Witam już jakiś czas temu zostawiła mnie dziewczyna, mądra, kobieca, bardzo ładna, życiowa... dziwne że zainteresowała się mną. Do rzeczy byliśmy razem 4 lata, nie był idealny, kłótnie, fochy, ale cechował się tym że ciągle spędzaliśmy ze sobą czas i dobrze się razem bawiliśmy. Ostatnio mieliśmy dużo mniej czasu dla siebie, kłóciliśmy się, ona znała wcześniej kolege z którym zaczeła więcej spędzać czasu. Mówiła że coś się psuje żeby to naprawić, że potrzeba nam czasu , żeby go sobie poświęcić, niestety wcale nie było lepiej, ale już wtedy wiedziałem że w jej oczach już nie jestem dla niej... Tamten ją adorował itp , poświęcał jej mnóstwo uwagi. Moja ex nawet nie zauważyła tego , ciągle do ostatniej chwili przekonywała że przesadzam i dopowiadam sobie. Prawda oczywiscie była zupełnie inna, może chciała mnie zostawić już wczesniej a teraz miała powód. Prawda jest taka że bardzo się Kochaliśmy, naprawde, w kręgu rodziny i znajomych byliśmy "idealną parą" , cieszyliśmy się sobą. Miłość o którą się nie dba poprostu umiera, taka jest prawda, jeszcze na początku roku czułem że z tym uczuciem moge przenosić góry , zdobywać świat a dzisiaj ? Powiem że ja byłem raczej aspołeczny, nie miałem przyjaciół, znajomych niewielu, często spędzałem tygodnie w domu. Jestem normalnym gościem ale jakby bez "życia", z nią miałem wszystko czego chciałem, imprezy, codziennie spędzaliśmy razem czas, mieliśmy zaplanowane życie do końca , praca, dom , dzieci a co najśmieszniejsze to mieliśmy takie możliwości, nie musiałem się o nic martwić. To mnie zgubiło, wiedziałem że świetne życie jest na wyciągnięcie ręki i nie śpieszyłem się z niczym, żałuje. Oczywiście oboje spartoliliśy ale ja obwiniam siebie. Zostawiła mnie, mam problemy w domu, rodzice się kłócą non-stop, żadnej perspektywy na przyszłość nie mam, kiepska praca za śmieszne pieniądze, nie stać mnie na wynajęcie nawet pokoju. Ona ma nowe życie i bawi się świetnie, napewno lepiej niż ze mną. Nie mam ani przyjaciół kilku znajomych, wyjazdy tylko do rodziny, siedze prawie cały czas w domu, nie mam z kim rozmawiać o problemach. Czuje się jak śmieć, cokolwiek robie nie sprawia mi przyjemności, budze się rano za kare i walcze by dożyć do wieczora by zamknąć oczy. Jedynie sen przynosi mi ulge, kiedyś spałem po 12 gdozin a teraz nawet 8 nie potrafie a mineło już 4 miesiące. Wciąz pamiętam jej twarz, jej oczy gdy razem leżeliśmy, jej piękny śmiech i to jaka była dla mnie dobra i pomocna. Nie mam jej za złe że odeszła, zasługuje na kogoś lepszego i wiem że ja nie mógłbym jej tego dać, jest najwspanialszą osobą na świecie i po ludzku jest mi przykro ale wiem że jest teraz szczęśliwa i to wierzcie czy nie ale to sprawia że lepiej się czuje. Była najważniejszą osobą w moim życiu i nigdy jej nie zapomne. Zrobiłem wiele błędów w związku i przy rozstaniu ale nie cofne tego. Nie wiem ile jeszcze pociągne tej wegetacji ale powoli mam dość. Moje życie , tak napewno na własne życzenie, jest poprostu żenujące... ja też nie potrafie jak facet zapomnieć, nie chce innej dziewczyny. Od leków po alkohol, od nienawiści że zostawiła po radość że będzie szczęśliw, nie odzywa się do mnie i ja też dałem jej spokój... nie mam odwagi wyjechać za granice, nie mam odwagi się zabić, nie potrafie wstać... świat stracił wszystkie kolory, zapachy i smaki, stał się więzieniem i obietnicą wiecznej tortury...
