Potrzeba zmian a widmo samotności - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Potrzeba zmian a widmo samotności

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

Temat: Potrzeba zmian a widmo samotności

Cześć wszystkim!

To mój pierwszy post od bardzo dawna. Tytuł sugeruje rozprawę naukową, rozprawy nie będzie, ale mogę się ciut rozpisać big_smile.

Tak więc, jestem singielką powoli dobiegającą 30-stki. Zawsze miałam raczej wąskie grono znajomych, które ostatnio dramatycznie się kurczy. Wszystkie koleżanki to mężatki, spodziewające się dziecka, lub młode mamy. Spotykamy się na kawę raz na kilka miesięcy. Kompletnie nie mam z kim wychodzić i spędzać czas wolny. Mam swoje zainteresowania, nie jestem pasjonatką clubbingu, ale lubię podróżować, zwiedzać, chodzić do kina czy na koncerty.

Z podróżowaniem już się przełamałam, czasem sama wyjeżdżam na kilkudniowe wypady, jednak z miejskimi rozrywkami dalej mam problem. Głupio mi pójść np. na miejski koncert, mam wtedy takie niefajne poczucie samotności w tłumie, same pary, znajomi, a ja stoję sama jak ten kołek.

Z natury jestem nieśmiała, ale staram się wychodzić do ludzi, być otwarta. Niestety nie bardzo to wychodzi. Praktycznie nie poznaję nowych ludzi. Mieszkam teraz w dużym mieście już prawie 9 lat, dość długo pracuję też w małej firmie i mieszkam w tym samym mieszkaniu. Czuję, że wszystko się zmienia, a ja cały czas stoję w miejscu. Bardzo potrzebuję zmiany, dlatego już się szykuje i powoli rozglądam. Ale chodzi mi po głowie coś więcej - zmiana miasta, jeśli trafiłaby się fajna praca.

Myślałam już o tym wielokrotnie, ale zawsze się boję. Bo gdybym wyjechała np. do Warszawy, byłabym w wielkim mieście kompletnie sama. Tutaj gdzie teraz jestem mam wokół siebie ludzi, których lubię (ludzie z pracy, współlokatorzy, rodzina całkiem blisko), ale każdy z nich ma swoje życie. Nie wiem jak miałabym poznać nowych ludzi w moim wieku? Już nawet po głowie chodzi mi Tinder tongue

Może ktoś z Was ma podobne doświadczenia, jakieś przemyślenia smile? Jak znajdujecie nowych znajomych?
A może ktoś z Was rozpoczął nowe życie, wyjeżdżając w pojedynkę do innego miasta? Myślicie, że warto?

Z góry dzięki za odzew smile.
Pozdrawiam

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-08-16 09:45:25)

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności

Nie jest mi obce poczucie samotności w tłumie, ale zdarzyło się raz, że porwali mnie do tańca zupełnie obcy ludzie i bawiłam się fantastycznie. Kiedyś sama przełamałam tremę i wyskoczyłam pod scenę, żeby potańczyć z nieznanymi mi ludźmi. Pierwsze chwile były trudne, ale potem po prostu się bawiłam.
Najskuteczniejsze wydaje mi się jednak nawiązywanie kontaktów z pojedynczymi osobami i po prostu próbowanie, czy dadzą się gdzieś zaprosić, wyciągnąć itd. Mnie się udało, poznałam sąsiadkę, rozwódkę jak ja, z którą można konie kraść.

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności

Piegowata'76 - dzięki za odzew smile. Czytałam Twoje wypowiedzi na podobnych wątkach i podziwiam Twoje pozytywne nastawienie.

Ja przerabiałam już "szukanie znajomych" i to faktycznie jest bez sensu, bo poznawałam ludzi z którymi niewiele mnie łączyło.

Myślę, że po prostu nadal będę starała się być otwarta i będę rozwijać swoje zainteresowania. Może w końcu pójdę Twoim śladem i kiedyś wyskoczę na parkiet i potańczę z nieznajomymi smile.

Chyba najgorsze jest zafiksowanie się w swojej samotności, choć w trudnych chwilach ciężko tego uniknąć (stad mój wątek).

