jak myslicie ?
- jako osoba trzecia, nie chce sie wtracac. Ale chce byc lojalna . Gdzie konczy sie , a gdzie zaczyna lojalnosc???
trudny orzech do zgryzienia,
znajomi są para laska faceta zdradziła i kolega tej pary powiedział temu zdradzonemu bo chciał być fer wobec niego bo mieli sie pobrać to się pokłócili po co sie wtrąca do ICH ŻYCIA ?
wiec nie wiem co lepsze powiedzieć czy siedzieć cicho... musisz sie liczyć z każda reakcja nawet tym ze ta osoba przestanie za to sie z ta kupmlować
każda sytuacja i znajomość ma inne granice więc tego nikt Ci nie przedstawi czarno na białym
trudny orzech do zgryzienia,
znajomi są para laska faceta zdradziła i kolega tej pary powiedział temu zdradzonemu bo chciał być fer wobec niego bo mieli sie pobrać to się pokłócili po co sie wtrąca do ICH ŻYCIA ?
wiec nie wiem co lepsze powiedzieć czy siedzieć cicho... musisz sie liczyć z każda reakcja nawet tym ze ta osoba przestanie za to sie z ta kupmlowaćkażda sytuacja i znajomość ma inne granice więc tego nikt Ci nie przedstawi czarno na białym
wiem, wiem, barabarbara,
ale jakos dreczy mnie to i siedzi caly czas w glowie. Gdyby to byla takia sobie znajomosc, ale my sie znamy prawie od zawsze...
I mam straszny dylemat.
Nie powiem- musze z tym jakos zyc, ze jej nie ostrzeglam.
Powiem- moze "zburze" jej zycie, i jest jeszcze jedno: moze NIE CHCE WIEDZIEC???
a możesz nakreślić sprawę ?? bo tak to trudno cokolwiek hmm "doradzić" ??
sama nie wiem uważam, że musisz się głęboko zastanowić czy podołasz temu że możesz komuś 'zniszczyć" życie, ale jeśli jest to osoba bliska sercu to może warto ja "ratować"
jak myslicie ?
- jako osoba trzecia, nie chce sie wtracac. Ale chce byc lojalna . Gdzie konczy sie , a gdzie zaczyna lojalnosc???
a komu chcesz pomoc? zdradzonemu serce zlamiesz a zdradzajacy wku..sie na Ciebie..i slusznie.
sama przerobilam taka sytuacje, cielesnej zdrady nie bylo.
Sylwester, piekny zimowy wieczor, ja u kolezanki (bardzo mi wowczas bliskiej) na imprezie, sama, bo partnera wowczas nie mialam. Ona niedawno poslubiona i szczesliwa jak diabli.
Wiadomo..impreza, alkohol sie leje, towarzystwo nabiera rumiencow. Pani domu dbajac o gosci idzie do kuchni dokonczyc jakas tam salatke, inni tancza, ja siedze wiec pan domu, przez grzecznosc mnie prosi do tanca. I niby nic..tylko mu jakos lapy zaczynaja krazyc i tracic opor wlasciwy w takich sytuacjach.
Odeszlam, ze niby pic mi sie chce i postanowilam sprawe olac..nic sie w koncu nie stalo.
Za jakies pol godziny..kolezanka znowu gdzies sie ulatnia..my sie bawimy, on podchodzi i bezceremonialnie wsuwa mi reke pod sukienke (mikro nie byla ale taka imprezowo krotka). Odwracam sie zaskoczona i widze znow pana domu (niedawno ozenionego). Odepchnelam a on lapie mnie wpol i mowi, chodz..wiem, ze chcesz i dalej jakis belkot pijacki.
Ucieklam do kuchni i mysle..co robic: mowic, nie mowic? Powiedzialam jej..starajac sie zawoalowac jak tylko sie dalo, zbagatelizowac caly incydent do kwesti alkoholu itp. Niestety..kolezanka dosc wybuchowa..poleciala do salonu i rzasnela slubnego na odlew przy wszystkich zgromadzonych.
Afera, awantura, ja sie po angielsku zmylam bo co jeszcze mialam tam robic.
Final tej zabawy: on jej powiedzial, ze jestem zazdrosna i zawistna, sama mu na kolana wlazilam i chce ich sklocic. Uwierzyla jemu, ze mna przestala rozmawiac.
Od tej pory nikogo nie uszczesliwiam na sile..niech zyja w nieswiadomosci.
Nie powiem- musze z tym jakos zyc, ze jej nie ostrzeglam.
Powiem- moze "zburze" jej zycie, i jest jeszcze jedno: moze NIE CHCE WIEDZIEC???
A nie możesz jakoś tak poprowadzić rozmowy, by wypłynął ten temat i aby ją zapytać CZYSTO TEORETYCZNIE czy ona by chciała wiedzieć. Np. że takie pytanie pojawiło na forum, które czytasz - bo i się pojawiło, a nie musi wiedzieć, że od Ciebie ono wyszło.
pomaranczowa 1 napisał/a:Nie powiem- musze z tym jakos zyc, ze jej nie ostrzeglam.
Powiem- moze "zburze" jej zycie, i jest jeszcze jedno: moze NIE CHCE WIEDZIEC???A nie możesz jakoś tak poprowadzić rozmowy, by wypłynął ten temat i aby ją zapytać CZYSTO TEORETYCZNIE czy ona by chciała wiedzieć. Np. że takie pytanie pojawiło na forum, które czytasz - bo i się pojawiło, a nie musi wiedzieć, że od Ciebie ono wyszło.
Oj Anhedonia, jak znam kobieca ciekawosc i intuicje, to ona po takim "teoretycznym" wstepie juz jej nie odpusci i dotad bedzie drazyc az sie dowie:)
a możesz nakreślić sprawę ?? bo tak to trudno cokolwiek hmm "doradzić" ??
po krotce:znamy sie bardzo dlugo. Przypadek chcial, ze slyszalam rozmowe jej partnera (dlugoletni zwiazek) swiadczaca niezbicie, ze prowadzi podwojne zycie i to od lat. Jakos udalo mu sie to ukryc i tak sobie pogrywa , na dwa fronty.
Zdaje sobie sprawe, ze to nie moja sprawa, ale jakos mnie to nie pociesza...
ciagle mysle , ze postepuje w stosunku do niej nie fair.Odganiam te mysl, ale nadaremnie...ciagle wraca.
baraBarbara napisał/a:a możesz nakreślić sprawę ?? bo tak to trudno cokolwiek hmm "doradzić" ??
po krotce:znamy sie bardzo dlugo. Przypadek chcial, ze slyszalam rozmowe jej partnera (dlugoletni zwiazek) swiadczaca niezbicie, ze prowadzi podwojne zycie i to od lat. Jakos udalo mu sie to ukryc i tak sobie pogrywa , na dwa fronty.
Zdaje sobie sprawe, ze to nie moja sprawa, ale jakos mnie to nie pociesza...
ciagle mysle , ze postepuje w stosunku do niej nie fair.Odganiam te mysl, ale nadaremnie...ciagle wraca.
a on wie, ze ty wiesz?
pomaranczowa 1 napisał/a:Nie powiem- musze z tym jakos zyc, ze jej nie ostrzeglam.
Powiem- moze "zburze" jej zycie, i jest jeszcze jedno: moze NIE CHCE WIEDZIEC???A nie możesz jakoś tak poprowadzić rozmowy, by wypłynął ten temat i aby ją zapytać CZYSTO TEORETYCZNIE czy ona by chciała wiedzieć. Np. że takie pytanie pojawiło na forum, które czytasz - bo i się pojawiło, a nie musi wiedzieć, że od Ciebie ono wyszło.
to tez jest wyjscie, probowalam...wydaje mi sie , ze wolalaby zyc w nieswiadomosci.
Ale to bylo TEORETYZOWANIE , o calkiem obcych, neutralnych osobach. Calkiem inaczej wyglada to jednak, jak mialoby sie to przydarzyc JEJ.