Witam już jakiś czas temu zostawiła mnie dziewczyna, mądra, kobieca, bardzo ładna, życiowa... dziwne że zainteresowała się mną. Do rzeczy byliśmy razem 4 lata, nie był idealny, kłótnie, fochy, ale cechował się tym że ciągle spędzaliśmy ze sobą czas i dobrze się razem bawiliśmy. Ostatnio mieliśmy dużo mniej czasu dla siebie, kłóciliśmy się, ona znała wcześniej kolege z którym zaczeła więcej spędzać czasu. Mówiła że coś się psuje żeby to naprawić, że potrzeba nam czasu , żeby go sobie poświęcić, niestety wcale nie było lepiej, ale już wtedy wiedziałem że w jej oczach już nie jestem dla niej... Tamten ją adorował itp , poświęcał jej mnóstwo uwagi. Moja ex nawet nie zauważyła tego , ciągle do ostatniej chwili przekonywała że przesadzam i dopowiadam sobie. Prawda oczywiscie była zupełnie inna, może chciała mnie zostawić już wczesniej a teraz miała powód. Prawda jest taka że bardzo się Kochaliśmy, naprawde, w kręgu rodziny i znajomych byliśmy "idealną parą" , cieszyliśmy się sobą. Miłość o którą się nie dba poprostu umiera, taka jest prawda, jeszcze na początku roku czułem że z tym uczuciem moge przenosić góry , zdobywać świat a dzisiaj ? Powiem że ja byłem raczej aspołeczny, nie miałem przyjaciół, znajomych niewielu, często spędzałem tygodnie w domu. Jestem normalnym gościem ale jakby bez "życia", z nią miałem wszystko czego chciałem, imprezy, codziennie spędzaliśmy razem czas, mieliśmy zaplanowane życie do końca , praca, dom , dzieci a co najśmieszniejsze to mieliśmy takie możliwości, nie musiałem się o nic martwić. To mnie zgubiło, wiedziałem że świetne życie jest na wyciągnięcie ręki i nie śpieszyłem się z niczym, żałuje. Oczywiście oboje spartoliliśy ale ja obwiniam siebie. Zostawiła mnie, mam problemy w domu, rodzice się kłócą non-stop, żadnej perspektywy na przyszłość nie mam, kiepska praca za śmieszne pieniądze, nie stać mnie na wynajęcie nawet pokoju. Ona ma nowe życie i bawi się świetnie, napewno lepiej niż ze mną. Nie mam ani przyjaciół kilku znajomych, wyjazdy tylko do rodziny, siedze prawie cały czas w domu, nie mam z kim rozmawiać o problemach. Czuje się jak śmieć, cokolwiek robie nie sprawia mi przyjemności, budze się rano za kare i walcze by dożyć do wieczora by zamknąć oczy. Jedynie sen przynosi mi ulge, kiedyś spałem po 12 gdozin a teraz nawet 8 nie potrafie a mineło już 4 miesiące. Wciąz pamiętam jej twarz, jej oczy gdy razem leżeliśmy, jej piękny śmiech i to jaka była dla mnie dobra i pomocna. Nie mam jej za złe że odeszła, zasługuje na kogoś lepszego i wiem że ja nie mógłbym jej tego dać, jest najwspanialszą osobą na świecie i po ludzku jest mi przykro ale wiem że jest teraz szczęśliwa i to wierzcie czy nie ale to sprawia że lepiej się czuje. Była najważniejszą osobą w moim życiu i nigdy jej nie zapomne. Zrobiłem wiele błędów w związku i przy rozstaniu ale nie cofne tego. Nie wiem ile jeszcze pociągne tej wegetacji ale powoli mam dość. Moje życie , tak napewno na własne życzenie, jest poprostu żenujące... ja też nie potrafie jak facet zapomnieć, nie chce innej dziewczyny. Od leków po alkohol, od nienawiści że zostawiła po radość że będzie szczęśliw, nie odzywa się do mnie i ja też dałem jej spokój... nie mam odwagi wyjechać za granice, nie mam odwagi się zabić, nie potrafie wstać... świat stracił wszystkie kolory, zapachy i smaki, stał się więzieniem i obietnicą wiecznej tortury...
