Proszę o jakaś interpretacje forumowiczek albo psychologa, bo mam ze soba problem. Chodzi o to ze jestem w udanym zwiazku od 6 lat, ale zdarzylo mi sie kilka razy w ciagu tego czasu zauroczyc/zakochac w innych mezczyznach. Z mojej strony bylo duzo cierpienia wewnetrznego oraz lez. Ze strony tych mezczyzn rowniez. To dziala w obie strony. Nie zdradzilam partnera, choc bywaly sytuacje, ze bylo blisko...(wycofywalam sie). Co robic - takie sytuacje sie powtarzaja, jest bol, cierpienie wewnetrzne, lzy...:(((( Co robic? ![]()
nie kochasz go i tyle.
Nie można się w kimś 'zakochać' mając swojego partnera, bo nie da się kochać 2 mężczyzn jednocześnie.
Alfina,
czy mogłabyś napisać coś więcej o związku, w którym obecnie jesteś? Jak wyglądało Wasze wspólne 6 lat, co czujesz względem partnera, jakie macie plany. Choć nie zgodzę się, żeby miłość do dwóch mężczyzn jednocześnie nie była możliwa, jednak poszukiwanie przyczyn takiego zachowania warto najpierw szukać w tej stałej relacji. Wracając do Twoich starszych postów odnoszę bowiem wrażenie, że są długą listą rozmaitych wątpliwości i dylematów.
Czy w innych sferach życia odczuwasz podobne wahania emocji, niezdecydowanie, nagłe wybuchy uczuć lub poczucia winy, potrzebę poszukiwania nowości lub bycia w centrum zainteresowania itp? Jak wyglądają Twoje relacje z rodziną, przyjaciółmi?
o i pod tym mogę się tez podpisać...
Alfino rozumiem Cię bo tez mam taki problem(zresztą jeden z wielu),moja psychoterapeutka trochę mi to wyjasnila,w moim przypadku stan zakochania jest tak jakby jedyną formą miłości,jedyną jaką na chwilę obecną potrafię bo prawdziwie kochać to ja się dopiero muszę nauczyć.
W Twoim przypadku moze byc inaczej ale od stanu zakochania/zauroczenia tak samo jak od hazardu,seksu czy szybkiej jazdy samochodem mozna się uzaleznic wiec trzeba uważać.
Mi się wydaje ze mozna kochac dwóch mężczyzn jednoczesnie...tyle ze kazda milosc jest inna.
Justyno: "Czy w innych sferach życia odczuwasz podobne wahania emocji, niezdecydowanie, nagłe wybuchy uczuć lub poczucia winy, potrzebę poszukiwania nowości lub bycia w centrum zainteresowania itp?"
To tez mnie dotyczy niestety:(
Hola, hola - zakochanie a miłość to dwie różne rzeczy. Nie ma moim zdaniem nic dziwnego w tym, że kobieta (ale oczywiście może to być też mężczyzna) przeżywa zauroczenie jakimś mężczyzną, kochając innego. Tak jesteśmy skonstruowani - czy tego chcemy czy nie, człowiek nie ma natury monogamisty. Jednak zauroczenie nie oznacza, że przestajemy kochać - siłą rzeczy nie da rady być wiecznie podekscytowanym dobrze nam znanym partnerem i utrzymywać motyli w brzuchu przez 5, 10, 20 lat. Każdy z nas czasem marzy, by przeżyć te "motyle" raz jeszcze - ale grunt, to nie dawać się ponieść tym zauroczeniom i trzymać je bezpiecznie w swojej głowie.
6 2011-08-03 10:38:47 Ostatnio edytowany przez Alfina (2011-08-03 12:10:52)
Alfina,
czy mogłabyś napisać coś więcej o związku, w którym obecnie jesteś? Jak wyglądało Wasze wspólne 6 lat, co czujesz względem partnera, jakie macie plany. Choć nie zgodzę się, żeby miłość do dwóch mężczyzn jednocześnie nie była możliwa, jednak poszukiwanie przyczyn takiego zachowania warto najpierw szukać w tej stałej relacji. Wracając do Twoich starszych postów odnoszę bowiem wrażenie, że są długą listą rozmaitych wątpliwości i dylematów.Czy w innych sferach życia odczuwasz podobne wahania emocji, niezdecydowanie, nagłe wybuchy uczuć lub poczucia winy, potrzebę poszukiwania nowości lub bycia w centrum zainteresowania itp? Jak wyglądają Twoje relacje z rodziną, przyjaciółmi?
