Od października będę mieszkać w akademiku. Zależy mi na dobrych relacjach z ludźmi:). Chciałabym, abyście udzielili/udzieliły mi kilku wskazówek, których zastosowanie pozwoli mi na prowadzenie zgodnego życia w pokoju w akademiku. Mam nadzieję, że zdradzicie jakie macie sposoby na wzbudzenie sympatii współlokatorów:].
Przede wszystkim nie starać się na siłę zdobyć ich sympatii.
Dokłanie, szukanie na siłę znajomych nie zawsze może mieć dobry skutek. Nie napiszę Ci - bądź sobą - bo Cię nie znam, nie wiem czy czasami nie zadzierasz nosa czy coś w tym stylu. Jedyne co Ci doradzę to: nie rządź się w pokoju jakby był on Twoim własnym ale też nie daj sobie wejść na głowę, bo ktoś może to wykorzystać. Najlepiej nie szukać konfliktów. Najlepszym sposobem jest zorganizowanie na samym początku spotkania integracyjnego by każdy się poznał, impreza to dobry sposób by nawiązać kontakty.
"Jedyne co Ci doradzę to: nie rządź się w pokoju jakby był on Twoim własnym ale też nie daj sobie wejść na głowę, bo ktoś może to wykorzystać. Najlepiej nie szukać konfliktów. Najlepszym sposobem jest zorganizowanie na samym początku spotkania integracyjnego by każdy się poznał, impreza to dobry sposób by nawiązać kontakty".
O takie, praktyczne porady chodziło mi. Wiem, że są pewne granice, których nie wolno przekraczać i chciałabym, aby forumowicze wskazali je.
Przecież nie będę skakać nad współlokatorkami, szykować im kanapek, sprzątać itd. po to, aby wzbudzić ich sympatię.
Tworząc ten wątek miałam na myśli np. takie wskazówki: Nie bądź opryskliwa, rozmawiaj z nimi jak najczęściej, dowiedz się, czy macie wspólne zainteresowania.
Nie chodzi mi o to, by zmieniać się na siłę, ale o to, by wcielać we własne życie pewne zasady, które pomogą mi w relacjach z innymi;].
Takie praktycznie wskazówki doskonale znasz. Nie grzeb nikomu w torebce lub plecaku. Nie wkładaj nikomu palców dłoni między palce stóp bez spytania o zgodę, najlepiej nie pytaj o zgodę przy pierwszym spotkaniu. Nie mów zbyt dużo do siebie. Nie graj przy ognisku zbyt wielu piosenek, których nikt nie umie zaśpiewać. Nie podawaj do jedzenia grzybów, jeśli nie znasz się na grzybach. Posłuchaj czasem, co inni mają do powiedzenia.
heathcliff postanowiłam zakończyć z Tobą rozmowę w tym i w poprzednim wątku. Twoje "praktyczne rady" są żałosne i swoją ironię możesz skierować w inną stronę. Postem nr 5 udowodniłeś, że nie powinieneś być na forum dla kobiet. Kobiety są w stanie odpowiedzieć na takie pytania, a jeśli Ty tego nie umiesz uczynić to znajdź inne forum- takie, na którym będziesz mógł pisać takie komentarze. Koniec.
7 2011-08-26 23:43:13 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-08-26 23:44:24)
Nic na siłę
. Powiem Ci, że ja czasem na siłę chciałam z kimś zakumplować się, a wychodziło źle.
Ta cała sztuka chyba nadal przede mną, bo mam tylko 3 koleżanki , nikogo więcej i dużo czasu spędzam w domu, ale jakieś teoretyczne rady mogę dać
.
Na pewno nie udawaj kogoś kim nie jesteś, ale też postaraj się w miarę podejść do tego na luzie - to naprawdę zazwyczaj skutkuje. "Co będzie to będzie", jak polubią, to polubią, jak nie , to ich strata .
Kulturalnie się z Nimi przywitaj, uśmiech na buzi i dalej pewnie jakoś się rozwinie , tego życzę
.
Poza tym na pewno sprzątaj po sobie, ale to chyba jasne jak się z kimś mieszka, szanuj to, że mieszkacie razem
.
Truskaweczka19
Dziękuję. Wiedziałam, że są tu życzliwe istotki. Na kobietki zawsze można liczyć.
Martyna, niepotrzebnie się denerwujesz. Przedstawiając swój problem na forum musisz liczyć się z tym, że niektórzy podejdą do niego zgodnie z Twoimi oczekiwaniami, inni nie. Ironiczny post Heathcliffa dla postronnego obserwatora jest bardziej zabawny niż obraźliwy. I płeć nie ma tu nic do rzeczy. Zawsze przecież masz możliwość ignorowania odpowiedzi, które Ci nie pasują...
