Byliśmy ze sobą 7 lat 3 lata małżeństwa mamy małego synka.
Miesiąc temu zaczęło mu odwalać, stwierdził, że mnie nie kocha.
Zaczął uciekać z domu , nie wiedziałam co się dzieje.
Trafił do szpitala psychiatrycznego, wykryto mu zaburzenia schizotypowe.
Wrócił do domu przez tydzień zażywał leki , tam kogoś poznał.
Pisze z tą całą Kasią i wychodzi co 2 dzień napić się z "kolegami"
Piszę w cudzysłowu kolegami bo to są jakieś żule.
Od tyg nie zwracam na niego uwagi, choć wewnętrznie cierpię.
Zaczęłam od wizyty u psychologa.
Jak nie proszę i nie błagam to przychodzi do mnie i między zdaniami wypytuje się mnie gdzie byłam itd.
Twierdzi, że mam kogoś.
Nie wyprowadzałam go z błedu, bo liczyłam, że jak zacznie być zazdrosny to coś zrozumie.
Dziś byliśmy z małym w kinie.
Wróciłam do tematu, że mogę mu wybaczyć to wszystko , ten jego flirt itd, myślałam , że mu zależy, bo jak go olewałam to odniosłam takie wrażenie.
On jednak znów mnie dobił, powiedział , aby, nie robiłam sobie nadziei i że mnie nie kocha.
Woli pić z kolegami i smsować z Kasią
Jestem na skraju załamania.
Błagam o pomoc.
Nie wiem co się z nim stało, zawsze łączyłam nas wielka miłość.
Wszyscy zazdrościli nam takiego związku a tu z dnia na dzień on stwierdził , że mnie nie kocha i anwet się nie leczy a do tego zaczął pić:((
Najgorsze jest to , że on mnie traktuje jak koleżankę, nie wiem jak można w tydź kogoś przestać kochać, porzucić go i nawet nie chcieć odbudować związku.:(
2 2011-08-10 21:52:35 Ostatnio edytowany przez Kaja83 (2011-08-10 21:55:20)
.
Trafił do szpitala psychiatrycznego, wykryto mu zaburzenia schizotypowe.(
Może jego zachowanie jest spowodowane tą chorobą ?
"Osobowość schizotypową charakteryzują: poczucie, że jest się przedmiotem szczególnej uwagi ? że wszystko odnosi się do nas; duża koncentracja na sobie; myślenie magiczne; dziwaczne doznania percepcyjne; niekonsekwentne i nielogiczne zachowania, myślenie oraz mowa; częste gubienie wątku i kwieciste wypowiedzi; przy dużej wewnętrznej wrażliwości wyrażanie uczuć jest ograniczone, co powoduje pozorny chłód emocjonalny i dystans uczuciowy; doszukiwanie się we wszystkim ataku na siebie; wycofanie się z kontaktów społecznych z powodu lęku; przejściowo mogą występować objawy psychotyczne."
coś tam jeszcze o schizofrenii piszą, mianowicie, ze objawy tych zaburzeń, ją przypominają
Tak , wiem , ale on tego nie chce leczyć bo twierdzi , że mu jest tak dobrze.
Najgorsze, że ja byłam z nim w każdej złej sytuacji zawsze go wspierałam.
Pomogłam skończyć szkołę, znajdywałam pracę, bo on twierdził ,że się wstydzi pytać.
To już wtedy dawało mi do myślenia, dlaczego wszystkiego tak sie wstydzi i jest taki zakompleksiony, ale zaakceptowałam go z wadami i zaletami.
Kocham go do szaleństwa.
Jak nie reaguje na jego złośliwości tzn Czasem mówi mi abym była zazdrosna że się umówił z dziewczyną.
Potem okazuje się to kłamstwem.
Dokucza mi w tej kwestii.
Najczęściej kłamie.
Ta cała Kasia jest z Warszawy ona też siedziała w tym psychiatryku,ale pisze z nią i traktuje ją lepiej niż mnie choć znał ją tylko 4 dni.
Teraz uważa że mu na niej zależy.
Widzę że jest o mnie zazdrosny, choć on zaprzecza.
Wypytuje się mnie czy go kocham, jak odpowiadam że nie to zaczyna być złośliwy, ale widzę w nim coś takiego , no taki ból.
Jak odpowiadam że tak to mówi abym zapomniała i przestała sobie robić nadziei .
Kiedyś jeszcze w związku rozstaliśmy się na 3 miesiące, potrafił na nogach z płaczem przyjść żebym wróciła.
Teraz nawet nie reaguje na mój płacz.
Raz traktuje mnie jak koleżankę, raz jak wroga.
Jak poszłam za nim , kiedy właśnie pił z kolegami to mnie zwyklinał , co przedtem nigdy się nie zdarzyło.
Dziś znów wróciłam do rozmowy, bo właśnie jak udawałam że przestaje mi zależeć itd uśmiechałam się to przychodził do mnie an górę( bo mieszkamy teraz na innych piętrach) kilka razy dziennie.
Chciał abym go zauważyła, robił mi na złość abym była zazdrosna.
Jak dziś poszliśmy z synkiem do kina rozkleiłam się, bo przypomniały mi się stare czasy i wróciłam do rozmowy, był chamski, stwierdził , żebym zapomniała bo mnie nie kocha, że woli być z Kasią.
To wszystko jest chore.
Zaczynam myśleć o rozwodzie , którego on podobno też chce , ale nie widzę u niego przekonania w tej kwestii.
Jak on widzi że mi zależy że jestem zaazdrosna, zachowuje się jakby miał nademną przewagę i mówi co chce , ciągle mnie rani.
Jak go olewam jest lepiej bo widzę , że jest zazdrosny przylatuje do mnie, ale to i tak nie daje żadnego rezultatu, bo nadal nie chce ze mną być.
Jak można kogoś przestać kochać w tydzień:((
Jeszcze ponad miesiąc temu planowaliśmy wspólne wakacje, a on teraz z takim czymś mi wyskoczył.
Już nie daje rady:(
Mam ochotę umrzeć.
Ja nie wiem czy jestem wstanie bez niego żyć:(
Przy życiu trzyma mnie tylko synek, choć i tak już coraz mniej:(
On chce aby było tak jak dawniej, widać to choć jest mały .
Nie rozumie czemu tata z mamą nie śpi , czemu się nie przytulają
Najgorsze jest to że on tak jakby chce nas połączyć.
Jak śpi z nim to krzyczy aby mama tu spała.
Kiedyś chwycił mnie i jego za rękę i mnie i nie chciał nas puścić.
Mi się serce kroi a dla niego to nic nie znaczy:(
Kiedyś rodzina była dla niego najważniejsza, a teraz inne marzenia typu życie z dnia na dzień koledzy i zapewnienie bytu synkowi.
I oczywiście picie:(
Rozumiem, ale najprawdopodobniej zachowanie Twojego meża jest spowodowane chorobą na którą cierpi. Moim zdaniem powinien się leczyć, a jesli on odmawia leczenia to nic nie zrobisz chyba... czy myslę słusznie, nie jestem lekarzem nie wiem czy dobrze przypuszczam, co powiedział Ci psycholog na temat jego zachowania ? Czy są one efektem tych zaburzeń ?
Tak powiedział ,abym go nie sluchała.
Jego lekarz, stwierdził że jak będzie pił to dostanie psychozy bo jest w I fazie przed,
Najgorsze jest to że on zachowuje się jakby był normalny , poza niektórymi sytuacjami.
Właśnie agrsją, tym że w tydź przestał mnie kochać.
Czasem zachowuje się jak obłąkany i gada od rzeczy jakieś pierodły, ale poza tym jest tak jakby normalny.
Zachowuje się jak mąż który zdradza i nie kocha.
Czyli to nie jest tak, ze mąż Cię nie kocha, nie chce, kocha inną, chce innej! On po prostu nie wie co robi ...? na to wychodzi. Musi się leczyć, albo go przekonasz, albo zatruje Wam życie
współczuję Ci, wygląda na to, ze wszystko wali się z dnia na dzień, musisz się trzymać dziewczyno, bo jeszcze Ty oszalejesz od tego wszystkiego, a nie mozesz tego zrobić synkowi, moze skrzyknij rodzinę i wspólnymi siłami ...
Wszyscy go namawiają.
Każdy chce abyśmy byli razem, jego cała rodzina jest za mną .
Ale ona ma każdego gdzieś.
Ciągle mówi , że nie kocha, ale czasem wydaje mi się że jest inaczej,
Odnoszę wrażenie że gdzieś w środku jest ten facet który kocha, on jednak zaprzecza.
Ciągle mówi nie kocham itd,
Teściowa się śmieje, ze widać , że jest zazdrosny, jak nie reaguję na niego to o byle pierdołę jest na górze u mnie.
Jak ja się zbliżam on stawia mur i mówi abym nie robiła sobie nadziei.
On powiedział , że nie będzie się leczył bo kiedyś się bał co pomyślą o nim ludzie, a teraz stał się taki odważny nie ma tak jakby uczuć.
Ma wszystko gdzieś, wszystko oprócz synka, chociaż mu też mniej czasu poświęca.