Poczucia winy - nie, bycie w centrum zainteresowania tez - nie. Nowości jak najbardziej - ciekawych miejsc, ciekawych ludzi (uwielbiam ludzi, ale tylko tych otwartych, ktorzy maja ciekawe rzeczy do powiedzenia), wtedy łatwo nawiazuje kontakty z nimi. Wiele ludzi tez unikam - tych co probuja mna kierowac, sfrustrowanych i tych z ktorymi nie da sie ciekawie rozmawiac. Wybuchy uczuc, emocji (czasem skrajnych - placz, depresja, smiech, zwariowane pomysly, ktore trudno zrealizowac). Wszystlko robie b. szybko, taki nadmiar energi, nie moge sie skupic na codziennosci - taka prosta czynnosc jak sprzatanie, zmywanie naczyn czy gotowanie obiadu to wielka meka ![]()
Z rodzina relacje racze kiepskie - brak zrozumienia z obu stron (chca mojej stabilizacji itp.), ze znajomymi - tez brak zrozumienia, przyjaciol - nie mam (no moze 1 kumpela, do ktorej zawsze moge napisac, ale tez mnie nie rozumie - jestesmy zupelnie inne).
Co do chlopaka - ma wielka cierpliwosc dla mnie, bo zazwyczaj sie ze wszystkim uzewnetrzniam przed nim, wiele wie o moich emocjach. 6 lat - wiele rozterek, wahan, problemow codziennych, duzo emocji, duzo milosci, wspolnych rozmow , wiele slow milosci ale tyle samo klotni (okresy milosci i okresy wielkich klotni - trzaskania drrzwiami itp, - glownie ja trzaskam a on krzyczy). wydaje mi sie ze go kocham, ale nie moge zniesc tego ze on inaczej patrzy troche na zycie , a ja tez inaczej
Bez watpienia to jedyna osoba ktora mnie wspiera, ktora po prostu jest, zawsze i pomimo wszystko (jak dotad - nie wiem czy tak zawsze bedzie)
Co do zakochiwania sie w innych - to nie wiem jak to wyjasnic....to sie rozgrywa zwyczajnie, jak zaskoczenie, niespodziewaniae i jest dwustronne. Zdarza sie to co jakis czas, oczywiscie nie z kazdym poznanym znajomym, ale czesto...Nie chce wyjsc na zadufana, ale mam/mialam zawsze spore powodzenie u facetow - ze wzgledu na wyglad, komunikatywnosc, naturalnosc...Sa tacy co telefonuja do mnie natretnie (zazwyczaj olewam ich), ale jak to sie zdarzy z mojej strony (obustronnie) - kompletnie sobie nie radze z moimi emocjami -bol placz, nieprzespane noce, a jednoczesnie odczuwam wielkie szczescie - stan zakochania, to jest jak uzaleznienie. Co zauwazylam - ja chce wrecz byc w tym stanie, - nie wiem o co w tym chodzi - moze mnie nakreca to cierpienie, lzy , szczescie na przemian...:( (( Nie wiem jak to wyjasnic....
Co do uzaleznien - to mam sklonnosci do alkoholu - panuje nad tym, ale sklonnosci sa ogromne. czasem sie boje uraty kontroli....kiedys tam ....
Wiem, ze napiszecie - docen chlopaka, jego milosc i cierpliwosc.....tylko jak radzic sobie z emocjami, tego nie wiem ![]()
Dodam jeszcze, ze wczesniej bylam rowniez w b. burzliwym zwiazku z chlopakiem, b. podobnym do mnie. Bylo mnostwo emocji. Rozstalismy sie, pod wpływem raczej obustronnej decyzji. Na koniec powiedzial mi ze - pomimo ze mnie kocha szalenczo (dosl.) chce sie rozstac, bo "nic sie juz wiecej nie wydarzy". Tylko ze wtedy bylismy b mlodzi, niedoswiadczeni - po 23 lata...i rozpad tego zwiazku to glownie spowodowany - mlodym wiekiem i trudnymi charakterami...
