Witajcie,mam taki problem ze boje sie nie wiem czemu przebywac z ludzmi. Czy ktos mi pomoze?
W szkole i w domu od malego bylam zle traktowana,nie umiem ufac nikomu,czuje niechec do wszystkiego,
Poczucie pustki i beznadziejnosci
Ze niczym jest,wszystko co robie,mysle
Nie mam poczucia wlasnej wartosci,nigdzie nie czuje sie bezpiecznie, a teraz rodzina na mnie napiera pojscie do pracy.w jaki sposob mam funkcjonowac tam codziennie kiedy we mnie siedzi nieustanny strach.
Więc powinnaś zawalczyć o siebie i pójść do psychologa przełamać swoje lęki i zacząć funkcjonować normalnie.Zacznij robić coś w tym kierunku aby się przełamać,zacznij od małych kroczków :)spotkaj się z koleżanką potem może niech Ona przyprowadzi swoją koleżankę, spróbuj się przełamać i otwórz się na ludzi NIE WOLNO Ci myśleć ,że nie jesteś nic warta nawet jeśli inni o tym przekonują Cie od dziecka...znajdż w sobie siłę i swoje mocne strony bo na pewno je posiadasz jak każdy :)może najpierw zacznij od wyglądu np ładne oczy ,świetny uśmiech ,ładne usta ,zgrabne nogi czy pupa do tego ubierz się łądnie ale jednocześnie w coś co doda Ci pewności siebie,użyj swoich ulubionych perfum,zrób ładny makijaż niby małę rzeczy ale naprawę dodadzą Ci pewności siebie i Twoja wartość choć trochę wzrośnie:)Kiedyś sama byłam nieśmiała,bałąm się ludzi kontaktu z nimi ale na dłuższą metę nie da rady tak funkcjonować właśnie wtedy postanowiłąm ubrać swoje najlepsze ciuchy ,zmienić kolor-fryzurę zrobić delikatny makijaż i wyjść z koleżanką potem ona poznawała mnie ze swoimi znajomymi i tak poszło:) może nie jest mi łatwo od razu otworzyć się przy nowych znajomych ale podbudowywując trochę swoją ''pewność siebie'' jest mi łatwiej:):)
O, podłączę się pod ten temat, bo odczuwam dokładnie to samo. Widzę, że ja i autorka wątku pochodzimy z podobnych domów. Odczuwamy wieczny strach, ciągły lęk, ciągle że będzie źle, że się nie uda. Co więcej boimy się wchodzić w interakcje z ludźmi, jesteśmy wycofani społecznie, zablokowani.
Metoda radzenia sobie polega na ciągłym ćwiczeniu, wystawianiu się na bodźce, po to żeby przekonać się że nie wszyscy (zwykle mało kto) będą nas traktować jak rodzice. Należy też uświadamiać sobie, że już nie ma nad nami wytrząsającej się, wiecznie niezadowolonej mamy (częściej) lub ojca (rzadziej). Jak również musimy zdać sobie sprawę z tego, że mamy siłę i prawo do obrony swoich interesów i nikt nie ma prawa naruszać naszego terytorium.
Macie racje,nikt nami rzadzic juz nie bedzie.
Nadal pozostaje jednak ten okropny lek. Bo tak bylo ze strony wiekszych i silnych wobec mnie-malej i bezbronnej to teraz tez maja inni do tego prawo.
Kiedy wszyscy bili i wyzywali,wpoilo sie w moj umysl obrzydzenie do wlasnego ciala, brak akceptacji siebie ,niskie poczucie wartosci. Pytanie jak to zmienic?
W taki sposob zyc to koszmar.
Kazdy dzien budzi we mnie strach,jest wielkim cierpieniem najgorsze ze nikt nie rozumie tego.
Ladne odpicowanie sie slabo pomaga w pewnosci siebie jesli w samej sobie nie widze wartosci.
