witam wszystkich,mam 28 lat i zostawila mnie kobieta,czuje jakby cale zycie mi runelo wszystkie plany zniknely czuje ogromna pustke,nie moge sobie z tym poradzic,zostalem sam jak palec zero znajomych wszyscy sie gdzies rozeszli,pozostalo mi tylko praca dom i tak w kólko,od roztania minelo juz 1,5 miesiaca a ja delej nie moge sobie poradzic pozbierac sie,nie wiem jak mam dalej zyc,wszystko tak stracilo sens,prosze was dajcie jakies rady bo nawet nie mam z kim pogadac,dzieki
moja rada znajdź sobie jakieś zajęcie które mógłbyś robic po pracy i które cie pochłonie bez reszty,
w moim przypadku było to malowanie, rower, basen i imprezy przestałam myśleć o złamanym sercu a przy okazji poznałam nowa miłość i pamiętaj ze czas leczy rany wiem ze to banalne ale prawdziwe za rok ten okres swojego życia będzie sie jawił jak za mgłą bez emocji jak zły sen
3 2008-08-10 12:45:06 Ostatnio edytowany przez gregor80_80 (2008-08-10 13:46:12)
wiem probuje cos robic czyms sie zajac,ale poprostu niemoge o tym wszystkim przestac myslec mecze sie na maxa bylem z nia 5 lat,teraz juz mam doly z tego powodu ze nikogo juz nieznajde nawet niemam gdzie kogos spotkac,moze ktos mial podobne przezycie i wie jak sobie z tym poradzic,prosze was wszystkich pomuzcie mi.
czesc, kiedys przezywalam podobna historie, okazalo sie ze facet ktory mnie zostawil na 4 miesiace w tym czasie spotykal sie z inna nowo poznala laska ( odczuwal w jej obecnosci taka fascynacje ) a mnie oddalil na plan boczny.. co sie okazalo, wrocil.. ale u mnie schronienia nie znalazl... chociaz boli do dzis.. bo myslalam ze to moja wielka milosc... ze jesli czlowiek raz zdradzi bedzie to robil dalej.,,
ale tez tak dlugo z nim bylas?
czas leczy rany. wiem, bo mialam podobna sytuacje. bylam cholernie zaangazowana a on najzwyczajniej w swiecie sie mna znudzil i juz. dlugo cierpialam, ale dzisiaj zycze mu dobrego i nic do niego nie czuje,. poznalam andrzeja, od poczatku bylam ostrozna. upewnilam sie ze to ten, ze bedzie mi wierny. i nie sposob porownac tego zwiazku do tamtego. teraz wiem ze znalazlam prawdziwa milosc. a zle doswiadczenia jedynie mnie umocnily. powodzenia ![]()
dzieki
az długo.. hmmm 3 lata
Czas jaki byliści erazem nie ma aż takiego znaczenia....nie patrz na to pod tym kątem. Wiele się przez ten czas nauczyłeś, wiele przeszłeś.
Czasem widzę ludzi ze starzem powiedzmy 3-4 lat w których przez cały okres było mniej uczucia i zrozumienia niż w parze która jest ze sobą rok... poprostu kwestia nie dobranai się.... miłosć z czasem się wypala gdy nie jest pielęgnowana. Czasem tego nei zauważamy i żyjemy dalej razem "z przyzwyczajenia".
Moja rada dla Ciebie: Znajdź sobei konstruktywne zajęcie, masz teraz więcej czasu....zadbaj o siebie, zrób coś dla siebie co doda Ci pewności siebie. Nie pozwól nudzie zmarnowac Tobie młodości! Jesteś młody i jeszcze poznasz parwdziwą miłośc...bo taka która się wypaliła nie była tą prawdziwą. On ajeszcze na Ciebie czeka więc przygotuj się na nią bo to co przezyjesz spotykając TĄ osobę to właśnie to doprowadzi CIę do życiowej exstazy.
Jeśli ona CIę zostawiła...zraniła CIę tym. Ni epozwól jej niszczyć siebie dalej. Bo on aniszczy CIę nadal. Bo Ty przestałeś żyć. To co robisz teraz nei można nazwać życiem. Musisz poczuć że żyjesz...Energia, Szczęście. To nadejdzie a jak szybko zalezy tylko od Ciebie. Pozdarwiam i powodzenia ![]()
Szczerze radze nie przejmuj sie zycie da ci jeszcze wiele radosci To boli jasne ale co nie zabija wzmacnia.
Pamiętaj to co teraz wydaje się być czymś trudnym - kiedyś będzie kolejnym doświadczeniem życiowym - takim jak inne. Ja wierzę ( ba nawet wiem ) , że przed Tobą jest czas na prawdziwą i szczerą miłość. Wiem bo przeżyłam to samo a potem było WSPANIALE.
Jesteś niepowtarzalny i zasługujesz na wartościową kobietkę! I tak od dzisiaj masz sobie mówić codziennie! To jest rozkaz! POWODZENIA! Napisz jak wszystko się ułoży.
dziekuje wam za te slowa,wszystkim bardzo mi pomagaja,ciesze sie ze sie znalazlem na tym forum
kurcze codziennie rano sie budze,mam leki przed samotnoscia ze juz nikogo nie znajde nigdzie bo nawet znajomych nie mam,czy to przejdzie czy mi tak zostanie do konca zycia?jak sobie z tym poradzic
ciesz sie, bo przed Toba prawdziwa wspaniala milosc. wiem to na 100% i gwarantuje ![]()
nawet jak nigdzie niechodze nawet niemam z kim?poprostu niemam gdzie kogos poznac:-(u ciebie tez tak bylo?
po prostu wpadam w jakas panike ze juz jestem stary,mam 28 lat,ucieklem w prace,bo w domu zadnych znajomych nie mam,
jak dalej zyc ?jak sobie miejsce znalesc w trym wszystkim,jak zapomniec
Posłuchaj Gregor! Musisz dać sobie czas - to on Ci najbardziej pomoże. Ale Twoje nastawienie Też jest bardzo ważne. Po pierwsze nie jesteś stary! Co to w ogóle za pomysły, żeby mając dopiero 28 lat tak twierdzić! Na miłość zawsze jest czas - bez względu na wiek! Ona jeszcze przed Tobą.
