Poznaliśmy się w pracy. Przez rok byliśmy zwykłymi znajomymi, mało ze sobą rozmawialiśmy. Na spotkaniu integracyjnym usiedliśmy przypadkowo obok siebie i wspaniale nam się rozmawiało. Ja miałam wtedy narzeczonego, on żonę i 2 dzieci. Po trzech miesiącach okazało się, że w pracy zaczęliśmy współpracować - sama nie wiem czy przypadkiem, czy dlatego, że sami chcielismy. Coraz bardziej zaczynaliśmy się lubić, okazało się, że nadajemy na tych samych falach. Zaczęliśmy sobie pomagać, robić różne rzeczy, które były pomocne, myślę, że nas to cieszyło i imponowało obu stronom. Po pewnym czasie stało się - pocałował mnie i to bylo tak oszałamiająco cudowne, piękne i czyste, że nie zapomnę tego do końca życia. Ja wtedy już bylam zakochana w nim po uszy, dzień wcześniej rozstałam się z chłopakiem (z przyczyn niezależnych od niego). Nie myslałam o niczym innym tylko o nim. Przez kolejny rok pisaliśmy na gg każdego wieczoru po 2 godziny. Te rozmowy to najwspanialsza rzecz jaka nas łączyła, one były podstawą naszego związku i świadczyły o jego sile. Oczywiście łączył nas też seks, cudowny, namiętny, oparty na miłości, zaufaniu, cieple...
Sielanka zaczęła się kończyć powoli, gdzieś to wszystko zaczęło się rozmywać. Z mojej strony nic się nie zmieniło do dzisiaj, ale z jego strony... Po 1,5 roku powiedział, że jednak mnie nie kocha, tylko żonę... (typowe). Dodam, że nie sypia z nią przez cały czas naszego "związku" i wiem, że jest to prawda (o powodach nie chcę teraz pisać)
Pomimo tego, że wątpi w uczucie żony, że nie układa im się najlepiej, wiem, że jest dla niego wszystkim. Ja nigdy nie znaczylam dla niego nawet 10% tego, co znaczy ona.
Kolejne 2 lata naszego spotykania się były takie średnie, rzadko znajdywał cza, żeby do mnie przyjechać, coraz częściej nie było go wieczorami na gg. Gdy pytałam dlaczego, co się dzieje, wymigiwał się różnymi powodami, ale zapewniał, że między nami nic się nie zmieniło.
Obecnie, sytuacja polega na tym, że on nadal twierdzi, że wszystko jest ok, ale przyjeżdża do mnie raz na tydz. lub rzadziej (chociaż ma możliwosć częściej), rzadko dzwoni, a ponad 6 miesięcy temu przestał calkowicie pisać na gg, co było dla mnie druzgocące, i nadal nie mogę się z tym pogodzić, ze tak poprostu przekreslił taki wielki kawał naszego związku, to jego całe sedno, to co bylo najważniejsze i najcenniejsze między nami: 100% zaufanie i przyjaźń.
Ja nadal go kocham, robie wszystko, zeby było jak dawniej, ale sie nie da. Jestem dla niego nikim, taką prywatną prostytutka, bo mam przekonanie, że z jego strony już nic więcej, poza seksem nie zostało...
A mi jest ciągle żal, tak bardzo szkoda tego wszystkiego....
Jak mam się uwolnić od tej miłości, skoro cały czas pracujemy (pracy zmienić nie zamierzam), chcę kogoś znaleźć, mieć dziecko, normalną rodzinę...
Chcę przestać płakać, tęsknić, zazdrościć jego żonie każdej minuty z nim... to jest dobijające, niszczące i tak bardzo boli...
Upokorzenie na wlasne życzenie - ktoś mógłby powiedzieć, ale dopóki ktoś nie znajdzie się w takiej sytuacji nie zrozumie. Miłość przychodzi niespodziewanie i wcale nie pyta o pozwolenie... a potem jest już za późno.
Jestem taka nieszczęśliwa...
tak jak ja...prawie...
zobaczysz,to forum pomoże Ci znaleźć odpowiedź...
Dlaczego wciąż się z nim spotykasz, widzisz, on "wybrał" swoją żonę... Liczysz na to, że od niej odejdzie dla Ciebie? On daje Ci do zrozumienia, że nic z tego. Spotykając się z nim tylko pogarszasz swoją sytuację. Wiem, że boli, ale tylko kończąc definitywnie tą znajomość jesteś w stanie sobie pomóc...
Miłość przychodzi niespodziewanie i wcale nie pyta o pozwolenie... a potem jest już za późno.
Jestem taka nieszczęśliwa...
Wiktorio, jesteś tutaj, jak wiele z nas nieszczęśliwych po nieudanych albo w nieudanych związkach, ale Twój związek był niedorzeczny i chory od samego początku. Przyjmij, proszę, radę na przyszłość i nie celuj w żonatych (a do tego jeszcze dzieciatych) mężczyzn. Jeśli takiego faceta pozyskasz dla siebie, to Ty będziesz następną, którą on zostawi. Bo to brak zasad moralnych nim kieruje, być może nawet zauroczenie, ale na pewno nie miłość.
Po pewnym czasie stało się - pocałował mnie i to bylo tak oszałamiająco cudowne, piękne i czyste, że nie zapomnę tego do końca życia.
Czyste?
Hahahaha - dobre sobie. Może jeszcze niewinne i nieskazitelne? ![]()
Pomimo tego, że wątpi w uczucie żony, że nie układa im się najlepiej, wiem, że jest dla niego wszystkim. Ja nigdy nie znaczylam dla niego nawet 10% tego, co znaczy ona.
Nie rozumiem. W czym problem? Przecież wiedziałaś o tym i nadal z nim sypiałaś, zgadzając się na darmowe bzykanko na jego warunkach?
I nadal nie mogę się z tym pogodzić, ze tak poprostu przekreslił taki wielki kawał naszego związku
Kawał czego? Związku? Żartujesz sobie. Związek opiera się na uczuciach, a seks bez zobowiązań to układ. To, że z kimś sypiasz nie czyni Cię kimś ważnym. Sorry, ale musiałam Cię uświadomić.
To jego całe sedno, to co bylo najważniejsze i najcenniejsze między nami: 100% zaufanie i przyjaźń.
Zaufanie, hehe - Ty ufałaś mu, że nie sypia z żoną, a on ufał Tobie, że nikomu nie powiesz o Waszym "układzie". Teraz sama widzisz kto lepiej na tym zaufaniu wyszedł.
Ja nadal go kocham, robie wszystko, zeby było jak dawniej, ale sie nie da.
A co się zmieniło? Co jest inaczej niż kiedyś? Wiemy już, że facet nadal jest żonaty, zobaczmy co dalej...
Jestem dla niego nikim, taką prywatną prostytutka
... czyli w tej kwestii też się nic nie zmieniło...
bo mam przekonanie, że z jego strony już nic więcej, poza seksem nie zostało...
...tutaj również bez zmian.
A mi jest ciągle żal, tak bardzo szkoda tego wszystkiego....
Szkoda czego? Żony? Dzieci? A nie - szkoda Ci braku intymnych spotkań (sic!).
Dzięki za komentarze. Wszystkie macie rację, jakikolwiek komentarz ma swoją rację, bo każdy ma prawo do własnego zdania na temat.
Osoby, które nie były w takiej chorej sytuacji mogą drwić, a te które tkwią lub kiedyś tkwiły w takim układzie doskonale zrozumieją, co się wtedy czuje i myśli.
Ja doskonale zdaję sobie sprawę z wszystkich negatywnych aspektów, jakie wynikają z tego układu, ale na pewno wiele osób przyzna mi rację, ze bardzo trudno jest skończyć, bo w grę wchodzą uczucia. I cały czas się walczy o kawałek szczęścia dla siebie.
...na pewno wiele osób przyzna mi rację, ze bardzo trudno jest skończyć, bo w grę wchodzą uczucia. I cały czas się walczy o kawałek szczęścia dla siebie.
Nikt nie mówi, że łatwo jest walczyć z własnymi uczuciami. Jednakwoż trzeba sobie zadać dorosłe pytanie: jak długo to ma tak wyglądać? Czy tak ma wyglądać całe moje życie?
