Witajcie,piszę tu ,bo nie umiem juz sobie poradzić.Mam skończone 50 lat.jestem mężatką,ale niewiele nas z mężem łączy.Niby ok,ale zupełnie mnie nie rozumie.Nie mam dzieci i brakuje mi ich,ale trudno się mówi.W pracy same kobiety,kłótnie,rywalizacja,plotki.Przyjaciele niby byli,jak oni potrzebowali pomocy.Teraz ich brak,nie mają czasu.Na pomoc nielicznej rodziny też nie mogę liczyć.Do niedawna byłam silna,ale potem zachorowałam na grypę.Po tej chorobie wpadłam w depresję.Byłam u psychiatry,bo przez tydzień nie spałam.Teraz śpię po 5 godz. po lekach,a wcześniej byłam śpiochem.Jestem na zwolnieniu lekarskim,więc w opini wszystkich jestem wariatką.Muszę rzucić palenie,a nie umiem teraz tego zrobić.Nic mi się nie chce,nawet umyć się jest mi ciężko.Na zewnątrz piękne słońce,a ja nie mam siły się ubrać i wyjść.Mówią weź się w garść,ale jak to zrobić i po co.Cały świat gdzieś goni.Muszę pracować,bo mąż nas nie utrzyma,a nie mam siły i ta samotność w tym wszystkim.Co robić?
Witajcie,piszę tu ,bo nie umiem juz sobie poradzić.Mam skończone 50 lat.jestem mężatką,ale niewiele nas z mężem łączy.Niby ok,ale zupełnie mnie nie rozumie.Nie mam dzieci i brakuje mi ich,ale trudno się mówi.W pracy same kobiety,kłótnie,rywalizacja,plotki.Przyjaciele niby byli,jak oni potrzebowali pomocy.Teraz ich brak,nie mają czasu.Na pomoc nielicznej rodziny też nie mogę liczyć.Do niedawna byłam silna,ale potem zachorowałam na grypę.Po tej chorobie wpadłam w depresję.Byłam u psychiatry,bo przez tydzień nie spałam.Teraz śpię po 5 godz. po lekach,a wcześniej byłam śpiochem.Jestem na zwolnieniu lekarskim,więc w opini wszystkich jestem wariatką.Muszę rzucić palenie,a nie umiem teraz tego zrobić.Nic mi się nie chce,nawet umyć się jest mi ciężko.Na zewnątrz piękne słońce,a ja nie mam siły się ubrać i wyjść.Mówią weź się w garść,ale jak to zrobić i po co.Cały świat gdzieś goni.Muszę pracować,bo mąż nas nie utrzyma,a nie mam siły i ta samotność w tym wszystkim.Co robić?
To bardzo smutne co piszesz,nie mogę uwierzyć,że nie masz nikogo z kim mogłabys o tym porozmawiać,zawsze znajdzie sie jakas osoba w otoczeniu,jeśli nie...warto takiej poszukac choćby w internecie,bo ilośc takich osób jest zastraszająca jak dla mnie.A mąz?może nadszedł wreszcie czas,żeby szczerze ze sobą porozmawiać?tak poprostu...zacząć od czegoś banalnego?
Właśnie dlatego to napisałam.Może ktoś ma podobne problemy i będzie chciałporozmawiać,a może ktoś podobne miał i udało mu się powrócić do aktywnego życia.Mąż albo nie ma czasu,albo odstresowuje się przed telewizorem i nie można mu przeszkadzać.
Właśnie dlatego to napisałam.Może ktoś ma podobne problemy i będzie chciałporozmawiać,a może ktoś podobne miał i udało mu się powrócić do aktywnego życia.Mąż albo nie ma czasu,albo odstresowuje się przed telewizorem i nie można mu przeszkadzać.