Oni maja dzieci...dom...intuicja mowi mi MILCZ. Ale serce jakos sie przeciwko temu buntuje
pomaranczowa 1 napisał/a:baraBarbara napisał/a:a możesz nakreślić sprawę ?? bo tak to trudno cokolwiek hmm "doradzić" ??
po krotce:znamy sie bardzo dlugo. Przypadek chcial, ze slyszalam rozmowe jej partnera (dlugoletni zwiazek) swiadczaca niezbicie, ze prowadzi podwojne zycie i to od lat. Jakos udalo mu sie to ukryc i tak sobie pogrywa , na dwa fronty.
Zdaje sobie sprawe, ze to nie moja sprawa, ale jakos mnie to nie pociesza...
ciagle mysle , ze postepuje w stosunku do niej nie fair.Odganiam te mysl, ale nadaremnie...ciagle wraca.a on wie, ze ty wiesz?
Mussuka, on nie wie , ze ja wiem. Ale to niczego nie zmienia.
Nie jestem zadnym sedzia. Nie mnie oceniac JEGO zycie i postepowanie.
Chodzi mi tylko o NIA.
Mussuka napisał/a:pomaranczowa 1 napisał/a:po krotce:znamy sie bardzo dlugo. Przypadek chcial, ze slyszalam rozmowe jej partnera (dlugoletni zwiazek) swiadczaca niezbicie, ze prowadzi podwojne zycie i to od lat. Jakos udalo mu sie to ukryc i tak sobie pogrywa , na dwa fronty.
Zdaje sobie sprawe, ze to nie moja sprawa, ale jakos mnie to nie pociesza...
ciagle mysle , ze postepuje w stosunku do niej nie fair.Odganiam te mysl, ale nadaremnie...ciagle wraca.a on wie, ze ty wiesz?
Mussuka, on nie wie , ze ja wiem. Ale to niczego nie zmienia.
Nie jestem zadnym sedzia. Nie mnie oceniac JEGO zycie i postepowanie.
Chodzi mi tylko o NIA.
Jej w niczym nie pomozesz, ta swiadomosc ja zrani i chcac nie chcac..Ty bedziesz w to juz zawsze zamieszana.
A pytalam czy on wie, bo jedyne co mi na mysl przychodzi, to wyslac do niego jakis anonim, niezbicie swiadczacy o tym, ze wiesz wszystko i jesli nie skonczy..o jego grach dowie sie i zona.
Zdrady sie nie da juz cofnac ale moze udaloby sie ja zakonczyc...? To tez cos dobrego co mozesz zrobic dla swojej kolezanki.
Jej w niczym nie pomozesz, ta swiadomosc ja zrani i chcac nie chcac..Ty bedziesz w to juz zawsze zamieszana.
A pytalam czy on wie, bo jedyne co mi na mysl przychodzi, to wyslac do niego jakis anonim, niezbicie swiadczacy o tym, ze wiesz wszystko i jesli nie skonczy..o jego grach dowie sie i zona.
Zdrady sie nie da juz cofnac ale moze udaloby sie ja zakonczyc...? To tez cos dobrego co mozesz zrobic dla swojej kolezanki.
nie pomoge...
-ale jezeli nie wie, to bedzie dalej zyla z kims , kto ja oszukuje ...i jak JA mam z tym zyc...
-jezeli chodzi o ten anonim-to nigdy bym sie czegos takiego nie zrobila,gardze takimi numerami.Nie moim zadaniem kogos "nawracac" ani "uczyc" zyc.
Troche jestem w kropce.
Mussuka napisał/a:Jej w niczym nie pomozesz, ta swiadomosc ja zrani i chcac nie chcac..Ty bedziesz w to juz zawsze zamieszana.
A pytalam czy on wie, bo jedyne co mi na mysl przychodzi, to wyslac do niego jakis anonim, niezbicie swiadczacy o tym, ze wiesz wszystko i jesli nie skonczy..o jego grach dowie sie i zona.
Zdrady sie nie da juz cofnac ale moze udaloby sie ja zakonczyc...? To tez cos dobrego co mozesz zrobic dla swojej kolezanki.
nie pomoge...
-ale jezeli nie wie, to bedzie dalej zyla z kims , kto ja oszukuje ...i jak JA mam z tym zyc...
-jezeli chodzi o ten anonim-to nigdy bym sie czegos takiego nie zrobila,gardze takimi numerami.Nie moim zadaniem kogos "nawracac" ani "uczyc" zyc.Troche jestem w kropce.
no jestes. jesli mialabym dokopac swojej przyjaciolce (bo to zrobisz jak jej "dobra nowine" przyniesiesz albo dokopac temu jejmosciowi mailem "wiem o Tobie i pani X. co postanowisz w tej sytuacji?" to wolalabym to drugie.
Ale Twoj wybor..ciezki przy tym.
pomaranczowa 1 napisał/a:Mussuka napisał/a:Jej w niczym nie pomozesz, ta swiadomosc ja zrani i chcac nie chcac..Ty bedziesz w to juz zawsze zamieszana.
A pytalam czy on wie, bo jedyne co mi na mysl przychodzi, to wyslac do niego jakis anonim, niezbicie swiadczacy o tym, ze wiesz wszystko i jesli nie skonczy..o jego grach dowie sie i zona.
Zdrady sie nie da juz cofnac ale moze udaloby sie ja zakonczyc...? To tez cos dobrego co mozesz zrobic dla swojej kolezanki.
nie pomoge...
-ale jezeli nie wie, to bedzie dalej zyla z kims , kto ja oszukuje ...i jak JA mam z tym zyc...
-jezeli chodzi o ten anonim-to nigdy bym sie czegos takiego nie zrobila,gardze takimi numerami.Nie moim zadaniem kogos "nawracac" ani "uczyc" zyc.Troche jestem w kropce.
no jestes. jesli mialabym dokopac swojej przyjaciolce (bo to zrobisz jak jej "dobra nowine" przyniesiesz albo dokopac temu jejmosciowi mailem "wiem o Tobie i pani X. co postanowisz w tej sytuacji?" to wolalabym to drugie.
Ale Twoj wybor..ciezki przy tym.
ciezki oj, ciezki.
moj facet na to mowi: " o czym nie trzeba mowic, o tym trzeba milczec "
moj facet na to mowi: " o czym nie trzeba mowic, o tym trzeba milczec "
I madrze mowi:)
pomaranczowa 1 napisał/a:moj facet na to mowi: " o czym nie trzeba mowic, o tym trzeba milczec "
I madrze mowi:)
wiem, ze madrze. I Ty madrze.
Wszystko wiem. Na rozsadek.
Wiesz, nie wszystkie kobiety chcą wiedzieć o zdradzie.
Później może się to obrócić przeciwko Tobie.
Masz dowody? Podstaw przed nos tej pani i już.
Ewentualnie może jakiś anonim.
Wiesz, nie wszystkie kobiety chcą wiedzieć o zdradzie.
Później może się to obrócić przeciwko Tobie.
i to biore pod uwage ,ale nie moge tego za bardzo zrozumiec, bo ja CHCIALABYM wiedziec.
Bije sie ciagle z myslami co zrobic.
20 2011-08-08 21:06:04 Ostatnio edytowany przez Tisha (2011-08-08 21:06:36)
Jeśli to Twoja bliska znajoma i chcesz być wobec niej lojalna, a boisz się mówienia wprost to wyślij anonimowy list. Tylko pamietaj, że taki list musi być super-szczegółowy bo i naczej partner się wykręci, że go "wrabiają".
to, że Ty i ja wolałybyśmy wiedzieć, to nie znaczy, że ona i inne kobiety też chca.
22 2011-08-08 21:24:21 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-08-08 21:27:18)
Jeśli to Twoja bliska znajoma i chcesz być wobec niej lojalna, a boisz się mówienia wprost to wyślij anonimowy list. Tylko pamietaj, że taki list musi być super-szczegółowy bo i naczej partner się wykręci, że go "wrabiają".
czulabym sie podle...
ale teraz tez sie tak czuje...
-to tak, jakbym ja TEZ zdradzala- nic nie mowiac
to, że Ty i ja wolałybyśmy wiedzieć, to nie znaczy, że ona i inne kobiety też chca.
Masz racje! Nie moge wychodzic z tego zalozenia.