Co jeszcze - potrzebuje duzo milosci, zapewnien, dotyku, seksu, rozmowy, zainteresowania, tez wspierania, ciaglego zapewniania - nie kazdy facet jest to wstanie ogarnac...:( ciezko z tym
mysle, ze jestem w stanie zrobic jakies glupstwo, nieracjonalne....:(
Latwo sie obrazam, wpadam w furie, nie znosze ograniczen, kontroli....(a w zwiazku ograniczenia bynajmniej sa...)
prosze o jakas interpretacje, jak powstrzymac ten nadmiar emocji?
Znam podobną do Twojej sytuacji, jednak moge Ci to opisać ze strony męskiej... Otóż ja poznałem dziewczynę, która była w związku, od pierwszego momentu coś iskrzyło... Niestety ona nie miała takiego faceta jak Ty, tamten był i chyba jest chorobliwie zazdrosny, czepliwy, głupi... Ona go kochała ale z tego co wiem pokochała też mnie... Przez 3 lata tak się męczyłem, będąc tym drugim, bo ona nigdy nie zdecydowała się zaangażować, bo ze mną miała super i w ogóle świetnie spędzała czas, a z nim wracała do szarej rzeczywistości, ja byłem tym który był lepszy jednak widocznie na zasługiwałem na jej zaangażowanie... Więc moja rada jest taka, że musisz wybrać... Albo jesteś z tym gościem, z którym jesteś, albo rozstajecie się i Ty wtedy szukasz miłości na nowo... Bo musisz mi uwierzyć, że nikomu nie życzę takiej męki jaką przeszedłem ja, tak bo inaczej niż męka nie da się tego nazwać, dziś mogę powiedzieć że mam zniszczone życie...
pokrecona z ciebie dziewucha i tyle powiem... taka moja diagnoza ![]()
9 2011-08-04 00:27:27 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-08-04 00:31:59)
Hola, hola - zakochanie a miłość to dwie różne rzeczy. Nie ma moim zdaniem nic dziwnego w tym, że kobieta (ale oczywiście może to być też mężczyzna) przeżywa zauroczenie jakimś mężczyzną, kochając innego. Tak jesteśmy skonstruowani - czy tego chcemy czy nie, człowiek nie ma natury monogamisty. Jednak zauroczenie nie oznacza, że przestajemy kochać - siłą rzeczy nie da rady być wiecznie podekscytowanym dobrze nam znanym partnerem i utrzymywać motyli w brzuchu przez 5, 10, 20 lat. Każdy z nas czasem marzy, by przeżyć te "motyle" raz jeszcze - ale grunt, to nie dawać się ponieść tym zauroczeniom i trzymać je bezpiecznie w swojej głowie.
Ja rozumiem jakieś zafascynowanie inną osobą, lecz skoro Autorka pisze, że było blisko zdrady , były łzy w poduszkę, to moim zdaniem ona nie kocha swojego partnera i to nie jest ten jedyny.
Sama piszesz 'Wydaje mi się, że go kocham' -> No właśnie , wydaje Ci się, bo moim zdaniem tak nie postępuję zakochana osoba.
Poza tym, piszesz, że od początku Wasz związek był taki pokręcony - to nie wróży dobrze.
Po tym co piszesz, to nie wiem czy nie warto wybrać się do psychologa, ciągle wchodzisz w jakieś pokręcone związki, tego musi być jakaś przyczyna, terapeuta może ją ustalić.
Co z tego, że w Twoim związku jest wiele czułości, miłych słów, skoro nie czujesz się szczęśliwa w tym związku.
to przejdzie
pomyśl o tym co was łączy i czy ci ładni i ciekawi (bo inni) też mają z tobą tyle wspólnego
Myślę, że powinnaś iść do psychologa, bo najwyraźniej lubisz ten swój "ból istnienia" i czujesz, że żyjesz tylko wtedy, gdy emocje szaleją.
