Witam, chciałam sie z wami podzielić moim problemem. Otóż zauważyłam u siebie że....nie lubie dzieci!!
A przecież jestem kobietą, i w dodatku matką!!! mam swoje dziecko, które kocham, uwielbiam i jest moim oczkiem w glowie!!!
więc skąd? pytam skąd sie wzięła u mnie ta niechęć do dzieci??? przestałam chodzić do kolezanek w ciagu dnia, ponieważ maja dzieci a one mnie strasznie drażnią!!nie moge wytrzymac jak one płaczą, krzyczą z byle powodu, a najbardziej drażni mnie jak dziecko wymusza coś od matki czy ojca. Zupełnie siebie nie rozumiem, bo kiedy przychodze z pracy do domu a tam czeka na mnie moj kochany, 4-latek to jestem przeszczesliwa!! mąż nawet ostatnio stwierdził że mozemy postarac sie dla niego o rodzenstwo, a ja wykrzyczalam mu w twarz ze "nie ma o tym mowy"!!!i żeby więcej nie poruszał tego tematu!! dlaczego nie chce? bo nie wyobrazam sobie od nowa pieluch, mleka a najbardziej chodzenia w ciazy i tych kilogramów ktore znow przybedą!! myśle czasem ze jestem tak zakochana w swoim synku, że na każde inne dziecko patrze źle. Boje sie że przez to moj mały wyrosnie na jaiegos egoiste czy cos podonego. Chociaż uczę go jak ma postepować, nigdy nie było sytuacji w ktorej cos na mnie by chcial wymusic. Pewne zasady obowiazywały już od urodzenia. Nie było kołysania, noszenia na rękach(wyjątkami byla choroba lub wychodzenie ząbków),zawsze wolałam polozyc sie z nim na łózku i mu śpiewać, rozmawiac z nim.
Ale to chyba nie jest złe? im byl starszy wiedzial co moze a co nie.
Ale najwiekszym moim problemem jak juz wspomnialam jest to ze ja nie lubie obcych dzieci. I one mnie tez nie lubią, bo nigdy zadne dziecko np. mojej kolezanki nie chcialo pójść do mnie na ręce, ani sie przywitac...kolezanki tez mowily mi że ich dzieci nie przeadaja za mną, mimo iż zasade mam taką ze jak ide gdzies gdzie sa dzieci zawsze musze cos dla nich mieć. Nie wiem skad sie to u mnie wzięło. Kilka lat temu tak nie było, przeciez jako 19-20letnia dziewczyna pracowalam popludniami jako opiekunka i dzieci do mnie lgnęły a ja do nich....wiec błagam powiedzcie mi dlaczego tak mi sie odmieniło??? ![]()
1 2010-09-30 18:37:12 Ostatnio edytowany przez eliza26 (2010-09-30 18:42:31)
Wydaje mi się,że to nie jest do końca tak,że ty nie lubisz dzieci.Do mojej siostry przyjeżdżają znajomi z 4 ką dzieci,i my też za tym nie przepadamy,ponieważ są to rozwrzeszczane,rozkapryszone,a na dodatek zaczepne dzieci.Dopiero jak odjeżdżają to siostra czuje ulgę.Ale to jest akurat w ich przypadku,a sama nie chcez mieć drugiego dziecka,bo nie chcesz wracać właśnie do tych pieluch itd.ale czy to musi oznaczać,że nie luisz dzieci?nieprawda,przecież sama masz dziecko,które kochasz.
Ja też nie przepadam za dziećmi, zwłaszcza takimi które jeszcze nie potrafią mówić, nie potrafię i nie lubię pieszczotliwie do nich sie zwracać , nie mam wogóle do nich podejścia, nie umiem tak jak inne osoby usmiechac sie usilnie i gliglać takiego dzieciaka mówiąc "a tititi"
Nie znosze tych matek z dziećmi w sklepach, gdy rozryczany bachor lata po sklepie i wszyscy go słyszą a taka mamuska nie chce nawet bachora uspokoic! uuuhhh poprostu nie znosze rozkapryszonych bachorów, po co wogóle brać takie ogonki do sklepu na zakupy? przecież to mordęga!Rozumiem gdy ktoś nie ma gdzie zostawic takiego dzieciaka i jest zmuszony zabierać go na zakupy, ale te rozryczane bachory to koszmar w miejscach publicznych.