Do psychologa marsz ! Musisz stać się szczęśliwym sam ze sobą.
Przepraszam, może ja coś nie kumam bo przez moją własną syt. (troszkę podobną do Twojej) mam gorszą percepcję, ale za co się właściwie obwiniasz? Bo jakoś właściwie nie widzę w tym co opisałeś konkretnego powodu do tego...
Musisz się z tego marazmu otrząsnąc stary. Niełatwe, ale możliwe, chyba. Jestem właśnie w trakcie otrząsania się po rozstaniu.
Z dnia na dzień jest lepiej od kiedy doszedłem do wniosku, że tak czy siak trzeba jakoś życ. A jak już trzeba życ to lepiej życ godnie niż taplając się we własnym gównie.
Zrób coś co będzie początkiem Twojego nowego życia. Ja sprzedałem samochód i kupiłem motocykl. Kurcze to śmieszne, ale teraz żyję dla tego motocykla. Nowe wyzwanie, nowa pasja i jakieś światełko w oddali widzę. Zmień pracę, zrób cokolwiek ze swoim życiem to poczujesz się lepiej.
Masz bardzo pesymistyczny nick. To przykre, że tak się określiłeś.
Mój chłopak zachowuje się tak samo jak Ty i nasz związek także jest na najkrótszej drodze do rozstania. Nigdzie nie wychodzimy itd. Nie lubię jakiś wielkich dyskotek, czy imprez masowych. Ale czasami na jakiś koncert moglibyśmy pójść, czy wogóle wyjść z mojego pokoju nawet na spacer. Niestety tak nie jest ![]()
Ciężko jest doradzać w takiej sytuacji. Przede wszystkim spróbuj znaleźć jakąś w miarę konstruktywną pracę. Mój chłopak także nie pracuje, co jest ogromnym minusem. Natomiast mnie czasami niby żartobliwie określa słowem "niewolnik", bo pracuje za małe pieniądze jako studentka. Co z tego, że idę dopiero na trzeci rok a już mam pracę zgodną z kierunkiem nie znalezioną po znajomości. Niby się nie obija, bo pomaga rodzicom przy remoncie, ale bez przesady on ma 24 lata.
Może mój post nie jest zbyt pokrzepiający, ale pisze to co myślę. Kobiety bardzo cenią sobie bezpieczeństwo. Nie chodzi o to, żeby facet utrzymywał dom, a kobieta tylko pierze i sprząta. Ja zamierzam pracować i nie tylko po to aby zarobić na waciki. Myślę, że ważne jest w przypadku kobiet aby miały takie poczucie, że on "panuje" nad sytuacją, jest zaradny.
Ciągle czuję, że mój chłopak jest tak jakby za mną. Gdy rozmawiamy wieczorem mam jemu wiele do opowiedzienia, on na moje pytanie: "jak minął dzień?" odp "dobrze". Nic więcej. Chciałabym częściej wychodzić w góry (mamy niedaleko), pływać na kajakach, na lodowisko w zimie. On nie chce. Ja nie wytrzymuje w czterech ścianach. Myślę, że Twoja dziewczyna czuła się podobnie.
Piszesz, że rodzice się kłócą. Ale tak się zapytam: ile masz lat? Myślę, że chyba najwyższa pora odciąć pępowinę i wziąć życie we własne ręce, być odpowiedzialnym za nie.
Spróbuj znaleźć jakieś zainteresowania. Musi być coś co lubisz robić. Piszesz, że nie chcesz rano wstawać i czekasz aż przyjdzie noc. Spróbuj odnaleźć powód dla którego będzie Ci się chciało wstać rano.
