mam następującą kwestię do dyskusji,
czy warto walczyc o miłośc jesli dzieje się to kosztem drugiej osoby?, mam na myśli walkę o faceta który jest juz w związku a kiedys zignorowało sie jego wzgledy i teraz chce sie do niego wrócic?
czytają rozne forma są dwa spojrzenia
-jedni mówią ze warto zawsze walczyc o miłość próbowac dawac sobie szanse, ta druga osoba moze ułożyc jeszcze sobie zycie a im wczesniej wszystko nastąpi tym lepiej
- ze kosztem drugiej osoby szczescia sie nie zbuduje.... ale czy to oznacza ze człowiek nie powinien walczyc o własne szczescie tylko troszczyc sie o innych? nie rozumiem tego
mam następującą kwestię do dyskusji,
czy warto walczyc o miłośc jesli dzieje się to kosztem drugiej osoby?, mam na myśli walkę o faceta który jest juz w związku...
- ze kosztem drugiej osoby szczescia sie nie zbuduje.... ale czy to oznacza ze człowiek nie powinien walczyc o własne szczescie tylko troszczyc sie o innych? nie rozumiem tego
Co tu do rozumienia? "nie rób drugiemu tego co Tobie niemiłe (nie krzywdź) to się nazywa EMPATIA
, mam na myśli walkę o faceta który jest juz w związku a kiedys zignorowało sie jego wzgledy i teraz chce sie do niego wrócic?
jeśli jest już w związku, to znaczy, że twój czas minął....sorry
nie rozumiem ludzi, którzy pakują się z buciorami w cudze życie... Facet ma już inną, więc daj im spokój
nie krzywdz...
Zależy czy facet jest szczęśliwy czy nie?
Jeżeli znalazł swoje miejsce na tej parszywej planecie, ma kobiete, którą kocha i jest kochany, ma swoje poukładane życie, to nie będzie nawet chciał wracać do przeszłości i bedzie się tylko "mglistym wspomnieniem".
Z drugiej strony jeżeli nowy związek jest tylko na przeczekanie albo pocieszenie (lub inną initacją zwiozkopochodną) to warto zakasać rękawy i do dzieła.
Tylko jak ocenić czy ktoś jest szczęśliwy czy nie?
Zależy czy facet jest szczęśliwy czy nie?
Czy to przypadkiem nie podwójna moralność?