witam kochane. jestem tu nowa, ale przybywam z pewnym dylematem i nie mam do kogo sie z tym zwrócić...
Otóż... 2 lata temu poznalam pewnego mezczyzne w pracy, ale tylko raz rozmawialiśmy, potem skończylam tam pracować, ale nasz kontakt odnowil sie na pewnym portalu, gdzie skomentowal mi pewien status na temat polityki i tak sie to zaczelo.
Codziennie rozmawiamy na komunikatorze, ale sie jeszcze nie spotkalismy. Tak, wiem dziwne to jest ze nie spotkalismy sie po tak dlugim czasie... w dodatku mieszkamy blisko siebie. Nie wiem jak moge go rozumiec. Co prawda piszemy dopiero tak od miesiaca, mamy plany na wspolne wakacje.... i tu pojawia sie dylemat nie wiem czy moge na cos wiecej liczyc, bo naprawde to fajny dobry facet, ktory jest praktycznie moim klonem, to samo lubi i to samo przezyl... rozumiemy sie, chce mnie przytulic, pomagac, uszczesliwiac itp itd... ale jezeli chodzi o 'szczescie' on mi mowi ze napewno bede szczesliwa i ze ktos mnie zaakceptuje taka jaka jestem...
pierw pisze tak jak bym mu sie podobala a potem tak jak by mnie pchal w ramiona innych takimi tekstami... zapytalam sie go czy bylby zdolny do zaakceptowania takiej kobiety jak ja (z nadwaga)... i tu mnie zdziwil odp... powiedzial ze w 100% tak. Wybaczcie ze pisze chaotycznie, ale wszystkie moje mysli sa chaotyczne jezeli chodzi o niego..
Wiem, poznaje go dopiero jakby nie patrzec, a on mnie... na wszystko potrzeba czasu, ale ja juz tyle razy robilam sobie nadzieje i zawsze konczylo się nożem w sercu... on wydaje sie inny. Nie jestem w nim zakochana, ale chcialabym wiedziec czy moglabym pozwolic sobie na taki krok...
Wy tez macie podobnie? Jezeli tak to powiedzcie mi jak z wami bylo i co z tego wyszlo...