Znam człowieka, uzależnionego od alkoholu, który miał długie okresy abstynencji, gdy w jego zyciu się "działo", a wpadał w alkoholowe ciągi, gdy życie było w sposób obiektywny spokojne, udane i bez zawirowań. Nie był stanie znieść życia bez emocjonalnej huśtawki. Po ciągu alkoholowym jego zycie było w gruzach i mógł sie obyc bez picia, bo emocji dostarczały kłopoty, które miał.
Wreszcie znalazl sobie hobby, skoki ze spadochronem, które dostarczały mu tyle adrenaliny, że obywał się bez alkoholu.
Truskaweczko, dlaczego uwazasz że nie kocham mojego partnera? Kocham przecież. Widzę, że jednak zdarza mi się zafascynować silnie inna osobą i zlapac z nią na tyle konatkt, który ja nazywam zakochaniem (jak obustronnym - to mam problem). Nie prowokuje takich sytuacji - one sie zdarzaja same, bo zyje wsrod ludzi i z ludzmi (nie na bezludnej wyspie). Lubię ludzi i lubię z nimi rozmawiać. (może to jest kłopot - jakbym unikaal ludzi, to bym nie miala takich schiz?) Powiedzialam przeciez ze nie posunelam sie do fizycznej zdrady, ale do psychiczne/emocjonalnej - tak. Bo nad emocjami nie umiem panować
Marena7, faktycznie monotonnia, codzienność wpędza mnie rowniez w depresje. Co do Twojego znajomego ex alkoholika - to moge w to uwierzyc, ze wlasnie to tak dziala - brak adrenaliny, monotonnie, szarosć chcial zapić... U sobie też zauwazylam, ze lubię siegnać po piwo, wino (na szczescie nie - wodke) i czasem mnie to martwi... Moze to wynika z zachlannosci na zycie - chce sie czegos nowego, wiecej, emocji....? Tyle, ze akurat mnie nakrecaja te emocje na relacji damsko meskiej a niespecjalnie chyba - skok ze spadochronu....moze cos innego .......
Nie wiem co moglby mi pomoc psycholog, zmienic sie - to trudne, czy wogole mozliwe?
Są też ludzie, którzy co chwilę potrzebują zmiany partnera i to trzeba leczyć.
Sa tez ludzie co są w związkach i czasem płeć przeciwna ich zafascynuje/ zauroczy, bo takie zycie. GRunt pozostać wiernym, a te zauroczenia same potem przechodzą ![]()
Zakochanie to nie to samo co miłość. Zakochanie pomaga na początku, by zrodziła się miłość. Zauroczenie, motyle w brzuchu są chwilowe, jak zbuduje się miłość jest wieczna i nie ma ona nic wspólnego z emocjami jakie towarzyszą na początku "zakochania". Potrzebuję być z drugą osobą bo ją kocham, a nie odrotnie, że kochamy bo tą osobę potrzebujemy ![]()
Miłość skomplikowana jest i trzeba stale ją pielęgnować. Fascynacje, motyle w brzuchu, emocje towarzyszące zakochaniu mijają po latach i chyba każdy za tymi cudownymi emocjami tęskni ... stąd zdarza się "zafascynować" inną osobą ![]()
Ja tak to widzę ![]()
Przeczytaj mój pierwszy post.
Cały Wasz związek jest pokręcony, jak napisała Marena pewnie ciągle potrzeba Ci silnych 'bodzców' , dlatego nie potrafisz być teraz w stałym związku, nie satysfakcjonuje Cię on.
Być może zależy Ci na Twoim chłopaku, ale i tak uważam, że niezbędna jest wizyta u psychologa, bo się wykończysz.
Najbardziej "lubię", jak ktoś wydaje wyroki o uczuciach innych ludzi: kochasz, nie kochasz. Miłości jest tyle rodzajów (tak, nawet chora miłość to nadal miłość, choć wcale nie twierdzę, że miłość autorki jest chora), że naprawdę trudno tę emocję klasyfikować na zasadzie "czarne-białe". Nikt nie wie, co czuje inna osoba, więc jestem za tym żeby jednak o tym nie decydować.
