Prawie Ideał :) - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

Temat: Prawie Ideał :)

Potrzebuję świeżego spojrzenia na mój problem, może ktoś mi coś poradzi.
Od pół roku spotykam się ze wspaniałym chłopakiem. Kochamy się bardzo. jest to na razie miłość na odległość, ale z tym również dajemy sobie radę. Problem jest niestety alkohol.
Od początku naszego związku zaniepokoił mnie fakt, że gdy mój ukochany wychodzi z kolegami, w pewnym momencie traci ze mną kontakt, twierdząc potem, ze film mu się urwał. A gdy zdarzy mu się ze mną porozumieć, nie ma szans się z nim dogadać. Nie jestem świętą, zagorzałą przeciwniczką alkoholu. Nie o to mi chodzi. Uważam, że alkohol też jest dla ludzi, jak wszystko. ale kulturalne picie a upijanie się do nieprzytomności nieco się różni od siebie. Próbowałam z nim o tym rozmawiać, ale skutku nie przyniosło to żadnego. On twierdzi, że jak się "zresetuje" od czasu do czasu to krzywda się nikomu nie dzieje. Nie widzi w tym problemu, zresztą potem nic nie pamięta, więc mnie to nie dziwi.
No cóż, kilka dni temu byłam po raz pierwszy naocznym świadkiem takiego "resetu". To było poniżające, wychodziliśmy od jego znajomych z mocno zakrapianej imprezy, on ledwo 3mał się na nogach, ja też trochę wypiłam, ale nie w tym sęk. To co sobą reprezentował w tamtej chwili było żenujące, poniżające, poczułam odruch wymiotny do człowieka, którego tak bardzo kocham. Gdy udało mi się go dowlec do domu, zasnął na dywanie. Pomimo moich próśb nie udało mu się dotrzeć do łóżka. W tym momencie miarka się przebrała. Nie miałam ochoty się z nim użerać, ciągnąc go na siłę. To było takie okropne. Poczułam że to nie jest ktoś kogo bym chciała kochać i jak mogę go szanować?
Byłam w kilku długich związkach, w jednym z nich, jeszcze na studiach, alkohol był wszechobecny. Nie chce tego powtarzać, nie mam na to siły.
Ja sama nie jestem bez wad, jestem zimna i ciężko mi wypowiedzieć na głos "kocham cię", mama swoje wady, ale pracuje nad nimi. Ale nie o tym tu chciałam pisać. Chodzi mi o to że wkładam w siebie dużo pracy, od półtora roku chodzę do psychologa, chce zmienić siebie, nie popełniać wciąż tych samych błędów, nie wchodzić w te same związki bez przyszłości.
Patrząc na niego, śpiącego na tej podłodze, pomyślałam, że ja nie chce tego i nie zasługuje na takie traktowanie z jego strony. Chce czegoś więcej od życia.
Rozmawiałam z nim o tym, dąsałam się, próbowałam mu wytłumaczyć, jak to wygląda, jak siebie nie szanuje...ale grochem o ścianę.
Choć serce mi pękało powiedziałam mu więc że odchodzę. On oczywiście nie przyjmuje tego do wiadomości. twierdzi, że robię z niego pijaka, tak zresztą nazwałam rzeczy po imieniu.
Nie wiem, co mam robić. Jestem świadoma konsekwencji swojej decyzji. To naprawdę może być koniec, ale oczywiście się łudzę, że może to nim wstrząśnie, może przejrzy na oczy, ze jeśli mnie kocha to w końcu zastanowi się nad sobą. Ale z drugiej strony wiem, że nie mam co się łudzić, ze go zmienię. Kobiety mają już tak, że chcą zmieniać mężczyzn, ja wiem, ze to złudzenie. Człowiek może się zmienić, ale tylko i wyłącznie gdy sam tego chce. Boje się. Nie chce popełniać tych samych błędów co dawniej. Żyć od kłótni do kłótni. Kiedyś wydawało mi się to normalne, wychowałam się w domu, w którym było przez jakiś czas dobrze, potem był etap 3 dniowego melanżu mego ojca, potem tydzień ciszy w domu, gdy słychać było nawet tykanie zegara (czasem o tym żartuje, nazywając to koszmarem mojego dzieciństwa), potem sielanka pogodzenia się...i znowu to samo. Z zewnątrz wszystko wyglądało ok, w środku niekoniecznie. Jestem więc córka alkoholika, obecnie niepijącego na szczęście. Mam więc tendencję do wybierania sobie takich a nie innych partnerów.
Nie wiem co robić. Rozum mówi uciekaj gdzie pieprz rośnie...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Prawie Ideał :)

