Cześć, wielokrotnie piszemy o bólu po rozstaniu ale zdarza mi się często czytać o ambicji, która nie pozwala nam zrozumieć jak to mogło się stać, że On/Ona mnie przucił. Postanowiłam założyć ten wątek aby rozszerzyć ten temat ponieważ od kilku dni głeboko mnie nurtuje.... Osobiście mam wrażenie, że moja ambicja w chwili kiedy ten jedyny rzekł: nie będe z Tobą więcej, poczułam się nie tylko skrzywdzona, zrozpaczona, ale również przegrana.... jak to możliwe? myślałam sobie .... przecież to niemożliwe aby ktoś mnie zostawił? no jakto? rozumiecie o co chodzi? Nie będe się rozwijać tutaj na temat bólu i krzywdy jaką wówczas przezywałam, ale własnie interesuje mnie strikte wątek ambicji, które ucierpiały wskutek odejścia( decyzji o odejściu) naszych partnerów.
Zawsze miałam duże poczucie wartości ( nie wygórowane) po prostu mam świadomość swoich wad i zalet i wszystkie te cechy akceptuję w sobie i dbam o to aby być lepszą dla siebie samej i dla swoich bliskich. Nigdy nie miałam problemów z nawiązaniem kontaktu z kimkolwiek, nigdy również nie narzekałam na zainteresowanie płci przeciwnej.... lubię siebie i uważam, że przez to daję lubić się innym.....a tu nagle KLOPS - on mnie odrzucił....taki sobie facecik i mnie odrzucił..... jak to jest? macie doświadczenia jak sobie z tym radzić? jak sie do tego ustosunkowac?
Świetny tekst i bardzo prawdziwy... Uwierz mi, że ja też nie wiem, jak to się stało... Jak to jest, że "najcudowniejszy" facet zostaje odtrącony przez autorkę tych słów? I powiem szczerze, strasznie mi przez to pojechała po ambicji... To, że boli to fakt oczywisty. Ale w głowie pojawia się pytanie: "Jak to? Mnie?!".
Póki co nie umiem się do tego ustosunkować. Tym bardziej, że (moim zdaniem) obecny facet mojej eks nie jest w niczym lepszy... Jedyne co mi się nasuwa na myśl, że my po prostu zbyt zajebiści jesteśmy
I to ich męczy ![]()
Oj chyba tak... Do mnie słowa "już Cię nie chce" w ogóle nie docierają. No jak to nie chce? Przecież daję mu całą siebie. Przecież niczego mu nie brakuje z mojej strony. Przecież jestem normalną dziewczyną a nie jakąś tam wydrą... No a poza tym pojawiają się myśli "MNIE nie chce?" Niemożliwe... To wszystko dlatego, że to on rzucił mnie a nie ja jego. I tak już po prostu jest. Urażona ambicja, duma, honor. I czasem to boli bardziej niż sam fakt rozstania ![]()
otóż to ja myślę, że właśnie z tego powodu pojawiła się we mnie na początku chęć zemsty, w sensie"ja Ci pokażę" ale odstąpiłam od tego pomysłu równie szybko jak go wymyśliłam:D
również uważam, że jego obecna jest przeciętna w całej swojej okazałości......... ale może takiej własnie szukał aby nie czuć się "gorszym"? cóż na przyszłość powinnam unikać ludzi o nikim poczuciu wartości ponieważ taka przepaść chyba tez komplikuje. Sama już nie wiem.
KGB- to, ze wybral "przecietna" to o niczym nie swiadczy, w sumie lepiej to niz bylby z kobieta, ktora uwazalabys za idealna, to chybaby bardziej bolalo, prawda?
A co do tematu odrzucenie boli, daje po ambicji, ale ja to sobie tak tlumacze- teraz moge sie nad soba uzalac, bo problem tkwil w tym, ze zamiast od niego odejsc, gdy intuicja podpowiadala "cos chyba jest nie tak" to czekalam, az to on w sercu zrezygnuje, a trzeba bylo uciekac gdzie pieprz rosnie! Wiec jest to lekcja na przyszlosc, boli jak cholera i trzeba odbudowac poczucie wlasnej wartosci, ale gdy rzeczywiscie NIE BYLO w tym Twojej winy nie powinnas siebie zadreczac, odrzucenie nie oznacza, ze jestes gorsza, a on wybiera lepszy model, odrzucenie oznacza, ze on nie byl gotowy na to na co Ty juz jestes i tyle.
Wszystkie jestesmy super, bo potrafimy to przetrwac!!! A oni nie mieli na tyle jaj by cos dalej budowac (mimo strachu).
"odrzucenie oznacza, ze on nie byl gotowy na to na co Ty juz jestes i tyle." - super powiedziane - masz dużo racji !!! postram się powtarzać to sobie ilekroć pomyślę:)
Oj bardzo spodobało mi się to zdanie
ukłony do szyszki ![]()
Zawsze miałam duże poczucie wartości ( nie wygórowane) po prostu mam świadomość swoich wad i zalet i wszystkie te cechy akceptuję w sobie i dbam o to aby być lepszą dla siebie samej i dla swoich bliskich.
Właśnie masz wygórowane - zdecydowanie zawyżone.
Popatrz, co Ty piszesz:
przeciez to niemożliwe, aby ktos mnie zostawił ( mnie! Taką wspaniałą!)
taki sobie facecik (gdy był z Tobą - był facetem, teraz już facecikiem)
jego obecna jest przecietna (bo TY oczywiście! Ty jesteś wspaniała, nieprzeciętna)
powinnam unikac ludzi o niskim poczuciu wartości.(inaczej: szarych myszy)
...a mężczyźni niestety, nie przepadają za takimi doskonałymi księżniczkami.
