Witam, dzisiaj zdecydowałam się na pewien krok w moim życiu, dość odważny ale też długo odwlekany przeze mnie. Tkwiłam w chyba toksycznym związku-małżeństwie długo ale bałam się zmian i dalej boję się co będzie... zawsze było "coś" jak w pewnej reklamie...dziecko, bałam się samotności aż dzisiaj po kolejnej awanturze pękłam, nie miałam siły nawet na kłótnie, na wymianę zdań, nie miałam siły płakać...poprosiłam męża by się wyprowadził.Już wiele razy tak mówiłam ale zawsze wymiękałam, wybaczałam, dawałam kolejną szansę ale dzisiaj doszłam do ściany... zawsze jak mąża zaczynał szukać mieszkania to miękłam a dziś kazałam mu zabrać najpotrzebniejsze rzeczy i wyprowadzić sie do swojej mamy...przynajmniej narazie...jak siępakował nie czułam nic...totalna pustka w mojej głowie...pustka, cisza i spokój...Nie wiem co będzie dalej, nie wiem czy sobie poradzę, czy mam na tyle siły boję się samotności jak cholera...czy ktoś w tej chwili jest może na podobnym etapie swojego życia? Modle się o to by nie zmięknąć i walczyć dalej o zmianęswojego życia na lepsze...
1 2011-05-17 17:31:00 Ostatnio edytowany przez aszka111 (2011-05-17 18:57:52)
Aszka to rzeczywiście bardzo odważny krok, ale skoro już powiedziałaś A to postaraj się dojść do B . Nie wiem co się działo w Twoim małżeństwie, ale skoro już wcześniej miałaś takie dylematy, to znaczy, że trzeba działać. Świat należy do odważnych i trzeba o swoje szczęście zawalczyć. Niektórzy godzą się na bycie nieszczęśliwym tylko dlatego że boją się być sami. A samotność czasem jest bardzo potrzebna. Nie mówię, że na zawsze, ale na chwilę, by przypomnieć sobie kim jestem i czego pragnę. A życie się poukłada, ja gorąco w to wierzę. Tutaj na forum jest mnóstwo takich ludzi, którzy przeszli w życiu wiele, poczytaj i zobacz, że nie jesteś sama.
Trudno jest mi cokolwiek poradzić bo piszesz tylko o dzisiejszej kłótni a nie o jej powodach. Ale rozumiem że skoro podjęłaś decyzję o rozstaniu to musiało dziać się źle. Być może i on i ty potrzebujecie chwili by odpocząć i przemyśleć to co bylo w waszym związku niedobrego.Być może to koniec definitywny...
To normalne że czlowiek boi sie zmian i tego co nieznane. Często jednak jest tak ze zmiany przynoszą wiele dobrego. Sama też jestem w ciężkiej sytuacji życiowej bo w moim życiu zmienia się WSZYSTKO . Wierzę jednak że także nasze porażki nas wzbogacają i że my kobiety jesteśmy niezwykle silne by im podołać.
To co jest ważne to pozytywne myślenie. Brzmi to banalnie ale nasze nastawienie potrafi zdziałać cuda ![]()
Aszka111,
ja też z pozoru miałam szczęśliwe, spokojne życie - dom, praca, dziecko i do tego kochany mąż... Do czasu jak dowiedziałam się o pierwszej zdradzie...SZOK. Wypierał się. Odpuściłam. Po jakimś czasie nagminnie znikał z domu, wydzwaniał całymi dniami /niby do kolegi.../ Po kolejnej kłótni wyrzuciłam go z domu, a on...... tylko na to czekał!!! Spakował rzeczy i następnego dnia wprowadził się do kochanki. Oczywiście założył sprawę o rozwód.... Fałsz i obłuda. Tchórz i tyle. Nie miał odwagi skończyć małżeństwo które od dawna nie istniało!!!!!!!!!
To tyle co do niego. A ja? Niby skończyły się kłótnie i awantury, jest spokojnie. Ale do tego wszystkiego rok temu /z jego pomocą/ straciłam pracę........ I świat runął po raz drugi... Nie mogę się podnieść... moje dziecko dostarcza mi uśmiechu, ale nie potrafię znaleźć motoru do życia.... Stoję w miejscu..... Codziennie szukam pracy, i wmawiam sobie że będzie dobrze... Tylko ile można w to wierzyć....