Mojemu facetowi też się zdarzyło upić i to jeszcze w pracy z kolegami. Poza tym zdarzyło u się wypić, ale nie na taką skalę. Mój chłopak wie, że jeszcze jedna taka akcja i nie będę już raczej chciała z nim być. Wtedy dodatkowo mieliśmy się spotkać, a tak się zachował.
Skoro mówisz, że Twojemu facetowi to się zdarza często to tym bardziej dobrze zrobiłaś. Gdyby mojemu partnerowi to często się zdarzało, to sądzę, że też bym go pognała, mimo miłości jaką go darzę. Ja eż nienawidzę takich alkoholików, zgadzam się, że można wypić, ale kulturalnie. Fcet tym bardziej dorosły powinien już wiedzieć ile może wypić , by nie upić się, więc jak ciągle przekracza tą graniće, to raczej nie jest porządny materiał na faceta.
Bądź silna, przyda się. Dasz sobie radę.

3

Odp: Prawie Ideał :)

Droga Słoneczniczko ... Z tego, co piszesz facet ma problem. Niestety, upijanie się do takiego stanu, że zasypia się na podłodze nie jest normalne... Tym bardziej, przy kimś kogo się kocha. Jeżeli teraz nie ma hamulców, to kiedy je włączy? Jak będziecie małżeństwem? Kiedy juz będzie miał pewność, że jesteś jego? Dziś jesteście w wolnym związku, a już są problemy, gdzie człowiek o człowieka powinien walczyć i pokazywać to, co najlepsze... A tu takie wpadki. Kochasz... to powinno dodawać skrzydeł, a nie być udręką, więc albo jakieś ultimatum, albo uciekaj....

4

Odp: Prawie Ideał :)
truskaweczka19 napisał/a:

Mojemu facetowi też się zdarzyło upić i to jeszcze w pracy z kolegami. Poza tym zdarzyło u się wypić, ale nie na taką skalę. Mój chłopak wie, że jeszcze jedna taka akcja i nie będę już raczej chciała z nim być. Wtedy dodatkowo mieliśmy się spotkać, a tak się zachował.
Skoro mówisz, że Twojemu facetowi to się zdarza często to tym bardziej dobrze zrobiłaś. Gdyby mojemu partnerowi to często się zdarzało, to sądzę, że też bym go pognała, mimo miłości jaką go darzę. Ja eż nienawidzę takich alkoholików, zgadzam się, że można wypić, ale kulturalnie. Fcet tym bardziej dorosły powinien już wiedzieć ile może wypić , by nie upić się, więc jak ciągle przekracza tą graniće, to raczej nie jest porządny materiał na faceta.
Bądź silna, przyda się. Dasz sobie radę.

