mam 31lat i jak na swój wiek przeszłam bardzo wiele.
12 lat temu wyszłam szczęśliwie za mąż ,pierwsze lata naszego małżeństwa były bardzo udane -tak wtedy mi się wydawało.Urodziłam dwóch synów w chwili obecnej mają 11 i 12 lat. Mąż dobrał sobie bardzo rozrywkowe towarzystwo,ważniejsza była zabawa niż rodzina.Popadliśmy w długi więc nadarzyła się okazja wyjazdu do pracy za granicę(Austrii,tam mieszkali jego rodzice),wyjechałam i dopiero się zaczęło .Dzieci musiała zabrać z domu moja mama bo mąż mój urządzał schadzki i nie potrafił zaopiekować się własnymi dziećmi.Ze mną kontaktował się tylko wtedy gdy potrzebował pieniędzy, a ja mu je wysyłałam.Gdy przyjechałam na kilka dni do polski dowiedziałam sie od dzieci że mąż mnie zdradza(Wiesz mamuś jak ciebie nie było to tata spał z nami i ciocią Eweliną),ręce mi opadły.Złożyłam pozew rozwodowy po pierwszej sprawie męża zamknęli w więzieniu okazało się że za kradzież, odbyły się jeszcze 3 sprawy .Gdy otrzymałam rozwód pojechałam do niego do więzienia ,było mi bardzo przykro gdyż uświadomiłam sobie że choć mnie zdradził nadal go kocham.Odwiedziłam go jeszcze kilka razy i kontaktowaliśmy się tylko listownie.Po roku zerwałam z nim kontakt i próbowałam sobie na nowo ułożyć życie,niestety i tym razem się nie udało,żyłam w konkubinacie przez ok.5lat ze związku tego mam córkę(w czwartek kończy roczek).Był to ciężki związek kilka razy rozstawaliśmy się i schodzili na nowo,okazało się że jest hazardzistą zaciągnęłam wielki kredyt żeby spłacić jego długi a on nie miał zamiaru go spłacać.W sierpniu wyszedł z więzienia mój ex mąż i nas odwiedził ja i dzieci bardzo się ucieszylismy(dostałam nawet bukiet kwiatów) i dopiero się zaczeła wojna z konkubentem więc mu powiedziałam że też mam dość i kazałam się mu wyprowadził.Opowiedziałam mojemu ex jakie mam życie,powiedział że pomoże mi ten kredyt spłacić.Poczułam że go nadal kocham i on też powiedział że mnie kocha i chciałby być z nami ale potrzebuje czasu,poza tym ma przyjaciółkę która przez cały ten czas mu pomagała. Przy każdej swojej wizycie pyta się czy między nami może być tak jak na początku naszego związku(tzn.dobrze),ale powiedział mi jedno co mnie zasmuciło "nigdy nie pokocham twojej córki tak jakby to było moje dziecko". Teraz pracuje w Austrii pisze ,dzwoni do nas,dzieci za nim tęsknią tak jak i ja.
Powiedzcie mi czy mam walczyć o nasz związek? Choć ma przyjaciółkę.
Choć przecież sam się zastanawia nad powrotem.
Czy jest szansa na stworzenie moim dzieciom prawdziwego domu i pełnej rodziny?
Co mam zrobić? Jaką podjąć decyzję ?
Sylwia, wydaje mi się, że źródło Twoich problemów leży w Tobie. Nigdy nie jest tak, że przypadkowo wiążemy się z "trudnymi ludźmi". Jeżeli kobieta na swojej drodze jest zainteresowana mężczyznami dysfunkcyjnymi, mającymi skłonności do nałogów, przemocy, "wyjętych spod prawa" to z dużym prawdopodobieństwem coś w jej życiu sprawiło, że właśnie z takimi się wiąże. I nawet, gdy kończy się jeden pogmatwany związek, taka kobieta prawdopodobnie wejdzie w drugi.
Nie jestem przekonana, czy powrót do byłego męża będzie oznaczał coś innego niż potwierdzenie faktu, że wybierasz tych mężczyzn, którzy rokują najgorzej. Zastanów się. Z wielu wolnych, niekaranych, nieuzależnionych mężczyzn, którzy mogliby dać Tobie i Twoim dzieciom ciepło, Ty rozważasz powrót do faceta z wyrokiem na koncie, przyjaciółką u boku, deklarującego, że nie pokocha prawdziwie Twojej córki. Widzisz już teraz, że to nie jest ideał, być może świadomie wiesz, że to kolejne ryzyko bez gwarancji, że się zmienił - on Ci nawet nie daje gwarancji, że naprawdę chce z Tobą być - a jednak w to wchodzisz.
