Witam Was:)
mam problem i wielką nadzieję, że mi pomożecie:)
Problem ów dotyczy pracy. Dopiero skonczyłam studia dzienne i nie mam żadnego doświadczenia.
Mój narzeczony (N.) będzie studiował jeszcze rok.
Z tego powodu szukam pracy w mieście i jak najbliżej miasta, gdzie studiuje.
Ostatnio dostałam propozycję rozmowy w miejscowości oddalonej o ok.30-40 km.
Dodam, że z powodu braku doświadczenia nie mogę specjalnie przebierać w ofertach,
a to zaproszenie jest dla mnie szansą na jego zdobycie i ewentualną zmianę pracy, kiedy już
wspólnie z moim N. zdecydujemy, gdzie chcemy mieszkać i pracować.
Jednak mój N. prawie dostał szału, kiedy usłyszał, że nie będę mieszkać w tym samym mieście co on....
nie pomogły tłumaczenia, że muszę zdobyć doświadczenie, że nie ma wiele ofert dla mnie, że robie to przecież
przede wszystkim z myślą o naszej przyszłości, że przecież te 30-40 km to niezbyt dużo, biorąc pod uwagę,
że N. ma samochód i będzie mógł do mnie przyjeżdżać.....
Zaczął obwiniać mnie, że jestem egoistką, zawsze robię co chcę, nie liczę się z jego zdaniem (mimo, że nie
powiedział, o co właściwie chodzi...), że strasznie się zmieniłam, że nie mam żadnych konkretów ani planu "dla nas"....
Proszę Was, poradźcie mi, co zrobić w takiej sytuacji i czym może być spowodowane zachowanie mojego N.?
Dodam tylko, że do tej pory wszystko było ok. I na nic innego narzekać nie mogę....:)