Przepraszam, może ja coś nie kumam bo przez moją własną syt. (troszkę podobną do Twojej) mam gorszą percepcję, ale za co się właściwie obwiniasz? Bo jakoś właściwie nie widzę w tym co opisałeś konkretnego powodu do tego...
Bo ja wiem, nie oswiadczylem sie, poswiecalem jej mniej czasu, klocilismy sie... Nie bylem ostatnio zbyt dobrym chlopakiem, bylo duzo bledow, nie mogla na mnie licyc itp.
Powiedziala ze juz mnie nie kocha, ze nie jestem facetem, nie potrzebuje mnie, nie odbierala ode mnie tel itp, po tygodniu zaczela sie juz z tym typem spotykac, ma prawo do szczescia itp ale mogla mi tego oszcedzic... byłem głupi
Miałem pasje ktora zupelnia stracila dla mnie znaczenie... zero przyjemnosci z wykonywania jej.
Nie chce sie nad soba juz uzalac, bywa lepiej i gorzej.
Wuem ze stracilem cos co moglem zatrzymac ale odpuscilem.... juz nie mam pomysłów co dalej, a zycie jakby chcialo mi co chwile jeszcze bardziej dokopac... nie widze perspektywy dla siebie... wszystko robie na sile w tym wstaje bo musze.
Nawet nie mam z kim sie umowic normalnie na piwo i pogadac o tym... znajomych nie bede zameczac a przyjaciol brak... poprostu żenada
Masz bardzo pesymistyczny nick. To przykre, że tak się określiłeś.
Mój chłopak zachowuje się tak samo jak Ty i nasz związek także jest na najkrótszej drodze do rozstania. Nigdzie nie wychodzimy itd. Nie lubię jakiś wielkich dyskotek, czy imprez masowych. Ale czasami na jakiś koncert moglibyśmy pójść, czy wogóle wyjść z mojego pokoju nawet na spacer. Niestety tak nie jest
Ciężko jest doradzać w takiej sytuacji. Przede wszystkim spróbuj znaleźć jakąś w miarę konstruktywną pracę. Mój chłopak także nie pracuje, co jest ogromnym minusem. Natomiast mnie czasami niby żartobliwie określa słowem "niewolnik", bo pracuje za małe pieniądze jako studentka. Co z tego, że idę dopiero na trzeci rok a już mam pracę zgodną z kierunkiem nie znalezioną po znajomości. Niby się nie obija, bo pomaga rodzicom przy remoncie, ale bez przesady on ma 24 lata.
Może mój post nie jest zbyt pokrzepiający, ale pisze to co myślę. Kobiety bardzo cenią sobie bezpieczeństwo. Nie chodzi o to, żeby facet utrzymywał dom, a kobieta tylko pierze i sprząta. Ja zamierzam pracować i nie tylko po to aby zarobić na waciki. Myślę, że ważne jest w przypadku kobiet aby miały takie poczucie, że on "panuje" nad sytuacją, jest zaradny.
Ciągle czuję, że mój chłopak jest tak jakby za mną. Gdy rozmawiamy wieczorem mam jemu wiele do opowiedzienia, on na moje pytanie: "jak minął dzień?" odp "dobrze". Nic więcej. Chciałabym częściej wychodzić w góry (mamy niedaleko), pływać na kajakach, na lodowisko w zimie. On nie chce. Ja nie wytrzymuje w czterech ścianach. Myślę, że Twoja dziewczyna czuła się podobnie.
Piszesz, że rodzice się kłócą. Ale tak się zapytam: ile masz lat? Myślę, że chyba najwyższa pora odciąć pępowinę i wziąć życie we własne ręce, być odpowiedzialnym za nie.
Spróbuj znaleźć jakieś zainteresowania. Musi być coś co lubisz robić. Piszesz, że nie chcesz rano wstawać i czekasz aż przyjdzie noc. Spróbuj odnaleźć powód dla którego będzie Ci się chciało wstać rano.