Reklama

4

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności

No masz ciężej, to fakt. Ja mam paczkę znajomych, którzy są singlami, łatwiej mi gdzieś z nimi wyjść. Wątpię czy bym sobie poradziła sama, w obcym mieście, nie wyobrażam sobie pojechać gdzieś sama na wycieczkę i podziwiam Cię, że Ty to robisz. wink
Wiem tylko, że nie warto fiksować się na samotności, to w niczym nie pomaga, czasem warto nawet na siłę odsuwać te myśli i wychodzić do ludzi. No i brać przykład z Piegowatej która jest mistrzynią w walce z samotnością. Skoro ona potrafiła, to Ty też potrafisz. wink

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

5 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-08-17 10:46:03)

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności

Pensjonarko (jaka, kurde, podstarzała?! wink ), myślę, że nikomu nie jest obce poczucie samotności, ja też go czasami doświadczam, a dawniej (jeszcze przed małżeństwem) dokuczało mi dość mocno. Przekonałam sie jednak z biegiem lat, że można wiele zmienić, jeśli się chce.
Moje dawne podstawowe błędy to było tkwienie w domu i nieprzejawianie żadnej inicjatywy. Czekałam, aż ktoś wyciągnie rękę do mnie.
Wiele nauczyłam się od mojej sąsiadki (przyjaźń zaczęła się od mojego i jej samotnego wyjścia na festyn na naszym rynku, gdzie się przypadkiem spotkałyśmy), która pierwsza zaprosiła mnie do swojego domu, śmiało wyciągała rękę, dzwoniła proponując różne wyjścia i spotkania. Po jej wyjeździe zbliżyłam się do koleżanki poznanej za jej pośrednictwem: któregoś dnia zatelefonowałam, pogadałam i umówiłam się na wieczorne piwko w pewnym lokalu. Pogadałyśmy od serducha smile Potem odwiedziłam ją, poznałam przy tej okazji jej "chłopaka", za którymś razem to on rzucił jej propozycję, żeby mnie zaprosić do jego mieszkania, gdzie z kolei poznałam ich wspólnego kolegę (na którym ponoć zrobiłam bardzo dobre wrażenie). I tak przez ludzi do ludzi. Da się, tylko trzeba śmielej i odważniej, a ja kiedyś bałam się narzucać. Dziś zauważam, że otwartość i pogoda bardzo zjednują mi ludzi. A pogoda bierze się właśnie z ludzkiej sympatii i robienia tego, co lubię. Pozytywne błędne koło.

Reklama
Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności

"Moje dawne podstawowe błędy to było tkwienie w domu i nieprzejawianie żadnej inicjatywy." - też je popełniałam, przez wiele lat. Zawsze miałam opory, żeby gdzieś pójść samej, bo sobie ludzie pomyślą, że jestem żałosna. Nawet jak miałam więcej znajomych to jakoś miałam zawsze pecha do domatorów, nigdy nie było z kim gdzieś jeździć, a jak się jeździło to słuchałam marudzenia. Stąd zaczęłam w końcu jeździć sama, bo lubię zwiedzać i jestem ciekawa świata.

Piegowata'76 - extra, że spotkałaś fajnych ludzi i zadziałała reakcja łańcuchowa smile. Myślę, że poznawanie nowych ludzi i poszerzanie grono znajomych powinno właśnie wychodzić tak naturalnie.
Miałam taki okres, kiedy bardzo starałam się być otwarta, wychodzić z inicjatywą, ale poznawałam ludzi z którymi gadka kompletnie się nie "kleiła", czułam się jakbym przeprowadzała wywiad i to jednak trochę ostudziło moje zapały. Zwątpiłam czy jestem ciekawą osobą, skoro czułam, że ktoś robi mi łaskę, że ze mną rozmawia. Nie wiem może wiało ode mnie desperacją? tongue

7 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-08-17 11:09:25)

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności
podstarzała_pensjonarka napisał/a:

Miałam taki okres, kiedy bardzo starałam się być otwarta, wychodzić z inicjatywą, ale poznawałam ludzi z którymi gadka kompletnie się nie "kleiła", czułam się jakbym przeprowadzała wywiad i to jednak trochę ostudziło moje zapały. Zwątpiłam czy jestem ciekawą osobą, skoro czułam, że ktoś robi mi łaskę, że ze mną rozmawia. Nie wiem może wiało ode mnie desperacją? tongue

