Witam, poczytałam troszkę forum i poczułam nieodpartą chęć podzielenia się swoimi problemami.
Moje małżeństwo trwa już prawie 10 lat, mamy dwoje dzieci a nasza miłość gdzieś się zatraciła. Przeżyłam już z mężem jedno rozstanie na prawie półtora roku , potem zeszliśmy sie podjeliśmy decyzję o drugim dziecku i jakoś to było. Tyle, że już w ciąży czułam się samotna, zwłaszcza ze zdecudowaliśmy się spróbować zycia za granicą, nie miałam nikogo oprócz męża. Mąż pracował a po pracy każdą wolną chwilę spędzał przy komputerze, jakoś to znosiłam w końcu miałam co robić przy dwójce dzieci. Jak nasz synek skończył 1,5 roku zdecydowałąm że wracam do kraju. Mąż został, alenie długo bo jak twierdził nie potrafi żyć daleko od nas. Wrócił nie do mnie a do komputera, nie chciał wychodzic na spacery z nami bo musiał pilnować swoich gier, podpożadkował swoje życie grom i próbował zrobić to z naszym, tzn. musiałam mowić o której dokładnie godzinie wychodzimy z domu by on mógł komuś polecić opiekowanie się jego grą. Masakra... Grał i grał i każdą chwilę poświęcał grze jak mi pomagał to tylko żebym "się nie czepiała" i dopóki się nie czepiałam było ok, on miał swój świat a ja swoją samotność i tęsknotę za mężem, który był tuż obok.Próbowała wiele razy walczyć z maszyną, o którą byłam po prostu zazdrosna, ale zawsze prędzej czy później przegrywała... A teraz się wypaliłam, nie chce mi się walczyć, chcę w końcu zacząć żyć i robić coś ze swoim życiem, podjęłam decyzję, że jadnak nie udało nam się i chcę rozwodu. Trudne to dla mnie, bo nigdy sie nie kłóciliśmy , no chyba że domagałam się czasu i uczuć i przeszkadzałam mężowi w jego wirtuanym świecie.Z naszych uczuć nie zostało nic , nie ma seksu, nie ma rozmów nie robimy razem nic poza zakupami i to nie zawsze, jestem bardzo samotna, wszelkie próby rozmów ostatnimi czasy kończyły się : jak ci się nie podoba to wracaj do mamy, lub jak ci sie nie podoba to napisz pozew o rozwód... Wsponmę jeszcze tylko, że mąż po powrocie zza granicy , niby do nas, zamiast szukać pracy, grał i niestety ale przejedliśmy nasze mieszkanie, to chyba wtedy coś we mnie pękło, najważniejsze marzenie w życiu nie spełni się. Poza tym ten okres 1,5 roku kiedy bylam sama z córką nie był łatwy ale ja wtedy byłam dużo szczęśliwsza niż z mężem... Mam straszne wyrzuty sumienie, że nie dałam rady z maszyną i w krótce wywrócę życie moich dzieci do góry nogami...
1 2011-01-27 14:06:08 Ostatnio edytowany przez jolakufel (2011-01-27 14:12:48)
Ale wiesz, że to choroba? Podejrzewam, że nie będzie chciał się leczyć - w takim przypadku jestem za separacją. U mojego kolegi skończyło się tak, że zostawił żonę w ciąży - i już nie wrócił. Żyje ciągle z coraz to inną kobietą.
Niby podjęłam decyzję, ale gdzieś tam głęboko w głowie plącze się myśl, że może jeszcze uda się to jakoś uratować... Najbardziej boli mnie, że co bym nie zrobiła cierpią nasze dzieci... Jest mi strasznie ciężko, boję się czy dam sobie radę. Z jednej srtony zastanawiam się czy już nic nie da się zrobić, a z drugiej, znam męża i wiem, że prędzej czy później znowu stanę w takiej sytuacji...
Te lata samotności w związku zabiły we mnie siłę i pewność siebie, teraz potrafię tylko milczeć i płakać cichutko jak dzieci śpią, mojego męża nie wzruszają moje łzy...
