Witam ![]()
Facet na tym forum to pewnie rzadki widok
Pomyślałem jednak, że w zrozumieniu kobiet pomocne będą kobiety. Jakieś doświadczenie z płcią piękniejszą mam, ale chyba nigdy żaden facet tak do końca nie zrozumie kobiet. Różni nas w zasadzie wszystko
Tak więc krótki wstęp mam za sobą, a teraz do rzeczy?
Drogie Panie ? kim dla Was jest przyjaciel? Czy widzicie w nim ?tylko? aseksualny ideał czy to prawie-kochanek (jakoś lepszego określenia nie mam), któremu jednak brakuje tego Czegoś? Czemu pytam? Zastanawiam się nad odwiecznym pytaniem, nad pogodzeniem ognia z wodą, a więc czy przyjaciel kobiety może stać się jej facetem. Pewna znana gwiazda ponoć powiedziała, że ?Nie będzie przyjacielem kobiety ten, który może stać się jej kochankiem?. Stawiam pewnie nie raz już zadawane pytanie, ale jakoś nie poznałem do tej pory odpowiedzi ze strony kobiet ? przynajmniej tych nie zainteresowanych bezpośrednio.
Pytanie dosyć ogólnikowe, a teraz powiem co nieco o konkretach. Pewne kwestie przemilczę, ale akurat one są istotne właściwie tylko dla mnie. A więc? Trochę lat już mam, trochę przeżyłem. Może mógłbym więcej, ale kobiet nie zmieniam jak rękawiczek. Prawda jest taka, że od wielu, wielu lat ciągnie się za mną jedno uczucie. Nie wiem skąd się to bierze, ale według mnie jest to najszczersze, najprawdziwsze uczucie jakie w życiu zaznałem. Zaczęło się od przypadkowego spotkania, zwykłej szkolnej znajomości. Tak najprościej, to zaczęło się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie tylko wzrastało ? u mnie
Po prostu była to po prostu wielka niespełniona miłość. Jak to w filmach i życiu bywa. W swojej ówczesnej niedojrzałości wszystko swojej lubej wyznałem, ale tak się kobiet nie zdobywa, hehe. Potem standardowa rozmowa. No a potem życie, które rzuca raz tu, raz tam?
Tak naprawdę ta miłość zawsze we mnie tkwiła. Nawet inne ?miłości? tego nie zabiły. Teraz to rozumiem. Po kilku latach nasze drogi znowu się skrzyżowały. W sumie trochę dojrzeliśmy (ja bardziej ? jak to facet). Pomyślałem, żeby tego nie spieprzyć i żeby ?chociaż? powstała między nami jakaś nić przyjaźni. Zawsze to jakaś namiastka miłości. Poczucie pewnej bliskości. Z przyjaźnią jak to z przyjaźnią. Nigdy nie rodzi się tak od razu. Ale ten nieco urywany kontakt (zważywszy na odległość) przerodził się w końcu w przyjaźń. Może używam mocnych słów, ale jak inaczej nazwać wzajemne zaufanie i poczucie, że można na drugą osobę liczyć. Inie mówię tu od błahostkach, bo w tym wieku błahych problemów raczej nie ma. A akurat w naszym przypadku, to już ciężko wymyślić gorsze. Ale akurat to zostawmy?
I tu pojawia się pytanie. Ja chciałbym czegoś więcej a ona? No właśnie. Znowu nie wytrzymałem i powiedziałem co czuję. Nie jestem porywczy i raczej cechuje mnie stoicki spokój, ale w tym przypadku ciężko mi zachowywać zimną krew. Bałem się, że to nas poróżni, że coś zniszczy, ale nic takiego nie nastąpiło. W sumie ani nie jest lepiej ani gorzej. Dalej jesteśmy przyjaciółmi. Na dodatek to jest najczęściej kontakt na odległość. Brak tego bezpośredniego kontaktu też niestety wpływa na to, że mam związane ręce, żeby jakoś ją do siebie przekonać. Dobra puki co starczy?
Co o tym sądzicie? Czy to ma jakikolwiek sens? Czy kobieta znająca zaangażowanie faceta jest w stanie pójść o krok dalej? I najważniejsze ? czy kobieta nie boi się, że idąc o krok dalej straci przyjaciela?
Ok. Czekam na wypowiedzi
Zapewne jeszcze coś dopowiem w temacie.