Jeszcze 2 miesiące temu mówił , że jak można tak stać codziennie i pić piwo nie mieć żadnych ambicji a teraz sam tak robi, żyje z dnia na dzień i jak on to twierdzi nie obchodzi go jego życie.
Ostatnio była taka głupia sytuacja, rozmawiamy a on z takim tekstem wyskakuje.
Jak Twoi koledzy mi coś zrobią to moje koleżanki Cię zabiją i to nie będzie walka na pięści tylko na noże.
Ja w ogóle w szoku jacy koledzy, o co mu chodzi . Ja się pytam czemu przestał mnie kochać a on z takim tekstem ni z tąd ni z owąt.
Czasami wyskakuje z takimi tekstami jakby był równo nie zrównoważony a potem jest tak jakby normalny.
Cała rodzina już nie wie co ma robić.
Bo to nie jest tak , że widać coś po nim osoby 3 mogą nic nie zauważyć, jego mama zauważa w jakimś stopniu, bo stał się wyobcowany dla rodziny, mało mówny itd. Ja to odczuwam najbardziej bo znam go doskonale i widzę w jego oczach raz ból jak się napiję agresję , patrzy na mnie jakby mnie nie nawidził.
No szkoda mówić.
Nie wiem co mam robić.
Cz go faktycznie olać i poczekać na reakcje, czy zająć się rozwodem, czy nie odzywać się do niego . Nie mam pojęcia
Ja przez niego też zaczęłam uczęszczać do psychiatry.
Muszę jechać na lekach, przez 2 tyg nie mogłam podnieść się z łóżka i tylko płakałam
Miałam lęki.
Teraz jest już, lepiej.
Jednak po tym wspólnym wypadzie, znów mam załamanie.
Najgorsze że ciągle mam nadzieję.
Jesteś w ogromnym szoku, ale niestety głową muru nie przebijesz, skoro on stawia opór, to ja nie wiem czy jest jakis inny sposób na to aby się leczył, to musi być jego wola, póki co musisz się sama uspokoić, opamiętać i nie doprowadzać do sytuacji
w której sama jedziesz na lekach, bo jeszcze Ty oszalejesz, wylądujesz w szpitalu, a on bedzie nadal latat z żulami
i pił w najlepsze...
Tu masz inny wątek, troche podobny, mąż odmówił leczenia, możesz poczytac w jak trudnej sytuacji znalazła się autorka postu i z jakimi decyzjami się borykała, może ci pomoże uspokoić emocje
http://www.netkobiety.pl/t17390.html
Tak , podobna.
Tylko, że mój mąż zawsze był kochany.
Dosłownie mnie wielbił.
Czuły, zawsze na tapecie tylko ja .
Do tej pory w portfelu nosi moje zdjęcie, sam nie wie po co, powiedział tylko , że go nie wyciągnął i mi pokazał.
Trudno zrozumieć jak ktoś kto kochał Cię bezgranicznie przez tyle lat nagle jest obcy traktuje Cię jak znajomą którą poznał kilka dni temu.
Choć czasem pójdzie mi po zakupy, kupi mi słodycze żebym się uśmiechnęła, za kilka godzin jednak potrafi przejść koło mnie jakby mnie nie znał.
Najgorsze jest to , że on z jednej strony zachowuje się jakby coś nadal czuł jednak mówi że nie kocha a czasami zachowuje się jakbym była obcą osobą.
(
Ja już nie jestem w stanie teraz nawet nikogo pokochać.
Nie uwierzę już w żadną miłość.
On był tym jedynym , któremu bez granicznie wierzyłam.
Już wiem , że przez niego skreśliłam wszystkich facetów, którzy się nawet kiedyś pojawią.
Nie potrafię już być z nikim bo boję się , ze znów oddam komuś serce, a on je podepcze.
Skoro mu tak to z łatwością przyszło po 7 latach i jeszcze do tego mamy dziecko:(
Nie dziwota, że teraz w miłość trudno Ci uwierzyć,kiedy ta sytuacja jest niezwykle bolesna i świeża...
Na Twoim miejscu, aktualnie bałabym się z nim mieszkać. Skoro zupełnie się zmienił, gada coś o bitwach na noże, poniekąd Ci grozi...uciekałabym od niego jeśli nie ma zamiaru udać się na terapię.Zrobiłabym to z obawy o życie swoje i dziecka, gdyż z Twoich słów wynika, iż mąż stał się człowiekiem nieobliczalnym. Niestety wygląda na to, że dopóki nie zdecyduje się on na leczenie, nadal będzie fundował Ci to piekło
Może jego innym bliskim uda namówić się go na leczenie? Na Twoim miejscu tymczasem odizolowałabym się od niego, gdyż naprawdę - idzie oszaleć borykając się z taką sytuacją.
Nie mam wyboru muszę tu mieszkać.
Na wyremontowanie góry wydałam całą kasę.
On mieszka z tesciami na dole.
Mamy osobne wejścia.
On faktycznie jest agresywny, ale najczęściej wtedy gdy ktoś zapyta gdzie jest.
Niestety nikt nie ejst wstanie nim pokierować.
W sumie pracuje normalnie, czasem ma jakieś napady agresji.
Z teściową ustaliliśmy że jak nie pójdzie na leczenie to po prostu się go z domu wyrzuci.
On za tydzień lub 2 ma się zgłosić z powrotem do lekarza do szpitala.
Ja tam już dzwoniłam i naświetliłam jego psychiatrze sytuacje, więc nie uda mu się go oszukać.
Psychiatra mówił też że jeżeli będzie agresywny to mam dzwonić na policje a oni go odrazu zabierają do szpitala, podobno ma coś takiego zaznaczonego w karcie.
Powiedziałam mu o tym, to stwierdził żebym sie od niego odwaliła to nie będzie agresywny bo to podobno przezemnie jest chory:/
Mam ochotę umrzeć.
Ja nie wiem czy jestem wstanie bez niego żyć:(
Przy życiu trzyma mnie tylko synek, choć i tak już coraz mniej:(
Jak możesz umierać jeśli masz malutkie dziecko ? Powiedz ?
W tej sprawie robisz wszystko co możesz. Robisz to dzielnie i mądrze. Poza tymi ostanimi wypowiedziami, wynikającymi z "doła", bardzo mi się podoba Twoja walka. Ale posłuchaj zrozpaczona1122 - musisz bezwzględnie zadbać o to, by mąż systematycznie odwiedzał lekarza i poddał się leczeniu. Z takim zaburzeniem nie wygrasz ani ty - ani on. Jeśli się nie uda - trudno - pozostanie Ci czyste sumienie i świadomość, że zrobiłaś wszystko co możesz ... Ani jednak ja, ani nikt inny nie obieca Ci tego ze tak sie stanie. Musisz walczyc, a przy tym być gotowa na to, że i tak jednak zostaniesz sama. Tak przyjęta taktyka - nie doprowadzi Cie przynajmniej do załamania lub nawet depresji.
W całej tej sytuacji kluczową rolę odgrywa choroba na którą nikt nie ma wpływu. Jedynie mąż może wpłynąć na poprawę swojego stanu zdrowia poddając się leczeniu. Musisz wiedzieć ... że wśród ludzi chorych i zaburzonych psychicznie ludzi, jest zdecydowana większość takich, którzy nie chcą sie leczyć. Uważają bowiem, że są zdrowi, nic im nie dolega i wszyscy poza nimi są nienormalni. Myślę, że Twój mąż mysli właśnie w taki sposób.
Rozmawiaj z jego rodziną, rodzicami, rodzeństwem, może z tymi kolegami z którymi można rozmawiać, ze wszystkimi którzy mają na niego jakikolwiek wpływ. Bo jesli nie Tobie, to moze komuś uda sie go przekonać. Pozdrawiam.
Powiedziałam mu o tym, to stwierdził żebym sie od niego odwaliła to nie będzie agresywny bo to podobno przezemnie jest chory:/
Oswajaj się z ta opinią, bo niestety będzie Ci towarzyszyć. Może na zawsze.
Kochana- próbujesz rozpatrywać racjonalnie rzeczy i zachowania, których nie da się ogarnąć zdrowym rozsądkiem.
To CHORY człowiek. I dopóki nie zacznie się leczyć - będzie coraz gorzej. Przykro mi, ale to już nie jest ten sam człowiek, którego kochałaś. I z pewnością nie "powróci" dawny ON nawet w namiastce, jeśli nie zacznie leczenia.
Pomyśl o sobie i dziecku. To Twoja rola. Na teraz.
Twój mąż może być leczony bez swojej zgody, jeśli będzie stanowił zagrożenie dla siebie lub innych. Dlatego wzywaj policję zawsze gdy jest agresja z jego strony. Szpital ma prawo zatrzymac go na krótki czas bez jego zgody, a w tym czasie do szpitala przychodzi sędzia i wydaje postanowienie o leczeniu przymusowym (jeśli uzna to za konieczność).
Często jest to jedyna droga.
Dziękuję za słowa otuchy.
Dziś znów rozpoczęłam walkę z nim z samą sobą.
Kolejny dzień kiedy muszę przetrwać.
Wczoraj do późna szukałam po forach osób z tą dolegliwością.
Rozmawiałam z nimi, faktycznie te osoby w nie zrozumiały dla mnie sposób potrafią zamaskować uczucia, odizolować się.
Dla zwykłego człowieka to nie jest możliwe.