Iskierka troche za ostro się wypowiedziałas,te rozryczane bachory jak ty nazwałas,to są tylko dzieci,które mają prawo marudzić i popłakiwac,a wyrazenie,że ta mamuśka nie che nawet bachora uspokoić raczej nie jest na miejscu.To jest tylko dziecko,ktore wiele rzeczy nie rozumie,i musi się wszystkiego nauczyć.Niewiem czy pamietasz,że ty też kiedyś byłaś takim własnie bachorem........a jesli chodzi o zabieranie dziecka na zakupy,to ja moje z wielką chęcią zabieram i będę zabierać,i nie obchodzi mnie,że komus moze się to nie podobać bo w sklepie chce mieć spokój,bo to jest frajda dla dzieci,a twoim zdaniem to pewnie powinny być najlepiej pozamykane w domu bez możliwości wyjścia aby nie przeszkadzać takim os.jak ty........ty może tez wielu os.przeszkadzasz a mimo to z domu wychodzisz.........
ja też nie przepadam za dziećmi.
jak jakieś znajduje się w moim pobliżu to ja NIC ![]()
inni "a titi" a ja tylko spojrzę i zaraz odwracam wzrok ..
kiedyś chciałabym mieć swoje ..
ale jak widzę dziecko do którego miałabym coś zrobić.. np na rodzinnym spotkaniu (przecież to takie miłe pozaczepiać dzieciaczka) to mi się flaki wywracają ![]()
ja też tego nie rozumiem ale cóż taka ma uroda, może się to kiedyś zmieni.
6 2010-10-01 13:56:19 Ostatnio edytowany przez Kobietka48 (2010-10-01 13:58:53)
Eliza nie jesteś jedyna która nie przepada za dziecmi,bo ja tez nie i z wiekiem co raz bardziej!
Kiedy ja miałam małe dzieci inne mi nie przeszkadzały. Kiedy moje są juz dorosłe" nie trawie" innych dzieci,doprowadzają mnie do szału. Są głośne,upierdliwe,ciagle czegoś chcą,o cos sie pytają,cały swiat musisie kręcić w okół nich.Trzeba je podziwieć,ze ładnie skaczą,ze najpiękniejszą babke w piaskownicy zrobiły,ze cudnie czytają,śpiewają.... O matko NIEEEE!!! Uwielbiam noworodki i dzieci po wyzej 16 lat:)
Nie wyobrazam sobie zostac babcią i zajmować sie takim 2-8 latkiem i na bank zajmować sie nie będę. Moje kolezanki są o 20-24 lata młodsze. Super dogadywałyśmy sie puki nie miały dzieci. Gdy urodziły [moje juz są dorosłe] nasze relacje rozluzniły sie .Nie chodzę do nich,nie zapraszam do siebie,bo nie mogę z cierpieć tych dzieci. Czasem spotykamy sie na babskie plotki gdy mężowie zostają z maluchami.
Całkowicie Cie rozumię i na pewno nie odbiegamy od normy
PS.Podziwiam przedszkolanki i nauczycielki,bo ja bym nie mogła wykonywać takiego zawodu,ALE mogła bym pracować w szpitalu przy dzieciach i wtedy by mnie nie denerwowały,bo są takie biedne i bezradne:(
Wyraziłam swoje zdanie i póki co nie zmienię na inne, bo tak odbieram rozkapryszone, rozpieszczone i co za tym idzie rozwrzeszczane bachory, ja wiem ze nie wszystkie są takie,grzeczne dzieci sąkochane ale te rozwydrzone co to im wszystko wolnoooo...to cos strasznego! ale jak mówię nie lubie takich rozpieszczonych które sa nie do zniesienia! Owszem ja też byłam "bachorem" jak każdy z nas, ale to nie znaczy ze muszę tolerować mamuśki które nie uczą tych swoich dzieciątek że trzeba być grzecznym...."bo to tylko dziecko" ale co z tego??? ...ale są dzieci i są dzieci , róznica polega na tym jakie podejście ma taka mamunia do dziecka, bo jak pozwala sobie wchodzić na głowę to skutki są właśnie takie...ze ma gdzies ze ten bachor na cały sklep sie wydziera i nic sobie z tego nie robi! a nie każdy lubi słuchać wrzasków w sklepie czy innym miejscu.
podobno cierpliwość ma się tylko do własnych dzieci. to by się zgadzało. ja, jak na razie, nie mam własnych (i raczej nie prędko będę miała) i też mnie drażnią, szczególnie te rozpuszczone, wrzeszczące i histeryzujące. nie ma w tym nic złego, że nie masz ochoty na towarzystwo innych dzieci, że nie chcesz się zdecydować na drugie dziecko. masz prawo czuć się zmęczona i rozdrażniona, bo spójrzmy prawdzie w oczy - dzieci są słodkie, ale cholernie męczące;)