Na szacunek trzeba sobie zapracować. I to bardzo solidnie.
Absolutnie się nie zgodzę, że szacunek należy się komukolwiek "z automatu". Pierwsze co należy dawać dzieciom - to oprócz zdrowej miłości - dobry przykład. Dzieci to barometry, najczulsze "urządzenia" uczące się przez obserwację. Są najbardziej surowymi sędziami - nie przetrawią żadnej ściemy.
Jeżeli rodzic jest złym człowiekiem - szacunek mu się po prostu nie należy. A wymaganie go - bo jestem Twoją matką/ojcem, i mimo że postępuję źle, nieetycznie, oszukuję, uchlewam się, biję, jestem nieodpowiedzialna/y, jestem nadopiekuńcza/y, nie mam własnego życia - więc zajmuję się Twoim, nikogo nie szanuję, jestem hipokrytą, (niepotrzebne skreślić) etc. - mnie wolno bo jestem rodzicem, a Tobie nie, bo jesteś dzieckiem i masz mnie słuchać - więc wymaganie takiego szacunku jest po prostu śmieszne. Prowadzi do patologicznych sytuacji, szantażu emocjonalnego - rodzic "z automatu" dostaje palpitacji, duszności, globusa, migotania przedsionków i łupania w krzyżu - jako odpowiedź na jakikolwiek przejaw autonomii ze strony dziecka.
Uwielbiam też teksty - szcególnie mam typu - rodziłam Cię 342 godziny w bólach, a Ty mi tym odpłacasz? Poświęciłam (tak, tak bo macierzyństwo nie jest powołaniem czy obowiązkiem tylko poświęceniem = tak jak wolontariat w sierocińcu w Ugandzie) dla Ciebie najlepsze lata swojego życia, kto przy Tobie siedzial jak miałeś świnkę, ospę, różyczkę, katar sienny, etc.?
Absolutnie na szacunek drodzy parafianie trzeba sobie zapracować.
A jako przykazanie pierwsze postawiłabym w takim przypadku - Po pierwsze primo - dorośnij. Niekoniecznie Ty córko - ale Ty rodzicu.
Jestem matką. Z moim ojcem nie utrzymuję żadnego kontaktu od lat, bo go absolutnie nie szanuję. Pracował na to bardzo długo.