Co raz częściej mam wrażenie, że nie jest cały mój. Po prawie trzech latach dochodzi do mnie, że nigdy tak nie było. Nigdy tak nie będzie. Wczoraj zadudniło to w mojej świadomości, strasznie nie lubię tego uczucia. Ocknęłam się. Nie jest inny, niż reszta facetów, tak jak wydawało mi się do wczoraj. Ma identyczną budowę cepa, jak reszta. Czemu zauważyłam to dopiero wczoraj?!
Wczoraj, bo wcześniej nie przyszło mi to nawet na myśl. Wczoraj, bo tytuł tego wpisu to jego cytat. Wczorajszy. Zauważył niepokój w moich oczach- Ty tego nie robisz, jak widzisz jakieś ciacho?.- Pewnie, że nie!- i nie kłamałam, bo nie przeczę, że widzę gdy mężczyzna jest przystojny, ale to nie znaczy, że rozkładam go kawałek po kawałku i analizuję pod różnymi płaszczyznami. Myślałam, że znamy się jak łyse konie, ale widzę, że jeszcze sporo musimy się o sobie nauczyć. Póki co czuję jakąś uwięź ściśniętą na szyi, ciężko mi oddychać, mówić, jeść. Myślałam, że chora zazdrość jest mi obca. A wychodzi na to, że jestem zazdrosna o kobiety na które patrzył W TEN sposób, o kobiety, których ja nie znam. Kobiety, których nawet on nie zna. I mogły ich być dziesiątki, jak nie setki. Może i to wszystko jest głupie, ale nie potrafię sobie z tym poradzić. Poradzić tak jak bym chciała. Poczekam chwilę i może uda mi się wrzucić na luz. Przecież mnie nie zdradza. I przyszło mi do głowy, że nie mam pewności o kim myśli kochając się ze mną, może o jakiejś aktorce, może o piękności przypadkowo spotkanej w autobusie, a może po prostu o mnie. Nie wiem, nie chcę wiedzieć. Pozostawię to domysłom. Po prostu doszło do mnie, że nie mam go na wyłączność, tak jak on ma mnie.
Tak mi źle z tym. Strasznie.