Wejsc czy być w stałym związku zawsze bylo mi b. trudno - bo staly zwiazek kojarzy mi się z ograniczeniami, kłóci się z moją ogromna potrzeba wolności Z drugiej strony mam potrzebę bycia kochaną, ale nie ograniczaną, a czesto spotykalam facetow, ktorzy chcieliby zawladnac mną po calosci, w kazdej sferze życia - tego nie lubie i nie chce
martwi mnie tylo czy faktycznie jestem gotowa na staly zwiazek, taki do konca zycia... I tu mam obawy, a nie chce uwierzcie mi, nikogo krzywdzić
I to mnie boli...
Nie martw się Alfino,ja miałam i chyba nadal mam podobny problem do Ciebie ale zdecydowalam się na stały związek czyli małżeństwo, mimo ze obecny mąż nie wzbudzał i nie wzbudza u mnie motyli w brzuchu to poczułam się przy nim bezpiecznie i kochana.Teraz nie jest kolorowo,byc moze nigdy nie bede pewna czy małżeństwo to byla sluszna decyzja....mamy z kolei problemy innej natury.
Caly czas czegos mi brakuje(jestem z DDD) i stany zakochania czy zauroczenia miewam,do tej pory raz mi sie zdarzylo w ciągu 2 lat od slubu.To jest taka potrzeba silnych emocji a przyczyny mogą byc różne,np uzależnienie od nich,próba ucieczki od innych problemów no albo niezaspokojona w przeszlosci potrzeba milosci.Tez jest mi z tym bardzo ciężko ale chodzę na terapię i mam nadzieję ze pomoze mi rozwiązać moje problemy.
Takze co do stalego związku to jesli juz to z bardzo ale to bardzo wyrozumialym mężczyzną.
Truskaweczko, dlaczego uwazasz że nie kocham mojego partnera? Kocham przecież. Widzę, że jednak zdarza mi się zafascynować silnie inna osobą i zlapac z nią na tyle konatkt, który ja nazywam zakochaniem (jak obustronnym - to mam problem). Nie prowokuje takich sytuacji - one sie zdarzaja same, bo zyje wsrod ludzi i z ludzmi (nie na bezludnej wyspie). Lubię ludzi i lubię z nimi rozmawiać. (może to jest kłopot - jakbym unikaal ludzi, to bym nie miala takich schiz?) Powiedzialam przeciez ze nie posunelam sie do fizycznej zdrady, ale do psychiczne/emocjonalnej - tak. Bo nad emocjami nie umiem panować
![]()
Marena7, faktycznie monotonnia, codzienność wpędza mnie rowniez w depresje. Co do Twojego znajomego ex alkoholika - to moge w to uwierzyc, ze wlasnie to tak dziala - brak adrenaliny, monotonnie, szarosć chcial zapić... U sobie też zauwazylam, ze lubię siegnać po piwo, wino (na szczescie nie - wodke) i czasem mnie to martwi... Moze to wynika z zachlannosci na zycie - chce sie czegos nowego, wiecej, emocji....? Tyle, ze akurat mnie nakrecaja te emocje na relacji damsko meskiej a niespecjalnie chyba - skok ze spadochronu....moze cos innego .......
Nie wiem co moglby mi pomoc psycholog, zmienic sie - to trudne, czy wogole mozliwe?
Alfina, to że jestes taka, a nie inna nie wzięło się z niczego. Wszystko ma swoje przyczyny. Ważne jest to, że Ci z tym niezbyt dobrze.
Psycholog pomoże dotrzeć do źródeł, pomoże zrozumieć, pomoże poukładać się samej ze sobą.
Pomoze tez nauczyć się radzenia sobie z monotonią i codziennością.
