od 5 lat mój mąż nie pracuje, cała odpowiedzialność za utrzymanie naszej rodziny spadła na mnie. Jestem wykończona psychicznie i fizycznie, ale nie umiem znaleźć wyjęcia z tej sytuacji albo zwyczajnie brak mi odwagi. Mozecie mi coś poradzić, potrzebuję wsparcia...
za mało danych, żeby doradzić. Czemu Twój mąż nie pracuje?
przede wszystkim napisz- jaki jest powód braku pracy Twojego męża...to wazne..
ja utrzymywałam około 4 lat...wszystko...
wiem, to jest flustrujące
pracował przez pierwszych 10 lat naszego małżeństwa, przez kolejne 5 robił wrażenie że pracuje a przez ostatnie 5 udaje że szuka pomysłu na życie. ja ogarniam swoją pracę jego firmę i dom i już nie wyrabiam, czy to z mojej strony egoistyczne, że nie chcę się godzić na taki podział ról albo ich brak w naszym związku?
Jego firmę, czyli nie jest bezrobotny?
To czym on się w tej firmie zajmuje?
Rozmawiałaś z nim, co na to mówi?
6 2011-03-16 22:29:53 Ostatnio edytowany przez Fumiko (2011-03-16 23:56:36)
ma punkt ksero jest pracownik więc on uważa się za zwolnionego z obowiązku pracy, bo przecież ktoś pracuje na niego
czy to mozliwe że się wypalił, czy jest mu tak wygodnie, bo w razie czego ja tam podjeżdżam i załatwiam wszystko co jest do zrobienia? Zaczyna doskwierać mi jego widok na kanapie. szlag mnie trafia, bo przed TV spedza całe dnie.
wiesz co moje zdanie takie: skoro on pracowal i zapracowal na to aby samemu spoczac na laurach to czemu nie? niech odpoczywa sobie jak ma taka chec. Jezeli TY pracujesz u kogos tak wnioskuje i masz jeszcze dokm na glowie, to on powinien zajmowac, pomagac Tobie w domu....Powinnas z nim o tym porozmawiac.Dzieci w jakim wieku macie?
8 2011-03-16 22:54:41 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-03-16 22:55:51)
marakuja
bo coś mi nie pasi. Najpierw piszesz, że wyłącznie Ty utrzymujesz rodzinę, a później, że on ma jakiś biznesik, który się kręci, choć Twój mąż tam nie wyrywa sobie rękawów, bo ma pracownika. To w końcu jak jest - jego firma daje jakiś zysk? Bo jeśli tak, to nie widzę nic złego w tym, że chce sobie odpocząć i - wybacz - ale odbieram to tak, że Ciebie wątroba boli, że on ma za dobrze...
Fakt, oglądanie TV to nie jest rozwijające zajęcie, to może jakieś hobby wspólne sobie znajdźcie?
biznes prowadziliśmy razem od początku mamy stałych klientów dzięki którym to się jeszcze kręci. dlatego ja widząc że zaczynają się cięższe czasy podjęłam dodatkową działalność. on olał sprawę a mamy na utrzymaniu dorastającego 17 letniego syna. nie mam w mężu oparcia, jeśli pojawiają się problemy mówi :"skoro pokończyłąś te swoje strudia, jesteś na tyle mądra ia dasz radę, mi daj swięty spokój. a ja właśnie nie daję rady
Rozmijacie sie w oczekiwaniach, jemu tyle wystarczy, ja nie widze w tym nic zlego, powtarzam sie..Zasluzyl byc moze na odpoczynek, jezeli nie macie dlugow, zobowiazan nie powinnas sie go czepiac. Osobiscie bym zachecila meza, pokazujac fajne wczasy, na ktore moglibysmy sie wybrac, pokazujac jakis samochod lepszy, zachecic go delkatnie, podpubodowac:) Powinien trsozke obowiazkow w domu przejac, choc syn juz dorosly powiedzmy i tez powienien zajmowac sie domem:)
To co z niego za facet co go kobieta musi utrzymywać? Żaden skoro zalega na kanapie a Ty o wszystko (w tym o jego d*pe dbasz). Nie jest to dla niego żenujące? a co mają wogóle studia do dawania sobie ze wszystkim rade? Ja bym mu odłączyła ten telewizor skoro prośbą nie działa, może wtedy by sie ruszył. A jakby podskakiwał to bym stwierdziła ze na przyjemności to trzeba sobie zapracować. O!