A gdzie znaleźć porządny materiał na faceta...serce nie sługa, dopiero będąc z kimś w związku możemy go poznać, tak to już jest na tym świecie...
Najbardziej mnie boli to, że ten Mój "Materiał" jest porządny...odpowiedzialny, inteligentny, jest naprawdę bardzo wartościowym człowiekiem mógłby osiągnąć w życie naprawdę wiele, gdyby tylko chciał...nie mogę patrzeć jak niezmordowanie sam pod sobą kopie wielki dół...
Ten związek był inny niż poprzednie, po części dlatego, że ja jestem inna...nigdy jednak nie czułam się tak bardzo "kochana", to cudowne uczucie...
Długo broniłam się przed tą miłością, tak bardzo ostrożnie, z dystansem próbowałam zaufać...i gdy wreszcie poddałam się tej miłości bezgranicznie...
...siedzę, czekam na cud i cichutko w kącie sobie płaczę...

5

Odp: Prawie Ideał :)
gabrycha napisał/a:

Droga Słoneczniczko ... Z tego, co piszesz facet ma problem. Niestety, upijanie się do takiego stanu, że zasypia się na podłodze nie jest normalne... Tym bardziej, przy kimś kogo się kocha. Jeżeli teraz nie ma hamulców, to kiedy je włączy? Jak będziecie małżeństwem? Kiedy juz będzie miał pewność, że jesteś jego? Dziś jesteście w wolnym związku, a już są problemy, gdzie człowiek o człowieka powinien walczyć i pokazywać to, co najlepsze... A tu takie wpadki. Kochasz... to powinno dodawać skrzydeł, a nie być udręką, więc albo jakieś ultimatum, albo uciekaj....

Małżeństwem? Ja tak bardzo boję się kochać, że to słowo nie przechodzi mi nawet przez gardło...
Przyznanie się przed samym sobą, że ma się problem wymaga nie lada odwagi i dojrzałości...ale na własnej skórze przekonałam się, że jest możliwe...

6

Odp: Prawie Ideał :)

No i przegrałam...
Ten mój rozum to taki jest kurde mądraliński...już mi w maju powiedział uciekaj!!! ale głupie serce zostało...i dzielnie walczyło, dało z siebie wszystko, tłumaczyło, prosiło, łudziło się że się ułoży wierząc w zapewnienia i obietnice...
A teraz tylko gorzej boli...Ostatni miesiąc to "m-c męczeński" tak, tak go będę nazywać...ha
O ja męczennica głupiutka na własne życzenie wbijałam sobie igły w serducho... powolutku przez cały m-c...
A on coraz bardziej mnie olewał, po prostu odpuścił i dawał mi do zrozumienia wszelkimi sposobami, że już mnie nie chce sad
Ale ja ślepo się łudziłam, że może faktycznie ma zły okres, ze ma prawo do takiej reakcji, ze wieje chłodem tylko przez przypadek...bo przecież powiedział że mam rację, że czas na zmiany i ze dla mnie się zmieni...a robił zupełnie co innego...
ech...
Faceci to tchórze, sorry, ze tak ogólnikowo...na pewno nie wszyscy, bla bla bla...
i raptem zaczął być zmęczony, nie miał dla mnie czasu, energii, nawet brakiem pieniędzy się zasłaniał...
A gdy wymawiał się chorobą...to potem się okazywało jak się leczył smile))

I choć wiem, że w chwili gdy to się stało, powinnam odejść...w chwili gdy zrozumiałam, ze to koniec powinnam usunąć jego numer z telefonu i zapomnieć, ze istniał...a jednak się pastwię sama nad sobą...doszukuje się w tym swojej winy...
W dodatku on mi wmawia, że to moja wina, że to wina mojej "ostrej reakcji" na jego potknięcie....
Ale ile razy się można potykać...o własne nogi w dodatku...
On jest taki biedny, zagubiony, nie wie czego chce...ma trudny okres, użala się nad sobą...
Szkoda, że nie liczyłam ile razy w ciągu maja i czerwca usłyszałam "nie wiem" myślę ze padł by jakiś mały rekordzik smile


W swojej głowie przerobiłam już różne opcje i podejrzenia o inną...

Ale prawda jest taka, że wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią...