Coś się ze mna dzieje w ostatnim czasie - pisałam, ze kocham, ale dziś po spotkaniu z moim mezczyzna czuje ze cos nie gra ze mna - czuje ze wszystko sie sypie, ze sie wypalam, jestem rozdrazniona. Nie jestem nawet w stanie powiedziec czy kocham czy nie..:( Jest mi bardzo zle. Mam za zle ze moj partner od lat nie chce spelnic rzeczy o ktore wielokrotnie prosilam - drobnych rzeczy ktore dla mnie sa tak wazne. Tyle czasu prosilam i nie spelnil ich. Mialyscie racje - jestem rozczarowana, smutna....:(((
Alfino, a co to za drobne rzeczy?
Anemonne - od lat proszę zeby poszedl do dentysty, bo juz wielki czas i dotąd tego nie zrobił, a ma duza prochnice
, proszę żeby pomalowal ściany w mieszkaniu (remont jest pilny), proszę żeby skończyl z paleniem papierosów (zrobil to, ale znowu zaczal palic), proszę zeby pojechal na wakacje (nigdy nie ma czasu, w ciagu 5 lat nie bylismy nigdzie -ok - raz nad jeziorem), proszę zeby poszedł ze mną na spacer (z laski idzie, jak b proszę), prosze zeby zalatwił pilna sprawe w urzedzie (nigdy nie ma czasu)...ciagle prosze, nawet placze jak prosze. Mowi ze zrobi to wszystko, ale potem nigdy nie ma czasu albo mu sie nie chce. I tak jest od 5 lat ![]()
Alfino,piszesz że jestes w udanym związku ,a jednocześnie podkochujesz sie w innych.Z mojego punktu widzenia Twój związek wcale taki nie jest,czegos Ci musi brakować-tylko Ty sama odpowiedz sobie czego?
Jest jednak coś co nadal Cię trzyma przy partnerze ale "To coś " musi być bardzo silne skoro nadal przy nim jesteś.
Wiesz co myślę?? Twój partner już Cie nie pociąga tak jak kiedyś,nie czujesz tego dreszczyku emocji i porządania-dlatego szukasz tego u innych. Badz ostrożna abyś nie straciła tego co masz, musisz sie zastanowić nad sobą,takie życie kiedyś Cię może przynieśc przykre konsekwencje a czy psycholog Ci pomoże?? sama decyduj czego oczekujesz od życia.
powodzenia;)
Kochać to może za duże słowo... ale jakieś małe zauroczenia próby większych emocji to tak... każdy ma w pewnych chwilach życia taki okres kiedy potrzebuje w zyciu coś więcej. Bierze się to z różnych rzeczy. U mnie np jestem bliźniakiem. Pracuje w biurze. Nie powiem bo luie swoją pracę ale tu "nic się nie dzieje", może dlatego po pracy potrzebuje silniejszych wrażeń, żeby odreagować wyrzucić z siebie emocje ;D mój kochany wręcz przeciwnie. On cały czas jest w trakcie jakiś wyjazdów jakiś załatwień duuuużo u niego się dzieje więc jak się spotykamy woli raczej spokojne wyjścia czy coś ![]()
nie potępiajmy tutaj Koleżanki tylko popatrzmy na siebie. Jest ze śwoim Ukochanym pewnie dlatego, że łączy ich więcej niż tylko emocje. Może to miłość, bezpieczeństwo, zaufanie i wiele innych? a od wzdychania do koleżanki czy do kogoś na temat innego chyba jeszcze nikt nie umarł
) zresztaą myślę, że Faceci też czasami mają takie dni z takimi myślami itd... ale to nie znaczy, że odrazu nas zdradzają z każda taką
))
Nie martw się Alfino,ja miałam i chyba nadal mam podobny problem do Ciebie ale zdecydowalam się na stały związek czyli małżeństwo, mimo ze obecny mąż nie wzbudzał i nie wzbudza u mnie motyli w brzuchu to poczułam się przy nim bezpiecznie i kochana.Teraz nie jest kolorowo,byc moze nigdy nie bede pewna czy małżeństwo to byla sluszna decyzja....mamy z kolei problemy innej natury.
