Czy to ma sens...? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy to ma sens...?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

Temat: Czy to ma sens...?

Pierwszy raz piszę na forum, mając nadzieję, że może ktoś coś mądrego wymysli i pomoże mi jakoś rozwiązać zaistniałą sytuację. Jestem od 7 lat rozwódką,mój były odszedł, jak pojawiły sie dzieci i obowiązki, wtedy obiecałam sobie, że nie dam się omamić żadnemu facetowi już nigdy. Ale... życie jest życiem po 2 latach poznałam faceta, z którym zaczęłam się niezobowiązująco spotykać. Nie chciaąłm się z nikim wiazać i wiele razy próbowałam nie spotykac się z Nim więcej, ale On był cierpliwy, delikatnie natarczywy i ... odpowiedzialny- tak mi sie wtedy wydawało. Po 3 latach znajomości przedstawiłąm go dzieciom, rodzinie, były wyjazdy na wspólne wakacje. Ja jego dzieci nie poznałam, bo.. jakoś to wciąż odwlekał, podobnie jak wizytę u siebie w domu. Wiele sie wydarzyło przez te kolejne lata i zakochałam się w Nim. Dzieci go bardzo polubiły. Kiedy rok temu się rozchorował chciałam go odwiedzić, ale adres okazał się "nieistniejacy". Po chorobie, przyparty do muru, powiedział, że uwaga... jest żonaty, ale nie mieszka z żoną, tylko dla dobra dzieci, ( 20 i 16 lat) utrzymują ten związek. Po kolejnych sytuacjach wyszło na jaw, że jednak mieszka z żoną, NIe mogłam uwierzyć, że przez 4 lata się nie zorientowałam. Skończyłam znajomość, ale wciąz pisał prosił przepraszał obiecywał. Uwierzyłam. Mówił, że tamto nie istnieje od wielu lat. Postawiłąm sprawę jasno to koniec.Złozył pozew o rozwód, ale go nie dostał bo mieszkali razem. Wyprowadzil się z domu. Zadzwonił. Kocham Go więc znów uwierzyłam. Po kilku miesiącach zamieszkaliśmy razem. Złożył pozew. Kilka dni temu była sprawa. Znów nic, kolejny termin. Obiecał, że po tej sprawie powie o wszystkim żonie, że powie prawdę. Że mieszka ze mną, że poznam jego dzieci. Znów nie dotrzymał słowa, bo...żona zgodziła sie na rozwód a On nie wie, czy gdyby się dowiedziała, to czy dostanie rozwód i dzieciom nie bardzo chce mówić ( teraz już 17 i 21 lat te dzieci) Sama nie wiem co robić, powiedziałm Mu wczoraj, że ma się wyprowadzić, że to koniec. Prosi, o krótki czas, na wyjasnienie sprawy. Nie wiem co robić, jak wiele razy mam Mu próbować wierzyć, zaufać, a On wciąż się chyab miga od prawdy. Pomóżcie. Jaki jest Wasz punkt widzenia, bo może ja już nie widze jasno nic.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy to ma sens...?

ale się wpakowałaś
Facet mam nie tylko podwójne życie ale pewnie jeszcze dwie osobowości.
Facet zaczął kłamać i tak se zapętlił w tym wszystkim ze już pewnie nie wie co jest prawdą.
a ty no cóż powiedzenie że miłość jest ślepa idealnie do ciebie pasuje.
to ze na początku spotykałaś se z nim niezobowiązująco musiało mu pasować sex bez zobowiązań dla faceta to fajna odskocznia od codzienności. Ale po takim czasie to już nawet dl niego nie jest to tylko niezobowiązująca przyjaźń
tkwi jedna nogą w małżeństwie a drugą w twoim życiu.
Katastrofa gwarantowana ty go zostawisz za kłamstwa żona jak pozna całą prawdę też.
Dziwi mnie jego zachowanie i pokazywanie dzieciom jaki to on jest dobry dla nich one są dorosłe. Chyba ze czeka aż najmłodsze skończy 18 lat.