Bo wiesz sama - perspektyw żadnych nie ma. Będąc uwiązana przy tym człowieku życia sobie nie ułożysz, bo będziesz tylko egzystować w jego cieniu. W tym czasie mogłabyś poznać kogoś wartościowego z kim mogłabyś stworzyć trwały związek. Twoje życie w twoich rękach...
tutaj nie ma o czym myslec.wtargnęłaś pomiedzy małzonków i oczekujesz zrozumienia?;fakt facet okazal sie ostatnim palantem ze poszedł w bok i to trwalo tak dlugo.nie miał tchórz przy tym owdagi zakonczyc tej relacji ani z toba ani z zona.absurd!
ty zas zajmij sie w zyciu czyms i poszukaj wolnych mezczyzn.od samego poczatku powinnaś zachowac rezerwę i nie pozwalac sobie na takie numery.
tłumaczysz sie ze miłosc nie wybiera.oj ciekawe jak bys zareagowala gdyby s to ty była tą oszukaną żoną?
tutaj nie ma nad czym plakać!
chyba ze zaplacz sama nad sobą-i naucz sie czegos na przyszlość!!!!!!!!!!
Co do biednej zdradzonej żony - fakt, każda z nas może kiedyś być w takiej sytuacji, tego się nie przewidzi. Gdybym ja była na miejscu zony, główne pretensje miałabym do męża, który powinien być mi wierny !!!!!!! To, ze on ją zdradza, też jest czymś podyktowane i nie koniecznie tylko znudzeniem i rutyną w związku.
Poza tym, to on jest jej mężem, on przysięgał jej wierność i on złamał obietnicę, nie ja. Uważam, ze w takich przypadkach winna jest osoba, która zdradza. I nie piszę tak dlatego, zeby siebie wybielić. Nie zmuszałam go do niczego, nie ciągłam na smyczy. Jakby nie chciał to by do mnie nie przyjeżdzał. Ktoś może powiedzieć, gdybym ja sie nie zgodziła to nie zdradziłby zony - śmieszne !!!! Zdradzać można nie tylko fizycznie, nie byłabym ja, byłaby inna.
ktoś kiedyś mądrze powiedzieł: "KOCHANKA NIE JEST PRZYCZYNĄ ROZPADU ZWIĄZKU, JEST JEGO SKUTKIEM"
(...) Zdradzać można nie tylko fizycznie, nie byłabym ja, byłaby inna.
ktoś kiedyś mądrze powiedzieł: "KOCHANKA NIE JEST PRZYCZYNĄ ROZPADU ZWIĄZKU, JEST JEGO SKUTKIEM"
To fakt!
Odpowiedz jednak, czy masz zamiar dalej marnować SOBIE życie tkwiąc przy tym mało wartym chłystku, który nie kocha nikogo poza samym sobą?
12 2011-08-28 11:24:23 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-08-28 11:27:14)
Co do biednej zdradzonej żony - fakt, każda z nas może kiedyś być w takiej sytuacji, tego się nie przewidzi. Gdybym ja była na miejscu zony, główne pretensje miałabym do męża, który powinien być mi wierny !!!!!!! To, ze on ją zdradza, też jest czymś podyktowane i nie koniecznie tylko znudzeniem i rutyną w związku.
Poza tym, to on jest jej mężem, on przysięgał jej wierność i on złamał obietnicę, nie ja. Uważam, ze w takich przypadkach winna jest osoba, która zdradza. I nie piszę tak dlatego, zeby siebie wybielić. Nie zmuszałam go do niczego, nie ciągłam na smyczy. Jakby nie chciał to by do mnie nie przyjeżdzał. Ktoś może powiedzieć, gdybym ja sie nie zgodziła to nie zdradziłby zony - śmieszne !!!! Zdradzać można nie tylko fizycznie, nie byłabym ja, byłaby inna.
ktoś kiedyś mądrze powiedzieł: "KOCHANKA NIE JEST PRZYCZYNĄ ROZPADU ZWIĄZKU, JEST JEGO SKUTKIEM"
Faktycznie, prawdą jest, że kochanka nie jest przyczyną rozpadu związku.
Prawdą jest jednak i to, że kochanka wiedząc, że jest trzecią, świadomie i dobrowolnie decyduje się być współautorką dalszego rozpadu związku i czynienia świństwa żonie.
Rozumiem, że to zdanie o przyczynach rozpadu powtarzasz sobie często dla poprawy własnego samopoczucia. Prawda jednak nie przedstawia się dla Ciebie tak różowo,jak sobie to wymyśliłaś. Czynisz świństwo i tyle.
I nie skazuję Cię na wieczne potępienie, układasz sobie życie po swojemu, ale mierzi mnie obłuda.
Jeśli zdecydowałaś się być kochanką, miej odrobinę odwagi potrzebnej do tego, by samej przed sobą przyznać się do braku uczciwości w tym względzie.
Tym bardziej, że wiesz o tym doskonale, i nie czujesz się z tym komfortowo. Inaczej nie wyciągałabyś takich argumentów.
I rozumiem jeszcze jedno.
Zaoszczędziłaś biedakowi czasu decydując się na bycie "tą trzecią". Tak czy tak, kogoś by znalazł. Zaiste, poświęcenie godne podziwu.
Niech żyje obłuda! ![]()
Edycja:
Ha! Przeczytałam to, co napisałam. Żądam od Ciebie chyba zbyt wiele. Uczciwie przyznać się do braku uczciwości. Ciekawa konstrukcja.
tłumaczenie sie faktem,ze skoro nie ja to nastepna ma sie nijak w sytuacji kiedy ma sie na względzie ze facet zamiast jeść obiad przy rodzinnym stole wlasnie "urzęduje "z Toba lub na Tobie to sorry ale nie jest po drodze.
jakby tego nie nazwać jesteś przyczyna romansu.i fakt ze koles jest sam w sobie zakochany nie sprawi ze ty wyjdziesz z tego obronna ręką.
on jest skonczonym dupkiem-bo tak długo to ciągnął ,a ty jesteś niedojrzała jesli myślalas (przeciez dobitnie dał ci do zrozumienia ,ze zony nie zostawi!) że zajmiesz miejsce owej żony.
to wszystko to jakiś nonsens.
przepraszam ale mijasz sie tutaj ze zrozumieniem!
Czytając Twoją historię wiktoria8383 czułam się jakby to było o mnie. Praktycznie identyczna sytuacja, identyczne zmiany w jego zachowaniu podczas trwania tego "układu". Mi nie powiedział prosto w twarz, że mnie już nie kocha ale jego zachowanie mówiło samo za siebie, zresztą to, że w ogóle przestał to mówić znaczyło tylko jedno... Ja też nadal go kocham i nadal się z nim spotykam..... na seks
Tylko, że dla mnie (pewnie podobnie jak dla Ciebie) tego seksu mogłoby wcale nie być, byle tylko był obok chociaż na chwilę. Marzę o spotkaniu wolnego faceta i o normalnym związku. Chcę mieć dzieci i poukładane życie, a o nim raz na zawsze zapomnieć bo zmarnowałam sobie kawał życia i żałuję dnia kiedy go spotkała (również w pracy). Wiem, że większość teraz pomyśli: to po co się z nim spotykasz, urwij kontakt, zakończ to, zapomnij.... A ja od razu odpowiem, że nie potrafię mimo, że wiem ile to krzywdy robi dookoła. Dopóki nie spotkam bratniej duszy dopóty nie uwolnię się od tego, bo teraz mam chociaż minimalne poczucie, że ktoś o mnie myśli chociaż czasami. Nie zniosłabym całkowitej pustki, za bardzo się przyzwyczaiłam.
Trzymam kciuki żeby pojawił się ktoś kto pozwoli nam normalnie żyć!
Nie zniosłabym całkowitej pustki, za bardzo się przyzwyczaiłam.
"Lepiej samemu niż z kimś kto Cię nie szanuje" - ładna sygnaturka.
Tisha tak właśnie dodałam to żeby mi pomagało w walce z samą sobą, ale jak widać nie radzę sobie. To pomaga na chwilę, na kilka dni kiedy czuję się silna, a potem nadchodzi kryzys i spadam na dno.
Drogie Panie, nasz "układ" od poczatku był jasny. Nigdy nie liczylam na to, ze odejdzie od rodziny, bo dzieci są najważniejsze dla niego i dokonale rozumiem, ze bardzo by je tym skrzywdził. Więc nie liczyłam i nie liczę na to. Rozmawialiśmy o tym wiele razy. Natomiast teksty w stylu, ze jestem obłudna i z premedytacja się wpakowałam w to - nie są zgodne z prawdą. I nie zamierzam się tłumaczyć czy wybielać, bo winna się nie czuję (chyba nie wszystkie Panie dobrze mnie zrozumiały), a wydaje mi się, że wyraziłam się jasno.
Komentarze dowodzą, że te Panie którym nie przydarzyła się taka sytuacja, nie rozumieję tego. Ja tego nie zrobiłam specjalnie,nie planowałam tego, milość przyszła sama, zrozumcie, ze o ile dla niego jest to zabawa, czy cokolwiek innego, dla mnie jest to prawdziwe uczucie i nie mozna oceniać nikogo stereotypowo i jednoznacznie. Kochanka - zła, żona - święta.