Caly czas czegos mi brakuje(jestem z DDD) i stany zakochania czy zauroczenia miewam,do tej pory raz mi sie zdarzylo w ciągu 2 lat od slubu.To jest taka potrzeba silnych emocji a przyczyny mogą byc różne,np uzależnienie od nich,próba ucieczki od innych problemów no albo niezaspokojona w przeszlosci potrzeba milosci.Tez jest mi z tym bardzo ciężko ale chodzę na terapię i mam nadzieję ze pomoze mi rozwiązać moje problemy.
Takze co do stalego związku to jesli juz to z bardzo ale to bardzo wyrozumialym mężczyzną.
ojj wiesz co ja mam dokladnie tak samo.. nie bylo motyli, ani nawet pozadania nigdy, tylko bezpieczenstwo i milosc taka duchowa. tez mysle ze ze mna jest cos nie tak.. mam meza a jednak zakochalam sie w innym.. i to nie jest takie byle jakie zauroczenie- to trwa juz kilka miesiecy i nie mija
w szczegolnosci ze pracuje z tym "drugim" wiec mam z nim staly kontakt. wczesniej tez 2 razy zdarzylo mi sie ze ktos mi zawrocil w glowie, ale to bylo tylko w mojej podswiadomosci, zadnych rozmow na ten temat z tymi facetami, tylko wewnatrz mnie bylo to przyciaganie i ciagle myslenie o tych osobach. juz wtedy pomyslalam ze chyba nie kocham meza skoro ktos inny mi w glowie siedzi. no ale teraz.. teraz to ja sie zakochalam.. i tak jak auyorka watku.. duzo placzu.. zero jedzenia.. chudne z dnia na dzien.. depresja.. ostatnio zaczelam sie leczyc bo juz czuje ze nie wytrzymam.. dusi mnie od srodka z tesknoty za tym "drugim".. i kiedy to minie? czy to wogole minie? dlaczego majac partnera zakochujemy sie w innych?
Kochać to może za duże słowo... ale jakieś małe zauroczenia próby większych emocji to tak... każdy ma w pewnych chwilach życia taki okres kiedy potrzebuje w zyciu coś więcej. Bierze się to z różnych rzeczy. U mnie np jestem bliźniakiem. Pracuje w biurze. Nie powiem bo luie swoją pracę ale tu "nic się nie dzieje", może dlatego po pracy potrzebuje silniejszych wrażeń, żeby odreagować wyrzucić z siebie emocje ;D mój kochany wręcz przeciwnie. On cały czas jest w trakcie jakiś wyjazdów jakiś załatwień duuuużo u niego się dzieje więc jak się spotykamy woli raczej spokojne wyjścia czy coś
nie potępiajmy tutaj Koleżanki tylko popatrzmy na siebie. Jest ze śwoim Ukochanym pewnie dlatego, że łączy ich więcej niż tylko emocje. Może to miłość, bezpieczeństwo, zaufanie i wiele innych? a od wzdychania do koleżanki czy do kogoś na temat innego chyba jeszcze nikt nie umarł) zresztaą myślę, że Faceci też czasami mają takie dni z takimi myślami itd... ale to nie znaczy, że odrazu nas zdradzają z każda taką
))
No, ale to nie jest tak, że Oni się Jej podobają i tyle. Jakby tak było, to byłoby ok.
Widać, że Autorka ma jakiś problem, może psychologiczny, dlatego wiele z Nas radziło terapeutę.
Ciągle zakochiwać się w innych to dla mnie nie jest normalne. Dla mnie to jest coś , co trzeba przeanalizować, znaleźć przyczynę tego. Bo jak dalej będzie tak trwać, to będzie się ciągle męczyć, płakać po nocach, bo tym się zauroczyła, Jej życie będzie huśtawką. A właśnie zdrowy związek taki nie jest. W zdrowym związku, to normalne, że ktoś Nam się podoba, lecz nie jest to taka huśtawka emocjonalna jak u Autorki. Takie jest moje zdanie.