3

Odp: Czy to ma sens...?

codalej - pytasz "jak wiele razy mam Mu próbować wierzyć, zaufać" - ja z mojego punktu widzenia uważam , że w tej sytuacji nawet jeśli dasz kolejną szansę to nigdy już nie będziesz mu do końca ufać. A moje zdanie jest takie gdy nie możemy komuś ufać to nigdy nie będzie naprawdę do brze, zawsze w którymś momencie pojawią się podejrzenia , będą cię męczyć, będziesz rozpatrywać różne scenariusze i wątpię czy w tej sytuacji będziesz szczęśliwa w tym związku. A co do tego Pana wiele razy słyszałam historie - on nie kocha żony, on się rozwiedzie, poczekaj kiedyś powiem dzieciom, daj mi czas - najgorsze jest to "kiedyś" - nieokreślone i nie sprecyzowane - a kobieta czeka czasem latami aby w końcu zoriętować się że to kiedyś nie następi. I wtedy dopada ją depresja, obwinianie siebie że się było ślepą i straciło kawał życia. Myślę że szkoda tracić cenne lata na coś co podszyte jest kłamstwem, brakiem zaufania i niepewnością.

4

Odp: Czy to ma sens...?

Macie rację, już teraz dopadają mnie różne scenariusze i ten ciągły brak pewności, Niby jest wszystko ok, ale przez skórę czuję, ze jednak nie do końca. NIe jest dla mnie problemem, że Jego żona o niczym nie wie, nie są ze sobą, nie mieszkają, sa w trakcie rozwodu, nie chcę "uszczęśliwiać" Jej tym, że Jej mąż ma kogoś. Problem polega na tym, że On wciąz wyznacza nowe terminy ujawnienia prawdy, bo niby "tak musi się stać", i wciąz  nie dotrzymuje słowa. Nie wiem już czy gra za zwłokę, czy nie jest pewny. Dziwię się sama sobie, bo kiedyś, gdy rozpadało się moje mażeństwo, przez zdradę męża, obiecałam sobie, że nigdy żadna kobieta nie będzie przeze mnie płakac. I gdybym miała choć cień przypuszczenia,  że On możę być zonaty, nie poszłabym tą drogą. Ale nie miałam, Bóg mi świadkiem, wiem, że popełnłam błąd nie kończąc tego definitywnie, gdy prawda wyszłą na jaw, ale wtedy już byłam mocno zaangażowana. Powiedziałam, Mu wczoraj, że ma szukać mieszkania... Ale wciąż miotają mną wątpliwości, czy nie zaczekać. Może to ja widzę problem, którego nie ma. W końcu bierze rozwód, mieszka ze mną i wiem, że tamta sprawa jest skończona.NIe wierzą w powroty i opcja zaczekać jak się rozwiedzie, jest pusta, ludzie rzadko odnajdują się po raz drugi, zbyt wiele już ich dzieli.

5

Odp: Czy to ma sens...?

Zawsze łatwo jest poradzić komuś : odejdź od niego, zostaw, wywal ze swego serca. Ale w rzeczywistości nie jest to takie łatwe. Kochasz go i to widać, bo tyle szans mu już dałaś. Był nieuczciwy przez te wszystkie lata, bo zapewne nie miał dość siły by odejść od żony, lub Tobie powiedzieć prawdę. Myślę, że on naprawdę Ciebie kocha tylko jest słaby. Przecież składał pozew o rozwód już dwa razy, wyprowadził się z domu, więc jego żona już wie że on nie chce być z nią. Pytanie dlaczego nie chce jej powiedzieć prawdy? Nie mogę powiedzieć Ci co robić dokładnie, wiem jedno, czasem trzeba słuchać serca, a o miłość zawalczyć. Jednak w tym wszystkim trzeba zachować godność i szacunek do samej siebie. To trudna sytuacja i na pewno do przemyślenia, a nie do radykalnych cięć. Trzymam za Ciebie kciuki.

6

Odp: Czy to ma sens...?

Dziekuję Ci lena22 za te słowa, napisałaś dokładnie chyba jakei mam odczucia. Cieszę się, że ktoś mysli podobnie jak ja, bo już myslałam, że jestem nienoralna. Przeczytałam też Twoją historię i bedę trzymać za Ciebie kciuki, bo wiem, jak trudno zrezygnować z czegoś, nawet jak cały świat i każda cząstak Ciebie mówi, zakończ to. Powodzenia

7

Odp: Czy to ma sens...?