Co do słów lila80 o rodzinnym obiedzie - nieźle się uśmiałam, hehehe. Zabrzmiało to tak, jakby nie miał wyjścia, a ja za uszy przyprowadziłam go do mnie. Nikt go nie trzyma, chce niech leci do zony, ale z jakiegoś powodu (i proszę nie mylśleć, ze za każdym razem to jest seks, bo tak nie jest, przynajmniej w moim przypadku) wybiera mnie, i to nie jest moja wina, tylko jego wybór.
Co do afmin - doskonale Cię rozumiem, życzę Ci, zebys znalazła fajnego faceta, taki "klin" jest potrzebny każdej kobiecie w naszej sytuacji.
I jeszcze celem wyjaśnienia, na co ja liczę: liczę na to, ze kiedyś znajdę siłę na to, zeby zrezygnować z tej miłości, powtarzam jeszcze raz z miłości (z mojej strony oczywiście), źle trafiłam, zgadzam się, ale tak czasem bywa i powtarzam jeszcze raz, ze zrozumieją to tylko te kobiety, które tak jak ja źle trafiły i teraz muszą się z tym uporać.
wiktoria i afmin, przecież godząc się na tego rodzaju relacje, największą krzywdę wyrządzacie same sobie...
Po co Wam, te destrukcyjne związki ? Co wnoszą do Waszych zyć, oprócz frustracji ?
Swoją drogą, to nawet Was podziwiam. Osobiście nie potrafiłabym kochać kogoś, kto traktuje mnie jak "sympatyczną dziurkę"...
20 2011-08-28 13:38:58 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-08-28 13:50:36)
Drogie Panie, nasz "układ" od poczatku był jasny. Nigdy nie liczylam na to, ze odejdzie od rodziny, bo dzieci są najważniejsze dla niego i dokonale rozumiem, ze bardzo by je tym skrzywdził. Więc nie liczyłam i nie liczę na to. Rozmawialiśmy o tym wiele razy. Natomiast teksty w stylu, ze jestem obłudna i z premedytacja się wpakowałam w to - nie są zgodne z prawdą. I nie zamierzam się tłumaczyć czy wybielać, bo winna się nie czuję (chyba nie wszystkie Panie dobrze mnie zrozumiały), a wydaje mi się, że wyraziłam się jasno.(...)
Napisałam o obłudzie i zdania nie zmienię. Obłuda dotyczy nieuznawanie siebie za współwinną nieuczciwości wobec żony kochanka. Nie napisałam, że czekasz lub liczysz na coś więcej. Nie szukam też, ani nie czekam ani na Twoje usprawiedliwianie, ani, tym bardziej, na Twoje wybielanie. Ani jedno, ani drugie nie jest mi do niczego potrzebne. To Twój post był przyczyną mojego.
(...)Komentarze dowodzą, że te Panie którym nie przydarzyła się taka sytuacja, nie rozumieję tego. Ja tego nie zrobiłam specjalnie,nie planowałam tego, milość przyszła sama, zrozumcie, ze o ile dla niego jest to zabawa, czy cokolwiek innego, dla mnie jest to prawdziwe uczucie i nie mozna oceniać nikogo stereotypowo i jednoznacznie. Kochanka - zła, żona - święta. (...)
Wbrew temu, co napisałaś, rozumiem Twoją sytuację.
Nie muszę zdradzać, tak samo jak mechanik samochodowy nie musi mieć popsutego samochodu, by widzieć usterkę.
Rozumiem, że miłość przyszła sama. Nie neguję, że Twoje uczucie jest prawdziwe. Nie oceniam stereotypowo i, jak napisałaś, jednoznacznie, czyli kochanka- zła, żona - święta. Niestety, to nie tak prosto można dzielić nasze komentarze. To by było za proste... dla Ciebie.
Moje uwagi tyczą Twoich świadomych wyborów.
Jeśli na swą miłość, nie miałaś wpływu, to na to, co zrobiłaś pod jej wpływem - już tak. Miałaś wpływ na to, czy pójść z żonatym ukochanym do łóżka, czy nie pójść. Miałaś wpływ na swą decyzję o kontynuowaniu związku, jakikolwiek by on nie był, z żonatym.
Kiedyś usłyszałam mądre zdanie. Jeśli pierwszy raz popełnisz błąd, to przypadek, za trzecim - to decyzja.
I o to mi chodzi. To Ty podjęłaś decyzję o byciu w takim związku i Ty również ponosisz odpowiedzialność za nieuczciwość wobec żony kochanka. Chyba że, ale o tym nie napisałaś, żona kochanka dowiedziała się od Ciebie o Twojej miłości do jej męża i zgodziła się na wasz nieformalny związek. Ale o to ani Ciebie, ani jej nie podejrzewam.
I nie nazywam Ciebie złą kobietą.
Nie nazywam też żony Twego kochanka świętą.
Ba, nawet rozumiem Twoją miłość i rozpaczliwą zgodę na trwanie w takim związku.
I bardzo Tobie współczuję, bez żadnej ironii, bo trzeba być prawdziwie zdesperowanym i nie widzącym innych perspektyw, by na taki układ przystać.
Zaprotestowałam tylko przeciw obłudzie i nienazywaniu rzeczy po imieniu. Świństwo, czynione drugiej osobie, jest świństwem.
Edycja:
(...)Co do afmin - doskonale Cię rozumiem, życzę Ci, zebys znalazła fajnego faceta, taki "klin" jest potrzebny każdej kobiecie w naszej sytuacji.
Życzę wam obu, byście poszły i ukończyły własną terapię. Inaczej nie będzie klina, a kolejnego partnera wybierzecie według takiego samego klucza. Bo nie zmienicie własnego przekonania, że zasługujecie na prawdziwego partnera, że jesteście tego warte.
I życzę wam, takiej wiary w siebie, z całego serca.
Wktorio nie ty pierwsza ani nie ostatnia znalazłaś sie w takiej sytuacji.
Uważałaś wasz związek za cos piękniego i niepowatrzalnego; chemia, namietność i te wszystkie inne "przytłumiacze zdrowego rozasądku" i dla ciebie tak to było, czy dla niego wątpie......
Wiem, jak wolni faceci (przynajmnie tak twierdzą) potrafią zmyślać i ściemniać, wiec zdradzający żonkosie są w tym wirtuozami i kobieta zakochana nie ma szans.
Zonkoś napisał, że żonka jest dla niego jest tak ważna jaka ty nidgy nie bedziesz- moim zdaniem to g... prawda- ważnych kobiet, które sie kocha raczej sie nie zdradza- on ma nową kochankę (i widocznie może "obsłużyć tylko dwie kobiety").
A ty przestań sie katować myślami, że jesteś jego prywatną prostytutką itp...znajdź w sobie siłe by zamknąć za sobą drzwi tej historii, przestań myśleć o nim , o tym jak mu sie układa z żoną ( tu pewnie nic sie nie zmieniło , ona jest nadal zdradzana tylko z inną).
Układaj sobie życie na nowo.
Dobrze trafiłaś tu, kobiety opisują podobne historie, wiec może któraś bedzie dla ciebie inspiracja i pomoże cie sie odnaleźć.
Ja zawsze twierdziłam i bede to powtarzac, że nie ta trzecia, czwarta czy też któraś z kolei odpowiada za rozpad małżeństwa- za rozpad odpowiada ten kto przysięgał wiernosc, uczciwosć i to że nie opuści aż do śmierci- bo to jest zoobowiazanie, odpowiedzilanośc i przysiega przed Bogiem i ludzmi i on powienie sie pilnować!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ja zawsze twierdziłam i bede to powtarzac, że nie ta trzecia, czwarta czy też któraś z kolei odpowiada za rozpad małżeństwa- za rozpad odpowiada ten kto przysięgał wiernosc, uczciwosć i to że nie opuści aż do śmierci- bo to jest zoobowiazanie, odpowiedzilanośc i przysiega przed Bogiem i ludzmi i on powienie sie pilnować!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Generalnie, trudno się z taką opinią nie zgodzić
Nie zmienia, to jednak faktu, że zdrada odbywa się raczej, przy współudziale kochanki...
Bywaja w życiu takie sytuacje, kiedy za współudział idzie się "siedzieć"... ![]()
...Dopóki nie spotkam bratniej duszy dopóty nie uwolnię się od tego, bo teraz mam chociaż minimalne poczucie, że ktoś o mnie myśli chociaż czasami. Nie zniosłabym całkowitej pustki, za bardzo się przyzwyczaiłam.
Trzymam kciuki żeby pojawił się ktoś kto pozwoli nam normalnie żyć!