Ja nie bylem taki straszny własnie, pomagalem jej sprzatac, gotowac, robilem to o co prosila, wiadomo ze czasami odpuszczalem, wychodzilismy nie tak czesto jak moglismy ale wychodzilismy, ostatnio miala dla mnie duzo mniej czasu. Praca mialabyc do konca moich studiów i mialem ja zmienic juz niedlugo... ociagalem sie z tym... ale to napewno nie powod... ten koleszka ma kase, firme, jest zaradny i "facetowy", imponowal jej... wymagala odemnie duzo osttanio... za szybko podniosla poprzeczkke,,, mam wrazenie ze bralem udzial w grze o pkt n=w ostatnim miesiacu ...
8 2011-09-13 21:44:12 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-13 21:45:34)
Masz bardzo pesymistyczny nick. To przykre, że tak się określiłeś.
Mój chłopak zachowuje się tak samo jak Ty i nasz związek także jest na najkrótszej drodze do rozstania. Nigdzie nie wychodzimy itd. Nie lubię jakiś wielkich dyskotek, czy imprez masowych. Ale czasami na jakiś koncert moglibyśmy pójść, czy wogóle wyjść z mojego pokoju nawet na spacer. Niestety tak nie jest
Ciężko jest doradzać w takiej sytuacji. Przede wszystkim spróbuj znaleźć jakąś w miarę konstruktywną pracę. Mój chłopak także nie pracuje, co jest ogromnym minusem. Natomiast mnie czasami niby żartobliwie określa słowem "niewolnik", bo pracuje za małe pieniądze jako studentka. Co z tego, że idę dopiero na trzeci rok a już mam pracę zgodną z kierunkiem nie znalezioną po znajomości. Niby się nie obija, bo pomaga rodzicom przy remoncie, ale bez przesady on ma 24 lata.
Może mój post nie jest zbyt pokrzepiający, ale pisze to co myślę. Kobiety bardzo cenią sobie bezpieczeństwo. Nie chodzi o to, żeby facet utrzymywał dom, a kobieta tylko pierze i sprząta. Ja zamierzam pracować i nie tylko po to aby zarobić na waciki. Myślę, że ważne jest w przypadku kobiet aby miały takie poczucie, że on "panuje" nad sytuacją, jest zaradny.
Ciągle czuję, że mój chłopak jest tak jakby za mną. Gdy rozmawiamy wieczorem mam jemu wiele do opowiedzienia, on na moje pytanie: "jak minął dzień?" odp "dobrze". Nic więcej. Chciałabym częściej wychodzić w góry (mamy niedaleko), pływać na kajakach, na lodowisko w zimie. On nie chce. Ja nie wytrzymuje w czterech ścianach. Myślę, że Twoja dziewczyna czuła się podobnie.
Piszesz, że rodzice się kłócą. Ale tak się zapytam: ile masz lat? Myślę, że chyba najwyższa pora odciąć pępowinę i wziąć życie we własne ręce, być odpowiedzialnym za nie.
Spróbuj znaleźć jakieś zainteresowania. Musi być coś co lubisz robić. Piszesz, że nie chcesz rano wstawać i czekasz aż przyjdzie noc. Spróbuj odnaleźć powód dla którego będzie Ci się chciało wstać rano.
Małgorzatko - tak sobie myślę, że Twój post przyniesie więcej pożytku, niż wszystkie razem nasze mądre rady.
Mnie osobiście przykro, że tak smutno brzmisz... Wyczuwam juz rezygnację.
jeden post: poswiecalem jej mniej czasu, stracilem cos co moglem zatrzymac ale odpuscilem, nie bylem ostatnio zbyt dobrym chlopakiem,
drugi post: ostatnio miala dla mnie duzo mniej czasu, nie odbierala ode mnie tel itp, nie bylem taki straszny własnie, pomagalem jej sprzatac, gotowac, robilem to o co prosila
Ja mam takie troche wrażenie, że sam nie wiesz dlaczego Cię zostawiła, masz niską samoocenę i wpadasz w coś takiego, w co wpadła moja mama po rozwodzie z moim ojcem psychopatą. Nie mogła zrozumieć, że takiego męża miała, dlatego szukała innych alternatywnych powodów tego, że ją zostawił. A najbliższą osobą do obwiniania się jest się samemu.