12 2011-03-16 23:14:58 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-03-16 23:19:52)
a co Twój mąż robi poza oglądaniem TV? Może to jakiś stan depresyjny, albo męskie klimakterium? Warto przejść się do właściwych lekarzy
Dantek
Kolejna Pani, która nie potrafi przeczytać całego wątku, tylko już po pierwszym poście podnosi raban, jakby jej kto rękę wykręcał... Facet nie jest bez dochodu, przeczytaj całość wątku zanim znowu głos zabierzesz.
dantek przeczytaj calosc, on ma firme!!!!a ze zatrudnia kogos to co musi sam robic???
wychowywano go w przekonaniu, że jesli pojawią się problemy to rodzice załatwią to za niego. teraz oczekuje tego ode mnie. sama doszłam do wniosku że on chyba zaczyna zdawać sobie sprawę z upływającego czasu, robi jakieś podsumowania (ma 43lata) i nie wychodzi to imponująco. co do naszych fiansów, jak większosć osób mamy kredyty, które trzeba spłacać... a co do wykształcenia, ja mam wyższe on zawodowe. mnie to nie przeszkadza jemu widocznie zaczyna, jesteśmy zapętleni a on o żadnej terapii nie chce słyszeć bo jedyną "głupią" osobą w naszym związku jestem w/g niego ja
15 2011-03-16 23:26:50 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-03-16 23:28:58)
on o żadnej terapii nie chce słyszeć bo jedyną "głupią" osobą w naszym związku jestem w/g niego ja
No i tu się zaczynają schody, bo z takim jego podejściem, to on i Wasz związek są niereformowalne. Obawiam się, że możesz albo tę sytuację znosić, albo postawić na ostrzu noża - idziesz do lekarzy, na terapię, albo rozwód. Tylko ze stawianiem na ostrzu noża to jest tak, że jeśli nie chcesz narazić się na śmieszność, to rzucasz takie groźby, które jesteś gotowa spełnić.
W każdym razie, współczuję związku z takim upartym typem. Każdy problem jest do rozwiązania, tylko zainteresowani muszą chcieć... Być może to nawet on ma rację, ale sam pozbawia się możliwości jej wykazania. Chyba od rozmowy i wizyty u lekarza krzywda mu się nie stanie. Nie rozumiem takich ludzi...
16 2011-03-16 23:31:32 Ostatnio edytowany przez Fumiko (2011-03-16 23:54:13)
Wiesz trudno byc obiektywnym tutaj....robisz wrazenie Ty dominujacej osoby i chyba po czescie sama przejelas na siebie tyle obowiazkow, sama go wyreczalas i nagle spostrzeglas ze jestes z tym wszystkim sama....Dobrze mysle?
Jak wyzej napisalam, pokaz mu ze mozna cos jeszcze zrobic..zachec go czyms.....poporstu niektorzy w wieku 40 lat juz zdaja sobie sprawe w miare mijajacego czasu i poporstu chca siasc na tylku, bo juz nie ma za czym gonic, tymbardziej teraz jest tak do du....
posumowujac uwazam ze on ma prawo robic to co robi...nie powinnas miec pretensji , mozesz zachecic do lepszeg0o dzialania:)
lalalalaaaa
Moim zdaniem, najpierw trzeba zdefiniować problem - dlaczego jest jak jest. Nie wiem, które z nich ma w tym sporze rację, ale widzę jedno - jego postawa uniemożliwia zdefiniowanie problemu i wypracowanie kompromisu.
