Jak poradzic sobie w nieformalnym związku z odejsciem??
Historia pewnie jak wiele. Jestem żonaty i mam syna. Od 2 lat spotykam się z rozwiedzioną dziewczyną. Na poczatku był to tak zwany sex bez zobowiązań, który rozwinął się i sidła Amora nas opątały. Szalejemy za sobą. Chcieliśmy się rozstać nawet przez klika dni nie rozmawialiśmy. Ale ból po rozstaniu był wielki. Nieprzespane noce, zero jedzenia udręka i wielka męka. Ona bardziej to przeżywała aniżeli ja choć i ja miałem dość tej sytuacji. Zdecydowaliśmy się na "powrót" jesteśmy znowu "ze sobą". Widujemy się i jest cudnie ale wiemy, że daleko nas to nie doprowadzi bo ja nie rozstanę się z żoną ze względu na dziecko, które jest moim oczkiem w głowie i strata jego zaufania do mnie jest czymś niewyobrażalnym. Jak się rozstać aby nas to tak nie bolało!!! Doradźcie, może ktoś juz miał podobna sytuacje?? Dziękuję za wyrozumiałość.
Żyję nadzieją, że za jakis czas oby prędzej niz później, wymyslę coś aby ONA tak nie przezywała tego rozstania, ja jak sądzę dam sobie radę jakoś, ale jej ból był nie do zniesienia!!
Nie jest to fajna perspektywa, ja od zony nie odejdę choc jej nie kocham, jestem z nia ze względu na dziecko, nie mamy co do tego zludzeń, mimo to jestesmy razem i cierpiec bedziemy po rozstaniu. Nie chce jej krzywdzic a z drugiej strony bol po rozstaniu ? Chce zeby byla szczesliwa bo na to zasluguje ale jak Ona mowi beze mnie to niemozliwe, naprawde nie wiem co robic? Rozna pomysly przychodza mi do glowy. Moze lepiej jakos zdyskredytowac sie w jej oczach moze sklamac i powiedziec ze mam inna latwiej jej bedzie zniesc rozstanie? Potem po tym jak poukladalby sobie zycie znalazla swoje szczescie powiedziec jej prawde ze to byl taki fortel? Zalezy mi na tym by byla szczesliwa wtedy i ja bede bo ja kocham ale calego siebie jaj nie moge dac!! I to jest moj wlasnie dramat