Witam wszystkich, to moj pierwszy post na tym forum, ktore mam przyjemnosc czytac od jakiegos czasu. Zawsze w zyciu radzilem sobie sam, probemy rozwiazywalem dosc szybko i wydawalo mi sie, ze wiem wszystko i mam monopol na racje. Dopiero moja sytuacja zyciowa ukazala prawde o tym jak kruchy jest czlowiek, jak bardzo potrafi uzaleznic sie od innej osoby.
Z miloscia mojego zycia bylem prawie 2 lata. Dowiedzialem sie, ze przez jakis czas kontaktowala sie ze swoim bylym przyjacielem. Pisze przyjacielem bo niby oficjalnie nie pokazywali sie jako para, laczylo ich jednak wiele. Mialem ogromyn problem z nim od samego poczatku. Moja luba wiedziala o tym, wiedziala, ze to taka moja obsesja...
Coz dowiedzialem sie o tym, a ona potwierdzila zdrade. Powiedziala, ze szukala z nim czasami kontaktu gdyz jest bardzo do niej podobny i robila to tez w chwilach kiedy u nas w zwiazku bywalo gorzej. Bardzo mnie to boli i zranilo moje niedoswiadczone serce (pomimo ponad 30 lat na karku) doglebnie.
Rozstalismy sie, ta zdrada byla punktem zapalnym...Rozmawialismy o powrocie do siebie ale ona nie jest pewna swoich uczuc, mowi o zidentyfikowanym przez specjaliste konflikcie wewnetrznym. Konflikt ten ujawnial sie podczas calego zwiazku. Z jednej strony chciala byc ze mna i deklarowala uczucie i milosc, z drugiej strony na mysl o slubie dostawala paniki. Tak bylo z kazdym aspektem zycia, praca, itd.
Nie jestesmy teraz razem, jestem bardzo samotny, bardzo mi zle. Bylisky para z serii tych bardzo mocno zzytych, wspolny dom, wspolne projekty zawodowe itd.
Ja kochalem i kocham. Ja wiedzialem, ze to ta na ktora czekalem cale zycie. Ja wciaz chce z nia zyc.
Przeczytalam wiele ksiazek o zwiazkach, nawykach wyniesionych z domu, zlych zachowaniach. Wiem, ze wiele razy popelnialem bledy, chcialem jednak stowrzyc jej niebo na ziemi. Teraz nic nie wydaje sie miec sensu. Na inne kobiety nie chce patrzec, nie interesuja mnie. Na zewnatrz zgrywam twardeg, w srodku jestem klebkiem nerwow, samotnosci i bolu. Milosc to niesamowita rzecz, wspaniale uczucie... ale co teraz zrobic?