy odpowiedzi trafiają w dziesiątkę, rozpoczynają się osobiste wycieczki w kierunku adwersarzy. Jest to już zaraźliwe. Nasze uwagi pod twoim adresem podyktowane są życzliwością i obiektywizmem. Nie będąc zaangażowanym, patrzy się przytomnie na problem.

I na koniec.
Przeczytaj zdania umieszczone w mojej sygnaturze. Wielu osobom pomogły.

52

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Nie uważam żebym się nad sobą użalała ale ok.Nie jestem zdesperowaną dziewuchą która chce byle kogo zaciągnąć do ołtarza...bo do ślubu mi daleko.Wiek młodzieńczej beztroski to raczej mam za sobą..w czerwcu skończe studia...i raczej funkcjonowanie jako bezrobotny magister do beztroskiego czasu nie należy.

53

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

Nie uważam żebym się nad sobą użalała ale ok.Nie jestem zdesperowaną dziewuchą która chce byle kogo zaciągnąć do ołtarza...bo do ślubu mi daleko.Wiek młodzieńczej beztroski to raczej mam za sobą..w czerwcu skończe studia...i raczej funkcjonowanie jako bezrobotny magister do beztroskiego czasu nie należy.

Skoro tak, to jaki masz problem?

54

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Mój problem polega na tym,że zakochałam się w kimś kto nie umie tego docenić i nie tak łatwo jest mi o tej osobie zapomnieć i tyle.

55

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

Z potrzeby posiadania kogoś dla kogo jestem ważna i budowania z kimś przyszłości.Z potrzeby po prostu bycia kochaną.Czy to jest takie dziwne?Mam 23 lata....w mojej grupie na studiach głównym tematem są suknie ślubne,a ja nie mam nic....żadnego fundamentu żeby z kimś coś stworzyć.

Aga, na rany boskie smile masz TYLKO 23 lata!!! Co Ty studiujesz, ze glownym tematem sa suknie slubne?? bo u mnie na 5 roku glownym tematem bylo to co zrobimy po obronie, gdzie i z kim pojedziemy, jak osbijemy sobie nauke, ile to imprez nie zrobimy, jak bedziemy lezec brzuchem do gory chociaz przez chwile zanim przyjdzie pierwsza praca. To byly ostatnie chwile takiej beztroskiej mlodosci! Nie marnuj swoich! Dziewczyno, ten facet to psychol! Despota, tyran i nafoszona ciamajda! Jaki facet stawia ultimatum i tupie nozka jak nie dostanie tego co chce? Nie prawdziwy! Niech on sobie wsadzi te swoje "jak czegos nie zrobisz to koniec" no to koniec, narazie rozpieszczony gowniarzu i idziesz dalej. I wiesz co, to jest takie proste! Wyrycz sie, wykrzycz, wyzyj, objadaj czekolada, jecz przyjaciolce przez telefon codziennie, ogladaj romansidla i placz sobie przy nich, to jest normalne, ale nie dawaj sie jemu tak mamic. Ten czlowiek juz najwyrazniej zdazyl wyprac Ci mozg jesli w ogole trzeba Ci to tlumaczyc, pora to przerwac! I nie zgadzam sie, ze to tak latwo mowic, ja "pare" rozczarowan przezylam, wyplakalam moze lez, szalalam, nie jadlam, cierpialam, wkurzalam sie, czekalam na telefon, a moja mama zawsze patrzyla na mnie z przerazeniem i probowala wytlumaczyc ze nie warto, zebym zajela sie czym innym, oderwala od tego a samo sie ulozy. Ja na nia zawsze patrzylam jak na wariata bo przeciez ja cierpialam! Jak mialam robic co innego niz cierpiec! Ano mozna! Sama musialam do tego dojsc niestety, ale lepiej pozniej niz wcale:) Ja jakis czasu rozstalam sie z facetem po 3 latach, bolalo, nie chcialam slyszec ani myslec o nikim innym, nie wyobrazalam sobie randkowania, tesknilam, bylo ciezko, smutno, przypominalo mi sie duzo dobrych chwil i zaciskalo mi sie wtedy gardlo. Ale co bylo to bylo, koniec koncow z jakiegos powodu sie rozstalismy i o tym trzeba pamietac. I patrzec w przyszlosc, nigdy za siebie.

