Raz w życiu zakochałam się naprawdę. Miałam wcześniej na oku jakichś tam chłopaków, oni chyba mnie też lubili, ale to nie to. I gdy już myślałam, że całe życie będę sama, to nareszcie pojawił się Ktoś... Ale nie! Nie mogłam trafic na kogoś, z kim mogłabym ulożyc sobie życie, zaplanowac wspólną przyszłośc, nie, ja musiałam trafic na kobietę! I to na mężątkę! Ona chyba też coś tam do mnie poczuła, bo flirtowałyśmy cały rok, ale mi nie zależy na żadnym flircie, tylko na normalnym związku. A tak to nawet nie mam komu o tym powiedziec, bo takie rzeczy nie spotykają się tolerancję. Do tego jestem katoliczką, więc seks i tak nigdy nie wchodzi w grę, więc jeszcze gorzej mi z tym. Bo jak się nigdy już tak w nikim nie zakocham, to całe życie będę samotna. Może trochę przesadnie dramatyzuję, ale tak się właśnie teraz czuję. Nie cierpię jej męża, a gdy na nią patrzę, nie mogę wyrzucic z głowy tych obrazów, jak są razem. Teraz nie widziałyśmy się już ze 3 miesiące, a mój stan to jakaś masakra. Nie dosc że mam depresję, to jeszcze nerwicę i jakieś lęki. Koszmar. Do tego pojęcia nie mam czy ona podchodziła do mnie poważnie, pewnie pomyślicie, że jestem naiwna. No może i jestem, ale pomyślcie też, że może jestem bardzo zakochana. Po roku ekstazy, Bóg wie ile depresji. Bez - nadzieja....
2 2008-09-13 15:50:09 Ostatnio edytowany przez Acabar (2008-09-13 15:50:41)
Ja Ci powiem tylko tyle, że bez strachu przed opiniami innych i bez narzuceń dogmatycznej religii żyje się o wiele szczęśliwiej. Ale do tego potrzebna jest odwaga. Jeżeli naprawdę kochasz tę kobietę, to być może owa miłość da Ci tę odwagę...
To nie jest nic nienormalnego . To calkiem normalna rzecz.
Skoro poczulyscie cos do siebie . Moze zadzwon do niej Afrodyto porozmawiaj z nia powiedz jak jest powiedz ze czujesz cos do niej ... moze ona tego potrzebuje moze tez sie otworzy ... nie czekalabym tylko chcialabym sie spotkac ... porozmawiac wyjasnic to naprawde pomaga ... i daje Ci jakis obraz tego na czym stoisz... Sproboj
...wydaje mi się że skoro flirtowała z tobą to nie po to by złamac ci serce,tylko w innym celu...powinnaś umówic się z nią na spotkanie...nie ma sensu się zadręczac...jeśli okaże się że nie czuje podobnie nie jest warta twych łez...a ja wierzę że wtedy itak spotkasz kogoś wspaniałego...życzę ci wspaniałej miłości...
5 2008-09-15 16:42:54 Ostatnio edytowany przez Afrodyta (2008-09-15 16:44:38)
Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Wiem, że nie ma sensu się zadręczac, ale... no w każdym razie zobaczymy co będzie dalej.
Ja Ci powiem tylko tyle, że bez strachu przed opiniami innych i bez narzuceń dogmatycznej religii żyje się o wiele szczęśliwiej. Ale do tego potrzebna jest odwaga. Jeżeli naprawdę kochasz tę kobietę, to być może owa miłość da Ci tę odwagę...
Generalnie też uważam, że wygodniej żyje się bez strachu przed opiniami innych i faktycznie powinnam przestac tak skupiac się na tym co inni pomyślą na temat moich spraw i moich wyborów. Ale jeśli chodzi o religię, to tu sprawa już nie jest taka prosta. A może właśnie jest?.... Ludziom chodzi o wolnośc, wolny wybór itp. Religia chrześcijańska nie narzuca jak mamy życ tylko wskazuje jak uniknąc cierpienia spowodowanego brakiem miłości. I choc na początku też nie mogłam się z tym pogodzic, teraz jednak zrozumiałam że jeśli naprawdę ją kocham, to powinnam pragnąc jej dobra. Inaczej byłoby to tylko puste pożądanie. Nie zrobiłabym niczego dobrego jeśli rozbiłabym jej małżeństwo, lecz w ten sposób skrzywdziłabym tylko ją, jej rodzinę, siebie, ponieważ miałabym na sumieniu taką rzecz. Do dziś trudno jest mi się z tym pogodzic, ale jeśli naprawdę ją kocham to muszę zaakceptowac to, że nigdy nie będzie należec do mnie. Kocham ją i nie mogę tego zrobic. A jeśli chodzi o moje uczucia i cierpienia związane z tym, że nie mogę zrealizowac swoich pragnień i marzeń? Może uda nam się do siebie zbliżyc, zaprzyjaźnic, nawiązac głęboką więź emocjonalną, silniejszą nawet od tej którą ma z mężem? Przecież generalnie więź emocjonalna jest ważniejsza i cenniejsza od tej fizycznej. Zobaczymy co z tego wyniknie... Z religii nie zrezygnuję, tym bardziej, że tak naprawdę to nie dawno ją odkryłam "na nowo". Już miałam okres, gdy byłam odsunięta od kościoła, Boga itp. I to nie był dobry czas...