Że on się mnie przestraszył...mojej siły, pewności, moich planów...tego że mam plan, że wiem na czym mi zależy i znam swoją wartości, jak to określił "nie czuł się przy mnie mężczyzną"
a gwarantuje, że fizycznie jestem bardzo kobieca smile
a może był zbyt leniwy, żeby coś w sobie zmienić, ja to już sobie ubzdurałam, że jestem "za"...
"Za" = za gruba, za niska, za brzydka, za głupia, za biedna itp...skoro dla mnie nie warto się zmieniać...bo przecież miłość mury przenosi...
A zakochany mężczyzna zrobi dla kobiety wszystko...
Wyciągnęłam rękę...chciałam mu pomóc...
JAKIE TE BABY TO GŁUPIE!!!

hahahahah

Co druga historia na tym forum jest podobna do mojej, masakra, czy w tym kraju żyją same zakompleksione kobiety, które dziękują Bogu gdy jakiś mężczyzna je w ogóle pokocha...aż mi się wierzyć nie chce w to co piszę...

"To nic, że pije i bije, ale mnie kocha..."

W tej chwili życzę mu jak najgorzej , bo czuje się zraniona i odrzucona, ale mam nadzieję, że już niedługo zapomnę, bo nie che nosić w sercu złości...
...gdy tylko przestanie boleć...

7

Odp: Prawie Ideał :)
slonecznik napisał/a:

No i przegrałam...

nie moja droga... wygrałaś!!

gratuluję dojrzałej analizy.... jesteś mądra... dla niego niestety za mądra.... smile:)

trzymaj głowę wysoko... wygrałaś!

8

Odp: Prawie Ideał :)

Prawie jednak robi różnice smile

Właściwie to On przegrał z alkoholem. Jednak napisałaś, że "czułaś się tak bardzo kochana", więc jakoś musiał On sprawiać ten stan. Jeśli sam kochał, to jak ta miłość mogła mu nie dać siły na walkę z chorobą. Chyba nie można kochać wódki i kobiety jednocześnie, jeśli miłość do "jednego" wyklucza miłość do "drugiego" albo po prostu "coś" kocha się bardziej.
Choć jeśli spojrzę w przeszłość, na mojego Ojca to wiem, że kochał mnie i moją Matkę, a problem z alkoholem był słabością i nie wiązał się z żadnym uczuciem. Nie przetrwał swojego dzieciństwa, tzn. przetrwał, ale nie wyszedł z niego cało. W dorosłe życie wszedł już ze zniszczoną psychiką, a czasy komuny i propagandy alkoholowej dokończyły dzieła, ale nie o tym tu..

Pytanie co zniszczyło Twój Ideał. Jeśli pił do momentu urwania filmu ("resetu") oznacza to, że nie chciał żyć, a więc coś musiało go przytłaczać. Alkohol to znieczulenie na życie (rzeczywistość). Po to się ucieka w niebyt, aby nie czuć nic, bo nic jest lepsze od bólu. Czy można to rozpatrywać jako tchórzostwo, w pewnym sensie na pewno, jednak czy można nazwać tchórzem człowieka zwyczajnie słabego, który nie ma siły stawić czoła swoim słabością i też wie, że nikt za niego nie może stanąć do tej walki? To jest właśnie to o czym pisałaś:

slonecznik napisał/a:

Kobiety mają już tak, że chcą zmieniać mężczyzn, ja wiem, ze to złudzenie. Człowiek może się zmienić, ale tylko i wyłącznie gdy sam tego chce.

czyli, gdy w życiu już padniesz na glębę i leżysz, musisz sama znaleźć w sobie siłę choćby na wyciągnięcie ręki do kogoś, oczywiście jeśli w pobliżu jest ktoś komu na Tobie zależy i chce Ci pomóc. Istnieją walki w życiu, które trzeba stoczyć samemu.