A to, że się czasem ludzie kłócą, że czasem sa gorsze dni to chyba nie jest powód do zrywania, do szukania pocieszenia odrazu u innego.
Piszesz, że powiedziała Ci, że nie jesteś facetem. Jak myślisz dlaczego? Może właśnie za dużo użalania się nad sobą, a za mało wzięcia się w garść? Może ona już miała tego dość? Znam parę takich facetów (np. mój ex), których stać tylko na to, żeby powiedziec ojeju jej jaki jestem beznadziejny, będzie Ci lepiej z kimś innym, bo ja nie przeskoczę tej poprzeczki. Pitu pitu!
Zgadzam się z bellew, idź czym prędzej do psychologa! Sama jestem bardzo trudnym przypadkiem zrezygnowanego człowieka, ale uwierz, że taka terapia coś jednak daje. Zrób to dla siebie, nie dla niej.
ja mam takie troche wrażenie, że sam nie wiesz dlaczego Cię zostawiła, masz niską samoocenę
Dokładnie, nic co by się wcześniej nie wydarzyło
A to, że się czasem ludzie kłócą, że czasem sa gorsze dni to chyba nie jest powód do zrywania, do szukania pocieszenia odrazu u innego.
Czy to normalne ze zaczela sie spotykac z kims od razu po rozstaniu ? tydzien... wiem ze nie obowiazuje ja zaloba czy cos i ma prawo do szczescia ale tyle razy mowila mi w prosto w oczy ze to tylko kolega
Piszesz, że powiedziała Ci, że nie jesteś facetem. Jak myślisz dlaczego? Może właśnie za dużo użalania się nad sobą, a za mało wzięcia się w garść? Może ona już miała tego dość? Znam parę takich facetów (np. mój ex), których stać tylko na to, żeby powiedziec ojeju jej jaki jestem beznadziejny, będzie Ci lepiej z kimś innym, bo ja nie przeskoczę tej poprzeczki. Pitu pitu!
W czasie naszego związku nigdy sie nie użalałem nad sobą, dopiero przy rozstaniu zrobiłem z siebie ciote, na około nikomu tego nie okazuje , dlatego znalazłem się tutaj. Dziwne ze te wszystkie lata jej pasowałem , że Kochała nawet tydzień przed końcem a tu nagle że się wypaliła. Skoro tak to czy nie powinna zrobić sobie wolnego od związków, bardzo prawdopodobne chyba że już trwało to wcześniej u niej...
Potrzebuje porady, ja w pewnym momencie przestałem ją męczyć swoją osobą i teraz pytanie do was, czy jeżeli napisze do mnie co u mnie słychać albo coś w tym stylu to czy mam odpowiedzieć oschle czy wogóle nic ? dodam że usunąłem ją z portali społecznościowych.
Weź zmień ten nick dlaczego nazywasz się dnem .... Nie jesteś dnem to ona postąpiła okrutnie wobec Ciebie ,wiec nie oskarżaj sie . tutaj na tym forum każdy cos przeżył poczytaj trochę co my przeżyłyśmy a potem uzalaj się nad sobą. Wiem ,ze to jest ogromna strata ,ale uwierz mi naprawde maja gorzej od Ciebie. Ty się z nią rozstałeę i finito nie amcie kontaktu, aja mam cały czas kontakt z moim ex poniewaz mamy wspólne mieszkanie rachunki i inne sprawy. Ja nie mogę sie zupełnie odciąć od niego ,bo on cały czas coś ode mnie chce ,albo jakies papiery albo rachunki....
Przyjmij dobrą radę i idź do specjalisty- rozmowa w połączeniu z farmakologią naprawdę pomaga. Odczuwałem duży "wstyd" przed pierwszą wizyta , ale dziś mogę powiedzieć , że to działa. Najważniejsza rada-musisz sam sobie udowodnic ze jesteś facetem z charakterem a bedzie z "górki". Trzymam kciuki.