Ale liczysz się z tym, że jak bratnia dusza dowie się o takiej przeszłości może się zniechęcić i zrezygnować?
Jestem zdradzoną żoną, mój mąż zdradzał mnie z koleżnką z pracy. Nie było to raz, dwa .. trwało ponad dwa lata. Koleżanka z pracy-wolna, znała mnie.. ale przecież sie bawiła wspaniale. Winą obarczam mojego męża, zresztą sam się do wszystkiego przyznał. Ale Nie ukrywam, że ona sama miała w tym też swój udział. Cóż.. dzisiaj próbuję z tym żyć, wybaczyłam, ale nigdy nie zapomnę. Byliśmy wspaniałym małżeństwem.. tak możnaby o nas powiedzieć. On kłamał patrząc mi prosto w oczy. A jeżeli myślisz, że zaniedbywałam..mylisz się.. miał wszystko o czym mógł zamarzyć facet.. powiedziałam jej:że bóg nie rychliwy ale sprawiedliwy.. kiedyś coś takiego, albo jeszcze gorszego spotka, bo takie przypadki akurat znam. Więc jeżeli mogę ostrzec, to potraktuj to jako przestrogę.
wiktoria i afmin, przecież godząc się na tego rodzaju relacje, największą krzywdę wyrządzacie same sobie...
Po co Wam, te destrukcyjne związki ? Co wnoszą do Waszych zyć, oprócz frustracji ?
Swoją drogą, to nawet Was podziwiam. Osobiście nie potrafiłabym kochać kogoś, kto traktuje mnie jak "sympatyczną dziurkę"...
Volver czuję się w tym momencie tak jak napisała wiktoria, jak prywatna prostytutka... ale uwierz, że na początku czułam się jak kobieta którą ktoś pokochał, którą się opiekuje, interesuje. Pomagał mi i czułam się przy nim bezpiecznie, zakochałam się w nim. Teraz wiem, że to wszystko było grą, a ja głupią i naiwną gówniarą.
afmin napisał/a:...Dopóki nie spotkam bratniej duszy dopóty nie uwolnię się od tego, bo teraz mam chociaż minimalne poczucie, że ktoś o mnie myśli chociaż czasami. Nie zniosłabym całkowitej pustki, za bardzo się przyzwyczaiłam.
Trzymam kciuki żeby pojawił się ktoś kto pozwoli nam normalnie żyć!Ale liczysz się z tym, że jak bratnia dusza dowie się o takiej przeszłości może się zniechęcić i zrezygnować?
Liczę się z tym i boję się, ale wiem, że zrobiłam źle i nie powtórzyłabym tego nigdy w życiu! Teraz mogę tylko odradzać innym takich "eksperymentów" bo potem pozostaje tylko płacz.
Już kiedyś gdzieś pisałam, że jak kobieta decyduje się na związek z żonatym mężczyzną to musi mieć twardą dupę, bo upadek zwykle jest bolesny, a na pewno nieunikniony. Pisałam też, że potrzeba dużo wyrachowania i wewnętrznej suki, żeby zdecydować się na taki układ, bo po czymś takim nie bywa kolorowo z resztą jak widać na załączonym obrazku. Abstrahując od wszystkiego jeżeli kobieta decyduje się na romans z żonatym bez podejścia w stylu "a co mi zależy, jest fajny, mogę się trochę pobawić, przecież to nie ja przysięgałam wierność tylko on" i po wszystkim nie będzie w stanie uśmiechnąć się i powiedzieć mu "miło było, na razie", to niech się w takie związki nie pakuje. Jeżeli nie jest się "suką" to sam fakt, że facet ma żonę powinno włączać czerwony neon "ZAJĘTY", a co za tym idzie, niedostępny.
Droga wiktorio, jedyne co Ci pozostało to z godnością zerwać tą znajomość. Tak trochę przewrotnie powiem, że, mimo wszystko jesteś w tej lepszej sytuacji. Ty byłaś wolna jak w ten związek wchodziłaś i jesteś wolna po nim. To on martwi się o poprawę stosunków z żoną, a nie Ty, dlatego wykorzystaj tą sytuację i ogarnij się. Miłość przychodzi i miłość odchodzi tak bywa i trzeba się z tym pogodzić. Nie bądź darmową dziwką, ani żebraczą o uczucie. Było- minęło, będzie kolejny, byle tym razem nie żonaty ![]()
Volver napisał/a:wiktoria i afmin, przecież godząc się na tego rodzaju relacje, największą krzywdę wyrządzacie same sobie...
Po co Wam, te destrukcyjne związki ? Co wnoszą do Waszych zyć, oprócz frustracji ?
Swoją drogą, to nawet Was podziwiam. Osobiście nie potrafiłabym kochać kogoś, kto traktuje mnie jak "sympatyczną dziurkę"...Volver czuję się w tym momencie tak jak napisała wiktoria, jak prywatna prostytutka... ale uwierz, że na początku czułam się jak kobieta którą ktoś pokochał, którą się opiekuje, interesuje. Pomagał mi i czułam się przy nim bezpiecznie, zakochałam się w nim. Teraz wiem, że to wszystko było grą, a ja głupią i naiwną gówniarą.
afmin, żyję wystarczająco długo, żeby wiedzieć na jakie gesty i słowa, stać faceta zdobywcę
Wiadomo, człowiek nie szklanka więc go nie przejrzysz, a tym bardziej jego intencji. Dziś już wiesz, jaką rolę pełnisz w życiu tego człowieka. Zawalcz o siebie ! Stać Cię na więcej niż te ochłapy, które dostajesz... choćby były i z pańskiego stołu...
Byłam w podobnej sytuacji i tłumaczenie "kocham go, więc będę się zgadzać na wszystko" mnie nie przekonuje. W momencie, gdy zorientowałam się, że on nigdy nie zrezygnuje z rodziny (nie pytałam o żonę, o jego uczucia do niej, do tej pory nie wiem jakie jest jego małżeństwo) postanowiłam ratować siebie. Jak to zrobiłam? Zaczęłam mieć wymagania. Zaczęłam oczekiwać, że również on da coś z siebie (oprócz tekstów o bratnich duszach) i zacznie brać pod uwagę moje potrzeby choćby w kwestii wpływu na częstotliwość spotkań. Od razu po tej rozmowie wyczułam pewien dystans, więc sprowokowałam kłótnię i posłałam go do diabła. Wiedziałam, że rozstanie w przyjacielski sposób się nie sprawdzi, bo zawsze któreś z nas będzie mogło się odezwać, a ponieważ ja generalnie jestem słaba, to zaczęłoby sie to na nowo. Mimo że brakuje mi go, to jestem dumna z siebie, że wyzwoliłam się z tego układu. Nigdy nie byłam kobietą, która zadowala się okruchami. Będąc z nim nie mogłam pozbyć się myśli, że zgadzam się na takie minimum. Poza tym negowałam jego podejście do życia: szukanie rozwiązania ewentualnych problemów w związku poza nim... Dlatego mimo moich uczuć do niego powiedziałam "nie". I naprawdę uratowanie resztek szacunku do siebie daje niesamowitą siłę! Wiem, że wiktoria ma nadzieję, że on będzie z nią i dlatego w to brnie. Musi zdać sobie jednak sprawę, że mężczyzna nigdy nie pokocha kobiety, której nie szanuje...
Aga30,
gratuluję Tobie decyzji i siły.
Co do autorki wątku. Myślę, że się mylisz. Ona sama napisała:
Drogie Panie, nasz "układ" od poczatku był jasny. Nigdy nie liczylam na to, ze odejdzie od rodziny, bo dzieci są najważniejsze dla niego i dokonale rozumiem, ze bardzo by je tym skrzywdził. Więc nie liczyłam i nie liczę na to. (...)
Chyba, że nakłamała tutaj.
Myślę, że niekoniecznie nakłamała, po prostu z poziomu rozsądku wiedziała, że nie zostawi rodziny, uczucia jednak sprawiały, że miała/ma nadzieję. Wiem co się wtedy myśli: "a może jak minie więcej czasu, to więź między nami stanie się taka silna, że weźmie ten cholerny rozwód?"; "a może, gdy dam mu to wszystko, czego nie daje mu żona: zrozumienie, podziw, czas, to wybierze mnie?" Tylko po co rozwalać kilkanaście lat współnego życia, "wypracowane" reguły bycia razem i zaczynać budować to wszystko na nowo z kimś innym? By znów za jakiś czas zacząć się męczyć? Mężczyźni są wygodni, a głupie kobiety nie motywują ich do wysiłku. Przecież można zjeść ciastko i mieć ciastko...
Taak.
Wielkie uczucie, a rozum poszedł na długi spacer i jest w podróży dokoła świata.