Serce zawsze walczy do końca smile I tak właściwie to wygrałaś z potrzebą kochania i bycia kochaną, chyba siłą napędową życia. Nie lada wyzwanie stanąć na przeciw tej potrzebie. Kobiety, które nie są w stanie jej się przeciwstawić i trafiają na alkoholików kończą właśnie tak: "To nic, że pije i bije, ale mnie kocha...". Boli jak cholera, no ale tak to już jest po walce, odniesione rany bolą jak się zaczynają goić wink

Jeśli faktycznie był On słabszy od Ciebie, tak jak na to wskazują "wszystkie znaki na niebie i ziemi" to pewnie już wiesz co może przynieść Ci ulgę w cierpieniu. Po prostu musisz mu wybaczyć. Umiejętność wybaczania jest domeną ludzi silnych, bo wymaga pewnego wysiłku, którego zdecydowanie nie chcą wykonać na rzecz osoby znienawidzonej. Nienawiść, noszenie urazy nie daje nic dobrego, ogranicza nas tylko, zabiera dobrą energię. Jeśli potrafisz zrozumieć to, że On nie był w stanie dać Ci tego, czego chciałaś, bo był słabszy, a Ty byłaś silniejsza to nie daj się porwać uczuciu wyższości, tylko wybacz mu, że nie potrafił.. Jeśli Ci się to kiedyś uda, to zobaczysz, że zaowocuje spokojem i ukojeniem w sercu.
Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach mało jest osób, które potrafią prawdziwie wybaczać, bo żeby wybaczyć trzeba najpierw zrozumieć, a nie chcą nawet spróbować zrozumieć, łatwiej i szybciej jest oddać się ślepej nienawiści, a Ona zostaje, psuje nas od środka, zmienia nas w gorszych ludzi. Nie można przecież nienawidzić kogoś, kto nie był w stanie dotrzymać nam kroku w życiu.

slonecznik napisał/a:

Ja sama nie jestem bez wad, jestem zimna

Mówisz smile Tu jakoś tego nie widać. Oczywiście nie znamy się, ale mi by bardziej pasowało "nie jestem zbyt wylewna i ciężko mi wypowiedzieć na głos "kocham cię"", tzn. to mi bardziej pasuje do Ciebie, bo sam taki właśnie jestem. Wiesz na pewno, że to, co piszesz i jak piszesz przedstawia w jakiejś mierze Twoją osobowość no i powiem Ci, że w moim odczuciu jest nieźle smile I choć daleko mi do Patricka Jane'a (Mentalisty), to powiem Ci, że zdecydowanie nie jest zimno. Gdybym miał zobrazować, powiedziałbym, że jest tęcza, tęcza emocji - jest smutek, jest rozsądek, jest naiwność, jest humor, jest miłość, jest mądrość, jest zastanowienie, jest fantazja, jest szczerość, jest niepewność i pewność zarazem, jest zdystansowanie (do samej siebie), jest dojrzałość, nawet jest męczeństwo! (O_o - to też rzadkość w tych czasach hehe), są nawet polskie znaki i poprawna ortografia, no jest tego sporo (może nawet więcej, tylko mój zasób słów jest cienki tongue). Gdyby tak się zamknąć w jednym słowie to aż chciałoby się powiedzieć: po prostu jest prawdziwa kobiecość (i to nawet pomijam tą fizyczną).
Więc nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci poznania w niedalekiej przyszłości takiego faceta, któremu zaufasz na tyle (i będzie godny Twojego zaufania), że uda Ci się otworzyć przed nim i pokazać tą Tęczę.

Dobra, starczy tego dobrego, bo właśnie sam stałem się zbyt wylewny, a Ty jeszcze mi uwierzysz i pomyślisz sobie, że jesteś taka fajna i w ogóle, a tytuł tego tematu to o Tobie..:P


Sory, że tyle tego, ale czasami tak mam, że się wkręcam "bardziej" i piszę co mi się w głowie urodzi (ponoć czasem zdarza się nawet coś sensownego) wink

Pozdrawiam.