Chętnie poznałabym Cię z moja mamą;-)ona też nie może przeszkadzać tacie jak sie odstresowuje przed tv,praktycznie nie rozmawiają ze sobą,jak mam jakies problemy muszę mówic im o tym z osobna...tylko,że mama nie ma czasu na depresję,jest nas trzy i trzy problemy,wiem,że ma czasem dość,nie ma czasu pomyśleć o sobie,bo ciągle jesteśmy my ze swoimi problemami i jeszcze robimy jej czasem wyrzuty,że nie jest dobrą matką,bo nie chce pomóc w tym czy w tamtym,nie chce wysłuchac a co gorsza zrozumieć.Napewno jest jej cięzko ale nsie nie skarży,a przed znajomymi wątpię,aby z kimś mogła o tym pogadać,ale nie wiem do końca.
Kochana depresja nie bierze się z nadmiaru czasu.
Dopada Cię jak każda inna choroba.Nie można powiedzieć,że nie masz czasu np.na zawał.
6 2011-03-13 17:16:10 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-03-13 17:17:12)
...może ktoś podobne miał i udało mu się powrócić do aktywnego życia.Mąż albo nie ma czasu,albo odstresowuje się przed telewizorem i nie można mu przeszkadzać.
Miałam depresję. Walczyłam z paskudztwem przez około 2 lat i czasem jeszcze mam jej delikatne objawy. Ale poznałam wroga i wiem kiedy czai się "u mych drzwi" i jak temu natychmiast przeciwdziałać.
To podłe choróbsko i nie ma czegoś takiego jak "nie mieć" na nią czasu
Już raczej siła psychiczna danej jednostki ma tu znaczenie ![]()
Poprosiłabym lekarza prowadzącego o rozmowę z mężem na temat tej choroby - pod hasłem "ja nie potrafię mu przetłumaczyć, a jego postawa mnie dobija". Zapewne ON jak większość narodu nie docenia powagi tego choróbska i na rękę mu, że jesteś pod opieką specjalisty, więc on już nic od siebie nie musi.
Trzymaj się - świństwo trwa dość długo i jest uciążliwe, ale z pomocą da się to pokonać. A wiosną będzie lepiej ![]()
Kochana depresja nie bierze się z nadmiaru czasu.
Dopada Cię jak każda inna choroba.Nie można powiedzieć,że nie masz czasu np.na zawał.
Zdaję sobie sprawę,ale wolny czas sprzyja chorobie...
Maja111
Sama sobie nie poradzisz. Psycholog ci pomoże.
Wiesz, ja też do niedawna byłam sama z tą chorobą.
Jakiś czas temu poszłam na psychoterapię, najpierw grupową. Tam poznałam wielu ludzi. Z jedna z dziewczyn przyjaźnimy się. Teraz ostatnio poznałam jedna dziewczynę na forum i okazało się że jest z mojego miasta. Odwiedzamy się, ona mnie wyciąga, żebym do niej przyszła. Obie bierzemy leki i się rozumiemy.
Postaraj się znaleźć sobie kogoś "bliskiego" właśnie na psychoterapii.:)
Droga Maju,
mam niespełna 20 lat i około pół roku temu myślałam podobnie jak Ty. Przez nerwicę oraz depresję musiałam nawet zostawić te wymarzone studia. Jednak zaczęłam systematycznie przyjmować leki (zarówno na nerwicę jak i na depresję) i dziś nie ma śladu objawów z połowy października. Jestem inną osobą, bo się za siebie wzięłam czego i Tobie życzę. Dziś także i dla mnie świeci słońce.
Musisz jedynie czekać aż lekarz trafi na właściwy dla Ciebie lek. U mnie nastąpiło to po około dwóch miesiącach i już dziś jest naprawdę super.
Pozdrawiam : )
W moim przypadku depresja pojawia sie ,kiedy mam nadmiar czasu.Praca jest dla mnie najlepsza terapia.
Dziękuję wszystkim za dobre rady.Mam nadzieję,że u mnie też zaświeci słoneczko.Miło,że się odezwałyście-to już poddnosi na duchu.Pozdrawiam.