Aga30, jeśli możesz, napisz co skłoniło Ciebie do walki o siebie. Co było punktem zapalnym do takiego działania. Myślę, że tym możesz pomóc dziewczynom.
Wiecie co, jak tak czytam te wypowiedzi to aż nie mogę uwierzyć, ze dotyczą mnie. Wiele razy się już zastanawiałam jak mogłam sie wrobić w taki kanał (zostać kochanką żonatego faceta). Na to forum trafilam przypadkowo i tak pomyślałam, że może będzie jakąś formą terapii, bo już nie dawałam sobie rady...
Dziękuję za wszystkie wypowiedzi, z każdej wyciągnęłam coś dla siebie, napewno skłoniły mnie do przemyśleń. Uwierzcie mi, ze ja tego nie zrobiłam celowo, tzn. nie planowałam tego, tak jak już pisałam na początku jakiś niewinny flirt przerodził się w głębokie uczucie... a potem było już za późno.
Zgadzam się z wypowiedzią Wielokropek:
("Miałaś wpływ na swą decyzję o kontynuowaniu związku, jakikolwiek by on nie był, z żonatym"). Tak miałam w sensie, ze on mnie do niczego nie zmuszał, ale zdrowy rozsądek nie miał w tamtym momencie nic do powiedzenia, decydowało ''serce"...
oraz ("Zaprotestowałam tylko przeciw obłudzie i nienazywaniu rzeczy po imieniu. Świństwo, czynione drugiej osobie, jest świństwem.") - w tym tez jest racja...
Wiecie co jest też najgorsze? Że tak bardzo chce się wierzyć i wierzy się, że uczucie jest obustronne (oczywiście nie można zakładać, w każdym przypadku, ze nie jest), ale jednak w większości przypadków, kobieta się zakochuje, a facet się bawi i wykorzystuje. I ja miałam tą świadomość przed poznaniem jego, w czasie gdy się spotykaliśmy, ale za wszelką cene starałam się o tym nie mysleć, tylko cieszyć tym "szczęściem", tymi ulotnymi chwilami... ehh okropne to wszystko...
Zapewniam Was, ze to nic przyjemnego, to trwanie w takim związku i gdyby można było tak po prostu, tak łatwo się od tego uwolnić, to dawno byśmy to zrobily. Myślicie, ze fajnie jest wypłakiwać sobie oczy, tęsknić, zazdrościć, wyczekiwać, być skazanym na upokorzenia? Myślicie, że robimy to po to, żeby zrobić na złość żonie? Dzieciom? Nie!! Większość z nas nie ma w ogóle takiego celu, a po prostu staje się ofiarą własnej sytuacji, głupoty po części też, pecha, swoich decyzji ... ale w największym stopniu swojego uczucia. Miłość jest ślepa - to powiedzenie chyba najlepiej się tu sprawdza.
Co do wypowiedzi Aga30 i Teo - bardzo bym chciała z podniesioną głową to zakończyć, bez emocji, być wolna w srodku, tak naprawdę.. i tego życze wszystkim Paniom w podobnej sytuacji, ale do tego trzeba wewnętrznie dojrzeć, a ja czuję, ze jeszcze walczę, sama ze sobą i z ta moja miłością...
34 2011-08-28 22:40:36 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-08-28 22:42:42)
Przecież wiem, że to nie jest wbrew, że miłość zapanowała, że rozum poooszedł.
I ponieważ to wszystko wiem, i jeszcze trochę, radzę, idź na terapię. Łatwiej się z tego wyzwolisz. Łatwiej podejmiesz decyzje, jakiekolwiek.
Trzymam kciuki za Ciebie i Twe mądre decyzje. ![]()
Wiesz, zastanawiałam się też dlaczego sympatia mojego męża nie potrafiła jednoznacznie postawić sprawy, gdy dowiedziała się, że mój mąż to jest jednak czyjś mąż.
Ja nie wyobrażam sobie sytuacji, że mogłabym spokojnie co wieczór zasypiać mając świadomość, że rozwalam komuś rodzinę, zabieram jakiejś kobiecie męża, jakimś dzieciom ojca. Sorry, ale to jest zwykłe kurewstwo!
Masz rację pisząc w temacie swego wątku - to jest CHORY układ!
Myślicie, ze fajnie jest wypłakiwać sobie oczy, tęsknić, zazdrościć, wyczekiwać, być skazanym na upokorzenia? Myślicie, że robimy to po to, żeby zrobić na złość żonie? Dzieciom? Nie!! Większość z nas nie ma w ogóle takiego celu, a po prostu staje się ofiarą własnej sytuacji, głupoty po części też, pecha, swoich decyzji ... ale w największym stopniu swojego uczucia. Miłość jest ślepa - to powiedzenie chyba najlepiej się tu sprawdza.
Ale te stany nie dotyczą tylko porzuconych kochanek, ale i żon, dziewczyn w nieformalnych związkach i w ogole w różnych związkach nie jest to nowością. Dlatego napiszę, że nie ty pierwsza i nie ostatnia. Żadnej z nas nie jest obce to uczucie, ale jakoś żyjemy dalej i radzimy sobie. Przestań użalać się nad sobą i wyłaź z tego bagna zanim utopisz się na amen.
37 2011-08-28 22:50:53 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2011-08-28 23:08:23)
To, co pomogło mi się z tego wyzwolić, jest dość banalne, ale życie i różne historie pokazują, że najtrudniej to zastosować. Okazuje się bowiem, że najtrudniej jest kochać samego siebie.
Od bardzo dawna zastanawiam się nad poczuciem własnej wartości i nad róznymi mechanizmami ludzkiego postępowania. Od lat walczę z niską samooceną: gdzieś w środku nie wierzyłam, że zasługuję na cokolwiek, jednak zawsze od życia chciałam dużo więcej niż sądziłam, że mogę otrzymać. Powoli jednak wychodzę na prostą. Tak więc to szacunek do samej siebie i budowane poczucie własnej wartości pozwoliły mi to zakończyć. Mimo wszystko to jest świetny facet i zawsze traktowal mnie wyjątkowo (czułam, że jestem dla niego celem, a nie środkiem do celu), ale jednak ciągle musiałam czekać aż będzie miał "wolne" od rodziny. Odpowiedziałam też sobie na parę pytań:
1. Co daje mi ta znajomość?
2. Czy to, co czuję będąc z nim, rekompensuje mi brak prawdziwego związku?
3. W jakim momencie życia jestem: czy potrzebuję wrażen, czy szukam stabilizacji?
Odpowiedzi wskazywały, że ta znajomość jest nie tylko stratą czasu, ale dodatkowo jesli potrwa dlużej, to jeszcze trudniej będzie mi spojrzeć sobie w oczy.
Powtarzam, że nie jest mi łatwo, ale generalnie czuję się lepiej ze sobą niż wtedy, gdy on był. I jak ktoś tu wcześniej napisał, jeśli taki układ jest dla kobiety tylko zabawą, to można to ciągnąć, jeśli nie - trzeba się ratować.
najpierw kobiety godza się być "tą trzecią" a później jest płacz depresja i inne cuda. same nie wiecie czego chcecie, niepotrzebnie sie nakręcacie.
seks naprawdę o niczym nie świadczy, to jedynie zaspokojenie potrzeb fizycznych. kobieta ma w naturze doszukiwanie sie 9 dna zupełnie niepotrzebnie.
jak jestem głodny robie sobie kanapkę ale to nie znaczy ze jestem fanem pieczywa, po prostu chciało mi się jeść.
Dr.Menel,są kobiety takie jak my,dla których seks wiele znaczy,jest wyrazem naszego przywiązania,głębokiego uczucia i oddania...i nigdy nie decydujemy się na niego nie kochając mężczyzny całą sobą...i dlatego później jest płacz...
Dlaczego mężczyzna,który wie,iż go kocham,nie powie mi na samym początku:"Tylko pobawię się twoim ciałem,a potem cię zostawię,bo to tylko moja potrzeba fizjologiczna,taka jak zrobienie kupy i rób co chcesz"?
40 2011-08-29 05:27:22 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-08-29 05:29:11)
Zgadzam się z Wielokropkiem. Powinnaś udać się do terapeuty. Z tego co czytam ; tkwisz w tym układzie już 3,5 roku czy nawet 4 lata. Strasznie długo.
Wiesz, zakochać się można, ale nie trzeba wplątywać się w romans, pamiętaj, że to była Twoja świadoma decyzja.
Moim zdaniem kobieta, która szanuje siebie na Twoim miejscu dałaby od razu sobie z nim spokój albo powiedziała : " Albo ona albo ja". Jak facet kochałby Ciebie, to i tak w końcu wybrałby Ciebie.