18 2011-03-16 23:43:42 Ostatnio edytowany przez Fumiko (2011-03-16 23:54:41)
kompromis to słowo którego mój mąż nie zna:(( pół roku temu wyprowadziłam się ale zarzucił mi egoizm i skrajną nieodpowiedzialność a także to nie jestem dobrą matką no i jego rodzice ostro mnie zaatakowali, wróciłam... kolejne szyderstwa... czułam się winna, że może zbyt pochopnie. jestem z nim 20 lat więc to nie jest takie proste
lalalalaaaa
Moim zdaniem, najpierw trzeba zdefiniować problem - dlaczego jest jak jest. Nie wiem, które z nich ma w tym sporze rację, ale widzę jedno - jego postawa uniemożliwia zdefiniowanie problemu i wypracowanie kompromisu.
ładnie powiedziane lupus ale on nie widzi problemu a ja widzę zagrożenie. biznes za pół roku padnie, ja ze swoim dochodem nie dam rady nas utrzymać a wierzyciele nie będą czekać. przez jego totalną nieodpowiedzialność i brak pomysłu na siebie i na zycie skazuje nas na życie jak na bombie a ja pragnę w końcu stabilizacji szeroko pojętej tej materialnej jak i duchowej
19 2011-03-16 23:52:17 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-03-16 23:54:48)
Marakuja
i wymyślałaś coś? Bo obawiam się, że bez postawienia na ostrzu nic nie zdziałasz...
A być może to nie jest tak, że on problemu nie widzi. Tylko jeśli ma np. łagodną depresję, to trudno mu cokolwiek zrobić, więc woli nie myśleć i dlatego sam się ogłupia ciągłym oglądaniem TV. Ty mu "trujesz" - przypominasz o problemach, on z tymi problemami nie jest w stanie sobie poradzić, więc reaguje agresją - wyzwiskami.
W każdym razie, czy ma depresję, czy klimakterium, czy zwyczajnego lenia, nie ruszy z miejsca bez wizyty u lekarza, psychologa itp.
Bardzo proszę o nie pisanie posta pod postem. Należy używać opcji "edytuj" i dopisać nową myśl do swojego posta.
Zachęcam do zapoznania się z regulaminem forum.
Moderatorka Fumiko
21 2011-03-17 00:02:50 Ostatnio edytowany przez Fumiko (2011-03-17 00:21:53)
Bardzo proszę o nie pisanie posta pod postem. Należy używać opcji "edytuj" i dopisać nową myśl do swojego posta.
Zachęcam do zapoznania się z regulaminem forum.
Moderatorka Fumiko
Fumiko...ale kazdy post jest kogoś innego...
hmmm...
Doris, jeśli dobrze się przyjrzysz to zobaczysz że niektóre posty były przeze mnie edytowane, a oznacza to, że np. dwa posty obok siebie zostały połączone w jeden. Bez obaw-wiem co robię
Moderatorka Fumiko
czy powinam sprawę postawić na ostrzu noża? jak myślicie? pomyślałam sobie, że dam mu termin nieprzekraczalny na poszukanie sobie zajęcia zarobkowego. a jesli nie, odejde. tylko jesli słowa dotrzymam zacznę zycie od zera, wszystko co posiadamy i na co pracowałam 20 lat w świetle prawa nalezy do niego (to nie jest intercyza), zawsze mi tłumaczył że wyprostujemy to kiedyś
marakuja
Uważam, że dawanie mu czasu na znalezienie zajęcia to zły pomysł, bo sama nie wiesz dlaczego jest jaki jest. Daj mu czas - krótki - na zdecydowanie czy odwiedzi psychiatrę (czy to nie depresja), psychologa (lenistwo i brak motywacji
) oraz zbada hormony (czy nie andropauza). Doradzam, żebyś była przy jego rozmowie z psychiatrą i psychologiem - zażądaj, żeby na to przystał. Przynajmniej Ci później kitu nie wciśnie.
I domagaj się wyprostowania spraw majątkowych. Macie wspólnotę majątkową? Idź do adwokata i pogadaj o tym.
Fumiko napisał/a:Bardzo proszę o nie pisanie posta pod postem. Należy używać opcji "edytuj" i dopisać nową myśl do swojego posta.