Przyznam, że Twoje dylematy trudno potraktować poważnie. A jak się je jednak poważnie potraktuje to nasuwają się smutne wnioski - jesteś strasznie skoncentrowaną na sobie osobą. Wydaje się też, że masz niewielkie poczucie humoru i zero dystansu do siebie. Reagujesz zbyt emocjonalnie i nie umiesz przyjmować krytyki. Zupełnie poważnie odpowiadając na Twoje pytanie jak wzbudzić sympatię koleżanek - walczyć z powyższymi cechami...
vinnga
Według mnie tak ironiczne komenatrze heathcliffa świadczą o tym, że chce on się dowartościować krytykując innych. Wiem, że nie każdy użytkownik forum ma takie samo zdanie jak ja na każdy temat. Jeśli uważa inaczej to powinien w sposób taktowny odpowiedzieć lub nie przystępować do udziału w dyskusji, w której będzie złośliwym "doradcą".
Umiem przyjmować krytykę i nawet biorę sobie ją do serca, lecz pod warunkiem, gdy uznam, że jest zasadna i moje postępowanie rzeczywiście nie jest dobre. Wtedy jestem wdzięczna takiej osobie za udzielone zdanie.
Gdy sama się nie krytykujesz Martyno, a ktoś Cię krytykuje, to jest jasne, że się nie zgadzacie. Jest oczywiste, że Ty inaczej myślisz niż ktoś, zatem w świetle tego, co napisałaś, będziesz odrzucać każdą krytykę swojej osoby - bo żadna nie będzie zgodna z tym, co sama myślisz.
Niestety, to świadczy o tym, że raczej nie potrafisz przyjąć krytyki, a wyobrażenia na swój temat niekoniecznie masz zgodne z rzeczywistością.
(a z grzybami było na serio)
Martynko, spróbuj ten okrutnie irytujący post przeczytać nie tak dosłownie.
No dobrze, przetłumaczę Ci go: Heathcliff napisał, żebyś na siłę nie zdobywała niczyjej sympatii. Sympatia rodzi się sama, jeśli ludzie się poznają. Heathcliff napisał, że praktyczne wskazówki są absolutnie oczywiste, każdy człowiek ma je wpojone i nie musi się nad nimi zastanawiać. Heathcliff napisał, że to wystarczy, aby wzbudzić czyjąś sympatię, jeśli faktycznie przypadniesz temu komuś do gustu. A ja tłumaczę post Heathcliffa, bo się z tą teorią zgadzam.
O właśnie tak jak napisała truskaweczka19!
Emanuj pozytywną energią! Dowcipkuj, żartuj i baw się! Już na różnych etapach skazani byliśmy na poznawanie nowych osób, czy to podstawówka, gimnazjum czy też liceum. Nadeszły studia, dla niektórych również wyprowadzka z domu do akademika czy na stancje.
Ja w mieszkaniu mam współlokatorkę ale każda ma swoje własne 4 ściany, nie dzielimy pokoju. Dla mnie jest to sytuacja bardzo komfortowa gdyż jestem bałaganiarą i nie lubię sprzątać ciągle po sobie. Staram się robić generalny porządek raz na tydzień a w tygodniu jak rzucę koszulkę na krzesło to może sobie tak leżeć do końca tygodnia aż zrobię pranie ![]()
Jednak Ty będziesz dzielić przestrzeń z drugą osobą (jeśli to będzie pokój 2 osobowy, czasami są 3 osobowe albo 4).
Życzę Ci byś nie trafiła na bałaganiarę podobną do mnie bo to byłby ciężki żywot dla Ciebie ;D
Więc jeśli będziesz oczekiwała od kogoś porządku to sama trzymaj porządek - to taka moja mała rada.
Mam koleżanki które mieszkają w akademiku i mówią, że nie zawsze dziewczyna, która mieszka z nimi w pokoju staje się ich dobrą kumpelą. Ludzie są różni, mają różne gusta. Bądź miła dla innych to inni będą mili dla Ciebie
Miłego popytu w akademiku życzę...
aaa no i jeszcze te imprezy w akademikach... najlepsze są... nie przepuszczaj ich, dobra zabawa, fun! ;D
Nie ma takiej opcji, żeby być lubianą przez wszystkich. Do pokoju w akademiku na pierwszym roku trafiają przypadkowi ludzie. Wystarczy zachowywać się normalnie, żeby się przekonać, czy ze współlokatorkami znajdzie się wspólny język, czy nie. Wydaje mi się, że nachalność bardzo odrzuca. A jeśli ktoś próbuje zdobyć sympatię, zamiast pozwolić jej się naturalnie wytworzyć - staje się nachalny. Oj, nie lubiłabym takiej współlokatorki... Wydawałaby mi się wybitnie podejrzana i sztuczna.