A Ty wplątałaś się w to i godziłaś się na bycie drugą, więc nie powinnaś być zdziwiona obrotem sprawy.
Oczywiście, moim zdaniem , kryształowa nie jesteś, bo mogłaś się wycofać, uczucia nie muszą zaślepiać, dużo ludzi kocha, a jednak nie robi z tego powodu głupot.
Niemniej , najpewniej masz jakieś kompleksy, niską samoocenę, skoro tak długo w tym trwasz, skoro godzisz się na takie traktowanie i wiedząc, że on nie odejdzie od żony nadal w to brniesz i nadal się z nim spotykasz, a on tylko korzysta z Twojego ciałka, nic więcej.
Dlatego proszę Cię, weź przykład z kobiet, które weszły w takie układy, lecz zmądrzały i odeszły, bo zrozumiały, że to bagno i nic z tego nie będzie.
Sama siebie teraz krzywdzisz.
Sama pomyśl co daje Ci ten układ i czy nie poczujesz się lepiej bez niego, czy nie poczujesz się wolna , bez tego ciężaru.
Terapia naprawdę wskazana.
A na przyszłość oczywiście wyciągnij wnioski,
Oczywiście, że taki facet jak on znajdzie sobie inną kochankę, ale czemu masz nią być Ty? Chcesz naprawdę takiego dupka??
Witam, chciałam tylko nadmienić, że nie mam kompleksów, nie miałam też nigdy problemów z samooceną. Zawsze uważałam się i uważam za ładną, nawet bardzo ladną, mądrą i fajną dziewczynę więc z tego nie wynika moja porażka
tak czytam i czytam
i probuje zrozumiec...
ale JEDNEGO NIE ROZUMIEM:
ja osobiscie nie moglabym pokochac kogos, do kogo nie mam szacunku- taka moralnosc cholera, i nie pojmuje , ze Ty moglas . I inne. Jak wy to robicie ???
Najgorsze w takich związkach jest to, że kobieta przywiązuje się emocjonalnie.... kocha sercem, prowadzi walkę z rozumem i mimo tego,że ON rani ją, Ona nadal będzie go bronić... smutne ale niestety prawdziwe.
Najgorsze w takich związkach jest to, że kobieta przywiązuje się emocjonalnie.... kocha sercem, prowadzi walkę z rozumem i mimo tego,że ON rani ją, Ona nadal będzie go bronić... smutne ale niestety prawdziwe.
I to jest właśnie całkowity absurd.
Kochanki zawsze używają argumentu, że to nie ich wina, bo to nie one ślubowały żonie wierność. I nie przeszkadza im, że facet sypia z nimi mając żonę. A potem wielki płacz, że kochanek ich nie szanuje, że nie kocha itp kocopały. Skoro nie szanuje kobiety, której ślubował miłość, wierność, uczciwość, z którą ma dzieci, to co? Ma szanować randomową kobietę - kochankę, której nic nie obiecywał? Naprawdę naiwność ludzka jest nieskończona.
naranja napisał/a:Najgorsze w takich związkach jest to, że kobieta przywiązuje się emocjonalnie.... kocha sercem, prowadzi walkę z rozumem i mimo tego,że ON rani ją, Ona nadal będzie go bronić... smutne ale niestety prawdziwe.
I to jest właśnie całkowity absurd.
Kochanki zawsze używają argumentu, że to nie ich wina, bo to nie one ślubowały żonie wierność. I nie przeszkadza im, że facet sypia z nimi mając żonę. A potem wielki płacz, że kochanek ich nie szanuje, że nie kocha itp kocopały. Skoro nie szanuje kobiety, której ślubował miłość, wierność, uczciwość, z którą ma dzieci, to co? Ma szanować randomową kobietę - kochankę, której nic nie obiecywał? Naprawdę naiwność ludzka jest nieskończona.
alez w Tobie jadu i zlosci..empatii czy nawet checi zrozumienia drugiej osoby zero.
pisze chyba dziewczyna, ze chce sie uwolnic, bo wie, ze to bezsens i zly zwiazek, rani siebie i innych. ale czasem latwiej powiedziec niz zrobic..ona tu po porade przyszla a nie pod pregierz.
W ogóle jaka jest przyjemność romasowania z żonatym facetem?! Ani nie wyjdziesz gdzieś na miasto, bo może Was ktoś zauważyć, ani się nie przytulisz w miejscu publicznym, ani nic. Chyba że mieszka się w różnych miastach, ale jeśli tak to już nie widzicie się często, nie ma spontaniczności... Jest tylko seks i zamknięcie w 4 ścianach. Co to za przyjemność?!
Zgadza się Tisha to absurd, ale pomimo tego,że takich przykładów jest wiele, to jakoś ciągle się to przytrafia... aż człowiek zaczyna mieć obawy,że i jego takie coś może spotkać... w tej kwestii niestety ale najpierw szpilkę wbiłabym facetowi- jak komuś przysięga się wierność i uczciwość małżeńską to powinno się dochować złożonej obietnicy a nie bałamucić inne baby i sprawdzać, czy nadal jest się atrakcyjnym w oczach innej - a później kochance - jak ONA może rozbijać komuś rodzinę?
Jakieś zasady przecież funkcjonują prawda? Nikt nie chce być zdradzanym, no luuuudzie!
Wiktorio, ja też jestem ładna, mądra i fajna
tylko czasami stan faktyczny nijak się ma do własnego postrzegania siebie. Nie twierdzę, że u Ciebie tkwienie w takim układzie wynika z takich samych przyczyn co u mnie, ale nie widzę innego powodu, żeby zgadzać się na takie resztki... Która pozytywnie myśląca o sobie kobieta zgadza się na takie złudzenie prawdziwego związku? Kochasz go, to zażądaj, żeby dokonał wyboru (pomijam kwestie moralne: rozwalanie małżeństwa, zabieranie dzieciom ojca, bo dla mnie też przede wszystkim liczyło się uczucie). Jednak on nie chciał wybierać (nie oczekiwałam tego, wystarczyło go poobserwować i posłuchać), chciał mieć wszystko na raz. Uwierz, że ja czuję się o niebo lepiej niż wtedy, gdy dobrowolnie podporządkowywałam się jego potrzebie zaspokojenia czegoś tam - nie ważne czy to pożądanie, fascynacja, miłość, porozumienie dusz, czy recepta na nudę, rutynę, kryzys etc. Był/jest to najbardziej podniecający facet i fizycznie, i intelektualnie, jakiego dotąd poznałam, więc naprawdę nie jest mi łatwo, ale wiem, że to jedyne rozwiązanie.
alez w Tobie jadu i zlosci..empatii czy nawet checi zrozumienia drugiej osoby zero.
Jadu? Nie umiem się ustosunkować do tego bo nie wiem co konkretnie masz na myśli używając tego słowa. Złości owszem we mnie pełno jak czytam takie posty. Empatia, chęć zrozumienia.. Nigdy w życiu! Zrozumienia dla zdrady u mnie nie ma, ani zrozumienia dla zdradzającego partnera, ani dla jego kochanki. Ciekawa jestem czy też byś taka milutka i pełna zrozumienia była dla tej kobiety, gdyby okazało się, że to akurat Twój mąż z nią sypia, życie bywa ironiczne.
pisze chyba dziewczyna, ze chce sie uwolnic, bo wie, ze to bezsens i zly zwiazek, rani siebie i innych. ale czasem latwiej powiedziec niz zrobic..ona tu po porade przyszla a nie pod pregierz.
Mhm, pisze bo ją facet kopną w tyłek i chciałaby, żeby ktoś jej dał radę jak zapomnieć. Przypuszczam, że gdyby nadal spotykali się tak regularnie jak kiedyś i kochanek nie zaczął by sie od niej odcinać to ten post nigdy by się tu nie pojawił. Nie widzę z jej strony żalu czy wyrzutów sumienia, tylko uczucie bycia pokrzywdzoną. A co śmieszniejsze pokrzywdzoną nie przez to, że żonaty facet z nią romansuje tylko dlatego, że owy romans zakończył. Nie ma w niej skruchy, że źle zrobiła, wręcz przeciwnie, uważa, że jest OK, bo ona żonie nic nie ślubowała.
Zgadza się Tisha to absurd, ale pomimo tego,że takich przykładów jest wiele, to jakoś ciągle się to przytrafia... aż człowiek zaczyna mieć obawy,że i jego takie coś może spotkać... (...)
Protestuję!
Zdrada nie może nikomu się "przytrafić". Podobnie nie może się "przytrafić" pójście do łóżka z żonatym/zamężną (poza faktem ukrycia tego, że jest się już w związku). Obie te sytuacje to dobrowolna decyzja.