Tylko dlaczego tak zle sie z tym czuje?
baraBarbara napisał/a:a możesz nakreślić sprawę ?? bo tak to trudno cokolwiek hmm "doradzić" ??
po krotce:znamy sie bardzo dlugo. Przypadek chcial, ze slyszalam rozmowe jej partnera (dlugoletni zwiazek) swiadczaca niezbicie, ze prowadzi podwojne zycie i to od lat. Jakos udalo mu sie to ukryc i tak sobie pogrywa , na dwa fronty.
Zdaje sobie sprawe, ze to nie moja sprawa, ale jakos mnie to nie pociesza...
ciagle mysle , ze postepuje w stosunku do niej nie fair.Odganiam te mysl, ale nadaremnie...ciagle wraca.
Trudna sytuacja,ja chciała bym wiedzieć. Lepsze to niż nieświadomość ...oczywiście zależy dla kogo.
Miałam podobna sytuacje tyle, że to moja koleżanka tuż przed własnym ślubem... miała romans z żonatym facetem... jej narzeczony wtedy, obecnie mąż... nie wie nic do dziś, ale to dlatego, że ona była moją przyjaciółką.
Gdyby było na odwrót to pewnie dowiedziała by się.
a w tym wszystkim szkoda było mi żony tamtego faceta znałam ją z widzenia ,i ich chorego synka. On wiedział ze ja wiem ,teraz jak się widzimy np. w sklepie spogląda na mnie, spuszcza głowę jak gdyby czuł pogardę z mojej strony ![]()
Jestem w takiej sytuacji, że wiem, że pewna kobieta zdradziła swojego męża (to nie była jednorazowa zdrada ale romans!!). Wiedziałam, z początku nie mogłam sobie z tym poradzić. Było mi bardzo ciężko. Chciałam powiedzieć, ale nie zrobiłam tego. Dzisiaj ten romans się skończył a to małżeństwo dalej sobie żyje szczęśliwe. Gdybym powiedziała, rozbiłabym rodzinę, zniszczyłabym życie tego mężczyzny i ich dzieci. Ale nie powiedziałam. Mąż i żona są razem są szczęśliwi, dzieci mają normalny dom z dwojgiem rodziców. a co z moją moralnością?
Nie wiem, jak bym się zachowała na Twoim miejscu, musi być Ci strasznie trudno. Jednak jako osoba postronna rozum podpowiada: Nie mów jej. To jest ich związek, niech się toczy własnym torem. Jeśli chcesz JĄ chronić, to spróbuj pogadać z facetem. Prawdopodobnie nic nie wskórasz, ale chyba warto spróbować..
Moim zdaniem -lepiej siedziec cicho-roznie w zyciu bywa-skoro kolezanka nic nie podejrzewa to moze lepiej zeby bylo tak dalej a facet najprawdopodobniej skonczy to z czasem i bedzie dalej ,,idealnym,,mezem ;-)))Czasem faceci naprawde zaluja tego co robie(skoki w bok)i ,,wracaja,,z podkulonym ogonem do zonki i dalej sielanka trwa,wiec mysle ze jak by to nie mialo sie miedzy nimi skonczyc TY zatrzymaj tego newsa dla siebie.Nie zebym faceta tlumaczyla ale po co psuc kolezance cala wizje dobrej rodzinki.Wiesz,kiedys ze swoim partnerem (na poczatku zwiazku)rozmawialismy na temat zdrady i stwierdzilismy ze co by nie bylo chcemy wiedziec o zdradzie (ciekawe ktore z nas by sie naprawde przyznalo gdyby do czegos doszlo-ale to raczej tak hipotetycznie bylo gadane;-)iiiii wiesz co,dzis kiedy jestesmy po slubie i nie jedno sie w zyciu widzialo(np.zdrady naszych sasiadow czy sasiadek,znajomych i wogole)i chyba jednak lepiej jak bysmy ,,ukryli,,swoje romanse;-)))))))))))) Nieraz slyszalam o malzenstwach takich z pozadnym stazem gdzie zdrada sie ,,zdarzyla,,Kieeeedys i teraz sa swietnym,silnym i kochanym malzenstwem.Czasem po zdradzie czlowiek docenia jaki ma skarb w domu-i miejmy nadzieje ze facet twojej kolezanki wlasnie do tego ,,typu,,nalezy;-)))))))))))))))))
27 2011-08-09 08:50:55 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-08-09 08:57:28)
Trudna sytuacja,ja chciała bym wiedzieć. Lepsze to niż nieświadomość ...oczywiście zależy dla kogo.
Miałam podobna sytuacje tyle, że to moja koleżanka tuż przed własnym ślubem... miała romans z żonatym facetem... jej narzeczony wtedy, obecnie mąż... nie wie nic do dziś, ale to dlatego, że ona była moją przyjaciółką.
Gdyby było na odwrót to pewnie dowiedziała by się.
a w tym wszystkim szkoda było mi żony tamtego faceta znałam ją z widzenia ,i ich chorego synka. On wiedział ze ja wiem ,teraz jak się widzimy np. w sklepie spogląda na mnie, spuszcza głowę jak gdyby czuł pogardę z mojej strony
wlasnie elizabeth 9 ,nie powiedzialas.Rozumiem Cie doskonale.
I wiesz, wszyscy tak chyba by postapili; lepiej nie mowic-jak wiemy kiedys zabijalo sie poslancow, ktorzy przynosili zla wiadomosc-i cos w tym jest!
Ale, no wlasnie, to ALE...mnie dobija
Jestem w takiej sytuacji, że wiem, że pewna kobieta zdradziła swojego męża (to nie była jednorazowa zdrada ale romans!!). Wiedziałam, z początku nie mogłam sobie z tym poradzić. Było mi bardzo ciężko. Chciałam powiedzieć, ale nie zrobiłam tego. Dzisiaj ten romans się skończył a to małżeństwo dalej sobie żyje szczęśliwe. Gdybym powiedziała, rozbiłabym rodzinę, zniszczyłabym życie tego mężczyzny i ich dzieci. Ale nie powiedziałam. Mąż i żona są razem są szczęśliwi, dzieci mają normalny dom z dwojgiem rodziców. a co z moją moralnością?
Cassie, jak myslisz, z perspektywy czasu, dobrze zrobilas??
I co to znaczy, "zyje sobie szczesliwie"? -przeciez to nieprawda ! -KTOS zostal oszukany, KTOS zostal oklamyny i KTOS NIC NIE WIE .
Mowisz : " a co z moja moralnoscia?" - wiesz mnie nawet nie o ten aspekt chodzi, nie tyle o moralnosc ( nie jestem niczyja mentorka ani chodzaca idealnoscia ), co o takie poczucie, ze robie JEJ krzywde.
Nigdy nie chciałabym być osobą uświadamiającą tą zdradzoną. Myślę, że nie powiedziałabym jej o tym.
Z doświadczenia wiem, że osoba donosząca takie wiadomości staje się wrogiem numer jeden. Zdradzona i zdradzający jakoś to przegryzą i zdaża się, że wszystko jest ok.
29 2011-08-09 09:09:39 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-08-09 09:23:12)
Nigdy nie chciałabym być osobą uświadamiającą tą zdradzoną. Myślę, że nie powiedziałabym jej o tym.
Z doświadczenia wiem, że osoba donosząca takie wiadomości staje się wrogiem numer jeden. Zdradzona i zdradzający jakoś to przegryzą i zdaża się, że wszystko jest ok.
ja tez nie, Roszpunka.
Tylko wiesz, o czym mysle?- widzialam raz taki film Bergmanna ( uwielbiam Bergmanna;-))
w ktorym maz mowi zonie , ze ja zdradza i nie moze tak dalej i odchodzi do tamtej kobiety.Ona rozpacza, zali sie swoim przyjaciolom po kolei do nich dzwoni w rozpaczy i ... wlasnie ...czego sie dowiaduje?- My wiedzielismy od dawna ! WSZYSCY wiedzieli !
ona prawie nie umarla z bolu. Wszyscy wiedzieli. wszyscy ja zdradzili.Czula sie sama, oszukana i
wykorzystana. Bo nic nie mowiac jakby "trzymali" strone jej meza...rozumiesz??
