Znamy sie z mezem ponad 5 lat.Malzenstwem jestesmy od 2 lat.Mamy 3 letniego synka.Zanim pojawil sie nasz synek bylo ok.Pracowalismy oboje i wydawaloby sie,ze zyjemy jak normalna para.Pozniej zaszlam w ciaze.Maz bardzo o mnie dbal,pomagal jak mogl.Kiedy urodzilo sie dziecko nie przykladal sie bardzo do pomocy.Pomyslalam,ze to chwilowe,ze to przejdzie.Dzis synek ma juz prawie 3 latka i maz ani razu nie przytulil go z wlasnej woli.Robi to wtedy kiedy mu kaze.Caly czas sie drze.Klocimy sie strasznie.Wynjamujemy maly pokoj i zyjemy w nim w trojke.Jedzenia starcza nam tylko na czynsz i jedzenie.A mimo tego zawsze ma ugotowane i posprzatane.Dziecko chodzi nakarmione i czyste.Kiedy sie klocimy mam ochote wybiec i nigdy nie wrocic.Caly czas widze jak moje kolezanki maja dobrych mezow,a ja?.....
Czuje sie jak niepotrzebna nikomu szamata.Chcialam odejsc nieraz ale on mowil,ze sie zabije itp.
Mieszakmy w Anglii i nawet nie mam gdzie uciec.Nie mam zadnej rodziny.Nie mam nikogo.
Ja wiem,ze wina zawsze lezy po dwoch stronach ale wszystko czego od niego wymagam to szacunek.Kiedys bylam bardzo spokojna,opanowana osoba.Dzisiaj denerwuje sie i jestem niespokojna.Kiedys uderzyl synka w glowe bo mu przeszkadzal w spaniu.I ja odruchowo oddalam mu w ten sam sposob.I on wtedy uderzyl mnie w reke.I zaczely sie te jego gadki,ze mam go w dupie,ze nie dbam o niego,mam w dupie to,ze on jest zmeczony i chce spac.Ze moglabym sie bardziej opiekowac dzieckiem,itp
Nastepnego dnia wysle mi smsa z pracy,ze wszystko jest ok.Przychodzi do domu i udaje dobrego meza i tatusia.Wystarczy jedna chwila,jakies moje slowo i wpada w szal.Zaczyna sie drzec,trzaska drzwiami.A ja placze.Ostatnio juz nie mam sily.Czuje,ze chce mi sie wyc ale cos mnie w srodku blokuje.Nie mam juz sil do niczego
Kiedy przychodzi weekend chce sie wyrwac z domu isc na spacer do parku.Nie mamy pieniedzy na inne przyjemnosci.Nie wymagam duzo,maly niedzielny spacer.A on -nie! dzisiaj jest moj wolny dzien i chce go spedzic w domu.A za 5 min dzwoni jego kolega i -Tak tak,wpadaj mam dzisiaj wolne!
Kiedys w Wigilie odwiedzil nas moj Tato i plakal kiedy slyszal jak maz sie na mnie wydziera.Myslalam,ze zapadne sie pod ziemie ze wstydu.Nie wiem co dalej robic.on ciagle obiecuje,ze sie zmieni ale sie nie zmienia.Do Polski narazie nie moge wrocic z powodow osobistych a tu kto mnie wezmie z dzieckiem? Kocham meza ale dluzej nie zniose jego traktowania.Czuje,ze on zawsze bedzie mnie traktowal jak swojego kumpla a nie kobiete i wreszcie zone i matke jego dziecka.Kobietki,prosze o pomoc....
on sie nie zmieni tak jak moj maż jak nie ma dziecka jest ok a gdy pojawia sie jest wtedy problem ciagle awantury itd wiem bo tak samo mam tylko ze nie potrafie odejsc !! zycze ci wytrwalosci trzymaj sie cieplutko
Dziekuje Ci serdecznie za odpowiedz.Tak naprawde chyba kazda z nas znajdujaca sie w podobnej sytuacji zna odpowiedz na pytanie <co dalej?> a jednak...wciaz chyba mamy ta glupia nadzieje w sercu.rowniez pozdrawiam,papa
4 2011-01-10 15:20:53 Ostatnio edytowany przez Amis (2011-01-10 15:23:15)
Albo twój facet nie nadaję się do dalszego życia albo macie problem ze zmianą roli w życiu.
Czasem zmęczeni,brak przyjacól brak relaksu,brak czasu tylko dla ciebie jest tak flustujące ,ze zaczynamy patrzeć na siebie wilkiem.
Potem wszystko drażni, on czuję się nie ważny ,ty wykorzystywana i źle traktowana.
Wasz synek przewrócił świat do góry nogami-obowiązki,zmęczenie
Pomyśl czy macie jakąś szanse na kilka godzin w tygodniu tylko dla siebie?
Jeżeli ten trudny czas ,przetrwacie moze być tak jak kiedyś.
Potrzebna jest cierpliwość i zaangażowanie obojga .
On mówi ,ze masz go w dupie dlatego jest zły,wsciaka się.
spróbuj o was zawalczyć ,rozmawiajcie,ciągle nie drąż tematów,nie powtarzaj się -oni tego nie lubią!
pozdrawiam
Amis,wiesz o czym mowisz:)
to prawda,ze nie mamy zbyt wiele czasu dla siebie.Nieraz chcialam wyslac go do kolegi na tydz ale on nie chce....musze chyba sprobowac jeszcze raz ![]()