baranova1 dziękuję za poważne potraktowanie mojego pytania:)
16 2011-08-27 00:44:05 Ostatnio edytowany przez martyna123 (2011-08-27 00:51:58)
heathcliff
To nieprawda, że przyjmuję do wiadomości tylko to, co jest po mojej myśli. Przyjmuję każdą krytyczną opinię, pod warunkiem, że jest ona wyrażona w sposób taktowny i pozbawiony ironii. Twoje posty nie są takie i stąd mój brak akceptacji na Twoje poglądy.
vinnga
Jeśli zadaję pytanie to oczekuję poważnych, dosłownych odpowiedzi. Nie potrzebne mi alegoryczne morały heathcliffa. Czy nie byłoby miło, gdyby w taki sposób przedstawił swoje zdanie, w jaki ty wytłumaczyłaś jego słowa?
heathcliff
Tylko Twoją uwagę z postu 2 jestem w stanie zaakceptować i wziąć sobie do serca. Kolejne posty z Twojej strony to błazenada.
17 2011-08-27 01:55:37 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-08-27 02:00:39)
martyno - powiedz mi, czy Twoje słowa pod moim adresem ("błazenada" "żałosne" "znajdź forum") są spokojnym i taktownym wyrażeniem opinii. Dodatkowo powiedz, czy są potrzebne w tym temacie, który dotyczy Twojego zachowania (pytałaś właśnie jak się zachowywać, jak nie zachowywać, niektóre zachowania z forum są dobrymi przykładami na jedno i drugie. Natomiast ja Cię o ocenę nie prosiłem), a nie zachowania mojego.
A najlepiej tylko to przemyśl i nie mówmy o mnie, bo ten temat jest zupełnie zbędny.
Jeśli chcesz jeszcze całkiem szczerej i poważnej opinii - by wzbudzić sympatię ludzi nie możesz w taki jak tu sposób reagować na ironię. Poczucie humoru może wyglądać różnie, nie stwierdzę więc, że nie masz go wcale, ale zbyt agresywnie podchodzisz do humoru, który jest od Twojego różny.
Poza tym nie przysporzą Ci sympatii koleżanek opinie w rodzaju "nie rozumiesz, bo jesteś mężczyzną/kobietą". To właśnie napisałaś wyżej, podobnych ocen lepiej nie formułuj przy ludziach, którym chcesz się wydać sympatyczna.
Trzecia rzecz - przyhamuj mówienie o celach innych ludzi. Ludzie nie lubią, gdy im się przypisuje nieistniejącą motywację. Ty chcesz, by Cię inni polubili (wiem, bo o tym piszesz). Ja swoją wartość znam i moja ocena jest niezależna od oceny kogokolwiek nowo poznanego. Gdy będziesz ludziom mówić, że lepiej wiesz, czego chcą (na przykład, że chcą się dowartościować, gdy im to zupełnie nie jest potrzebne, a to napisałaś do mnie), nie będą o Tobie dobrze myśleć.
To mogę powiedzieć całkiem poważnie na podstawie niedługiej rozmowy. Oceniasz momentalnie, po pozorach (bo i taktowność wypowiedzi jest pozorem, gdy sens wypowiedzi jest głębszą jej treścią).
Mam nadzieję, że pochwalisz się wynikami z pierwszego kontaktu. ![]()
Ach, sprawa czwarta: jesteś w stanie zaakceptować krytykę, gdy sposób jej wyrażenia Ci pasuje. To piszesz w ostatniej swej wiadomości. Innymi słowy - nie liczy się to, na ile w krytyce jest prawda, a tylko sposób wyrażenia tej krytyki. Poza tym nie ma nic dziwnego w fakcie, że krytyka jest nieprzyjemna dla krytykowanego. Jeśli będziesz odrzucać każdą krytykę dlatego, że nie sprawiła Ci przyjemności, z całą pewnością wydasz się nowym znajomym pozbawiona zdolności krytycznego spojrzenia na siebie. Nie jestem jedyną osobą, która odniosła takie wrażenie już po kilku Twoich wypowiedziach, jeśli zatem chcesz, by nie było podobnie w nowym otoczeniu, musisz mniejszą wagę przywiązywać do swoich emocji wywołanych krytyką, a większą - do merytorycznej wartości krytyki, nieważne jak wyrażonej.
Staraj się być sobą, ale nie za wszelką cenę. Czasem innym osobom może być ciężko przyzwyczaić się do Twoich zachowań, przyzwyczajeń. Akceptujcie się nawzajem, a będzie dobrze
Od czasu do czasu zagadaj, nie pytaj o to, co nie powinno Cię, póki co, obchodzić...
Też mieszkałam w akademiku, ale po I roku stamtąd zwiałam- jednak nie było to miejsce dla mnie
Z dziewczynami z pokoju mam kontakt do dzisiaj ![]()