Nie wiem, jak bym się zachowała na Twoim miejscu, musi być Ci strasznie trudno. Jednak jako osoba postronna rozum podpowiada: Nie mów jej. To jest ich związek, niech się toczy własnym torem. Jeśli chcesz JĄ chronić, to spróbuj pogadać z facetem. Prawdopodobnie nic nie wskórasz, ale chyba warto spróbować..
amia lak, nie. nie chce gadac z tym facetem. To jego sprawa , jego sumienie, jego decyzje. Nie jestem tym typem.
Masz racje, to ich zwiazek. ICH , nie moj.
Cześć Pomarańczowa1 - wkleję Ci mój post z podobnego wątku:
"Kiedyśtam miałam bardzo dobrą przyjaciółkę - taką od serca. Jej mąż był najlepszym przyjacielem mojego exa. Wszystko działo się na egzotycznej wyspie - kultura tamtejsza jest zgoła inna od naszej - mianowicie generalnie panowie chodzą regularnie do tamtejszych agencji towarzyskich. Jest to taka niepisana cicha umowa - o tym się głośno nie mówi - ale powiedzmy - taki zwyczaj. Jako ciekawostkę podam iż na przyklad przy głównej ulicy przy nadmorskiej promenadzie - ulica długa na jakieś 3-4 km - "za moich czasów" bylo dokladnie 33 burdele.
No więc mieszkając w tym jakże egzotycznym kraju i poznając jego barwną kulturę - zachodziłam w głowę jak kobiety z tym żyją. Oczywiście wielu zamożniejszych panów - jako głowy rodzin - mogło nawet pozwolić sobie na kochanki - takie ciut bardziej "na legalu". Ale to starsze pokolenie. Młodsze - nauczone już internetem i telewizją tudzież egzotycznymi wakacjami do środkowej Europy - cudzołóstwo zaczęło traktować jako coś, no powiedzmy, czym się nie należy chwalić.
Miałam więc przyjaciółkę, Greczynkę urodzoną w Atenach, po studiach, wyemigrowaną na tę egzotyczną wyspę i poślubioną miejscowemu. Od razu przypadłyśmy sobie do gustu i rozsmakowałyśmy w swej inności. No więc po paru latach ex powiedział mi że w te dni kiedy umawia się z jej mężem na polowania (takie ich barbarzyńskie hobby trwające prawie cały rok) to ten mąż z ekipą nie jedzie polować w góry tylko wyrusza do burdelu.
Wiadomość była straszna. Nie wiedziałam co robić. Bardzo długo się męczyłam z podjęciem decyzji. Wiedziałam jak ona szaleńczo kocha tego pacana. Kiedyś przyjechała do mnie zapłakana pokazując ślady pobicia. Myślałam że sama spuszczę mu wpierdziel jak go tylko zobaczę. Powiedziała że to nie pierwszy raz, że on tak ma jak się wkurzy, ona już się przyzwyczaiła.
Najpierw uciekała do matki, on ją błagał, przysyłał kwiaty, drogie prezenty, biżuterię, zabierał na szalone wakacje. Był bardzo bogaty, pozwalał na zakupowe szaleństwa - Prada, Fendi, ozdoby choinkowe za 4tys Euro (w przeliczeniu). I ona mu wybaczała. Kochała tę złotą klatkę, on ją kochał na swój chory popaprany sposób. Tak samo jak jej ojciec kochał jej matkę, mając całe małżeństwo kochankę - tę samą - i dziecko z tąże kochanką. W wieku mojej przyjaciółki.
No więc - do czego zmierzam - widząc jak bardzo ona go kocha, jak wiele paskudzieństw jest w stanie wybaczyć, jednocześnie od exa wiedziałam o wiele więcej. Ona wstydziła mi się o wielu innych rzeczach powiedzieć. Znała mnie dobrze, moje stanowisko względem wielu rzeczy, moje poglądy. Co myślę o zdradzie, o mężach bijących żony. Wiedziała o prześmiesznej sytuacji - kiedy ex chciał mnie "oswoić" czy może "przerobić na tamtejszą" i wpadł na pomysł siłowego argumentu. I jak jego pomysł niewypalił, a ex spieprzał z sypialni ze strachu przed moją wzniesioną pięścią. Mina - bezcenna. Śmiała się, podziwiała i nie była w stanie uwierzyć że kobieta jest do tego zdolna.
A ja zostałam z tą moją wiedzą o wizytach w burdelu. Nie powiedziałam. Utrzymujemy nadal kontakt - to już 7 lat jak się nie widziałyśmy. Dzwonimy do siebie za straszne pieniądze co kilka miesięcy. Mają bliźnięta. Udało się dzięki in vitro - to był jego kłopot. Bardzo to przeżywał - ona go wspierała. Brała tony hormonów, cztery razy poroniła, w końcu całą ciążę leżała. Dziewczynki są w wieku mojego najstarszego syna. Ona mi opowiada jakim on jest wspanialym ojcem, mężem.
Często jeździ na polowania - i ona o tym wie. Ma spokój w domu. On i tak nie pomaga przy dzieciach. Inna kultura. Nie robi w domu nic śmierdziel jeden. Taka kultura. Ja chyba doszłam do wniosku że ona wie o tych jego wypadach. I tak jest dobrze. Gdybym jej powiedziała że ja wiem - ona umarłaby ze wstydu. Tak jak umierała wtedy pokazując mi ślady pobicia. A przecież tłukł ją od lat.
Siedzi mi to na wątrobie o dziś dzień. Dlatego wiem że ja bym chciała wiedzieć, ale czy inna kobieta, a szczególnie ta, którą tak kochałam jak siostrę, której nie mogłabym w żaden sposób pomóc, bo mi zwyczajnie nie pozwalała - to już nie wiem.
Ciągnąc moją złotą myśl - jestem przekonana że spora część kobiet wie albo przeczuwa że jest zdradzana - z inną kobietą, alkoholem, hazardem, etc. Kiedy jedna z najbliższych osób im to jasno i werbalnie uświadomi - kobiety te zostają postawione przed ewidentnym faktem dokonanym i niejako "zmuszone" do zajęcia stanowiska w sprawie. A często jest tak, że one tego na ten dany moment wcale nie chcą. Chcą głównie czasu potrzebnego "na przyschnięcie".
I teraz - bardzo łatwo osoba kierowana pozytywną pobudką może stać się wrogiem numer jeden. Nawet większym od samego winowajcy zamieszania. Dlatego wydaje mi się że przynajmniej spora część tych, którzy są informowani o zdradzie - wolałaby zostać poinformowana od kogoś albo anonimowego, albo takiego, kogo w każdej chwili można olać i nie utrzymywać kontaktu.
Albo najlepiej wogóle nie zostać poinformowana. Bo one tę informację już posiadają.
Ale podkreślam -ja bym chciała zostać poinformowana, jako informator - chyba się nie nadaję."
Cześć Pomarańczowa1 - wkleję Ci mój post z podobnego wątku:
"Kiedyśtam miałam bardzo dobrą przyjaciółkę - taką od serca. Jej mąż był najlepszym przyjacielem mojego exa. Wszystko działo się na egzotycznej wyspie - kultura tamtejsza jest zgoła inna od naszej - mianowicie generalnie panowie chodzą regularnie do tamtejszych agencji towarzyskich. Jest to taka niepisana cicha umowa - o tym się głośno nie mówi - ale powiedzmy - taki zwyczaj. Jako ciekawostkę podam iż na przyklad przy głównej ulicy przy nadmorskiej promenadzie - ulica długa na jakieś 3-4 km - "za moich czasów" bylo dokladnie 33 burdele.
No więc mieszkając w tym jakże egzotycznym kraju i poznając jego barwną kulturę - zachodziłam w głowę jak kobiety z tym żyją. Oczywiście wielu zamożniejszych panów - jako głowy rodzin - mogło nawet pozwolić sobie na kochanki - takie ciut bardziej "na legalu". Ale to starsze pokolenie. Młodsze - nauczone już internetem i telewizją tudzież egzotycznymi wakacjami do środkowej Europy - cudzołóstwo zaczęło traktować jako coś, no powiedzmy, czym się nie należy chwalić.
