Nie wiedziałam gdzie to napisać, mam nadzieję, że trafiłam dobrze.
Problem mój dotyczy mojej osoby właściwie, bo nie radzę sobie z pewnymi sytuacjami.
Kiedy się zdenerwuje to płacze, denerwuje mnie to tak samo jak i mojego chłopaka, bo on mówi, że ja ciągle płacze, ale zamiast mnie wtedy przytulić to gada takie rzeczy, że mi na płacz zbiera się jeszcze bardziej.
Nie wiem dlaczego, ale kiedy czuje, że coś stanie się co mnie zdenerwuje moje serce bije inaczej, nie wiem nie równomiernie, to chyba coś z sercem.
Mam wrażenie, że rodzina, chłopak kompletnie nie interesują się tym co dzieje się ze mną.
Wszyscy się czepiają. Coś jest dla nich nie tak, bo to mina nie taka, bo nie zrobiłam czegoś co oni chcieli.
Chodzi o rodziców.
Ja jestem chora. Może to nie jest poważna choroba, ale denerwuje się bardzo tym, oni nic nie wiedzą, myślą, że jest wszystko okey, że ja nie mogę być chora i nie mam swoich problemów, bo co? Bo według nich jestem jeszcze dzieciakiem takim głupim.
Mój chłopak wie, ale chyba nie przejmuje się tym tak bardzo jak ja. Jemu nie mam nic do zarzucenia jeżeli o to chodzi.
Druga sprawa to chłopak. On zawsze obiecuje, że się poprawi, że nie będzie czegoś robił, a potem jest to samo i w kółko 'przepraszam' jeżeli wgl. przeprosi, bo to się rzadko zdarza.
Ostatnio myślałam, że się to zmieni, bo obiecywał na prawdę widać było, że żałuje, ale teraz już w to nie wierzę.
Dzisiaj np. przyszła do niego jego siostrzenica [siostrzenica, ale rok starsza od niego]. Ja w tym czasie rozmawiałam z nim przez telefon. Ona weszła i zapytała czy nie pójdzie z nią po zdjęcia. Powiedziałam mu, że nie ma iść, bo ja z nim chce teraz porozmawiać to ten jak gdyby nigdy nic 'oczywiście, pójdę'. Powiedziałam, że ma nie iść to on, że nie nie idę i rozmawiał ze mną dalej, a ja po prostu słyszałam jak wychodzi z domu.
Byłam na niego zła więc pytałam po co poszedł dlaczego mi to robi, a on rozłączył się i wyłączył telefon.
Wtedy na prawdę się zdenerwowałam i zadzwoniłam do jego matki z pytaniem czy jest w domu, otóż oczywiście go nie było.
Gdy wrócił zadzwoniłam do niego i zapytałam dlaczego poszedł to on powiedział 'bo mnie prosiła'.
Kurcze! a ja go nie prosiłam?! dlaczego ona i jego rodzina/znajomi kiedy go o coś poproszą są ważniejsi ode mnie?!
Chciałam z nim dzisiaj o tym porozmawiać, ale robiłam to już tyle razy, że sama nie wiem jakich argumentów mam użyć...
Powiedziałam mu, że nie ma iść, bo ja z nim chce teraz porozmawiać to ten jak gdyby nigdy nic 'oczywiście, pójdę'. Powiedziałam, że ma nie iść to on, że nie nie idę i rozmawiał ze mną dalej, a ja po prostu słyszałam jak wychodzi z domu.
Byłam na niego zła więc pytałam po co poszedł dlaczego mi to robi, a on rozłączył się i wyłączył telefon.
Wtedy na prawdę się zdenerwowałam i zadzwoniłam do jego matki z pytaniem czy jest w domu, otóż oczywiście go nie było.
Gdy wrócił zadzwoniłam do niego i zapytałam dlaczego poszedł to on powiedział 'bo mnie prosiła'.
Kurcze! a ja go nie prosiłam?! dlaczego ona i jego rodzina/znajomi kiedy go o coś poproszą są ważniejsi ode mnie?!
Wiesz co, Clover?
Tez byś mnie wkurzała. Przemyśl, czy czasem nie czepiasz sie bez powodu.
