Witam ![]()
mam pewien dylemat..
spotykam sie z facetem od prau miesiecy, bylismy 'chwile' razem jako para, ale dalej sie tak zachowujemy.. wiec dlaczego nie mozemy byc razem? wczesniej sie przed nim nie otworzylam, to on zawsze mowil o jakims uczuciu, ale nie o milosci..
wiem, ze cos do niego czuje, wyznalam mu to: zlapalam go za reke i powiedzialam,ze nie chce zadnych kompromisow,bo zyciowe kompromisy nigdy nie wychodza na dobre..ze jest mi z nim dobrze, stal mi sie bliski za pomoca cieplych gestow,przytulania,calusow, slowa wcale nie sa konieczne..ze czuje cos takiego, ze nie umiem tego opisac slowami..ze zalezy mi na nim,ze przezywam to wszystko,ale sie nie poddaje..no i ze zapamietam kazdy szczegol z naszych spotkan,rozmow..mimo tego co stanie sie kiedys-czy on kogos znajdzie czy nie.. ze zapamietam kazdy szczegol jego twarzy,kazda ryse...
on jednak nie chce sie wiazac z kims tylko po to,zbey z kims byc.. mowil, ze on sam siebie nie rozumie, ze on chcialby miec kogos, z kim moglby kroczyc przez zycie.. ale nie szuka juz zwiazku na x miesiecy czy rok czasu.. a to, ze ma swoje przekonanie 'nie sprobujesz to nie bedziesz wiedziec', a sie do niego nie stosuje to on sam uwaza za conajmniej dziwne.. mowi, ze jesli chodzi o uczucia to jest trudny, ciezki.. nie czesto o tym mysli, bo i tak nie umie znalezc odpowiedzi na pewnie pytania..
W tym co mowi jest duzo racji, ja go rozumiem, ale z drugiej strony sama cierpie i walcze ze soba.. a skoro juz tyle czasu jest sam to moze mu tak i lepiej ?! moze sie juz do tego przyzwyczail.. ale to by nie mowil, ze chce byc z kims, ale czeka na ta swoja 100%pewnosc do drugiej osoby,zeby ciagle o niej myslal w pracy, w domu.. wtedy by wiedzial,ze warto sprobowac! widac ja chyba nia nie jestem, skoro jest jak jest..jakie to wszystko jest trudne ![]()
Ja nie chce go przekonywac, zeby sie ze mna zwiazal, tylko zeby sie okreslil (tak albo nie) co do mojej osoby.. jesli ma kogos lepszego ode mnie, niech mi to powie, dam sobie pomalu z nim spokoj.. wiem,ze nic na sile, bo to jest najgorsze co moze byc..
I tak bede sobie siedziec po cichu w domu? Czekac az go olsni? Nie potrafie na razie inaczej.. Uciec tymbardziej.. jeszcze nie jestem na tyle silna, zeby sie od niego odwrocic, bo wiem, ze bedzie mi go cholernie brakowac..
dal mi nadzieje, bo powiedzial, ze nie moze powiedziec mi NIE , poniewaz nie wie o kim bedzie myslal za tydzien czy miesiac.. takze jego NIE WIEM to dla mnie nadzieja, ktora mi dal.. i jesli powie mi NIE - odbierze mi ja.. i tak chyba byloby lepiej.. nie musialabym ze soba walczyc..
Co sadzicie o moim beznadziejnym przypadku, co ja mam ze soba zrobic???? wiem, ze jestem beznadziejna... a tak sie o niego staram - gotuje, pieke, pamietam ! ![]()