... ale jestem ofiarą losu.
Wydawało mi się, że mam wszystko. Krótko przed maturą wyprowadziłam się z domu do mojego chłopaka, z którym byłam wtedy prawie rok. Maciek jest 2 lata starszy i wtedy już regularnie pracował, jest mechanikiem samochodowym. Dopiero co wynajął mieszkanie i od razu chciał mnie tam! Byłam wniebowzięta. I nie chodziło tylko o seks, bo choć robiliśmy to często, to nie mieliśmy problemu z miejscem. Nasi rodzice nigdy nie robili z tym problemów. Można by zapytać dlaczego się wyprowadziłam? Mnie to wydaje się naturalne, że dorosły człowiek jak najszybciej chce się z domu rodzinnego wynieść i założyć własny.
Po roku wspólnego mieszkania Maciek mi się oświadczył. Ze ślubem chcieliśmy jeszcze trochę poczekać, bo i w jego i w mojej rodzinie dopiero co były i planowane są następne. Czekaliśmy na swoją kolej. Powoli jednak się szykowaliśmy do tego. Po maturze poszłam do pracy (najpierw w sklepie, później zaczęłam kelnerować) i na studia. Byliśmy samodzielni i szczęśliwi. Tak mi się wydawało.
Złudzenie zaczęło walić się w sylwestra. Byliśmy u naszego wspólnego znajomego, w domu jego rodziców. Była tam też siostra naszego znajomego, osoba której się nie da nie lubić. Wesoła, zażywna. Często żałowałam, że nie była moją dobrą znajomą. To taka osoba, z którą każdy chce się zadawać, być jej znajomym. Ale ona sama o tych znajomych nie zabiega, bo nie musi. Ma ich na pęczki. No i ta dziewczyna tym razem wydała mi się podejrzana. Jakieś spojrzenia, półsłówka. Widziałam jak mój Maciek na nią spogląda i jak ona zerka na niego. Coś go zagadnęłam o nią, to mnie zbył. Podejrzane.
Od tego momentu zaczęłam węszyć. Nigdy czegoś takiego nie czułam, nigdy nie miałam żadnych podejrzeń. Ale wtedy od razu przypomniałam sobie wszystkie nieistotne szczegóły, jakieś imprezy, wyjazdy. I powoli zaczęłam składać wszystko do kupy. To trwało co najmniej kilkanaście miesięcy. Ona przyłaziła do niego do pracy, wyciągała do siebie. Później on szedł na imprezę z kolegami, ci koledzy nie wiedzieli, że jakaś impreza jest. Nie wiem ile razy, jak często itd. Chyba nawet nie chcę wiedzieć.
Upewniłam się 2 a może 3 tygodnie temu. Wystarczyła niewielka czujność, żeby do tego dojść. Nie krył się specjalnie a ja głupia mu ciągle wierzyłam. Jakiś sms w środku nocy, wieczorne siedzenie przed komputerem. Tylko po co on był ze mną.
Rzuciłam mu to w twarz, nie zaprzeczył. Nie umiał się wytłumaczyć.
Ciągle się zastanawiam dlaczego?
Dlaczego? Po co? Przecież było nam tak cudownie!
A teraz nie chcę go znać.