Pamiętaj , ja przeżyłam to samo ( też mnie zraniono i zostawiono bez słowa wyjaśnienia), też cierpiałam , nie miałam na nic ochoty ani siły , miałam wrażenie, że nic mi w życiu się nie udaje , wszystko było bezsensu. A jednak to minęło ( choć trochę to trwało ). Potem przeżyłam wspaniałą miłość, a teraz jestem mężatką i mamą. A uwierz mi , gdyby ktoś powiedział mi to wtedy, gdy cierpiałam - nie uwierzyłabym.
Dobrze , że jesteś na tym forum. Po prostu pisz, wygadaj się i czekaj a pewnego dnia zaświeci słońce!
Pozdrawiam.
wiem ze potrzeba czasu,ale ile tak mam sie jeszcze meczyc robie rózne zeczy zeby tylko nie myslec,staram sie na maxa ale kurcze tak mozcno sie przyzwyczailem do niej ze nie wiem czy to jeest mozliwe sie teraz odzwyczic??????????????
Gregor gdy muj ukochany mnie porzucił dla koleżanki z pracy mijało 6lat naszego związku. Byłam sama bez znajomych z problemami bez pracy i cały mój świat runoł. Nie miałam na tyle siły żeby dzwignąc ten ciężar i zaczełam pic ale wtedy jedna znajoma pomogła mi i znalazła rozwiązanie : internet. To może głupio zabrzmi ale miałam dużo wolnego czasu i potrzebowałam kontaktu z innymi i tak zaczełam wchodzic na czaty i blogi.
Tam poznałam wielu wspaniałych ludzi i tak samotnośc mineła a ja przestałam wariowac wychodziłam spotykałam fajnych facetów i ból powoli zniknoł. Na początku myślałam że nikogo sobie nie znajde ale okazało się że takich osób jak ja jest więcej. Moja rada jest prosta nie masz jak to poznawaj ludzi na necie umów się na kawe, nie szukaj na siłe ale to dobry poczatek wyjśc do ludzi.
Ten okres bardzo zmienił moje życie może dlatego że mój luby był moją pierwszą i jedyną miłością która się zaczeła gdy byłam jeszcze dzieckiem ale pomogło.
Gregor, mówisz, że tak bardzo się przyzwyczaiłeś do Niej. To zupełnie zrozumiałe , gdy jest się z kimś tak długo. Ale to powoli zacznie mijać. Żeby tak bardzo się nie męczyć to warto w coś uciec ( byle mądrego ). Pamiętaj im mniej bezczynnego czasu - tym lepiej.
A tak w ogóle to w życiu każdą stratę trzeba "przerobić". I to tak właśnie wygląda, że jest beznadzieja , smutek , duże poczucie straty, łzy, rozpacz a potem jest powoli wraca się " do życia". Ja wierzę , że jeśli człowiek przejdzie te wszystkie etapy po kolei - to w końcu nadchodzi etap pogodzenia się ze stratą i gotowość na spotkanie drugiej osoby, na miłość. Ale to wszystko musi potrwać.
Jak myślisz : dlaczego tak wiele osób pisze do Ciebie i pomaga Ci przetrwać ten czas? Bo wiedzą jakie to trudne, gdyż same to przeżyły! Minął jakiś czas, wyleczyły się z tamtej miłości i teraz są gotowe podzielić się tym trudnym czasem. I na Ciebie też przyjdzie ten czas! Głowa do góry!
Jej myslisz podobnie jak ja chodz ja jestem mlodsza Tym razem nawet boje sie zeby próbować czego kolwie to jest zwykły strach pamietaj o tym i pokonaj go
asiulek pisze "dlaczego tak wiele osób pisze do Ciebie i pomaga Ci przetrwać ten czas? Bo wiedzą jakie to trudne, gdyż same to przeżyły!" i ma racje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
trzymaj się Gregor. ja przeżywam coś podobnego - i się trzymam ![]()
dzieki wam wszystkim ze mi pomagacie ,pomagacje i to bardzo duzo dziekuje
i znow mam dola,te przypominanie wszystkiego nie panuje nad tym,staram sie cos robic,ale ta samotnosc
poznalem dziewczyne ostatnio,powiedziala ze nie jestem w jej typie i w ogóle sie jej nie podobam,kurcze zdolowalem sie ze juz nikomu sie nie spodobam i zostane sam do konca zycia,moze teraz nie powinnienem szukac tylko sie wyleczyc z tamtej???????
To normalne, że po tak długim czasie bycia z kimś nie zapomnisz wszystkiego, co tak przypomina Tobie na każdym kroku o ukochanej osobie.
Jednak musisz coś zrobic, musisz bo inaczej wpadniesz w depresje, nie będzie chciało Ci się życ i po prostu zmarnujesz swoją młodosc i obudzisz się nieco za późno na zmiany.
Spróbuj.
tak tylko co mam robic ?ucieklem w prace praca dom staram sie z kims spotkac,ale ciagle to samo,powiedz tez cos podobnego przezylas?
Nie, ja na szczęście nie.
Ale rozstania przeżywałam i to pewnie nie mniej emocjonalnie niż Ty.
Czy jesteśmy z kimś rok, czy pięc lat równie mocno zaczyna nam brakowac tej osoby. Przede wszystkim dlatego, że wszystko na co praktycznie patrzymy, co robimy kojarzy nam się z tą osobą.
A masz jakieś zajęcia, może treningi ? Albo jakiś dodatkowy kurs, który umożliwiłby Tobie zapełnic chociaż trochę czas ?
no właśnie nie mam za bardzo i na dodatek jestem sam bez znajomych,ale myslisz ze to jest do przezycia?