Witam was kobietki pisze bo nie wiem co ma robis jak podjac decyzje!!! Wyszlam za maz 1,5 roku temu i nie byla to moja wielka milosc poprostu wydawalko mi sie ze chlopak w porzadku z dobrego domu i bedzie dobrze a nie jest!!!. 8 lat temu spotykalam sie z facetem w ktorym bylam szalenczo zakochana zreszta z wzajemnoscia on wtedy byl zonaty potem sie rozwiodl nie z mojej winy juz dawno mu sie nie ukladalo ale do rzeczy moj maz to czlowiek ktorego wciaz trzeba popychac zeby coz zrobil np. prawo jazdy zrobil w wieku 37 lat tylko dlatego ze go naciskalam nie ma stabilnej pracy , stalej ciagle wyjezdza i tak naprawde nie wiele moge na niego liczyc ja jestem osoba niezalezna pracuje nie mamy dzieci ,wciaz utrzymuje kontakt z moim poprzednim parterem on wie ze jestem mezatka a on caly czas jest sam . Chce do niego wrocic ale nie wiem jak moj maz jeszcze maz sobie z tym poradzi bo jest bardzo slaby emocjonalnie ja juz nie mam sily !!! Prowadze dowojne zycie czuje sie tak jakbym zyla w dwoch swiatach czuje sie jak matka dla mojego meza wciaz wszyscy mi powtarzaja ze sie dotrzemy a ja wiem ze go nie kocham i co robic zyc bo tak wypada??? blagam pomozcie bo juz wariuje

8

Odp: Czy to ma sens...?

Nie masz dzieci, nie kochasz męża, masz ułatwione zadanie  odejdź. Co po twoim małżeństwie jak w nim szczęśliwa nie będziesz, kto wie może mężowi pisana właśnie inna i też będzie kiedyś szczęśliwy.
Nie męcz siebie jak czujesz że  nie kochasz męża, bo tylko lata mijać będą a szkoda życia obojga w takim związku.

Twój mąż to typ który musi mieć opiekunkę by żyć, zrób to , idź tam  a on idzie. Trudno być dla kobiety oparciem będąc takim  typem  mężczyzny.
Znajdzie na swojej drodze właściwą dla niego osobę, a to jest dorosły człowiek  będzie musiał to sobie poradzi.

9

Odp: Czy to ma sens...?

Jestem tego samego zdania, co różyczka, zbyt krótko jesteście razem, 1,5 roku zaledwie, byś meczyła się przez całe życie. Nie macie dzieci, to wiele ułatwia, bo gdy się pojawią, podjąc decyzję będzie jeszcze gorzej. Często kobiety tkwią w takim zwiazku całe życie ze zwgledu na dzieci, a ich szczęscie nie istnieje. Całe życie przed Tobą, musisz tylko znaleźć odwagę. Powodzenia!!

10

Odp: Czy to ma sens...?
codalej napisał/a:

Dziekuję Ci lena22 za te słowa, napisałaś dokładnie chyba jakei mam odczucia. Cieszę się, że ktoś mysli podobnie jak ja, bo już myslałam, że jestem nienoralna. Przeczytałam też Twoją historię i bedę trzymać za Ciebie kciuki, bo wiem, jak trudno zrezygnować z czegoś, nawet jak cały świat i każda cząstak Ciebie mówi, zakończ to. Powodzenia

To ja dziękuję Tobie, jest mi naprawdę dużo lepiej z myślą, że ktoś mnie nie potępia i próbuje zrozumieć. Naprawdę stokrotne dzięki.

11

Odp: Czy to ma sens...?
marvee2 napisał/a:

Witam was kobietki pisze bo nie wiem co ma robis jak podjac decyzje!!! Wyszlam za maz 1,5 roku temu i nie byla to moja wielka milosc poprostu wydawalko mi sie ze chlopak w porzadku z dobrego domu i bedzie dobrze a nie jest!!!. 8 lat temu spotykalam sie z facetem w ktorym bylam szalenczo zakochana zreszta z wzajemnoscia on wtedy byl zonaty potem sie rozwiodl nie z mojej winy juz dawno mu sie nie ukladalo ale do rzeczy moj maz to czlowiek ktorego wciaz trzeba popychac zeby coz zrobil np. prawo jazdy zrobil w wieku 37 lat tylko dlatego ze go naciskalam nie ma stabilnej pracy , stalej ciagle wyjezdza i tak naprawde nie wiele moge na niego liczyc ja jestem osoba niezalezna pracuje nie mamy dzieci ,wciaz utrzymuje kontakt z moim poprzednim parterem on wie ze jestem mezatka a on caly czas jest sam . Chce do niego wrocic ale nie wiem jak moj maz jeszcze maz sobie z tym poradzi bo jest bardzo slaby emocjonalnie ja juz nie mam sily !!! Prowadze dowojne zycie czuje sie tak jakbym zyla w dwoch swiatach czuje sie jak matka dla mojego meza wciaz wszyscy mi powtarzaja ze sie dotrzemy a ja wiem ze go nie kocham i co robic zyc bo tak wypada??? blagam pomozcie bo juz wariuje

Walcz o miłość, a matką bądź dla swoich dzieci a nie dla dorosłego faceta. Jak go nie kochasz to się nie dotrzecie. Ja wiem że poczucie winy, że co sobie inni pomyślą, ale to jest Twoje życie. A ten dzieciak ( twój mąż) poradzi sobie, nawet nie wiesz jak faceci umieją o siebie dbać, jak go zostawisz teraz to jeszcze znajdzie sobie jakąś mamusię.
Głowa do góry, jesteś panią swojego życia.

12

Odp: Czy to ma sens...?

bardzo wam dziekuje wiem juz jaka podjac decyzje choc mam poczucie winy ale zycie ma sie jedno

13

Odp: Czy to ma sens...?

Kochane, tak czytam i zalamuje rece. Sama jestem w takiej sytuacji, ze nie wiem jak to dalej bedzie. Mialam kilka milosci w swoim zyciu, ale te jedyna tylko raz. Niestety to nie jest ta obecna. W chwili obecnej jestem od 1,5 roku w zwiazku. Jest super. Nigdy nie bylo awanturowania sie, i temu podobnych. Nawzajem sie wspieramy, ufamy i na oko jest blogo. Ale jak to zawsze bywa sa jakies ale. Nie mamy sexu. 2 lub 3 razy w miesiacu to max. Jam mam 27 lat a chlopak 35. To nie jest normalne. W wiekszosci to ja inicjuje sex, i nie chodzi tu o to, ze nie mamy czsu - bo jego mamy wiele. Nie wiem czy tak ma wygladac nasza przyszlosc, ale ja tak nie chce. Chce aby byla ta cholerna chemia miedzy nami, fajerwerki jak sie calujemy. Wlasnie, sie nie calujemy, tylko buskamy, glaskamy itp. Ciagle mam fantazje o sexie z innymi, boje sie, ze pewnego dnia pojde z kims sie przespac, zupelnie obcym bo niebawem eksploduje!!! Nie ulatwia mi tej sytuacji fakt, ze przez to jak nam jest coraz czesciej mysle o bylym. przed obecnym chlopakiem bylam w zwiazku 8mio miesieccznym i zakonczonym nieszczesliwie dla mojej osoby. To byla wielka milosc - spontaniczna, chemia wisiala w powietrzu, namietnosc itd. Stracialam dla niego glowe. Byl starszy o 10 lat i we wszystkim mi imponowal. Jednak byly sceny zazdrosci, awantury i mnie zostawil. Rozeszlismy sie na wiosne 2007 roku. Cierpialam, przyplacilam to depresja, stracialam wszystko co mialam - wyzucono mnie z studiow, bo nie bylam sie w stanie uczyc, stracilam wszystkie oszczednosci bo nie moglam pracowac. Po 1,5 roku dopiero zaczelam funkcjonowac w zyciu codziennym. Znalazlam prace i zaczelam sie usmiechac. Przez ten czas nie moglam sie z nikim zwiazac bo czulam sie tak jakbym zdradzala bylego. Dopiero wczesnym latem 2009 poznalam obeznego chlopaka i tak to jestesmy razem. Jednak musze powiedziec, ze zanim poznalam obecnego chlopaka kilka razy spotykalam sie z bylym na 'kolacje ze sniadaniem' i bylo cudownie. Przy nim czuje sie tak jak po srodkach oduzajacych. Minelo juz tyle lat a ja ciagle o nim mysle, juz bedac w tym zwiazku usilowal nawiazac kontakt - w wiadomym celu, ale bylam twarda. Czy ja go wywale z mojej glowy. Minelo juz tyle lat, a ja codziennie o nim mysle. Obecny chlopak o tym nie wie, bo mu tego nie daje odczuc. Dobija mnie fakt, ze nie mamy zycia seksualnego, ktorego mi brakuje. Natomiast wiem gdzie tego zycia seksualnego moge zaznac, ale nie dostane nic wiecej. Nie zdradze bo za bardzo szanuje swojego chlopaka. Pod koniec tego roku opuszczamy kraj okres roku lub wiecej. Postawilam wszystko na jedna karte. To chlopak ma kontrakt i ja sie dostosuje do sytuacji i wyjade z nim. Mam nadzieje, ze odleglosc pozwoli mi zapomniec o bylym, a nowe miejsce moze obudzi we mnie i w moim chlopaku dzikie namietnosci. O zwiazek trzeba walczyc. Prawda??? A toksycznych bylych pochowac?! Tak sobie tlumacze...