12 2011-03-15 22:11:31 Ostatnio edytowany przez vinnga (2011-03-16 00:28:36)
Depresja jest bardzo ciężką i poważną chorobą. Nie ma co mówić, jesteś naprawdę w trudnej sytuacji i przykro czytać, gdy piszesz, że nie masz nikogo, kto mógłby cię wesprzeć w tej chorobie. To, co ważne, abyś szukała miejsc, rzeczy, ludzi, które choć trochę są w stanie dać ci przyjemność, pocieszyć, oderwać od przygnębienia. Może ktoś kogo dawno nie widziałaś, a z kim przed laty miałaś dobry kontakt. Nie warto ukrywać się w domu i smagać ocenami "jestem wariatką", bo nie jest to prawda. Kiedy mówisz o tym innym ludziom, jest szansa, że pochylą się nad tobą, okażą zainteresowanie i wsparcie. Dotyczy to także męża, może spróbuj opowiedzieć mu o sobie, o tym co przeżywasz, co dzieje się w twoim świecie. Czasami chcemy, aby najbliżsi domyślali się, co z nami się dzieje, nie udzielając im podstawowych informacji. Jak jest w twoim przypadku?
Zastanawia mnie kwestia momentu, kiedy uruchomiła się choroba. Piszesz o grypie, ale pytanie czy tylko ona miała udział w tak nagłej obniżce nastroju. Czy stało się coś jeszcze, niekoniecznie kilka dni wcześniej, może miesiąc, dwa. Przy czym zatrzymują się twoje uczucia, o czym myślisz, myślałaś, gdy to się zaczęło? Bywa, że depresja ma swoje bardzo konkretną przyczynę, warto ją poznać.
Ostatnia rzecz to właściwie prośba. Abyś nie lekceważyła choroby. Jeśli twój stan będzie się przedłużać, szukaj profesjonalnej pomocy psychoterapeutycznej, bo depresja bardzo wyniszcza każdego chorego. Pozdrawiam.
hej dobrze cie rozumiem..ja jestem w trakcie leczenia depresji ale dobrze wiem co to samotnosc bo tez niemam sie do kogo odezwac ,z kim porozmawiac trwam w chorobie sama...zupelnie sama nikt nie wie o mojej chorobie bo nawet niemam komu otym powiedziec, ciezko jest samej to przechodzic..wiec niejestes sama
Kochana Maju ...
Jestem młodą osobą, matką, przyszłą żoną.
Jestem mloda, a w zyciu mam same problemy i tez nie raz mysle, ze jestem bliska depresji.
Ale tu nie o mnie mowa ... ![]()
Mieszkam z pryszla tesciowa i tesciem
Tesciowa ma depresje wraz z nerwica wegetatywna.
Obecnie , zreszta juz od paru lat leczy sie u psychiatry i przyjmuje leki.
Do takiego stanu, doprowadzil ja jej maz, moj przyszly tesc, ktory faktycznie zneca sie nad ludzmi psychicznie, na mnie tez.
Jest to bardzo przykre doswiadczenie, tak jak Ty nie wychodzila z domu, zyla wlasnym zyciem w swoim pokoju.
W koncu sama doszla do wniosku, ze tak byc nie moze , ze wie, ze jest chora.
Udala sie z prosba o pomoc do specjalisty i prosze mi wierzyc, jest znaczna poprawa.
Cieszy ja slonce za oknem, kazdy dzien, mimo wszystko, ze nadal trwa w tym ,,bagnie,, .
Naprawde radze, zebys i ty skorzystala z takiej pomocy, szkoda marnowac zycia, ono jest piekne, tylko trzeba to piekno dostrzec wlasnymi oczyma. Trzymam za ciebie kciuki kochana i wierze, ze dasz rade przezwyciezyc to, co cie spotkalo.