Pewnie, że jest.
Może potraktuj to po prostu jako nową naukę na przyszłośc, postaraj się wyciągnąc jakieś wnioski.
Rany na pewno się zagoją, może kiedyś spojrzysz na to inaczej ? Chłodniej ?
Może zobaczysz coś czego rzeczywiście brakowało w Waszym związku ? A może byc i tak, że stwierdzisz, że to nawet i lepiej, że się zakończył.
A jestem pewna, że znajdziesz jeszcze kobietę życia, tylko nie patrz na to jak na coś, co musisz miec tu, zaraz, teraz. Daj sobie czas, po to żebyś sam był pewny tego, że kobieta z którą będziesz nie jest tylko zapełnieniem miejsca po Twojej byłej.
tak myslisz zebym w ogóle teraz nie szukal na sile?tylko ta pustka jest przerazajaca nie moge sobie miejsca znaleźc,tez mnie takie mysli dopadaja ze juz stary jestem wszyscy maja zony dzieci tylko ja taki sam zostalem,nie moge z tym sobie poradzic,w ogóle nie moge dopuscic takiej mysli ze jeszcze kogos spotkam bo mysle ze jestem brzydal i do niczego.
Postaraj się pisac bez błędów ortograficznych / Kaya.
Taki z Ciebie brzydal, że byłeś z kobietą tyle czasu ? ![]()
Wiesz, mężczyzna nie musi byc piękny jak model, mężczyzna musi byc mężczyzną, a więc posiadac te wszystkie cechy charakterystyczne właśnie dla Was - mężczyzn.
Myślę, że masz nie szukac na siłę partnerki, co nie oznacza, że masz siedziec w domu i myślec.
Wyjdz gdzieś, zabaw się, ale nie traktuj każdej nowo poznanej dziewczyny jako materiał na żonę, bo żeby nią była musisz mimo wszystko ją poznac.
Poza tym - wiek to tylko cyferki, a więc nie przejmuj się tym. No i nie patrz na innych. ![]()
dzieki za pocieszenie:-),tylko ja wlasnie sam jestem niemam nawet gdzie z kims isc:-(tylko praca i dom czasem wyjde z psem i to wszystko po dyskotekach nielaze bo nielubie,i co tu zrobic?
E, nie gadaj, że nie masz gdzie iśc ![]()
Jest tyle innych miejsc, gdzie można nie tyle co poznac kobiety, ale także mężczyzn - narzekasz przecież na brak znajomych.
Lubisz pływac ? Idz na basen.
Lubisz grac w piłkę ? Idz na trening.
Lubisz tańczyc ? Idz na kurs tanca.
Tam poznasz ludzi o podobnych zainteresowaniach. ![]()
A dyskotkeki, no cóż w Polsce chyba ogólnie panuje opinia, że tam chodzą 'białe rękawiczki', które mają siano w głowie i nie obrażając nikogo, chyba tam rzeczywiście kandydatki na żonę to Ty nie znajdziesz ![]()
Ale w pubie, klubie, pizzeri - przecież to jest dla ludzi, a dobra zabawa nie jest zła ![]()
wiem próbuje cos robic na razie ucieklem w prace zeby nie myslec o tym nie wiem czy dobrze robie
Na pewno uda Ci się chociaż na chwilę zapomniec, przez to, że zajmujesz się czymś innym.
Ale z pewnością nie jest to dobra metoda na lata.
no wlasnie,próbowalem jeszcze sobie lazic tak bez celu i jezdzic na rowerze,
witam wszystkich dziekuje wam za slowa pocieszenia,teraz mam problem bo budze sie rano z trasznym lekiiem trzese sie caly i mi sie najwiecej ona przypomina co tu zrobic mial ktos cos takiego po zerwaniu?przejdzie to?
Gregor, mam to samo...
Niektóre Panie mnie tu znają z innego wątku, gdyż tylko picie daje mi ulgę... Nie myślę ile mam lat (jestem młodszy, ale to nieważne) ilu mam znajomych itp... Wiem tylko, że czuję to co Ty... Poranny stres nieukierunkowany, męczarnia nie do zniesienia... minął miesiąc od końca "związku" a ja się nie mogę pozbierać
Dzisiaj wrócił kryzys, choć walczę z tym co mnie niszczy... Ale czy taką miłość da się zapomnieć? Pomału tracę wiarę w to, co staram się usilnie sobie wmówić...
Wszyscy mówią, że damy radę, ale co po słowach?
Pozdrawiam Panie i Nie-panie z forum ![]()
A mnie zostawił Facecie własny mąż ... ot poszedł w tango z jedną, drugą. Zdrada goniła zdradę. W końcu rozwód. Oto piękne podsumowanie 10 lat miłości. Piękny unhappy end pięknego love story... I co ja mam powiedzieć ? Mam dzieci - tylko tyle mi zostało. Albo aż tyle. Jednak wiem ,ze na miłość już za późno. Że moja miłość przyszła, poszła i to już koniec ... byle dociągnąć jakoś do 80 bo od 80 większe szanse na Alzheimera - może on ukoi mój ból. Nie będą niczego pamiętać. Może tylko dobre chwile. W każdym razie będę mieć pamięć wybiórczą. Sam pomyśl, jak ja się mogę teraz czuć , kiedy jedynym moim pocieszeniem jest wizja demencji !!! Nie jestem feministką, ale moim zdaniem faceci mają lepiej po rozstaniach ... Dużo lepiej !!! My kobiety o wiele bardziej cierpimy i mamy po takim rozstaniu o wiele mniejsze szanse na ułożenie sobie życia. Więc facet jak cię najdą złe myśli i kryzys pomyśl sobie ,ze dasz radę i przezwyciężysz. Bo nie masz na pewno takiego bagażu złych doświadczeń jak np. ja. Pomyśl sobie ,ze są tutaj gdzieś inni, którzy nie mają absolutnie żadnej już szansy na nic. I jedyną ich pociechą jest wizja Alzeheimera ...