Tak to widzę.
bardzo źle oceniłaś co pisałam w wypadkach, które wymieniłaś - cynizowałam - więc brak czytania ze zrozumieniem
ponadto poczucie własnej wartości nie świadczy o cechach księżniczki tylko o świadomości Kim jestem , wiedzy czego sie chce i realizacji tego co mogę:)
"jego obecna jest przecietna (bo TY oczywiście! Ty jesteś wspaniała, nieprzeciętna" - otóż jestem nieprzeciętna - każdy z nas jest nieprzeciętny - bo każdy jest inny i w każdym możemy znaleźć coś nieprzeciętnego - tacy ludzie mnie absorbują!!!!
"taki sobie facecik (gdy był z Tobą - był facetem, teraz już facecikiem)" - to był akuart cynizm, ale nie masz racji ON NIGDY NIE BYŁ MĘŻCZYZNĄ - tylko ja byłam ślepa
- proponuję przed wyrażeniem opinii aby zapoznać się z historią autorki wątku:)
"powinnam unikac ludzi o niskim poczuciu wartości.(inaczej: szarych myszy)" - nie lubię ludzi niezdecydowanych i nijakich. On był niezdecydowany a jego kompleksy odbiły się na naszych relacjach - dlatego będę unikac jak ognia.
To fakt dziewczyny, odrzucenie boli, u mnie tez tak było wybrał tamtą bez pracy, mieszkania, pieniędzy, do tego zdziwaczałą starą pannę, poczułam się źle, bo jak to odrzucił mnie, wykształconą, wspaniałą(:-) ), z mieszkaniem, dobrze zarabiającą i zabolało, moje poczucie wartości spadło wtedy do zera, czułam się podle, kurde zaczęłam sie zastanawiać, dlaczego? co w tamtej zobaczył, jej liczne dziwactwa i tą przeciętność?, pojechało mi to po ambicji, a potem pomyslałam że kiedyś się przekona jakiego wyboru dokonał, ale to jego wybór zły czy dobry, ja dalej jestem taką osobą za jaką się uważam i jeszcze bardziej polubiłam siebie, jego strata mój zysk.
Każdy powinien mieć poczucie własnej wartości. Ważne tylko żeby nie mieć zbyt wielkiego ego bo przez to przytłacza sie inne osoby i często nieświadomie daje się im odczuć, że jest się kimś lepszym ... Są osoby które mają duże ego i świadomie to manifestują ale są też takie które nieświadomie swoim zachowaniem powodują , że inne osoby czują się gorsze : autorko tego tematu nie obraź się ale może właśnie nieświadomie dałaś mu to odczuć ? Super że znasz swoją wartośc bo to bardzo ważne
uważam, że potrafisz tez bronić swojego zdania i nie dasz sobie w kaszę dmuchać i tez dobrze tylko czasami zupełnie nieświadomie możesz dać komuś odczuć , że jesteś lepsza. Z tego co napisałaś na pewno nigdy świadomie tego nie zrobiłaś ale warto sie zastanowić nad drugą możliwością : czy nieświadomie kogoś nie skrzywdziłaś ?
12 2011-03-11 23:08:54 Ostatnio edytowany przez KGB (2011-03-11 23:09:24)
masz racje maxi - Twój zysk!!!!!!!
a tak wogóle to pierwszy raz ktos nazwał mnie księżniczką:D owszem byłam nazywan juz "podłą suką","beszczelną papugą - ze wzgledu na zawód"
"przemądrzałą" ale że książniczką?:D
Fakt może i faceci nie lubią księżniczek, ale odnoszę wrażenie po moim doświadczeniu, że jeszcze bardziej nie lubia kobiet zdecydowanych i niezaleznych i jeżeli miałabym kategryzowac siebie to raczej ta druga opcja
Każdy powinien mieć poczucie własnej wartości. Ważne tylko żeby nie mieć zbyt wielkiego ego bo przez to przytłacza sie inne osoby i często nieświadomie daje się im odczuć, że jest się kimś lepszym ... Są osoby które mają duże ego i świadomie to manifestują ale są też takie które nieświadomie swoim zachowaniem powodują , że inne osoby czują się gorsze : autorko tego tematu nie obraź się ale może właśnie nieświadomie dałaś mu to odczuć ? Super że znasz swoją wartośc bo to bardzo ważne
uważam, że potrafisz tez bronić swojego zdania i nie dasz sobie w kaszę dmuchać i tez dobrze tylko czasami zupełnie nieświadomie możesz dać komuś odczuć , że jesteś lepsza. Z tego co napisałaś na pewno nigdy świadomie tego nie zrobiłaś ale warto sie zastanowić nad drugą możliwością : czy nieświadomie kogoś nie skrzywdziłaś ?
Droga moja imienniczko:)moja wado-zaleta to bezwzględna szerość - dobrze wiemy jak prawda powiedziana komuś w oczy jest niewygodna.. zawsze mówiłam jemu co myślę, ale zaznaczałam, że to tylko moje zdanie i wcale nie musi być słuszne... nie gorsze nie lepsze - poprostu inne niz ma on. Paradoksem całej sytuacji jest to, że my znaliśmy się długi czas przed decyzjią o związaniu i z rozmów z nim wynikało, że mój sposób bycia i świadomość tego jaka jestem - imponuje mu najbardziej. Chiał mieć kobiete niezależną i zdecydowaną - dlatego też poza uczuciem tworzyliśmy ( tak nam się wydawało ) zgrany duet - niemniej jednak to człowiek młodszy ode mnie doświadczeniem i wiekiem nieznacznie.
W tym wątku chcę właśnie poruszyć kwestię ambicji ponieważ one doskwierają i dlatego być może jest we mnie teraz uczucie niezrozumienia....
Właśnie uświadamiam sobie, że nawet jeśli moja szczerość, niezależność i zdecydowanie mogły go krzywdzić to jeszcze bardziej uświadamiam sobie , że ni emiałam z tym człowiekiem przyszłości - nie chcę przez to powiedzieć , że jest zły ani że ja jestem zła - poprostu działamy na innych falach no i tutaj zdanie które mi bardzo utkwiło ( napisane wcześniej w postach) NAJWYRAŹNIEJ NIE BYŁ GOTOWY NA TO NA CO JA JESTEM.