Nie z każdym nam po drodze, nic na siłę. Mam na przykład szwagierkę (żonę byłego), która generalnie jest w porządku, a jednak do dziś (kilkanaście lat) nie potrafię przy niej być sobą. Staje się sztywna, zdystansowana, choć nic mi kobieta złego nie zrobiła, nawet przeciwnie. Ale jest zupełnie nie z mojej bajki. Nie znajduję też wspólnego języka z mężem mojej siostry, choć to chłop-poczciwina, i nasze konwersacje są mocno ograniczone. On do gaduł nie należy, zajmują go obce mi sprawy i zwyczajnie nie wiem, o czym z nim rozmawiać. Z większością ludzi jednak mam dobre relacje i spotyka mnie z ich strony wiele dobrego.

8

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności

wiecie tak mozna spodkac fajnych ludzi to prawda .
widzicie ja mieszkam na wsi jest to mała aglomeracja ludzka
gdzie tez kiedys wydawało mi sie ze poznalam fajnych ludzi ale okazali sie niestety wredni wrecz fałszywi .
i tak swoja samotnos zastepuje tym ze wole las tam oddycham  i przyjemne z pozytecznym , chociaz teraz na kilkanascie lat to moge sobie tylo pomarzyc bo po ostatniej nawałnicy chociaz moim zdaniem było to tornado nie ma lasu .
szkoda bo tam aprawde mozna naładowac akumulatory .
no i działka tez została zniszczona ale na drugi rok warzywa odrosna bo wsadze .
a moja kolejna pasja jest szydelko i tu tez swoja samotnosc chowam

9

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności

Pensjonarko Piegowata tak do końca naturalnie też tych ludzi nie poznała. Też musiała wykazać trochę inicjatywy, nie każdy wiąże jakąś nadzieję w poprawę swojej samotności przyjaźniąc się z sąsiadką.

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

10

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności
Myszeczka23 napisał/a:

Pensjonarko Piegowata tak do końca naturalnie też tych ludzi nie poznała. Też musiała wykazać trochę inicjatywy, nie każdy wiąże jakąś nadzieję w poprawę swojej samotności przyjaźniąc się z sąsiadką.

Ale w tym chyba nie ma nic złego. A czy inicjatywa wyklucza naturalność?
Z sąsiadką mijałyśmy się na klatce schodowej (było to moje nowe miejsce zamieszkania), mówiłyśmy sobie "dzień dobry", więc zagadanie do niej (a może to ona do mnie zagadała? Któż to dziś pamięta?) na tym pamiętnym festynie było naturalną konsekwencją rzeczy. Zjadłyśmy razem lody, wypiłyśmy piwo, kilka dni później zagadałyśmy do siebie pod blokiem, w końcu ona zaprosiła mnie do siebie na węgierskie wino... Moim zdaniem naturalność do kwadratu.

11 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-08-17 11:14:22)

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności

A propos tych "wywiadów", mam w pracy koleżankę, za którą nie przepadam. Jej styl rozmowy to właśnie seria pytań, co u mnie, kiedy mama przyjeżdża, a co tam u mojej siostry, nic od siebie. Nie czuję w tym naturalności ani porozumienia.
Lubię takie rozmowy, gdzie oboje możemy się otworzyć, kawałek duszy pokazać, podzielić się przeżyciami, refleksjami, doświadczeniami, pożartować i podumać poważnie.

12

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności

Tak, tylko wydaję mi się, że według Pensjonarki Ty dostałaś dar w postaci sąsiadki, która akurat jest podobna do Ciebie. A to nie do końca tak (przynajmniej mi się wydaję). Też trzeba było się trochę przełamać, na początku może się to nawet dziwne wydawało, żeby z sąsiadką się szczególnie zaprzyjaźniać, bo zazwyczaj to sąsiedzi są od kłaniania się na klatce i pożyczania cukru. tongue
Więc to nie jest tak, że pojawiła się sąsiadka, z którą od razu z miejsca coś zaiskrzyło. Zawsze trzeba trochę się przełamać, trochę pogadać i po pewnym czasie już naturalnie zaczyna się wyjaśniać, czy to bratnia dusza, czy jednak zawsze przy tej osobie trzeba będzie się wysilać, aby gadka się kleiła.