Niestety nie leczone zaburzenia schizotypowe najczęściej prowadzą do schizofrenii.
Dziś rano poszłam do niego, oznajmiłam mu, że rozmawiałam z osobami , które mają podobny problem.
Powiedziałam mu , że wiem , że nic nie czuje.
Zaczął się śmiać.
Spytałam czy ma lęki, byłam bardzo delikatna a jednocześnie stanowcza.
Powiedział , że czasem ma.
Rozmawiałam z nim tak , jakbym naprawdę wiedziała o tej chorobie wszystko (co oczywiście jest nie prawdą).
Zaznaczyłam mu też, że jeżeli teraz mu jest dobrze( on tak twierdzi bo nie czuje nic) to potem zacznie się horror.
Zacznie słyszeć głosy i na resztę życia będzie co jakiś czas lądował w psychiatryku.
Wysłuchał tego w spokoju, byłam twarda nie dałam się przekonać o jego domniemanym szczęściu.
Powiedziałam stanowczo , że umawiam go na termin do psychiatry a potem do psychologa.
Powiedział, że pójdzie ale się pod śmiechiwał więc nie wiem, mam nadzieję , że uda mi się go tam zaciągnąć siłą.
Oświadczył mi też, żebym nie robiła sobie nadziei , bo nawet jak się wyleczy to i tak mnie nie będzie kochał.
Ja odparłam , że nie będę z człowiekiem zaburzonym rozmawiać o żadnych szansach nadziejach, że nie będzie mi mówił czy mam sobie ją robić czy nie.
Powiedziałam mu , że ja nie myślę teraz w kategorii czy jest szansa na powrót, czy jest nadzieja tylko chcę aby wyzdrowiał.
Zobaczymy co z tego będzie.
W ogóle dziś zaczął krzyczeć na teściową , że ma dziurawe skarpetki i zaczął nimi rzucać.
Podeszłam do niego i oznajmiłam mu , że nie ma prawa na nikogo krzyczeć , bo był wczoraj na mieście i mógł sobie kupić nowe, lub zeszyć te.
W sumie sama siebie zaskoczyłam, bo nie rozkleiłam się i byłam tak stanowcza, że on sam zgupiał.
Najgorsze jest to , że twierdzi, że będzie pił.
Zaraz właśnie zacznę szukać jakiegoś dobrego psychologa, podobno bez psychoterapii się tu nie obejdzie.
Szkoda słów.
Zrozpaczona1122!
Bardzo mi przykro bo wiem przez co przechodzisz... Codziennie w pracy borykałam się z podobnymi "przypadkami" (i niedługo borykać się będę nadal)...
Na dzień dzisiejszy musisz być silna. Przepraszam za to co teraz napiszę ale to może być dopiero początek Twojego/Waszego koszmaru.
Aby łatwiej Tobie było przez to wszystko przejść musisz zaakceptować chorobę swojego męża - bez tej akceptacji będzie Tobie bardzo trudno zrozumieć to wszystko, co on wyprawia, mówi... bo to jego choroba za tym przemawia. Jeżeli nabierzesz dystansu to zobaczysz, dasz radę! Nie będziesz brała sobie do serca tych wszystkich przykrych słów jakie wypowiada. Nie będziesz czuć lęku jak powie coś dziwnego (tak jak ten tekst z nożami)... przejdziesz nad tym do porządku dziennego... potrzeba tylko czasu, cierpliwości i zrozumienia...
I pamiętaj - musisz być zawsze spokojna jak on będzie agresywny, nie daj się wyprowadzić z równowagi, nie krzycz, nie wyzywaj, nie wypominaj... mów cicho aby się wyciszył, aby zrozumiał, że takimi sposobami Ciebie nie zastraszy...
Osoby z zaburzeniami psychicznymi są bardzo "sprytne", wiedzą w jaki punkt uderzyć aby uzyskać zamierzony cel - bo oni zawsze mają jakiś cel - dla normalnych, zdrowych ludzi często irracjonalny... Ale wiedz, że takie osoby pomimo swojej "siły" (bo uważają, że górują nad "chorymi" ludźmi - w ich przekonaniu, to wszyscy w koło są chorzy a oni nie) są bardzo samotne i dlatego często używają agresji bo to jedyny wg. nich sposób uzyskania jakiejś przewagi...
Dobrze by było, aby i Twój mąż zaakceptował swoją chorobę - może z czasem to nastąpi. Z tego co piszesz na razie się na to nie zanosi... ale trzeba mieć nadzieję i dążyć do tego. Jeżeli Twój małżonek będzie widział, że ma wsparcie to łatwiej mu będzie to zrozumieć - i pomimo tego, że nadal będzie Cię krzywdził przykrymi słowami (to jego obrona) kiedyś się podda...
Co do leczenia to rodziny moich podopiecznych często stosują podstęp... Mówią np. do chorego aby poszedł z nią do psychiatry bo się coś niedobrego dzieje... Oczywiście dobrze by było poinformować lekarza prowadzącego o takim sposobie aby nie był zaskoczony... Psychiatra będzie wiedział jak ma się w takiej sytuacji zachować i jak prowadzić rozmowę aby właśnie chory się odsłonił i w ostateczności zgodził na pobyt w szpitalu - przynajmniej na obserwacji...
Życzę Tobie wytrwałości i mnóstwo siły, zobaczysz z czasem będzie lżej a i zauważysz i odróżnisz co jest nim a co chorobą...
Bądź konsekwentna!
Buźki
Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem dla Ciebie byłoby rozstanie( separacja). Może coś wtedy zrozumie i się zmieni, a jeżeli nie, to szkoda Ciebie. Bycie w takim związku zniszczy nie tylko Ciebie, ale również dziecko, które na to wszystko patrzy. Masz dla kogo żyć masz dziecko. Wiem, że to nie jest łatwe, pogodzić się z czymś takim. Ale gdybyś odeszła, z czasem poczułabyś się lepiej. Piszesz, że Twój mąż jest chory. Jeżeli on nie będzie chciał się leczyć to nie sadze żeby coś zmieniło. Musisz postawić sprawe jasno. Albo zaczyna się leczyć I próbujecie to naprawić, albo skończyć to bo inaczej wykończy Cie psychicznie.
Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem dla Ciebie byłoby rozstanie( separacja). Może coś wtedy zrozumie i się zmieni, a jeżeli nie, to szkoda Ciebie. Bycie w takim związku zniszczy nie tylko Ciebie, ale również dziecko, które na to wszystko patrzy. Masz dla kogo żyć masz dziecko. Wiem, że to nie jest łatwe, pogodzić się z czymś takim. Ale gdybyś odeszła, z czasem poczułabyś się lepiej. Piszesz, że Twój mąż jest chory. Jeżeli on nie będzie chciał się leczyć to nie sadze żeby coś zmieniło. Musisz postawić sprawe jasno. Albo zaczyna się leczyć I próbujecie to naprawić, albo skończyć to bo inaczej wykończy Cie psychicznie.
Tak wiem to niszczy przede wszystkim mnie.
Raczej dziecko na to nie patrzy, bo przy nim nadal się kontroluje , grzecznie ze sobą rozmawiamy.
W tej kwestii on nadal stara się zachowywać w miarę.
Umówiłam go do psychiatry.
O dziwo się zgodził:O Termin ma na 31.08
Wcześniej ma się na kontrolę zgłosić do szpitala psychiatrycznego, bo jak wcześniej tu napisałam(tylko wam umyka)
on tam wylądował, był tam 13 dni i właśnie tam zdiagnozowali u niego zaburzenia schizotypowe i stwierdzili , że cofnął się do wieku ok 16 17 lat.
Teraz ma się tam zgłosić na kontrolę i po leki.
Ja zadzwoniłam to psychiatry, który go prowadził w szpitalu i powiedziałam , że pije i jest agresywny.
Spróbuję go jeszcze nakłonić na psychoterapię, ale myślę , że skieruje go tam lekarz do którego idziemy 31.08.
Co do tego , aby go szantażować rozwodem, wyprowadzeniem się, to nic nie da.
On chce rozwodu, chce abym się wyprowadziła.
Twierdzi , że mnie nie kocha.
Ja jestem w stałym kontakcie z psychiatrą i psychologiem i oni powiedzieli , że właśnie nie które sytuacje wskazują na to , że jednak on bardzo mnie kocha i potrzebuje a tą jego paplanine trzeba po prostu olać i nakłonić go na psychoterapię i na to aby nie pił, bo to go może wykończyć.
..... był tam 13 dni i właśnie tam zdiagnozowali u niego zaburzenia schizotypowe i stwierdzili , że cofnął się do wieku ok 16 17 lat.
Na podstawie jednej 13-to dniowej wizyty, żaden lekarz nie będzie ryzykował pełnej diagnozy. Pacjentów na oddziale psychiatrycznym diagnozuje się na podstawie bardzo długiej obserwacji. Może być też tak, że jest coś więcej niż zaburzenia. Wróć do mojego postu, gdy okaże się, że miałem rację ...
Masz rację, lekarz od razu stwierdził że nie może w 100% powiedzieć nam że psychoza się u męża zaczyna.
Wypuścił go jednak aby zobaczyć , jak radzi sobie w swoim środowisku.