Pozatym to wolny strzelec......... a ja ma dzieciątko dla którego muszę mocno stąpac po ziemi........ myślę, że na chwilę obecną on zupełnie tego nie rozumie - ma prawo gdyz nie miał jeszcze szczęścia poczuć rodzcielstwa.. choć przez chwile wydawało mi się że jest gotowy........ ale mnie się często coś wydaje:D
KGB nie uważam abyś miała zawyżone poczucie własnej wartości, masz takie jakie trzeba i dlaczego masz zniżać je do jakiegoś innego poziomu? Nie widział Twojej wartości to jego strata, widać potrzebuje znaleźć kogos na swoim poziomie, tak jak mój ex i niech szukają, dlaczego mamy się zmieniać dla kogoś? dlaczego mamy nieszczerze im pochlebiać, chwalić za każde pozytywne myslenie lub czyn? czy to dzieci są czy dorosli faceci? niech spadają!!!!
maxi:D:D kiedy zniżyłam sie do jego poziomu czułam, że tracę grunt pod nogami i uświadomiłam sobie, że jeśli nadal będę tkwić w takim poczuciu to nie będe miała co do gara dziecku włożyć - a na niego raczej nie mogłabym liczyć.
załatwiłam mu jedną pracę, później drugą...... nie, ze on nie radziłby sobie z tym, ale przyspieszałam proces jego rozwoju - bo miałam możliwości na które zresztą dlugo pracowałam.... to naprawdę nie wtym rzecz kto jest lpeszy czy gorszy wszyscy jesteśmy czegoś warci, ale fajnie jest jak wzajemnie potrafimy to doecnić
Zatem byłaś lepsza od niego ale nie mam tu nic złego na myśli
Wyprzedziłaś Go
a on za Tobą nie nadążył , na początku mu to pasowało ale później zaczął odstawać z tego co widzę zatem dobrze, że tak się stało ! Masz szanse spotkać kogoś kto Ci dorówna i będziecie tworzyć zgrany tandem czego Ci życzę ![]()
Dzięuję Kasiu:) równiez mam głeboką nadzieję spotkać kogoś z kim uda mi się stworzyć ni etylko zgrany tandem ale również wspaniałą rodzinę
KGB chyba kazdy z nas ma takie odczucie, nie chodzi o to ze czujemy sie lepsi ale kurde znamy swoja wartosc-nie wydaje mi sie zeby zadna z nas byla to zachukana szara myszka, raczej widac ze jestemy zdecdowane, niezalezne ,wyrazamy jasno swoje zdanie- ja tez jestem zawsze ta wygadana co nie da sobie w kasze dmuchac-dlatego moze wlasnie zastanawiamy sie nad tym , kurde jak on mogl???lub ona
ukłon w strone panow :)moj eks - jak go zobaczylam z inna (choc juz z nia nie jest bo to byl w ogole skomplikowany przypadek z tego mojego bylego typa)to poczulam to samo- brzydsza, przecietna taka nijaka a on przy niej sam wygladał słabo, niechlujnie, nie tak jak ze mna...jakby sie juz nie musial starac, zreszta sam potem przyznał ze za mądra tamta nie byla, on nawet musiał zagajac rozmowę i sam nazwał ja "marnym pocieszeniem"
Wydaje mi sie wiec ze teraz nas to boli, ale ogolnie jest to nasza wielką zaletą ze zdajemy sobie sprawe z tego ze jestemy i niebrzydkie i madre i zaradne, wyksztalcone, niezalezne itp. Ja tez mialam swiadomosc - jak w jednym z powyzszych postów ze to własnie we mnie mojemu bylemu imponowało i nawet po rozstaniu w chwili jego rozterek i braku zdecydowania odejsc,wrócic-bo jak juz wspomnialam to skomplikowany byl przypadek-sam to powtarzal i zalowal ze stracil bo zawsze mogl sie tym chwalic ze ma dziewczuynne inteligetna i ambitną
Moze oni wszyscy widza roznice m-dzy nami a nowymi partnerami i zdaja sobie sprawe z tego ze ci nowi tych cech nie maja, lub nie maja ich az tak widocznych ale pewnie pociagnely ich do nowych partnerów inne wartosci, atrybuty....cos jakby z zupelnie innej grupy cech....moze te nasze zalety lubili ale inne w gruncie rzeczy byly dla wazniejsze w drugiej osobie
a my....znajdziemy w koncu takich partnerow ktorzy wlansie bez cech , ktore my mamy nie beda umieli zyc i nas nigdy na inna/innego nie zamienia
))
zycze wszystkim aby sił was nie opuszczały!!!
KGB, nie będę z Tobą polemizować - bo i po co. Ale czytać ze zrozumieniem potrafię - zacytowałam Twoje wypowiedzi, a treść ich nie była znowu taka niejasna. Potem niepotrzebnie to wrażenie starałaś sie zamazać...
Dobrze jest mieć "poczucie własnej wartości", ale przede wszystkim dobrze jest mieć adekwatną samoocenę.
Każde jej zawyżenie spowoduje takie właśnie wypowiedzi, jak tu padły: mnie opuścił?? Mnie?? Taką mądrą i wartościową? Taką fajną? I to dla kogo? Jeszcze kiedyś to zrozumie, baran, facecik jeden!
Dziewczyny, to jest klasyczny przykład złej samooceny, która niewiele ma wspólnego z poczuciem własnej wartości.
Owszem, może taka samoocena ratować życie, gdy ten ukochany zdradzi czy odejdzie. Wychodzi się z twarzą - niestety, o wiele dłużej pamięta zdradę, bo urażona ambicja nie pozwala zapomnieć i darować zdrajcy.
KGB, nie będę z Tobą polemizować - bo i po co. Ale czytać ze zrozumieniem potrafię - zacytowałam Twoje wypowiedzi, a treść ich nie była znowu taka niejasna. Potem niepotrzebnie to wrażenie starałaś sie zamazać...
Dobrze jest mieć "poczucie własnej wartości", ale przede wszystkim dobrze jest mieć adekwatną samoocenę.