Zachęcam do zapoznania się z regulaminem forum.
Moderatorka Fumiko
Fumiko...ale kazdy post jest kogoś innego...
hmmm...Doris, jeśli dobrze się przyjrzysz to zobaczysz że niektóre posty były przeze mnie edytowane, a oznacza to, że np. dwa posty obok siebie zostały połączone w jeden. Bez obaw-wiem co robię
Moderatorka Fumiko
ależ ja sie nie obawiam ![]()
myślałam ze są jakieś nowe zasady..ale nie zauwazyłam fakt...przepraszam
Dobrej nocki wszystkim ![]()
Lupus dziś jest już późno, więc jesli masz ochotę pogadać to pojawię się tutaj jutro wieczorkiem. Nie chcę cię pozbawiać snu. Mamy wspólnotę majątkową ale mam "zaradnych "teściów, którzy nie dadzą oskubać synka. On nie pójdzie do specjalisty, na to nie mam co liczyć, niestety
Moja rada - zanim zrobisz jakikolwiek krok, idź do adwokata. Bo samemu mozna głupot narobić ![]()
Dobranoc, pewnie będę jutro, bo w sobotę jadę po nowego piesa i już siedzę jak na szpilach, to nic poza czytaniem forów mi teraz nie wychodzi ![]()
Lupus co to za psina, jestem straszną psiarą;))
berneńczyk, suczka, ma 7 tygodni. A ja już mam cale stadko kaukazów i do tego mieszańca pitta z ON-kiem ![]()
mamy owczarka niemieckiego i czekoladowego labka, kochane urwisy. ale u ciebie widze gospodarstwo na całego
30 2011-03-17 15:48:11 Ostatnio edytowany przez dantek (2011-03-17 15:49:41)
Dantek
Kolejna Pani, która nie potrafi przeczytać całego wątku, tylko już po pierwszym poście podnosi raban, jakby jej kto rękę wykręcał... Facet nie jest bez dochodu, przeczytaj całość wątku zanim znowu głos zabierzesz.
Ja bym sie powstrzymała od komentarzy na czyjś temat, jeśli wiadomo ze każdy moze wyrazic swoje zdanie na dany problem na forum. I niespodzianka: czytam uważnie i wszystko. Nikt nie dal Ci też prawa do mówienia mi co mam robić
A prawda jest taka ze gdyby autorka sama zachowywała sie jak jej mąż i nie dbała o ich wspólny inetres to niestety, ale mogłoby sie zdaarzyc ze żeczywiście musiałby sam wziaść sie do roboty zeby móc sobie pozwolić na takie przyjemnośc jaką jest oglądanie telewizji. I o to mi głównie chodziło.
Witam.
Widzę,że Twój mąż to pewnie typ faceta "nie daj sie".
A nie lepiej jak pierw z nim na spokojnie porozmawiasz?A nie,że bedziesz od razu stawiać sprawy na ostrzu noża? No chyba,że nie zależy Ci już na tym małżenstwie?
Może zrób tak: uszykuj kolacje (np.w niedziele),ale taką skromną kolacje. Niech facet zacznie odczuwać,ze pieniążki maleją,ze kryzyzs i trzeba oszczedzac.
Nastepnie postaw mu wszystkie rachunki na stole,niech zobaczy ile na co wydajecie. A obok na kartecze napisz ile godzin miesiecznie zapierniczasz,zeby mu dogodzić. A podejrzewam,ze tych godzin bedzie mnóstwo.
A potem oboje poprzypominajcie sobie stare dobre czasy, zeby nie bylo zbyt "gorzko" przy kolacji. Miedzy tymi wspomnieniami ,przypomnicie sobie co Twój mąz kiedys bardzo lubił,co bylo jego pasja. Moze poszukajcie mu takiej pracy,z ktorej on bedzie miał satysfakcje?
Sadze też,ze Twoj mąz przeżywa kryzys w wieku średniego.
I trzeba mu to wybic z głowy!
I to koniecznie!