Mój mąż uwielbia granie, pociąga go hazard, jak stoimy w kolejce w sklepie a tam przypadkiem stoi maszyna, musi po prostu musi zagarc, z nadzieją że wygra, nie licząc że jak przegra zabraknie nam na chleb. Zupełnie innaczej postrzegamy świat.
Niby podjęłam decyzję, ale gdzieś tam głęboko w głowie plącze się myśl, że może jeszcze uda się to jakoś uratować... Najbardziej boli mnie, że co bym nie zrobiła cierpią nasze dzieci... Jest mi strasznie ciężko, boję się czy dam sobie radę. Z jednej srtony zastanawiam się czy już nic nie da się zrobić, a z drugiej, znam męża i wiem, że prędzej czy później znowu stanę w takiej sytuacji...
Te lata samotności w związku zabiły we mnie siłę i pewność siebie, teraz potrafię tylko milczeć i płakać cichutko jak dzieci śpią, mojego męża nie wzruszają moje łzy...
Witaj..niestety to jest choroba...i chodz boli ..to jednak choroba..
będzie ci bardzo trudno zacząć na nowo zycie...ale tak myślę iż to jedyny sposób..by życ normalnie a może nawet..uratowac wasz związek...
Powodzenia...
jezeli męża nie wzruszają twoje łzy to znaczy ze z tego związku nic nie będzie. Bierz rozwod tak szybko jak to możliwe- dzieci będą cierpiec tak samo w przypadku kiedy się rozwiedziecie i kiedy będziecie "razem" bo bedą widzialy jak ich matka cierpi. A to jest potworne dla dzieci widziec jak ich matka cierpi, ojciec zawsze będzie mogł się widzieć z dziećmi więc na pewno jakoś do tego przywykna. Do widoku cierpiącej matki nie da się przywyknąć. Nie jest powiedziane że już do końca bedziesz sama może spotkasz jakiegoś faceta bez uzależnień i uda ci sie cos wyciągnąć z życia.
czasem tzreba coś zburzyc zeby w miejsce postwić coś innego (może lepszego). uszy do góry
Dzięki za odpowiedź! Zastanawiałam się ze to po prostu nałóg jak każdy inny, i że w końcu zrujnuje naszą rodzinę.
8 2011-01-27 15:35:46 Ostatnio edytowany przez Czlowiek (2011-01-27 15:39:26)
Jola, to nie żarty. Hazard w zasadzie zawsze kończy się źle. Nawet jeżeli osoba nim dotknięta dochodzi do punktu, w którym zauważa problem, to jest to punkt, poniżej którego nie ma już nic. Nie tylko nie ma już własnych pieniędzy ani majątku, nie tylko nie ma już od kogo pożyczyć w promieniu 300 km, ale na karku codziennie są wierzyciele i pojawiają się groźby!! Teraz dopiero zdałem sobie sprawę z zaawansowania sytuacji, kiedy pisałaś o "przejedzonym" mieszkaniu. Wierz mi, że jeszcze jesteś w doskonałej sytuacji! Mam taki przypadek w rodzinie. Dziewczyno: Uciekaj! Dla dobra nie tylko Twojego i dzieci - ale też męża. Im wcześniej głód zajrzy mu w oczy, tym większa szansa na podjęcie leczenia! Jeżeli mi nie wierzysz co do powagi sytuacji - sprawdź w sieci strony nt. hazardu.
W przypadku, który ze smutkiem i bezsilnością obserwuję z bliska - żona tego człowieka jest do tego stopnia współuzależniona, że go usprawiedliwia i nie jest w stanie odejść. W każdej chwili grozi im eksmisja ze starego, od lat nie remontowanego domu, podłączenie do prądu na lewo, itp. Żyją w zasadzie z małej renty, dzielonej na egzekucję sądową, kupony lotto i z pomocy dzieci! To jest Twoja przyszłość, jeżeli się nie ruszysz! Przy czym przypadek, który opisuję jest o tyle lepszy od Twojego, że kiedy to się zaczęło, dzieci były już praktycznie dorosłe i samodzielne.