Każde jej zawyżenie spowoduje takie właśnie wypowiedzi, jak tu padły: mnie opuścił?? Mnie?? Taką mądrą i wartościową? Taką fajną? I to dla kogo? Jeszcze kiedyś to zrozumie, baran, facecik jeden!
Dziewczyny, to jest klasyczny przykład złej samooceny, która niewiele ma wspólnego z poczuciem własnej wartości.
Owszem, może taka samoocena ratować życie, gdy ten ukochany zdradzi czy odejdzie. Wychodzi się z twarzą - niestety, o wiele dłużej pamięta zdradę, bo urażona ambicja nie pozwala zapomnieć i darować zdrajcy.
Koma - również nie zamierzam polemizować, ponieważ utrzymuję, że wypowiadasz się na temat zupełnie pochopnie i oceniasz przez pryzmat........ no własnie , czego?
"Każde jej zawyżenie spowoduje takie właśnie wypowiedzi, jak tu padły: mnie opuścił?? Mnie?? Taką mądrą i wartościową? Taką fajną? I to dla kogo? Jeszcze kiedyś to zrozumie, baran, facecik jeden!" - to nie jest zawyżenie to cynizm po raz kolejny podkreślam zrozumie kiedy życie kiedyś zechce uposażyć go w doświadczenia - na dzień dzisiejszych takowych nie posiada - i chwała mu za to też chciałabym być 26latką bez skazy w życiorysie - tymczasem mam nieco więcej lat i trochę za sobą.
Droga forumowiczko gdyby nie moje poczucie wartości walkę za rakiem przegrałabym na starcie więc proszę Cie zanim zaparagniesz wydawać jakiekolweik oceny typu"księzniczka" poczytaj wątki i zastanów się na jakim poziomie piszemy.
Z pozdrowieniami królewna śnieżka:D
utrzymuję, że wypowiadasz się na temat zupełnie pochopnie i oceniasz przez pryzmat........ no własnie , czego?
Elementów psychologii społecznej.
...i nie myl poczucia wartości z samooceną, bo to różne pojęcia.
Słowa "księżniczka" użyłam w sensie przenośnym, na określenie pewnego typu kobiety.
Też bym chciała, abyś "złapała" poziom i zrozumiała, że jeszcze ktoś oprócz Ciebie może mieć swoje zdanie i na czymś się znać.
22 2011-03-12 01:56:34 Ostatnio edytowany przez KGB (2011-03-12 01:59:52)
utrzymuję, że wypowiadasz się na temat zupełnie pochopnie i oceniasz przez pryzmat........ no własnie , czego?
Elementów psychologii społecznej.
...i nie myl poczucia wartości z samooceną, bo to różne pojęcia.
Słowa "księżniczka" użyłam w sensie przenośnym, na określenie pewnego typu kobiety.
Też bym chciała, abyś "złapała" poziom i zrozumiała, że jeszcze ktoś oprócz Ciebie może mieć swoje zdanie i na czymś się znać.
... nie podważamTwojej wiedzy........
"Elementów psychologii społecznej." - pochopny portret psychologiczny:) brak analizy faktycznej osoby ocenianej przez Ciebie - takie daleko wysuniętę bezpodstawne treści wyrzucam w swojej głowie do komórki "nie warto się zagłebiać.
dla przypomnienia tudzież uświadomienia: "poczucie własnej wartości - to stan psychiczny powstały na skutek elementarnej, uogólnionej oceny dokonanej na własny temat. -GDYBYŚ CZYTAŁA UWAŻNIE - NIE BYŁOBY TEJ POLEMIKI
Samoocena to uogólniona postawa w stosunku do samego siebie, która wpływa na nastrój oraz wywiera silny wpływ na pewien zakres zachowań osobistych i społecznych. Podstawą samooceny jest samowiedza, czyli zespół sądów i opinii, które jednostka odnosi do własnej osoby. Te sądy i opinie dotyczą właściwości fizycznych, psychicznych i społecznych. - CZY COŚ POMINĘŁAM WE WCZEŚNIEJSZYM POŚCIE? NAPISAŁAM (ZAZNACZYŁAM, ŻE MAM ŚWIADOMOŚĆ SWOICH WAD I ZALET.
Według Nathaniela Brandena, wyróżnia się sześć filarów samooceny: świadomość, niezależność, prawość, celowość, asertywność oraz samoakceptacja."
"księżniczka" - wolna interpretacja niemniej to bardziej mi się kojarzy z próżnością i ekstrawagancją - nie zawuażam u siebie tych cech:)
odbiegamy od wątku dlatego proponuje zejśc na właściwy tor.
23 2011-03-12 02:03:45 Ostatnio edytowany przez koma5 (2011-03-12 02:08:09)
No widzisz - wujek Googiel pomógł:))
Myślę, że teraz już wiesz, o czym mówiłam.
No i nie dodawaj sobie - nie robiłam żadnego portretu psychologicznego Twojej osoby, tylko po prostu wykorzystałam podstawowe, ogólne terminy.
Wydaje mi się, że wypowiadałam sie na temat, jaki poruszyłaś.
Poczytaj troche watki innych zdradzonych lub porzuconych dziewczyn czy żon. Zobacz, jak niektóre doszukują się swojej winy: jestem beznadziejna, to moja wina, co złego/niewłaściwego zrobiłam, będę go błagać, aby wrócił...dzwoniłam prosząc dziesiatki razy...tak, to moja wina...
Napisałaś, że Twoja reakcja była zgoła inna, więc Ci wyjaśniałam, jak to widzę.
I tyle.
Dobranoc.
No widzisz - wujek Googiel pomógł:))
Myślę, że teraz już wiesz, o czym mówiłam.
No i nie dodawaj sobie - nie robiłam żadnego portretu psychologicznego Twojej osoby, tylko po prostu wykorzystałam podstawowe, ogólne terminy.