9

Odp: Prawie Ideał :)
katbe napisał/a:
slonecznik napisał/a:

No i przegrałam...

nie moja droga... wygrałaś!!

gratuluję dojrzałej analizy.... jesteś mądra... dla niego niestety za mądra.... smile:)

trzymaj głowę wysoko... wygrałaś!

Dzięki smile w tej chwili każde dobre słowa jest balsamem dla mojej duszy

10

Odp: Prawie Ideał :)
Mareczek napisał/a:

Prawie jednak robi różnice smile

Właściwie to On przegrał z alkoholem. Jednak napisałaś, że "czułaś się tak bardzo kochana", więc jakoś musiał On sprawiać ten stan. Jeśli sam kochał, to jak ta miłość mogła mu nie dać siły na walkę z chorobą. Chyba nie można kochać wódki i kobiety jednocześnie, jeśli miłość do "jednego" wyklucza miłość do "drugiego" albo po prostu "coś" kocha się bardziej.
Choć jeśli spojrzę w przeszłość, na mojego Ojca to wiem, że kochał mnie i moją Matkę, a problem z alkoholem był słabością i nie wiązał się z żadnym uczuciem. Nie przetrwał swojego dzieciństwa, tzn. przetrwał, ale nie wyszedł z niego cało. W dorosłe życie wszedł już ze zniszczoną psychiką, a czasy komuny i propagandy alkoholowej dokończyły dzieła, ale nie o tym tu..

Pytanie co zniszczyło Twój Ideał. Jeśli pił do momentu urwania filmu ("resetu") oznacza to, że nie chciał żyć, a więc coś musiało go przytłaczać. Alkohol to znieczulenie na życie (rzeczywistość). Po to się ucieka w niebyt, aby nie czuć nic, bo nic jest lepsze od bólu. Czy można to rozpatrywać jako tchórzostwo, w pewnym sensie na pewno, jednak czy można nazwać tchórzem człowieka zwyczajnie słabego, który nie ma siły stawić czoła swoim słabością i też wie, że nikt za niego nie może stanąć do tej walki? To jest właśnie to o czym pisałaś:

slonecznik napisał/a:

Kobiety mają już tak, że chcą zmieniać mężczyzn, ja wiem, ze to złudzenie. Człowiek może się zmienić, ale tylko i wyłącznie gdy sam tego chce.

czyli, gdy w życiu już padniesz na glębę i leżysz, musisz sama znaleźć w sobie siłę choćby na wyciągnięcie ręki do kogoś, oczywiście jeśli w pobliżu jest ktoś komu na Tobie zależy i chce Ci pomóc. Istnieją walki w życiu, które trzeba stoczyć samemu.


Serce zawsze walczy do końca smile I tak właściwie to wygrałaś z potrzebą kochania i bycia kochaną, chyba siłą napędową życia. Nie lada wyzwanie stanąć na przeciw tej potrzebie. Kobiety, które nie są w stanie jej się przeciwstawić i trafiają na alkoholików kończą właśnie tak: "To nic, że pije i bije, ale mnie kocha...". Boli jak cholera, no ale tak to już jest po walce, odniesione rany bolą jak się zaczynają goić wink