P.S. Moi drodzy! To już nie jest walka o dobry związek - za następną przecznicą jest już walka o życie. Wielu hazardzistów kończy z rąk wierzycieli.
Jolu, to jest nałóg taki sam jak inne - jeśli on się nie będzie leczył, to niestety czeka go równia pochyła.
Proponuję jasne i uczciwe postawienie sprawy - że odejdziesz z dziećmi, jeśli nie podejmie terapii. Proponuję tez, żebyś Ty udała się po poradę do fachowca - jak ma sobie radzić osoba współuzależniona.
I proszę Cię - bądź konsekwentna. Jeśli się nie zmieni - odejdź. Jedyna szansa dla niego - że przejrzy na oczy, co straci.
Jeśli chcesz poczytać dobrą książkę - polecam "Koniec współuzależnienia". Jeśli chcesz, to mogę Ci przesłać skany tej książki.
W tej sprawie odezwij się na mojego mail'a.
Jeszcze myślę o Twojej sprawie. Masz teraz dwa problemy:
1) Jesteś współuzależniona. Trudno Ci się pogodzić z oczywistością, którą każdy z boku widzi. Jesteś jak dziecko na autostradzie - normalnym odruchem byłoby je szybkim ruchem porwać w bezpieczne miejsce - ale Ty jesteś dorosła i nikt nie może Cię porwać... Użyj rozsądku, pogadaj z kimś, komu ufasz - z psychologiem, przyjaciółką, poczytaj w sieci...
2) Wspólnota majątkowa - z kontekstu wynika, że ją macie. Twój mąż nie ma dochodów, więc kredyt raczej odpada. Ale jeżeli z komputera przerzuci się na coś pieniężnego - choćby te głupie automaty - zaczną się długi. Spróbuj sprawdzić czy jakieś ma i czy są zupełnie prywatne (bez papieru). Dopóki nie ustanowicie rozdzielności majątkowej - za każdy dług męża oboje odpowiadacie solidarnie. Notariusz weźmie kilkaset zł (bodaj 400) plus jakiś procent od dzielonego majątku.
Już nie czytaj forum - działaj!
Przeprowadziłam długą rozmowę z mężem, powiedziałam że chcę odejść, on na to , że uszanuje moją decyzję, ale chciałby jakoś postarać się jeszcze o nas powalczyć, wspomniałam mu, że powinien się udać do specjalisty od uzależnień żeby pomóc sam sobie, on uznał, że może zrobić to jedynie dla mnie nie dla siebie, czyli uważam, że nadal nie widzi problemu...Zaproponował wizytę w poradni małżeńskiej i w ogóle wszystko, żebym tylko znowu wybaczyła... A ja mam nieodparte wrażenie, że za jakiś czas znowu staniemy w tym samym punkcie. Przez te lata kiedy się oddalaliśmy od siebie, kiedy to komputer był najważniejszym członkiem rodziny, oduczyłam się kochać męża, tzn. kocham go nadal w jakiś tam sposób, ale nie potrafiłabym , tak jak on uważa, zacząć wszystko od nowa, coś we mnie pękło, nie potrafię uwierzyć, że kiedykolwiek moglibyśmy żyć razem a nie obok siebie, nie wiem czy mogłaby się we mnie obudzić namiętność, pożądanie potrzeba miłośći, oduczał mnie tego tak długo, że nie wiem czy potrafię kochać go innaczej niż na odległość. Nie wiem co robić czy znowu wybaczyć, iść w niepewne,czy zacząć w końcu żyć własnym życiem, nie oglądać się za siebie i spełnić swoje dawno odkładane marzenia. Wydaje mi się że byłabym w stanie spróbować pokochać kogoś innego, niż własnego męża... Mam mentlik w głowie, nie wiem co robic... Nie widzę dla nas przyszłości, a może powinnam?