13 2011-09-14 09:44:39 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-14 09:54:54)
Drogi Autorze (sorki, ale ten nick nie przejdzie mi przez palce).
Posłuchaj tych, którzy polecają terapię - to bardzo dobry pomysł, zapewniam.
To, jak opisujesz swoje zachowanie - alkohol, leki, totalny brak chęci do życia - to grozi depresją.
Mleko już się wylało i nie ma sensu rozdrapywanie ran tylko po to, by uzyskać odpowiedź na pytanie "Dlaczego odeszła i dlaczego tak szybko znalazła kogoś innego?" Było, minęło - trudno. Nic na to już nie poradzisz.
Teraz powinieneś skupić się na sobie - na tym, by powrócić do "świata żywych", a potem na tym, by wyciągnąć wnioski i zmienić Twoje życie tak, żebyś był szczęśliwy.
Widzisz - wszystko dzieje się po "coś". Wiem, ze teraz niespecjalnie to do Ciebie dociera, ale tak właśnie jest. Zobacz - ile teraz "rzeczy" zauważyłeś, które powodowały to, ze Wasz związek nie był udany. Zarówno po Twojej jak i Jej stronie.
Widzisz sam, że nie jesteś szczęśliwy w takiej rzeczywistości, jaka Cię otacza. To musisz przede wszystkim zmienić - wyjdź do ludzi. Wiem, że Ci się nie chce - zmuś się. Nie zamęczaj znajomych swoimi problemami - to jednak tylko znajomi. Tu masz na to miejsce, ale proszę - nie użalaj się nad sobą i nie jęcz - to jest stanie w miejscu. A Ty musisz zrobić krok do przodu.
Pisałeś, że masz pasję - wróć do niej. Wiem, że Ci się nie chce, wiem. Zmuś się.
Jak mówi klasyk - chcesz wyjechać do Londynu? Trzeba najpierw ruszyć tyłek z fotela. Rusz tyłek. Dla siebie.
Wklejam link do podobnej historii jak Twoja, tam chłopak podszedł do sprawy "po męsku", poczytaj:
http://www.netkobiety.pl/t29129.html
Drogi Autorze (sorki, ale ten nick nie przejdzie mi przez palce).
Posłuchaj tych, którzy polecają terapię - to bardzo dobry pomysł, zapewniam.
To, jak opisujesz swoje zachowanie - alkohol, leki, totalny brak chęci do życia - to grozi depresją.
Depresje juz przerabialem przez 2 miesiace ,jakos tabletki pomogly ale nie rozwiazaly problemow, na terapie nie moge sie udac ze wzgledu na pare czynnikow.
Mleko już się wylało i nie ma sensu rozdrapywanie ran tylko po to, by uzyskać odpowiedź na pytanie "Dlaczego odeszła i dlaczego tak szybko znalazła kogoś innego?" Było, minęło - trudno. Nic na to już nie poradzisz.
Teraz powinieneś skupić się na sobie - na tym, by powrócić do "świata żywych", a potem na tym, by wyciągnąć wnioski i zmienić Twoje życie tak, żebyś był szczęśliwy.
Tak wiem ze juz nic nie zmienie, a to ze tak szybko zaczela z kims byc w niczym mi nie pomaga. Poprostu nie rozumiem tego mielismy byc razem , mielismy plany, a tu takie cos... czy to jest takie proste? napewno to byla przemyslana decyzja z jej strony. Nie rozumiem jak mozna sie tak zmienic i wszystko przekreslic. Jak mozna miec kogos w d... juz po paru dniach
Tak wiem ze juz nic nie zmienie, a to ze tak szybko zaczela z kims byc w niczym mi nie pomaga. Poprostu nie rozumiem tego mielismy byc razem , mielismy plany, a tu takie cos... czy to jest takie proste? napewno to byla przemyslana decyzja z jej strony. Nie rozumiem jak mozna sie tak zmienic i wszystko przekreslic. Jak mozna miec kogos w d... juz po paru dniach
Być może to już wcześniej trwało
Niewykluczone, a nawet mocno prawdopodobne...