Jestes mloda, cale zycie przed Toba, konczysz studia i to jest Twoj czas, nie pozwol zeby jakis zakompleksiony palant Ci to zabral bo za pare lat bedzie za pozno i na 200% bedziesz zalowala. Poboli, ale przestanie. Nawet nie bedziesz wiedziala kiedy pojawi sie ktos nowy i wtedy nie bedziesz pamietala o nim. Wiem, ze mi nie wierzysz teraz, ale szybciej niz myslisz przekonasz sie, ze mialam racje. Trzymam za Ciebie kciuki:)

56

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

GoingNuts ja wcale nie uważam że temat sukien ślubnych w tym wieku jest najlepszym co może być..wręcz przeciwnie ale to jest indywidualna sprawa każdej z dziewczyn.W całej grupie,która liczy ponad 30 osób jestem może z 5 dziewczyn które są same...z czego reszta ma daty ślubu bądź porodu...więc zastanawiam się co może być nie tak ze mną że nic mi się nie udaje w tej kwestii.Kolejna sprawa polega na tym,że nie miałam zbyt wielu adoratorów w swoim krótkim życiu a wręcz powiem że właściwie wogóle.Był jeden,który się bawił...też troche dostałam po głowie...drugim jest właśnie on...do którego też coś poczułam.Pewnie mam różowe okulary ale trudno jest je zdjąć ponieważ trudno uwierzyć że nagle ni z gruszki nie z pietruszki pojawi sie ktoś nowy.Nie jestem desperatką...bo gdybym nią była to zrobiłabym to czego on odemnie wymaga...a nie poddałam się żadnej z tych rzeczy które on chce.Nie zawsze sytuacja między mną a nim była taka..przez jakiś czas było naprawde super i ja byłam najszczęśliwa.Ja wiem,że z punktu widzenia innych zachowuje się nienormalnie bo ciągle mam nadzieje.......ja pewnie też bym tak uważała.Nie mam zamiaru z nim zamieszkać.Chciałam tylko być z nim szczęśliwa i tyle...i trudno jest tak odrazu skończyć i do widzenie..już próbowałam.Trwa to troche dłużej i już.Nie uważam,że wogóle mu na mnie nie zależało bądź nie zależy...tylko beznadziejnie patrzy na życie.Zastanawiam się jak można jednocześnie chcieć z kimś zamieszkać i nie chcieć na tą osobe poczekać:(

57

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

GoingNuts ja wcale nie uważam że temat sukien ślubnych w tym wieku jest najlepszym co może być..wręcz przeciwnie ale to jest indywidualna sprawa każdej z dziewczyn.W całej grupie,która liczy ponad 30 osób jestem może z 5 dziewczyn które są same...z czego reszta ma daty ślubu bądź porodu...

Cygan dla towarzystwa dał się powiesić... Możesz napisać co studiujesz? A jak wszyscy będą mieli tatuaże to Ty też? Jak wszyscy będą się rozwodzić to Ty też? Jak wszyscy będą wyjeżdzać w góry to Ty też? Nie można patrzeć tak na życie! To jest szkodliwe, a czasem niebezpieczne.

aga303 napisał/a:

Nie jestem desperatką...bo gdybym nią była to zrobiłabym to czego on odemnie wymaga...a nie poddałam się żadnej z tych rzeczy które on chce.

To tylko oznacza, że pozostały Ci resztki zdrowego rozsądku. A desperatką jesteś, bo trzymasz się go na siłę i za wszelką cenę próbujesz go zmienić i tak bardzo bardzo bardzo chcesz, żeby docenił Twoją miłość do niego. Egoista nie docenia, egoista uważa, że mu się należy z urzędu. Kochasz go to dla niego oczywiste, bo jak byś mogła go nie kochasz?! Im szybciej zrozumiesz tym szybciej się z tego wyleczysz.


aga303 napisał/a:

Nie uważam,że wogóle mu na mnie nie zależało bądź nie zależy...tylko beznadziejnie patrzy na życie.Zastanawiam się jak można jednocześnie chcieć z kimś zamieszkać i nie chcieć na tą osobe poczekać:(

No to chyba jednak nie zależy, bo jakby zależało to by nie stawiał takich warunków i poczekałby.

58

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
Teo napisał/a:
aga303 napisał/a:

GoingNuts ja wcale nie uważam że temat sukien ślubnych w tym wieku jest najlepszym co może być..wręcz przeciwnie ale to jest indywidualna sprawa każdej z dziewczyn.W całej grupie,która liczy ponad 30 osób jestem może z 5 dziewczyn które są same...z czego reszta ma daty ślubu bądź porodu...

Cygan dla towarzystwa dał się powiesić... Możesz napisać co studiujesz? A jak wszyscy będą mieli tatuaże to Ty też? Jak wszyscy będą się rozwodzić to Ty też? Jak wszyscy będą wyjeżdzać w góry to Ty też? Nie można patrzeć tak na życie! To jest szkodliwe, a czasem niebezpieczne.

aga303 napisał/a:

Nie jestem desperatką...bo gdybym nią była to zrobiłabym to czego on odemnie wymaga...a nie poddałam się żadnej z tych rzeczy które on chce.

To tylko oznacza, że pozostały Ci resztki zdrowego rozsądku. A desperatką jesteś, bo trzymasz się go na siłę i za wszelką cenę próbujesz go zmienić i tak bardzo bardzo bardzo chcesz, żeby docenił Twoją miłość do niego. Egoista nie docenia, egoista uważa, że mu się należy z urzędu. Kochasz go to dla niego oczywiste, bo jak byś mogła go nie kochasz?! Im szybciej zrozumiesz tym szybciej się z tego wyleczysz.


aga303 napisał/a:

Nie uważam,że wogóle mu na mnie nie zależało bądź nie zależy...tylko beznadziejnie patrzy na życie.Zastanawiam się jak można jednocześnie chcieć z kimś zamieszkać i nie chcieć na tą osobe poczekać:(

No to chyba jednak nie zależy, bo jakby zależało to by nie stawiał takich warunków i poczekałby.