I jeszcze ten telefon do jego matki...Masakra.
Oj Clover, Ty to powinnaś tego chłopaka po rękach całować że z Tobą wytrzymuje.Strasznie jesteś dziecinna i niedojrzała. Ciekawe ile Ty masz lat???
Chciałam z nim dzisiaj o tym porozmawiać, ale robiłam to już tyle razy, że sama nie wiem jakich argumentów mam użyć...
Clover, uważam, że nie powinnaś z nim rozmawiać w takiej formie, w jakiej planujesz to zrobić - tak, jakby Twój chłopak miał coś na sumieniu, ponieważ osobą, która wygenerowała ten problem jesteś Ty.
Niedopuszczalne jest wydzwanianie do rodziców partnera. Postaw grubą granicę między Wami, a nimi - to jest jego rodzina i nie powinnaś mieszać ich w Wasze sprawy. Albo załatwicie problem między sobą albo nie, ale uwierz mi, jego matka za nic Wam nie pomoże, a takie "uciekanie się do niej" prędzej czy później naprawdę zirytuje Twojego chłopaka i sądzę, że słusznie.
Odpowiedz mi proszę na kilka pytań.
1. DLACZEGO nie chciałaś, żeby poszedł z nią? Dlaczego nie mógłby oddzwonić do Ciebie jak wróci?
2. Czy naprawdę to, co miałaś do powiedzenia było takie ważne, czy po prostu chciałaś go sprawdzić, przekonać się, czy Cię posłucha?
3. Dlaczego zaczynasz rozmowy w stylu "Czemu mi to robisz?", kiedy wiesz, że on jest z kimś i nie będzie chciał się tłumaczyć przed trzecią osobą?
Mam wrażenie, że rodzina, chłopak kompletnie nie interesują się tym co dzieje się ze mną.
Wydaje mi się, że to może być przyczyna Twojego problemu. Gdy ktoś czuje się niezauważony i nie dość słuchany/ważny we własnym domu, bardzo często nieświadomie oczekuje od partnera, że ten rozwiąże kłopot z przeszłości i w przeciwieństwie do rodziców obdarzy miłością, która posłucha i będzie "czujna" na zmiany w nastroju. Tyle, że ten sam ktoś nie dostrzega, że partner to nie rodzic i przerzucanie na niego oczekiwań, jakie się powinno mieć wobec rodziców prędzej czy później może zakończyć się rozczarowaniem.
Myślę, że nieświadomie prowokujesz sytuacje, w których Twój chłopak nie da Ci dość zainteresowania i domagasz się go wtedy, gdy wiesz, że Ci go nie da. To utwierdza Cię w przekonaniu, że nikt się z Tobą nie liczy i powoduje duże cierpienie. Dlatego to Ty jesteś osobą, która powinna w towarzystwie specjalisty przyjrzeć się sobie, ponieważ deficyt uwagi ze strony rodziców może być bumerangiem, który w Twoim życiu nieustannie będzie wracał...
Myślę, że nieświadomie prowokujesz sytuacje, w których Twój chłopak nie da Ci dość zainteresowania i domagasz się go wtedy, gdy wiesz, że Ci go nie da. To utwierdza Cię w przekonaniu, że nikt się z Tobą nie liczy i powoduje duże cierpienie. Dlatego to Ty jesteś osobą, która powinna w towarzystwie specjalisty przyjrzeć się sobie, ponieważ deficyt uwagi ze strony rodziców może być bumerangiem, który w Twoim życiu nieustannie będzie wracał...
Dokładnie tak.
Clover, ja również odnoszę wrzenie, że masz spore emocjonalne deficyty z dzieciństwa, więc domagasz się zaspokojenia tego głodu teraz...Jedziesz na poczuciu krzywdy, jakie pojawiło się w Tobie w dzieciństwie i trochę po dziecięcemu strasz się "załatwić sobie" uwagę, troskę a może i miłość.
Zgadzam się z yvette-masz spory kawałek życia do przepracowania, dlatego warto sięgnąć po pomoc specjalisty.