Nie mamy, podobno, wpływu na swoje uczucia. Ale mamy wpływ na podejmowanie określonych zachowań.
Rozumiem, że ktoś decyduje się na zdradę. Rozumiem, że ktoś decyduje się na związek z żonatym/zamężną.
Ale publicznie przyznawać się do tego, że nie jest się człowiekiem, istota myślącą i decyzyjną, tego nie rozumiem.
naranja napisał/a:Najgorsze w takich związkach jest to, że kobieta przywiązuje się emocjonalnie.... kocha sercem, prowadzi walkę z rozumem i mimo tego,że ON rani ją, Ona nadal będzie go bronić... smutne ale niestety prawdziwe.
I to jest właśnie całkowity absurd.
Kochanki zawsze używają argumentu, że to nie ich wina, bo to nie one ślubowały żonie wierność. I nie przeszkadza im, że facet sypia z nimi mając żonę. A potem wielki płacz, że kochanek ich nie szanuje, że nie kocha itp kocopały. Skoro nie szanuje kobiety, której ślubował miłość, wierność, uczciwość, z którą ma dzieci, to co? Ma szanować randomową kobietę - kochankę, której nic nie obiecywał? Naprawdę naiwność ludzka jest nieskończona.
Mussuka napisał/a:alez w Tobie jadu i zlosci..empatii czy nawet checi zrozumienia drugiej osoby zero.
Jadu? Nie umiem się ustosunkować do tego bo nie wiem co konkretnie masz na myśli używając tego słowa. Złości owszem we mnie pełno jak czytam takie posty. Empatia, chęć zrozumienia.. Nigdy w życiu! Zrozumienia dla zdrady u mnie nie ma, ani zrozumienia dla zdradzającego partnera, ani dla jego kochanki. Ciekawa jestem czy też byś taka milutka i pełna zrozumienia była dla tej kobiety, gdyby okazało się, że to akurat Twój mąż z nią sypia, życie bywa ironiczne.
I tu się z Tobą zgadzam w 100%
Jak to lubię obrazowo określać - "nie ma co zawijać g... w złoty papierek" ![]()
Dla zdrady nie ma zrozumienia, ale bardzo łatwo można sie z niej tłumaczyć. Ludzie w moim przekroju wiekowy 25-30 i mający żony/mężów, szukają na portalach okazji do zdrady, tłumacząc sie nudą- sa znudzeni małżeństwem i musze przyznać , że mnie to nieco zastanawia; jak osoba 27-letnia, bedąca w związku małżeńskim 3 lata jest już nim znudzona???co jego/ją tak znudziło??? na jakiej zasadzie i podstawie czego takie małżeństwa są zawierane??? a jeśli czuje sie znudzony życiem, niech sie zajmie sportem ekstremalnym (proponuje skok z samlotu bez spadochronu) a nie marzy o skoku w bok.
myślę,że zdrada wynika z głodu miłości i zwykłej ludzkiej słabości...
najpierw kobiety godza się być "tą trzecią" a później jest płacz depresja i inne cuda. same nie wiecie czego chcecie, niepotrzebnie sie nakręcacie.
seks naprawdę o niczym nie świadczy, to jedynie zaspokojenie potrzeb fizycznych. kobieta ma w naturze doszukiwanie sie 9 dna zupełnie niepotrzebnie.jak jestem głodny robie sobie kanapkę ale to nie znaczy ze jestem fanem pieczywa, po prostu chciało mi się jeść.
Może i racja, ale skoro miał być tylko seks i ustalone to było obustronnie to po jaką cholerę faceci zaczynają to psuć, wyznawać miłość i pieprzyć o wspólnej przyszłości. Seks to seks, do zakochania nie wystarczy samo bzykanie, po co bajerują o "wielkiej miłości", dla seksu?! Wątpię przecież to już dostali.
Empatia, chęć zrozumienia.. Nigdy w życiu! Zrozumienia dla zdrady u mnie nie ma, ani zrozumienia dla zdradzającego partnera, ani dla jego kochanki. Ciekawa jestem czy też byś taka milutka i pełna zrozumienia była dla tej kobiety, gdyby okazało się, że to akurat Twój mąż z nią sypia, życie bywa ironiczne
Tisha coś Ty taka zasadnicza ?
Może z wiekiem złagodniejesz... ![]()
U mnie po traumatycznych przeżyciach, nastapila transformacja osobowości. Chęć zrozumienia była we mnie tak wielka, że aktualnie swojemu byłemu, to nawet współczuje, że musiał mnie zdradzać...
Jak sobie przypomne, ile to wymagało od niego wysiłku fizycznego i interektualnego. I to, życie w nieustającym stersie, że się wyda... Okropność ![]()
Nasze byłe kochanki, też rozumiem. Wszytko dzięki umiejętności przyjęcia ich sposobu myślenia i spojrzenia na ten temat, z ich perspektywy...
![]()
Tisha coś Ty taka zasadnicza?
Zasady to jedyne co tak naprawdę pozwala mi przetrwać w tym gównianym świecie i pozostać sobą.
U mnie po traumatycznych przeżyciach, nastapila transformacja osobowości. Chęć zrozumienia była we mnie tak wielka, że aktualnie swojemu byłemu, to nawet współczuje, że musiał mnie zdradzać...
Jak sobie przypomne, ile to wymagało od niego wysiłku fizycznego i interektualnego. I to, życie w nieustającym stersie, że się wyda... Okropność
Nasze byłe kochanki, też rozumiem. Wszytko dzięki umiejętności przyjęcia ich sposobu myślenia i spojrzenia na ten temat, z ich perspektywy...![]()
Też zostałam zdradzona i niestety, albo stety nie nastąpiła transformacja osobowości. Nadal czuję pogardę do zdradzających i ich kochanek/kochanków. Nadal zdradę widzę jako zły uczynek bez okoliczności łagodzących. Nadal nie wybaczyłabym zdrady. I nadal skacze mi ciśnienie jak widzę takie posty. Poza tym wypowiedzi ludzi typu: "rozumiem Cię, jesteś biedna" nieco mnie śmieszą, bo założe się, że gdyby właśnie okazało się, że autorka romansowała z mężem "empatycznej forumowiczki" to poleciały by ostre słowa i całe współczucie szlag by trafił ![]()
57 2011-08-29 23:11:30 Ostatnio edytowany przez bałałajka (2011-08-29 23:12:33)
...a czy autorka watku kiedykolwiek slyszala o czyms takim : że facet żonaty, to facet trędowaty...??!!
i te teksty, ze to nie moja wina, ze nie chcialam, stalo sie, ze uczucie, milosc, czystosc (ktora robawila mnie najbardziej)....litosci...kobieto jak masz za grosz jakiejkolwiek moralnosci zakoncz ten "zwiazek" raz na zawsze i nie pakuj sie juz nigdy wiecej w tego typu uklady...zrob to dla wlasnego dobra...
...a te slowa ponizej powtarzaj sobie jak mantre, az do znudzenia i zrozumienia istoty sprawy:
"weź się serce ogarnij, a Ty go rozum pilnuj"
A tak abstrahując od wszystkiego, czy kobiety zdradzane tak naprawdę nie mają sobie nic a nic do zarzucenia? Są święte i czyste? I niczym nie dały powodu do zdrady? Ja wiem, wiem, że zdrada jest straszna, że nie powinna się odbyć wszystko jedno co się dzieje itp. Ale pozostawiając całą tą otoczkę i odwołując się do pierwotnych potrzeb facetów to czy ich kobiety sa takie nieskazitelne?? Ja uważam, że jakkolwiek zdrada jest okropna to wina zwykle leży po obu stronach, męża i żony.
....czy kobiety zdradzane tak naprawdę nie mają sobie nic a nic do zarzucenia?....
jakze nie maja ?! maja i to jeszcze ile, w pewnym momencie dochodza do etapu, ze cala wine biora na siebie, bo przeciez one takie niedoskonale, zle, okrutne, brzydkie, bezduszne, ze mogly dawac wiecej, a nie brac nic w zamian, bo przeciez zonie to juz sie nic nie nalezy i nic nie moze...ehh
jak w zwiazku dzieje sie zle, to sie mowi o tym, rozmawia, naprawia, łata, przyszywa, ceruje...a nie laduje sie w kroczu innej kobiety...w ramach niby pocieszenia i zrozumienia...a jesli porozumienia nie ma, i wszystko stracilo sens, i nic nie ma juz znaczenia, to z godnoscia, czystym sumieniem sie rozstajemy...bez zbednego cyrku, klamstwa, oszustwa, kretactwa, zdrad itp.