Ja też boję się kontaktów z ludźmi. Mam mocno zachwianą samoocenę, szukam akceptacji. Ciężko mi się odezwać pierwszej, jestem bardzo nieśmiała. Ale staram się to zmienić: wychodzę do ludzi, staram się więcej uśmiechać, nie przejmować się, że palnę jakąś głupotę, a jeśli tak się stanie: zwyczajnie się z tego śmiać. Nie jest mi łatwo, bo jako obcokrajowiec nie rozumiem wszystkich żartów miejscowych ludzi, czasem muszę prosić o powtórzenie kilka razy. Na szczęście są bardzo wyrozumiali, ale czasami nie mam już siły prosić o powtórzenie i czuję się jak idiotka. A wszystko przez to, że tata z siostrą zawsze się ze mnie śmiali w dzieciństwie, robili mi "śmieszne" żarty i tylko czekali aż zacznę płakać z bezradności lub złości i wtedy śmiali się jeszcze bardziej. Nadal nie rozumiem czemu mi to robili... Walczę z tym wszystkim od wielu lat i niestety raz jest lepiej, a raz gorzej. Taka huśtawka. Nie wiem, czy kiedykolwiek wyjdę zupełnie na prostą.
witam to co dostajemy z domu to nie wszystko można też komuś ślepo wmawiać że jesteś najpiękniejsza, super, najwspanialsza-to też nie pomaga życie wszystko weryfikuje a to że odczuwamy strach to dobrze bo chroni nas od zrobienia głupich rzeczy
należy myśleć o sobie w kategorii nie jestem lepszy ani gorszy od innych tylko inny poczucie wartości to my sami z naszymi bojaźniami lękami wadami wierzcie nie ma ludzi którzy się czegoś nie boja -strach przed nieznanym istnieje i pobudza wyobraźnie a najlepiej rzucić się na szeroką wodę i na pewno nie utoniecie bo w ludziach małej wiary tkwi wielka siła tylko trzeba ją obudzić
jeśli ciągle spotykaliście się ze złym traktowaniem to macie większą odporność nie patrzcie na innych siła jest w was
Dobrze wiedziec ze sa osoby ktore czuja podobnie jak ja.
Bo niezrozumienie najblizsźych osob tez boli to tu chociaz wyżalic moge sie.
Kiedys w moim domu bylo bardzo zle,od kad pamietam i nigdy nie widzialam poza TV,jak wyglada szczesliwa rodzina. Dopiero od kilku tygodni jest spokojnie.
Sa mili u mnie w miare i weseli,nie dzieje mi sie nic.
Jednak nadal czuje ze caly świat jest zly,zagrozeniem dla mnie.ze nikomu mi nie wolno ufac,ze nie chca mnie nigdzie,ze nigdzie mnie nie lubia.
Nie umiem pozbyc sie tych odczuc.
Jestem przewrazliwiona na wszelkie zarty zaczepki w moja strone.z tad moj strach.
8 2011-09-20 09:28:38 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-20 09:31:14)
(...)
Jednak nadal czuje ze caly świat jest zly,zagrozeniem dla mnie.ze nikomu mi nie wolno ufac,ze nie chca mnie nigdzie,ze nigdzie mnie nie lubia.
Nie umiem pozbyc sie tych odczuc.
Jestem przewrazliwiona na wszelkie zarty zaczepki w moja strone.z tad moj strach.
Są dwa wyjścia z takiej sytuacji:
1. sama oddzielisz teksty ze swego dzieciństwa od oceny rzeczywistości oraz podejmiesz decyzję o niekierowaniu się w życiu zdaniem o zagrażającym świecie;
2. skorzystasz z pomocy specjalisty i przejdziesz własną terapię.
Oczywiście jest jeszcze jedna droga: zobaczysz, ze nie jesteś sama (z takim myśleniem) i nie zrobisz nic. Ta świadomość nie bycia samotną wystarczy Tobie.
Jeszcze jedno.
To zjawisko, które opisujesz to MYŚLENIE, nie "czucie" czy "uczucie". A sposób myślenia, zwłaszcza że jest to Twoje myślenie, można zmienić.
9 2011-09-20 10:52:16 Ostatnio edytowany przez smutna123 (2011-09-20 10:54:42)
To zjawisko, które opisujesz to MYŚLENIE, nie "czucie" czy "uczucie". A sposób myślenia, zwłaszcza że jest to Twoje myślenie, można zmienić.
Mądrości Wielokropka nigdy za wiele. To zdanie bardzo, bardzo do mnie trafiło. Pozdrawiam
Swoją drogą każdy z nas się czegoś boi, stresuje... ja również;)
Gdyby nie to nie czuło by się takiej ulgi po rozmowie o pracę, egzaminie itd.
Ja staram sie zmienic moje mimowolne myslenie,bo bardzo trudno zyc w ten sposob.
Mam poprostu dosc.
A waznych rozmow jak rozmowa o prace np.to wiadomo kazdy sie boi,bo cos zle powiem itp,ale ja boje sie wyjsc nawet z domu, do sklepu,do miasta,na wioske.