Dobranoc.
muszę Cię nieco rozczarować - to z mojej pracy dyplomowej:) - niemniej nie mojego autorstwa - może i "zjechałam" jakieś definicje od wujka googla;)
Nadal nie wiem o czym piszesz, gdyż są to bezpodstawne dywagacje nie mające nic wspólnego z załozonym wątkiem.
Dobrej nocy również Tobie.
25 2011-03-12 02:10:14 Ostatnio edytowany przez koma5 (2011-03-12 02:10:57)
Przeczytaj jeszcze raz mój ostatni post - zedytowałam go...Może teraz bedzie łatwiej sie porozumieć?
26 2011-03-12 02:19:08 Ostatnio edytowany przez KGB (2011-03-12 02:29:35)
dziękuję za rozwinięcie..... gdybyś jednak przed wypowiedzią i oceną przeczytała moje wątki - wiedziałabyś, że równiez dzwoniłam, błagałam, cierpiałam i byłam zdradzona i porzucona w chorobie. Cieszę się że rodzice włożyli w mój rozwój dużo pracy i zakotwiczyli we mnie poczucie wartości, ambicję, samodzielność, determinację itd... dzięki temu nigdy się nie poddałam i zyskałam zdrowie- zdrowie dzięki któremu mogę patrzeć dziś jak mój syn się rozwija.
I zobaczcie tyle sytuacji zniosłam, przeżyłam, wygrałam........... a po rozstaniu upadłam. Tylko przez odrzucone uczucie? nie. upadłam ponieważ po 1 . już wszystko napisałam na ten temat w pierwszym poście. Po 2. tylu rzeczy udało mi się dokonac "mimo wszystko" - a dałam się wykorzystać facetowi a on w dodatku znalazł sobie w tempie ekspress pocieszenie w ramionach innej..... pewnie pozostalości bólu we mnie budują takie myśli i analizy.
koma, może ja też zbyt mało szczegółw uwzględniłam w wypowiedzi i mogło zabrzmieć egocentrycznie.
Ponad to co juz napisałam w pierwszym poście, chce dodać, że ja poświęciłam temu człowiekowi całe swoje zycie, rezygnując z marzeń, pragnień, rodziny która tworzyłam od 10 lat. Wywróciłam swój świat do góry nogami. Jedyne co pozostało niezmienne to mój charakter - siła i wola życia, którą związek z nim odbierał mi w ostatnich miesiącach bycia razem. przeszłam już fazy rozpaczy, załamania, wybaczania, błagania, desperacji, ignorancji,chęci zemsty i w ostateczności zatrzymałam się na nienawiści, która niebawem zniknie. Problem polega na tym, że od kilku miesięcy starałam sie odszukać swoje JA - czyli odbudować ambicję, odbudować pewność, która upadła wraz z odrzuceniem przez Niego mojej miłośći. Ja nie jestem bez winy - kochałam za bardzo. Ja nie chcę koncentrować się więcej na tym co było - ale aby tego dokonać ( takie mam wrażenie) to muszę coś zrozumieć, musze zrozumiec dlaczego jednemu człowiekowi udało sie tak skutecznie zachwiać moją osobowość?? w która najpierw dużo energii wkładali rodzice a później ja sama. No jak? co z tymi ambicjami moimi, dlaczego to nie daje spokoju?
a czuję się lepsza od niego z prostej przczyny - nigdy nie moglabym skrzywdzić kogoś tak świadomie. Jeśli nie jestem czegoś pewna - nie wchodzę w to. Nie mam 13 lat aby bawić się w ciuciu babkę czyli znajdzię sie albo nie znajdzie ( w tym wypadku - naszego związku - uczucie)
Piszecie, że Wasze poczucie wartości spadło, że ucierpiała Wasza ambicja bo odeszli do "gorszych". Mój odszedł do dużo ładniejszej, bardziej szalonej dziewczyny niż ja i co ja mam powiedzieć? Zniszczył mi przez to psychikę, czuję się zerem. Już widzę jakie ma wspomnienia o mnie. Właściwie co tu mówić...O mnie pewnie żadnych wspomnień nie ma. Ona przyćmiła całkowicie moją osobę. Mnie pewnie nawet nie pamięta:(
KGB, nie znałam innych Twoich wątków, Twojej historii. Tutaj wypowiadałam sie w oderwaniu od nich, czysto teoretycznie.
Loona, jeśli 84 to Twój rocznik, to tym bardziej mi smutno - mam córkę starszą od Ciebie. Dasz radę, tylko nie mów już, że jesteś beznadziejna, nie bierz całej winy na siebie. Poleciał na ładną buzię ...to on jest zerem.
KGB, nie znałam innych Twoich wątków, Twojej historii. Tutaj wypowiadałam sie w oderwaniu od nich, czysto teoretycznie.
Loona, jeśli 84 to Twój rocznik, to tym bardziej mi smutno - mam córkę starszą od Ciebie. Dasz radę, tylko nie mów już, że jesteś beznadziejna, nie bierz całej winy na siebie. Poleciał na ładną buzię ...to on jest zerem.
Witam, dziękuję za miłe słowa. Tak, 84 to mój rocznik, a poleciał nie tylko na ładną buzię, ale i na krótką spódniczkę... Naprawdę zniszczył mi poczucie własnej wartości, tzn nigdy nie byłam pewna siebie, ale teraz to już czuję się zerem.
Bardzo się dziwię temu najazdowi Komy. Tak zazwyczaj jest, że chcąc przedstawić problem skupiamy się na aspektach, które go pokazują, nawet, jesli wtedy pokazujemy te aspekty nieco przejaskrawione. Ja świetnie rozumiem, o co chodzi KGB. Ona uważa się za osobę dużo wartą (i prawidłowo), zapewne ciężko pracowała na poczucie własnej wartości. To nie jest stanowisko "jestem najwspanialsza na świecie" tylko "jestem naprawdę dużo warta i dlaczego ten, którego moja wartość zachwycała nagle poszedł sobie do innej".