Jak zachowuje się na zewnątrz, bo w szpitalu po kilku dniach zaczął się otwierać było trochę lepiej.
Ja mam dość dziewczyny:((((( Już nie daje rady, dziś znów mam gorszy dzień.
Umówiłam się wczoraj ze swoim przyjacielem i przyjaciółką.
Powiedziałam mu tylko, że wychodzę.
Przyszedł do mnie i powiedział , że jest już z tą Kasią .
Ja się go pytam jak możesz z nią być skoro znaliscie się 3 dni a potem ona wyjechała do Warszawy Ty mieszkasz w Krakowie i tylko ze sobą piszecie.
A on mi na to , że poprosił ją o chodzenie przez tel.
Dojrzały mężczyzna, prosi o chodzenie przez tel.
Wyobrażacie to sobie:/
Kto w takim wieku prosi o chodzenie, mi się wydawało że takie coś to występuje tylko u nastolatków:/.
Zapytał się co na ten temat myślę i czy się zgadzam, żebym nie miała żadnych pretensji.
No ręce mi opadły.
Powiedziałam mu , że nawet jeżeli bym się z tym nie zgadzała to i tak moje zdanie go nie interesuje więc po co mnie pyta.
Tak czy siak robi co chce.
Weszli teściowie zaśmiałam się że będą mieli nową synową bo Paweł właśnie oznajmił że poprosił Kasię o chodzenie przez tel i chcą razem zamieszkać:/
On trochę się zmieszal zobaczyłam w jego oczach tak jakby lęk , agresję trudno to zrozumieć.
Zaczęłam życzyć im szczęścia i powiedziałam mu że jak się urządzi to aby zrobił parapetówę to wpadnę. Powiedział , że mnie nie zaprosi.
Zaraz jego mama zaczęła mówi oj Ty głupku głupku zastanowiłbyś się nad tym co mówisz.
A o n zaczął się śmiać tak dziwnie, jakby był nie normalny, śmiał się ze mnie z wszystkich wziął misia dziecka i zaczął mi nim przed nosem wymachiwać, ja dalej się uśmiechałam chociaż byłam zdezorientowana.
On nadal się śmiał i to tak histerycznie:/
Jeszcze wcześniej,powiedziałam mu , że ma ucałowania od mojej mamy , która wczoraj wyjeżdżała do Anglii.
A ten , że po co ona mnie kazała ucałować, ja nie chcę litości.
Ja mu mówię że nikt się nad nim nie lituje tylko ona go po prostu kocha.
On powiedział , że się z tym źle czuje bo jak może ona kochać kogoś kto nie jest z jej córką.
Powiedziałam mu , że co to ma w ogóle do rzeczy??
A on , że się z tym źle czuje.
Ja zapytałam czy on nadal moją mamę kocha a on że nie zapytałam czy Ty kochasz kogoś, a on , że nie.
Pytam , a swoją mamę , tatę.
On , że nie, że nie kocha nikogo.
Ja na to , a Kasię.
To jest moja przyjaciółka.
Tak to stwierdził.
Ja nie wiem czy on mi dokuczał wczoraj bo wychodziłam.
Czy on naprawdę tak z tą Kasią.
Rozumiem, że nie powinnam reagować na to z agresją bo on jest chory, ale nie wiem czy dobrze zrobiłam ciesząc się wczoraj z tego co mówił ,życząc mu szczęścia itd.
Jak wyszłam to sama byłam tak ogłupiała , że wychodząc śmiałam się mu w twarz i powiedziałam szczęśliwego nowego życia.
A on na to , że jest bardzo szczęśliwy.
Nie wiem co robić:((
Wierzyć, nie wierzyć jak reagować, już brak mi pomysłów.
Czasem , myślę , że może on po prostu się znudził małżeństwem, przestał kochać, i to my jesteśmy jacyś nie normalni i doszukujemy się w nim choroby.
Myślę , że to może faktycznie ze mną jest coś nie tak, że lekarz wydał złą diagnozę a on jest normalny.
Coraz bardziej się w tym gubię , i coraz częściej wydaje mi się, że to ze mną jest coś nie tak.
Wczoraj stwierdził , że przestaje brać leki jak się skończą bo jest zdrowy.
Jak powiedziałam mu o terminie do psychiatry nic się nie odzywał tylko się śmiał, chodziłam za nim aż w końcu powiedział mi, że pójdzie.
Dziewczyny czy możliwe , że on jest normalny a to ja mam jakieś urojenia.
Ja naprawdę nie wiem co myśleć.
On twierdzi że jest zdrowy, może on tak się zachowuje aby mnie zdenerwować i nie wiem po co , ale tak naprawdę robi to świadomie a nie przez jakąś chorobę.
Trudno mi:((
25 2011-08-13 11:50:44 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-08-13 11:51:29)
To, że Twój mąż uważa się za zdrowego, to normalne. Większość osób, u których stwierdzono chorobę psychiczną, tak twierdzi.
Można czas jakiś symulować chorobę, ale podczas dłuższej obserwacji można się przekonać o symulowaniu. Podobnie z osobami chorymi, które też mogą przez jakiś czas funkcjonować bez żadnych objawów chorobowych.
Osoby chore tworzą swój świat, prawdopodobnie tak też jest i z historią o Kasi. Mąż snuje sobie swój własny wątek.
Trzymam kciuki ![]()
Kasia , istnieje .Sama ją widziałam ,jest bulimiczką i ma jakieś zaburzenia.
Dostała atak i mój mąż tak jakby jej życie uratował.
Wiem , że zwierzali się sobie, jak tam byli.
Nie wiem natomiast jak teraz wygląda ich znajomość, czy jest tak zażyła.
On śpi na komórce abym jej nie zobaczyła.
Nie wiem dlaczego, bo skoro mu nie zależy i już mi oznajmił że z nią jest to po co ukrywa te smsy.??
Może nie są one tak zażyłe jak on opowiada, albo pisze z kimś innym a historia o Kasi jest wyssana z palca.
Dużo jest opcji , wiem tylko , że on teraz ze swoją komórką jest wszędzie, śpi na niej idzie z nią do toalety no wszędzie.
Nie mam szans nawet zobaczyć co w niej jest.
Z resztą i tak nie chcę bo aż się boję.
Wie, że Kasia istnieje, przed napisaniem pierwszego postu przeczytałam wszystkie Twoje posty.
Masz obok siebie człowieka chorego, który nie działa, nie funkcjonuje, nie czuje, nie myśli tak samo jak przed chorobą.
Ty zaś chcesz wchodzić w jego chory świat. Moim zdaniem, nie ma to sensu.
Tak, wiem tylko , że on czasem w tym wszystkim jest tak przekonywujący , że ja się zastanawiam czy to nie ja jestem jakaś chora.
Myślę , że może mu źle coś zdiagnozowali, lekarz stwierdził , że nie może mi zagwarantować , że głębiej coś innego się nie rozwija , ale na dzień dzisiejszy tego nie widać do końca.
Mam czasem myśli, że on się pomylił a ja nie chcę dostrzec prawdy, że on mnie nie kocha i sama sobie tą jego chorobę uroiłam.
Jednak po chwili jak np teściowa donosi mi o jego kolejnym głupim tekście, to wiem że to on jest chory.
Najgorsze jest właśnie to myślenie, że to ze mną jest coś nie tak a nie z nim i że to moje urojenia są.
Tak, wiem tylko , że on czasem w tym wszystkim jest tak przekonywujący , że ja się zastanawiam czy to nie ja jestem jakaś chora.
(...)
Najgorsze jest właśnie to myślenie, że to ze mną jest coś nie tak a nie z nim i że to moje urojenia są.
To, na wszelki wypadek, napisz sobie na kartce "Mój mąż jest chory. Ja jestem zdrowa." Schowaj ją do portfela i czytaj, gdy dopadnie Cię zwątpienie. ![]()
Dzięki , teraz jeszcze bardziej się podłamałam.
Zawsze jak rozmawiałam z teściową, mówiła żebym go nie słuchała bo on plecie od rzeczy.
A jak dziś spytałam o tą Kasię to ona powiedziała , że już nic nie wie.
Dla mnie to jednoznaczne, on zapewne z nią będzie:(((
Chcę już zapomnieć i chcę aby nie bolało.
Chciałabym go wspierać , ale strasznie mnie to niszczy, mam dość zastanawiania się czy on się wyleczy, czy mnie kocha.
Ciągle mówi , ze on ma teraz swoje życie ja swoje.
Mam dość zastanawiania się czy z tą Kaśką jest czy to tylko wytwór jego wyobraźni.
Już nie daje rady, przestaje mieć nadzieję na to, że się będzie leczył, że będzie lepiej.
Postanowiłam rozmawiać z nim tylko służbowo oschle, jeżeli będzie przychodził na górę powiem mu że nie mamy o czym rozmawiać a jak chce rozmawiać to niech zadzwoni do Kasi.
Nie wiem czy to dobry pomysł , ale jego choroba nie może zrujnować mnie:(((!!!
(...)
jego choroba nie może zrujnować mnie:(((!!!
100% racji. Nie dawaj się wciągać w jego chore życie.
To z kartką to żart-nie żart. Pomaga, gdy nie ma nikogo pod ręką, a trzeba pożyczyć rozumu (coś o tym wiem).
.... zastanawiania się czy z tą Kaśką jest czy to tylko wytwór jego wyobraźni.
Niezależnie od tego, musisz tak pokierować swoim życiem, by byc gotowa na natychmiastowe odizolowanie się. Walcz ile mozesz, ale gdy dłużej się nie da ... zacznij mysleć tylko o sobie ...
zrozpaczona1122 napisał/a:.... zastanawiania się czy z tą Kaśką jest czy to tylko wytwór jego wyobraźni.
Niezależnie od tego, musisz tak pokierować swoim życiem, by byc gotowa na natychmiastowe odizolowanie się. Walcz ile mozesz, ale gdy dłużej się nie da ... zacznij mysleć tylko o sobie ...
Zgadzam się! Walcz, ale jak zobaczysz, że nic już nie da się zrobić, odpuść, bo się wykończysz!
Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie on tak się zmienił? Nie było wcześniej żadnych symptomów choroby?
Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie on tak się zmienił? Nie było wcześniej żadnych symptomów choroby?
Choroba niszczy wszystko. Nie kwestionujmy tego. Wszystko zalezy od organizmu i choroby. Leczeniem można sobie pomóc .. chociaż wszyscy wiemy, że nie zawsze. Czasami leczenie może tylko opóźnić tragiczne następstwa.
35 2011-08-14 07:31:13 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-08-14 07:33:52)
Tak , wiem , ale on tego nie chce leczyć bo twierdzi , że mu jest tak dobrze.
To pozostaje Ci jedynie rozwód. I to im szybciej, tym lepiej, zanim zrobi z Ciebie wrak psychiczny. Nie jesteś w stanie dogadać się z takim człowiekiem, nawet jak Ci coś obieca, to i tak nie dotrzyma. W związku z taką osobą lepiej to już było, a teraz będzie jazda w dół.
Na pomoc psychiatrów też bym na Twoim miejscu nie liczył. Po 1. nie są zbyt chętni do pomocy rodzinie chorego, po 2. wystarczy, że chory zabroni i nawet podstawowych informacji nie dostaniesz.
Ja już nie jestem w stanie teraz nawet nikogo pokochać.
Nie uwierzę już w żadną miłość.
On był tym jedynym , któremu bez granicznie wierzyłam.
Już wiem , że przez niego skreśliłam wszystkich facetów, którzy się nawet kiedyś pojawią.
Nie potrafię już być z nikim bo boję się , ze znów oddam komuś serce, a on je podepcze.
Skoro mu tak to z łatwością przyszło po 7 latach i jeszcze do tego mamy dziecko:(
Już masz syndrom żony alkoholika...
The_devil napisał/a:zrozpaczona1122 napisał/a:.... zastanawiania się czy z tą Kaśką jest czy to tylko wytwór jego wyobraźni.
Niezależnie od tego, musisz tak pokierować swoim życiem, by byc gotowa na natychmiastowe odizolowanie się. Walcz ile mozesz, ale gdy dłużej się nie da ... zacznij mysleć tylko o sobie ...
Zgadzam się! Walcz, ale jak zobaczysz, że nic już nie da się zrobić, odpuść, bo się wykończysz!
Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie on tak się zmienił? Nie było wcześniej żadnych symptomów choroby?
Były, oczywiście,że były.
2 lata wcześniej leczył się na depresje lękową, po 3 miesiącach stwierdził, że już się super czuje i sam odstawił leki.
Jakieś 7 miesięcy temu, źle spał, chłódł, mówił o jakiś głosach.
Ja uznałam , że to jakieś przeczucia i przez nie się boi.
Chciałam z nim iść do psychologa, ale mówił , że dobrze się czuje więc odpuściłam.Wiem, że może to głupie, ale po wczorajszym dniu już chyba nie dam rady walczyć.
Bardzo bym chciała, ale sama już wariuję. Jestem rozbita i choć wiem , że nie powinnam na niego reagować nie potrafię ,męczę się psychicznie.
Rano przeżyłam tylko dzięki proszkom, ja tak dalej nie chcę.
Wczoraj przyszedł raz oznajmiłam mu , że nie chce aby tu przychodził i aby udawał , że mnie nie ma.
Wziął małego z teściami na spacer.
Po spacerze znów przyszedł i coś tam mówił. Poprosiłam go aby dał mi spokój.
Poszedł, a za godzinę znów przyszedł i położył się na moim łóżku. Zapytał dlaczego go tak traktuję.
Powiedziałam, że czuję się zraniona i mam takie prawo, że mam dość i że przepraszam bo wiem , że on jest chory , ale już się wypaliłam i nie dam rady utrzymywać z nim żadnych kontaktów i nie będę jego przyjaciółką bo nie dam rady.
On oczywiście stwierdził, że jest zdrowy.
Zaczął rozmowę o Kaśce.
Że ona też ma zaburzenia schizotypowe plus bulimię .
Mówię do niego , aby się ocknął że tęsknię za tamtym Pawłem, powiedziałam , że jak może z taką dziewczyną się wiązać, jak ona potrzebuje zdrowego partnera,który ją wesprze.
On stwierdził, że jeszcze nie jest z nią związany , ale by chciał.
A ja mówię a co z dziećmi jak je wychowacie, on stwierdził, że on nie chce z nią mieć dzieci chyba że jak ona będzie miała 50 lat a jak ona się nie zgodzi na jego warunki to jak będą razem to ją zostawi.
Ja się go pytam jak możesz być takim egoistą . Mówię , że ona jest chora i nie zasługuje na takiego faceta.
Potem zapytałam czy coś do niej czuje , powiedział , że nie, ale za dużo się stało by ją teraz zostawił.
Zapytałam czy mnie zdradził powiedział, że nie zapytałam a co była jakaś gra wstępna on że gry wstępne są wskazane, ja na to czyli mnie zdradziłeś a on , że żadnej gry nie było i nawet się nie całowali tylko ona mu dała buzi w policzek.
To ja zapytałam się go to co jej takiego napisałeś , powiedziałeś , że nie możesz jej zostawić, że ją kochasz.
On , że nie tylko, że tak sobie z nią pisze , że jest fajną osoba.
No myślałam , że nie wiem co mu zrobię to ze mną ma dziecko ślub a jej nie może zawieść bo napisał jej że jest fajną osobą:(
Kazałam mu wyjść i zostawić mnie w spokoju, widziałam na jego twarzy dumę , że znów ma nade mną
górę.
Widziałam , że jest zadowolony , że cierpię.
Zaraz pyta się mnie czy ja się z kimś przespałam , powiedziałam aby się tym nie interesował, bo podobno mu nie zależy.
Następnie znów poprosiłam go aby wyszedł , a on nadal leżał i się mi przyglądał, zaczęłam czytać mu o jego zaburzeniach, o tym że jak się nie będzie leczył i pił do może dostać schizofrenii. On powiedział , że on się sam swoimi sposobami wyleczy bo jest bardzo silny psychicznie a z resztą on jest zdrowy.
Znów mówię aby wyszedł ,bo nie chcę wchodzić z butami do jego chorego świata bo i tak się z nim nie dogadam.
Powiedział mi że nie może się doczekać rozwodu bo sam fakt , że mieszkamy w jednym domu go dusi.
Ja mówię , że skoro tak jest to żeby do mnie nie przychodził co 5 minut, bo to jest chore.
Nadal nie wyszedł.
Kazał sobie coś jeszcze przeczytać na temat tej choroby. Czytam a on do mnie , że skoro mu to czytam to chyba mi sexu brakuje.
No wysiadłam , zapytałam się go czy to jest logiczne.
Wściekłam się i nakrzyczałam , że ma natychmiast wyjść.
Dziś od rana już tu był 2 razy.
Przyszedł po to aby się zapytać czy chcę sobie zjeść sałatki ja mu służbowo odpowiadałam a on siedział.
Nie rozumiem przecież się przy mnie dusi i chce rozwodu a ciągle tu przylatuje.
Potem przyszedł 2 raz zapytać czy po obiedzie pójdziemy z Dawidem na spacer i znów siedział i się patrzył na mnie jakby chciał abym coś powiedziała.
3 raz już do mnie szedł i spotkałam go na schodach bo schodziłam na dół a on zaczął mnie zaczepiać i chciał mnie połaskotać po brzuchu.
Aha wczoraj na wieczór przyszedł jeszcze raz aby oświadczyć , ze wychodzi , żebym wzięła małego i chciał abym przybiła mu piątkę:/
To jest tak nie logiczne. Nic z tego nie rozumiem.
Nie potrafię już tak dłużej.
Zaczynam się czuć jak w klatce .
Bo on chce być z Kasią , przy mnie podobno się dusi a i tak lata tu ciągle.
Wczoraj stwierdził , że się z nią umówił, że ona tu na godzinę przyjeżdża z Warszawy haha. Okazało się , że gdzieś wyszedł, ale przed chwilą a za chwilę musi tu być bo ma mecz.
Więc wątpię aby umówił się z Kasią , a z resztą jak zapytałam się co już wychodzisz do Kasi powiedział , że on nie rozumie czemu sobie ją tak przybrałam do głowy, że przecież Kaśki nie ma i jest w Warszawie.
Nie , nie daję rady:/
Oczekujesz rzeczy niemożliwych, czyli logicznych odpowiedzi od osoby chorej psychicznie.