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności
Piegowata'76 napisał/a:

A propos tych "wywiadów", mam w pracy koleżankę, za którą nie przepadam. Jej styl rozmowy to właśnie seria pytań, co u mnie, kiedy mama przyjeżdża, a co tam u mojej siostry, nic od siebie. Nie czuję w tym naturalności ani porozumienia.
Lubię takie rozmowy, gdzie oboje możemy się otworzyć, kawałek duszy pokazać, podzielić się przeżyciami, refleksjami, doświadczeniami, pożartować i podumać poważnie.

z tym wywiadem to nie wydaje mi się, żebym była typem wścibskiej ciotki, co "pisze książkę" big_smile chodziło mi o sytuacje w którym starałam się pokazać zainteresowanie rozmówcą, a druga osoba nie wykazywała inicjatywy i nie było ciekawości z jej strony w postaci choćby zwrotki "a ty?". Więc już się nie zmuszam do prowadzenia rozmowy, jak nie iskrzy.

14

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności

tylko ie zawsze w sasiadce idzie znalesc bratnia dusze .
ja sie udalo to naprawde szukac takiej osoby przyjaciołki trudno .
bo tak jak wspomniałam na wsiach to ciezko .
mi tez sie wydawało ze znalazłam bratnia dusze w postaci sasiadki a okzaało sie odwrotnie
wiec ja np stwierdziłam jestem sama i tak jest lepiej i samotnosc
nie zaprzyjazniajac sie


ale nie mowie ze nie ma takich gdzie mozna znalesc prawdziwa przyjazn

15

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności
Myszeczka23 napisał/a:

bo zazwyczaj to sąsiedzi są od kłaniania się na klatce i pożyczania cukru. tongue

I tu, myślę, tkwi sedno samotności. Nie interesujemy się drugim człowiekiem, nasze kontakty są powierzchowne. A warto czasem przystanąć i z panią w warzywniaku zacząć od błahych uwag o pogodzie, a zakończyć na fascynującej rozmowie o życiu.
Odbyłam niejedną taką rozmowę. Kiedyś np. teściowa brata, niepozorna, nieefektowna babina, przysiadła się do mnie w parku i od słowa do słowa opowiedziała o swoich doświadczeniach z pogranicza życia i śmierci, bo zdarzyło się jej być po drugiej stronie. Byłam bardzo poruszona, a takie niby banalne i przypadkowe spotkanie.

16

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności
podstarzała_pensjonarka napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

A propos tych "wywiadów", mam w pracy koleżankę, za którą nie przepadam. Jej styl rozmowy to właśnie seria pytań, co u mnie, kiedy mama przyjeżdża, a co tam u mojej siostry, nic od siebie. Nie czuję w tym naturalności ani porozumienia.
Lubię takie rozmowy, gdzie oboje możemy się otworzyć, kawałek duszy pokazać, podzielić się przeżyciami, refleksjami, doświadczeniami, pożartować i podumać poważnie.

z tym wywiadem to nie wydaje mi się, żebym była typem wścibskiej ciotki, co "pisze książkę" big_smile chodziło mi o sytuacje w którym starałam się pokazać zainteresowanie rozmówcą, a druga osoba nie wykazywała inicjatywy i nie było ciekawości z jej strony w postaci choćby zwrotki "a ty?". Więc już się nie zmuszam do prowadzenia rozmowy, jak nie iskrzy.

Może po prostu pecha mialaś. Zdarza się. Nie warto się zrażać.

17

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności
elzbieta47 napisał/a:

tylko ie zawsze w sasiadce idzie znalesc bratnia dusze .

Owszem, nie zawsze, ale ktoś się w końcu zawsze znajdzie. A nawet jeśli nie okaże się stuprocentową bratnią duszą, to może zna kogos fajnego?