12 2011-01-28 12:19:37 Ostatnio edytowany przez Czlowiek (2011-01-28 12:37:35)
Jeżeli kiedyś już zakochałaś się w mężu, to jest duże prawdopodobieństwo, że to się powtórzy. Ale to wymaga dość radykalnych kroków. Początkowo czytając Twój post, myślałem, że chodzi tylko o gry komputerowe. Ale dalej wynikło, że to poważne uzależnienie od hazardu. W takiej sytuacji moim zdaniem poradnia rodzinna nie wystarczy. Potrzebne jest prawdziwe leczenie, odwyk - być może z pozbyciem się komputera z domu włącznie. To bardzo trudna sytuacja, bo bardzo trudno się odseparować od pokus. Co krok masz - jeśli nie automat - to punkt Lotto, itd. Zazwyczaj przewartościowanie życia następuje w obliczu drastycznych okoliczności: ciężka choroba, śmierć kogoś bliskiego, zdrada... Moim zdaniem problem jest zbyt poważny na zwykłą poradnię rodzinną. Cieszę się, że Twój mąż chce walczyć, ale rozumiesz, że to bardzo silna i długotrwała choroba? Zwykłe "chcę" może nie wystarczyć - będzie potrzebna bardzo konkretna pomoc. Poza tym: jest jakaś przyczyna, że Twój mąż w to popadł. Jeżeli terapia nie dotrze do tej przyczyny - jedna dysfunkcja zostanie zastąpiona inną. Piszę tu na forum do znudzenia o tym - ale to po prostu się potwierdza w każdym przypadku. Przyczyną dysfunkcji w życiu dorosłym jest rana z przeszłości. Trzeba sobie z tego zdać sprawę, oczyścić ją (bolesne) i praktycznie uczyć się życia na nowo.
Doskonale rozumiem Twoje uczucia, masz do nich prawo. Sama oceń, czy dasz radę być przy mężu, kiedy on będzie walczył ze sobą, ze swoją przeszłością i uzależnieniem. Tak czy owak - On musi odczuć, że nie ma innego wyjścia: albo podejmie prawdziwą walkę o życie, albo się stoczy na samo dno.
Nie wiem co jest dalej. Życie przeskakuje najbardziej fantazyjne scenariusze. W tym co zabiera, ale też w tym co nam daje.
Napisz, co będzie dalej - ja trzymam kciuki - za Ciebie i za Was - jeżeli taka będzie Twoja decyzja.
P.S. Jola, zapomniałem jeszcze o Tobie. Oczywiście, że musisz cieszyć się życiem i spełniać swoje marzenia! Bez tego Wasz związek (z kimkolwiek) nigdy nie będzie szczęśliwy! Musisz czuć się dobrze sama ze sobą, żeby ktokolwiek inny mógł się czuć dobrze z Tobą! To chyba oczywiste, prawda?
Cytat: "Trudno znaleźć szczęście w sobie. Ale nie ma go nigdzie indziej." Jakże prawdziwy...
P.S. jeszcze raz: Mimo wszystko rozważ rozdzielność majątkową - choćby dla dobra dzieci. Nawet jeśli mąż podejmie leczenie - nie wiadomo jak to pójdzie. Poza tym taki lekki "kop" może mu pomóc w uświadomieniu, że to nie są wirtualne żarty.
Mieszają mi się w głowie rożne myśli, nie wiem czy mam jeszcze w sobie na tyle siły by podołać nałogowi męża, czasem wcześniej udawało mi się go odciągnąć od maszyn w salonach gier, ale od kompa nigdy na dłużej niż dwa tygodnie, raz zamienił komputer na czytanie książek, a i tak nie zaczął szukać pracy czy poświecać nam więcej czasu. Nie zapomnę dnia kiedy odwoził naszą córkę do szkoły, nie było go ponad godzinę, długo, aż wrócił ze łzami w oczach ze szcześcia, po drodze znalazł klub gier i wygrała 3000 zł, na prawdę miał łzy szczęścia w oczach, a ja myślałam że umrę z nieszcześcia... Wydaj mi się, że zbyt wiele się między nami zdarzyło lub nie zdarzało żeby dało się to jakoś sensownie sposkładać... Z drugiej strony , nawet z pierwszej najpierwszejszej mamy dzieci! I może to zabrzmi banalnie ale może dla nich powinnam się przełamać i spróbować?.... Nie wiem co robić.