Po co brniesz w jego chory świat?
Chyba w sumie, naprawdę pozostaje mi tylko rozwód, chcę walczyć , ale z drugiej strony jak pomyślę o rozwodzie to czuję ulgę, jak go nie ma w domu to też jestem spokojniejsza.Odczuwam lęk, ale ta ulga znacznie przeważa nad tym lękiem.
Ta piosenka dobrze na mnie działa, może komuś też pomoże, bo mnie potrafi naładować pozytywną energią:)
http://www.youtube.com/watch?v=lDK9QqIzhwk
Oczekujesz rzeczy niemożliwych, czyli logicznych odpowiedzi od osoby chorej psychicznie.
Po co brniesz w jego chory świat?
Naprawdę, nie wiem po co zaczynam z nim te dyskusję , jak wiem , że one są nie logiczne, nie koniecznie to co on mówi jest prawdą , a potem ja się tylko dołuję.
Tylko ,że to jest tak, że on tak jakby nie daje mi wyboru, potrafi uderzyć w taki punkt, że nagle dyskusja sama się nawiązuje:/
Jak nie chcę z nim rozmawiać to czuję jakby mną na tyle manipulował , aż się ugnę i z nim porozmawiam, a przecież wiem , że to mnie niszczy.
Łatwiej by było jakby tu nie przychodził, a on właśnie robi coś takiego , że mówi o innej , że chce się wyprowadzić bo sama świadomość tego ,że ze mną mieskza go dusi a jednak i tak ciągle tu przylatuje.
Moje krótkie odp mu nie wystarczają.
Jak powiem życzę wam wszystkiego najlepszego, lub to jak najszybciej składaj pozew o rozwód , żegnam, albo bądź sobie z nią zdrowia życzę.
To on i tak ciągnie temat, jak nie ten to inny tak abym tylko porozmawiała z nim.
Naprawdę jest trudno go wyrzucić , nie rozmawiać z nim.
To jest dziwne wiem i trudno mi to wam wyjaśnić.
41 2011-08-14 10:12:07 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-08-14 10:15:59)
Kochana - stoisz na brzegu przepaści. Dosłownie. Jeden krok i po Tobie.
Wiem, bo sama tam stałam. I byłam już tak zmęczona, że miałam pokusę... Zamknąć oczy i zrobić ten krok.
Kurcze, napisałam to już w swoim pierwszym poście - teraz Ty. Ty musisz się ratować. Cała jesteś skupiona na jego zachowaniu, interpretujesz i usiłujesz sobie tłumaczyć COŚ, co jest niemożliwe do ogarnięcia zdrowym rozsądkiem. Bo on jest CHORY. I tylko leczenie jest w stanie zmienić tą sytuację.
Czy gdyby miał raka - tez byś tak postępowała? Dyskutowała i usiłowała zrozumieć? Nie - tylko leczenie ma tu sens. I prawdą jest to, co napisał Lupus - sytuacja rodziny chorego psychicznie jest bardzo trudna.
Ale Ty masz to, czego ja nie miałam, a co jest bardzo ważne - wsparcie jego rodziny. Moim zdaniem najlepszym wyjściem byłoby, gdybyście Wy -jego rodzina zasięgnęli porady psychiatry. Nie ma się czego wstydzić - to nie miejsce ani czas na wstyd. Teraz w grę wchodzi Twoje życie. Ja skorzystałam z porady rewelacyjnej Pani Doktor, śmiało teraz mogę powiedzieć, że ona uratowała mi w tamtym momencie życie. Fachowiec wytłumaczy Wam mechanizmy, które nim kierują, na co zwracać uwagę, co robić, czego NIE robić.
Ja mogę Ci powiedzieć coś, co na pewno usłyszysz od lekarza - nie daj się wciągnąć w świat jego urojeń, wyobrażeń. Nie wchodź w dyskusje, urywaj ja natychmiast. Zmieniaj temat lub po prostu odwróć się i odejdź. Nie zadawaj pytań, bo to bez sensu. On nie myśli racjonalnie.
Brzmisz już jak osoba na skraju załamania - zrób coś z tym, zanim będzie za późno. Pomyśl o dziecku.
Jak Ciebie czytam, to wracają wspomnienia. To niełatwe dla mnie, bo ja wiem, co będzie dalej. Musisz odnaleźć siłę, żeby się wyrwać z tego koła obłędu. Owszem - jesteś jego żoną i powinnaś go wspierać. Ale to wsparcie powinno skończyć się w momencie, gdy odbywa się to kosztem Ciebie lub dzieci. Taka jest prawda. Nie daj sobie wmówić, że cokolwiek powinnaś poświęcać - nie na tym polega pomaganie ludziom chorym psychicznie.
Żeby opiekować się dzieckiem i nim - musisz mieć siłę. A Ty.... piszesz tak, że ja widzę, że powoli znikasz... Jego choroba Cię pochłania. Nie pozwól na to! WALCZ!
Może zabrzmi to brutalnie, ale tu na forum skup się na sobie, na swoich odczuciach i problemach. Jemu nikt tu nie pomoże. Od tego ma fachowców - lekarzy. Oni mu pomogą, jeśli będzie chciał. Wypowiedzi laików wprowadzają tylko chaos.
A TU - niech to będzie miejsce dla Ciebie. Wiem, jak tego potrzebujesz.
Ehhh.... wczoraj to napisałam komuś dla mnie ważnemu w mailu (jeszcze go pewnie leniuszek nie odczytał) - ja się na to forum 10.10.2010 WCZOŁGAŁAM. Dosłownie. Bez sił, bez nadziei, przerażona, sama. I stał się CUD. Dostałam takie wsparcie, jakiego się nie spodziewałam. Od obcych, wspaniałych ludzi, którzy mają jedną wspólną cechę - mnóstwo EMPATII.
Kurcze, znów się rozkleiłam....
Zobaczysz - jeśli tylko otworzysz się na pomoc dla SIEBIE, zrozumiesz, ze Ty jesteś najważniejsza - w Twoim życiu też wydarzy się CUD. Musisz tylko zechcieć, dać przyzwolenie na to.
A niezależnie od tego - idź sama na konsultację psychiatryczną. To bardzo pomaga.
Ściskam Cię mocno i obiecuję - zostaję to z Tobą. Pomogę na tyle, na ile będę mogła.
Jeszcze mnie nie znasz tak, jak niektórzy tu na forum - UPARTA jestem ![]()
42 2011-08-14 10:13:45 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-08-14 10:21:25)
Może już o tym napisałaś, ale oprócz leczenia farmakologicznego może pomyślisz o własnej terapii? Pomoże ona Tobie nabrać dystansu do choroby męża i podjąć racjonalne decyzje.
Może najwyższy już czas, byś zadbała o siebie i syna (w tej kolejności).
Nie ma obowiązku leczenia psychiatrycznego (poza nielicznymi wyjątkami) i nie zrobisz nic z chorobą męża, gdy on będzie się sprzeciwiał.
Zobacz, CZEGO TY CHCESZ dla siebie, dla swego szczęścia, dla radości, dla życia w spokoju. I nie przerzucaj teraz całej swej uwagi z męża na dziecko. Już kiedyś o tym pisałam: dziecku do szczęścia potrzebna jest SZCZĘŚLIWA MATKA.
Trzymam kciuki.
Edycja:
niekochana, znowu razem zgodnym chórem. Uściski.
Kochana - stoisz na brzegu przepaści. Dosłownie. Jeden krok i po Tobie.
Wiem, bo sama tam stałam. I byłam już tak zmęczona, że miałam pokusę... Zamknąć oczy i zrobić ten krok.Kurcze, napisałam to już w swoim pierwszym poście - teraz Ty. Ty musisz się ratować. Cała jesteś skupiona na jego zachowaniu, interpretujesz i usiłujesz sobie tłumaczyć COŚ, co jest niemożliwe do ogarnięcia zdrowym rozsądkiem. Bo on jest CHORY. I tylko leczenie jest w stanie zmienić tą sytuację.
Czy gdyby miał raka - tez byś tak postępowała? Dyskutowała i usiłowała zrozumieć? Nie - tylko leczenie ma tu sens. I prawdą jest to, co napisał Lupus - sytuacja rodziny chorego psychicznie jest bardzo trudna.Ale Ty masz to, czego ja nie miałam, a co jest bardzo ważne - wsparcie jego rodziny. Moim zdaniem najlepszym wyjściem byłoby, gdybyście Wy -jego rodzina zasięgnęli porady psychiatry. Nie ma się czego wstydzić - to nie miejsce ani czas na wstyd. Teraz w grę wchodzi Twoje życie. Ja skorzystałam z porady rewelacyjnej Pani Doktor, śmiało teraz mogę powiedzieć, że ona uratowała mi w tamtym momencie życie. Fachowiec wytłumaczy Wam mechanizmy, które nim kierują, na co zwracać uwagę, co robić, czego NIE robić.
Ja mogę Ci powiedzieć coś, co na pewno usłyszysz od lekarza - nie daj się wciągnąć w świat jego urojeń, wyobrażeń. Nie wchodź w dyskusje, urywaj ja natychmiast. Zmieniaj temat lub po prostu odwróć się i odejdź. Nie zadawaj pytań, bo to bez sensu. On nie myśli racjonalnie.