14

Odp: Czy to ma sens...?

Zdecydowałam się napisać znowu, nie wiem, czy to coś da, ale jak ktoś tu napisał, anominowaość daje nam odwagę. Na co dzień w życiu tak  po prostu nie zwierzyłąbym się nikomu ze swoich problemów. Jestem postrzegana, jako osoba radząca sobie nieźle i nie mająja problemów. Po odejścu byłego męża, długo nie mogłam stanąc na nogi, zostałąm sama z 2 małych dzieci ( 2 i 6lat), ale czas pozwolił sie otrzasnąć, znaleźć dobra pracę, wyjśc z dołka. Tym bardziej jestem na siebie zła, że pozwoliłam, bo poniekąd jestem winna tej sytuacji, że pozwoliłam się wpakować w taki beznadziejnie durny układ, z którego są teraz coraz większe problemy. Codziennie biję się z myślami, wciąż podejmuję inne decyzje, raz mówię sobie - to koniec, to nie ma sensu, utnij to, popłaczesz, ale za kilka miesięcy Ci przejdzie, a bedziesz żyła w zgodzie z włąsnym sumieniem. Za chwilę znów przychodzi myśl, nie rezygnuj, walcz, bo przecież było tak dobrze i nadal bywa dobrze, chcesz być z tym człowiekiem, chyba go kochasz, zaczekaj, bądź cierpliwa. I tak w kółko. Tracę już szacunek sama do siebie i stję się chyba zołzą. NIe lubię się za to. Nie wiem, czy powinnam cierpliwie znosić wszystkie sytuacje, które mi się nie podobają i tłumaczyć je sobie, tak jak on mi to tłumaczy, że przecież mnie kocha, jest ze mną i chce być. Czy zgoła inaczej rozwiązać problem. Wczoraj znów długa rozmowa, próba wyjaśnienia mu, że nie umiem tak zyć, że musi się zdecydować, albo chcę być ze mną i wychodzę z mroku jego życia, albo to nie ma sensu, bo ja na rolę kochanki się nie piszę, A on mówi, że szukam problemu, bo przecież nie mieszka z żoną, jest w trakcie rozwodu. I sama już nie wiem, czy to rzeczywiście ja widzę problem, którego nie ma? Ale jak mam go nie widzieć skoro wciąz i na nowo mnie zaskakują nowe "dziwne" sytuacje. W poprzednim tyg. był np na imprezie z kumplami, miałąm go odebrać, ale od słowa do słowa, uznał, że mi sięnie chce i nie będę go odbierac. Czekałąm całą noc, wkurzona, zła, przestraszona, może się coś stało, a on pojawia się rano,mówiąc, że to piekielny zbieg okoliczności, bo poszedł do swojego byłego mieszkania, gdzie mieszkają jego dzieci i żona, by syn go odwiózł, ale syn  nie przyszedł i on spedził noc w fotelu. Kazałam mu sie wynosić.Ale znów rozmowa, przeprosiny, tłumaczenie, znów uległam emocjom. Minąl dzień, a on znów musi jechac pogadac z synem bo wyjeżdza za granice, potem wspólny rodzinny wyjazd na lotnisku, wczoraj koleja wizyta u młodszego syna.Potem trening, Dzisiaj trening , w weekend turniej.W zasaszie jego życie to jego sprawa a mnie nic do tego, bo"przecież wiedziałąm, że lubi grać' że ma dzieci i musi się z nimi widywać" I zaczynam mieć poczucie winy wtedy, że się rzucam, bo sama mam dwójkę i wiem, jak jest jak ojciec odchodzi i jak to dzieci przezywają. I naprawdę to rozumiem, ale fakt, że mój status to status kochanki, doprowadza mnie do szału i rozpaczy. Skoro nie chce specjalnie jechać i oznajmiać im prawdy, to w momencie, gdy żona pyta czy ma kogoś, wystarczy choć zasugerować, że sie z kimś spotyka, a nie twardo mówić, że nie ma nikogo. Powiedzcie, jak sądzicie, czy ja stwarzam problem, którego nie ma? Czy jestem jakaś nienormalna, czy powinnam siedzieć cicho?
morfeusz napisał:



ale się wpakowałaś
Facet mam nie tylko podwójne życie ale pewnie jeszcze dwie osobowości.
Facet zaczął kłamać i tak se zapętlił w tym wszystkim ze już pewnie nie wie co jest prawdą.
Katastrofa gwarantowana

coraz częściej myslę, że to jednak nie ma sensu...

15

Odp: Czy to ma sens...?

codalej - radzić jest trudno ale masz dwa wyścia (jak zawsze) pogodzić się z zaistniałą sytuacją (z którą sama piszesz jest ci źle) bo nawet jak on się rozwiedzie (co z tego co piszesz może się ciągnąć do wiecznego NIGDY) to nie rozwiedzie się z dziećmi i zawsze gdy będzie miał wybierać między tobą a dziećmi to (jeśli jest porządnym ojcem)zawsze wybierze dzieci i tobie przyjdzie się z tym pogodzić bo nie możesz walczyć z ojcowskimi uczuciami - zresztą uważam że nie powinnaś. Inne wyjście to takie że jeśli źle ci z takim układem to daj sobie i jemu czas żeby poukładał swoje sprawy - niech odejdzie i wróci gdy będzie po wszystkim - może to skłoni go do ostatecznej decyzji inaczej jemu jest tak wygodnie bo nie musi nic zmieniać ma dwie "rodziny" i tak widać mu dobrze.
Pazdrawiam i życzę mądrych decyzji

16

Odp: Czy to ma sens...?
atinasarz napisał/a:

codalej - radzić jest trudno ale masz dwa wyścia (jak zawsze) pogodzić się z zaistniałą sytuacją (z którą sama piszesz jest ci źle) bo nawet jak on się rozwiedzie (co z tego co piszesz może się ciągnąć do wiecznego NIGDY) to nie rozwiedzie się z dziećmi i zawsze gdy będzie miał wybierać między tobą a dziećmi to (jeśli jest porządnym ojcem)zawsze wybierze dzieci i tobie przyjdzie się z tym pogodzić bo nie możesz walczyć z ojcowskimi uczuciami - zresztą uważam że nie powinnaś.

NIgdy nie zamierzała i nie będe walczyć z jego ojcowskimi uczuciami, wręcz przeciwnie, często to ja nakłaniam go do różnych spraw zwiazanych z dziećmi, rozmawiamy o nich dużo i czasem mam wrażeniem, jakbym je znała i nie kwestia dzieci jest dla mnie problemem, bo to normalne i w ogóle nie ma czego komentować, problem jest taki, że on wciąz nie umie podjąc ostatecznej decyzji, nie wiem czy wstyd mu przed dziećmi, czy boi się reakcji żony. Ale to nieistotne, bo jeśli nigdy nie dojrzeje do tej decyzji to co??? Prze 4 lata nie miałąm pojęcia, że jest żonaty. Teraz Ona nie ma pojęcia, że on kogoś ma. Czy można ufac takiemu człowiekowi, nawet jesli się go kocha?

17 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2010-10-21 11:35:56)

Odp: Czy to ma sens...?

