Spotykalem się z kims ostatnie pol roku. Olewala, miala gdzies, krecila z kims na boku. Czasem spotkala sie ze swoim ex.
Psulo sie, łatałem, i tak w kółko...
Byłem jedyną osobą której zależało, mimo bezsensowności sytuacji...
W końcu kazała mi spadać...Nie odzywać się...Urwać kontakt...
Przyznała, ze z jej winy. Że nie dawała tego czego powinna od siebie dawac. Że nie chce nic już.
Po kilku nie miłych wiadomosciach-odpuscilem.
Zamilkłem.
Dziś się odezwała.
Po weselu na którym była z kolegą.
"Kocha,tęskni",zaprosiła na spotkanie,chciala żebym przyjechał.
Odmówiłem. Jeździłem dziesiatki razy, czekałem, nie przychodziła. Miała to gdzieś.
Stwierdziła, że obudziła się z ręką w nocniku.
Zapytała czy coś chcę jeszcze od niej.
Nie odpowiedziałem, bo nie znam odpowiedzi.
Ludzie się raczej nie zmieniają, więc po co tak robi?