KGB, wiesz co się z tym robi? Wymyśla się teorię, że facet nie był dla Ciebie, że nie pasowaliście do siebie po prostu. Nawet najbardziej wartościowe kobiety bywają same. Nie każdy do każdego pasuje. Być może on kiedyś zrozumie, że popełnił błąd. Jeśli będzie szczęśliwy z tą drugą - niech sobie będzie, może ona do niego bardziej pasuje niż Ty. Ty się nie dołuj, nie zastanawiaj dlaczego. Z Twoich postów przebija, że naprawdę masz wiele do zaoferowania. Szukaj mężczyzny, który to doceni, takiego, który będzie do Ciebie pasował. Nawet nie szukaj - sam się znajdzie.
Bardzo się dziwię temu najazdowi Komy. .
Gdzie Ty tutaj widzisz jakiś najazd??
32 2011-03-12 14:47:48 Ostatnio edytowany przez malaiduzy (2011-03-12 14:48:11)
"Kiedy ktoś Cię opuści, poza tym, że tęsknisz, poza tym, że rozpada się cały ten mały świat, który razem stworzyliście, i że wszystko co widzisz albo robisz przypomina Ci o tej osobie, najgorsza jest myśl, że była to próba jakości i teraz wszystkie części, z których się składasz, noszą stempel ODRZUT przystawiony przez kogoś, kogo kochasz." Helena Fielding
i tak się czuję jak ODRZUT
Kiedy mnie dawno temu oszukał chłopak to jedyne co to moje ego się odezwało czyli jak on mnie mógł oszukać?czyli to ze ja zawsze byłam szczera jak łza a tu nagle ktoś mnie oszukał,natomiast nie zniżyło to poczucia mojej wartości.
Myślę tez że należny odróżnić poczucie własnej wartości(czyli tu jestem jaki jestem i czuje sie z tym dobrze) od poczucia ważności(czyli tu moje wykształcenie, posiadanie dóbr materialnych, uroda, inteligencja itp.)
i tak się czuję jak ODRZUT
Malaiduza...miałam na stole dwa owoce, które wczoraj kupił mój mąż: wspaniałą, żółtą, pachnącą gruszkę oraz wielkie, czerwono - zółte jabłko. Przekroiłam kazdy z tych owoców i wzięliśmy po połówce. Rozmawiając z mężem przyłożyłem połówkę jabłka do połówki gruszki...Nie pasowały...
No i teraz zobacz - nie pasowały nie dlatego, ze jabłko było piękne a gruszka brzydka, ale z zupełnie innego powodu.
...i tak traktuj swoje rozstanie z facetem.
Dziewczyny, przyznam się, że ja akurat rozumiem bardzo dobrze i akceptuję w 100% to, co napisała koma5.
Doskonale rozumiem potrzebę walki z podświadoma oceną - odszedł, bo byłam gorsza (w szerokim aspekcie tego słowa). Bo tak trudno nas zrozumieć DLACZEGO? JA ON MÓGŁ?
Już wiele razy pisałam na tym forum - PO GRZYBA WAM ODPOWIEDŹ NA TO PYTANIE?
Ja osobiście uważam, że każda z nas powinna raczej skupić się na odpowiedzi na następujące pytania:
* dlaczego wybrałam właśnie takiego człowieka
* czym mnie "uwiódł, skusił, oczarował" i dlaczego było to dla mnie tak atrakcyjne, że tak długo nie zauważałam, jakim jest naprawdę człowiekiem
* jak już zaczęłam zauważać tą "prawdziwą twarz" - dlaczego uwierzyłam, że to jest MÓJ PROBLEM
Tak kochane, jeśli nie zrozumiemy podstawowego problemu: TO JA SAMA WYBRAŁAM TAKIEGO CZŁOWIEKA - nie będzie lepiej.
Bo naszym problemem nie jest to, że oni są złymi ludźmi - to akurat ich problem. Naszym problemem jest to, że tacy ludzie są dla nasz atrakcyjni, łapiemy się na "lep" ich słówek, czynów i (co najgorsze) NASZYCH WŁASNYCH WYOBRAŻEŃ O NICH.
I dopóki nie zobaczymy, że to MY jesteśmy winne takiego wyboru - nie będzie lepiej. I wciąż będą tu posty "Dlaczego ZNÓW mi zrobił", "Dlaczego ZNÓW ktoś mnie zranił".
Ja już to zrozumiałam - i teraz pracuję nad SOBĄ. Bo to jest najważniejsze - że następnym razem wybiorę ŚWIADOMIE tego, który DLA MNIE będzie odpowiednim PARTNEREM.
Tak więc nie ma co się wkurzać, że ktoś napisał prawdę, która boli - warto się chwilę zastanowić, czy ta osoba nie ma racji.
I jeszcze jedno, co wielokrotnie było nieprawidłowo odczytywane z mojego przedstawionego powyżej stanowiska:
to, że przyznaję się, że ŹLE wybrałam nie może być wytłumaczeniem dla ZŁEGO zachowania mojego partnera. Przyznanie, że to był MÓJ zły wybór nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla niego - jest tylko wskazówką, że powinnam poszukać i "przewalczyć" SWÓJ problem.
Dziewczyny, przyznam się, że ja akurat rozumiem bardzo dobrze i akceptuję w 100% to, co napisała koma5.
Doskonale rozumiem potrzebę walki z podświadoma oceną - odszedł, bo byłam gorsza (w szerokim aspekcie tego słowa). Bo tak trudno nas zrozumieć DLACZEGO? JA ON MÓGŁ?Już wiele razy pisałam na tym forum - PO GRZYBA WAM ODPOWIEDŹ NA TO PYTANIE?
Ja osobiście uważam, że każda z nas powinna raczej skupić się na odpowiedzi na następujące pytania:
* dlaczego wybrałam właśnie takiego człowieka
* czym mnie "uwiódł, skusił, oczarował" i dlaczego było to dla mnie tak atrakcyjne, że tak długo nie zauważałam, jakim jest naprawdę człowiekiem
* jak już zaczęłam zauważać tą "prawdziwą twarz" - dlaczego uwierzyłam, że to jest MÓJ PROBLEMTak kochane, jeśli nie zrozumiemy podstawowego problemu: TO JA SAMA WYBRAŁAM TAKIEGO CZŁOWIEKA - nie będzie lepiej.