A może (jesli jeszcze was stac) pojedzcie gdzies na weekend ,w jakies wasze ulubione miejsce? I tam z nim porozmawiaj o waszej przyszłosci.
Faceci lubią jak im sie "nad maśla" , weż mu tak nagadaj ,zeby poczuł sie wartościowy,ze jeszcze wiele on moze zdziałac,ze stac go na wiecej niz siedzenie przed tv. Ze wspolnymi siłami interes moze jeszcze bardziej sie krecic,niz sie kreci.
A moze mu jest głupio,ze żona robi w małzenstwie za "faceta"?. Moze on tez z tym zle sie czuje,ale z drugiej strony jest mu tak wygodnie,wszystko ma podane na tacy,nie musi sie o nic martwic bo od tego ma Ciebie. Ale przeciez jak sama piszesz Twoja siła i energia sie wypala. I to jest zrozumiałe.
No ale chyba,że już nie chcesz ratować Tego małżenstwa.
Mam nadzieje,ze wszystko sie u was dobrze ułozy.
Pozdrawiam
.
Widzę, ze powinnam o naszym związku trochę więcej napisać. odnoszę wrażenie, że niektórzy z was uważają ze po prostu ja się czepiam a on taki biedny i bombardowany ciągymi moimi narzekaniami. mój mąż ma pasje i to nie tanie ( z czasów kiedy nam się powodziło) tzn. motocykle, konie, żagle, wyprawy samochodami terenowymi. Wszystko to realizuje pomimo naszej (trudnej w tej chwili) sytuacji. Nie godzi się na to że mógłby z czegoś zrezygnować. Mówi, że skoro finansował moje studia jestem mu winna wdzięczność przejawiającą się we wspieraniu go finansowo.
Nigdy nie pracował fizycznie na tyle ciężko aby mógł narzekać. na moje prośby o zaangażowanie się w utrzymanie naszej rodziny wymyśla urojone stany chorobowe asekurując się twierdzeniem, ze jestem podła i chce go wykończyć psychicznie.Rozmowy z nim, po 2 moich zdaniach mówionych spokojnym tonem z jego strony atak, wyzwiska i zrzucanie na mnie odpowiedzialności za taki stan rzeczy.
Wyjazd we dwoje wchodzi w grę, tylko jak z nim wtedy rozmawiać, jak dla niego to czas relaksu, którego nie można mu przerywać "urojonymi problemami". Moi drodzy ja naprawdę jestem w kropce...
Poza tym daje mi odczuć, ze jestem nikim bez niego i ,moje poczucie własnej wartości maleje do zera. A zanim go poznałam byłam taką przebojową dziewczyną, a teraz zalękniona, ciągle sprawdzam telefon czy on nie dzwonił ( gdybym spróbowała nie odebrać to byłoby nie fajnie), kontroluję się na każdym kroku bo a nuż za głośno się śmieję albo mówię coś głupiego. Dlaczego tak się dzieje ze pozwalamy innym niszczyć się przez lata a potem nie mamy odwagi przeciwstawić się temu...
Marakuja
skoro to taki ciężki typ, to sama idź do psychologa - pomoże Ci jakoś zebrać myśli, podjąć decyzję i adwokata - doradzi jak nie wyjść goło i wesoło ze związku. I dopiero po tych rozmowach podejmij jakąś decyzję.
Lupus nie mam szczęścia do dobrych psychologów, a oni nie podejmą za mnie decyzji, to wiem.Chciałam tylko znać wasze zdanie, czy słusznie myślę, że zasługuję na partnerskie relacje w związku. Cieszę się, że wypowie się też mężczyzna, i dowiem się czy moja sytuacja jest patowa.A może jest wielu mężczyzn utrzymywanych przez zony i ja rzeczywiście powinnam taki stan rzeczy zaakceptować, tylko kiedy będę mogła w końcu poczuć się kobieta a nie maszynką do wszystkiego
Marakuja
masz rację, bo można się kłócić, nie dostrzegać własnej winy, ale odrzucać możliwość naprawy, to gwóźdź do trumny. Jak pisałem, nie wiem czy Ty masz rację, czy on, ale nawet jeśli on, to nie chce Ci tego wykazać i Ciebie przekonać. Taki dyktator - ma tak być, bo mi dobrze i koniec. Brak płaszczyzny porozumienia. Możesz się na dyktat godzić, albo odpowiedzieć ultimatum
Postanowilam, że małymi krokami zwrócę sobie swoje życie. Jeśli chce żyć tak jak do tej pory, w porządku ale już częściowo na moich warunkach. A jeśli to się slubnemu nie spodoba... no to chyba jego problem, który może w końcu pozwoli mu dojrzeć coś poza czubkiem własnego nosa. Dobrze mówię?