Serdecznie Pozdrawiam
15 2011-04-07 19:59:28 Ostatnio edytowany przez Berries (2011-04-07 20:11:20)
Maja111-
przede wszystkim powinnaś znaleźć sobie jakąś pasję, coś co będzie Twoją odskocznią, coś co będzie tylko Twoje! Wiem co oznacza depresja. Pierwszy raz przechodziłam ją jako szesnastolatka po śmierci mojej mamy, drugi raz padło na długi/ciężki poród i skończyło się depresją poporodową, która trwała dość długo i nie lubię wspominać tego okresu. Wiem jak człowiek staje się bezsilny. Na początku jest smutek/złość, a z czasem już tylko bezsilność i "wszystko mi jedno"- to jest taki krytyczny moment:(
Maja, odpowiedz sobie co lubisz robić? w czym jesteś dobra? co sprawia, Ci przyjemność? i zajmij się tym- to będzie Twój azyl, coś na co będziesz się cieszyć już w pracy. Kolejną ważną sprawą jest zadbanie o siebie. O swój wizerunek, o to by dobrze sie ze sobą czuć- wiem z doświadczenia, że w depresji przestajemy kompletnie dbać o siebie, siedzimy w jednym dresie i mamy to w głębokim poważaniu. Idź do fryzjera, kup sobie parę kosmetyków, jakiś fajny kostium i zaproś męża do kina, a jeśli nic z tego nie wyjdzie zawrzyj jakąś nową przyjaźń i chodźcie na ploty, na kawę.
zastanów się także nad odstawieniem leków, wiem, że dzięki nim śpisz i czujesz się lepiej, jednak dłuższe zażywanie leków psychotropowych jest szkodliwe. Polecam Ci serdecznie codzienne picie dziurawca- kilka razy dziennie!!! W Niemczech np. wyciąg z dziurawca jest przepisywany na receptę jako najpopularniejszy środek na depresję, jego działanie jest potwierdzone naukowo! Sama piłam przez dłuższy czas i na prawdę muszę stwierdzić, że działa!!
Życzę, Ci żebyś odnalazła się na nowo:)
Maju
nie daj się!
moja mama takżę zmaga się z takim problemem i podobnie jak u ciebie i kilku dziewczyn wypowiadających się przede mną powodem bądź pośrednim powodem takiej sytuacji jest mąż.
Zauważ że nie użyłam słowa winowajcą a powodem gdyż poszukiwanie winnych nie prowadzi nigdy w sobre miejsca a na pewno nie do rozwiązania problemów.
Cóż! Jedno ustaliłyśmy - na męża nie możesz liczyć, przynajmniej w takiej postaci jak teraz.
Choć ja spróbowałabym jednak opowiedzieć mu o swoich uczuciach na twoim miejscu - w końcu jest najbliższą ci osobą. Pamiętaj że faceci często uciekają przed telewizor bo nie wiedzą co mają zrobić i jak zareagować. Nie czekaj aż się domyśli - powiedz mu czego oczekujesz.
Druga sprawa to, jak piszą dziewczyny wyżej, poszukaj kogoś z kim mogłabyś porozmawiać, zrobić coś ciekawego (jeśli już nie mąż to może ktoś inny). W twoim mieście na pewno dzieje się wiele ciekawych wydarzeń - wystawy, pokazy, kino, idzie lato - może miejsce gdzie wychodzi się zwyczajowo na spacey (każde miasto takie posiada), kawiarnie z ogródkami na dworzu - to wszystko miejsca gdzie możesz spotkać ciekawe osoby. Możliwe że ktoś podobnie jak ty chciałby pogadać.
Ale przede wszystkim znajdź swoją pasję, coś swojego, co przynosi ci satysfakcję, przyjemność. Zastanów się, cofnij myślami w przeszłoś - co takiego sprawiało ci zawsze radość, co TY lubisz/lubiłaś robić. I zrób to!
Witaj Maja
to głupio zabrzmi ale powinno sie okazać że mieszkasz blisko mnie,
poczułam jakbym czytała swoje myśli
Długo sie męczyłam z niemocą sama...to było straszne.
Jestem na lekach przynajmniej poprawiły energetyką i mam siłę wstawać i korzystam z cotygodniowych wizyt u psychoterapeuty, nie wiem czy to pomaga ale czuje się bezpieczniej mają świadomość że mam się do kogo zwrócić.
Niespecjalnie chętnie przyznaje sie do wizyt u psychologa, nawet nie dlatego ze ktoś uznał mnie za świra , raczej uznaje się moje problemy za kaprys i szukanie sobie choroby...
I na osamotnienie nie znajduje leku, dlatego tu jestem, zaglądam.