Miałam więc przyjaciółkę, Greczynkę urodzoną w Atenach, po studiach, wyemigrowaną na tę egzotyczną wyspę i poślubioną miejscowemu. Od razu przypadłyśmy sobie do gustu i rozsmakowałyśmy w swej inności. No więc po paru latach ex powiedział mi że w te dni kiedy umawia się z jej mężem na polowania (takie ich barbarzyńskie hobby trwające prawie cały rok) to ten mąż z ekipą nie jedzie polować w góry tylko wyrusza do burdelu.
Wiadomość była straszna. Nie wiedziałam co robić. Bardzo długo się męczyłam z podjęciem decyzji. Wiedziałam jak ona szaleńczo kocha tego pacana. Kiedyś przyjechała do mnie zapłakana pokazując ślady pobicia. Myślałam że sama spuszczę mu wpierdziel jak go tylko zobaczę. Powiedziała że to nie pierwszy raz, że on tak ma jak się wkurzy, ona już się przyzwyczaiła.
Najpierw uciekała do matki, on ją błagał, przysyłał kwiaty, drogie prezenty, biżuterię, zabierał na szalone wakacje. Był bardzo bogaty, pozwalał na zakupowe szaleństwa - Prada, Fendi, ozdoby choinkowe za 4tys Euro (w przeliczeniu). I ona mu wybaczała. Kochała tę złotą klatkę, on ją kochał na swój chory popaprany sposób. Tak samo jak jej ojciec kochał jej matkę, mając całe małżeństwo kochankę - tę samą - i dziecko z tąże kochanką. W wieku mojej przyjaciółki.
No więc - do czego zmierzam - widząc jak bardzo ona go kocha, jak wiele paskudzieństw jest w stanie wybaczyć, jednocześnie od exa wiedziałam o wiele więcej. Ona wstydziła mi się o wielu innych rzeczach powiedzieć. Znała mnie dobrze, moje stanowisko względem wielu rzeczy, moje poglądy. Co myślę o zdradzie, o mężach bijących żony. Wiedziała o prześmiesznej sytuacji - kiedy ex chciał mnie "oswoić" czy może "przerobić na tamtejszą" i wpadł na pomysł siłowego argumentu. I jak jego pomysł niewypalił, a ex spieprzał z sypialni ze strachu przed moją wzniesioną pięścią. Mina - bezcenna. Śmiała się, podziwiała i nie była w stanie uwierzyć że kobieta jest do tego zdolna.
A ja zostałam z tą moją wiedzą o wizytach w burdelu. Nie powiedziałam. Utrzymujemy nadal kontakt - to już 7 lat jak się nie widziałyśmy. Dzwonimy do siebie za straszne pieniądze co kilka miesięcy. Mają bliźnięta. Udało się dzięki in vitro - to był jego kłopot. Bardzo to przeżywał - ona go wspierała. Brała tony hormonów, cztery razy poroniła, w końcu całą ciążę leżała. Dziewczynki są w wieku mojego najstarszego syna. Ona mi opowiada jakim on jest wspanialym ojcem, mężem.
Często jeździ na polowania - i ona o tym wie. Ma spokój w domu. On i tak nie pomaga przy dzieciach. Inna kultura. Nie robi w domu nic śmierdziel jeden. Taka kultura. Ja chyba doszłam do wniosku że ona wie o tych jego wypadach. I tak jest dobrze. Gdybym jej powiedziała że ja wiem - ona umarłaby ze wstydu. Tak jak umierała wtedy pokazując mi ślady pobicia. A przecież tłukł ją od lat.
Siedzi mi to na wątrobie o dziś dzień. Dlatego wiem że ja bym chciała wiedzieć, ale czy inna kobieta, a szczególnie ta, którą tak kochałam jak siostrę, której nie mogłabym w żaden sposób pomóc, bo mi zwyczajnie nie pozwalała - to już nie wiem.
Ciągnąc moją złotą myśl - jestem przekonana że spora część kobiet wie albo przeczuwa że jest zdradzana - z inną kobietą, alkoholem, hazardem, etc. Kiedy jedna z najbliższych osób im to jasno i werbalnie uświadomi - kobiety te zostają postawione przed ewidentnym faktem dokonanym i niejako "zmuszone" do zajęcia stanowiska w sprawie. A często jest tak, że one tego na ten dany moment wcale nie chcą. Chcą głównie czasu potrzebnego "na przyschnięcie".
I teraz - bardzo łatwo osoba kierowana pozytywną pobudką może stać się wrogiem numer jeden. Nawet większym od samego winowajcy zamieszania. Dlatego wydaje mi się że przynajmniej spora część tych, którzy są informowani o zdradzie - wolałaby zostać poinformowana od kogoś albo anonimowego, albo takiego, kogo w każdej chwili można olać i nie utrzymywać kontaktu.
Albo najlepiej wogóle nie zostać poinformowana. Bo one tę informację już posiadają.Ale podkreślam -ja bym chciała zostać poinformowana, jako informator - chyba się nie nadaję."
Czesc , Kriss
;-) przeczytalam.dzieki.
Dokladnie MOJ tok rozumowania.
I tez na informatorke sie nie nadaje.
Tylko...k.... jak sie pozbyc tego niesmaku....
Nie pozbędziesz się.
Ja mam lepiej - dzieli mnie odległość, już nie jesteśmy tak blisko - no chyba ze metafizycznie. Oddzieliłam swoje sprawy i swoje życie. Dla własnego zdrowia psychicznego.
Każdy ma ciut inny zestaw wartości. Poza tym - łatwiej podejmować decyzje kiedy wiesz że para jest tylko parą, inaczej jeśli to zdeklarowane malżeństwo, czy związek długotrwały, a jeszcze inaczej kiedy są dzieci. Z drugiej strony nie można brać odpowiedzialności na siebie za cudze wybory. A Ty to właśnie robisz.
Ponieważ Twoje zasady są proste, przyjmujesz na siebie odpowiedzialność za "nie-mówienie" o świństwie. Zastanawiasz się czyje świństwo większe - czy jego - zdradza, oszukuje, kłamie, czy Twoje - masz zasady, wiesz a nie mówisz? Czy też zdradzasz? Jeśli tak - kogo? Przyjaciółkę czy siebie? A może pomagasz zdrajcy?
Przesrane.
Najpierw poukładaj sobie to w głowie. Czy stać Cię na to, że w efekcie prawdomówności stracisz przyjaciółkę a zyskasz spokojny sen i wątrobę? Jakim echem odbije się to w Twoim życiu i w Twoim związku? W tej sytuacji uważam, że potrzebna Ci jest zdrowa dawka egoizmu - bo zadręczysz się cudzymi grzechami.
Nie pozbędziesz się.
Ja mam lepiej - dzieli mnie odległość, już nie jesteśmy tak blisko - no chyba ze metafizycznie. Oddzieliłam swoje sprawy i swoje życie. Dla własnego zdrowia psychicznego.
Każdy ma ciut inny zestaw wartości. Poza tym - łatwiej podejmować decyzje kiedy wiesz że para jest tylko parą, inaczej jeśli to zdeklarowane malżeństwo, czy związek długotrwały, a jeszcze inaczej kiedy są dzieci. Z drugiej strony nie można brać odpowiedzialności na siebie za cudze wybory. A Ty to właśnie robisz.
Ponieważ Twoje zasady są proste, przyjmujesz na siebie odpowiedzialność za "nie-mówienie" o świństwie. Zastanawiasz się czyje świństwo większe - czy jego - zdradza, oszukuje, kłamie, czy Twoje - masz zasady, wiesz a nie mówisz? Czy też zdradzasz? Jeśli tak - kogo? Przyjaciółkę czy siebie? A może pomagasz zdrajcy?
Przesrane.
Najpierw poukładaj sobie to w głowie. Czy stać Cię na to, że w efekcie prawdomówności stracisz przyjaciółkę a zyskasz spokojny sen i wątrobę? Jakim echem odbije się to w Twoim życiu i w Twoim związku? W tej sytuacji uważam, że potrzebna Ci jest zdrowa dawka egoizmu - bo zadręczysz się cudzymi grzechami.