dobrze mówisz
Ale naprawdę idź do adwokata, bo możesz sobie kłopotów narobić. To wiele nie kosztuje, a zawsze posiądziesz jakąś wiedzę
Czyli znów "męska" decyzja i do roboty, posłucham cię Lupus, pójdę do adwokata, może mnie to trochę wzmocni. Chciałabym wiedzieć po jakim lodzie stapam. Dziękuję za wszystkie wpisy i pozdrawiam. Jeśli nastapi u mnie jakiś przełom dowiecie się o tym pierwsi
to życzę powodzenia
Hmm....no tak ,pewnie Twój mąż nie wie co tzn.bieda?
Za dobrze miał w zyciu, wiec on pewnie sobie nie wyobraza,zeby bylo inaczej.
On pewnie mysli,ze ty wyolbrzymiasz ,ze za bardzo sie przejmujesz wszytskim itd.
Z tego co opisujesz,to nie chcialabym byc w takim zwiazku,wolałabym byc rozwódka,ale zalozyc sobie nowe lepsze zycie niz meczyc sie z kim kto nie rozumie mnie.
Hmm....no tak ,pewnie Twój mąż nie wie co tzn.bieda?
Za dobrze miał w zyciu, wiec on pewnie sobie nie wyobraza,zeby bylo inaczej.
On pewnie mysli,ze ty wyolbrzymiasz ,ze za bardzo sie przejmujesz wszytskim itd.
Z tego co opisujesz,to nie chcialabym byc w takim zwiazku,wolałabym byc rozwódka,ale zalozyc sobie nowe lepsze zycie niz meczyc sie z kim kto nie rozumie mnie.
AdaMaria oj wybacz ale jeszcze młoda jesteś bardzo ![]()
to nie ejst takie proste kiedy jesteś z kimś długie lata, kiedy łączą Cię dzieci i inne zobowiązania a zwłaszcza kiedy w sercu przypominają się uczucia które gościły tam w tych dobrych momentach...
Dlatego jeżeli jest szansa na ratunek związku to ...raczej zawsze próbujemy ratować... ![]()
Można być młodym i niedoświadczonym, ale jeśli kobieta pisze, że człowiek wykańcza ją psychicznie, że jej nie szanuje i nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa, nie chce się zmieniać, a do tego jeszcze narobi jej kłopotów finansowych... to nie wiem, czy długi staż związku, czy wspólne dzieci są dostatecznie mocnymi argumentami, aby tkwić w związku z kimś takim.
43 2011-03-17 23:47:39 Ostatnio edytowany przez Doris2727 (2011-03-18 00:15:23)
Można być młodym i niedoświadczonym, ale jeśli kobieta pisze, że człowiek wykańcza ją psychicznie, że jej nie szanuje i nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa, nie chce się zmieniać, a do tego jeszcze narobi jej kłopotów finansowych... to nie wiem, czy długi staż związku, czy wspólne dzieci są dostatecznie mocnymi argumentami, aby tkwić w związku z kimś takim.
ależ ja nie napisałam iż to jest wystarczający argument- ja nawet jestem przeciwnA - byciu dla dziecka ../co zawsze zaznaczam w postach/
Napisałam tylko że kiedyś prawdopodobnie darzyli się jakimiś uczuciami...
i napisałam iż to dlatego to nie jest i ni bedzie prosta decyzja...