No niestety, to właśnie wygrywanie jest przyczyną choroby. Każda wygrana ją pogłębia... Czy możesz napisać coś więcej o swoim mężu? Taką krótką biografię w kilku zdaniach?
Mąż mój pochodzi z małego miasteczka, skończył ekonomik, pracował w policji w Szczecinie i tam się poznaliśmy, długo nie wyobrażałam go sobie jako mojego partnera, aje jego upór i wytwałośc sparawiły ze po prawie dwóch latach luźnej znajomości zostaliśmy parą.Pracę w policji stracił przez głupotę, trudno. Rodzice pomogli mu podjąć pracę w jednostce wojskowej w jego miejscowości, z czasem stwierdziłam ze nie umiem żyć bez niego i opuściłam Szczecin w pogoni za miłością. Tu urodziła się nasza córeczka, mąż stracił pracę przez przekręty, nie wiem o co dokładie chodziło ale brał pieniądze "łapówki" od zołnierzy żeby puszczec ich do domu na przepustkę coś w tym stylu, miał sprawę w śądzie o łapówkarstwo, w owym czasie nie mam pojęcia co działo się z naszymi pieniędzmi, ale wciąż brakowało nam na chleb... Pociągnęłam go za sobą do Szczecina, znalazlam jako taką pracę a mój chłop siedział w domu, bo nigdy sam sobie pracy nie umiał znaleźć, pewnego dnia wróciłam do domu z wyborczą i zakreśliłam mu wszystkie ogłoszenia na jakie miał odpowiedzieći huuraaa dostał pracę, ale nadal nie mieliśmy pieniędzy nawet na mleko dla CÓRKI, kiedyś nawet w tym czase dostał b. niską wypłatę powiedziasł mi że bank mu kasę zabrał bo miał debet, zadzwoniłam do banku, bo nir ufałąm wtedy mężowi za grosz, i dowiedziałm się że to oczywiście nie prawda, kłamał nadal choć był przy rozmowie, opkazało się ze odciągneli mu za telefon firmowy, ale gdzie i z kim wtedy rozmawiał do dziś nie wiem. Ciągły głód brak kasy, zdecydowalam się odejść... No i to był najlepszy okres w moim życiu, byłam spokojna, wiedziałam na czym stoję i po prostu mogłam się spełniać, w tym czasie dokończyłam naukę, bo przy mężu nie było mnie na to stac... Sepracja trwała 1,5 roku potem jakoś po malutku przekonał mnie do siebie, powiedział że wyjedziemy za granicę żeby spłacić długi, a było ich sporo, zgodziłam się. Z czasem podjęliśmy decyzję o drugim dziecki, miałam wtedy na prawdę godne warunki, żeby podjąć taką decyzję. Synek urodził się poza granicami kraju, nie było mi tam łatwo, mąż dużo pracował a jak przychodził, pomasgał mi w kąpieli synka i komputer zajmował resztę jego czasu. Gdy staracił tą pracę poszedł na zasiłek i grał, grał i grał... Kiedy jak zwykle zaczeło brakować nam kasy, a nasze stosunki były nie najlepsze, częścieł spał z laptopem w łóżku niż ze mną, postanowiłam wrócić do POlski do mamy. Wtedy przeżyłm najgorsze chwile w miom życiu, okazało się, że nasza córcia ma padaczkę, sama musiałam przez to wszystko przejść, bo on był daleko, ale jak w końcu przyleciał na dłużej oczywiście z komputerem spędził cały urlkop, z małymi wyjątkami jak się wściakałam i zmuszałam go do wyjścia z dziećmi na plac zabaw. Niedługo potem wrócił do kraju, mieliśmy trochę kasy z odszkodowania, mąż uległ wypadkowi w pracy za granicą, mieliśmy spełnić za to nasze marzenie o miejscu na ziemi dla nas, ale moj chłop zamiast szukać pracy siedzieł przed komputrem, musieliśmy wycofać wkład od dewelopera bo byśmy głodem przymierali. Ale i te pieniądze zaczeły się kończyć wtedy zauważyłam że mąż znowu chodzi do klubów gier i gra już nie tylko w komp ale i na żywą gotówkę, której nam brakowała. Pokłóciłam się z nim wtedy okrutnie, byłam gotowa znowu odejść, ale obiecał, że się zmieni, fakt na kasę już nie grał ale komputer musiał poczekać na koleją walkę, odbyła się i wtedy to mąż zamienił komp na czytanie książek, nadal z tyłu mają co robi reszta rodziny. Smutne to ale nie oglądamy razem telewizji, nie pamiętam kiedy wspólnie wypiliśmy kawę... Mąż nadal nie pracuje i powrócił do swojego wirtualnego świata i niestety zaczeły mu się oczka swiecić do tych maszy co stoją w każdym sklepie niemal. A ja mam dość słuchania, że się zmieni uważam, że nas tak na prawdę łączy przyzwyczajenie i dzieci, lub on boi się zostać sam...
Ja w tym wszystkim od dawna czuję się jak mebel, robot wielozadaniowy... Staram się być atrakcyjna, ale niestety jestem tylko dla obcych facetów których spotykam, a dla mojego nie ... Przykre to. Bardzo.
17 2011-01-28 14:04:00 Ostatnio edytowany przez Czlowiek (2011-01-28 14:10:36)
Napiszę szybko wrażenia na gorąco, bo muszę kończyć pisanie na dzisiaj. Choć takie decyzje warto podejmować jak najbardziej na chłodno - na ile to możliwe.
Wygląda mi na to, że Twój mąż po prostu nie chce stracić utrzymania, które mu dajesz. Wybacz - ale tak to wygląda: najzwyczajniej w świecie utrzymujesz darmozjada, który oprócz tego co zje, jeszcze zaczyna rujnować Cię hazardem. Chyba, że ma jakiś swój dochód, o którym nie wiem?
Pomożesz mu separacją (albo rozwodem), z ewentualną furtką w postaci:
1) Musi sam się utrzymać plus mieć coś na dzieci,
2) Musi podjąć autentyczne leczenie.
Ta "furtka" to właściwie Twoja ewentualna dobra wola, ale przecież po rozwodzie jesteś wolna. Tylko, że jeżeli masz skłonności do akceptowania powrotów marnotrawnych mężów, to przeanalizuj co się stanie, kiedy po rozwodzie się zakochasz, a nagle Twój ex "dla dobra dzieci" pojawi się na horyzoncie z propozycją powrotu. Tutaj musisz być zdecydowana i stanowcza, a z tym masz problem.
Dlatego rozważ sobie to wszystko na chłodno, może wyjedź gdzieś na chwilę i spójrz na to z dystansu.
Wszystkim Wam pomoże Twoja zdecydowana postawa - wóz albo przewóz. I potem musisz się tego trzymać - dla dobra wszystkich zainteresowanych, a w tym szczególnie wrażliwych: dzieci. Spróbuj to sobie zrobić na kartce i po podjęciu decyzji powieś ją sobie nad łóżkiem.
Spójrz przy tym na wątek tutaj - o tym, jak sobie radzić z reakcją rodziny na rozwód. Niekochana72 pisze b. ważne rzeczy dotyczące dzieci.
Teraz niestety trzymam już kciuki bardziej za Ciebie niż za Was. Weź pod uwagę, że od Twojego zdecydowania - i konsekwencji! - zależą w dużym stopniu emocje dzieci.
