Drogie Netkobietki....
Na początek chciałam przeprosić te z Was, które być może upomną mnie, że podobny wątek już był, i te które uznają, że zmarnowały czas czytając moje wypowiedzi, ale uważam, że jesteście moją jedyną deską ratunku. Albo możliwość wygadania się nią jest....sama nie wiem.
Zacznę od tego, że moje dzieciństwo wyglądało normalnie. Aczkolwiek byłam zwykłą nieśmiałą, szarą myszką pod kluczem rodziców. Nie wychodziłam wieczorami, bo dla nich to tylko "szlifowanie chodników". A jako przykładna córką, musiałam się ich słuchać. Seks był przedstawiany jako coś "złego", coś co nie przystoi takiej pannie jak mi. Nigdy się o tym nie mówiło. Temat tabu. Teraz odbija się to na moim związku.
Mam cudownego mężczyznę. Takiego tylko z gromnicą szukać. Jak każdy potrzebuje wiele czułości, której ja nie potrafię mu dać. Jakaś blokada. Gdy jest przy mnie jestem zimna, zamknięta, niedostępna. Gdy odjeżdża płaczę w poduszkę bo jest we mnie tyle miłości której nie potrafię okazać...
Ze wszystkich sił trwa przy mnie, bo mnie kocha. Ale mam obawy, że któregoś pięknego dnia powie sobie dość.
O seksie nie wspomnę. W sytuacjach intymnych również się hamuję. Czasem zdarza mi się, odmówić mu w momencie kiedy jest gotowy i bardzo chętny na zbliżenia. Mimo tego, że ja również bardzo tego pragnę mówię "NIE". Dlaczego mój umysł wydaje sprzeczne sygnały w momencie kiedy serce i ciało mówi co innego? Jak sobie z tym poradzić? ![]()
Często tak mam. Mówię mu "jedź" w momencie gdy myślę "proszę nie opuszczaj mnie" ..... "zostaw mnie" w momencie gdy w środku krzyczę "przytul mnie z całych sił"....
Jeśli macie jakiekolwiek rady, proszę podzielcie się. Będą ogromnie zobowiązana! ![]()
(mam 22 lata, gdybyście zechciały wiedzieć:) )