Gregor nie szukaj na siłe, o to nic nie da. zobaczysz że nawet nie zauważysz kiedy a spotkasz ta z kora bd chciał zbudowac nowy związek. masz psa wiec napewno cesto wychodzisz z domu, rozejrzyj sie wokół , może na twoim osiedlu czy w okolicy jest jakaś fajna dziewczyna i nie boj sie zrobic pierwszy krok ![]()
Kiedy w zyciu spotyka mnie cos , co przytlacza , doluje , sprawia , ze zycie wydaje sie bez sensu , mysle: co jeszcze gorszego mogloby mnie spotkac ? I wtedy do glowy przychodza mi tysiace scenariuszy, na temat ktorych boje sie nawet myslec...Obecne problemy wydaja sie niczym w porownaniu z tym , co mogloby mi sie przytrafic.
Doceniam powiedzenie , ze co nas nie zabije , to nas wzmocni.Kiedys nie traktowalam takich slow powaznie , a teraz?...Uwazam , ze to prawda.
Wiec kiedy w moim zyciu jest zle , zastanawiam sie , co zrobic , zeby bylo lepiej.Nie chce byc egoistka skupiona tylko na sobie , na swoich uczuciach .Nic nie dzieje sie bez przyczyny.Kazde doswiadczenie niesie ze soba jakas nauke.Czlowiek jest tylko czlowiekiem , ale nie moze sie poddawac za kazdym razem gdy cos sie dzieje nie po jego mysli.Alkohol problemow nie rozwiaze , ani sie nie obejrzymy a wpakuje nas w kolejne klopoty.Tylko prosze mi nie mowic , ze nad piciem mozna zapanowac , ze ze mozna kontrolowac jego spozywanie , ze nie jest sie podatnym na nalogi.Niedawno moja znajoma upila sie na smierc, i tez pila po troszeczke , tak dla relaksu , dla " zapomnienia " o tym co , czego nie chciala pamietac.
Czarna Inez rozumiem Cie , Twoje rozgoryczenie , rozczarowanie , bezsilnosc...Ale powiem Ci , ze jestes silna , wartosciowa kobieta.Masz dzieci , zycie przed soba , mozesz go przezyc jak tylko chcesz.Nie mozesz myslec , ze to zycie sie dla Ciebie skonczylo, moze sie wlasnie zaczyna ? Nie mow mi , ze kobiety maja mniejsze szanse na ulozenie sobie zycia.A niby dlaczego ? Bo maja nieudane zycie malzenskie za soba ? Bo maja dzieci ? Nie mozna myslec o sobie , jak o przegranym czlowieku , ktory mysli tylko o tym , zeby sie polozyc do trumny i czekac na smierc.Milosc jest slepa , dopada i nie ma ratunku.I nie patrzy na przeszlosc , po prostu trafia czlowieka i juz.Czlowiek to szlachetny diament , a zycie go tylko szlifuje.Porazki nie moga nas dlowac , powodowac , ze bedziemy zatracac poczucie wlasnej wartosci , one maja nas uszlachetniac , wzbogacac w doswiadczenia , sprawiac , ze bedziemy isc przez zycie madrzejsi .Wiem.Slowa , slowa , slowa, ale one sa prawdziwe.Warto sie zastanowic , czy szczytem naszego szczescia jest zycie z czlowiekiem , ktory nas rani , upokarza , obniza poczucie naszej wartosci...Moze rozstanie z takim czlowiekiem to nie tragedia , tylko szansa na spotkanie kogos , z kim warto bedzie spedzic reszte zycia .Nie odbierajcie jej sobie rozczulajac sie nad soba .A na zakonczenie mojego postu cytat z mojej sygnatury
Powodzenia !
Tyle spraw panie drogie poruszyłyście, że nie wiem na co odpowiadać... ![]()
Nie wiem dlaczego, Wasze słowa mnie jakoś podbudowały, tylko nie wiem na jak długo ![]()
Może to tylko moja zwykła huśtawka nastrojowa
tzn chwilami jest dobrze, mówię i myślę, że nie warto się męczyć, dręczyć itp a chwilami wpadam w przepaść, z której mnie tylko sen wyciąga (piwo ostatnio nawet nie pomogło
)
Najgorsze jest to, że się niedługo spotkamy i będziemy regularnie się widywać... Mam miesiąc na obudzenie się ze złudzeń, albo będzie moja kolejna porażka życiowa... Miesiąc to za mało, na to co we mnie siedzi
Rozsądek chce to zakończyć, a "serce" robi swoje
I bądź człowieku mądry ![]()
Tyle wyżalania się
Skończyłem piwko, zaraz coś w tv obejrzę... Przed snem meliska, może pomoże ![]()
Zaczynam się uzależniać od tego forum ![]()
Do Faceta, Gregora, Czarnej Inez i innych tutaj: jutro jak tu zajrzę, to chcę przeczytać coś optymistycznego, błagam ludziska!!! Żeby poużalać się z wami to napisze, że ja mam 33 latka, na koncie rozwód od 4 miesięcy (półtora roku po slubie mąż powiedział mi, że nigdy nie chciał się ze mna ożenić, tylko nie wiedział, jak to powiedzieć), zero przyjaciół ("zabrał" ich mój były, bo naopowiadał im kłamstw o mnie i uznali, że nie chca mnie znać, a nie stać ich było na to, żeby skonfrontowac ze mna jego opowieści), nie mam dzieci, tylko 4 puste ściany... Tak jak ty gregor czasem myslę, że juz nie spotkam nikogo, szczerze mówiąc nawet nie pamietam, jak to jest podrywać albo byc podrywaną...Też próbuje codziennie przetrwać, wiem doskonale, jak to jest kiedy przychodzi weekend w samotności. A jeszcze wam zdradzę, że choć do rozwodu "przygotowywałam się" psychicznie ponad rok (o ile w ogóle mozna sie do czegoś takiego przygotować), to czasem pojawia się tęsknota za tymi chwilami, które były fajne...Ale jest jak jest. Facet mnie nie kochał i tyle. Może gdzieś na świecie błąka się jakiś inny, dzięki któremu nie bede musiała w samotności czekać na starość... Pozdrowionka!
witam dzieki wam wszystkim za wypowiedzi,dzieki nim widze ze niejestem sam z tym problemem,KOLEJNA I FACET,jak sobie z tym wszystkim radzicie mnie caly czas mecza te leki niepokoje i ta straszna samotnosc,niech ktos napisza jak sobie z tym radzic czy to wogule kiedys minie czy to juz jest do konca zycia????????
