Mam idealnego męża. Tak mówią inni. Nie wiem dokładnie kiedy zaczęło się psuć. Jesteśmy ze sobą prawie 20 lat, to ja go poderwałam, on był strasznie nieśmiały, bardzo zazdrosny o mnie. Ja zawsze byłam bardzo wesoła (tak mnie postrzegają inni), otwarta. Ja muszę się wygadać. On bardzo skryty, wszystkie emocje dusi w sobie. Ja mam dobrą pracę, dobrze zarabiam. On jakoś zawsze źle trafiał, ciągle narzekał. Ja nie jestem typową Matką Polką, on domator. To tak pokrótce. Pewnego dnia poznał nową koleżankę w pracy, potrafili przegadać w pracy cały dzień. Na początku to nawet się cieszyłam, że w końcu z chęcią idzie do pracy, że ma jakiś znajomych. Był taki bardziej pewny siebie, podobało mi się to. Do czasu. Rozmawialiśmy coraz mniej ze sobą, właściwie to bardzo mało. Zaczęła zżerać mnie zazdrość. Myślę sobie, zaproszę ją do nas to może mi przejdzie, może zostaniemy koleżankami. Mówię mężowi, zaproś ją na imieniny. Przyszła z mężem. Mój mąż latał koło niej jak jakiś młokos tu drineczek, tu zróbmy sobie zdjęcie. O mojego drineczka musiał się zatroszczyć kolega. Jakoś to zniosłam. Później dostaliśmy zaproszenie do niej na grilka ? to był dla mnie koszmar, biegałam za dzieciakami, a oni gruchali jak gołąbeczki (oczywiście to moja wersja). Mąż się zwolnił z tej pracy. Ale to nie koniec. Jeszcze później kolejne zaproszenie, bo przecież musi wiedzieć co tam w byłej firmie słychać. Tym razem mówię, idź sam, ja się męczę, nie chcę iść. On na to ? wtedy to dopiero byś gadała, że nie wiadomo co tam robiłem. Zgodziłam się i znowu ta sama sytuacja, a może nawet gorzej. Siedziałam sama z jakimś mało atrakcyjnym przyjacielem ich rodziny. Zrobiłam mu straszną awanturę. Był bardzo zaskoczony. Najpierw nic się nie odzywał, w końcu sam się wkurzył, że nigdy nie miał znajomych, że nie wychodził sam na imprezy, że nie miał z kim pogadać, a teraz ma koleżankę i TAKA AFERA. Męczyłam się z tym dość długo, ale na szczęście skończyły się odwiedziny, raz na jakiś czas umawiają się na piwo (wraz z jeszcze jedną koleżanką). Przynajmniej raz na 2 tygodnie do niej dzwoni, bo jak się zwalniał z pracy to obiecał koleżankom, że będzie do nich dzwonił. Pogadaliśmy od serca. Jakoś mi przeszła chorobliwa zazdrość. Nie byłam zadowolona, że mają kontakt, ale odpuściłam. I jeszcze jedno, przy tej zazdrości cały czas mu wierzyłam, że na pewno mnie nie zdradza i dalej jestem przekonana. Że jestem jego jedyną. Ale jakoś gdzieś siebie utraciliśmy. A przy okazji przy dzieciach mamy mało czasu dla siebie. Kilka razy próbowałam odświeżyć naszą miłość, proponowałam jakiś wypad, randkę. On na to ? wiesz, że jak tak nie lubię. Ostatnio mieliśmy ciche dni, które niestety są coraz częstsze. I coś mnie podkusiło, przy okazji opłacania rachunku za jego telefon, żeby sprawdzić kiedy ostatnio gadał z koleżanką. Choć i tak wiem, bo mam comiesięczne bilingi, ale chciałam zobaczyć treść smska. I jakież było moje zdziwienie, gdy tych połączeń i smsów nie znalazłam. Zapytałam go na następny dzień ? czy coś ukrywa przede mną, on w żartach - co? jakiś seks? A ja mu wystrzeliłam z tym kasowaniem połączeń o których przecież i tak wiem z bilingów. A on jakby mu kto w pysk dał ? nie chciałem cię denerwować, moje smsy do niej wyglądają dokładnie tak jak do ciebie. I tutaj należy się wytłumaczenie. Jego smsy do mnie to zazwyczaj jedno, góra dwa słowa, nie lubi pisać, więc sądzę, że chciał mnie pocieszyć, że do niej też pisze tylko: tak lub ok. Ale ja poczułam się koszmarnie. I naprawdę nie robiłam mu wyrzutów ze 2 lata, bo to chyba trwa już ze 3-4 lata. Zdołował mnie totalnie. On któremu tak w 100% wierzyłam, zrobił coś tak głupiego. Jeśli to ukrył, to co jeszcze może ukrywać. A ja dalej mu wierzę, bo On by mi tego nie zrobil. Dla niego zawsze na pierwszym miejscu były dzieci, nawet nie ja. Rzadko, ale jak już się odezwał to mi mówił, że jestem jego jedyną i że chce spędzić ze mną całe życie. Ale we mnie coś pękło. I te nasze ciche dni już pobiły rekord. Ja się nie odzywam, on też nie. Na następny dzień po tej aferze, jeszcze próbował zagadywać ale jak ja dalej się wściekałam to stwierdził, że to ja mam problem. I się zamknął w sobie. A ja choć przychodzi mi to z wielkim trudem, nie odzywam się też.
I nie wiem co będzie dalej.