Jak każdą z nas przywiodły mnie tu moje rozterki, mój ból, moje pytania - dlaczego?
Muszę to z siebie wyrzucić, bo tak bardzo boli mnie to wszystko. To moja historia.
Poznałam go jakieś 4 lata temu na portalu randkowym, ale nasze rozmowy były czysto koleżeńskie, potem przeszliśmy na gg, taki sobie kolega. Nie padła propozycja spotkania. Po dwóch latach doszliśmy do wniosku, że jednak warto się spotkać,że chcemy wiedzieć komu opowiadamy o swoim życiu. Spotkaliśmy się,On wolny, ja wolna, już nie tacy młodzi. Zaczęło się od przyjaźni. Przez pierwszy rok nie widywaliśmy się często, chociaż dzieli nas taka sobie odległość (120km), ma taką pracę, że właściwie ma mało wolnego czasu. Rozmawialiśmy jednak codziennie, wiedział co u mnie się dzieje, lubiłam mu to wszystko opowiadać, on raczej należy do tych mało wylewnych, szanowałam to. Po roku nasze spotkania stały się częstsze - raz w miesiącu, tylko że to ja byłam cały czas ich inicjatorką. Mam wrażenie, że to ja ciągnęłam ten wózek. Zaczęłam odczuwać ciężar, bo spotkania były cudowne, ale to raptem 3 dni w miesiącu, a reszta, reszta to rozmowy na gg, telefon. Mówił, że jestem dla niego ważna,że jestem mu potrzebna, to było jedyne wyznanie. Tylko, że ja tego nie czułam, miałam wrażenie, że jestem dodatkiem do jego życia. Mówiłam mu o tym, o tym co mnie boli, odpowiadał tylko, że sobie wymyślam, że wszystko jest ok. No i nadszedł wreszcie czas mojego urlopu, miałam cichą nadzieję, że mnie do siebie na dłużej zaprosi, przecież mógł chodzić do pracy, wieczory byłyby dla nas. Dla mnie jest oczywiste, że jak na kimś ci zależy, to chcesz z nim spędzać jak najwięcej czasu. Nie zaproponował spotkania, za to usłyszałam ile to ma zajęć. To prawda dbał o swoich rodziców, ale jeżeli ktoś jest tak troskliwy, to czy nie powinien wykazywać troski w moim kierunku? Wkurzyłam się, powiedziałam, że to koniec, że ja tak nie chcę, byłam stanowcza. Nie walczył za bardzo, napisał tylko na koniec, że może któregoś wieczoru uda nam się spokojnie porozmawiać, odpowiedziałam, że może i zamilkł. A ja straciłam nadzieję, którą się cały czas karmiłam i jest mi z tym cholernie źle. I choć wiem, że to już nic nie zmieni czekam na ten telefon.Przewrotna jest kobieca natura, rozum co innego a serce swoje.
Wszystko jest niby jasne, a tak bardzo chciałabym żeby zatęsknił, żeby zrozumiał dlaczego to zrobiłam, żeby przytulił i powiedział, że będzie dobrze. Dlaczego życie zmusza nas do takich decyzji, takich których nie chcemy?
droga trinity8,
myślę, że w Waszym przypadku to Ty byłaś bardziej zaangażowana...kobieta zwykle potrzebuje więcej uczucia....pragnie czułości, ciepłych słów, chce kochać i być kochaną....niestety ta odległość, która Was dzieli wpłynęła na to, że nie mogliście widywać się tak często, jak tego chciałaś....
wydaje mi się, że może jemu też zależało, tylko ma taki, a nie inny charakter....nie chce mu się niczego planować, o nic się starać...żyje z dnia na dzień...może widzi, że ta odległość robi swoje i po prostu nie chce tego dalej ciągnąć....póki co zacznij żyć swoim życiem....może akurat poznasz kogoś ciekawego...Ty już powiedziałaś swoje zdanie, starałaś się o to, żeby Wasz związek przetrwał...jeśli będzie mu na prawdę na Tobie zależało, to zadzwoni, albo przyjedzie do Ciebie....niech on się postara....to nie Ty masz walczyć o jego miłość....miłość albo jest albo jej nie ma....nic na siłę....
Tak właśnie, myślę, że to ja byłam bardziej zaangażowana, on żył dniem, zresztą mówił, że tak żyje. I chyba to mnie też wkurza w sobie, że byłam na każde zawołanie, kiedy tylko miał czas. I chociaż źle mi z tym bardzo, to jestem przekonana, że podjęta decyzja o rozstaniu była słuszna.