Dobrze wiedzieć, że nie jest się samym ? Oczywiście bardzo Wam współczuje, ze Was to spotkało ? jednak paradoksalnie to dla mnie jakaś pociecha, że ? nie jestem sama na świecie z tym problemem. ?Kolejna? chce coś optymistycznego ? cóż dziś jest ładny, słoneczny dzień ? Mhm, nie wiem ?Kolejna? ja po prostu nie ?przygotowywałam? się do rozwodu ? Powiem ,że gdy już rozwód był w toku, tak mogę to Wam powiedzieć , ze ciągle czekałam na jakiś przełom ? Wiecie, ze on podejdzie i powie mi coś w rodzaju ? dajmy spokój?, ?po co to nam ? ?spróbujemy jeszcze raz? ? Nie macie pojęcia jak tego pragnęłam ? myślę, że bym mu wybaczyła ? Przecież kiedyś go kochałam. Może dałoby się jeszcze coś uratować. Nie można z serca wykreślić tego całego 10 letniego życia ? Ani z pamięci. Niestety nic takiego się nie stało? Na rozprawę przyszedł ze swoją ?Nową? ? To najbardziej mnie upokorzyło. Wiecie w tym wszystkim najbardziej boli to ,ze ja myślę, że on mnie nigdy nie kochał. W życiu zdarzaja się nam wpadki, potknięcia to oczywiste. Ale jeżeli się nawet popełni błąd i kogoś kocha kogo się skrzywdziło to ? próbuje się o tą osobę walczyć i odzyskać ? A nie odchodzi się z inną ?
Do GREGORA: chciałabym napisać, że radzę sobie super, ale tak nie jest. są dni, gdy kazda myśl, przedmiot, skojarzenie z nim budzą we mnie taka nienawiść, że mogłabym go rozszarpać gołymi rekami.. Sa też takie, gdy sobie myślę: czekaj kretynie, jeszcze kiedyś za mna zatęsknisz - choć przyznam, że wiem, że tak nie bedzie. Dziś rano rozkleiłam się kompletnie, bo mi sie przyśnił taki, jaki był kiedyś... Tak naprawdę sama nie wiem jak sobie z tym radzić.. Kiedy zaczęlismy mieszkać osobno, poprosił mnie, żebym dała mu rok na to, by dorósł do małżeństwa, poradził sobie z agresją.. Prosił, żebym na niego zaczekała, więc czekałam ponad rok: zostawiłam mu mieszkanie (zamieszkałam w wynajętej kawalerce i spłacałam kredyt za mieszkanie, w którym on mieszkał), żyłam z dnia na dzień czekając na jego telefon, propozycję spotkania, rozmowy... On w tym czasie zajął się sobą i utwierdził sie w przekonaniu, że mnie nie potrzebuje do niczego: wspinaczka, piłka, spotkania ze znajomymi, imprezy, kolejne studia no i nowa kobieta, z którą zamieszkał, żeby ułozyc sobie zycie... Długo tłumaczyłam sobie, że dla kogoś takiego szkoda zycia. A kiedy chciał wrócic do mnie - już po rozwodzie - i przyznał sie do tamtej kobiety (oczywiscie zrobił to, gdy zgodziłam się zacząc od nowa i nawet oczekiwał, że go będe pocieszać, bo miał z nią trudna rozmowę o zerwaniu!!!) pomyślałam: trudno, nauczę się z tym żyć, byleby razem...Tyle, że po tygodniu przestał chcieć byc ze mna, no bo przecież on ma inne zajęcia i ja nie zawsze mieszczę się w jego grafiku. No a poza tym nie może ze mna iść do znajomych, bo oni mnie nie akceptują... Czasem czuje się jak trędowata... Dzis mam chyba gorszy dzień... Widzisz Gregor, tak własnie usiłuję sobie radzić... I wciąż gdzieś tam jest we mnie nadzieja, że może kiedyś za mną zatęskni - ta nadzieja jest najgorsza, bo nie pozwala sie uwolnić...
Do Czarna Inez: Rozumiem co czujesz, bo uwierz mi, ja mogłabym podpisac sie pod tym, co piszesz... Rok oczekiwania na to, by ktoś kogo kochałam odezwał sie do mnie to strasznie długo... Dlatego teraz nazywam ten czas "przygotowywaniem sie do rozwodu" - każdy dzień zaczynałam z nadzieją, że dziś się odezwie i kończyłam płacząc, że skoro sie nie odezwał, to mnie nie kocha... Próbowałam wielu sposobów, rozmawiałam z teściami - totalna porażka, spotkałam się z naszym wspólnym przyjacielem (który zresztą był świadkiem na naszym slubie i jak sie potem okazało, zapewnił mojemy samotnemu mężowi nową panią!)... W końcu któregos dnia pomyslałam, że dam mu to, czego widać potrzebuje najbardziej: wolność... Złożyłam pozew o rozwód, przetrwałam rozprawę i wyrok... Zgodziłam się na rozpoczęcie wszystkiego od nowa juz rozwodzie, pozwoliłam znów na awantury, traktowanie mnie jak najmniej istotnej osoby w "naszym nowym życiu"... A i wysłuchałam jego zwierzeń o bliskości z tamtą, ich uczuciu, o tym jak "usiłował sobie z nia ułozyc zycie" i jak ciężko było mu z nią zerwać (ale dla mnie zaryzykował nawet to, że ich wspólni znajomi odwórca się za to od niego)... No i co? Od 2 tygodni jasnie pan nie odzywa sie do mnie, bo teraz chce się skupić na sobie!!! A ja wciąż mam w sobie tą kretyńską nadzieję...Czasem nie wiem, czy powinnam płakać nad własna głupotą i naiwnością czy się z tego śmiać...Sama chciałabym dostać jakąś podpowiedź jak z tym żyć? PS. A propos upokorzenia: ja zostałam raz zaproszona do dawniej naszego mieszkania, mój były poprosił mnie o podanie czegoś z szuflady a tam damska bielizna nowej mieszkanki domu - jak zobaczył moje zaskoczenie, szok, to powiedział mi "a to nie jest twoje?"