Ja jestem chora. Może to nie jest poważna choroba, ale denerwuje się bardzo tym, oni nic nie wiedzą, myślą, że jest wszystko okey, że ja nie mogę być chora i nie mam swoich problemów, bo co? Bo według nich jestem jeszcze dzieciakiem takim głupim.
Mój chłopak wie, ale chyba nie przejmuje się tym tak bardzo jak ja.
To jest odpowiedź na Twoje zachowanie. Próbujesz zwrócić na siebie uwagę. Choroba, być może wyimaginowana jest narzędziem do tego. Ja miałam kiedyś powody, dla których zainteresowałam się psychologicznymi podstawami niektórych chorób, a konkretnie raka. Nie wiesz jak zdobyć zainteresowanie innych swoją osobą, więc uciekasz się do różnych sposobów. M. in. stąd ta choroba, a przynajmniej manifestacja tego, że ja jestem chora. Płacz widocznie przestał być już wystarczającym sposobem.
Choroba, być może wyimaginowana jest narzędziem do tego.
Uwierz, że to nie jest żadna wyimaginowana choroba. Nie próbuję zwrócić przez to na siebie uwagi wiesz, bo bardzo, bardzo chciałabym tego świństwa nie mieć, bardzo.
Czy to źle, że chciałabym aby ktokolwiek zainteresował się choć trochę tym co ja czuję, że ja czasami tez jestem zmęczona, że ja czasami też mogę nie mieć humoru? Aż tyle wymagam, tak?
Wydaje mi się, że życie nie polega na tym by przyjmować od ludzi wszystkie ich 'ale' do mnie i do moich zachowań. Nikt nie ma prawa obarczać mnie winą za swoje własne problemy lub wyżywać się na mnie tylko dlatego, że akurat jestem pod ręką, a on nie ma humoru...
Nikt nie ma prawa obarczać mnie winą za swoje własne problemy lub wyżywać się na mnie tylko dlatego, że akurat jestem pod ręką, a on nie ma humoru...
Kochana , tak samo Ty nie masz prawa wyżywać się na chłopaku ,tylko dlatego , że masz zły humor czy problemy ze sobą.Wydaje mi się , że przesadziłaś trochę ,zabranianie chłopakowi wychodzenia z domu?głupota..nic dziwnego,że zareagował jak zareagował.Chyba powinnaś cieszyć się , że nie zareagował gorzej..Wydaje mi się , że za bardzo histeryzujesz..aczkolwiek twierdzę,że jeśli czujesz , że jesteś chora powinnaś zgłosić się do specjalisty.
Uwierz, że to nie jest żadna wyimaginowana choroba. Nie próbuję zwrócić przez to na siebie uwagi wiesz, bo bardzo, bardzo chciałabym tego świństwa nie mieć, bardzo.
Clover, źle zrozumiałaś przedmówczynię. Podświadomość ma ogromną moc wpływania na nasze zdrowie fizyczne, a w silnym stresie (wywołanym np. przez lęk przed byciem odrzuconą czy zignorowaną) można naprawdę nabawić się problemów, zwłaszcza z sercem.
Przefrazuję raz jeszcze to, co już pisałam. Jeśli w rodzinnym domu ktoś czuł się pominięty, zignorowany - to podświadomie będzie dobierał takich ludzi i takie sytuacje, w których to się powtórzy - choćby w nadziei, że tym razem rozwiąże kłopot z przeszłości. Uwierz mi, w poradzie, żebyś skorzystała z pomocy specjalisty nie chowa się ani ironia ani cynizm, czujesz się źle z tym, co się dzieje, być może nawet nie masz na to wpływu, a straszliwie cierpisz. Pomóż sobie, bo szkoda życia na tkwienie w zamkniętym kole.
Clover, źle zrozumiałaś przedmówczynię. Podświadomość ma ogromną moc wpływania na nasze zdrowie fizyczne, a w silnym stresie (wywołanym np. przez lęk przed byciem odrzuconą czy zignorowaną) można naprawdę nabawić się problemów, zwłaszcza z sercem.
ale to nie są problemy z sercem, tego stres nie wywołuje i to z całą pewnością
Clover, ale skąd wiesz? Jesteś psychologiem? Lekarzem?
Stąd wiem, że byłam u lekarza i uwierz, że to nie jest problem z sercem i nie tworzy on się przez stres.