A tak abstrahując od wszystkiego, czy kobiety zdradzane tak naprawdę nie mają sobie nic a nic do zarzucenia? Są święte i czyste? I niczym nie dały powodu do zdrady? Ja wiem, wiem, że zdrada jest straszna, że nie powinna się odbyć wszystko jedno co się dzieje itp. Ale pozostawiając całą tą otoczkę i odwołując się do pierwotnych potrzeb facetów to czy ich kobiety sa takie nieskazitelne?? Ja uważam, że jakkolwiek zdrada jest okropna to wina zwykle leży po obu stronach, męża i żony.
Wiesz co Teo?
Zapytałam wprost mojego męża, czego mu brakowało we mnie, w naszym małżeństwie, że zaczął przyprawiać mi rogi.
Odpowiedział, że nic, że jestem najlepsza żoną jaką mógł mieć i że lepszej mieć nie będzie (nie żebym sobie kadziła, to jego słowa).
To więc w czym problem? Gdzie jest moja wina? Może byłam za dobra?
Wcale nie czuję się idealna, mam swój charakter, ale na Boga dlaczego mam szukać w sobie winy za jego zdradę?
To on zdradził! nie ja!
I żadnego kryzysu w małżeństwie nie mieliśmy! Wiem to na pewno!
....czy kobiety zdradzane tak naprawdę nie mają sobie nic a nic do zarzucenia?....
No przecież to ich wina, bo gdyby partner był z nimi "szczęśliwy" to by ich nie zdradzał. Tylko ja się pytam: skoro te żony, partnerki takie złe były to czemu szanowny nieszczęśliwy mąż, partner nie odszedł tylko dalej trwał w związku i zdradzał?
Ja mam sobie do zarzucenia, że zarabiałam na tego pasożyta, że latałam mu koło tyłka i wszystko królewicz ode mnie dostawał - obiady, upominki, miłość, zaangażowanie, seks o każdej porze dnia i nocy. Taką byłam złą kobietą.
Teo napisał/a:....czy kobiety zdradzane tak naprawdę nie mają sobie nic a nic do zarzucenia?....
jakze nie maja ?! maja i to jeszcze ile, w pewnym momencie dochodza do etapu, ze cala wine biora na siebie, bo przeciez one takie niedoskonale, zle, okrutne, brzydkie, bezduszne, ze mogly dawac wiecej, a nie brac nic w zamian, bo przeciez zonie to juz sie nic nie nalezy i nic nie moze...ehh
jak w zwiazku dzieje sie zle, to sie mowi o tym, rozmawia, naprawia, łata, przyszywa, ceruje...a nie laduje sie w kroczu innej kobiety...w ramach niby pocieszenia i zrozumienia...a jesli porozumienia nie ma, i wszystko stracilo sens, i nic nie ma juz znaczenia, to z godnoscia, czystym sumieniem sie rozstajemy...bez zbednego cyrku, klamstwa, oszustwa, kretactwa, zdrad itp.
Zgadzam się i zawsze to powtarzam
.
Nic dodać, nic ująć.
Też zostałam zdradzona i niestety, albo stety nie nastąpiła transformacja osobowości.
A to akurat to sie od Ciebie na kilometr wyczuwa. Bedziesz ten smrod dawnej wlasnej zdrady przez cale zycie za soba ciagnela i kazdego w nim wedzila? To wspolczuje.
Podziwiam szczerze te osoby, ktore mimo tego, iz same kiedys ucierpialy, potrafia spojrzec na sprawy innych w sposob obiektywny a nie przez zalewajaca ich zolc. "Mnie skrzywdzono to ja teraz i Tobie dokopie" - jakze po chrzescijansku.
Jako mezczyzna w zyciu nie umowilabym sie z taka kobieta jak Ty. Po prostu balabym sie tych Twoich zasad, moralnosci i zlosci na caly swiat. Rydzykowo normalnie, swiete niej..liwe a pierwsze noz by wsadzily zblakanej owieczce.
Zdrady nikt nie popiera ale nie nalezy winic za nia jedynie tej rozpustnej kochanki..winne sa tu 3 strony, z zona wlacznie. Teraz pewnie wylejecie wiadra smoly na mnie z zapytaniem: a za co te nieboge winic? To odpowiem: od kochajacej zony kochajacy ja maz nie ucieka do innej. A od zolzy na przyklad tak.
Tisha napisał/a:Też zostałam zdradzona i niestety, albo stety nie nastąpiła transformacja osobowości.
A to akurat to sie od Ciebie na kilometr wyczuwa. Bedziesz ten smrod dawnej wlasnej zdrady przez cale zycie za soba ciagnela i kazdego w nim wedzila? To wspolczuje.
Jak już napisałam, po zdradzie NIE nastąpiła transformaja mojej osobowości, wytłumaczę więc, bo widzę, że nie zrozumiałaś mojego przekazu. Zarówno przed zdradą jak i po miałam i mam takie same poglądy. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Tak więc ten "smród" szczerej antypatii do kochanek i zdradzających ciągnie się za mną od zawsze. Dodam, że lubię ten zapaszek.
Podziwiam szczerze te osoby, ktore mimo tego, iz same kiedys ucierpialy, potrafia spojrzec na sprawy innych w sposob obiektywny a nie przez zalewajaca ich zolc.
A ja podziwiam takie osoby, które mają zasady. Btw. Rozumiem, że jeśli ktoś nie głaska po główce i nie lituje się nad kochanką to jest nieobiektywny? ![]()
"Mnie skrzywdzono to ja teraz i Tobie dokopie" - jakze po chrzescijansku.
Bardzo głęboka psychoanaliza. Niemniej jednak zupełnie nietrafiona. Jak już wspomniałam po zdradzie nic nie zmieniło się we mnie jeżeli chodzi o mój pogląd na ten haniebny czyn. A w postach wyrażam to co myśle i to się nie zmieni.
Jako mezczyzna w zyciu nie umowilabym sie z taka kobieta jak Ty. Po prostu balabym sie tych Twoich zasad, moralnosci i zlosci na caly swiat.
Hehehe, dobre! Rozbawiłaś mnie ![]()
Współczuje Ci bardzo, że boisz się osób z zasadami i jakąś moralnością, w tej sytuacji życzę Ci, żebyś na taką nigdy nie trafiła. Możemy więc obie tylko cieszyć się, że żadna z nas mężczyzną nie jest i nie wisi nad nami ryzyko nieświadomej randki
Rydzykowo normalnie, swiete niej..liwe a pierwsze noz by wsadzily zblakanej owieczce.
Zdecyduj się - najpierw mi mówisz, że "niechrześcijańska" jestem, a teraz mi z Rydzykiem wyjeżdżasz? Trochę konsekwencji
W kwestii zdrady jak najbardziej nie mam sobie nic do zarzucenia i nigdy nie zrozumiem biednych, zbłąkanych owieczek, które dopuściły się tego paskudnego czynu. Wygląda na to, że nie zrozumiem tego bo jestem ograniczona... Ograniczona przez własne zasady. I świetnie się z tym czuję.
Zdrady nikt nie popiera ale nie nalezy winic za nia jedynie tej rozpustnej kochanki
Gdybyś przeczytała najpierw moje posty zanim wyskoczyłaś z odsieczą dla autorki to wiedziałabyś, że doskonale zdaję sobie sprawę z winy zdradzającyh i kochanek/kochanków. I zapewaniam Cię, że gdyby zechciałby tu również napisać ów niewierny mąż to również wyraziłabym swoją opinię w jego temacie i również nie była by ona "empatyczna".
Winne sa tu 3 strony, z zona wlacznie. Teraz pewnie wylejecie wiadra smoly na mnie z zapytaniem: a za co te nieboge winic? To odpowiem: od kochajacej zony kochajacy ja maz nie ucieka do innej.
A skoro ta żona taka zła i mąż przy niej taki biedny i nieszczęśliwy to czemu nie odejdzie, nie rozwiedzie się tylko romansuje z innymi na boku? Nie chce się komplikować życia co? Bo z żonką wygodniej jak w chałupie wysprzątane, ugotowane i uprane. Więc mąż "cierpi" w milczeniu, sypiając z inną na boku, biedactwo. A jak się zdrada wyda to najczęściej okazuje się, że żona to jednak wspaniała jest, jedyna, najlepsza, najukochańsza. I nagle mężuś chce wrócić do tej złej, niekochającej "miłości swojego życia" ![]()
A od zolzy na przyklad tak.
Życzę Ci byś zapamiętała te słowa. Jeśli kiedyś doświadczysz zdrady to będziesz miała gotową odpowiedź dlaczego tak się stało.
Mussuka napisał/a:A od zolzy na przyklad tak.
Życzę Ci byś zapamiętała te słowa. Jeśli kiedyś doświadczysz zdrady to będziesz miała gotową odpowiedź dlaczego tak się stało.
A Ty juz masz?