Jeśli faktycznie był On słabszy od Ciebie, tak jak na to wskazują "wszystkie znaki na niebie i ziemi" to pewnie już wiesz co może przynieść Ci ulgę w cierpieniu. Po prostu musisz mu wybaczyć. Umiejętność wybaczania jest domeną ludzi silnych, bo wymaga pewnego wysiłku, którego zdecydowanie nie chcą wykonać na rzecz osoby znienawidzonej. Nienawiść, noszenie urazy nie daje nic dobrego, ogranicza nas tylko, zabiera dobrą energię. Jeśli potrafisz zrozumieć to, że On nie był w stanie dać Ci tego, czego chciałaś, bo był słabszy, a Ty byłaś silniejsza to nie daj się porwać uczuciu wyższości, tylko wybacz mu, że nie potrafił.. Jeśli Ci się to kiedyś uda, to zobaczysz, że zaowocuje spokojem i ukojeniem w sercu.
Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach mało jest osób, które potrafią prawdziwie wybaczać, bo żeby wybaczyć trzeba najpierw zrozumieć, a nie chcą nawet spróbować zrozumieć, łatwiej i szybciej jest oddać się ślepej nienawiści, a Ona zostaje, psuje nas od środka, zmienia nas w gorszych ludzi. Nie można przecież nienawidzić kogoś, kto nie był w stanie dotrzymać nam kroku w życiu.

slonecznik napisał/a:

Ja sama nie jestem bez wad, jestem zimna

Mówisz smile Tu jakoś tego nie widać. Oczywiście nie znamy się, ale mi by bardziej pasowało "nie jestem zbyt wylewna i ciężko mi wypowiedzieć na głos "kocham cię"", tzn. to mi bardziej pasuje do Ciebie, bo sam taki właśnie jestem. Wiesz na pewno, że to, co piszesz i jak piszesz przedstawia w jakiejś mierze Twoją osobowość no i powiem Ci, że w moim odczuciu jest nieźle smile I choć daleko mi do Patricka Jane'a (Mentalisty), to powiem Ci, że zdecydowanie nie jest zimno. Gdybym miał zobrazować, powiedziałbym, że jest tęcza, tęcza emocji - jest smutek, jest rozsądek, jest naiwność, jest humor, jest miłość, jest mądrość, jest zastanowienie, jest fantazja, jest szczerość, jest niepewność i pewność zarazem, jest zdystansowanie (do samej siebie), jest dojrzałość, nawet jest męczeństwo! (O_o - to też rzadkość w tych czasach hehe), są nawet polskie znaki i poprawna ortografia, no jest tego sporo (może nawet więcej, tylko mój zasób słów jest cienki tongue). Gdyby tak się zamknąć w jednym słowie to aż chciałoby się powiedzieć: po prostu jest prawdziwa kobiecość (i to nawet pomijam tą fizyczną).
Więc nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci poznania w niedalekiej przyszłości takiego faceta, któremu zaufasz na tyle (i będzie godny Twojego zaufania), że uda Ci się otworzyć przed nim i pokazać tą Tęczę.

Dobra, starczy tego dobrego, bo właśnie sam stałem się zbyt wylewny, a Ty jeszcze mi uwierzysz i pomyślisz sobie, że jesteś taka fajna i w ogóle, a tytuł tego tematu to o Tobie..:P


Sory, że tyle tego, ale czasami tak mam, że się wkręcam "bardziej" i piszę co mi się w głowie urodzi (ponoć czasem zdarza się nawet coś sensownego) wink

Pozdrawiam.

Wow, Dziękuję smile
Fajnie piszesz...

Twoje słowa dodały mi siły...
Wiem, że muszę wybaczyć, chcę tego bardzo, niestety na dzień dzisiejszy nie mogę sobie poradzić z uczuciem porażki, którą odczuwam...i tak się snuje jak męczennica jakaś smile
I choć realnie patrząc, wiem, że nie mogę się obwiniać, a jednak to robię...
Na wszystko trzeba czasu, być może muszę przepłakać swoje, żeby zeszło ze mnie to przykre uczucie...
Dawniej, gdy przychodził ból rozstania...uciekałam...
W imprezy, w alkohol, w mordercze uprawianie sportu, do innego miasta...udając, że nic się nie stało, że Ja światu pokażę, że nic mnie nie złamie. Ale z perspektywy czasu, wiem, że od bólu się nie ucieknie, bo będzie nas zżerał od środka, dogoni nas ...nawet po roku czy dwóch...nawet 300 km dalej
Dziękuję i pozdrawiam smile

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024