Witam,
Wczoraj pokłóciłam się ostro z moim mężem, na temat tego że jego mama odwiedza mnie codziennie bez zapowiedzi o dowolnych porach dnia.
opiszę sytuację i jej pokrewne wątki, bo dość to jest zawiłe.
Jesteśmy małżeństwem od czerwca 2011, mieszkaliśmy od października 2010 do lipca 2011 u nich - czyli u teściowej lat 63 emerytka i teścia lat 65 tez emeryta.
Byłam wtedy w ciąży z naszym drugim synem, mam starszego syna - ma 2 lata i 7 miesięcy z poprzedniego związku- bez kontaktu z jego biologicznym ojcem. Pochodzę ze Śląska i przeprowadziłam się tu z synem by ułożyć sobie życie w moim obecnym mężem który pochodzi z woj. dolnośląskiego gdzie mieszkamy na małej wiosce z której pochodzi on i mieszka tu jego połowa rodziny.
Podczas mojej drugiej ciąży, remontowaliśmy mieszkanie które jest własnością męża - które dostał po babci od strony ojca. Wzięliśmy na remont kredyt na 13 tys i praktycznie wszystko kupiliśmy za swoje.
Urodziłam synka 8 sierpnia i byliśmy miesiąc w szpitalu - z powodów zdrowotnych on i ja. Już w ciąży wiedziałam że synek jest chory. Mój mąż podczas nieobecności mojej wziął na starszego syna opiekuńczy urlop. Narazie starszy syn nie został usynowiony przez mojego męża, a jest taka możliwość bo jego ojciec biologiczny go nie uznał i nosi nawet nazwisko mojego męża. Przed ślubem byłam samotną matką i panną.
Przyszłam z drugim synem ze szpitala, 1 raz do naszego mieszkania - bo akurat remont skończył się gdy ja byłam w szpitalu i mąż ze starszym synem przeprowadzili się tam beze mnie. Jestem już ponad miesiąc u siebie, ale nie do końca czuje że jestem u siebie, u nas.
Teściowa odkąd jestem w domu, przychodzi bez zapowiedzi o której chce, codziennie i bierze starszego syna nawet bez pytania czy ma go wziąć do siebie, bo "żebym odpoczęła". Starszy synek jest tam praktycznie od 12 do 19. Ale nawet nie o to chodzi że synek jest bardzo niegrzeczny, bo u dziadków robi co chce a jak przychodzi to płacze bo chce iść na dwór. Dziadkowie mają duży dom z ogrodem i działką a my mamy 52 metrowe mieszkanie w którym nie może tak szaleć.
Przeszkadza mi to, że przychodzi teściowa glównie, bo teść rzadko bez zapowiedzi. Tymbardziej że jest to mieszkanie na parterze gdzie wystarczy podejść do okna które jest bardzo nisko by wszystko widzieć. Przychodzi i woła mnie przez okno.
Powiedziałam wczoraj mężowi, że przeszkadza mi to że przychodzi codziennie bez zapowiedzi, bo ja np. jestem zajęta niemowlakiem lub nie mam najzwyczajniej ochoty na odwiedziny, lub źle się czuje- miesiąc po porodzie, kobieta jest rozdrażniona i ma problemy intymne - jestem po drugim cesarskim cięciu. Mam ochotę pochodzić sobie w pół nago po moim mieszkaniu ale świadomość że w każdej chwili może teściowa zapukać do okna i wołać na całego "otwórz drzwi" doprowadza mnie do irytacji.
Teściowie mieszkają zaledwie dwie uliczki stąd. Nie wspomnę o reszcie rodziny jego, tez wszystko obok.
Nie chodzi mi wcale o to że zabraniam kontaktów z wnukami, lub że jej nie chce widzieć, ale jak codzienne wizyty to przesada, gdybym chciała pomocy lub opieki nad synem starszym to bym powiedziała. Mieszka blisko więc nie uciekniemy jej. Lubie mieć wszystko w miarę zorganizowane, w końcu mamy własne mieszkanie, i mogę spokojnie coś poczytać czy kogoś zaprosić bo tam nikogo nie zapraszaliśmy ze względu na nich. wystarczyłoby gdyby może napisała sms, a używa komórki - i odwiedzić 2-3 razy w tygodniu.
Teściowa nie ma żadnych zajęć poza chodzeniem do miejscowej biedronki, na ploty z cała wioską bo koleżankach i teraz do mnie. Chociaż ma sodome i gomore w domu bo nie sprzata całe życie i ma uprawy różne przed domem. Mąż ma brata rozwiedzionego 41 latka który mieszka u nich, z tamtą synową nie rozmawia - mieszka druga synowa z 15 -letnią córką obok nas. \
Wczoraj powiedziałam mężowi że mi to przeszkadza, a on powiedział że ona ma prawo przyjść kiedy chce tutaj, nawet o północy bez pytania. Że jest zły na mnie - i tu krzyk bo ja ich nie szanuje a "kobieto, oni nam kupili pralke ! oni nam dali na instalacje pieca!" , więc pytam go czy z tego powodu mam się na to godzić.
dodam że odkąd ich znam z ręku na sercu, ani razu im nie odpyskowałam, ani razu nie kłóciłam, ani nie powiedziałam że coś mi sie nie podoba np. w wychowaniu mojego wnuka przez nich.
Ja nie mam w ogóle rodziny ani znajomych ale to odrębna historia. Nie kontaktuje sie ze mną ani matka, ani ojciec mieszkający osobno ani siostra 2 lata starsza. Przeżyłam traumatyczne przeżycia i dopiero teraz układam sobie życie i mam własną rodzinę. \
Niestety tak się złożyło że rodzina się nie interesuje mną a jak sie interesuje to szantażuje lub każe wybierać. Matka i siostra urwały ze mną kontakt dlatego że związałam się z mężem.
Bardzo mnie to zabolało co mi mąż powiedział, choć można stwierdzić że ja jestem jakaś nienormalna co nieraz mi powiedział że jestem chora bo ja ich nienawidzę, a to wcale tak nie jest.
Boję się, że ja jestem dla nich tylko przybłędą a to co mąż wczoraj powiedział to brzmiało jakbym nie była u siebie tylko na ich łasce.
Zanim się tu wprowadziliśmy to teściowie "oznajmili" że pomieszkamy tutaj z 3 lata aż odchowie-my dzieci i oni się przeprowadzą tutaj a my do ich domu - który jest totalną ruiną mająca 60 lat. Nic nie wkładają w ten dom od lat, nawet nie ma podstaw jak woda czy ogrzewanie. chcieli te mieszkanie bo tu nie ma nic do roboty. Jego ojciec twierdzi że to jego mieszkanie, bo on je wykupił za 5 tys z gminy, a jest przepisane na męża bo coś chyba jest nie tak z tamtym domem - który jest teściowej i jest poniemiecki i jakieś urzędowe kombinacje. W tamten dom trzeba by zainwestować z 700 tys zł a jeszcze tam szwagier mieszka.
Ja absolutnie go nie chce. A teściowie powiedzieli tak jakbyśmy nic nie mieli do gadania i o to też była awantura z mężem, bo on uważa że ja mam obłęd przejmując się tym że tak mi oznajmili. Z nim praktycznie w ogóle nie rozmawiają, bo u nich nigdy rozmowy nie było. To teraz mi wszystko oznajmiają bo z nim nie ma w ogóle kontaktu jakiegoś typu - rozmowa w 4 oczy.
Czy ja faktycznie przesadzam?
proszę o rade.