Clover, to czego od nas oczekujesz?
Ktoś Cię nie pociesza - oburzasz się. Ktoś jest pełen zrozumienia dla Twojego problemu i sugeruje jego rozwiązanie - wiesz lepiej, co Ci dolega, z czego to się wzięło, słowem dysponujesz niesamowitą samoświadomością.
Więc co tak naprawdę chcesz od nas usłyszeć? I pytam zupełnie poważnie i szczerze.
Nie oburzyłam się ani razu.
Nie mówię, że pójście do psychologa to zły pomysł, ale ty cały czas sugerujesz mi, że uroiłam sobie chorobę i zamiast leczyć ją u ginekologa [tak jak powinnam] to mam leczyć u psychologa.
Tak, lepiej wiem to mi dolega i na co jestem chora skoro mam to potwierdzone w badaniach to chyba oczywiste nie?
ty cały czas sugerujesz mi, że uroiłam sobie chorobę i zamiast leczyć ją u ginekologa [tak jak powinnam] to mam leczyć u psychologa.
Tak, lepiej wiem to mi dolega i na co jestem chora skoro mam to potwierdzone w badaniach to chyba oczywiste nie?
Nie musisz być tak poddenerwowana, gdy próbuje się z Tobą rozmawiać, naprawdę nie ma ku temu żadnego powodu.
Nikt nie sugeruje Ci, że uroiłaś sobie cokolwiek. Ale najpierw wspominasz o sercu, teraz o ginekologu - ciężko cokolwiek powiedzieć, kiedy nie mówisz dokładnie, o co chodzi.
Mówiąc, co Ci dolega absolutnie nie miałam na myśli zdrowia fizycznego, ale te kłopoty, przez które przechodzisz z bliskimi. W ani jednym momencie nie życzyłam Ci źle, co mam wrażenie odebrałaś właśnie tak. Dlaczego wspomniałyśmy o sercu? Bo napisałaś coś, co to zasugerowało, tylko tyle:
Nie wiem dlaczego, ale kiedy czuje, że coś stanie się co mnie zdenerwuje moje serce bije inaczej, nie wiem nie równomiernie, to chyba coś z sercem.
Widzisz, nawet tu, na Forum dokonujesz przeniesienia i przyjmujesz nasze słowa jako brak zrozumienia dla Ciebie i nie liczenia się z tym, co zgłaszasz. A wcale tak nie jest.
Silny stres obniża odporność i utrudnia leczenie każdej choroby, niezależnie od tego, czy to stan zapalny czy nowotwór. I wcale Ci nie poradziłam, żebyś zamiast lekarza wybrała psychologa. Jestem po prostu zdania, że gdybyś skorzystała z jego pomocy (nie ZAMIAST, podkreślam) to byłoby Ci lżej. Niekoniecznie wyleczyłoby to towarzyszącą chorobę, ale na pewno łatwiej by Ci było się z nią zmagać. IMHO.
CAly czas mam wrazenie , ze jestes osoba o apodyktycznych cechach.Jest to naprawde trudny i skomplikowany charakter. Bardzo utrudniajacy kontakty i relacje z innymi. Byc moze w twoich relacjach z chlopakiem tak to dziala.
Ilekroć czlowiek pragnie czegoś bez umiaru,sam sprowadza na siebie kłopot. To co jest dobre dla ciebie nie zawsze jest dobre dla kogoś . Jesli ludzie robią coś,co nam sie wydaje,że nie jest w porządku ,możemy im o tym powiedzieć.Nie jest naszym zadaniem dyrygowanie kimkolwiek w jego sprawach. Po prostu żyjmy swoim życiem i dajmy innym przeżyć ich życie. Każdy z nas jest odpowiedzialny za to, co go w życiu spotyka. Widzę że nie tylko ginekolog jest ci potrzebny.Leczyć trzeba duszę,umysł i ciało.Jeśli będziesz leczyć tylko chorobę ,to ona wróci. To ty swoim mysleniem sprawiasz sobie cierpienie. Każdy tu chce ci jakoś pomóc ,ale ty na to nie pozwalasz . Wybór należy do ciebie.