Bo naszym problemem nie jest to, że oni są złymi ludźmi - to akurat ich problem. Naszym problemem jest to, że tacy ludzie są dla nasz atrakcyjni, łapiemy się na "lep" ich słówek, czynów i (co najgorsze) NASZYCH WŁASNYCH WYOBRAŻEŃ O NICH.
I dopóki nie zobaczymy, że to MY jesteśmy winne takiego wyboru - nie będzie lepiej. I wciąż będą tu posty "Dlaczego ZNÓW mi zrobił", "Dlaczego ZNÓW ktoś mnie zranił".
Ja już to zrozumiałam - i teraz pracuję nad SOBĄ. Bo to jest najważniejsze - że następnym razem wybiorę ŚWIADOMIE tego, który DLA MNIE będzie odpowiednim PARTNEREM.
Tak więc nie ma co się wkurzać, że ktoś napisał prawdę, która boli - warto się chwilę zastanowić, czy ta osoba nie ma racji.I jeszcze jedno, co wielokrotnie było nieprawidłowo odczytywane z mojego przedstawionego powyżej stanowiska:
to, że przyznaję się, że ŹLE wybrałam nie może być wytłumaczeniem dla ZŁEGO zachowania mojego partnera. Przyznanie, że to był MÓJ zły wybór nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla niego - jest tylko wskazówką, że powinnam poszukać i "przewalczyć" SWÓJ problem.
Niekochana, dzięuję za te słowa one faktycznie dały mi bardzo dużo do myślenia. Masz bardzo dużo racji. - natomiast ja po rozstaniu z mężem a przed związaniem się z człowiekiem o którym pisałam wyżej - właśnie pracowałam na świadomością wyboru. Odeszłam od męża bo przegrałam bitwę z jego alkoholizmem. Dostałam trochę klapsów od życia, gdyż jak nagle po 10 latach związku okazuje się, że mąz jest zupełnie kims innym niż poślubiłam... cóż rozczarowanie.... ból... depresja.... wyszłam z tego i ostrożnie wchodziłam w proces gotowości do zaufania komuś nowemu..... dużo mnie to kosztowało aby zaufać...... przeciez długo musiałam walczyć aby przetrwać i się nie załamac po rozpadzie mojego małżeństwa. No i zaufałam... świadomie..... - nie chyba nie do końca to znak że musze nad Tą swoją świadomośćią jeszcze duużo pracować.
Rozwinęłam się w poście ponieważ nie chcę aby ktoś po raz kolejny nie ocenił mnie jako księżniczki czy też rozkapryszonej damy ... Mam inny problem... pracuję nad odbudowaniem swojego prawdziwego Ja a to, że on odrzucił moje życie które mu ofiarowałam - rozłożyło mnie na łopatki. Pisząc z Wami uświadomiłam sobie, żę to mój problem że podarowałam mu swoje życie...... jedyne co mogę teraz pomyśłeć to , ze człowiek uczy sie na błedach.
Rozwinęłam się w poście ponieważ nie chcę aby ktoś po raz kolejny nie ocenił mnie jako księżniczki czy też rozkapryszonej damy ... Mam inny problem... pracuję nad odbudowaniem swojego prawdziwego Ja a to, że on odrzucił moje życie które mu ofiarowałam - rozłożyło mnie na łopatki. Pisząc z Wami uświadomiłam sobie, żę to mój problem że podarowałam mu swoje życie...... jedyne co mogę teraz pomyśłeć to , ze człowiek uczy sie na błedach.
Ciesze się, że się dobrze zrozumiałyśmy ![]()
Ja podobnie jak Ty - miałam wrażenie że tworzę "byty równoległe". Zawodowo, intelektualnie, na gruncie towarzyskim, w kontaktach z przyjaciółmi - SILNA kobieta, pewna swojej wartości i swoich wyborów. A w relacji z jeszczemęzem - brak konsekwencji i to co najbardziej mnie teraz wkurza na samą siebie - ta pieprzona potrzeba usprawiedliwiania jego zachowań, słów, jego (teraz już wiem) potrzeby ranienia innych w imię polepszania własnego samopoczucia.
Kochana, ja już wiem coś, co nie jest przyjemne. I nie byłam dumna z tego, gdy to do mnie dotarło. Ale dzięki niektórym kobietom na tym forum i przeczytanym książkom zrozumiałam, że jak się do tego nie przyznam, to nie będzie lepiej. Tak więc przyznałam się do tego przed sobą, pisałam to już tu na forum i teraz często mówię to kobietom, które (jak widzę) często mają ten sam problem. Nie z potrzeby oceniania ich (przecież ja byłam taka sama), tylko po to, żeby oddać to, co sama dostałam - SAMOŚWIADOMOŚĆ.
Tak więc:
Uważam, że ja osobiście tak długo tolerowałam zachowania jeszcze męża wobec innych i siebie samej, gdyż nie chciałam sobie samej odpowiedzieć na pytanie, które wciąż wciskało mi się uparcie jako "do rozpatrzenia". Wolałam udawać, że nie ma problemu niż odpowiedzieć na to pytanie.
A to pytanie brzmiało "Jakim jestem człowiekiem, skoro wybrałam na partnera kogoś, kto tak się zachowuje? Co to świadczy o mnie jako o człowieku? Kim jestem, jeśli mając już świadomość jego zachowań nadal tkwię w tym chorym związku"
Ja już sobie odpowiedziałam na te pytania. A Wy?
Pięknie, Niekochana! Super! Nie poznaję Cię.
Tak trzymaj, bo o to właśnie chodzi. Pozbyłaś się konfliktu wewnętrznego.
Doszłaś do obiektywnej samooceny.
To jest właśnie to, o czym mówiłam, a co zostało zrozumiane przez KGB jako atak.