26 2011-08-21 02:14:18 Ostatnio edytowany przez alegoria26 (2011-08-21 11:48:37)
emocje to jedno, a milosc to drugie, od glupiej milosc nalezy uciekac, ja nie podjelam pracy w jednym miejscu, bo mi sie jeden chlopak podobal dobre 5 lat i wiem ze bym sie zakochala-jestem nadal w zwiazku
Alegoria26 i tu gratuluje dobrego wyboru
nie chcę tu bronić autorki ale może ma taki charakter? taką osobowość? nie wiem przyłączam się do Was, że Koleżanka powinna choć spróbować zasięgnąć opini dobrego psychologa ![]()
Ja zyje praktycznie cały czas w takiej hustawce. Radzicie mi psychologa? Mam iśc z takim glupim problemem do psychologa, wstydze się. Nie wiem dlaczego się to dzieje - czy to dlatego ze jestem b. otwartą na ludzi osobą, sporo panów do mnie ciągnęło od zawsze i nadal tak jest. Czy mam się odizolować od ludzi?
Ja też jestem otwarta na ludzi ale chyba jednak ciut innaczej do tego podchodze. kolegów mam pełno w koło i potrafię się z nimi bawić dobrze ale raczej nie zaburza to mojego rytmu dnia a szczególnie nocy
wystarczy ze M....ś mi go zaburza
)) hihihi a serio psycholog raczej nie gryzie myślę, że taka rozmowa ze specjalistą dobrze by Ci zrobiła
3mam kciuki w każdym razie (bo masz za dużo do stracenia)
A może po prostu stały związek nie jest dla Ciebie? Nie każdy się do tego nadaje.
A może jeszcze do niego nie dojrzałaś, skoro często przeżywasz fascynacje innymi?
Albo jesteś z nieodpowiednim facetem i dlatego "uciekasz" myślami do innych mężczyzn szukając u nich zaspokojenia pewnych potrzeb, których nie zaspakaja Twój partner? Nie mówię tu o seksie, ale o wielu drobnostkach z życia codziennego, które być może się nakładają na siebie i stąd to wszystko.
A może po prostu stały związek nie jest dla Ciebie? Nie każdy się do tego nadaje.
A może jeszcze do niego nie dojrzałaś, skoro często przeżywasz fascynacje innymi?
Albo jesteś z nieodpowiednim facetem i dlatego "uciekasz" myślami do innych mężczyzn szukając u nich zaspokojenia pewnych potrzeb, których nie zaspakaja Twój partner? Nie mówię tu o seksie, ale o wielu drobnostkach z życia codziennego, które być może się nakładają na siebie i stąd to wszystko.
moze wlasnie autorka watku tak ma. moze czegos jej brakuje. mi brakuje. dlatego "zakochuje sie". bo przeciez gdybysmy byly tak naprawde szczesliwe i kochaky mocno partnera, to nie ma szans na zakochanie w innym
Chodzi wlasnie o te sprawy zycia codziennego - np. nie pomalowane mieszkanie i przede wszystkim o to ze moj partner sie zapuscil w kwestii - dbania o zęby i ciagle sie wymawia brakiem czasu. Drażnią mnie te drobne sprawy
Dla niego te sprawy nie sa wazne a dla mnie bardzo
Zmeczona jestem ciaglym proszeniem zeby to zrobił (dodam ze ja wcale nie chce marudzic, nie lubie marudzic i wolalabym zeby z wlasnej woli sie tym zajal)...
kochana a wiec nie ejstes tak do konca w udanym zwiazku. napisalas w temacie "jestem w udanym zwiazku", ale jednak sa rzeczy, ktore ci przeszkadzaja. zastanow sie czy chcialabys spedzic reszte zycia z tym czlowiekiem. bo jesli tak to nie mozesz przeciez tak caly czas sie zakochiwac
bo sama sie wykonczysz a i jego tez bedziesz oszukiwac. tak jak wczesniej pisalam- jak sie kogos kocha to sie nie zakochuje w innych.. rozumiem ludzie popelniaja bledy, ale ty piszesz ze to nie byl pierwszy raz.. nie wiem co ci poradzic.. rozumiem cie bo mam teraz to samo.. ale nie jestem w udanym zwiazku i wiem ze dlatego sie zakochalam w innym