Czytając te posty widzę, że macie Panie bardziej skomplikowane problemy niż mój... co jednak nie znaczy, że mój jest błahostką (dla mnie). Jestem rozdarty między dwoma wyjściami... nie wiem czy dalej starać się zapomnieć o Niej, czy się poddać, męczyć kolejne miesiące, lata prosząc Ją, żeby mnie nie nienawidziła za to co czuje (powiedziała jasno, że mam zapomnieć, albo będzie mnie nawet celowo unikała, gdy się będziemy widzieć)... Raz taką sytuację już miałem w życiu i wiem, że 2 wyjście jest wieloletnią drogą przez mękę, natomiast na 1 wyjście nie mam już sił... staram się jak tylko mogę, ale już psychika wysiada... zaczyna mi się śnić, że jest ok, że jesteśmy razem i jest cudownie... chcę do Niej napisać, ale obiecałem sobie i Jej, że tego nie zrobię, żeby nie mieć z nią jakiegokolwiek kontaktu, żebym o Niej choć trochę zapomniał... Byłem twardy ok 2 tyg, teraz mięknę, mam ochotę spotkać się z Nią, powiedzieć jak wygląda sytuacja i prosić, żeby nie odwracałą się ode mnie z tego powodu... jednocześnie boję się, że odwróci się i odrzuci mnie całkowicie...
Już samo to, że o Niej piszę powoduje, że zaczynam tęsknić, kochać, wewnętrznie płakać... w związku z powyższym idę po piwo i fajki.
Gregor: jak sobie z tym radzę? Otóż nie radzę... mój dzień wygląda tak, że przed pracą melisa (coś tam czasem zadziała) w pracy zapierdol na ochotnika, przy którym nie mam czasu myśleć o Niej (choć czasem słysząc muzykę, która mi się z Nią kojarzy łapię doła...) po robocie przespać trochę czasu, na kompa trochę i potem piwo/piwa (prawie codziennie) i wcześnie spać, żeby czas jakoś poleciał... A w międzyczasie fajki, gdy tylko mi się zachce, albo mam okazję...
Ogólnie to nie czuję, że żyję.. Czuję, że coś już we mnie umarło, każdy dzień staje się ponurym obowiązkiem do spełnienia, wszystko co robię nie ma raczej sensu ani nie daje radości, jest to tylko usilne przedłużanie egzystencji.....
51 2008-08-28 21:07:50 Ostatnio edytowany przez Czarna Inez (2008-08-28 21:10:33)
Facet przecież nie po to tutaj jesteśmy by się licytować ,kto ma większy problem ... Wszystkie są tak samo istotne i bolesne - bo w miłości nie ma żadnych skal porównawczych. Nie ma tutaj prostej odpowiedzi - myślę ,że w gruncie rzeczy masz podobny problem jak ja czy "kolejna" ... tak na prawdę nie da się na dobre zatrzasnąć za kimś kogo kochaliśmy, kto był nam bliski drzwi. Nie wiem, gdzieś tam napisałam sobie o Alzheimerze - może to tak sobie akurat zabrzmiało,ale chodziło mi o to ,ze może mi przejdzie w wieku 80 lat i że może taka lekka demencja dopiero dałaby i spokój duszy ... Wiecie jaka ja jestem czasem na siebie wściekła ? Strasznie! Bo nie potrafię go zapomnieć, bo zawsze już będą łączyć nas dzieci, bo w rysach synka widzę jego rysy ... To jest po prostu straszne. Tak przyznaje otwarcie - kochałam go bardzo. Dlatego tak boli. I też co tu będę Wam mówić, też liczę nawet teraz po rozwodzie ,ze on się opamięta, że zobaczy co stracił i do nas, do mnie wróci. Wiecie, on nawet nie szuka specjalnie kontaktu z dziećmi. Nie utrudniam mu ich, ale on ... tak przychodzi po nie jakby mu się nie chciało. One aż za nim piszczą, a on bierze je na godzinę do parku czy na lody w niedzielę i to wszystko ... Tak mi sie wydaje jakby mógł wcale by nas nie odwiedzał. To tak boli ... Bo widzę, że on nie docenia tego co miał - jego podejście tak bardzo mnie rani ... Wiesz Facet czuję to podobnie - tak jakby coś we mnie umarło. I żyje w takim napięciu, takiej ciągłej nadziei, ze może jutro wstanę , on zadzwoni, przeprosi, coś się stanie dobrego ... Co ja zrobię jeżeli on jednak nie zadzwoni ? Och kolejna jak ja Cię świetnie rozumiem ... Myślałam ,ze jestem ostatnia co ma takie myśli i nadzieje na powrót po fakcie dokonanym jakim był rozwód. Jednak tak jak też piszesz, ciągle jest ta nadzieja ... Czasem czekając na telefon on ex czuję się jak nastolatka, która czekała na telefon pierwszego faceta ... Nawet głos mam inny jak zn im rozmawiam - taki pełen napięcia. Mam tylko nadzieję ,ze on o tym nie wie - dopiero miałby radochę i ego by mu urosło do księżyca jakby zaczął podejrzewać ,że go jeszcze ... co tu ukrywać ...kocham ...