Nie mowiac juz o waznych rozmowach,i przebywaniu wsrod nich codziennie bez przerwy! Dla mnie jest to narazie nieosiagalne,a przeciez trzeba pojsc do pracy niedlugo a tam napewno beda ludzie.
11 2011-09-24 10:17:45 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-24 10:19:21)
(...) ja boje sie wyjsc nawet z domu, do sklepu,do miasta,na wioske.
(...).
Takie lęki można wyleczyć! Naprawdę. Warto.
Biegiem do psychiatry. Skierowanie (w ramach NFZ) nie jest potrzebne.
Droga Ilono ! ja od jakiegoś czasu mam to samo. Czuję się jak jakiś wyrzutek, bo przez ten mój lęk przed ludźmi nie poszłam dalej do szkoły i nie pracuje, a dodam, że pracowałam rok temu w sklepie z odzieżą, gdzie sama prowadziłam ten sklep więc miałam duuuuży kontakt z ludźmi ponieważ musiałam ich obsłużyć i wiadomo czasem porozmawiać, wtedy nie był to dla mnie kłopot, a teraz nawet nie spotykam się z dawnymi koleżankami z klasy bo się po prostu boję.. strasznie się z tym czuję więc postanowałam iść do lekarza, jutro mam pierwszą wizytę.. strasznie się stresuję, ale mam nadzięję, że poradze sobie tam... wkońcu to lekarz, który zdaje sobie sprawę, że ciężko będzie mi mówić o sobie..
Ilona772 to co odczuwasz to lęk...nie walcz z nim tylko go zaakceptuj,przyjrzyj się jemu,danej sytuacji w której się znajdujesz odczuwając ten rodzaj lęku.Wiem ze walka z tego typu uczuciami doprowadza nas do jeszcze większej desperacji...poszperaj w necie na temat lęku i radzenia sobie z nim i poradz sie psychologa.
14 2011-09-26 19:51:32 Ostatnio edytowany przez Ilona772 (2011-09-26 19:59:54)
Explicite madra uwaga. Ja zastanawiam sie juz od ok roku nad tymi wszystkimi zjawiskami ktore dzieja sie w mojej glowie i przekladaja na moje zycie.
Sa one dobre lub zle,wszystkie kieruja kazdym dniem, to niebywale odkrycie dla mnie. Wszystkie poprzednie lata bylam pewna ze caly swiat,kazde miejsce i stworzenie jest.zle,zagraza mi . Ze ja jestem zla ... Walczylam z soba sama by sie nie bac,zaczac doceniac.
Czytalam ze pierwszym krokiem wyjscia do ludzi jest oswojenie sie rowniez z soba samym,z samotnoscia.
Z lekiem trudniej sie oswoic.
Cale zycie siedzialo cos we mnie co izolowalo mnie od wszystkich.
Bylam smutna ze dzieci nie chca sie bawic ze mna, dokuczaja i wyzywaja,nauczycielki krzycza kiedy czegos nie umiem,poprostu nie dawalam juz rady z tym wszystkim
A nigdy zadna osoba nie pomogla mi.
Klaudia podziwiam cie.Prowadzilas sama sklep, zadanie wymagajace.odpowiedzialnosci i napewno nielatwe.
Bylas zaradna samodzielna.
Czy od tego czasu stalo sie cos istotnego w twoim zyciu ze twoje podejscie do zycia tak.sie zmienilo ?
U mnie dzialo sie od zawsze i teraz dopiero zrozumialam ze to.moja przeszlosc mnie tak niszczyla.do.teraz.
Ja w swoim zyciu nie
Widzialam sensu,nie wierzylam w siebie,nie.nawidzilam.siebie.i.wszystkich,nie.wierzylam.ze kiedys bedzie lepiej
Moje zycie bylo ciaglym strachem,tak je widzialam bo nikt sie nie interesowal moimi.problemami.,
Wszystko bylo dla mnie glupie i szare,zadko sie usmiechalam.
Nie radzilam juz sobie naprawde,
Zglosilam sie do psychologa dopiero niedawno,bylam na kilku ,nastepna za tydzien.
Przed1sza.wizyta.Balam sie ze wszystko zapomne,ze uzna ze zmyślam,symuluje i nikt juz nie pomoze mi.
Nie jest tak zle.juz.jak.bylo,wychodze chyba powoli z tego wielkiego dolu.
Tobie tez zycze wyjscia na powierzchnie.