;-) nadajesz sie na psychologa.
wiesz, wyznaje te zasade: " pokaz mi , czego NIE zrobiles, a powiem ci kim jestes"
-a egoistka , to ja jestem nawet bardzo ;-) Potrafie zadbac o swoje i nigdy nie myslalam, ze mnie cos takiego tak bardzo wyprowadzi z ...ze tak powiem "rownowagi". To zdumiewajace, jak ciagle poznajemy siebie... bije sie z myslami .
Dzieki Ci za Twoje slowa, Kriss.
Tak dla sprostowania to nie kobieta została zdradzona, tylko facet. To ona kochająca matka i żona poszła w bok.. Powiem szczerze, że dzisiaj już o tym nie myślę (o tej zdradzie dowiedziałam się w minione wakacje). Ale na tamten czas chyba miałam jakąś depresję. Nic nie mogłam jeść, schudłam, byłam przygnębiona... Bardzo mnie to bolało. Jakoś nauczyłam się z tym żyć. A tłok codzienności jakoś wypędził ze mnie to wszystko.. Dzisiaj jest "normalnie". A co do tego, że nie powiedziałam. Przemówił przeze mnie egoizm.
O jednej zdradzie exa dowiedziałam się od koleżanki z pracy i byłam wdzięczna, kiedy to mojego partnera wyhaczyła na mieście w objęciach jakiejś dziewuchy, co z nim na zajęcia uczęszczała. Jakoś mnie to nie dziwiło szczególnie, ale przynajmniej miałam podstawy, żeby powiedzieć swoje i nie słyszeć "to jest kłamstwo, ja nic nie robię". No i się rozeszłam z Panem, co przeżywał okrutnie zatapiając się w ramionach swojej nowej panny. Ale było coś jeszcze, wcześniej.
Tamta drada okazała się zaaranżowana przez wspólnych znajomych. Bo ja taka niedobra, a on za każdym razem kiedy się upijał płakał, że ja taka niedobra jestem i jestem złem wcielonym, bo go kontroluję (tak to ten sam, co grzebał mi nawet po szafkach z bielizną). No i tu ogromnego szoku doznałam, kiedy dowiedziałam się sama. Nie wiedziałam, że maczali w tym łapy i tak się pokończyły tamte znajomości, które uznałam za toksyczne. Panu wybaczyłam, bo on nie wiedział co robi (standard, ależ ja głupia byłam, wyję do niebios, że ja w tym tyle czasu tkwiłam).
I widzicie, ludzie są różni i okoliczności są różne. Osobiście chciałabym wiedzieć, bo nawet jeśli ma się podejrzenia - ich potwierdzenie może tylko dać ołowiany tyłek do walki albo kopa, żeby zacząć normalne życie z kimś równie normalnym, a nie bucem albo jakąś szlorą
Ale nie dziwię się też tym, którzy za żadne skarby nie chcieliby wiedzieć, bo tak łatwiej. Ufać ślepo i nie dopuszczać do siebie myśli o zdradzie partnera, tak, jakby ten temat w ogóle nie istniał.
Moim zdaniem -lepiej siedziec cicho
joasia2620,
lepiej
to ja wiem. lepiej dla mnie, lepiej dla niego , lepiej dla... dzieci??- tu juz mam trudnosci...
O jednej zdradzie exa dowiedziałam się od koleżanki z pracy i byłam wdzięczna, kiedy to mojego partnera wyhaczyła na mieście w objęciach jakiejś dziewuchy, co z nim na zajęcia uczęszczała. Jakoś mnie to nie dziwiło szczególnie, ale przynajmniej miałam podstawy, żeby powiedzieć swoje i nie słyszeć "to jest kłamstwo, ja nic nie robię". No i się rozeszłam z Panem, co przeżywał okrutnie zatapiając się w ramionach swojej nowej panny. Ale było coś jeszcze, wcześniej.
Tamta drada okazała się zaaranżowana przez wspólnych znajomych. Bo ja taka niedobra, a on za każdym razem kiedy się upijał płakał, że ja taka niedobra jestem i jestem złem wcielonym, bo go kontroluję (tak to ten sam, co grzebał mi nawet po szafkach z bielizną). No i tu ogromnego szoku doznałam, kiedy dowiedziałam się sama. Nie wiedziałam, że maczali w tym łapy i tak się pokończyły tamte znajomości, które uznałam za toksyczne. Panu wybaczyłam, bo on nie wiedział co robi (standard, ależ ja głupia byłam, wyję do niebios, że ja w tym tyle czasu tkwiłam).
I widzicie, ludzie są różni i okoliczności są różne. Osobiście chciałabym wiedzieć, bo nawet jeśli ma się podejrzenia - ich potwierdzenie może tylko dać ołowiany tyłek do walki albo kopa, żeby zacząć normalne życie z kimś równie normalnym, a nie bucem albo jakąś szlorą
![]()
Ale nie dziwię się też tym, którzy za żadne skarby nie chcieliby wiedzieć, bo tak łatwiej. Ufać ślepo i nie dopuszczać do siebie myśli o zdradzie partnera, tak, jakby ten temat w ogóle nie istniał.
Red Fairy ,
a jak myslisz, co bylo gorsze , jak dowiedzialas sie od kolezanki, czy jak wpadlas na to sama ?
Wiesz, mogę ci powiedzieć na pewno, że pierwsza opisana przeze mnie była tą drugą fizyczną i ostatnią (mentalnie to koleś zbałamucił pół Rosji
. I tu było mi łatwiej, bo okazało się, że nie tylko ja dostrzegałam to, co przeczuwałam. Dlatego podziękowałam dziewczynie, chociaż nie chciała sama mówić. Po prostu jakoś temat zszedł na taką płaszczyznę i widziałam, że coś miała na języku, ale się bała. Nasz związek umarł już dawno, po tej pierwszej, ale jednak się trwało. Mimo wszystko, taka informacja bardzo szybko pozwoliła mi iść na przód i otrzepać się z kurzu.
Pierwsza zdrada była okropnym szokiem, kiedy okazało się, że wiedzą o niej wszyscy poza mną. Było okrutne, kiedy oszukiwali mnie wszyscy - łącznie z nim i jego 'panną', którą znałam. Ona myślała, że nie byliśmy już razem i nie mam jej nic do zarzucenia. Tamci i on prezentowali jej takie same statusy mojego związku, który już ponoć nie istniał. Nie wiedziałam co zrobić, czułam się kompletnie zaszczuta i zniszczona przez ludzi, którzy wiedzieli i nie powiedzieli. Dojście mi do siebie i pozwolenie sobie na chociażby szczątkowe zaufanie zajęło mi... prawie rok. Kiedy za drugim niecały miesiąc. Któregoś dnia po prostu wstałam z uśmiechem, wymalowałam się, ubrałam zacnie i ruszyłam do pracy. To była diametralna odmiana.
Ale widzisz, do tej pory ciężko mi normalnie rozmawiać ze znajomymi mojego partnera, który trwa przy moim boku teraz. Z tego, co wiem miał taką samą sytuację, o której jego przyjaciel go nie poinformował. I też dowiedział się sam, co bardzo przeżywał. Wiem też, że wszystko zależy od stażu związku. Myślę, że np po 7-miu latach mogłabym zmienić zdanie. Dlatego to tylko punkt widzenia zależny od doświadczeń, które mnie dotknęły ![]()
Ja wiem o tym romansie, bo to nie była jednorazowa zdrada. I nie powiedziałam. Z początku borykałam się powiedzieć, czy nie... Jednak nie powiedziałam. Źle mi z tym. Choć dzisiaj ten romans jest dla mnie cholernie nierzeczywisty. Nierealny. Ale był. Modle się tylko żebym nie trafiła na taką osobę jak ja, żebym trafiła na osobę, która jak będzie coś wiedziała, to żeby mi powiedziała. Żeby nie zachowała się tak jak ja. Nie chce się tłumaczyć dlaczego tak postąpiłam, ale po prostu nie mogłam. To było dla mnie za ciężkie. Zbyt bolesne.