Twoje dzieci musiały ogromnie cierpieć, patrząc na ojca w takim stanie, nie mając przy sobie ukochanej mamy. I potrzebują teraz spokoju, a Twój były mąż zdaje się być zapowiedzią czegoś zupełnie odwrotnego.
czasami zastanawiam sie nad tym jak bardzo potrafimy sobie komplkowac zycie a jezeli juz tak sie stanie zróbmy wszystko zeby to naprawic najpierw od samych siebie , mówia ze dwa razy nie wchodzi sie do tej samej rzeki, lecz miłosc czasami jest silniejsza(a moze wspomnienie ze kiedys było dobrze ) zycze powodzenia
pochopnie można się zauroczyć a nie zakochać
mam 31lat i jak na swój wiek przeszłam bardzo wiele.
12 lat temu wyszłam szczęśliwie za mąż ,pierwsze lata naszego małżeństwa były bardzo udane -tak wtedy mi się wydawało.Urodziłam dwóch synów w chwili obecnej mają 11 i 12 lat. Mąż dobrał sobie bardzo rozrywkowe towarzystwo,ważniejsza była zabawa niż rodzina.Popadliśmy w długi więc nadarzyła się okazja wyjazdu do pracy za granicę(Austrii,tam mieszkali jego rodzice),wyjechałam i dopiero się zaczęło .Dzieci musiała zabrać z domu moja mama bo mąż mój urządzał schadzki i nie potrafił zaopiekować się własnymi dziećmi.Ze mną kontaktował się tylko wtedy gdy potrzebował pieniędzy, a ja mu je wysyłałam.Gdy przyjechałam na kilka dni do polski dowiedziałam sie od dzieci że mąż mnie zdradza(Wiesz mamuś jak ciebie nie było to tata spał z nami i ciocią Eweliną),ręce mi opadły.Złożyłam pozew rozwodowy po pierwszej sprawie męża zamknęli w więzieniu okazało się że za kradzież, odbyły się jeszcze 3 sprawy .Gdy otrzymałam rozwód pojechałam do niego do więzienia ,było mi bardzo przykro gdyż uświadomiłam sobie że choć mnie zdradził nadal go kocham.Odwiedziłam go jeszcze kilka razy i kontaktowaliśmy się tylko listownie.Po roku zerwałam z nim kontakt i próbowałam sobie na nowo ułożyć życie,niestety i tym razem się nie udało,żyłam w konkubinacie przez ok.5lat ze związku tego mam córkę(w czwartek kończy roczek).Był to ciężki związek kilka razy rozstawaliśmy się i schodzili na nowo,okazało się że jest hazardzistą zaciągnęłam wielki kredyt żeby spłacić jego długi a on nie miał zamiaru go spłacać.W sierpniu wyszedł z więzienia mój ex mąż i nas odwiedził ja i dzieci bardzo się ucieszylismy(dostałam nawet bukiet kwiatów) i dopiero się zaczeła wojna z konkubentem więc mu powiedziałam że też mam dość i kazałam się mu wyprowadził.Opowiedziałam mojemu ex jakie mam życie,powiedział że pomoże mi ten kredyt spłacić.Poczułam że go nadal kocham i on też powiedział że mnie kocha i chciałby być z nami ale potrzebuje czasu,poza tym ma przyjaciółkę która przez cały ten czas mu pomagała. Przy każdej swojej wizycie pyta się czy między nami może być tak jak na początku naszego związku(tzn.dobrze),ale powiedział mi jedno co mnie zasmuciło "nigdy nie pokocham twojej córki tak jakby to było moje dziecko". Teraz pracuje w Austrii pisze ,dzwoni do nas,dzieci za nim tęsknią tak jak i ja.
Powiedzcie mi czy mam walczyć o nasz związek? Choć ma przyjaciółkę.
Choć przecież sam się zastanawia nad powrotem.
Czy jest szansa na stworzenie moim dzieciom prawdziwego domu i pełnej rodziny?
Co mam zrobić? Jaką podjąć decyzję ?
Myślę, że najlepiej by było, gdybyście razem znów zamieszkali, tak jak kiedyś a on zerwał ze swoją "przyjaciółką" jeśli faktycznie chce być z Tobą. Zobaczyłabyś czy zmienił się naprawdę a nie na pokaz. Pozdrawiam