Dzięki za pomoć i podtrzymanie na duchu. Przemyślę choć wiem , że w duchu dawno podjęłam decyzję... Przeraża mnie wizja rozwodu, ale innej nie widzę. Muszę przełamać lęki i zacząć żyć! Dzieki raz jeszcze
kochana wiem co czujesz.Mojego M tez nie wzruszja moje lzy.Musisz byc dzielna by sie nie zalamac calkowicie
Podjęłam decyzję, jestem pewna, że nic nie da się już dla nas zrobić tyle, że nie wiem jak mu to powiedzieć... Boję się...
a co pwiecie kobietki 20 lat mija a dla meża jestem pasozytem to jego słowa
szkoda, że tak wiele z nas musi walczyć i konkurować o względy mężów z głupią maszyną- komputerem
.. bardzo wiele kobiet mogłoby sie tu dopisać.. a ja boje się ze kiedyś mnie też spotka taki los..
moje łzy też rzadko go wzruszają.. też staram sie być "idealną" żoną i byc atrakcyjna.. i jestem tak jak to jolu powiedziałaś - jestem ale dla iinnych facetów
nie wiem jak Ci pomóc, bo na pewno bedziesz czuła smutek jeszcze wiele dni.. Ale musisz być silna dla dzieci! i pamietaj ze każda z nas ma prawo do szczescia!
23 2011-02-15 15:23:17 Ostatnio edytowany przez Arabeska (2011-02-15 15:25:53)
własnie często tak jest że my kobiety w oczach naszych mężów narzeczonych czy poprostu facetów przestajemy byc atrakcyjne a dla obcych wręcz przeciwnie. czyżby wieloletni związek przyczyniał sie do tego że powszedniejemy, że przestajemy byc ciekawe, atrkacyjne, tajemnicze. faceci to z reguły dzieci, lubia co jakis czas dostawac nowa zabawkę. Bo stara juz brzydka i nudna. Nie potrafia na nowo patrzec na swoja kobięte jako kobiete piekna i atrakcyjna. szczerze współczuje Ci że Twój mąż ma nałóg w postaci hazardu. Z tego co piszesz Twój mąż zachowuje sie jak typowy samiec. Potrzebuje od Ciebie wikt i opierunek a w zamian daję Ci brak poczucia bezpieczeństwa, brak miłości,brak pieniedzy i długi. Zastanawiam sie czy w psychice kobiety jest coś takiego że same pozwalamy na im na złe traktowanie nas a do tego jak męczęnnice staramy sie wszystko ratowac i do tego jeszcze wychowujemy dzieci. Dalczego my kobiety godzimy sie na taki los, dlaczego pozwalamy mężczyznom na to wszystko. Nie mam dla Ciebie rad wsłuchaj sie w siebie i podejmij decyzje taka jaka wydaje ci sie słuszna , zyj w zgodzie ze swoim sercem i posłuchaj rozumu. Miłośc to nie zycie pod jednym dachem z facetem, który cie tak traktuje. Kochasz Go? Pewnie odp. że tak, A siebie ?? ??
Witam, dawno tu nie zaglałam bo jak zwykle czasu brak... Jak już pisałam decyzję podjęłam, 20 lipca pirwsza sprawa rozwodowa... Trochę mnie to przeraża, ale wiem, że sobie poradzę! Odkąd odeszłam, zaczęłam żyć! Jestem szczęśliwa, mam pracę, dom pełen miłości( mamusia i tatuś mnie rozpieszczają:)) dzieci szczęśliwe, choć czasem tęsknią za tatą... ale cóż taka kolej rzeczy... Ja w końcu widzę swoją przyszłość i kawałek życia tylko dla siebie, mam zamiar inwestować w siebie ile się da:D Tylko czasem dokucza mi, już późno wieczorem, samotność... Nie jestem gotowa na jakieś nowe związki, tzn. chciałąbym ale nie potrafię, teraz najważniejsze na świecie są moje dzieci i ja!Mam nadzieję, że uda mi się wziąć rozwód "po ludzku" a potem to już z górki:P Pozdrawiam