40 2011-08-09 13:01:12 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-08-09 13:08:02)
Ja wiem o tym romansie, bo to nie była jednorazowa zdrada. I nie powiedziałam. Z początku borykałam się powiedzieć, czy nie... Jednak nie powiedziałam. Źle mi z tym. Choć dzisiaj ten romans jest dla mnie cholernie nierzeczywisty. Nierealny. Ale był. Modle się tylko żebym nie trafiła na taką osobę jak ja, żebym trafiła na osobę, która jak będzie coś wiedziała, to żeby mi powiedziała. Żeby nie zachowała się tak jak ja. Nie chce się tłumaczyć dlaczego tak postąpiłam, ale po prostu nie mogłam. To było dla mnie za ciężkie. Zbyt bolesne.
z tego wynika Cassie, ze winisz siebie , ze nie powiwdzialas, ale po prostu inaczej nie moglas...
I tak chyba tez bedzie ze mna.
hmmm...zycie jest pelne ambiwalencji.
Wiesz, mogę ci powiedzieć na pewno, że pierwsza opisana przeze mnie była tą drugą fizyczną i ostatnią (mentalnie to koleś zbałamucił pół Rosji
. I tu było mi łatwiej, bo okazało się, że nie tylko ja dostrzegałam to, co przeczuwałam. Dlatego podziękowałam dziewczynie, chociaż nie chciała sama mówić. Po prostu jakoś temat zszedł na taką płaszczyznę i widziałam, że coś miała na języku, ale się bała. Nasz związek umarł już dawno, po tej pierwszej, ale jednak się trwało. Mimo wszystko, taka informacja bardzo szybko pozwoliła mi iść na przód i otrzepać się z kurzu.
Pierwsza zdrada była okropnym szokiem, kiedy okazało się, że wiedzą o niej wszyscy poza mną. Było okrutne, kiedy oszukiwali mnie wszyscy
o to mi wlasnie chodzi...to chyba cos ,jak podwojna zdrada. Bo zdradzil Cie I partner I inni.
Widze, ze im dalej w las , tym wiecej drzew...
@Pomarańczowa - Brak poinformowania mnie o tym wyszedł z kompletnie chorego przekonania, które było czystą hipokryzją i odwracaniem kota ogonem. Nie powiedziano mi, bo to nasza sprawa i nasz związek, więc nie chcieli się mieszać. Z drugiej strony, dla nich on nie istniał, więc ja naturalnie nie byłam jego częścią
Ludzka przewrotność i dopasowanie rzeczywistości do odpowiednich okoliczności zawsze będzie mnie chyba fascynowała
Ale fakt, zdradzili mnie znajomi, z których część mogłam nazwać przyjaciółmi. Dlatego kiedy się dowiedziałam przez kogoś - kamień z serca. Nie czułam się z tym sama, chociaż to był tylko mój problem. Jakoś to tak działało, że człowiek staje się silniejszy i jest mu łatwiej podjąć tak radykalne decyzje.
Każda sytuacja jest inna, chociaż wydaje się podobna. Każdym kierują inne czynniki, dzięki którym decyduje się na milczenie albo powiedzenie wprost. Jeśli znamy kogoś od dawna myślę, że tu łatwiej przewidzieć reakcję takiej osoby na taką informację...
Zawsze możesz powiedzieć temu niewiernemu partnerowi, że wiesz o jego romansie. Wtedy może się wystraszyć i sam się przyzna partnerce.
Dlatego kiedy się dowiedziałam przez kogoś - kamień z serca. Nie czułam się z tym sama, chociaż to był tylko mój problem. Jakoś to tak działało, że człowiek staje się silniejszy i jest mu łatwiej podjąć tak radykalne decyzje.
to znaczy ten ktos zrobil taki "Opening Move "...i to Ci pomoglo?
Zawsze możesz powiedzieć temu niewiernemu partnerowi, że wiesz o jego romansie. Wtedy może się wystraszyć i sam się przyzna partnerce.
wiesz, nie wyobrazam sobie tego. Nie chce nikogo straszyc (brzydze sie czyms takim) ani do niczego namawiac ( moze np. nie chce juz z nia zyc -i to jego prawo- nie chciec - i mnie nic do tego).
Ale boli mnie , ze w taki nieuczciwy sposob. I tu znow klania sie ta idealistka we mnie -BOSZSZE!!
Tak winie siebie, jakoś czuje się jakbym miała swój udział w tej zdradzie. ![]()
@Pomarańczowa - Tak, zdecydowanie mi to pomogło, ale to Ja, a takich 'obiektów' jest wiele. To było dla mnie bardzo oczyszczające doświadczenie, bo wiedziałam, że nie zawiniłam w tym związku chcąc go nieprzytomnie wręcz ratować. Kiedy ja wypruwałam sobie flaki, on z tego kompletnie nic sobie nie robił - wręcz przeciwnie. Było bardzo ciężko, kiedy chcesz coś ratować ale postrzegasz to jako jednostronne działanie. Grochem w ścianę po prostu. Dlatego wszystko ze mnie zeszło po dotarciu informacji do moich uszu. Odetchnęłam z niesamowitą ulgą i bólem jednocześnie. Ten drugi zniknął bardzo szybko, kiedy to ja mknęłam do przodu edukując się i rozwijając w tak szczelnym związku, jaki z Dziadem miałam (był tylko o rok starszy). A Ulga? Ulga pozostała i uświadomiła mi, że nawet najgorsza prawda potrafi być lepsza od kłamstwa.
Byliśmy ze sobą prawie 5 lat. W ciągu tego całego czasu się niczego nie nauczył. Wybaczanie nic nie dało, bo zrobił to samo znowu. Jak z dzieciakiem po prostu. Co innego, kiedy związek wydaje się być idealny i niezmącony jakimkolwiek zagrożeniem.
@Cassie, myśle, że nie masz powodu do winy w tym przypadku. Miej tylko nadzieję, że to jedyna sytuacja w twoim życiu.
47 2011-08-09 22:18:57 Ostatnio edytowany przez pina_mc (2011-08-09 22:31:21)
Cóż, wiem o czym mowa. Otóż, moja najprawdopodobniej przyszła BRATOWA jest czy była zdradzana przez chłopaka, a mojego brata. Podzieliłam się z tym z koleżanką, wtedy się nie trzymały razem i jakby np. Ona jej powiedziała to pół bidy. Teraz niby takie najlepsze przyjaciółki, ale zdradzana nic nie wie. Ja znając ten fakt, tak mocno wyparłam go ze swojej świadomości, że wydawało mi się, że to mi się przyśniło tylko. Jak gdyby nigdy nic, żyję nadal, nie mając wyrzutów sumienia, nie dręcząc się. Owszem, czasami myśli wracają, ale szybko je wypieram (nie wiem jak ja to robię). ALE, z tego co wiem znalazł się kiedyś odważny co Jej to wyznał. Był płacz, szał i wszelkie tego typu reakcje. On się wszystkiego wyparł, Ona pomyślała, pomyślała, stwierdziła, że On by nie mógł czegoś takiego zrobić, że przecież Ona musi mu ufać i mu ufa. I utopia trwa nadal. Mi może, jest o tyle łatwiej, że znam go od małego
i ja wiedziałam całe życie, że On po prostu taki jest i Ją ostrzegałam, że tak będzie, że będzie płakać, że On się nie zmieni. Nie posłuchała, a ja może gdzieś tam w podświadomośći stwierdziłam, że przecież mówiłam w co się pakuje i swoje zadanie "spełniłam". Niepotrzebnie przeczytałam ten wątek, bo mnie naszły wątpliwości. Ale biorąc pod uwagę jeszcze jeden fakt, że przez najbliższy rok będę mieszkać w jednym mieszkaniu ze zaznajomioną w temacie koleżanką i najbardziej zainteresowaną, ale nieświadomą niczego dziewczyną. Będzie to taki trójkąt Bermudzki dosłownie.. Z tej sytuacji wyciągnęłam na pewno jeden konkretny wniosek. Że JA chciałabym wiedzieć, bo zdrady bym nie wybaczyła i miałabym przeogromny żal gdyby ktoś wiedział, a mi nie powiedział. Gdyby wiedział o tym mój najlepszy przyjaciel, a nie powiedział zerwałabym z przyjaźnią bo co to za przyjaźń. Dla mnie bycie z kimś kto mnie zdradza byłoby czasem straconym i dlatego nie chciałabym się kiedyś obudzić i żeby się okazało nagle, że 10 lat straciłam, gdy w tym czasie mogłabym poznać kogoś innego i tworzyć prawdziwy związek.