Wiesz co nie wiem, w którym wątku Ci odp...dlatego będę to robiła tu.....myślę, że bardzo dobrze zrobiłaś...w związku nie chodzi o to, żeby tylko jedna osoba się starała, ale żeby od każdego coś wychodziło...jeśli on się nie starał, to na co Ci taki facet???? trafisz jeszcze na tego jedynego, zobaczysz...
Przepraszam za bałagan, jestem tu nowa, wskoczyło mi dwa razy i nie wiem jak usunąć. Wiem, że nie warto czegoś ciągnąć, co daje nam tylko chwilową satysfakcję. Cięzkie jest jednak również podejmowanie decyzji, bo rozum nam coś podpowiada, a serce krwawi.
czasem warto jest posłuchać rozumu.....serce wygoi się i będzie dwa razy mocniej kochało....
a chłopak jeszcze kiedyś pożałuje, że stracił coś takiego pięknego....nie ma co się martwić...jak macie być ze sobą, to będziecie....może on potrzebuje trochę czasu, żeby to wszystko pojąć....Ty nie przejmuj się tym..nie masz sobie nic do zarzucenia.....starałaś się, pokazywałas, że Ci zależy....nie wykorzystałaś go...teraz jego ruch....
Mam o jedną sytuację do siebie żal. To trochę jak w jakiejś komedii i to nie romantycznej. W dniu kiedy powiedziałam, że to koniec poszłam do znajomych na imprezę, nie chciałam wyć w poduchę, byłam wściekła. Impreza, no to i alkohol i chociaż nie nadużywam go, tego wieczoru wypiłam sporo. Dostałam od niego smsa, że będzie mu brakowało rozmów. No i teraz się zaczyna, nie wiem czemu, nie rozumiem tego, ale dałam telefon koleżance, a ona do niego zadzwoniła. Nie odebrał, ale włączyła się poczta głosowa, no i nagrało się ostro. Usłyszał kilka ostrych słów na swój temat i to z ust moich koleżanek, nie byłyśmy tego świadome, no cóż, alkohol rozwiązał mi język, a one wykazały się solidarnością jajników:) Na drugi dzień przeprosiłam go za to, było mi strasznie głupio.Myślałam, że się już nie odezwie, odezwał się, napisał, jak mogłam przekreślić te dwa lata, potem jeszcze wrócił do nagrania. Wiem, zachowałam się poniżej wszelkiej krytyki.
pod wpływem alkoholu różne rzeczy się robi....jednak tera myślę, że nie powinnaś tego rozpamiętywać....jak Ty chcesz zacząć nowy związek, jak cały czas myślisz o tamtym....na prawdę pogubiłaś się w tym wszystkim....sama już nie wiesz, co robić, z którym się związać....uwierz, że były niepotrzebnie zawrócił Ci znowu w głowie.....już nie pamiętasz, jak Cię skrzywdził????
Truskaweczko, to inny wątek, ja nie mam dylematu z którym, bo jest, a może raczej był jeden:)ale cieszę się, że czytasz też to co ja mam potrzebę z siebie wyrzucić.
Truskaweczko, to inny wątek, ja nie mam dylematu z którym, bo jest, a może raczej był jeden:)ale cieszę się, że czytasz też to co ja mam potrzebę z siebie wyrzucić.
oj przepraszam...zamotałam się troszkę
:P ale to nie zmienia faktu ,że po alko i tak głupoty człowiek robi....myślę, że powinien zrozumieć, że bardzo Cię zranił tym nie staraniem się....wiesz co...a może on musi dorosnąć do prawdziwego związku???? ile on ma lat??? był już kiedyś z kims tak na poważnie???
To już dawno dorosły facet, ja jestem dawno dorosłą kobietą, ale jak się okazuje, jeśli chodzi o uczucia to wiek tu nie ma znaczenia:) Czasami faceci całe życie uciekają przed zobowiązaniami. Właśnie dostałam smsa, chce ze mną jutro porozmawiać, czy dojdzie do rozmowy nie wiem, zawsze od tego uciekał.
oooo...ale tak sam z siebie napisał??? czy Ty odezwałaś się do niego w jakikolwiek sposób????
Nie, nie odzywałam się. Obiecałam sobie, że wariatki z siebie robić nie będę.
czyli być może zrozumiał swój błąd
:) bądźmy dobrej nadziei
tylko pamiętaj....jeśli będzie chciał wrócić to na takich warunkach, żebyś czuła, że jesteście razem a nie, żeby było tak jak dawniej, że to Ty się będziesz znowu starać....