Brzmisz już jak osoba na skraju załamania - zrób coś z tym, zanim będzie za późno. Pomyśl o dziecku.
Jak Ciebie czytam, to wracają wspomnienia. To niełatwe dla mnie, bo ja wiem, co będzie dalej. Musisz odnaleźć siłę, żeby się wyrwać z tego koła obłędu. Owszem - jesteś jego żoną i powinnaś go wspierać. Ale to wsparcie powinno skończyć się w momencie, gdy odbywa się to kosztem Ciebie lub dzieci. Taka jest prawda. Nie daj sobie wmówić, że cokolwiek powinnaś poświęcać - nie na tym polega pomaganie ludziom chorym psychicznie.
Żeby opiekować się dzieckiem i nim - musisz mieć siłę. A Ty.... piszesz tak, że ja widzę, że powoli znikasz... Jego choroba Cię pochłania. Nie pozwól na to! WALCZ!
Może zabrzmi to brutalnie, ale tu na forum skup się na sobie, na swoich odczuciach i problemach. Jemu nikt tu nie pomoże. Od tego ma fachowców - lekarzy. Oni mu pomogą, jeśli będzie chciał. Wypowiedzi laików wprowadzają tylko chaos.
A TU - niech to będzie miejsce dla Ciebie. Wiem, jak tego potrzebujesz.
Ehhh.... wczoraj to napisałam komuś dla mnie ważnemu w mailu (jeszcze go pewnie leniuszek nie odczytał) - ja się na to forum 10.10.2010 WCZOŁGAŁAM. Dosłownie. Bez sił, bez nadziei, przerażona, sama. I stał się CUD. Dostałam takie wsparcie, jakiego się nie spodziewałam. Od obcych, wspaniałych ludzi, którzy mają jedną wspólną cechę - mnóstwo EMPATII.
Kurcze, znów się rozkleiłam....
Zobaczysz - jeśli tylko otworzysz się na pomoc dla SIEBIE, zrozumiesz, ze Ty jesteś najważniejsza - w Twoim życiu też wydarzy się CUD. Musisz tylko zechcieć, dać przyzwolenie na to.
A niezależnie od tego - idź sama na konsultację psychiatryczną. To bardzo pomaga.
Ściskam Cię mocno i obiecuję 0 zostaję to z Tobą. Pomogę na tyle, na ile będę mogła.
Jeszcze mnie nie znasz tak, jak niektórzy tu na forum - UPARTA jestem
Dziękuję, dzięki twojemu postowi , aż się uśmiechnęłam.
Ja jestem pod opieką psychiatry i psychologa, bo było już ze mną źle.
Oni mi tłumaczą aby nie zwracać uwagi itd.
Jak tu zaglądnęłam po raz pierwszy wydawało mi się , że już dobrze, mam siłę.
A po ostanich 2 dniach jego dręczenia mnie, znów mam doła i na nic nie mam siły.
Myślę , gdzie poszedł , czemu nie jest tak jak dawniej , kiedy wyzdrowieje.
Grunt pod moimi nogami się sypie.
Dużo mi daje , jak piszę tu i się zwierzam, za każdą pomoc wam dziewczyny bardzo dziękuję.
To dziwne, ale naprawdę dużo mi daje , jak coś tu napiszę a potem przeczytam wasze posty, które potrafią mnie podbudować.
Bardzo bym chciała mieć to za sobą.
Jeszcze kilka dni temu modliłam, się aby on wyzdrowiał, wrócił do mnie, a teraz modlę się o jego zdowie , ale też o to aby dał mi już spokój!!
Wiem jedno kocham człowieka , który już nie istnieje , tego potrafię momentami z nienawidzić !
I powiedziałam mu to wczoraj.
(...)teraz modlę się o jego zdowie , ale też o to aby dał mi już spokój!!
Wiem jedno kocham człowieka , który już nie istnieje , tego potrafię momentami z nienawidzić !
I powiedziałam mu to wczoraj.
I jesteś mądrą osobą. ![]()
Dziękuję, dzięki twojemu postowi , aż się uśmiechnęłam.
Ja jestem pod opieką psychiatry i psychologa, bo było już ze mną źle.
Oni mi tłumaczą aby nie zwracać uwagi itd.
I masz ich słuchać.
Heh... opowiem Wam coś. Jedną z pierwszych porad, jaką "zasunęła" mi Pani Doktor odnośnie eskalujących urojeń mojego męża było "Proszę zdecydowanym i spokojnym głosem głosem powiedzieć - Nie będę na ten temat rozmawiać. Jeśli dalej się nakręca, staje się nachalny - proszę się bez słowa odwrócić i wyjść. Jesli nie ma Pani swojego pokoju - proszę wejść do łazienki i zamknąć za sobą drzwi". I tak konsekwentnie za każdym razem.
No powiem szczerze - myślałam, że babę powaliło. Jak to? Odwrócić się i wyjść?
Ale działało. To sa kochana fachowcy - znają typ zachowań i reakcji.
Jak tu zaglądnęłam po raz pierwszy wydawało mi się , że już dobrze, mam siłę.
A po ostanich 2 dniach jego dręczenia mnie, znów mam doła i na nic nie mam siły.
Myślę , gdzie poszedł , czemu nie jest tak jak dawniej , kiedy wyzdrowieje.
Grunt pod moimi nogami się sypie.
Kochana, przyjmij do wiadomości, że to nie zależy od Ciebie. Pogódź się z tym. Musisz się od tego ODCIĄĆ. Zadbaj o swoje zdrowie, swoje potrzeby, wyluzuj się.
Dużo mi daje , jak piszę tu i się zwierzam, za każdą pomoc wam dziewczyny bardzo dziękuję.
To dziwne, ale naprawdę dużo mi daje , jak coś tu napiszę a potem przeczytam wasze posty, które potrafią mnie podbudować.
No ba - któż to wie lepiej niż ja ![]()
a teraz modlę się o jego zdowie , ale też o to aby dał mi już spokój!!
A teraz szepnę Ci coś w tajemnicy: W tej materii nic nie zależy od niego - to Ty decydujesz, co ma na CIEBIE wpływ. TYLKO TY, nikt inny.
Wiem jedno kocham człowieka , który już nie istnieje , tego potrafię momentami z nienawidzić !
I powiedziałam mu to wczoraj.
Wiesz, takie rozmowy nie mająsensu - on i tak nie rozumie, a Ty się denerwujesz i nakręcasz. Spokój i dystans - to Twój cel.
Teraz go nie ma i jak pomyślę o tym że za godzinę się pojawi to, aż cała się trzęsę .
Teraz go nie ma i jak pomyślę o tym że za godzinę się pojawi to, aż cała się trzęsę .
Musisz kochana nauczyć się nie myśleć ciągle o nim - pomogą Ci w ty fachowcy oraz zajęcie się SWOIMI sprawami.
48 2011-08-14 10:49:39 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-08-14 10:57:21)
Edycja:
niekochana, znowu razem zgodnym chórem. Uściski.
Się już przyzwyczaiłam
Do naszego zgodnego współistnienia ![]()
Hmmm.... wielokropnie niekochana? ![]()
Właśnie przyszła do mnie teściowa i oznajmiłam jej żeby powiedziała swojemu synowi aby mnie nie nachodził, ona stwierdziła , że właśnie z nim rozmawiała, żeby mi ciągle nie mówił o tej Kasi a on jej powiedział , że to ja go zmuszam pytaniami do opowiadania mi takich głupot.
Jak ja od kilku dni nawet sięgo o nic nie pytam a on przychodzi i mnie dręczy:/
Właśnie przyszła do mnie teściowa i oznajmiłam jej żeby powiedziała swojemu synowi aby mnie nie nachodził, ona stwierdziła , że właśnie z nim rozmawiała, żeby mi ciągle nie mówił o tej Kasi a on jej powiedział , że to ja go zmuszam pytaniami do opowiadania mi takich głupot.
Jak ja od kilku dni nawet sięgo o nic nie pytam a on przychodzi i mnie dręczy:/
Żabko - nakręcasz się jak sprężynka.
Poczytaj jeszcze raz, co napisałam: ANI TY ANI TEŚCIOWA NIC NIE ZDZIAŁACIE. NIE MACIE WPŁYWU NA JEGO ZACHOWANIE.
Proszę - nie zgubcie (jego rodzina) "wspólnego frontu". Razem łatwiej. Nie oskarżajcie się wzajemnie, bo tu nie ma winy żadnego z Was.
Kochana kończę na teraz, bo dziś mam dzień dobroci dla SIEBIE. Na bóstwo muszę się zrobić i wybywam. Buziaki
Wielokropek napisał/a:Edycja:
niekochana, znowu razem zgodnym chórem. Uściski.Się już przyzwyczaiłam
Do naszego zgodnego współistnienia
Hmmm.... wielokropnie niekochana?
Tak, kochana wielokropnie
![]()
Właśnie przyszła do mnie teściowa i oznajmiłam jej żeby powiedziała swojemu synowi aby mnie nie nachodził, ona stwierdziła , że właśnie z nim rozmawiała, żeby mi ciągle nie mówił o tej Kasi a on jej powiedział , że to ja go zmuszam pytaniami do opowiadania mi takich głupot.