Aa.. Nie miałabym oporów poinformować kogoś innego, że jest zdradzany gdyby nie łączyły mnie z tymi osobami żadne bliższe kontakty.
Jeszcze mam jeden przykład... Para znajomych, bawiłam się u Nich na weselu. Po 9-ciu miesiącach od wesela, do żony zadzwoniła matka kochanki męża, przepraszając za córkę, że jest sz*atą i że uwiodła Jej męża. Jak się okazało romans zaczął się przed weselem, tamta kobieta rozbiła swoją rodzinę, gdzie jest mąż i dziecko. Teraz czekają na rozwód. A mąż z kochanką będzie miał dzidziusia. I to przemawia do mnie, że jednak LEPIEJ WIEDZIEĆ.
48 2011-08-10 09:14:47 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-08-10 09:18:57)
@Pomarańczowa - Tak, zdecydowanie mi to pomogło, ale to Ja, a takich 'obiektów' jest wiele. To było dla mnie bardzo oczyszczające doświadczenie, bo wiedziałam, że nie zawiniłam w tym związku chcąc go nieprzytomnie wręcz ratować. Kiedy ja wypruwałam sobie flaki, on z tego kompletnie nic sobie nie robił - wręcz przeciwnie. Było bardzo ciężko, kiedy chcesz coś ratować ale postrzegasz to jako jednostronne działanie. Grochem w ścianę po prostu. Dlatego wszystko ze mnie zeszło po dotarciu informacji do moich uszu. Odetchnęłam z niesamowitą ulgą i bólem jednocześnie. Ten drugi zniknął bardzo szybko, kiedy to ja mknęłam do przodu edukując się i rozwijając w tak szczelnym związku, jaki z Dziadem miałam (był tylko o rok starszy). A Ulga? Ulga pozostała i uświadomiła mi, że nawet najgorsza prawda potrafi być lepsza od kłamstwa.
Byliśmy ze sobą prawie 5 lat. W ciągu tego całego czasu się niczego nie nauczył. Wybaczanie nic nie dało, bo zrobił to samo znowu. Jak z dzieciakiem po prostu. Co innego, kiedy związek wydaje się być idealny i niezmącony jakimkolwiek zagrożeniem.
dziekuje Ci Red Fairy. Probuje uporac sie z tym i wszystkie opinie bardzo sa cenne.
Aa.. Nie miałabym oporów poinformować kogoś innego, że jest zdradzany gdyby nie łączyły mnie z tymi osobami żadne bliższe kontakty.
wlasnie pina mc,
wlasnie.
No cóż, łatwiej być okrutnie szczerym wobec kogoś, kto praktycznie jest nam obcy
teoretycznie.
Z drugiej strony, jeśli znamy kogoś bardzo długo, możemy przewidzieć jego reakcję na takie info, które nie jest na pewno łatwe w odbiorze. Ma się wiele lat na poznanie takiej osoby i jej podejścia do spraw podobnych. Kwestia kłamstw, zdrad i ich świadomości.
W moim przypadku było właśnie tak, że dowiedziałam się praktycznie od obcej mi osoby, z którą nie łączy mnie do tej pory nic poza typową zależnością zawodową.
No cóż, łatwiej być okrutnie szczerym wobec kogoś, kto praktycznie jest nam obcy
teoretycznie.
Z drugiej strony, jeśli znamy kogoś bardzo długo, możemy przewidzieć jego reakcję na takie info, które nie jest na pewno łatwe w odbiorze. Ma się wiele lat na poznanie takiej osoby i jej podejścia do spraw podobnych. Kwestia kłamstw, zdrad i ich świadomości.
W moim przypadku było właśnie tak, że dowiedziałam się praktycznie od obcej mi osoby, z którą nie łączy mnie do tej pory nic poza typową zależnością zawodową.
a ja wlasnie NIE potrafie przewidziec...i to jest TO. Nie chce jej ranic, ale musialabym.Bledne kolo.
Wiesz, myślę, że najlepszym wyjściem byłoby przeczekanie tej całej sytuacji, albo rozmowa z Nim.
Może uświadomi mu, że to po prostu widać - nie musisz mówić mu konkretów o podsłuchanej rozmowie. Może wyjdzie samo, wiesz - przysłowie, że kłamstwo ma krótkie nogi nie wzięło się znikąd. Z drugiej strony, zależy co ten mężczyzna może zrobić - może nawet posunie się do próby nastawienia Jej przeciwko tobie.
Zależy czym się kierujesz. Najważniejsze, żebyś nie katowała się myśleniem o tej sprawie. To chyba byłby wybór pomiędzy mniejszym i większym złem.
Dziekuje Wam.
Kazde slowo przemysle.
Hm... ja bym chyba poszła do tego faceta, powiedziała, że wiem o wszystkim i zapytała, czy woli sam się swojej ukochanej przyznać, czy ja mam to zrobić, bo prędzej czy później wszystko się wyda. Wiadomo, że lepiej, jeśli sam się przyzna. Ale na pewno nie mogłabym siedzieć bezczynnie. Miałabym poczucie, że oszukuję swoją koleżankę i nie potrafiłabym jej spojrzeć w oczy. Jeśli stracę jej przyjaźń przez powiedzenie prawdy: trudno, ale przynajmniej nie będzie sobie marnowała życia z łajdakiem.
jak myslicie ?
- jako osoba trzecia, nie chce sie wtracac. Ale chce byc lojalna . Gdzie konczy sie , a gdzie zaczyna lojalnosc???
bardzo ogólnikowo to napisałaś. ale domyslam się, że twoją przyjaciółkę zdradza facet....nooo aż się prosi by jej powiedzieć lub go zdemaskować:) ale szzcerze..... ja bym nie zrobiła NIC.
bo:
-jeśli jej powiesz, to nie wiadomo czy dobrze odczyta Twoje intencje (np. czy nie robisz tego ze złośliwości)
i będziesz odpowiedzialna za ten temat.
-nie wiesz, czy to jednorazowy skok w bok, w którym ON marzy bo ONA sie nie dowiedziałą nigdy, bo tego bardzo żałuje (i lepiej by sie nie dowiedziała)
Lepiej zostawić to tak jak jest, ewentualnie prowadzić delikatne rozmowy z koleżanką na temat związku, zaufania, zdrady....można HIPOTETYCZNIE to rozważać zdradę i jej następstwa,
Pomaranczowa czy moglabys odezwać się do mnie na gg mam kilka pytan na ktore napewno znasz odpowiedzi.Z góry dziekuje moje gg 45628017
Pomaranczowa czy moglabys odezwać się do mnie na gg mam kilka pytan na ktore napewno znasz odpowiedzi.Z góry dziekuje moje gg 45628017
jesli znam , to opowiem :-))
pytaj !
Tak sie zastanawiam nad usprawiedliwieniami i nie iwem czy mnie do konca przekonuja. Jesli jest zwiazek w ktorym powiedzmy kobieta jest strasznie zakochana, szaleje z milosci, a on ja zdradza, to jest to rzecz niewybaczalna po prostu. Ohydne oszustwo. Zycie w klamstwie i iluzji. Manipulacja. Po prostu zlo. Choc jedna strona lub obie strony sa szczesliwe, jest to szczescie oparte na klmastwie. Nigdy nie wybaczylabym takiego oszustwa, nigdy nie wybaczylabym przyjaciolce czy kolezance, ktora wiedziala i nie powiedziala.
Po pierwsze to oszustwo.
Po drugie to brak mozlosci na zbudowanie nowego zycia.
Po trzecie to niebezpieczentwo jesli chodzi o zdrowie.
Czy mozesz napisac co zrobilas?