18

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności
Piegowata'76 napisał/a:
Myszeczka23 napisał/a:

bo zazwyczaj to sąsiedzi są od kłaniania się na klatce i pożyczania cukru. tongue

I tu, myślę, tkwi sedno samotności. Nie interesujemy się drugim człowiekiem, nasze kontakty są powierzchowne. A warto czasem przystanąć i z panią w warzywniaku zacząć od błahych uwag o pogodzie, a zakończyć na fascynującej rozmowie o życiu.
Odbyłam niejedną taką rozmowę. Kiedyś np. teściowa brata, niepozorna, nieefektowna babina, przysiadła się do mnie w parku i od słowa do słowa opowiedziała o swoich doświadczeniach z pogranicza życia i śmierci, bo zdarzyło się jej być po drugiej stronie. Byłam bardzo poruszona, a takie niby banalne i przypadkowe spotkanie.

Pewnie, że tak. big_smile
Ja tylko mówię, że nie było Ci pewnie od razu łatwo. Nikt na czole nie ma napisane "Twoja bratnia dusza". To nie łut szczęścia sprawił, że sąsiadka stała się przyjaciółką, ale próba kontaktu z nią, zaangażowania. wink

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

19 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-08-17 11:47:06)

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności
Myszeczka23 napisał/a:

Nikt na czole nie ma napisane "Twoja bratnia dusza". To nie łut szczęścia sprawił, że sąsiadka stała się przyjaciółką, ale próba kontaktu z nią, zaangażowania. wink

Jedno i drugie smile I szczęśliwy zbieg okoliczności, i nasza obopólna chęć nawiązania kontaktu.
A czy mi było łatwo, czy nie? Ot, po prostu zaczęłyśmy rozmawiać i okazało się, że mamy o czym.

20

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności

tak ieraz wspolny tryb zycia , wspolne zainteresowania czy wspolne tematy łacza .
a nawet to gdy ktos lubi tanczyc czy muzyka tez łaczy .

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności
elzbieta47 napisał/a:

tak ieraz wspolny tryb zycia , wspolne zainteresowania czy wspolne tematy łacza .
a nawet to gdy ktos lubi tanczyc czy muzyka tez łaczy .

dokładnie, bez tego ani rusz, musi być jakiś punkt zaczepienia.

22

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności

Jak przyjedziesz tutaj tongue to najpierw będziesz musiała zbudować relacje z nowymi osobami np. z pracy, no po prostu zaprzyjaźnić się z nimi aby chcieli cie ze sobą zabierać na jakieś wyjścia.
Latem Stolica raczej nie jest bardzo atrakcyjna, oczywiście jest sporo fajnych imprez nad Wisłą (oo nawet byłem w zeszłą sobotę tongue) ale ty przecież nie lubisz raczej takich atrakcji tak więc chyba odpada.
Zimą jest lepiej w porównaniu do lata (jak lato to najlepiej morze wg. mnie smile ) bo jest masę różnych lokali-restauracji, urokliwych knajpek, barków do których można pójść ze znajomymi. Czasami może się zdarzyć, że facet jakiś zagada. Moja ekipa to nawet znajdując się w "głupim" kebabie potrafi "zaatakować" cel wink big_smile

Pseudo: WuWuś big_smile 63463780

23

Odp: Potrzeba zmian a widmo samotności
On-WuWuA-83 napisał/a:

Jak przyjedziesz tutaj tongue to najpierw będziesz musiała zbudować relacje z nowymi osobami np. z pracy, no po prostu zaprzyjaźnić się z nimi aby chcieli cie ze sobą zabierać na jakieś wyjścia.
Latem Stolica raczej nie jest bardzo atrakcyjna, oczywiście jest sporo fajnych imprez nad Wisłą (oo nawet byłem w zeszłą sobotę tongue) ale ty przecież nie lubisz raczej takich atrakcji tak więc chyba odpada.
Zimą jest lepiej w porównaniu do lata (jak lato to najlepiej morze wg. mnie smile ) bo jest masę różnych lokali-restauracji, urokliwych knajpek, barków do których można pójść ze znajomymi. Czasami może się zdarzyć, że facet jakiś zagada. Moja ekipa to nawet znajdując się w "głupim" kebabie potrafi "zaatakować" cel wink big_smile

Przyjaźni w pracy zupełnie sobie nie wyobrażam, ale podobno czasem się udaje.

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Potrzeba zmian a widmo samotności

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016