Jak ja od kilku dni nawet sięgo o nic nie pytam a on przychodzi i mnie dręczy:/
Masz wsparcie teściowej! To dużo i w zasięgu ręki. Korzystaj z niego (oprócz nas tutaj, na forum) ile wlezie.
Uściski dla Ciebie. ![]()
zrozpaczona1122 napisał/a:Właśnie przyszła do mnie teściowa i oznajmiłam jej żeby powiedziała swojemu synowi aby mnie nie nachodził, ona stwierdziła , że właśnie z nim rozmawiała, żeby mi ciągle nie mówił o tej Kasi a on jej powiedział , że to ja go zmuszam pytaniami do opowiadania mi takich głupot.
Jak ja od kilku dni nawet sięgo o nic nie pytam a on przychodzi i mnie dręczy:/Masz wsparcie teściowej! To dużo i w zasięgu ręki. Korzystaj z niego (oprócz nas tutaj, na forum) ile wlezie.
Uściski dla Ciebie.
Dziękuję wam, dziś jest u nas festyn zrobię się na bóstwo i wypruję tam, miałam nie iść bo nie mam siły, ale nie będę przez niego z całego życia rezygnowała.
Powodzenia:*
Zrób się na bóstwo i doczołgaj się na ten festyn. Wrócisz z dużo większą energią. Wreszcie nastąpił CZAS DLA CIEBIE.
Dobrej zabawy. Zajrzę dopiero wieczorem. ![]()
Dawno mnie nie było.
Muszę napisać bo dziś znów czuję się źle. Nie radzę sobie.
Z mężem już nic mnie chyba nie łączy, nawet nie czuję aby z jego strony była jakaś reakcja na mnie:(
Ok półtora tyg temu groził mi nożem.
Potem płakał i przepraszał.
Nie wybaczyłam bo osoba chora się leczy a nie miesza leków z alkoholem.
Wyjechałam z małym .
Potem na weekend ze znajomymi.
Czułam się świetnie.
Wczoraj w nocy przyjechałam , a dziś znów o nim myślę.
Jego jak zwykle nie ma jeździ gdzieś , zapewne do innej.
A ja kolejny raz wylewam łzy za kimś kto tak naprawdę już teraz nie istnieje.
Znów czuję , że moje życie nie ma sensu.
Zastanawiam się czego właściwie chcę.
Bo jak on wyzdrowieje to co wtedy?
Jeżeli będzie chciał wrócić to co wtedy zrobię?
To moje marzenie, ale wiem , że nie potrafię zapomnieć i wybaczyć mu tych upokorzeń , najprawdopodobniej innej kobiety i tych słów.
Jestem uwięziona i nie widzę wyjścia.
Zapomnieć nie potrafię, przestać kochać też nie.
Żyję nadzieją, że wyzdrowieje i wróci, ale ja bym chciała aby wróciło to co było , a tak już nigdy nie będzie.
Jeżeli nawet kiedyś byśmy znów stworzyli rodzinę , to wiem , że zaraz bym to rozwaliła wyrzutami i pretensjami.
To wszystko nie ma sensu:(
Po kolei.
Świetnie, że wyjechałaś i odpoczęłaś.
To, że mieszkając z nim w jednym domu o nim myślisz, to rzecz normalna. W końcu on jest obok i jakby nie było, jest Twoim mężem. A Ty pamięci nie straciłaś, ludzkich uczuć - też nie i odruchów - też nie.
Jeśli groził nożem,to pamiętaj o tym również i, oby nie było go, następnym razem wzywaj policję. Proś o założenie tzw. niebieskiej karty dla sprawców przemocy. To, że przyczyną takiego zachowania jest choroba połączona z alkoholem nie oznacza, że to nie jest przemoc. Wstyd zakop, utop, pozbądź się go.
Póki co nie "gdybaj", bo siły od tego Ci nie przybywa, tylko działa w drugą stronę.
Zastanów się, czego Ty chcesz. Teraz. Odłóż zastanawianie się nad tym, co będzie, gdy on wyzdrowieje. To temat do odłożenia na czas po jego wyzdrowieniu. Nie wcześniej.
Twoja najbliższa rodzina to teraz Ty i syn. Nie zapominaj, że w teściowej masz wsparcie.
Miotają Tobą różne silne emocje,nic dziwnego. Tyle przecież wokół Ciebie, tyle przeżywasz.
Wysyłam dużą paczkę chusteczek-smarkatek i jeszcze większy worek treningowy.Używaj ich w zależności od potrzeb.
Przytulam Cię wirtualnie. ![]()
Ok półtora tyg temu groził mi nożem.
Potem płakał i przepraszał.
Kochana - to poważna eskalacja objawów. Skontaktuj się z lekarzem i zapytaj - co robić. Mam wrażenie, że w takim przypadku należało wezwać policję. Osoby, które stanowią zagrożenie dla innych - podlegają obowiązkowemu leczeniu.
Tu już nie ma żartów, kochana. Następnym razem może pójść krok dalej.
Znów czuję , że moje życie nie ma sensu.
Zastanawiam się czego właściwie chcę.
Bo jak on wyzdrowieje to co wtedy?
Jeżeli będzie chciał wrócić to co wtedy zrobię?
To moje marzenie, ale wiem , że nie potrafię zapomnieć i wybaczyć mu tych upokorzeń , najprawdopodobniej innej kobiety i tych słów.
Jestem uwięziona i nie widzę wyjścia.
Zapomnieć nie potrafię, przestać kochać też nie.
Żyję nadzieją, że wyzdrowieje i wróci, ale ja bym chciała aby wróciło to co było , a tak już nigdy nie będzie.
Jeżeli nawet kiedyś byśmy znów stworzyli rodzinę , to wiem , że zaraz bym to rozwaliła wyrzutami i pretensjami.
To wszystko nie ma sensu:(
Kochana- na razie to Ty się skup na zapewnieniu sobie i dziecku bezpieczeństwa. To Twój priorytet na teraz.
Po co się zastanawiać, co będzie kiedyś, w dalekiej przyszłości. Sorki - ale tu niewiele zależy od Ciebie.
Myślę, ze już pora na podjęcie drastycznej decyzji - jak się nie leczysz - ponosisz tego konsekwencje. Zostajesz z tym sam.
I do tego bardzo Ci jest potrzebne wsparcie rodziny męża. Musicie razem przekonać do podjęcia leczenia.
Tak oczywiście , że wezwałam policję.
Założyłam kartę. Tylko, że jak policja przyjechała i pogotowie.
Bo do osoby chorej psychicznie najpierw trzeba wezwać pogotowie, to już go nie było i nic nie mogli zrobić.
Powiedzieli tylko, że jeżeli wróci i znów będzie się tak zachowywał to mam dzwonić.
Tyle po nich było:(
Ciężko mi.
A najgorsze,że jak spotykam się z przyjaciółmi to staram się udawać przy nich zadowoloną.
Oni wiedzą o sytuacji, ale ja nie potrafię się na tyle otworzyć , aby ciągle przy nich płakać.
To znaczy kilka razy przy nich płakałam, ale ile razy oni mogą tego wysłuchiwać.
Wstyd mi, przecież takie małżeństwo udane tworzyliśmy:(
59 2011-08-29 19:06:45 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-08-29 19:07:02)
Chory mąż to żaden wstyd. Mąż chory psychicznie też nie.
Wstydzić się nie masz za co. Niczego złego nie zrobiłaś. Choroba męża to też nie jego wybór.
Gdybym była Twoja przyjaciółką w realu, to bardzo bym się na Ciebie gniewała za takie traktowanie.
Udawać coś przed przyjaciółmi?
Dlaczego tak źle ich traktujesz?
Czemu ich oszukujesz?
Dlaczego podejmujesz decyzje za nich?
Jeśli są przyjaciółmi, to wysłuchają. Sama wiesz, że czasami wystarczy "odgadanie się".
Tak jak poradziła niekochana72, porozmawiaj z jego lekarzem. Być może wymaga to zmiany leczenia. I od kiedy on się leczy. Przecież, jeśli dobrze pamiętam, był problem z nakłonieniem go do leczenia.
Nie, on się leczył 2 tyg w szpitalu.
Potem wrócił do domu i teraz pije i zażywa leki, czasem ich nie zażywa.
Rozmawiałam z lekarzem ze szpitala, ale on rozłożył ręce i powiedział , że jeżeli będzie agresywny żeby policję wzywać.
31.08 ma termin do innego lekarza, 2 lata temu u właśnie tego lekarza się leczył na depresje, ale przerwał(to był mój błąd, pozwoliłam mu na to)
Moja psycholog radziła, abym zadzwoniła do tego psychiatry przed jego wizywtą i powiedziała jak się sprawy mają, że pije przy lekach itd.
(...)
Moja psycholog radziła, abym zadzwoniła do tego psychiatry przed jego wizywtą i powiedziała jak się sprawy mają, że pije przy lekach itd.
To zrób tak koniecznie. 31.08. - już niedługo.
I wzywaj policję, kiedy znowu będzie groził czy będzie agresywny w inny sposób. Wzywaj koniecznie.
Pamiętaj, to żaden wstyd, że Twój mąż jest chory psychicznie. Nie ma w tym też ani Twojej, ani jego winy.