Jest duzo powodów dla których On zwleka z powiedzieniem prawdy: jest słaby, wstydzi sie przed dziecmi, boi sie ,że gdy zona sie dowie poczuje się zraniona i oszukana, wycofa rozwód lub zmieni orzeczenie na winę o zdradę a to może sie ciągnać latami,dochodza  też alimenty na zonę, boi sie opinii rodziny, odrzucenia przez dzieci, które wezmą stronę matki i wystapią  przeciw Tobie bo właśnie Ciebie oskarżą o rozbicie rodziny i nie zechcą Cie poznać lub poznanie jego dzieci, będzie dla Ciebie bardzo, bardzo przykre.
Boi sie nacisku rodziny,ultimatum dzieci, bo jest słaby a wtedy ulegnie, może się wycofa, bo niestety słaby człowiek ucieka sie do kłamstwa, tak jak zwodził Ciebie zanim nie był Ciebie pewien.
Rozumiem ,że nie chcesz być kochanką, bo wpakowałaś się w To wbrew Twojej woli, ale dopóki On sie nie rozwiedzie będziesz nią bo teraz nie jesteś już nieswiadoma, zyjesz z zonatym facetem, który zdradza zonę.
Z pewnością chce to małżeństwo zakończyć z jak najmniejszą szkodą dla siebie, wybielić sie przed rodziną, oszukać dzieci,że poznał Ciebie po rozwodzie, bo sie boi ,że dzieci poznając prawdę odwrócą się od niego,że je straci.
Dzieci i tak poznają prawdę i go ocenią czy on chce tego czy nie, tylko odwleka to w czasie.
Ten facet zrobił dla Ciebie dużo, bardzo duzo,bo odszedł od żony, rozwodzi sie, ale raczej tu sam sobie nie ufa co zrobi, gdy jego rodzina pozna prawdę o jego zyciu, czy da radę się z tym zmierzyć?
To nie jest krótki romans, to 4 lata w których oddalał się od zony i w których następowal rozpad jego związku, a w których byłaś Ty. Owszem bylaś nieswiadoma, ale czy pogoniłas go jak poznałaś prawde?
Nie wiem czy zaraz po rozwodzie powie prawdę rodzinie, czy też dalej będzie zwodził, że niby dopiero Cibie poznał, ten facet po prostu naważył piwa, ale wypić go nie ma odwagi.

Rzeczywiście najlepiej tu będzie jak odejdzie, poukłada swoje sprawy i dopiero wróci, tak powinaś postapić jak sie dowiedziałaś ,że ma zonę, wtedy bys miała klarowną sytucję.

18

Odp: Czy to ma sens...?

maja 84- masz swiętą rację, wiem, ze to ja okazałam się suką, tak wyszło i nie ważne czy wtedy wiedziałam czy nie, wiem, że to chyba bedzie najlepsze wyjście z tej paranormalnej sytuacji, Tylko to nie jest takie proste, bo ja również się boję i chyba też jestem za słaba by podjętą decyzję wyegzekwować. Ale nie mam wyjścia. Pytasz, czy go pogoniłam, jak się dowiedziałam, tak, zerwałam znajomość i powiedziałam, że dopóki nie uporządkuje swoich spraw, z nami koniec. Wyprowadził się wtedy z domu. Zaczęliśmy rozmawiac i wtedy popełniłam największy bład, bo uległam i wrócilismy do siebie. Tylko, że ja wtedy też sie posypałam, runął mi świat po raz drugi, a naprawdę pokochałam tego czlowieka. Tylko to nic nie zmienia, powinnam być wtedy twarda, bo tak to teraz jestem suką i to właśnie ja nią jestem. I nie ma zanczenia że przez tyle lat nic nie wiedziałam, że były wspólne wakacje wyjazdy, pomieszkiwania razem i nie miałąm jakichkolwiek podstaw by coś przeczuwać, jego malzeństwo nie istniało od dawna, zona go zdradziła, ale to nie ma znaczenia teraz, bo nagle, chce znów z nim być i nie chce by się z nią rozwiódł. Musze odzyskać szacunek do samej siebie. To trudna decyzja, tym bardziej, że wiem, iz powrotu nie będzie. ale nie mam wyjscia.

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy to ma sens...?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024