Wszystko się wali naraz i człowiek ledwo ma siły by wstać z łóżka ale powiem tak: wierze w to że los sie odwróci i będzie dobrze a przynajmniej lepiej trzeba tylko znaleźć siły by działać i ja te siły w tej chwili zbieram, chce to ogarnac jakoś lecz jest ciężko....łzy czasem spływają po policzku ale jedyne pocieszenie że jest dziecko...Agat z jakich rejonów jesteś? szukasz pracy w konkretnym zawodzie?...przepraszam że pytam ale wiem że teraz jest trudny czas na rynku jeśli chodzi o prace ale wiem też że nie ma rzeczy niemożliwych...
Jestem z okolic Katowic, a szukam pracy.... hmmm najlepiej chyba biurowej, bo w takiej pracowałam. A ponadto muszę mieć pracę: nie na zmiany, najlepiej od rana do ok.16-17, bo potem odbieram dziecko ze szkoły. Tak więc widzisz że samotna matka nie każdą pracę może podjąć... Niestety. I tu jest DUŻY problem....
Aszka, wiem co przeżywasz. W moim przypadku nie było dzieci, nie byliśmy małżeństwem, nie było toksycznie - było po prostu nijak, bez uczucia, wszystko wypalone. Rok płakałam lub się wściekałam i nie wiedziałam dlaczego. Gdy byłam już pewna, że go nie kocham, nie umiałam podjąć decyzji. W końcu się stało. Najpierw miesiąc oddechu, wolności, potem rozpacz, że nie dam rady sama, bez jego miłości i wsparcia (byłam mocno uzależniona emocjonalnie). Chciałam wrócić - on już nie chciał. Dziś jestem bardzo wdzięczna za to. Jednak nie ukrywam - było ciężko i czasami jest tak do tej pory. Wierzę jednak, że łączymy się w pary, by dopełniać swoje życie, a nie je ograniczać i nie czuć się szczęśliwymi. Wierzę też, że wszystko jest po coś (sorry za banał
) i przychodzi do nas we właściwym czasie i po to, y nam coś powiedzieć o nas samych.
Dziś jestem niezależną i świadomą swoich zalet dziewczyną (w tych lepszych chwilach
) i zawdzięczamm to właśnie temu rozstaniu. U Ciebie jest bardziej skomplikowana sytuacja, ale jeśli jesteś z nim tylko z lęku przed samotnością, to jest to ostatni powód do bycia razem.
Agat ja jestem z Katowic
wysłałam Ci maila
Aga 30 najgorsze, że ja to wszystko wiem, że ludzie są sami i jest im dobrze tylko narazie ja jakośnie potrafie się odnaleźć w tej sytuacji ale mam nadzieję, że to chwilowe, wiesz ja jestem jedynaczka nie mam rodzeństwa i to powoduje że jeszcze bardziej boje się zosta,ć sama, mam dziecko i wiem że musze byc za niego odpowiedzialna i kocham go nad zycie a moje szczęście... cóz może kiedyś nadejdzie...
Aszka, ja też jestem jedynaczką. Poza tym nie mogę liczyć na wsparcie finansowe od rodziców, a kobiecie samej w Polsce nie jest łatwo. Mimo to walczę, rozwijam się, nie żaluję. Po rozstaniu przeżyłam cudowne chwile (m.in. przeżyłam szaloną miłość z facetem moich marzeń
), ale teraz nie jest mi łatwo. Nie będę Ci więc mówić, że od momentu podjęcia tamtej decyzji (2 lata) wszystko jest super. Nie jest, ale tak jest lepiej. Gdy mam gorsze chwile przypominam sobie jak budziłam się rano obok niego i chciało mi się płakać, bo nic nie czułam, a chciałam go kochać. Czasami żałuję, że ja wszystko tak przeżywam, że w milości dla mnie jest czarne albo białe, że chcę mieć wszystko albo nic...
Nikt za Ciebie nie podejmie decyzji. Zrób sobie bilans - o możesz stracić, a co zyskać. Zrób sobie jakiś plan na życie bez niego. Musisz sobie jakoś to życie po nim wyobrazić, bo inaczej szybko wrócisz właśnie ze strachu.
jesli czujesz ze juz nie kochasz odjedz jesli czujesz ze on nie kocha zrob tak samo odejdz.jesli sie kochacie walczcie o zwiazek nawet u psychologa zycie tak krotko trwa zrobcie cos .