59

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Studiuję pedagogikę.Nie rozumiem....czy ktoś może w końcu pojąć, że ja nie chciałam z nim być dlatego, że koleżanka z grupy ma date ślubu.Przykład tylko taki podałam......a wszyscy uważają że chce na siłe faceta zaciągnąć do ołtarza żebym mogła sama się pochwalić że za mąż wychodze.Nie łaże za nim,nie wydzwaniam do niego,nie szpieguje go,nie stoje pod oknem i nie śpiewam serenady i nie błagam z bukietem kwiatów żeby odpuścił.Po prostu jak zakochana osoba mam nadzieje,że dana osoba się zmieni..a ja mam wrażenie że wszyscy robią ze mnie małolate która chce się pobawić w dorosłe życie.

60

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

Po prostu jak zakochana osoba mam nadzieje,że dana osoba się zmieni..a ja mam wrażenie że wszyscy robią ze mnie małolate która chce się pobawić w dorosłe życie.

Nie, nie zmieni się. Wszyscy Ci to już piszą. NIE MA SZANS. Więc teraz zachowaj się jak DOROSŁA osoba i zakończ ten związek, odcierp swoje i poszukaj kogoś wartościowego.

61

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

(...)mam nadzieje,że dana osoba się zmieni..(...)

Na jakich podstawach budujesz swoją nadzieję?

Popatrz na tę sytuację z JEGO perspektywy.
Po co ON ma dokonywać jakichkolwiek zmian w sobie, w swoim sposobie myślenia i zachowania?

62

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

Swoją nadzieję buduje wiedzą na temat jego wieku.Wierze,albo wierzyłam że facet który ma 28 lat potrafi uzmysłowić sobie swoje błędy.

Może dokonać zmian po to żeby być z kimś szczęśliwym.

Nie jesteśmy ze sobą..byliśmy.Mamy kontakt który polega na dyskusji na temat owej sytuacji.

63

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....

A jak sprawić, by on chciał tego samego, co Ty?



Z tego wszystkiego, co napisałaś wynika, że każde z was ma zupełnie inne, przeciwstawne sobie, wyobrażenia swego partnera i swego związku.

64

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
aga303 napisał/a:

Swoją nadzieję buduje wiedzą na temat jego wieku.Wierze,albo wierzyłam że facet który ma 28 lat potrafi uzmysłowić sobie swoje błędy.

Może dokonać zmian po to żeby być z kimś szczęśliwym.

Ale jakie błędy? To są błędy w Twoim mniemaniu, on nie uważa, żeby popełniał jakikolwiek błąd. Co do szczęścia, próbujesz uszczęśliwić go na siłę. Wyszłaś z założenia, że to Ty dajesz mu szczęście i nie możesz pogodzić się z tym, że tak nie jest. Szczęście daje mu osoba zupełnie uległa i jemu podporządkowana, nie mająca swojego zdania. Ty taka nie byłaś więc szczęścia mu nie dałaś.

65

Odp: Chyba wplątałam się w coś chorego....
Teo napisał/a:
aga303 napisał/a:

Swoją nadzieję buduje wiedzą na temat jego wieku.Wierze,albo wierzyłam że facet który ma 28 lat potrafi uzmysłowić sobie swoje błędy.

Może dokonać zmian po to żeby być z kimś szczęśliwym.

Ale jakie błędy? To są błędy w Twoim mniemaniu, on nie uważa, żeby popełniał jakikolwiek błąd. Co do szczęścia, próbujesz uszczęśliwić go na siłę. Wyszłaś z założenia, że to Ty dajesz mu szczęście i nie możesz pogodzić się z tym, że tak nie jest. Szczęście daje mu osoba zupełnie uległa i jemu podporządkowana, nie mająca swojego zdania. Ty taka nie byłaś więc szczęścia mu nie dałaś.

AMEN.

i PS. jesli bazujesz na jego wieku, to ja tez mam pewna wiedze na ten temat, facet w wieku 28 lat wcale nie jest powiedziane, ze uzmyslowi sobie swoj blad, ale jest pewne ze sie juz nie zmieni. To jest dorosly czlowiek, z w pelni uksztaltowanym charakterem.
I wez pod uwage, ze on najpierw musialbys chciec, a chyba widac jak na dloni, ze zmieniac to on lubi, ale wszystkich dookola, a nie siebie. Zmieniac, manipulowac, wymuszac i ustawiac. No faktycznie, tez mi facet, predzej primadonna.

Posty [ 1 do 65 z 87 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Chyba wplątałam się w coś chorego....

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024