Rozmawiałem dzisiaj z Jej najlepszą przyjaciółką, widzę, że sprawy mają się gorzej niż myślałem... Jest już zła na mnie, że nie mogę zapomnieć, a ja <wulg> się staram z całych sił... I twierdzą obie, że nie jestem normalnym facetem, bo to ja Ją kocham i nie mogę sobie z tym poradzić... widzę, że człowiek bardziej uczuciowy niż faceci-świnie jest gorszy... (??) Ona ma mnie już dosyć, a ja nie wiem co robić... załamuję się pomału... Była fajka, było piwo, zaraz będzie fajka i tak cały czas... Nie mam już sił na to wszystko...
A teraz pytanie do pań: czy potępiłbybście kogoś, za to że was nadal kocha? (ale wy już nie)
No Czarna Inez, to jesteś mądrzejsza ode mnie - ja swojemu ex powiedziałam, że dla mnie był, jest i zawsze bedzie tym mężczyzną, którego wybrałam na całe życie... No i pewnie dlatego teraz siedzę sama, a on żyje w przekonaniu, że jak mu nic nie wyjdzie, to zawsze będzie taka jedna, co wciąż czeka... Durna nadzieja... - ja mam niezałatwione sprawy majątkowe po rozwodzie i mój były wie, że trzeba będzie to uregulować prawnie, więc każdego dnia czekam, że może zadzwoni choćby w tym celu. Jak mam lepszy dzień to pakuję te papiery w kopertę z jego adresem, żeby mu wysłać i wtedy dociera do mnie, że to jedyna szansa na spotkanie z nim... I nie wysyłam... Tak sobie dziś myslałam, tyle małżeństw sie rozstaje i jakoś układają sobie życie od nowa, a ja patrzę na facetów wokół mnie i nie umiem sobie wyobrazić, że mogłabym z jakims innym żyć... Znajomy niedawno powiedział mi takie słowa: "twój były to po prostu zwykły sk..., a ty tęsknisz za nim jakby był najwspanialszym mężem pod słoncem". Ma rację, umiem wymienić z pamieci wszystkie racjonalne argumenty przemawiające za tym, że nic nie znaczę dla mojego eks... No i co z tego??? Ehh, kolejny dzień za nami, może jutro będzie lepiej? Fajnie byłoby tak obudzić się rano i nic nie pamietać, nie tęsknić, nie czekać..
no wlasnie" kolejna"jutro moze bedzie lepiej jak sie obudzimy,ja mam to samo:-(
Oj Facet, źle z Tobą... Napiszę ci jak to jest z drugiej strony, nie żebyś się przeraził, tylko może ku zastanowieniu... Tak w skrócie: kiedy miałam 16 lat (po I klasie lo) poznałam faceta 7 lat starszego od siebie. Zostaliśmy parą. On pracował, ja chodziłam do szkoły, potem na studia. Związek trwał 8 lat, on w tym czasie kupił dla nas mieszkanie. Tyle, że wtedy okazało się, że ja dojrzałam, z dziewczyny stałam się dorosłą kobietą - ale to fajnie brzmi:) z planami na zycie, z innym spojrzeniem. A on nie chciał takiej mnie dorosłej, tak jak i ja nie chciałam być z takim jak on facetem... Nikt nie chciał nikogo skrzywdzić, ale lata zycia uciekły... Nie mam nic przeciwko różnicy wieku w związku, ale myslę, że rożnica wieku u ludzi dojrzałych zyciowo nie gra takiej roli jak u ludzi młodych.. Bo co zrobisz, jeśli po latach związku ty bedziesz chciał ułozyc sobie życie, a ona po prostu dorosnie i uzna, że byłes cudowną, ale tylko młodzieńczą miłością? Pytasz, czy potępić mozna faceta, który kocha. Ja odpowiem ci tak: ja nie potępiłabym kogoś takiego, ale miłość to nie choroba - jeśli ty kogoś kochasz, to nie znaczy, że możesz go tym "zarazić" i on pokocha ciebie...Spójrz na to co piszesz z malutkim dystansem: spędziliście kilka miłych chwil, potem ona się wycofała, ty chcesz te chwile odzyskać, rozmawiasz z jej przyjaciółką i dowiadujesz się, że ona jest o to zła.. Zadaj sobie pytanie, jak ona się czuje z tym, co robisz? Wcale nie jest tak, że facet uczuciowy ma gorzej - wiesz ile bym dała, żeby mój były choć raz dostrzegł, jak mnie zranił, jak zabolało??? A może spróbuj troche wyluzować i zacznij od przyjaźni?
może idź na imprezę, czy jakieś spotkanie z kumplami?? ja płakałam po rozstaniu z chłopakiem.. poszłam na małą imprekę którą sama zainicjowałam bo mielismy obchidzic niby rocznice i poznałam... moją wielka miłość.
facet a dlugo byliscie razem?
58 2008-08-29 09:21:15 Ostatnio edytowany przez gwiazdka1980 (2008-08-29 09:23:03)
kurcze codziennie rano sie budze,mam leki przed samotnoscia ze juz nikogo nie znajde nigdzie bo nawet znajomych nie mam,czy to przejdzie czy mi tak zostanie do konca zycia?jak sobie z tym poradzic
Nie martw sie znajdziesz jeszcze kogos. Tamta widocznie niebyła Ciebie warta.
Mnie tez to spotkało . Tez tak myslałam dopóki nie spotkałam JEGO.