Pięknie, Niekochana! Super! Nie poznaję Cię.
Tak trzymaj, bo o to właśnie chodzi. Pozbyłaś się konfliktu wewnętrznego.
Doszłaś do obiektywnej samooceny.
Dziękuję - jakże bolesny był to proces. Ale i oczyszczający, przyznaję. I napisze jeszcze coś - pomimo, iż wielu mężczyzn na tym forum pisze, że ich niesprawiedliwie oceniam, a niekiedy wręcz, że nienawidzę - TO NIEPRAWDA.
Cała ta sytuacja nie zabiła we mnie wiary w ludzi, mężczyzn i generalnie w dobro. Ba... jestem wręcz pewna, że w czasie gdy tkwiłam w chorym związku z jeszczemężem w pobliżu przewinęło się wielu mężczyzn, z którymi mogłabym być szczęśliwa. I mam nadzieję, że jeszcze takiego spotkam. Bo jakie może mieć znaczenie mój wiek, wygląd itp bzdury, jeśli spotkam kogoś, kto myśli i czuje jak ja? Nie te bzdury będę dla niego ważne, tylko to, jakim jestem człowiekiem.
A dl innych - szkoda mojego czasu i urody ![]()
dużo myślałam po przeczytaniu Waszych postów - dziękuję za wszystkie sugestie. Myślę teraz że za dużo czasu nadal poświecam w swojej analiz jemu a nie sobie. TUTAJ UKLONY W KIERUNKU niekochana72 - DZIĘKUJĘ, bardzo głeboko wzięłam sobie do serca Twoje słowa.
Nie wiem co mną kieruje, że związałam się w sumie z partnerami dla których chcąc nie chcać stwałam sie menagerem życia..... a teraz pragnę aby ktos troche poprowadził mnie za rączkę.......... naprawdę potrzebuję teraz kogoś kto przeprowadzi mnie przez ten zły okres i pal licho moje ambicje....... naprawdę potrzebuje wsparacia.
kurcze dziewczyny przeczytalam post niekochanej i pierwsze co pomyslalam ze moj eks , ktory ostatnio mnie zostawil byl facetem jakiego chcialam, mialam za niego niedlugo wyjsc-dlugo by wymieniac dlaczego ale mial normalne , podstawowe wartosci-lojalny,wierny,troskiliwy no normalny gosc-chcialam rozsadnego byl bardzo!pracowity i zaradny....no i pomyslalam du**** dokonlam wyboru rozsadnie, tak jak chcialam a on przed slubem zostawil mnie, potem mial przelotna milostke teraz zasypuje mnie rozterkami swoimi bo nie wie czego chce i meczy tym ze kocha a wracac nie chce-choc to inna kwestia bo ja tez teraz juz go nie chce-no ale tak robi. I tak mysle i ze czemu...dlugo z nim bylam , odpowiadal mi, sprawdzalismy sie w codziennym zyciu, dopasowalismy sie...
Potem rzeczytalm ostatni wpis KGB - moj byly był zaradny i pracowity ... ale na codzień, wieksze plany , jakies powazniejsze akcje ciagnelma ja...znajomi tez tak widzieli...jestem działacz , mi to zbytnio nie przeszkadalo, ba pewnie ze czasem chcialam sie "wlanie poczuc jak mała dziewczynka" ale dawalam rade , nie bylo mi to tak mega potrzebne....a teraz , kiedy czuje sie ze to ja bylam jego podpora a on wesprzec mnie nie umial, nie chce byc juz silna .... chce tak jak napisala KGB-chce sie poczuc mała dziewczynka, niech teraz ktos sie mna zajmie
ehhh moze tacy dadza nam szczescie, moze silnej dziewczynie i tak jest potrzebny silny facet....
ukrywam mocno na codzień doskwierający ból..... wbrew pozorom cieszę sie, że potrafię jeszcze płakac......... pragnę teraz jak niczego w zyciu aby ktoś otarł te łzy....... ale nie ma nikogo takiego... nie poznalam.... to też motywuje mnie do walki o własne JA......... sama musze je ocierać i spijać... i wiecie czego się obawiam, że kiedy pojawi się ktoś kto bedzie chciał otrzec moje łzy powiem, "poradzę sobie sama" doświadczenia budują w nas odporność, czy ja tego chcę? Nie... ale obawiam się że dotychczasowe doświadczenie zneutralizują mnie zupelnie
43 2011-03-13 12:35:29 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-03-13 12:51:14)
Mała sugestia: nie ma sensu pakować się w następny związek, gdy mamy "nie załatwione" sprawy wewnątrz siebie.
No bo cóż pewnie zrobi kobieta, która została skrzywdzona? Poszuka kogoś, kto będzie przeciwieństwem tego poprzedniego. No a dobór na zasadzie "nie jest taki jak..." jest bardzo zły. Wiem, bo przeżyłam.
To, że mamy chwilową potrzebę bycia "słabą kobietką" nie oznacza, że chcemy, aby tak zawsze wyglądało nasze życie, prawda? Ile czasu byśmy wytrzymały, zanim mówiąc delikatnie krew by nas zalała?
PARTNERA szukamy, kochaniutkie. I kogoś, kto nas naprawdę kocha. A jeśli ktoś nas kocha/my kogoś kochamy nie krzywdzimy go, po prostu. Dbamy o siebie na wzajem, wspieramy siebie, obdarzamy zaufaniem - nie ma tu miejsca na "licytowanie się " kto ważniejszy, kto mądrzejszy.
Polecam najpierw "wyprostować" swoje własne życie. Odpowiedzieć sobie na pytania: Jaka jestem? Czego potrzebuję do szczęścia? Co mam do zaoferowania swojemu partnerowi? Jakim człowiekiem ma być mój partner? Jak ma wyglądać nasz związek? Jakie priorytety mają "rządzić" w naszym związku?
Kochane - zaglądnijcie do wątków "Dlaczego zdradzani są głupi" i "Grupa wsparcia dla kobiet kochających za bardzo" - wiele bardzo mądrych wypowiedzi.