witam mam takie pytanie czy jeżeli jestem samotna a mam wokoło koleżanki za ktorymi bardzo tęsknię a zwłaszcza za jedną to czy mam skłonności homo?czy to wynika z tego że poprostu potzrbuję bliskości zeby nie być samą.Czy to że myślę o niej co dziennie.........to coś czuję czy to coś co można dadac do przyjażni?
witam mam takie pytanie czy jeżeli jestem samotna a mam wokoło koleżanki za ktorymi bardzo tęsknię a zwłaszcza za jedną to czy mam skłonności homo?czy to wynika z tego że poprostu potzrbuję bliskości zeby nie być samą.Czy to że myślę o niej co dziennie.........to coś czuję czy to coś co można dadac do przyjażni?
Jeśli ją kochasz, to za nią tęsknisz. Między przyjaciółmi też powinna istniec miłosc. Tylko nie miłósc pożądania
dziękuję za odpowiedż a co to znaczy miłość pożądania?bo chyba nikogo nie pożądałam, mimo że miałam męża, poprostu myślę że jakieś zauroczenie nową osobą ,ale czy to miłość?sama juz nie wiem ,ale coś zaiskrzyło , moze też zabardzo chcę pokazać że ją lubię pozdrawiam
dziękuję za odpowiedż a co to znaczy miłość pożądania?bo chyba nikogo nie pożądałam, mimo że miałam męża, poprostu myślę że jakieś zauroczenie nową osobą ,ale czy to miłość?sama juz nie wiem ,ale coś zaiskrzyło , moze też zabardzo chcę pokazać że ją lubię pozdrawiam
generalnie miłosc oznacza nic innego jak pragnienie dobra dla drugiej osoby. Jeśli szczęście tego kogoś staje się ważniejsze od własnego, jeśli budzisz się rano i myślisz jak by tu sprawic przyjemnosc drugiej osobie, to można powiedziec, że to jest miłosc. A znowu pożądanie, to dla mnie nic innego jak pragnienie fizycznego obcowania z tą osobą. Oczywiście w prawdziwej miłości też takie pragnienie poniekąd powinno istniec, poniewaz gdyby osoba była odpychająca fizycznie, ciężko by było stworzyc satysfakcjonującą relację z nią. Ale nie musi to od razu oznaczac chęci odbycia stosunku seksualnego, jak jest w przypadku pożądania. Czyli generalnie jeśli nie chcesz niczego poza przeżyciem czegoś podniecającego bez żadnych głębszych, duchowych i emocjonalnych podtekstów, to wtedy jest pożądanie. Czysta fizycznosc i tyle. A miłosc to jest już coś głębszego, prawdziwszego, tajemniczego, mistycznego... I przede wszystkim dużo ciepłych myśli i najpiękniejszych słów o tej osobie, wypływających prosto z serca. Niestety kochac oznacza byc podatnym na zranienia, tęsknotę... To tak jak byś oddawała klucz do swojego serca, swojego umysłu i emocji drugiej osobie - to juz nie ty rządzisz, tylko ten ktoś. Dlatego uważam, że nie należy zakochiwac się w byle kim, w pierwszym lepszym a juz na pewno tym kogo się wcale albo mało zna, bo milosc zawsze potrzebuje gruntownie poznac drugą osobę. I jest bezwarunkowa. Dlatego tez uwazam, że jedyną pewną w 1000000% Osobą, której można tak zaufac jest Bóg. A potem zawierzyc Mu swoje życie uczuciowe, a On sam wybierze dla Ciebie najlepszą Osobę.
A jeśli chodzi o tę koleżankę, to najprawdopodobniej nic innego jak zwykła fascynacja. Tez tak mam gdy poznaję kogoś nowego, kto dodadkowo czymś mi zaimponował czy zrobił wrażenie.
witam dziękuję za obszerną odpowiedż i madrą. Niestety już nie staram sie zaciekawiać kogoś żeby mnie widziano już mi na tym nie zależy,bo może dlatego ze to przemija i zostaje w punkcie wyjścia- z różnych przyczyn.Masz rację że zakochać sie to tylko w Bogu bo ludzie potrafia ranić. Czy nie uwazasz ze taka fascynacja drugą osobą to nie jest pierwszy krok do tego co drzemie w ciele..........inna ?bo czasem mam takie uczucie że nie odkryłam w sobie czegoś co siedzi i czeka.........a co do tej koleżanki to mąż jej wrócił z zagranicy i nie życzy sobie mnie.......widzieć pic piwo i śmiać sie do bólu- przykre znowu sama- pewnie załatała ddziurkę samotności swojej mną i basta pozdrawiam