Wiecie co ? Bylam dwa razy w swoim zyciu w powaznych jak mi sie zdawalo zwiazkach.Po rozstaniu bylo ciezko , nawet bardzo...Ale rozczulanie sie nad soba nie lezy w mojej naturze.Cos sie skonczylo ? Wiec tak musialo byc.Wierze , ze nie nalezy nic robic w zyciu na sile , bo mozna przeoczyc cos naprawde pieknego , przejsc obok kogos , kto moglby byc naszym szczesciem.Bylam sama , nikogo na sile nie szukalam.Znalazlam sobie inny cel w zyciu , robilam to co sprawia mi przyjemnosc , na co nigdy nie mialam czasu lub sposobnosci.I nagle spotkalam czlowieka , ktory jest teraz moim mezem.Nie wyobrazam sobie , ze moglabym spedzic reszte swojego zycia z kims innym.Kiedy pomysle , ze mialabym sie zwiazac do konca zycia z moimi bylymi , dziekuje losowi , ze mnie z nimi rozlaczyl.Wtedy mys;lalam , ze to wielka milosc , a teraz wiem , ze tak mi sie tylko wydawalo...
Witajcie ludki! Jak tam dzisiaj wasze samopoczucie?
61 2008-08-29 20:50:29 Ostatnio edytowany przez Czarna Inez (2008-08-29 21:02:48)
Witam
Jak miło ,że Was mam
No , dzieciaki oglądają bajkę na dvd, a ja mam trochę czasu dla siebie
Dziś taki piątkowy wieczór, trochę smutno i niesmutno. Chyba jakoś lepiej mi dzisiaj na sercu
W końcu to by było trudne nawet być cały czas smutnym
Już planuję co jutro im wymyślę - pewnie pojedziemy gdzieś na rowery , tak to lubią ... Tak gdy myślę o moich dzieciaczkach to jest mi lżej, wiem ,ze nie będę nigdy sama bo zawsze je będę miała. W niedziele przychodzi do nas on. Weźmie je znów gdzieś pewnie na moment i odstawi tak szybko jak będzie mógł. Dobrze ,ze chociaż nie bierze ze sobą nowej "cioci" ( córka miała okazję ją kiedyś poznać jak ją odbierał ze szkoły kiedyś i ona byłą w samochodzie i tak ją jej przedstawił ) Ciocia ... ehhh szkoda słów. Ale nie mam zamiaru mu tego ułatwiać - niech się dzieciom sam tłumaczy co to za ciocia ... Dziś za nim nie tęsknie. Jest mi dobrze. Fajny wieczór, zaraz wyjdę sobie na balkon i posiedzę chwile na dworze. Zawsze to uwielbiałam. Takie patrzenie w niebo i szukanie gwiazdek i wymawianie życzeń - kiedyś z koleżanką ( to było dawno jeszcze w podstawówce ) wierzyłyśmy ,ze jak popatrzymy na jakąś gwiazdkę i ona nam zabłyśnie inagle intensywniej albo coś takiego to spełni się wypowiedziane życzenie ... Dziś sie w to pobawię. Ale nie powiem Wam jakie mam życzenie ... Chyba nie muszę bo chyba wiecie ...
czesc kolejna i wszyscy kturzy tu zagladaja,dzis sie lepiej tez czulem,pierwszy raz sie chyba usmiechnelem od 2 miesiecy,ale wiem ze rano znow mnie dopadnie niewiem jak sobie z tym poradzic niestety i niewiem czy to wogule minie?pozdrawiam wszystkich
Czarna: cieszę się, że jesteś w dobrej kondycji psychicznej i będziesz fizycznej (te rowerki
)
Ja dzisiaj zająłem się też jakimiś robotami (sklep, koszenie trawy itp) i dzień mija sympatycznie
Może to też dlatego, że wczoraj sobie posiedziałem ze znajomymi na koncercie wśród całej masy ludzi
No i utopiłem całe zło nękające mnie w Dębowych
Dzisiaj to wszystko co mnie tak dobija zeszło gdzieś w głąb, dając chwilę na zebranie sił psychicznych na następne dni walki ze sobą
Nie zamierzam sobie tego dnia psuć głupimi myślami, dzisiaj chcę żyć ![]()
Gregor: nie myśl, że Cię to na pewno dopadnie rano. Lepiej nie martw się na zapas, zmartwień i tak mamy dosyć
Nie wiem czy to minie, albo inaczej: kiedy minie. Ja mam na to metodę raczej niewskazaną ze względu na zdrowie: jak mnie to dopada, to fajka i czasem pomaga
Ale nie zawsze.
zacznij od przyjaźni?
Od przyjaźni się zaczęło wszystko... długo między nami nic nie było. I to Ona robiła pierwsze kroki, dlatego byłem pewien, że wszystko idzie cudownie. Gdy zaangażowanie było ogromne, Ona się zaczęła wycofywać, czego nie widziałem... I w końcu wszystko skończyła, zostawiając mnie z tym, co sama stworzyła - z moją miłością.
Ale nie mam ochoty dzisiaj tego rozpamiętywać, opisywać itp
Za godzinkę idę posłuchać kumpli grających w garażu
Piwko będzie, fajeczki i dzień minie jako jeden z tych "lepszych".
Trzymajcie się wszyscy ![]()
Witajcie! Ja też miałam wczoraj lepszy dzień - w pracy harówa, ale za to od poniedziałku mam 2 tygodnie urlopu! Dzis od rana biegałam po sklepach - w czasie urlopu robie remont, więc mam nadzieję nie mysleć za wiele o sprawach sercowych - no chyba, że w kategoriach ewentualnego zawału od targania mebli, skakania po drabinie i innych takich:) Gregor - co do porannego nastroju pod psem to powiem ci, że ja zaraz jak sie obudzę to natychmiast zrywam się z łóżka - wiem, że gdybym poleżała chwilkę, to dopadłyby mnie wspomnienia... a tak nie zdążą.
Ja wspomnienia i stres poranny ostatnio zapijam wieczorem
Na drugi dzień chociaż się nie męczę
A i po piciu jest fajnie
Dzień jak codzień....
Najgorsze jest tylko, że wspomnienia wracają, przedzierając się przez alkohol i muzykę... Ale dam radę - muszę dać radę ![]()